11.06.2015 na dzisiaj miałam wyznaczony dzień porodu. Jak się pogodzić z faktem, że ktoś Ci najbliższy i upragniony odchodzi? Nie doczekaliśmy spotkania z Naszym synkiem. To tak bardzo boli, tkwi jak drzazga w sercu i chyba do końca życia tam pozostanie. Syneczku tak bardzo Cię kochałam i nadal kochać będę już na zawsze. Dałeś mi przez te 23 tygodnie tyle szczęścia, spełnienia gdy nosiłam Cię pod serduszkiem. Pozostało mi po Tobie coś tak pięknego, że będę pamiętać to do końca życia. Mamy zdjęcie usg gdzie uśmiechasz się do nas tak szeroko, że ach chwyta za serce. Pamiętam ten dzień, Twój uśmiech i jak później włożyłeś paluszka do ust...
Kochamy Cię Syneczku i kiedyś się spotkamy na pewno i będziemy już na zawsze razem.
Mama i Tata
16 dzień cyklu.
Testy ovu lepiej widoczne ale jeszcze nie jest to co powinno być ...
Martwię się ze to moze oznaczac cykl ez owulacyjny..
Mój Misiek już śpi i ja też zaraz idę 
Jeszcze tylko jutro do pracy i weekeeennnddd
!!!!
W sobote chcemy jechac nad wode gdzies
Polezecc Smaażing
No i kochane może któraś z was mi pomoże! Bolą mnie dziąsła myślałam, że to zemby, poszłam do dentysty i okazało się, że to stan zapalny dziąseł. Pani doktor nie potrafiła określić czym mogę płukać jamę ustną, zaproponowała kilka preparatów, ale okazały się na alkoholu. Pytałam o pomoc panią w aptece i stwierdziła, że tylko ziółka. OK myślę, ale kiedy przyszło dziś do zaparzania czytam i widzę:
Serio? Szałwia? Może któraś z was zna, słyszała, co może mi pomóc? Ból nie jest nie do wytrzymania, ale jest i miło by było gdyby go nie było. Poza tym widząc zaangażowanie i skuteczność porad pani farmaceutyki, chce mieć jakieś pojęcie idąc do apteki po leki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:07
Pamietam ten dzien, gdy poszlam w sobote rano do lazienki zrobilam test i zostawialam go z mysla, ze bedzie to co zawsze czyli nic... wrocilam do lazienki wzielam test i serce mi na chwile zamarlo... dwie kreski... w niedziele to samo i niespodzianka dla mezusia... cieszyl sie tak bardzo jak ja i tak samo jak ja chyba nie mogl uwierzyc w nasze szczescie, ktore skonczylo sie po potora tygodnia... w pracy zaczelam plamic i natychmiast potem pojechalam do lekarza, ktory powiedzial, ze nic zlego nie widzi, wiec uspokojona wrocilam do domu, na drugi dzien obudzilam sie i juz krwawilam , robilo mi sie slabo i plakalam bo w tym samym dniu umarl ktos mi bardzo bliski i moj Aniolek, potem szpital i na nastepny dzien pogrzeb, chyba w moim zyciu nigdy tyle nie plakalam, nie czulam az takiego smutku... moze tak mialo byc, ze ktos mi bliski potrzebowal Aniolka zabrac ze soba by bylo mu razniej by poprowadzil go przez swiatlosc, by sam sie nie bal... nie wiem... kiedys bylam taka twarda a teraz? ... zycie musi toczyc sie dalej...
I mamy piąteczek. Zapowiada się piękny weekend i może wybiorę się na plażę. Posprzątam sobie w domu, znów popracuję na ogródku a i oczywiście w końcu się wyśpię.
Odebrałam dzisiaj receptę na kwas foliowy w dawce 5 mg. Specjalista mi zalecił zwiększoną dawkę kwasu foliowego. Mam nadzieję, że niedługo przyjdzie ovulka i będziemy działać. Mam 50 testów więc zacznę od jutra testowanie. Mam nadzieję, że teraz się uda. Myślimy nad kupnem szczeniaczka, miałabym towarzystwo zanim mój M.wróci z pracy. Wolałabym towarzystwo małego bąbelka ale jak na razie się nie zapowiada.
