Tempka jakby wrocila na swoje miejsce. Moze to tylko taki jednodniowy skoczek. Trzeba czekac co dalej.
5 rocznica slubu dzis:)

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 18 czerwca 2015, 16:51

Dzisiaj mialam dwa dziwne sny...jeden z nich bankowo wysniony przez....wiesiolek :-D
Snilo mi sie ze zaczal sie ze mnie lac taki jajkowaty sluz. I bylam w takim szoku ze jest go tyle...wzielam go w rece i tak go rozciagalam i rozciagalam na kilkadziesiat cm i tylko myslalam sobie skad u mnie tyle tego glutu :-D to chyba jakas obsesja haha :-P pytanie czy na tyn etapie juz sie to leczy? :-D

Drugi sen byl juz smutny...snila mi sie jakas rodzina widziana jakby z kamerki internetowej. Jakas kobieta opowiadala do tej kamerki swoja historie. Zaczela najpierw od tego ze sie zakochala i ze ma wspanialego mezczyzne, pozniej ze wychodzi za maz i ze ten mezczyzna zaczyna ja bic. Pozniej opowiadala ze pojawilo sie dziecko i ze maz nadal ja bije...ze bije dziecko i pokazywala zakrwawiona posciel. W koncu przestala opowiadac a ja postanowilam uwolnic to dziecko. Weszlam do ich mieszkania a to dziecko-chlopczyk ok 4 lat podbiegl do mnie, wskoczyl na rece i tak mocno sie przytulil i uwiesil jak malpka i byl taki przerazony i tak prosil zebym go zabrala...ciezki sen. Rzadko pamietam sny, jeszcze rzadziej snia mi sie dzieci. Ale ten chlopiec byl taki biedny, tak bardzo moj...na koniec snu ucieklam z nim i zaczelismy nowe zycie.

To takie dziwne ale caly dzien przypomina mi sid ten chlopiec..

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 18 czerwca 2015, 17:07

24dc (12dpo według mnie 11)
Temperatura rośnie, zajebiście rośnie.. Nie dałam rady, pojechałam na krew.. Pierwszy raz w życiu pojechałam na krew, bo też pierwszy raz mam temperaturę, która mogłaby na coś wskazywać.. Beznadzieja wynik bety 0,1.. Zatem jeżeli dobrze rozumiem szans juz żadnych... Mam czekać na @..

pracy tyle, że chyba dzisiaj usnę z papierami..

A na dodatek chyba 8 ciężarnych dzisiaj widziałam..

Kupiłam witaminki dla męża :) PROMENA nie było w żadnej odwiedzonej przeze mnie aptece, ale w jednej pani zaoferowała mi magnez dla mężczyzn z selenem, cynkiem i wyciągiem z korzenia maca (już wiem, że to nie te suche chlebki ;) ), a do tego wyciąg z żeń-szenia. Czyli w sumie to co jest w tym promenie. Za połowę ceny tego preparatu, a kapsułek tyle samo. Zobaczymy, może to coś pomoże a na pewno mu nie zaszkodzi :) Ostatnio małż narzeka że mu tylko spanie w głowie to może ten żeń-szeń go pobudzi ;)

Ja dzisiaj miałam wielki kryzys słodyczowy, na szczęście udało się opanować sytuację i dotrzymać antycukrowego postanowienia :) zaraz zakładam adidaski i idę ćwiczyć :)

taśta Jak nie My to kto??? 18 czerwca 2015, 18:16

Już mamy pewność, że bez IUI się nie obejdzie…

M jest po kolejnych badaniach i owszem prawie wszystkie parametry wskoczyły w granice normy (jedynie objętość w ml i ruchliwość jest poniżej) jednak na tym koniec dobrych wiadomości… Z badania na badanie pogarszał się czas upłynnienia (15 min, 40 min) a teraz nie udało się upłynnić samoistnie w 60 min i upłynniali mechanicznie- pomimo wprowadzenia tabletek na kaszel i wit. C pogorszyło się to drastycznie w przeciągu pół roku… i co z tego jak reszta się poprawiła jak przy braku upłynnienia bez IUI się nie obejdzie. Pocieszające jest to, że jeżeli to jedyny problem to jak nie pierwsza to może druga albo trzecia IUI będzie udana :)

Ja właśnie dostałam sms-a od lekarza, że cytologia prawidłowa!

