Dobra. Już mi lepiej. Od odebrania wyników badania nasienia atmosfera w domu zrobiła się gęsta jak smoła. Spiny były nieziemskie i o co? O tabletki! Bo ok, ja wiem, że jedno badanie nie przekreśla wszystkiego, że może następne wyjdzie lepiej itp, ale to chyba po te się stosuje suplementacje żeby te wyniki poprawić, a nie czekać 3 miesiące, żeby się dowiedzieć, że nic się nie zmieniło. Bo przecież suplementacja to jest proces długotrwały a nie jak tabletka na ból głowy ;/

A Jacek się zachowywał jakby tego nie potrafił zrozumieć. I jeszcze do mnie z tekstem "No to jak się będziemy starali o dziecko, to będę łykał". No myślałam, że mnie krew zaleje! To co my teraz robimy do - za przeproszeniem - kurwy nędzy? Ja mu tyłkiem świecę rekreacyjnie i dla treningu budzę się codziennie od 7 mierzyć temperaturę, i łykam leki, suplementy i cholera wie co jeszcze bo mi smakują tak? No mówię Wam, że krew się we mnie zagotowała!

No i go zapytałam czy tak właśnie uważa, że to co robimy to jest jakieś moje widzimisię i, że jak nie jest gotowy na dziecko i tylko mi na tym zależy, to niech powie to przestanę z siebie robić idiotkę i starać się nas wyleczyć i oleję sprawę i jak się obudzi za dwa-trzy lata to niech się nie dziwi, że będzie już dupa. A on, że przecież oczywiście, że on chce mieć dziecko! Powiem szczerze, że od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać na tym czy to prawda, i podejrzewałam, że nie jest na to przygotowany. To jest ogólnie taki "człowiek-chyba", wszystko jest "chyba", "raczej", "być może". Bardzo trudno mu podejmować decyzje i składać deklaracje, i zawsze jest takie gdybanie -chybanie. No to wiercę mu dziurę w brzuchu i mówię, "A co jak pójdę do lekarza i nam każe celować w dzień i brać leki i się za dwa miesiące okaże jestem w ciąży? Tak też może się jakimś cudem zdarzyć? Co wtedy? Jesteś na to gotowy?" A Jacek wtedy normalnie jak nigdy wcześniej, głosem takim pewnym siebie mówi "JESTEM!". Niby jedno słowo a szczęka mi opadła do samej ziemi, bo spodziewałam się czegoś w stylu "No chyba tak, okaże się jak będziesz w ciąży". A tu taki zaskok! No i zmiękło mi serce do niego....

Chyba mu te badania jakoś na ego wpłynęły bo już dwa dni z rzędu bzykoserca :) Wiem, że mamy trudniej niż inni - zaliczyliśmy dubla jeśli chodzi o kłopoty, i trochę mnie to dobiło, cała ta niepewność i poczucie zwątpienia we mnie urosło i ostatnie dwa dni były dla mnie bardzo trudne. Wiem jednak, że muszę się starać, wierzyć i zaufać Bogu, że wie co robi. Być może to jest dla nas jakaś próba? Myślę, że kiedyś nam się uda. Musimy walczyć, nie poddawać się!

Małpie dam jeszcze tydzień, i jeśli nie przyjdzie, to uderzam do gina, i biorę się ostro w karby. Niech da Dupka na wywołanie i od razu stymulacja, a do tego ja zwiększę dawkę Inofemu do 2 saszetek dziennie do - daj Boże- owulacji, a po owulacji wrócę do 1. Wiesiołek też czeka cały czas. No i będę zamawiać dla Jacka leki, część na własną rękę wezmę - bo raczej nie zaszkodzi mu Androvit i Folik, no i zobaczymy co lekarz powie. A dziś zapisuję go do urologa i androloga, jeśli się da.

Musze walczyć!

