W dniu punkcji czułam się już *naprawdę* pełna. Sam zabieg był w porządku, ale czuję dyskomfort związany z amnezją wsteczną po przebudzeniu. Nie pamiętam, jak szłam na łóżko ani co mówiłam, mam jakieś strzępki rozmowy z panią anestezjolog. Pierwsze wyraźne wspomnienie, gdy obudziłam się już na dobre, to pytanie pani pielęgniarki czy wszystko poszło okej - w odpowiedzi usłyszałam, że pytam już czwarty raz, oni te zabiegi wykonują rutynowo JEST OK i ona już nie chce tego więcej słuchać. Nie bardzo wiem dlaczego, ale podniesiony głos sprawił, że się popłakałam i już do końca dnia byłam taka rozchwiana emocjonalnie.
Pobrano 6 komórek dojrzałych, gotowych do zapłodnienia.
Przez to, że planowaliśmy zapłodnić 9, czuję jakiś dziwny strach, że to słaby wynik i powinno być więcej, mimo że dobrze wiem, że większe znaczenie ma jakość.
Jutro mam oczekiwać na pierwszy telefon od embriologa. Przez 10 dni mam przyjmować duphaston, a później wizyta w pierwszych dniach nowego cyklu.
Czuję się dobrze, chciałabym już wrócić do ćwiczeń, ale jednak brzuch trochę pobolewa przy gwałtowniejszych ruchach a nawet podczas noszenia zakupów.
Kolejna stymulacja za mną. Teoretycznie lepsza bo uzyskaliśmy zarodki w 5 dobie. Oczywiście, że chciałoby się więcej ale biorę co jest. I tak na badanie całej 6 wydaliśmy praktycznie wszystkie oszczędności. I cóż znowu wczoraj zawisło między nami pytanie a co jak mimo to się nie uda? Co jak wszystkie będą chore? Rozważamy 4 podejście ale to już totalnie aby wyczerpać możliwości. Już wtedy bez badania zarodków, żeby tylko minimalizować koszty.
Człowiek powinien się cieszyć, że coś się udało uzyskać ale te hormony mnie po prostu dojeżdżają. Jeszcze sytuacja w pracy, sprzed świąt, trzyma mnie jak w termosie...na wszystkich patrzę wrogo, dusza towarzystwa praktycznie się nie odzywa. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy wraz z pierwszą miesiączką po punkcji...bo już mam dość. Łez w randomowych momentach, dzisiaj ledwo się obudziłam to płakałam...smutku, ale takiego dogłębnego, który aż boli w klatce piersiowej. Momentami nie mogę złapać tchu, z tego bólu psychicznego. Oby to wszystko minęło. Bo ten rollercoaster hormonalny jest straszny. Od fajnego spokojnego życia, do smutku, marazmu. Ostatnio tylko staram się przetrwać dzień za dniem.. męczy mnie ciągle pytanie po co to wszystko? Jaki jest cel i sens. Kompletnie zapomniałam po co się tak męczę. Chyba po prostu jazda do kliniki zrobiła się moim hobby. Macierzyństwo? Jakie macierzyństwo? Nie czuje tego kompletnie. Wstyd się przyznać, że z tego wszystkiego to się zrobił bardziej projekt do dokończenia, wyczerpania możliwości, niż myślenie o dziecku. Jakaś abstrakcja ta ciąża.
Okresie po punkcji przybywaj, bo rozsadzą mnie te emocje i wróci nerwica. Zapomniałam już jak emocje mogą fizycznie boleć. Aż do teraz
Sprawa wygląda tak.
Mamy piątek, 26 dc. Ostatni duphaston wzięłam w poniedziałek 22 dc. Zwykle moje cykle trwają 24 dni i 25 dc to 1 dzień nowego cyklu. Może moje własne hormony stoją dość wysoko? Piersi są baaaardzo ciężkie i trudno mi z nimi żyć.
Nie testuję, oczywiście, że moja wyobraźnia kręci przede mną obraz mnie w spontanicznej ciąży. 5 dpo czułam piętę - mój osobisty wyznacznik, że @ przyjdzie. Wczoraj też poczułam ukłucie w pięcie, pisząc także to czuję. Nie mam porównania, czy będąc w ciąży w ten sam sposób czułabym piętę 🤦♀️ bardzo mnie szczypie twarz podczas nakładania kremu, no kosmicznie (taaaak, tak, wiadomo objaw ciąży) i nie mam typowej biegunki przedokresowej. Jest to raczej spowodowane ilością przyjmowanego żelaza (od 7 kwietnia sukcesywnie zwiększam od 25 mg, przez 50 mg aż wczoraj 160 mg). Miałam też takie uczucie kłucia w kroczu - zwykle przed okresem je mam. Brzuch mnie pobolewa. Boże czemu mnie dotknąłeś niepłodnością?