W środę (11 dc) mam wizytę z wynikami i mam nadzieję, że w ty miesiącu dojedzie do 1 IUI!!! Teraz musi być już z górki :)

XII/III/V
objętość ml 5,5/ 5,9/ 5
upłynnienie 15 min/ 40 min/ mechaniczne
pH 8/ 8,5/ 8,2
lepkość ++/ zwiększona/ brak danych
żywotność 36,3%/ 50%/ 61%
koncentracja w 1ml 2,11/ 5,3/ 8,7
w ejakulacie 11,59/ 31,3/ 43,5
ruch postępowy 11%/ 5% ale ilościowo w ml 0,49/ 1,6 mln/ 7%
całkowity 23%/ 48%/ 9%
brak ruchu 76,92%/ 52%/ 91%
Morfologia 0%/ 4%!!!!!!!/ brak danych

invimed/diagnostyka/invicta


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 18:38

I jest w końcu pozytywny test owulacyjny. Będziemy mocno serduchować z M wieczorkiem i przez najbliższe dni. Będę walczyć z całych sił o nasze upragnione szczęście. Dzisiaj o mały włos nie kupiłam body dla maluszka, takie dobre zarówno dla dziewczynki jak i dla chłopca. Musiałam walczyć chwilę sama ze sobą.
Parę dni temu rozmawiałam z moją mamą i zaczeła opowiadać o ciążach w rodzinie, znajomych i kto co będzie miał. Bardzo mnie to bolało. Mama opowiadała po prostu o tym, co się dzieje, bo przecież dzielą nas tysiące km, i nawet nie zdawała sobie sprawy jak nieświadomie mnie rani. Mam nadzieje, że to w końcu minie gdy będziemy mieć własną dzidzię.

Ewela0313 lottery ticket 18 czerwca 2015, 18:22

22 tydzien czyli 21+0
Minal juz tydzien ostatniego USG. Staram sie nie myslec o tym czego sie dowiedzielismy. Nie dopuszczam do siebie mysli , ze bedzie cos nie tak.Dzidzius rosnie i mam nadzieje, ze ma sie dobrze. Teraz juz wiem ,ze te pukniecia i inne nieporownywalne do niczego uczucie to Mateusz :)
Teraz jego zabawy sa coraz bardziej odczuwalne i moglabym powiedziec ,ze codziennie w podobnych godzinach. Nie jest ich jeszcze duzo , ale sa. Robi to z zaskoczenia, na ogol jak probuje sie nad czyms skupic. Smieszne uczucie :) jednak daje mi duzo radosci i zawsze pojawia mi sie usmiech na twarzy . Na moje jednak zaczepki niezbyt jeszcze reaguje, maly uparciuch.
Od kilku dni reguralnie chodzimy na basen. Niestety albo kolo wieczora, albo wczesnie rano. Upaly w Georgi daja sie niezle mi we znaki. Czuje sie na powietrzu jak ryba bez wody , a i nogi staja sie opuchniete. Caly wiec dzien unikam slonca jak ognia, z reszta i tak do 5-6 jestem w pracy. Za to o 7 wieczorem, gdy temperatura troche zelzeje, a cien drzew pada na tafle basenu , jest idealnie :)
Do wakacji 2 tygodnie :))))
9661627730a53935med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 18:39

MadzikForever Traktat o Robalach 19 czerwca 2015, 10:05

Właśnie mnie zwolniono.

Tj. PANI DYREKTOR powiedziała "wiesz, Madziu, w przyszłym roku będziesz musiała przyjeżdżać do pracy 4 razy w tygodniu." A ja na to "nie, to pani dyrektor będzie musiała znaleźć innego psychologa."

Fuck. Ciąża ostatniej szansy? Czy po czymś takim mogę w ogóle iść na macierzyński? Ktos wie???

Fuck. Zestresowałam się bardzo.

Wyczekująca Moja walka z PCOS 18 czerwca 2015, 18:36

fxy1cl.jpg

Mój poranny entuzjazm dotyczący plamienia trochę opadł... Od rana straszne bóle brzucha i pleców a dokładnie krzyża. Lecę na nospie max i nie wiem co z tego będzie. A jak to nie plamienie implantacyjne tylko zwykły początek miesiączki? Czy w ogóle przy takich dawkach progesteronu mogę dostać @ ? Czy dopiero po odstawieniu? Jeżeli ta franca czai się gdzieś za rogiem to niech przychodzi jak najszybciej, niech mnie nie męczy...