Dorotek Mój mały świat 28 maja 2015, 08:40

zaglądam tutaj codziennie ale jakoś nie mam weny żeby coś tu napisać. odliczam dni do wizyty u lekarza . według mnie jestem w 7 tygodniu ciąży zobaczymy co doktorek powie :) a czuje sie dobrze nie mam mdłości, zawrotów głowy jestem tylko troszke bardziej senna ale w nocy śnią mi sie głupoty i sie dość często budze, piersi bola przy dotyku ale szaleństwa nie ma.
w pracy jeszcze szefowym nie powiedziałam, chce to zrobić po lekarzu. pracować będe normalnie nie chce siedzieć w domu. oczywiście jeśli dalej będę tak sie czuła jak teraz.
całkowicie nie czuje sie jakbym była w ciąży, no po za tym że okresu nie dostałam i test ciążowy pokazał 2 kreski, ale oby było ciągle tak jak jest

kama005 Czekając na nasz cud. 28 maja 2015, 09:39

No po prostu pięknie.

Wczoraj OF wyznaczył mi owu a <3 było na 3 dni przed owu. Tak więc nie nastawiam się na ten cykl... Może prościej się już w ogóle nie nastawiać??? Mój M. też się bardzo tym przejmuje z tego co widzę.

Oczywiście wszyscy na około chwalą się swoimi pociechami a mnie to dobija... Oczywiście ciesze się ich szczęściem.

Wczoraj moja dentystka że 6stka prawa dolna jest do wyrwania bo ząb pękł. To mnie wczoraj baaaaaardzo zmartwiło... :( Nie wiem co mam z tym zrobić... :( No chyba będzie trzeba coś pomyśleć... :/

Byłam u dr endokrynolog też i mam pójść na pobranie krwi co by oznaczyć mikroskładniki, kortyzol, parathormon, insulinę i coś jeszcze....

Obiecałam swojej ginekolożce, że tez wpadnę na kontrolę :D

Będzie jak będzie. Dzisiaj mam wolne, idę do kolegi na linię co by poznać to co ma bo ni w ząb nie wiem gdzie to jeździ a jak trafię to kiedyś to przynajmniej nie będę się zamartwiać :D

sikorka@ Taka tam pisanina.... 28 maja 2015, 10:15

Znow plamienie...dzis rano az wzielam gleboki oddech...na papierze toletowym razem z resztkami crinonu taki zolto czerwony sluz..jak dla mnie to byla krew. Bylo tego wicej niz ostatnio. Mam juz troche dosc tego zelu, mam zaburzenia snu, skurcze macicy, podnosi mi cisnienie..ehh wiem ze to dla dobra dziecka I podobno jest bardzo skuteczny bo stosuje sie go po in vitro ale mam go serdecznie dosc.ehhh
Poczekam az otworza klinike I najwyzej tam zadzwonie. lekarka powiedziala ze to ten zel I ze moze podraznic szyjke macicy bo jest bardzo ukrwiona ale oczywiscie znow bardzo sie martwie.
Mam dzis dzien wolny I cale szczescie. Menadzerka z drugiej kliniki pomogla mi troche podjac decyzje. Poprosila zebym zostala 3 dni w tygodniu do swiat a potem mialabym niby przejsc na pelen etat. Nic jej nie mowilam ze po swietach to ja mam gleboka nadzieje pojsc na macierzysnki..poczekam jeszcze z ta nowina ale w drugiej pracy musze zawiadomic ze bede tylko 1 dzien w tygodniu. Nie wiem jak to przyjma ale trudno, nie mam sily juz dojezdzac pozatym teraz przez te plamienia to nawet chyba bedzie niewskazane...zoabzce co moja ginka powie....EEhhh ciagle cos..za szczesliwa bylam

Żania SYZYFOWE PRACE 28 maja 2015, 10:37

Dziś jest lepiej skończyłam już polowe Z jednego listka lametty zostało mi jeszcze 5 jedna na wieczór dwie na jutro i dwie na po jutrze :) nie robię sobie nadzieji pewnie nawet nie zareaguje na lamette 1 czerwca czyli w dzień upragnionego dziecka pójdę na monitoring i pewnie usłyszę ze jest pełno małych pęcherzyków ale żadnego dominującego. To moje pierwsze zajście w ciążę to był chyba jakiś cud nas cudami bo teraz to wszystko wydaje mi się surrealistyczne nieosiągalne. A może zostanę miło zaskoczona zobaczymy

Czuję się niepełnowartościową kobietą. Dlaczego nie potrafię dać dziecka?... Tak bardzo Go pragnę.. Już tak długo na nie czekam... 16miesięcy... A ja nadal sama.
A teraz trzeba przerwać starania bo co 3 tygodnie będę wyjeżdżać na 2 tygodnie do Niemiec i tak przynajmniej przez rok...
A miało być tak pięknie. Na dziś miałam termin z Marysią... Tęsknie za moim maleństwem...