Dobry wieczór ciocie! 
Ojej jak to ciężko znaleźć czas w dzień by coś napisać. Niestety muszę siedzieć po nocach 
Wczoraj Tomcio miał wielki dzień, mały krok do przodu ku jego dorastaniu. Otóż przesiadł się w spacerówkę
tak tak.. i na mojego synusia przyszła pora. Jak to? To już?
Tomcio już nie lubi leżeć tylko w wózku jak się obudzi odrazu jest krzyk więc najwyższy czas pokazać mu choć trochę tego świata 
Drzemeczka zaliczona 


MOJE WSZYSTKO






Wczoraj też minął rok odkąd zrobiłam test!!! i zobaczyłam te piękne dwie kreseczki
nie mogę w to uwierzyć! Czas tak szybko zleciał.. Jeszcze nie dawno dowiedziałam się że jestem w ciąży a Tomcio jest już na świecie
jest dla mnie całym światem
nie wyobrażam sobie świata bez niego..
Czasami aż nie mogę uwierzyć w to że jest tak idealnie, że mały jest zdrowy, nie miał żadnych kolek, ciągle się uśmiecha, nie ma żadnych alergii, uwielbia jazdę samochodem
bardzo jestem szczęśliwa że moje dziecko jest zdrowe i takie szczęśliwe!
życzę tego każdej mamie! 
A dziś pierwszy raz spróbowaliśmy obiadku
marchewka z kalarepką i ziemniaczkami. Pierwsza łyżeczka - wiadomo skrzywił się
ale potem otwierał chętnie buźkę wyobrażacie sobie?
moje cudeńko
wszystko mu smakuje 
UCIEKAM SPAĆ
:*
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2015, 23:37
Po poludniu mega rewolucjw w brzuchu. Po koktajlu truskawkowym??? Bol brzucha, bulgotanie, przelewanie. Jest polnoc a rewolucje trwaja;/
Ballerinkko na szycie dostałam znieczulenie. Podobno. Miejscowe. Podobno miało pomóc. eee... Nie pomogło.
Sosenko nie umiem dodawać tu zdjęć. Zresztą... Jakoś wolę chyba bez zdjęć.
A jeśli chodzi o wygląd Zosi, to po pierwszej wizycie moich sióstr, a ciotek Zosi nasłuchałam się epitetów jakimi w zachwytach i miłosnym uniesieniu Ją okraszały.
a mianowicie "Gacek", "Zgredek", "Skrzacik", "Nietoperek" i "Benedykt XVI"
Także łatwo sobie można wyobrazić, jak nasza Mała wygląda:)
POŁÓG
Chciałabym napisać o połogu. O porodach mówi się dużo. Człowiek jest jako tako na to przygotowany. Słyszy się dobre i złe opowieści.
Ale połóg to temat tabu.
Zostałam postawiona przed faktem dokonanym, bez uprzedzenia, i to było trudne, bolesne zetknięcie się z rzeczywistością.
A jak zaczęłam o tym mówić, okazało się że to normalne, że każda kobieta to przechodziła, że tak to wygląda, czasem gorzej. I że jedyna rada, to zacisnąć zęby, i wytrwać, bo w końcu ból minie i będzie lepiej.
Zła jestem, bo wolałabym być uprzedzona. Przygotowana. Bardziej niż przez lakoniczne wzmianki w głupich portalach o "spadku formy, czyli baby blues" czy "okresie regeneracji trwającym około 6 tygodni", czy "problemach z karmieniem, wynikających ze złego przystawienia Maluszka", itp.
Połóg.
Nie mogłam uszyć ani ręką ani nogą. Bolało mnie krocze, szycie w środku, szycie na zewnątrz, do tego krwiak w kroczu, bo Zośka za bardzo się pchała, i mi takie coś wyczyniła, no i odbyt, a jakże, hemoroidki. I cewka moczowa, bo byłam cewnikowana tuż po porodzie.