Angelike Mam to gdzieś... ;) 18 czerwca 2015, 19:13

Straciłam całkowicie apetyt. Na nic nie mam ochoty, głód czuję ewentualnie trochę wieczorem. Wmuszam w siebie jedzenie. A jak już jem to bez żadnej przyjemności. Normalnie bym się cieszyła z takich atrakcji bo to idealny dla mnie podkład do zrzucenia zbędnego tłuszczu. No ale nie w tej sytuacji co jestem teraz.
Doszło do tego że zapominam o tym że coś powinnam zjeść. Ostatnio mój wraca z pracy, patrzy w lodówkę, to nie ruszone, to nie ruszone, pyta "To co ty dzisiaj jadłaś?"
Głupio mi się zrobiło bo nie skapowałam się, że od rana do godziny 18 chodzę tylko na połówce bułki.
Dziś to samo :/
Mam poczucie winy, że źle się odżywiam. Mój mi dogadza jak może, kupuje wszystko co lubię, ale żarcie się w końcu przeterminowuje i ląduje w śmieciach. Tego też nie mogę przeboleć bo nienawidzę wyrzucać jedzenia, uważam to za grzech śmiertelny, niektórzy nie mają za czym nakarmić dzieci. U mnie nigdy nie wyrzuca się jedzenia. No za wyjątkiem teraz :/ Jeszcze za dużo nie wyrzuciliśmy ale jak w takim tempie będę opróżniać lodówkę to niedługo wszystko wyląduje w koszu.

Miałam dziś nerwa bo się umówiłam do nowego pracodawcy na negocjacje płacowe, chciałam wynegocjować jeszcze dla siebie 3 tygodnie wolnego zanim zacznę pracę u niego. Nie wiedziałam jak zareaguje bo wiem że mu się spieszy z uruchomieniem firmy. Na szczęście poszło gładko, aż się zdziwiłam. Co do płacy do achów i ochów nie ma. Do wyboru mam albo przyjąć teraz stawkę mniejszą niż zarabiam aktualnie a za 3 mce renegocjacja wynagrodzenia. Albo da mi tyle co zarabiam dotychczas ale jakiekolwiek podwyżki w dalszym terminie, za rok, moze dwa.
Myślę że ta druga opcja chyba jednak jest lepsza. Po co mam brać mniejszą stawkę skoro po 3 mcach pewnie da mi to samo co zarabiam teraz? Poza tym nie wiem jak długo potrwa nasza współpraca, może jemu się nie spodobam, może on mi się nie spodoba i się rozstaniemy.

Miałam straszne opory żeby dziś do niego jechać bo ja NIE CHCĘ U NIEGO PRACOWAĆ. Nie chcę nigdzie pracować, chcę być w ciąży!
Wiem, nie zawsze mamy to co chcemy.
Kropeczku, czy Ty mnie chcesz? Bo ja Ciebie strasznie <3

wczoraj i dziś łykłam nospę bo macica trochę pobolewa jak na @.
W pon umówiłam się do gina po skierowanie na betę, myślałam żeby pierwszą betę zrobić w pon a potem powtórzyć. Ale gina mam dopiero na 14-16 więc na badanie krwi się już chyba nie załapię. No chyba że oleję skierowanie i zrobię prywatnie. Jeszcze pomyślę.

Witam sie.
5 dni do terminu a mlody nadal siedzi w brzucholu. Mam go juz na kolanach.
Skurcze ? pff porazka,cisza i spokoj. Maly jakis dzisiaj spokojny,pewnie tez ma juz dosc tak malej przestrzeni.
Wlasnie sie dowiedzialam,ze kolezanka pojechala na porodowke,co prawda jest juz 3 dni po terminie ,ale tez bym juz chciala!
Meczylysmy sie obie i obie do siebie pisalysmy z narzekaniami jak to nam bardzo ciezko i zle;D


Antek wychodz juz!

idka Być szczęśliwą 18 czerwca 2015, 19:24

12dc
Ovufriend porypało! Wyznaczył mi owulację na 9dc, bo te moje temperatury w tym miesiącu to jak Rysy wysokie i takie mam skoki, że program ogłupiał. Pewnie później się przesunie to, o ile w ogóle owulacja będzie. Bo ja absolutnie nic nie czuję, a i spodziewam się, że po poronieniu organizm tym bardziej się zblokował, żeby dać odpocząć samemu sobie.