Wczoraj rozmowa z mężem - sprawdzałam, gdzie w Łodzi możemy zrobić badania nasienia i zaczęłam paplać o typach badania, które powinien zrobić i z rozmowy wyszło, że on nic nie wie na ten temat - nic nie szukał, nie czytał, ja mam wszystko obczaić. Wkurzyłam się na niego nieziemsko i widzę, że uznał to za niesprawiedliwe, ale w typowy dla siebie sposób nic nie mówi. Ręce mi opadły na takie podejście do komunikacji w związku i mówię do niego:
- Powiedz coś proszę.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- To, co myślisz!
Ten tylko kręci głową i oświeciło mnie, w czym jest problem.
- Nie mów mi tego, co myślisz, że chcę usłyszeć, tylko to, co ci faktycznie siedzi w głowie! Skąd mam wiedzieć, w czym jest problem, skoro Ty wszystko cenzurujesz?!
Pomyślał, przetrawił i po paru minutach przyznał, że on strasznie chce dziecka i martwi się, jak to będzie, więc woli nic nie czytać o tematach z tym związanych, bo jak tylko zaczyna za dużo o tym myśleć, to zaczyna się nakręcać i martwić - o mnie, o dziecko, o nasz związek.

No kochany jest :) Rozczulił mnie tak kompletnie i taka byłam z niego dumna, że wykrztusił to z siebie, że skończyło się na entuzjastycznym serduszkowaniu :)

Uff, komunikacja z facetem to jednak chwilami droga przez mękę :)

Miałam właśnie kolejną "poważną rozmowę" z szefem. Wyszło, że rzeczywiście myśleli o zwolnieniu, ale zastrzeliłam ich wiadomością o depresji i chyba mieli kaca moralnego na myśl o zwolnieniu mnie w takiej sytuacji - więc szef zaproponował, żebym wzięła zwolnienie lekarskie na 3-4 miesiące i doszła do siebie, a potem zobaczymy :) Mówił też coś o dobrym podejściu naszej firmy do powrotów z macierzyńskiego i o moim wieku, więc chyba coś podejrzewa :)

Odetchnęłam. Jak wiecie, i tak zamierzałam wziąć od psychiatry zwolnienie, ale czuję się o tyle lepiej, że nie będzie to dla uniknięcia zwolnienia, a faktycznie dla zadbania o moją psychikę :) I że nie muszę się trząść przez następne dwa tygodnie czy zdążę dostać L4 przed wypowiedzeniem :) Kończę teraz tylko moje projekty, podchodzę do jeszcze jednego egzaminu zawodowego i potem mam wreszcie święty spokój i mogę się zająć tylko przygotowaniami do ciąży i remontem sypialni :)

sikorka@ Taka tam pisanina.... 28 maja 2015, 11:37

dzownilam do mojego lekarza, jutro rano mam sie stawic w szpitalu, mamy dlugi weekend I zeby byc pewnym ze nic sie nie dzieje...mam nadzieje ze to tylko cinone I nic powaznego

30 maja sobota, pochmurno, temperatura nie powala.
Pamietniku w czwartek mialam punkcję. Pobrano 10 komórek. Super wynik biorac pod uwage moje AMH. Po wszystkim odpoczywalam chwilę i moglismy jechac do domu. Kazano czekac na telefon. No to czekam. Wczoraj caly dzien gapilam sie w telefon, co chwilę sprawdzajac czy aby na pewno dziala i czy bateria jest naladowana. Bardzo sie denerwuje, czy komórki się zaplodnily i czy dzielą się prawidłowo. Niech juz zadzwonią bo chyba zwariuję ;(

Ciąża zakończona 17 maja 2015

A było to tak:

