Zaczynamy 31 tc. 102 cm w obwodzie na wysokosci pepka.
Wizyta poloznej za nami, tetno malego prawidlowe nie podobalo mu sie chyba podczas sprawdzania bo zaczal niezle fikac. Polozna mowi, ze maly bedzie duzy, przy porodzie smialo bedzie mial 3.5 kg (w sumie tyle ile miala corka wiec mnie to nie zaskakuje ani nie dziwi) rosnij chlopcze rosnij jak bedziesz duzy to zrobia mi cc
Oczywiscie zachwalala porod sn bo szybciej dochodzi sie do siebie, ze niby po cc trwa to miesiac (ja dochodzilam do siebie przez tydzien). Druga sprawa, ze niby gaz rozweselajacy jest naprawde dobry bo pomaga sie rozluznic (watpie w to) wogole ochy i achy co do porodu sn, i co mi pozostaje? oczywiscie urodzic ale wolalabym sama decydowac jak chce ale jak nie mozna? zaczynam nastawiac sie na okropny bol, popekany krok a co gorsza naciety ( o zgrozo) nastawiam sie na meczarnie jakich malo. Chcialo sie dziecka to trzeba pocierpiec eh... Za tydzien wizyta u gina oj jestem ciekawa ile maly wazy. Aaa i pytam polozna skad wie, ze ja w ciazy to ona mi "a zna pani kogos kto jest w ciazy?" noo to ja juz wszystko jasne sobie mysle jakas ciezarna powiedziala tylko ktora? tez jej podalam nazwiska o ktorych ja wiem a ona nie wiedziala i to zadna z tych. Wiecej nie kojarze takze kto wypaplal nie wiem ale zla nie jestem bron Boze, przydatne takie spotkanie. Siedziala ponad godzine jak nie poltorej a ja nawet jej nie zaproponowalam kawy czy herbaty
aaa mam to gdzies w koncu to jej praca przychodzi nie na ploteczki ale nastepnym razem zaproponuje, teraz mi glupio ze sobie pomysli, ze ja nie napoilam nawet.
Najlepsze bylo jak sobie probowala przypomniec jak przychodzila po porodzie do mojej corki, oczywiscie jest pewna ze ona wszystko pamieta i jeden tekst mnie rozwalil. "Pamietam jak mala lezala hm... na desce do prasowania" a ja "ze co
jesli juz to na przewijaku na lozeczku to ona "ahaa no na jakies desce" ;p
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2014, 15:00
Hmm.. Moja praca jest prawie skończona
!
Myślę że dzisiaj zrobię wszystkie poprawki, pododaje zdjęcia. W końcu problem z głowy!
Teraz pozostanie mi nauka do obrony.
Obrona to wg dla mnie jakiś kosmos. Jak się przygotować? Jakie dokumenty złożyć?
A najbardziej niepokoi mnie jedna sprawa... Podczas normalnej obrony kupuje się kwiaty dla komisji, jakieś ciasto dla nich i prezent dla promotora.
Ja chyba będę bronić się sama. Mam więc to wszystko kupować też sama? Czy nie kupować bo już dostali jak się broniła reszta osób od mojego promotora?
Ajajaj... Sama nie wiem co myśleć. Promotora w prost nie zapytam o to.
Co myślicie?
Minęło parę miesięcy od ostatniego wpisu. Jestem bogatsza o wiedzę adopcyjno-zastępczą. Postanowione, że działamy w kierunku adopcji, tym razem w Szczecinie. Jestem spokojniejsza bo jednak będziemy działać, a stało to pod znakiem zapytania. Moje dziecko gdzieś na mnie czeka.
Po wizycie u gastrologa w miarę dobrze, nie widzi przeciwwskazań do starania się, badanie jak będę chciała to zrobię.
Tak muszę powiedzieć, że było przecież bardzo źle, wszystko się sypnęło w jednym momencie, a jednak jakoś daję radę. Chodzę, robię wszystkie codzienne czynności, nie poddaje się. Może i walczę jeszcze czasami, ale czy walka jest potrzebna? To trzeba zaakceptować i tyle. Przecież nic się nie dzieje. Do tego nie zapominam o sporcie, choć czasami po nim czuję się źle, ale i co z tego. Potem to mija.
Jedno pytanie chciałabym tylko postawić Panu Bogu - czy to faktycznie wszystko nerwica czy jednak coś jednak nie gra a nerwica, to skutek uboczny? Nie chcę się nad tym zastanawiać, chciałabym tylko uzyskać odpowiedź.