Plan jest taki. Czekam. W poniedziałek miałam mieć pierwszy podgląd usg, odwołam to. We wtorek kolejny podgląd, ale u zaprzyjaźnionej lekarki - do niej pójdę.
Indiba poumawiana, może jeszcze jakąś akupunkturę wcisnę.
Żeby dobrze wybrzmiało: do nikogo nie miałabym pretensji, gdyby się okazało, że jestem w ciąży spontanicznej.
Skoro mam takie przemyślenia 5 dni po Cc zakończonej Nunusiem, to chyba zostaje psychiatra ... czy ja kiedyś będę umiała normalnie żyć? 😭
Mnie dojeżdża jeszcze co innego...
Zostały 3 zarodki i chyba źle mi z tym że muszę je oddać...
Z tym, że jestem za starą na myślenie o kolejnej ciąży, bo gdybym się zdecydowała za jakiś czas po Cc, to miałabym 43-44 i 3cia cesarkę...
Chyba też dociera, że żadne kolejne nie wypełni tej pustki... miałam 1, czułam że powinnam mieć 2, mam 2, czuje ze brakuje tego trzeciego... miałabym 10, czułabym że powinnam mieć 11...
Do tego gdzieś podświadomie czuje żal, że nie udało się mieć tej dziewczynki która straciłam...
Nie potrafię o tym nje myśleć, zamiast cieszyć się że po tym wszystkim mam Nunusia, czuje jakiś żal do życia że to już koniec... 6 lat starań po malej i chyba nje potrafię z tego wyjść... z drugiej strony, czas myśleć o tym co mam, dać trochę siebie dzieciom, a nie wieczna depresję, wizyty u lekarza, ciąże itp... wrócić do normalnego życia, bez klinik itp...
Wiem, że najlepiej byłoby oddać te zarodki jak najszybciej i "zamknąć ten rozdzial" ale boje się, że będę zalowac... jak każdej decyzji, która będzie "ostateczna". A co jeśli zajde w ciąże i ja stracę? I zamiast kończyć starania "sukcesem" jakim jest Nunus, będę je kończyć depresja po kolejnej stracie...
Czas też życia normalnie, "odchowac" te które mam, i po prostu żyć...
Ach no i jeszcze nadwaga... Podczas starań przytyłam zamiast zrzucić nadmiar wagi. Niby nie widać, ale ciało wie. A więc trzeba więcej ruchu no i lepszej diety. Dzisiaj jestem w rozjazdach cały dzień więc nie będzie łatwo (szczególnie w kwestii jedzenia), ale postaram się.
EDIT po 22
nie poszło dobrze. Jednak dzień w pociągu nie sprzyja zdrowemu odżywianiu - i tak skończyło się na bułkach i jogurtach
W tym cyklu szansa na ciążę jest znikoma (musieliśmy wcześnie wstrzymać próby), ale kurczaki, nie mam pojęcia kiedy miałam owulację.. większość czasu byłam lekko podziębiona (z resztą nadal jestem), więc bbt nie brałam pod uwagę, ale śluz w żadnym momencie nie wydawał mi się typowo płodny, tylko raczej lekko płodny - jakieś 5-7 dni temu. Piersi zaczęły być wrażliwe super szybko, szczególnie sutki, teraz jestem super wrażliwa emocjonalnie - wzruszam się na byle uroczą rzecz czy myśl. Do wczoraj byłam przekonana że jestem jeszcze przed owulacją, a tu na USG wyszło że owulacja zdecydowanie była - z prawego jajnika. Szkoda że nie zapytałam czy jest w stanie powiedzieć chociaż orientacyjnie ile dni temu
no ale cóż.. w kalendarzu zobaczyłam sobie owu na początek tego tygodnia, bo apka sugerowała że jeszcze jestem przed. A to w sumie wiele wyjaśnia! Może zawsze za późno zaczynaliśmy starania?
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia, 22:41
Uff żyje 🙂 przyszedł okres i od razu człowiekowi lżej. Jeszcze dwa dni chodziłam wściekła jak osa i minęło.
Teraz czas oczekiwania na wyniki badań zarodków. Pani w klinice była bardzo optymistyczna, mówiła że mają zawsze szybko wyniki i możliwe że przed majówką dostanę. Fajnie by było. Póki co czekam cierpliwie. I tak transfer najszybciej w lipcu, w maju jeszcze immunosupresja.