Zaczęło się niespodziewanie w sobotę rano. Leżąc jeszcze w łóżku żaliłam się koleżance że mała bawi się z nami, daje nadzieję a nie chce wyjść ;) Zwlekłam się w końcu z łóżka zaczęłam robić kawę itd no ale coś mi dziwny śluz leci i coś go dużo. 20 minut mi zajęło zanim zczaiłam że wody się sączą. Zadzwoniłam więc po męża bo był w pracy i koło 11 byliśmy na Izbie Przyjęć. Położyli mnie od razu na porodowke, zbadali było 2cm rozwarcia. Mąż nie mógł być ze mną na sali dopóki nie będzie postępu porodu wiec kazałam mu jechać do domu. Od rana nic nie jadłam i nie chcieli mi dać jeść wiec byłam zła, jedynym zajęciem było łażenie po korytarzu no i tak łaziłam chyba do 18 ale nic się nie działo. Potem podpięli mnie pod ktg i zapisywały się skurcze nawet do 100 ale ja nic nie czułam no i nie było postępu. Po 20 podali mi oxy bo wody przez cały ten czas się sączyły i robiło się to niebezpieczne dla małej. Coś tam pomału zaczynało boleć , po 2 godz pod kroplowka 3 cm rozwarcia, położna pozwoliła zadzwonić po męża. Kolejne 2 godziny, nadal 3 cm. Było przed 2 i mówiłam do B żeby pojechał do domu bo nic się nie rusza a ja już płakałam z bezsilności i było mi ciężko bo musiałam ciągle leżeć pod ktg. No ale został i skurcze zaczęły być bolesne, każdy co raz bardziej a na ktg zapisywały się tylko do 30. Potem zaczęłam mieć parcie na kupę wiec zawołałam położną a tu 8 cm, ona sama mało nie skakała z radości. Od tego momentu skurcze bolały jak cholera ale już szybko poszło, za chwilę było pełne rozwarcie i kazali przeć. Położna mnie naciela, ale prawie tego nie czułam i o 3.20 Anielka była na świecie. Położyli mi ją na brzuchu, potem zabrali zważyć i przynieśli na 2 godziny. Jak zostaliśmy juz z mężem i z malutką sami to on się poplakal a ja razem z nim. Zakochał się po uszy :)
Musze powiedzieć że na prawdę bałam się porodu a nie było czego. Bardzo męczące było to że długo trwało, skurcze parte bolały bardzo ale do przeżycia. Najgorsze dla mnie było chyba szycie. W każdym bądź razie nie było tak źle jak się spodziewałam no i to że mąż był przy mnie bardzo dużo mi dało :)

Aha, Anielka urodziła się w 38 tyg a dokładnie 37+4 :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja 2015, 12:12

Beznadzieja... Ł. ma dzis wolne i co z tego? Wstał,ani sie nie przywitał ani nic,tylko siegnal po komputer...nie dałam mu to zrobil mine obrazonego dziecka... teraz usiadl w pokoju i oglada tv..
naprawde myslalam,ze da sie wszystko jakos wytlumaczyc,ale jak?

Siedzimy osobno,ja w kuchni,on w pokoju. Nie ma zamiaru pomoc mi przy sprzataniu,nie zapyta czy chce odwiedzic siostre...on ma tutaj cala swoja rodzine,a ja nie mam nikogo ;(

trudno sie cieszyc z czegokolwiek skoro nie jestem tutaj nikomu do niczego potrzebna. Termin porodu na czerwiec a on sie mnie pyta czy idziemy 4 lipcaa na impreze. tak,bo mi faktycznie imprezy beda wtedy w glowie...

jakis czas temu myslalam nad rozstaniem,ale jakos sie polepszylo,a teraz znowu jest zle...

czy on mnie juz nie kocha?

Wybaczcie że tak długo musiałyście czekać, ale żeby wrzucić zdjęcie to musiałam usiąść na laptopa, a tak to tylko z telefonu zaglądam ;)