Próbowałam po kilku godzinach zrobić siku, okazało się że to szczypie tak niemiłosiernie, że musiałam robić siku polewając się wodą. Trwało to tydzień. Tydzień bez normalnej możliwości zrobienia siku. Tyłek miałam tak obrzęknięty że czułam jakbym miała jeden pośladek a nie dwa, i zupełny brak zwieraczy. Wypróżnić nie mogłam się przez 4 dni - tak byłam przerażona parciem. Po prostu nie mogłam się przemóc. Pomogły dopiero czopki glicerynowe i laktuloza. Krwiak wchłania się długo i boleśnie. Szwy bolą jak cholera. Człowiek chodzi jak kaczka i absolutnie nie jest w stanie siedzieć. Chodzenie też boli, stanie dłuższą chwilę, o noszeniu Malucha można zapomnieć. Byłam słaba i w sumie mogłam tylko leżeć. A i tak płakałam z bólu. I z rozpaczy, bo "spadek formy" okazał się być załamaniem, widzeniem w czarnych barwach, przerażeniem że sobie nie poradzę, że to mnie przerasta, co skutkowało histerycznym płaczem. Zosię mi podawali i zabierali. Na karmienie. Cycki po trzech dniach wyglądały jak dwa arbuzy. Bolały, miałam strupy na brodawkach, które przy każdym karmieniu rozmiękały i odrywały się, krew płynęła, potem musiałam smarować je mlekiem i wietrzyć. Więc chodziłam (czyt. leżałam głównie) topless wietrząc brodawki. I przed każdym karmieniem musiałam przygotować piersi przez masaż i namaczanie w mleku.Jak położna zapytała na wizycie domowej jakie kupki robi Mała nie potrafiłam odpowiedzieć. Bo jej nie przewijałam ja, tylko Mąż lub siostra.
Nawet nie wiedziałam jakie kupy robi moje własne dziecko.
Karmienie jest dramatem, bolesnym dramatem i walką, ale to chyba temat na osobną epopeję.
To były straszne dni. Ten pierwszy tydzień. Teraz jest lepiej, ale też kiepsko.
A najgorsze, że podobno każda tak ma, ale o tym się nie mówi.
To "trzeba przejść", bo "kiedyś minie".
Myślę że pewnym dramatom mogłam zapobiec, przede wszystkim powstrzymać morze strachu, jakbym była przygotowana.
No ale nie byłam.
Teraz jestem mądrzejsza. Może ktoś inny skorzysta z mojego doświadczenia, siostry? przyjaciółki? ktokolwiek, kto nie został ostrzeżony. Bo ja będę mówić, że to straszne, a nie tylko "o już po porodzie? jak super! Mała przesypia noce?"
A wiec mam 17dc i nie liczac na zbyt wiele, postanowilam sprobowac w tym cyklu. Owu niech wpadnie akurat na weekend a potem czekac do @ a ewentualnie po spozniajacej sie @ bede testowac.. Nie ma co sie denerwowac i wyczekiwac. Ma sie udac to kiedys sie uda i tyle
Rozum ponownie miał rację...
Poranny test wyzbył mnie ostatnich złudzeń...
Zauważyłam, że luteina podnosi temperaturę - dziś rano 36,77. Kiedy ja 12 dpo miałam tak wysoką, chyba nigdy. Poza tym i po tej luteinie, i po tym duphastonie mam skurcze macicy jak na okres. Może mój organizm chce się wyzbyć ewentualnego lokatora.
A na koniec omam wzrokowy... idę na górę ubierać się do pracy... stwierdzam, że wyrzucę ten test, żeby na niego więcej nie patrzeć, widzę jakiś cień cienia cieni, ale stwierdzam, że po godzinie od mojego sikania to nic nie znaczy. Naprawdę! Mąż też zobaczył ten cień.
Aaaa... i to był ostatni test, który miałam w domu, chwilowo nie planuję zakupu kolejnego.
Nie no jednak jestem kretynka, tak patrzę na niego i tam prawie nic nie widać. 
Brzuch dalej boli jak na okres...
Dobra lecę szykować się do pracy.