Teraz też trochę zobaczyłam, że choć w pracy bywa źle, to jednak daje mi ona dużo motywacji do przejścia przez to wszystko, bo wiem, że dostałam dar. Są gorsze i lepsze dni, ale ostatnie 2 miesiące pokazały, że przez nie przeszłam, mimo trudności, więc duży plus dla mnie. A co! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2014, 13:40
Co jeszcze mi się przypomniało z porodu to, że w trakcie jak działało znieczulenie napisałam na Belly, wysłałam kilka smsów i pogadałam przez tel z koleżanką 
A najważniejsze- mój synuś z jeszcze podłączoną pępowiną na dzień dobry mnie osrał! Wielka czarna smółka wylądowała na mojej dłoni, brzuchu i nawet udzie
Cholera jasna, piersi bola niemilosiernie nawet przy glupim myciu podlogi. gdy tylko postawie prosto lewa reke czuje nacisk na bok jednej piersi. Wiadomo,ze taka kolej rzeczy,ale wkurza to ;x
Dzisiaj mialo byc tak pieknie a ja kurde przypalilam zrazy buuu;/nie wiem jak to sie stalo,i tak wlasnie o to moj biedny Ł. bedzie mial dzisiaj ze mna ciezki dzien.
Niby jutro powinnam miec wazenie ale chyba daruje sobie w tym tygodniu bo niestety zapar ia mam mega na wyjezdzie i nie chce zaburzyc pomiarow. Tym czasem ciesze sie z odstepujacych mnie mdlosciach
czyli idzie poprawa. No we wtorek ostatni dzien I trymestru
odzyjemy z Miśkiem
) szkoda, że ten wyjazd dobiega końca... fajnie tu, bez obowiazków mycia garów i sprzątania
ale jutro już powrót do domku....
wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej
:*
P.S. Jeśli kiedykolwiek powiem, że mi brzuch nie rośnie to poprosze o ochrzan
Mam mega brzusio ciążowy
aż mąż ze zdumieniem orzekł,że Misio rośnie na dużego dzieciaczka
zrobie zdjęcie i wrzuce ale dopiero jutro 
Dziś kiepski dzień dobiły mnie wiadomości z listopdaówek jeszcze kilka dni temu doszła do mnie wiadomość o śmierci łóżeczkowej w dość bliskim otoczeniu dziecko miało 3 m-ce. Zaczełam się bać. W mojej głowie kłębi się milion myśli. Nie lubię takich dni. Wiem że mi przejdzie ale do czasu uspokojenia mojego umysły będę rozbita. Wiąże się to z apatią i niechęcią do wszystkiego. Oj dzieje się źle na tym świecie dzieje się źle .... jakie to wszystko nie sprawiedliwe 
Do tego opanował mnie potworny apetyt na wszystko ciągle bym jadła
A kilogramy przybywają 
Zostało 44 dni....
Kurcze, jeszcze 10 dni do kolejnego badania USG,boje sie ,ze nic znowu nie zobacze ;X Milo by bylo widziec juz bijace serduszko . Mam nadzieje,ze wszystko bedzie dobrze!
Ide jesc .
Wiem, ze wiekszosc z was jeszcze nic nie kupuje, szczegolnie w tak wczesnej ciazy, ale mi jest latwiej kupowac pomalutku niz duze wydatki na raz...w pierwszej ciazy wogole nie zaznalam zakupowego szlenstwa,..oczywiscie zabobony, zeby nie kupowac wczesniej, wiec dopiero jak bylam w szpitalu juz z dzieckiem moj wraz z tesciowa kupili cala wyprawke bez konsultacji ze mna...boze jaka ja bylam zawiedziona! i wkurwiona! teraz wszystko kupuje sama, wiec tak :
* kosmetyki mam juz wszystkie
brakuje jedynie pampersow 
* ciuszki od 0-3 miesiecy mam az nadmiar ( wiele uzywanych)
* siedzenie do samochodu
* bouncer
*nawet caly zestaw do karmienia piersia wraz z butelkami, wkladkami i pompa, jedynie co tylko nakladki na sutki musze zakupic 
* jakies 2 pluszaki, 1 grzechotka tez jest 
* 3 reczniczki z kapturkami, mata do przebierania 
brakuje najwiekszych rzeczy ale niby mam je dostac jak poznam juz plec:
brakuje:
* wozka, lozeczka, wanienki ( choc nie wiem czy wogole bede kupowac)
* polowy rzeczy do torby szpitalnej
* nowego mieszkania 
wiem, ze to dopiero 17tc, ale czuje sie z tym dobrze i sprawia mi to wiele radosci 
Hmmm pomimo że moje serce totalnie wierzy że jestem już w ciąży, to muszę przygotować plan na brak ciąży 
więc po 1!
sauna, pójdę się zrelaksować
z 2 razy!
po 2
opalę trochę dupsko na solarium 
po 3
kupię mopa, nowego pięknego mopa i pomyje wszystkie podłogi!
w piwnicy też tylko nie nowym mopem 
po 4
posprzątam dokładnie kuchnię, wszystkie szafki, naczynia itd 
po 5
ogólne porządki w pokojach, łazienkach itd 
po 6
hmmm może okna i firanki?