Nasz Księżniczka ma już 11 dni :) Jest na prawdę grzeczna, budzi się tylko do jedzenia, czasami nawet na pełną pieluchę nie narzeka. W poniedziałek byliśmy już na pierwszej wizycie, mała przybiera na wadze i wszystko jest ok. Trochę obawialiśmy się powrotu do szpitala z powodu żółtaczki ale jednak wszystko jest dobrze :) Na koniec czerwca idziemy na USG bioderek, a 6 lipca szczepienie.
Karmię ją oczywiście piersią, początki były straszne bo już w szpitalu miałam bardzo popękane brodawki. 2 razy musiałam odciągnąć mleko i dać jej z butli, ale to też dlatego że miałam nawał. Mało nie płakałam i bałam się że nie będzie chciała potem cyca ale nic takiego nie miało miejsca :) Myślę że picie z butli wcale jej się nie podobało bo połowa mleka jej z buzi wylatywała. Teraz karmię ją przez osłonki silikonowe bo innej opcji po prostu nie ma, nie chcę żeby moje sutki wyglądały jak jeszcze kilka dni temu, kiedy płakałam z bólu przy karmieniu.
Jeśli chodzi o mnie to powoli wracam do siebie. Rana mnie w sumie prawie nie boli, a może tak mi się wydaje bo o wiele bardziej bolą mnie kości... Jak trochę poleżę to potem nie mogę wstać, strasznie boli mnie w okolicach spojenia. Lekarka mówi że tak może być, bo wszystko wraca na miejsce po porodzie. No ale wydaje mi się że od kilku dni jest trochę lepiej.
No i tak sobie żyjemy we trójkę ;) Czas na razie leci powoli bo mąż na urlopie. Bez niego chyba nie dałabym sobie rady przez pierwsze dni. Trochę się boję tego co będzie później, że będą kolki i krzyki, no ale na razie cieszę się tym co jest. Bo nawet można się wyspać :)

A teraz trochę zdjęć. To ostatnie z brzuchem, 5 dni przed porodem:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/c699e0cbabce.jpg

A tu już córcia :)
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/e8ef538704cc.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/a82f4e2feea4.jpg

22 dc 4dpo wg OF

Jak zawsze wydaje mi się że to 5dpo, no ale trudno :P

Wczoraj wypiłam moje upragnione piwo, a nawet wymieszałam 3 różne :D Trzeba było się napić ze szwagierką i teściową pod ten "Dzień Matki". Uważam że matke ma sie jedną, ale składając życzenia we wtorek powiedziałam do teściowej mamo ( przez telefon łatwiej to idzie). Wczoraj jak przyjechaliśmy z kwiatkiem i czekoladkami to wyściskała mnie i powiedziała że nawet nie wiem jak jej się miło zrobiło gdy tak powiedziałam. Opieprzyła mego ślubnego czyli swego pierworodnego że nie odważył się do mojej mamy tak powiedzieć, ale wydaje mi się że faceci mają trudniej. Ja nie naciskam, bo wiem że Ł. to denerwuje jak ktoś mówi mu co ma robić.

Dziś "dzień bez prezerwatywy" a więc odnośnie tego. Po krótkim urlopie obfitym w <3 zarówno przed nim jak i po nim,w poniedziałkową noc dalej miałam ochotę. O dziwo mój ukochany też! Chociaż dzień wcześniej mówił że jest już zmęczony i jego przyjaciel chyba wysiądzie :D

Odnośnie mojego cyklu: temperatura zamiast rosnąć to spada :/ kłuje mnie tak dziwnie w podbrzuszu bardziej z prawej strony, takie drapanie... Nie wiem jak to określić. Dziś puściła mi się krew z nosa. Tylko troszkę. Mam nadzieję że z innej dziurki już jej nie będzie przez najbliższe kilka miesięcy :D

A no i wysypało mnie znowu, już ie tak jak przed owulacją, ale też trochę. Czoło przed owulką to miałam jak po wojnie! A nie pamiętam kiedy ostatnio miałam takie syfki! Dobrze że mam długa grzywę :D

A tak poważnie to czuję że się nie udało. Już poprzedni wykres był ładniejszy i bardziej prawdopodobny. Trudno... Żyje się dalej :) Może w kolejnym cyklu św. Rita nam pomoże ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja 2015, 13:52

wstyd przyznac przed sama soba ,ze chyba sie pomylilam co do swojego faceta....co do tego zwiazku. nie macie pojecia jak bardzo tesknie za moim Ł. z czasow kiedy nie mieszkalismy razem i kiedy biegal za mna i widzialam,ze jestem dla niego naprawde kims waznym. Z wielka zazdroscia patrze na posty dziewczyn szczesliwych,ktore pisza ze przyszly tatus rozmawia z brzuszkiem,ze wita sie z nim wracajac z pracy i zegna wychodzac... jest mi tak cholernie zle... i zle z tym ze nie mam z kim o tym porozmawiac,bo nikogo tu nie znam. wszyscy przyjaciele sa daleko...za daleko.