Miłego dnia 
Tak na szybko moje przemyślenia z rana. Obudziłam się wcześniej niż zwykle, mierzę temperaturę i co widzę 36,77 i sobie myślę co jest do cholery, takich wysokich temperatur to ja nie miewam. Po czym myśl, że może w pokoju jest wyższa temperatura niż ostatnio i dlatego i u mnie wyższa temperatura, no ale tego na 100% nie wiem. A potem przerażenie a co jeśli zaszłam w ciążę?, jak tu w środę wyjazd na wakacje. Miał to być odpuszczony cykl - nie do końca nam to wyszło, mieliśmy dłuższą przerwę w seksie, a ja przez kilka dni miałam niesamowitą ochotę na seks, no i któregoś pięknego dnia nie wytrzymałam i prawie rzuciłam się na M., zresztą myślałam, że jestem już po owulacji, a potem okazało się, że owulacja była dzień później haha. Jakbym zaszła teraz w ciążę to można by rzec, że to jakiś absurd
, mieliśmy przerwę ze dwa tygodnie, a przed owulacją kochaliśmy się tylko raz - no nie byłby to absurd??
. To było by chyba tyle z porannych przemyśleń - po przeczytaniu tego co napisałam stwierdzam, że są one głupie i śmieszne
. Nie dajmy się zwariować
. Czekam na @, który powinien przyjść w poniedziałek
.
2dpo
zastanawia mnie lekki bol, takie cmienie, w podbrzuszu zwlaszcza przy prawym jajniku...Ciekawa jestem czy tez tak mialam przed podjeciem decyzji o dziecku? Jakos chyba nie zwracalam na takie bole uwagi. A teraz drugi cykl uwazniej siebie obserwuje i w poprzednim msc rowniez czulam podobne ciagniecie. Mam nadzieje ze nic sobie nie wmawiam..
Musiala dwa razy dzis zmierzyc temperature... Co to za skok?
ciekawe czy jutro opadnie czy sie utrzyma. Jednodniowy skok to chyba nic nie oznacza? Raczej jednodniowy spadek by cos mogl oznaczac.
Odcinek pt. "Kłopoty w raju"
31 tc, 30+4
Do urodzin 66 dni 
No właśnie kłopoty, mam nadzieję, że malutkie, nic nie znaczące ale jednak. Jak już się uporałam z cukrzycą, opanowałam dietę i wszystko szło dobrze to nagle...chyba mi się rozchodzi spojenie łonowe
Nie to żeby to była profesjonalna diagnoza, to raczej ja na podstawie objawów mam takie podejrzenia.
Od kilku dni mam coraz większy ból w okolicy spojenia łonowego w określonych sytuacjach - przy przekręcaniu się z boku na bok (jęczę z bólu i zaciskam zęby), przy wstawaniu, niemal nie mogę podnieść jednej nogi - taki to ból. Do tego po wstaniu, zanim się rozchodzę, moje ruchy przypominają te 80-latki
Brzuch bardzo ciągnie i nie dla mnie dłuższe spacery...przynajmniej w tym stanie. Podobne objawy miałam już kilka tygodni temu, wszystko ładnie ustąpiło (a raczej złagodniało) więc myślałam, że jest ok. Dzisiaj usg III trymestru u mojego ginekologa, wspomnę mu o tym (wizyta dopiero za tydzień), może przyłoży głowicę do tego nieszczęsnego spojenia i dowiem się co jest grane. Dzisiaj od prawie 3 nie śpię (mam upierdliwego kota), każda zmiana pozycji w łóżku to koszmar, do tego zapchany nos, od 4 męczył mnie Duży Głód, który zaspokoiłam dopiero po 5 co by zachować resztki przyzwoitości no i jeszcze córeczka szalała w brzuchu
Także jestem wykończona i zaczynam łapać doła gdy pomyślę, że naprawdę mogę mieć problemy ze spojeniem bo są one równoznaczne z rozwiązaniem ciąży drogą CC, leżakowaniem do końca ciąży i czym tam jeszcze wolę nawet nie myśleć
Niestety hormony robią swoje do tego mój brzuszek jest nisko cały czas - dzięki temu nie wiem co to zgaga, duszność czy obite żebra. Przez ostatnie dni byłam bardziej aktywna, trochę podróżowałam, załatwiałam różne sprawy - oby to chwilowe pogorszenie wynikało z tego.