Jak zwykle, żeby czas szybciej leciał rzuciłam się w wir pracy. Wzięłam tyle dodatkowych dyżurów w pracy ile mogłam. Dodatkowy plus że podreperuje swoje finanse 🙂
Dzisiaj cały dzień intensywnie, pierwsze w tym sezonie koszenie trawy, rozłożyłam stolik i krzesła w ogrodzie. Jest gdzie posiedzieć 🙂 praca paliła się w rękach 🙂

Może nie jest idealnie, może nie nowocześnie ale na tyle na ile mogę sobie pozwolić. Tym bardziej, że to ogród prawie w centrum mojego miasta. Meble może nie są "urodziwe", ale mają być trwałe. Niestety nie mam zadaszonego tarasu, żeby kupić wiklinowe fotele z wielkimi poduchami. Nie wyobrażam sobie tego co chwilę osłaniać przed deszczem. Tu mam spokój 🙂 kwiatki powoli kwitną. Zostaje jeszcze kupić i wsadzić coś do wielkich donic które staną w rogach. No i lampiony solarne są już "w drodze", tak samo jak parasol. Nie jest idealnie. Ale najważniejsze, że jest. Mam gdzie usiąść z książką i się zrelaksować 🙂 jeszcze trochę pracy przede mną i wycinania chwastów ale już do przodu. Jestem powoli dumna ze swojej pracy i dererminacji. Dzisiaj ogarniałam to wszystko po nocnej zmianie w pracy 🫣😅 Przez to niewyspanie w pracy i pewnie przez to zgubienie "tłuszczyku", to było mi zimno. Ogólnie ostatnio jest mi ciągle zimno, chodzę dalej w grubych rzeczach. A jeszcze całkiem niedawno mogłam w trampkach i cienkiej kurteczce biegać non stop 😅

Kitku pomocnik i darciuch jak zwykle jest 😅 to jest dopiero moja przylepa. Kroku nie mogę bez niej zrobić, musi być blisko 🙂 najgorzej, że mam to samo, muszę ją mieć przy sobie, żeby być spokojną.
No i mam nadzieję, że w takiej atmosferze upłynie mi oczekiwanie na wyniki badań zarodków 🙂
BetaHCG, które nie chciało rosnąć, śpi na moim ramieniu. Córka J. skończyła niedawno cztery miesiące. Córka, która z badań wyglądała na źle rozwijający się zarodek. Córka, której przypisywano hipotrofię na prenatalnych połówkowych. Córka, której poród chcieli wywoływać, bo podobno nie rosła i podobno miałam niewydolne łożysko (spoiler: żadna z tych rzeczy nie miała miejsca). Córka, którą urodziłam i wychowujelę na własnych zasadach, dystansując się od opinii wielu ekspertów - i tych wkoło mnie, i tych w białym kitlu.
Moje największe wyzwanie i szczęście- macierzyństwo.
17.06.2026
Transfer
Dziś endometrium 10.3
15 dc
To jeden z tych dni, które niosą ze sobą szczególnie dużo nadziei. Każdy kolejny cykl to nowa szansa, nowe emocje i nowe oczekiwania. Dziś staram się zatrzymać na chwilę i docenić drogę, którą przechodzę - nawet jeśli nie zawsze jest łatwa.
W okresie okołoowulacyjnym trudno nie wsłuchiwać się w każdy sygnał wysyłany przez organizm. Z jednej strony ekscytacja, z drugiej cierpliwość, której staraczki uczą się chyba najlepiej ze wszystkich. 💛
Na ten moment jestem na etapie przygotowywania się do starań. Obserwuje siebie, przyjmuje suplementy. Ciekawe jak ten okres będę odczuwać jak już przyjdzie ten czas na działania...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca, 13:06
Bocian Warszawa
📅 27.12.2024 rozpisanie stymulacji
📅 03.01.2025 początek II stymulacji [Recovelle 15 + Orgalutran]
📅15.01.2025 punkcja
Pobrano 8 jajeczek, zapłodniono 6
❄️5.11 pgt❄️5.2.2?❄️3.2.2
📅04.02.2025 histeroskopia +cd138+cd56
~~ponowne badanie 5.2.2 - degradacja po odmrożeniu
📅11.06.2025 transfer ❄️5.11 pgt
Do transferu: Intralipid, Accofil. Fraxiperina, Hydroxychloroquine, Acard,
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca, 11:52
W czwartek mialam ogromny bol jajnika lewego, tam rosnie pecherzyk, wyrzut sluzu płodnego a pozniej cisza do dziś. Wczoraj rano zastrzyk ovitrelle, wieczorem ❤️ a dzis kiedy wlasnie zaczelam odczuwać owulacje ( 34 h po zastrzyku) jego niestety nie ma więc slabo ale wiedzialam o tym i nie nastawiam się. Z pozytywnych spraw to endometrium w 12 dc mialam 7,8mm a poprzednio bylo 6mm wiec dla mnie super, 2 miesiace temu przy biochemicznej 5.6mm
Ciąża zakończona 14 czerwca 2026
5.04.2026r. o 14:52 na świat przyszedł Kubuś podczas porodu SN z użyciem vacuuma. 3870g 56cm. Ten poród nie był w ogóle taki, jak myślałam, że będzie, a wiecie że różne scenariusze brałam pod uwagę.