To powinno spokojnie starczyć do owu, po owu wolę wyluzować i nie obciążać się. Odpoczywać 
Kuuuurcze za mało pozytywów. Zapomniałam o winie! Wino znowu będzie! Jej!
Może jakiś urlopik? Mały, malutki 
Oooo wiem! po 7!
pójdziemy z mężem do kina i do term rzymskich!
Każdego dnia jest coraz bardziej żywotny, ciekawie przygląda mi się, robi rozkoszne minki i potrafi bardzo głośno domagać się jedzenia. Jest tak cudowny, że nie mogę uwierzyć, że to naprawdę moje dziecko, że go mam, że już zawsze będę mamą, że naprawdę sama go urodziłam...
Poród...
Po wizycie u pani doktor jechałam do domu z wielkim uśmiechem na ustach. To już, w ciągu dwóch dni ma się stać! Byłam podekscytowana, trochę przestraszona, ale przede wszystkim zaciekawiona jak dalej sytuacja się rozwinie. W domu P. zareagował na wiadomość uśmiechem i przerażeniem. Już wiedzieliśmy, że trzeba być czujnym... Około 22:00 zaczęły się lekkie bóle, jak menstruacyjne. Położyłam się spać, chciałam nabrać sił na dalszy rozwój sytuacji. P. był przeziębiony i spał na kanapie. A właściwie czuwał... Po północy za kilkanaście minut zaczęły mnie budzić silne skurcze. Wstałam, poszłam pod prysznic. Nie minęło... Wiedziałam, że TO naprawdę się zaczyna! Ból wydawał mi się silny... Oj, gdybym tylko wiedziała, że to czysta pieszczota, igraszka, łaskotanie pióreczkiem a nie ból! P. chciał natychmiast jechac do szpitala, ale skurcze pojawiały się w tak nieregularnych odstępach, że nie miało to sensu. Zarządziłam, że jeszcze zostajemy. Około północy przyszło gwałtowne przeczyszczenie i cieszyłam się, że tak się stało... Może uda się urodzić dziecko bez efektów dodatkowych. W końcu po 3:00 skapitulowałam. Pojawiła się regularność, moja aplikacja w telefonie, którą zaznaczałam każdy skurcz pokazała mi, że są co 10 minut i trwają około minuty... Dopakowałam torbę oddychając przeponą i zatrzymując się z bólu co jakiś czas. Zginało mnie w pół. Do pleców już od północy miałam podpięty TENS. Pomagał przetrwać skurcze, które oplatały moje ciało jak ciasny pas i wbijały się głęboko w odcinek lędźwiowy. Ten ból z pleców był najgorszy...
Miasto było zaspane, światło latarni przebijało się przez lekką mgłę. Ulice całkiem puste i względna cisza dookoła. Jechaliśmy powoli, ponieważ każdy lekki podskok zawieszenia doprowadzał mnie do szału. W Medeorze drzwi otworzył nam zaspany portier, a na porodówce przywitała nas miła położna. Zbadała mnie, bardzo delikatnie, ale mimo to czułam wielki dyskomfort. Resztki czopa odchodziły sporymi kawałkami, ale rozwarcie było nadal minimalne. Powiedziała, że jeszcze czas. Jeszcze możemy jechać do domu, odpocząć, posiedzieć w wannie, pomasować plecy, a na szpital mamy jeszcze kilka godzin. Byłam rozczarowana. Bolało już tak bardzo, a to nawet nie moment żeby zostać przyjętym do szpitala? To co mnie czeka dalej? Pojechaliśmy do domu. Nie mogłam już spać. Siedziałam na piłce, kładłam się, próbowałam zdrzemnąć, chodziłam pod prysznic. Ciepła woda przynosiła ukojenie, ale nie na długo. Świtało. Weszłam do pokoju synka i zrobiłam sobie ostatnie zdjęcie z brzuchem. Akurat złapałam moment, kiedy zaczynał się skurcz...