A z innych wieści - wyprawka kompletuje się w fajnym tempie
Pozostało nam jeszcze łóżeczko z materacykiem i przwijakiem, pieluszki tetrowe, nagromadzenie rozsądnych ilości pampersów, wanienka i parę różnych drobiazgów. Jak dla mnie obowiązkowo jeszcze jakieś grzechotki, zabaweczki choć wiem, że to nie są niezbędne dla noworodka gadżety
No ale należę do tych osób, które już mają szufladę książeczek dla dziecka w tym min. obrazki kontrastowe
Mamy już też komplet ubranek i myślę, że z grubsza do około 6 miesięcy powinny wystarczyć 
Tydzień temu zamówiliśmy wózek - termin odbioru do 4 tygodni. Po czym 4 dni później otrzymaliśmy telefon ze sklepu, że wózek już jest! I tym sposobem maszyna stoi i cieszy oko
Nie tylko nasze bo oczywiście kocisko sprytnie próbuje się zamontować w gondoli
Nie powiem, widok to komiczny ale te zapędy zostają szybko i konsekwentnie hamowane 
Moja kochana córeczka buszuje w brzuchu, przy czym ma swoją określoną miejscówkę, gdzie zawsze kopie i wypina różne części ciała
Dziś się dowiem co u niej, ile waży i czym mnie tak dźga zawzięcie
Jest dobrze 
Wyciszyłam się psychicznie. Pogodziłam się z obecnym stanem rzeczy. Nie myślę o tym co będzie i jakie problemy jeszcze mogą przed nami wyrosnąć, ale skupiam się na moim obecnym celu: 9kg na minusie.
Jest dobrze
bo w tym tygodniu zmalałam już o 1,5kg! I czuję się naprawdę świetnie
Przeszłam na racjonalną dietę i widzę, ile złych nawyków żywieniowych miałam przez całe życie.
W drugiej połowie lipca jedziemy z małżem na Węgry, do wody, do słoneczka
Może jestem naiwna ale liczę, że zagraniczne słońce jakoś mnie opali
Tutaj niestety łaskawe dla mnie nie jest, a na Węgrzech już kiedyś byłam i nawet fajny był rezultat
Mam nadzieję, że następne małpiszcze zdąży się skończyć przed wyjazdem.
Zaczynam też brać wiesiołek
do 15dc, bo u mnie owulacje jeśli są to zazwyczaj 17-20dc. Jeśli są. ALe na gdyby co w połowie cyklu odstawię.
Stwierdzilam ze zaczne tu pisac bo cos mi sie wydaje ze zagoszcze na dluzej na tej stronie.
Po wczorajszej rozmowie a raczej kolejnym monologu z moim partnerem dopadla mnie taka frustracja i bezradnosc ze sama nie wiem co robic. Kocham go i chce z nim byc i nie chce zeby seks stanowil powod rozstania bo jestem z nim bardzo szczesliwa ale zawsze dzien owulacji i jego okolice to najtrudniejsze dni w naszym zwiazku. Jedyny dzien gdy moj humor i samopoczucie rowna sie zero...
Na razie nie mam sily ale moze z domu opiesze wszystko od poczatku.. Ciekawe czy ktos na forum znajdzie sie z moim problemem i jednak da rade ktora pozwoli mi troche uwierzyc w siebie i w niego i w nas....
HISTORIA:
Poznalismy sie 8 lat temu, on mial 20 lat a ja 16, mial dziewczyne ktora zdradzal na lewo i prawo a mnie bardzo se podobal, kontakt po wakacjach urwal sie na jakies 7 lat (z przerwami- mielismy czasem kontekt smsowny) i potem wiele zbiegow okolicznosci nas polaczylo.