Chciałabym o tym wydarzeniu napisać osobny wpis. Zaczęłam już tworzyć dokładny opis zdarzeń, ale jak zobaczyłam 4 strony a4 w Wordzie objętości tekstu to zwątpiłam. Dajcie znać czy was to aż tak ciekawi.
Ja nie będę ukrywać, że połóg dał mi w kość od strony hormonalnej, psychicznej. Katuję się przeróżnymi myślami. Dobrze, że istnieje teraz coś takiego jak czat AI, więc swoje setki tysięcy obaw i samobiczowania za wszystko wyrzyguje tam i działa to na mnie w pewien sposób jak terapia. Młody jest ja świecie już 3 tygodnie, moja sieczka w mózgu trochę odpuściła, ale dalej potrafię sobie wkręcić różne mało racjonalne rzeczy. I ja serio wiem, czemu coś jest tylko głupim i błędnym myśleniem, ale nie potrafię przestać i tak tkwię w spirali samonakrecania się...
Cały czas też zastanawiam się, czy mam wysoki próg bólu, czy też nie. Podczas porodu nie czułam bólu aż nie odeszły mi wody. Wtedy zaczęła się jazda bez trzymanki, młody był ustawiony pleckami do mojego kręgosłupa i obracał się dopiero w kanale rodnym. Od 8cm rozwarcia nie wiedziałam już jak się nazywam i darłam się w niebogłosy mając wrażenie że coś mnie od środka rozrywa. Za to po porodzie... Znowu luz. Nawet przeciwbólowych nie brałam, bo nic mnie nie bolało. 👀 Nie wiem, ale o tym dużo myślę. I nie ukrywam, że zwyczajnie boje się... Powtórki. Wiem, że pewnie ten strach minie, że potrzeba czasu, ale na razie jest tam świeża rana, w którą zaglądam z lękiem.
Kuba... Amunicja na forum kiedyś napisała, że jej córka jest miłością. To samo mogę powiedzieć o Kubie. Patrząc na niego, czuję ogrom miłości. Czuję, że za wszelką cenę muszę go chronić, kochać, dać wszystko co mogę. Przepadłam. I narodziłam się na nowo, z rozszarpanych po porodzie części mnie. Może nie jest łatwo (ale są trudniejsze dzieci niż on zdecydowanie), to jestem bardzo szczęśliwa, że go mam. Wciąż nie wierzę, że on jest mój, że jest tu ze mną już na swiecie i spaja naszą rodzinę czymś niesamowitym. Jestem tak zwyczajnie niesamowicie wdzięczna za to wszystko, co mnie teraz otacza.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia, 17:05
Aktualizacja:
Niedziela, 28 dc. Krwawienia dalej brak. Pięta coś tam wczoraj bolała, nie za dużo. Zrobiłam wczoraj trening wspinaczkowy, męczyłam się mocniej niż zwykle, pociłam się jak tuż przed okresem. Testu nie robię, bo się boję rozczarowania (głowa żyje swoim życiem). Brzuch nie boli. Piersi zelżały, były dość napięte, lekko nabrzmiałe, teraz wróciły do normy. Jest 6 doba po odstawieniu duphastonu. O, pięta boli.
Po nieudanym transferze okres przyszedł następnego dni po odstawieniu dupka. Jeśli dobrze pamiętam 27 dc. Czy to możliwe, że estrofem i dupek tak mi rozregulowały mój własny cykl? Hm. Może się zrobiła torbiel.
Do tego zewsząd (wiecie jak jest) spływają do mnie informacje o porodach lub ciążach i to babek w moim wieku. Lekko nie jest.