P. obserwował mnie przerażony, pytał jak pomóc. Właściwie nic nie potrzebowałam, oprócz jego obecności. Chciałam tylko czuć się bezpieczenie, a to mi zapewniał będąc obok. Nadeszła 10:00, a wraz z nią skurcze co 5 minut. P. zadzwonił do mojej położnej. Kazała przyjechać. Byłam już mocno oszołomiona siłą skurczy i sądziłam, że po wejściu do szpitala będzie to już tylko kwestia minut. Dorota zbadała mnie, postanowiła już zostawić na porodówce, ale rozwarcie wynosiło zaledwie 3 cm... Wiłam się bólu, prosiłam o jakąś pomoc... Pomogła mi szybko poprawić błędy w oddychaniu i jakoś zaczęłam sobie radzić. Dostalismy stos papierów do wypełnienia. Sama nie wiem co to było. Pamiętam tylko zgody na szczepienia, bo to co dotyczyło dziecka uważnie starałam się czytać oraz zgodę na zzo, bo o tym marzyłam w tamtym momencie.
Dostaliśmy swój pokój, a w nim łóżko, które przerabia się szybko na fotel. Mogłam robić co chciałam- chodzić, kąpać się, skakać na piłce, lezeć, siedzieć... Pełna dowolność. Dorota wyszła i dała nam czas we dwoje w tej pierwszej fazie. Zaglądała co jakiś czas, pomagała przyjąć lepszą pozycję, badała i wychodziła. P. tulił mnie mocno, trzymał w trakcie skurczy.
cdn
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2014, 23:45
21.10...17 mm i bijace serduszko...trzymajcie kciuki,aby biło nadal...
31 dc
Test AlphaMed - zdrowy psychicznie człowiek powiedziałby, że negatywny, ale ja... zdesperowana już po minucie widziałam na nim przysłowiowy "cień cienia", który od ósmej minuty jest już "cieniem". Jednak na swoim wykresie zaznaczyłam jako negatywny. Już go więcej nie kupię, bo mam go drugi raz i barwniki wędrują po nim jak "wolne elektrony" ;/
Nie mogę teraz kupić innego testu, bo wypłata dopiero za kilka dni, a mam za sobą kosztowną wycieczkę.. muszę oszczędzać.
Jeśli to ciąża, pozostanie znów około 3 tygodni czekać na badanie USG... a przecież liczy się każda doba... tak bardzo chciałabym już nigdy nie poronić. Ani nie słyszeć, że dopiero po 2 poronieniach ginekolog porządnie się mną zajmie... W końcu do kwietnia mam próbować zajść w ciążę bez interwencji medycznej, a jestem taka niecierpliwa i chciałabym pomocy ginekologa 
Czy w ogóle na Śląsku (Katowice i okolice) jest jakiś dobry, wrażliwy lekarz, który na prawdę chce pomóc, a nie patrzy tylko na pieniądze? Nie wiem tego, bo mieszkam tu od niedawna, a z lekarzy w placówce, którą opłaca moja firma, nie jestem za bardzo zadowolona... zabiegani, nie interesują się za bardzo swoimi pacjentkami. Może, jeśli w maju 2015 wkroczę tam do gabinetu z informacją, że "od roku próbowałam i nic", nastawienie się zmieni. Jestem pełna dobrych nadziei póki co 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2014, 18:17
5 dni, tylko 5 dni i koniec brania tego swinstwa ( mam nadzieje) Musze konecznie napisac do lekarza i sie przypomniec. Nie chce nastepne tygodnie czekac na badania i zyc w niepewnosci.
7,5km spacerkiem, 450kcal spalone (wg Endomondo), nowe zdjęcia z miasta do kolekcji, a w domu nasz prywatny dzidziusiowy "fotodej"
Czyli coś robimy, nie siedzimy, nie marudzimy 



Odliczanie do testowania...
10
w poniedziałek pierwsza wizyta na której będzie widać już pewnie serduszko...w poniedziałek będzie dokładnie 7 tydzień i 6 dni więc już powinno być widać. Boje się strasznie tej wizyty....jak pewnie każdej kolejnej jaka to jest mieszanka uczuć...ciąża to dziwny stan
Dawno tu nie zaglądałam
Minął już prawie miesiąc od ślubu, jak ten czas leci...
Zabraliśmy się za naszego małego "skrzata" ciekawe czy coś z tego będzie. Jedno jest pewnie od kilku dni mam dziwne bóle jajników i podbrzusza - w 1 ciąży też tak było ale znacznie później, o co chodzi? Nie mam pojęcia i troszkę się boję, choć staram się nie nakręcać na tą ciąże bo różnie może być... Dziś niby 6 dzień po owu choć myślę,że była ona wcześniej o dzień lub dwa to byłby 7 lub 8 dzień. Wzdęty brzuch mnie denerwuje i te gazy- matkooooo porażka jakaś!! Miesiączka powinna przyjść w okresie 30.10, 31.10 lub 1.11 oby się nie zjawiła choć to musiałby być cud, bo to nasz 1 cykl -tak jak wtedy hmm...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.