Jutro zobaczę na usg co tam na dole słychać ;) trochę się boję tej wizyty, ale muszę się uspokoić, że jest już czysta sytuacja, i że mogę zacząć działać z badaniami. Liczę na zrozumienie ze strony mojego doktorka i wsparcie, a także odpowiedzialne podejście do sprawy diagnostyki tych wczesnych poronień. Zabieram całą listę badań, którą sobie skrzętnie skopiowałam z forum (wszystko w pigułce, że tak powiem) i mam nadzieję, że on mi powie co mam teraz ruszyć, a co jeszcze nie, bo ilość tych badań jest przerażająco duża. Słabo mi się robi na samą myśl, że tyle razy miałabym być kłuta :P

Badania hormonalno-ginekologiczne to jedna sprawa, muszę zadbać o siebie też w innych aspektach- jestem już na końcówce leczenia zębów. Cieszę się niezmiernie, bo choć dzisiaj mi połowa twarzy chce odpaść po wypełnieniu kanałów w szóstce, to przynajmniej wiem, że już praktycznie wyeliminowałam ryzyko stanów zapalnych jamy ustnej, które mogą siać na mój organizm i utrudniać zajście w ciążę. Uwielbiam moją dentystkę- cud kobieta, niewiele starsza ode mnie, czyli młodziutka, ale profesjonalistka jakich mało. Więc przestałam się znowu bać tych mało przyjemnych, ale bardzo potrzebnych wizyt :D

Odwiedziłam też dzisiaj alergologa, ale niewiele dobrego usłyszałam. Nie jestem na nic uczulona z panelu wziewnych alergenów- alleluja! ;) Ale za to mam średnio dobre wyniki spirometrii. Muszę ją powtórzyć i jeśli znów wyjdzie mi umiarkowana obturacja będę musiała brać wziewnie steryd, bo możliwe, że mam przewlekłe zapalenie oskrzeli- stąd gnębi mnie urywający się kaszel nocami, na który na tą chwilę nie działa mi wentolina, którą mi już wspomniana Pani dr przepisała "w razie wu". (Dżizas, jakie długie zdanie napisałam! mam nadzieję, że chociaż ma ono sens :p ) No i prawdopodobnie tego badania nie mam w pakiecie LuxMedu i będę musiała na nie zabulić. Musiałabym na pieniądzach spać, gdybym chciała tak wszystko naraz sobie diagnozować, bo moja pensja to będzie zdecydowanie za mało w tym miesiącu :/