6 dc
Musieliśmy przełożyć stymulację na kolejny cykl, pobranie komórek wypadało dokładnie w środku pobytu za granicą, którego przełożyć nie mogliśmy. Za około 3 tygodnie rozpoczynamy podawanie leków.. Jednocześnie jestem podekscytowana tym wszystkim i pełna lęku.. Czy się uda.. Czy zarodki będą się rozwijać na tyle dobrze, że transfer będzie możliwy, jeżeli tak to czy uda im się przetrwać w brzuszku.. Pewne jest tylko jedno, drugiego in vitro nie będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2019, 13:28

żeby nie umknęło...

1. Antygen tocznia ( lupus antykoagulant) we krwi
2. Przeciwciała antykardiolipinowe IgG, IgM
3. Przeciwciała przeciw beta-2 glikoproteinie 1 IgG, IgM
4. Przeciwciała przeciw fosfatydyloinozytolowi IgG, IgM
5. Przeciwciała przeciw fosfatydyloserynie IgG, IgM
6. Przeciwciała przeciw protrombinie IgG, IgM - PIERWSZE 6 BADAŃ TO PEŁNE ROZPOZNANIE ZESPOŁU ANTYFOSFOLIPIDOWEGO, JEŚLI WSZYSTKIE BADANIA NIE BYŁY ROBIONE NIE MOŻNA GO WYKLUCZYĆ Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ.
7. Przeciwciała przeciwjądrowe ANA 1 oraz ANA 2
8. Przeciwciała przeciwłożyskowe
9. Mutacja czynnika V Leiden
10. Mutacja genu protrombiny 20210
11. Mutacja genu MTHFR C 766 T
12. Mutacja genu MTHFR A1298 C
13. Przeciwciała Allo- MLR+ test cytotoksyczny - ocena obecności przeciwciał blokujących ALLO-MLR.
15. Kariotypy partnerów
16. Wymazy z szyjki macicy w kierunku mycoplasma, ureplasma i chlamydia
17. KIŁA
TOXOPLAZMA IGG, IGM
CYTOMEGALOWIRUS IGG, IGM
18. Aktywnośc białka C
19. Aktywność białka S
20. Prolaktyna, progesteron, pozostałe hormony
21. Krzywa cukrowa i insulinowa
22. TEST potrójny nasienia lub badanie nasienia metodą TUNEL- inne badania nic nie wnoszą. Warto też zrobić badania w kierunku bakterii w nasieniu.
23. HOMOCYSTEINA
24. HSG lub laparoskopia w celu oceny budowy macicy oraz wykluczeniu obecności zrostów wewnątrzmacicznych.

To pełna lista badań w celu zdiagnozowania przyczyn poronień. Na podstawie tych wyników dobiera się dawki leków. Większość lekarzy daje Clexane 40 jako profilaktykę, a czasem potrzebne są wyższe dawki...
Należy także pamiętać, że przyczyn poronień należy szukać w odniesieniu do pary, nie tylko do kobiety- stąd ważne jest badanie nasienia o którym wspominam.

I Jeszcze to:

Inseminacja jest metodą, którą ze względu na ograniczoną skuteczność powinno się stosować jedynie w przypadku określonych wskazań (wrogość śluzu szyjkowego lub trudności z upłynnieniem nasienia). Inseminację zaleca się wyłącznie jeżeli fragmentacja DNA plemników (metodą TUNEL) jest prawidłowa – w ten sposób ograniczamy ryzyko poronień lub urodzenia chorego dziecka - oraz jeżeli test wiązania plemników z hialuronianem wypada prawidłowo (plemniki potencjalnie mają szansę samoistnie zapłodnić komórkę jajową).
Warto też, by miała Pani świadomość, że statystycznie metoda inseminacji zastosowana zgodnie ze wskazaniami jest skuteczna jedynie w 10-12% przypadków. Jeżeli tych wskazań nie ma, efekty inseminacji nie różnią się od rezultatów uzyskiwanych w wyniku naturalnych starań. Zapłodnienie pozaustrojowe daje zazwyczaj znacznie większe szanse na ciążę, a przy leczeniu obejmującym okres 2 lat mogą się Państwo starać o kwalifikację do rządowego programu, w ramach którego procedura jest bezpłatna.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja 2015, 18:02