Ja miałam problem z seksem w poprzednim zwiazku w cale mi nie sprawial przyjemnosci i nie mialam na niego ochoty (o samego poczatku bralam tabletki) do tego nie czulam sie kochana przez swojego partnera, mialam wrazenie ze mnie wykorzystuje i seks traktowalam jak przykry obowiazek zwiazku czasem po kilka misiecy go nie uprawilam (to bylo latwe bo partnera wiecznie nie bylo) w koncu on mnie zdradzil i zostawil...
Mniej wiecej w tym samym czasie moj G byl z dziewczyna wiele lat nie mial ochoty na seks, byl zapracowany i jego partnerka go zdradzila i sie rozstali.
I w tym momencie nasze drogi sie zeszly i wyladowalismy od razu w lozku, po miesiacu juz bylismy razem z jego planem na wspolne zamiszkanie razem za 4 miesiace i dzieckiem za kolejne 4. Mieszkanie sie udalo, dziecko nie.
Jestesmy ogolnie bardzo szczeliwi nie klocimy se i dogadujemy, jest fajnie, seks nigdy nie byl nasza mocna strona, na poczatku byl max 1 w tygodniu, teraz jest raz w miesiacu...
ALe podjelismy decyzje o dziecku i robi sie prolem po odstawieniu tabletek troche libido mi skoczylo a jemu nie... nie chce juz pisac wszstkiego wiec zamieszcze link do tematu ktory otworzylam
http://ovufriend.pl/forum/meskie-sprawy/28-lat-i-brak-ochoty-na-seks,7655.html
Do tego 2 rozmwy w ostatnim czasie z nim przeprowadzilam a wczorajsza mnie dobila, nie chce sie przebadac 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2015, 17:18
Chciałam jeszcze opisać troszkę szczegółów z wczorajszej wizyty, bo wczoraj nie miałam na to czasu. Otóż denerwowałam się bardzo, dzień mi się w pracy tak dłużył, jeszcze świadomość że idę tam sama, bo mąż nie da rady, płacz wisiał mi na końcu nosa. I kiedy podjechałam już pod przychodnię (strasznie miałam sucho w gardle z tych nerwów i upału), zaparkowałam, wysiadam z samochodu, patrze... a na parkingu czeka mój mąż
stanął na głowie i przyjechał jednak, bo wiedział ile mnie to nerwów będzie kosztować
jak go zobaczyłam, to myślałam że podskoczę z radości. W ręce miał butelkę wody dla mnie, bo przewidział nawet że mi się przyda jak nigdy. Ja nie wiem co ja bym bez niego zrobiła!
Zmieniłam lekarza. Poprzednią ciąże prowadziła kobieta, do której trzeba było się umawiać z 4 tygodniowym wyprzedzeniem, nie było mowy, żeby w razie konieczności (a u mnie taka była) przyjść do niej poza kolejką, po prostu nie przyjęła i koniec, zostałam wręcz wyproszona z poczekalni przez jej rejestratorki. Na domiar złego, jak chodziłam na wizyty, podchodziła bardzo emocjonalnie do ciąży, zachwycała się robiąc USG, jaki to śliczny i słodki maluszek (nawet wtedy, gdy widoczna była jedynie czarna kropka), mówiła "podglądniemy sobie dzidziunię, zobaczymy czy fika, co tam porabia, ochh... jaki on wspaniały i cudny"... Rozbudzało to we mnie wszelkie matczyne uczucia i nie muszę chyba pisać, jak spotęgowało to mój ból i zdruzgotanie, kiedy dowiedziałam się że ten cudny, słodki, fikający dzidziuś już nie żyje. To wszystko spowodowało, że zmieniłam lekarza. Ten nowy, to mężczyzna, konkretny i stanowczy. Nie bawi się w zbędne słowa, a jak przychodzę do niego cała roztrzęsiona, to właśnie konkretów potrzebuję a nie ozdobników. Widział moje zdenerwowanie, zmierzył mi ciśnienie, 160/100 i uspokajał mnie. Powiedział, że nie będzie mnie czarował, że jeszcze szala może przechylić się w każdą stronę i jeśli mnie to uspokoi, mogę do niego przychodzić nawet co tydzień, wszystko zależy ode mnie. Tak, żebym była spokojna. No spokojna to ja prędko nie będę, ale nie mam też zamiaru świrować
Umówiliśmy się optymalnie za dwa tygodnie, wtedy ma być widać więcej.