Nastawienie do życia mi się znowu zmienia na lepsze- ostatnie dwa dni to miałam taką chandrę, że dobrze, że tu nie wylałam tych wszystkich żali, bo naprawdę można było się załamać po tym :P wczoraj w nastroju jeszcze lekko dolinującym obejrzałam film : "Gwiazd naszych wina". Poczytałam o tym filmie i stwierdziłam, że skoro wyciskacz łez to na mój humorek jak znalazł! I faktycznie jest wzruszający- w końcu połączone w jednym wątku miłość, młodość, niesprawiedliwa choroba i śmierć , to jedne z bardziej ckliwych i poruszających tematów! A w wydaniu amerykańskim to już w ogóle. Mniejsza z resztą o to. Po filmie zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Bo dla mnie ten film ma naprawdę ciekawe przesłanie. Nie skupiłam się na tej całej bajeczce o zakochanych, aczkolwiek umierających na raka nastolatkach, co większość osób w tym filmie widzi i porusza je to do żywego. Mi najbardziej rzucały się w oczy i trafiały do serca refleksje na temat życia i śmierci. Tego, co otrzymujemy od życia i jak to przyjmujemy do siebie. No i oczywiście zaczęłam o tym rozmyślać, jak to z mężem staramy się o dziecko, o powołanie nowego życia na świat, i że to przesłania nam inne aspekty naszego bycia, zmienia perspektywy i sposób odczuwania świata. Nie doceniam tego, że jestem praktycznie zdrowa, a bynajmniej wiem, że mój proces umierania nie jest przyspieszony żadną chorobą, pustoszącą mój organizm. Mam kochającego męża (który btw przez dwa ostatnie dni nieźle dał mi w kość samym sobą- pieprzony egoista :P ) , dwa przekochane koty, siostrę i rodziców, przyjaciół. Mam pasje, które mnie napędzają do życia. Mam tak wiele! :) Ale zaraz po tych wnioskach zaczęłam się zastanawiać nad śmiercią. Czemu nie miałaby być ona przyjemna? Przecież w każdej sekundzie umierają w naszym ciele komórki, śmierć jest cały czas z nami i w nas, tak naprawdę my nią po trochu żyjemy. Skoro tak, skoro w ogromnym skrócie można powiedzieć, że żyjemy umierając (uwielbiam paradoksy), to chyba należałoby starać się żyć jak najlepiej, jak najprzyjemniej, by w momencie w którym nastąpi finał tego projektu, móc stwierdzić , że było całkiem dobrze, że godnie szliśmy ze śmiercią ramię w ramię. Nie umiem w słowa dzisiaj ubrać tego co dokładnie mam na myśli, bo nawet teraz czytając o tym, nie do końca jestem pewna czy zostanę dobrze zrozumiana, czy zyskam miano jakiejś kaczki-dziwaczki ;) Staram się w tych trudnych, niesprzyjających chwilach, momentach szukać jakichś pozytywów, i tak właśnie uświadomiłam sobie, że dobre życie, za które potrafimy być wdzięczni, jest kluczem do wszystkiego. Więc trzeba śmiać się i cieszyć tym co mamy, bo to może trwać krótko, ale za to np. bardzo intensywnie :D Proszę nie doszukiwać się w tym, co napisałam czegoś pesymistycznego, czy też depresyjnego, moje małe filozofowanie ma z reguły pozytywny wydźwięk i tak ma być też tym razem!

Zmieniając kompletnie temat- muszę powoli zbierać się do spania, pora iść spać z kurami by i z nimi wstać :D jutro idę na 5-tą rano do pracy! Barbarzyństwo! Ale przecena się sama nie zrobi, a szkoda ;) Tableteczka na ból zęba zaraz wjedzie, prysznic i słodkie objęcia Morfeusza (szkoda że nie męża, wiecznie zajętego pracą)... Dobranoc Wszystkim <3

dzabuch moja terapia 19 czerwca 2015, 14:11

21+1
Jejku jak ten czas leci. No to jeśli o mnie chodzi to siedzę sobie w kuchni. Rosołek sobie pyka a mięsko na bitki się smaży. Co chwilę tylko wstanę przewrócę na drugą stronę. Obtoczę kolejną porcję i tak sobie siedzę. Trwa moje 1.5 tygodniowe zwolnienie. Co roku mniej więcej w tym samym czasie biorę urlop a w tym roku mogłam sobie pozwolić na zwolnienie. Urlop przyda się dla dziecka. Moi rodzice więc świętują kolejną rocznicę ślubu nad naszym pięknym morzem a ja opiekuje się naszym pieskiem. Z racji wieku pokazuje mi liczne humory tu go boli tu go strzyka. Nie wskoczy na wyro, bo nie ma siły i tak targam tego mojego psa. To po schodach to na łóżko.
Jakby tego było mało to moi rodzice zapomnieli zaszczepić go na wściekliznę a termin był miesiąc temu, więc poszłam ja i znów się naraziłam. I obraził się dziś chyba na mnie na całego. Niech trochę pośpi to dam mu jakieś psie ciacho i się obrazi.