jeju,wlasnie widze na brzuchu jak Antos oddycha,cos pieknego<3

Angelike Mam to gdzieś... ;) 28 maja 2015, 14:44

I po wizycie. Bałam się niemiłosiernie, na szczęście wszystko ok, endo cieniutkie tak jak ma być, 14 pęcherzyków, wyniki hormonów ok. Następny wypad do Białegostoku to już wypad kilkudniowy na punkcję, mamy się stawić 2 czerwca do dalszej obserwacji i stymulacji. Punkcja nie wiadomo kiedy wypadnie, może koło 6 czerwca. Potem po ok. 5 dniach mamy przyjechać na transfer :)

Na tą wczorajszą środową wizytę postanowiliśmy przygotować się w ten sam sposób jak na poprzedniej wizycie - wyjechaliśmy dzień wcześniej, we wtorek, po pracy, przenocowaliśmy po drodze, pod Białymstokiem i rano w środę pojechaliśmy na spokojnie do kliniki.
Tyle że cała ta podróż w jedną i drugą stronę już taka spokojna nie była.
Otóż.
Już po około 1,5 h od wyjazdu nagle z niespodziewanych powodów pękła nam butelka z wodą. Leżała sobie spokojnie na tylnym dywaniku, na podłodze. Nagle słyszymy jakieś syczenie, nasłuchujemy, nie wiadomo co to, po chwili patrzę na tył auta a tam woda na dywaniku. Dziwnie. Butelka do wywalenia. Jedziemy dalej, M zauważa że auto mu dziwnie ściąga w lewą stronę. Po kolejnej godzinie zatrzymaliśmy się na stacji paliw żeby zrobić mi zastrzyk (bo robię codziennie o tej samej godzinie), M wychodzi z auta, patrzy a tam prawe przednie koło flak! No to dawaj dojazdówkę i zmieniamy koło. Facet ze stacji powiedział nam gdzie szukać wulkanizatora, pojechaliśmy, zabuliliśmy 800 zł za 4 nowe koła, wymieniliśmy wszystkie bo tak nam doradzili, powiedzieli że te tylne też się nadają do wymiany bo stare, spękane, już dawno bez bieżnika. No i tak nam niespodziewanie wyskoczyło 800 zł i półtoragodzinny przestój. Potem już na autostradzie okazało się że wypadek, jakaś cysterna z gazem się przewróciła, zamkneli całą autostradę. Jechaliśmy objazdem, zgubiliśmy się, to już była ciemna noc. Ale nerwy mi siadły dopiero jak nawigacja w telefonie siadła. Nabrałam ochoty na rozjebanie telefonu o przednią szybę o czym niezwłocznie poinformowałam M. Ten zagląda do papierowej mapy, popytaliśmy ludzi po drodze.
Przez cały czas zastanawialam się o co chodzi, skąd taki pech? Czy to opatrzność stoi nam na drodze specjalnie abyśmy do tej kliniki nie dotarli? Rano na ulicy rozjechany jeżyk z bebechami na wierzchu, potem pękająca butelka, potem pękająca opona, potem przewracająca się cysterna... A może po prostu miało to cel taki aby wyczerpać cały limit pechów i nieszczęść jaki na nas przypada po to aby przy procedurze ivf pozostało już tylko szczęście? :) Wolałam tą drugą opcję.
Potem nawigacja już załapała i dojechaliśmy spóźnieni do hostelu.
Pokój w hostelu piękny, czysty, komfortowy. M poszedł się umyć po czym w ułamku sekundy padł. Cała drogę on jechał, nie chciał żebym go zmieniała, zmęczony był na maksa po tych wszystkich przygodach. Poczułam wyrzuty sumienia z powodu tego mojego wybuchu z telefonem :)
W środę rano pyszne śniadanko i dzida do kliniki. Na drodze Zambrów - Białystok mnóstwo robót drogowych.
W klinice sekunda na pobranie krwi i czas wolny 1,5 godziny. Poszliśmy na ryneczek, przebrałam moje eleganckie pantofelki, założyłam adidasy bo padało i zimno mi było w nogi. Wyglądałam komicznie w takim zestawie garderoby ale już mi to wszystko wisiało tak zmarzlam. Zresztą, kto mnie tam zna, nikt ;) Ostatnio ciągle mi gorąco, pocę się na maksa więc na tą wycieczkę nie brałam nazbyt grubych ciuchów. Przez co zebralam opierdziel od M, że nastepnym razem on mnie będzie pakował.