We wtorek wizyta u lekarza.
Ach ten PMS... Od rana bolała mnie głowa tępym bólem, przestała jak posiedziałam z 2h na tarasie. Cały poranek przeleżałam i o mało nie zrobiłam mężowi awantury kiedy mi powiedział że w sklepie nie ma tiki taków i kasztanków. Ale przywiózł Michałki. Więc dostał tylko upomnienie że kupił ich za dużo i zjem wszystkie a potem mam problem chudnąć 
Cóż, wypiłam kawę i wymoczyłam stópki w gorącej wodzie żeby pozbyć się bólu głowy i dało radę. A potem wspólne leniuszkowanie przy serialu i tak to dzień zleciał. A mieliśmy iść do parku linowego lub chociaż na rowery. Ale ani on ani ja nie czuliśmy się najlepiej. Ja wciąż walczę z lekkim bólem gardła więc może to lepiej..
No nic, czas spać
Byłoby 39+0 a jest tydzień po porodzie. 07.06.2026 poród cc przyszedł na świat mój synek Łukasz. Wystarany, wymarzony i piękny cud 💕 Wszystkiego najlepszego, Łukaszku, z okazji pierwszego tygodnia życia 🎉
Szczegóły odnośnie ciąży w pamiętniku ciążowym a w następnym wpisie napiszę moją dość trudną historię porodową. Co nie zmienia faktu, że być może była potrzebna - dużo mnie nauczyła
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca, 19:04
7 cykl po porodzie, 7 cs ? No powiedzmy...
7 dc
Można powiedzieć, ze wrocilam do gry.
Parę kg lżejsza niz przed ciążą, wyniki naprawdę w porządku, nawet prolaktyna, mimo dalszej laktacji.
Coś tam działaliśmy z mężem, ale miałam z tyłu głowy zarodek który zostal...
Ale...pierwszy problem...pierwszy raz w życiu wyszło cos nie tak, zrobiłam dodatkowo cytologię plynną i testy HPV...na szczęście wyszły negatywne, a w cytologii tylko "stan zapalny lub regeneracja "
W lutym byliśmy na wizycie kontrolnej, aby zobaczyć co słychać....zalecenie ograniczenia karmienia piersią w miarę możliwości plus zlecenie badań...wszystkie badania z krwi w porządku...
Ale....
Nie mogło być łatwo prawda ?
Na lutowej wizycie lekarka stwierdziła, że to już II faza....
W marcu...2 wizyta, umówiony monitoring - próbujemy z cyklem naturalnym...
I bach...cos jest nie tak z endometrium, zbyt grube w stosunku do dojrzewajacego pęcherzyka...I zobaczymy jak następny cykl...
No i w czwartek zaczął sie kolejny cykl, więc poszłam na monitoring, aby umówić plan ma ten cykl, wtedy wszystko wyglądało normalnie...ale dziś...wskazanie do histerioskopii...niby nie widać czegoś bardzo niepokojącego, ale z racji tego, że mamy jeden piękny zarodek to musimy się idealnie przygotować...
Może i dobrze...
Po co na wariata..
Fakt. Trochę się martwię.
Ale wolę wierzyć że to dmuchanie na zimno...
Teraz startuję z innego etapu, inaczej to przeżywam. Nie analizuję. Po prostu robię co trzeba krok po kroku. Aby spełnić marzenie i aby synek mial rodzeństwo.
Mamy trzy piękne mrozaczki 4.1.1!
29 dc, 7 dni po odstawieniu duphastonu.
Test bielusieńki.
Jutro lekarz.
30.08.2025 oraz 17.11.2025 - daty odejścia naszych dzieci. Po ok 7 latach naturalnych staran zaszłam w ciąże, jedna po drugiej. Józefka i Stasia straciliśmy. Są już w niebie. Od razu po poronieniach jakoś się trzymałam ale w pewnym momencie to do mnie doszło. I nie ma dla mnie znaczenie że to były maleńkie dzieci, że odeszły szybko, ale pojawili się w moim życiu i ich dusze będą już żyły wiecznie. Tęsknię za nimi i żałuję że nie mogłam ich bardziej poznać, opiekować się nimi i trzymać ich w ramionach. Przypomina mi się pierwsza ciąża, jak byłam radosna i spokojna i nie wiedziałam co mnie jeszcze czeka. Jakieś to smutne, że tej beztroskiej radości już nie będzie.
Nie czuję już pustki. To dzięki nim.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia, 19:32
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.