Chciał też wysłać mnie najlepiej natychmiast na L4, ale nie chciałam póki co. Oczywiście gdyby pojawiły się okoliczności, które kategorycznie zabraniały mi pracować, to jasna sprawa, ale póki nie wie nikt, to nie chce. Chciałabym, jeśli pójdzie szczęśliwie przynajmniej do końca wakacji popracować, bo obawiam się że nie przeżyłabym drugi raz sytuacji, kiedy to idę we wczesnej ciąży na zwolnienie, w pracy się dowiadują, potem coś idzie nie tak i wracam (odpukać!!!) po poronieniu do pracy, a wszyscy rozdrapują rany. NIE PRZEZYŁABYM więcej tego. Pójdę na zwolnienie, jeśli będę widzieć, ze ciąża zmierza w dobrą stronę i ten odpoczynek ma sens. Póki co pracuję i nikt nic nie wie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2015, 09:34
Jestem po wszystkich przyjemnościach, które oferuje klinika. W poniedziałek miałam punkcje. Dobrze ją zniosłam. Pobrano mi 14 oocytów. 8 było dojrzałych. Z nich miałam 5 zarodków. I w środę podano mi zarodek. A teraz przede mną ciężki czas oczekiwań.
Wcześniej narzekałam, że nie widziałam bociana. Otóż jak wracałam z transferu widziałam ich cztery. Jeden przeleciał tuż nade mną, a w dziobie miał żabe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 09:24
U nas ciągła zmiana planów. Mieliśmy mieszkać tu tylko do ślubu,ale wychodzi na to ,że z rodzicami pomieszkamy trochę dłużej. Przemek zaczął robić górę. Na razie zrobimy jeden pokój,a jak będzie potrzeba ,to cały strych. Nie wiem czy się cieszyć,czy płakać... Jedno jest pewne. Tutaj odłożymy dużo więcej pieniędzy niż przy wynajmowaniu, a dla nas kasa jest teraz najważniejsza.
Nie mogę przekonać Przemka żeby przestawić się na myśl o kupnie mieszkania.. On ciągle upiera się,że zbudujemy dom, ale ja jestem realistką i wiem ,że nie damy rady. Za co? za wszy i drobny łupież ?. Tym bardziej że z działką są problemy. Skończyły się czasy,gdy sporo zarabiał, a ja mam dość tego,że ciągle coś nie wychodzi,że ciągle coś się sypie.
Na dodatek teraz,gdy Misiek po pracy od razu idzie robić górę,oddaliliśmy się od siebie. Rozmawia się tylko o tym,że będziemy mieli trochę więcej prywatności, choć ja wiem że tak nie będzie, opowie coś trochę o pracy i to wszystko. Już nie pamiętam żebyśmy rozmawiali o nas,żebyśmy zajęli się tylko sobą i zostawili problemy z tyłu
.
W pracy ok, pomijając szefową ,która powinna popracować nad szacunkiem do ludzi. Wkurza mnie na każdym kroku. Kazała mi umyć podłogę szczotką ryżową,czy drucianą -nie pamiętam. No sorry, to ja jestem opiekunką ,czy sprzątaczką ? Oczywiście nie zrobiłam tego..
Robota sama w sobie jest ok. Nawet mycie osranej dupy dziadkowi mnie nie przeraża,ale atmosfera jest tragiczna. Nie dziwię się dlaczego ludzie nie chcą tu przyjść do pracy. Każdy mówił,że nie dam rady bo jest ciężko itp. Owszem,jest.. Trzeba się nalać, nadźwigać. Wieczorem nogi włażą w dupe,ale do ciężkiej pracy idzie się przyzwyczaić. Nie wiem czy dam radę,ale to zależy tylko od szefowej, a nie od tego,że praca jest ciężka.
Obym wytrzymała tu do czasu,aż zajdę w ciążę
.Już raz siedziałam w kiblu i płakałam. Zastanawiałam się czy wyjść. Dobrze że tego nie zrobiłam.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.