Na ryneczku przepyszna kawa po której zamiast się zrelaksować to znerwicowałam się jeszcze bardziej.
Wróciliśmy do kliniki na wizytę z lekarzem. Badania krwi super, amh super, brakujące dokumenty (zaśw. od gina o leczeniu i nowa cytologia) przedłożyłam - super. USG - w sumie 14 pęcherzyków - super.
Dostałam receptę tym razem na dwa zastrzyki, oprócz gonapeptylu mam zacząć brać (od razu) puregon. Poszliśmy do apteki wykupić leki. Puregon - 2 opakowania, cena 1378 zł (!!!!), ale na szczęście po refundacji zapłaciliśmy tylko 6,40, plus 3,20 za gonapeptyl.
Wracamy do kliniki aby pielęgniarka poinstruowała nas jak "zażywać" ten puregon. Po czym szybciutko walnęła mi jeden zastrzyk, potem drugi. Na szczęście z tym puregonem nie ma takiej masakry, krótka cienka igła, może nawet sama spróbuję sobie aplikować, zobaczymy ;)
Ten drugi zastrzyk to walnęłam mi szybko i z zaskoczenia, potem patrzę a tu taki siniol, szok, pierwszy raz mam takiego siniaka po zastrzyku. Chyba jednak wole żeby mi mój M robił te zastrzyki :)
Wychodzimy z kliniki a ja cała w skowronkach, byłam taka szczęśliwa :) Na ulicy wyściskałam się z M. On oczywiście zaraz "no dobra już starczy" bo przecież ludzie patrzą hehe.
W aucie poczułam się strasznie słabo, rozbolała mnie nagle głowa, czułam że mi cała twarz płonie, kręciło mi się w głowie i miałam mdłości. To pewnie po tych zastrzykach i emocjach.
W drodze powrotnej - znowu wypadek, i korek. Nie chcieliśmy stać bezczynnie w korku wiec pojechaliśmy szukać objazdu. Przed nami dwa busy wjechały w poboczną drogę to my za nimi. Po chwili ta "droga" zmieniła się w polną dróżkę na dodatek rozrytą przez pojazdy budowlane i zabłoconą na maksa. Wszędzie błoto i grząsko, koleiny. Jak już nam koła zaboksowały to byłam pewna że ugrzęźliśmy na amen. Na szczęście po sekundzie boksowania udało się wydostać z tej pułapki :/ Samochód oczywiście cały w błocie no ale ważne że nie trzeba było go wydobywać z tego całego bagna bo to dopiero byłby zonk. Nigdy więcej nie będziemy wjeżdżać w polne drogi, tak sobie obiecaliśmy, choćbyśmy mieli i 100 km nadrabiać.
Reszta drogi na szczęście była już nudna.
Wieczorem już w domku nie mogłam zasnąć, męczyłam się do 2.30 minimum.
Ale jestem szczęśliwa :)
1 czerwca jedziemy znowu, tym razem na tydzień - punkcja.
:)
Sorry, że tak szczegółowo zawsze wszytko opisuje, nudziarstwo i zbytnie rozwlekanie się nad szczegółami odziedziczyłam po tacie ;)

Dziś 16dc nie mam pojęcia co się w tym cyklu wyrabia nawet nie potrafię powiedzieć czy była owulacja wykres dziwnie się rysuje od samego początku i nawet okres był "dziwny" inny niż zawsze. Ja oczywiście jak co miesiąc o tej porze mam mnóstwo ciążowych objawów nawet teraz dokucza mi delikatna zgaga. Piersi też jakoś inaczej czuję jakby takie ciepło w sutkach i wrażliwe przy dotyku rano wstaję strasznie głodna jak nigdy bo zazwyczaj moje śniadanie to jadłam razem z obiadem a teraz nie potrafię się opanować. Wiem że na testowanie jeszcze za wcześnie więc cierpliwie (jak na mnie) czekam...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)