Co do spraw ciążowych to synuś już bryka na całego, daje o sobie znać w każdej wolnej chwili i chyba lubi to, że siedzę w domu, bo częściej daje o sobie znać. Chyba, duże chyba wybraliśmy imię. Dostojnie pasuje do imienia i Tatuś nie miał do niego żadnego komentarza. Nasz syn prawdopodobnie będzie nazywał się Bartłomiej. Mały Bartuś jedyny protest, który usłyszałam to, że chyba Bartosz nie Bartłomiej, ale w gruncie rzeczy Bartek. Na koniec moich wywodów usłyszałam, że mogę sobie kombinować a ostateczny wybór i tak należy do niego w urzędzie. Co racja to racja, jego siostrze mąż dwójkę dzieci zarejestrował po swojemu, żadne z nich nie ma na imię tak jak chciała. Pewnie dlatego dziś są po rozwodzie. Na razie jest Bartek a czy w miedzy czasie coś się zmieni zobaczymy.
Wczoraj chyba Bartuś miał czkawkę, bo brzuch mi rytmicznie podskakiwał. Chyba, że grał w łapki z moimi narzadami :). Szkoda, że Tatusiek jeszcze tego nie czuje, ale przyjdzie i na to czas. Ogólnie to nie jest wylewny nie głaszcze mnie po brzuchu, łapie go tylko na tym, że robi to przez sen. Jakoś tak ma, że najwięcej miłości okazuje mi przez sen. :) dziwne, ale prawdziwe, nie miał łatwego życia. Może nie czuje tego tak jak ja, ale kocha nas wiem to. Ogólnie od początku ciąży to nawet nie pokłóciliśmy się ani razu, a nie raz ale na chwile. Chyba się zmieniamy, chcemy być rodziną dla niego. I jeszcze moja waga! Przytyłam dokładnie 3.6 kg jak do tej pory więc nie jest źle, choć wiem, że te kilogramy dopiero czekają gdzieś za rogiem:) . Buziaki kochane miłego weekendu!

Właśnie odebrałam wyniki mojego M. A więc; Posiew nasienia Ujemny (Nie wyhodowano patogenów. Grzybów nie wyhodowano). Czy to dobrze?
Wynik nasienia było 14,9 mln/ejakulacie A JEST 25,7 mln/ejakulacie.
FSH 3,14
LH 2,41
Prolaktyna 8,35
Testosteron 371,32
Pozostałe badania krwi i usg powrózka nasiennego itp ok

Czwarty cykl intensywniejszych starań/ szósty nieintensywny. Dziś 22 dc- czuję się jakoś dziwnie- PMS? Korci, by zrobić jutro test, ale... nie chcę powtórki z rozrywki. Już raz 23dc zobaczyłam tempkę 37 i II kreseczki... Trzy dni później już tempka poleciała w dół, a wykres już był negatywny... i potem łzy i myśli- czy test był fałszywie pozytywny, czy jednak byłam w ciąży, ale było bardzo wczesne poronienie. No, ale zebraliśmy nowe siły. Bardzo pomaga mi mój kochany Mąż, Jego opanowanie i wiara, że będziemy rodzicami. W końcu to dopiero pół roku. Nie raz przychodzą myśli, czy nie będę miała problemów jak moja kuzynka, której nie udało się zajść naturalnie, ale staram się je oddalać. Wiem jedno- kiedyś będziemy rodzicami, niezależnie od tego, czy będę nosiła pod sercem Nasze dziecko. W końcu na świecie jest tyle dzieci do kochania...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 20:12

Wczoraj znajomi wchodząc do mieszkania powiedzieli: "Mamy nadzieję, że niebawem nie będziemy dzwonić, a dyskretnie pukać, bo ktoś tu będzie spał i nie będziemy chcieli go budzić"...eh daj Panie Boże - ale im dłużej tym ciężej słyszeć takie teksty. Cóż, odpowiedzieliśmy, że my też mamy od kilku miesięcy taką nadzieję, co chyba zbiło ich trochę z tropu. Ale wolę takie teksty niż gadaninę moją teściowej- kobieta chyba nigdy nie chciałaby być babcią. Myślałam, ze wzrokiem nas zabije, jak się dowiedziała, że się staramy. Już chciała gadać do mnie jak do nastolatki, ale mąż ją spiorunował. Ona twierdzi, że dziecko dopiero w okolicy 35 lat, a praca i pieniądze najważniejsze. I tym sposobem mając 29 lat muszę się tłumaczyć, że chcę być mamą. Rozumiem, nie mam pracy, ale wiek już odpowiedni. Wiemy, że sobie poradzimy finansowo a teściową mam w nosie- aż nie mogę się doczekać, jak powiem jej, że zostaniemy rodzicami. Choć znając tą kobietę, powie rodzinie, że "wpadliśmy"... bo co moja "kochana" teścióweczka zrobiła, kiedy dowiedziała się, że bratowa męża jest w ciąży- zapytała "a co z pracą" (dziewczyna miała umowę na stałe), a na spotkaniu rodzinnym ktoś powiedział o tej dziewczynie (którą bardzo lubię swoją drogą), że jest mądra, to moja teściowa spojrzała na brzuch swojej synowej mówiąc ironicznie: "no była mądra" :o

Dieta, dieta, dieta i jeszcze raz dieta!

Mimo że mam ogroooommną niedowagę to nigdy nie uważałam na to co jadłam. Mogłam pozwolić sobie na wszystko i chyba przez to zjebałam sobie płodność i nabawiłam się endometriozy :/
Wczoraj stojąc na wadze przeraziłam się z 43 kg waga spadła na 41.7 kg, i to po obiedzie! A staram się wcale mniej nie jeść ale jeść zdrowo...
Wynalazłam sposób na znienawidzone brokuły i szparagi byleby chociaż znalazły się w diecie.
Codziennie litrami wypijam świeżo wyciśnięte soki a lodówka wygląda jak stragan z warzywami. Wszystko dla dziecka...

Nawet mąż zmądrzał przez te lata starań, grzecznie je warzywa, nie narzeka i unika słodyczy.

Jest mi tak ogromnie przykro że nie mogę dać mu ciąży...dziecka. Dopiero teraz widzę jak mu zależy. Śmiesznie to zabrzmi ale on tak uwielbia "męskie" jedzenie, schabowy z kapustą zasmażaną z ziemniakami - jeszcze parę tygodni temu była to u niego podstawa. Jeśli odpuścił sobie już nawet to, więc i on musi być w ogromnej desperacji.
Ostatnio opowiadał mi że śniło mu się że mamy dwie córeczki, jedna była w wieku szkolnym a druga w przedszkolnym, że czuł taką ogromną radość, nie do opisania, dumę, nie chciał by ten sen się kończył...

Przeraża mnie kolejne in vitro. Tak bardzo się boje że się nie uda. Do tego stopnia że byłabym w stanie przesunąć termin...Teraz to już nierealne bo biorę duże dawki leków hormonalnych, ale czuję taki ogromny strach przed porażką :(
Co będzie jak się nie uda..? ;(


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 20:40

Niech to sie wszystko konczy juz:( dzisiaj zle samopoczucie. Jestem slaba, przemeczona. Gdybym nie walczyla ze soba to o 19 bym juz spala. A potem bym cala noc z kolei nie spala.

Mamax Walka o Bobo. 18 czerwca 2015, 21:32

No i synek nas zaskoczyl :-) Wczoraj nauczyl sie obracac z brzuszka na plecy a dzisiaj non stop przejrecal sie na brzuszek. Wyglada na to ze polubil juz ta pozycje i teraz chetnie tak lezy nawet pol godziny. Niepotrzebnie wiec sie martwilam :-) Do tego bobo moje kochane zaczol mowic mama. Tak wiem ze to jest niemozliwe zeby wolal mnie swiadomie ale on tak wlasnie robi. Jak tylko oddale sie od niego albo gdy chce zebym go wziela na rece zaraz wola mama :-)
Dzisiaj bylam z Juliankiem na baby gruppe i pani terapeltka stwierdzila ze z malym wszystko jest w porzadku. Opoznia sie troche w tym rozwoju owszem ale to dlatego ze jest duzym, ciezkim dzieckiem. A takiemu ciezej jest wzmocnc miesnie zeby podniesc pupe. Tak ze te codzienne cwiczenia wspomagajace rozwoj to dobry pomysl. Bede wiec nadal je kontynuowac zwlaszcza ze sa postepy :-) Po zajeciach bylam na zakupach. Kupilam pare ciuchow, Maximilanowi crocsy a Juliankowi pierwszy kubeczek niekapek. Juz w sklepie dalam malemu go potrzymac i tak mu sie ten kubeczek spodobal ze nie chcial oddac. Przez cala droge do domy bawil sie nim a w domu wyparzylam mu go, wlalam wode i jakiez bylo moje zdziwienie gdy Julianek bez zadnych problemow zaczol zniego pic. Wypil 1,5 kupka wody :-)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)