Witam na fioletowej stronie 
Bardzo tu ładnie!!!!! Cieszę się, że mogę tu być.
Dziewczyny, czy któraś z Was - będąca w ciąży - ma polipa?!?
Ja wczoraj wylądowałam w szpitalu. Spanikowałam, bo zaczęłam krwawić (brązowe plamienie, nie "żywe"). Wiem, że to normalne, ale z mężem 18 cykli staraliśmy się o maleństwo, więc nie myśleliśmy długo i pojechaliśmy do szpitala. Jedynym potwierdzeniem ciąży to mój wynik bety z czwartku (242,1).
Na usg ciąży nie widać
ale podczas badania od razu lekarka zauważyła, że mam polipa i z tego bierze się krwawienie. Nie miałam stwierdzonego polipa, a ginekologów odwiedzam przynajmniej raz w miesiącu. WTF?! Przeoczyli, czy jak? Nie wiem ile ma cm. Nic mi nie powiedzieli w szpitalu
tylko tyle, że mam polip.
Zrobili mi bete, wynik 1200, więc przyrosła b.ładnie. Dostałam duphaston 2x1 no i muszę odwiedzić swojego lekarza. Idę w czw.
Poczytałam o tym świństwie i nie jest zagrożeniem dla ciąży (chyba że rośnie) ale też nie jest przyjazny. Nie chciałabym plamić przez całe 9 msc, Wkurza mnie to.
mam nadzieję, że to świństwo mi się wchłonie i będzie po problemie.
Miłego dnia Ciężarówczki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2015, 09:51
Jeszcze sie to tak wszystko skomplikowalo ze nie bede miala mozliwosci monitoringu a co za tym idzie pregnyl chyba sobie bede musiala wstrzyknac na oko jak w tym cyklu w 13dc. Wyjazd na wakacje to skomplikowal. Ale bedzie dobrze. Moze to bedzie fasolka wakacyjna:)
No to od 2-8dc Clo. W 13dc pregnyl. Dodatkowo bede brac. Oeparol na sluz.
Witam Was,
Dawno mnie tutaj nie było, prawie miesiąc temu. Dziękuję za wsparcie, w tej trudnej sytuacji. Z mężem wszystko sobie wyjaśniliśmy. Odreagowywał stresy, smutki w samotności, z dala ode mnie. NIe chciał jeszcze bardziej mnie obarczać. I teraz jest już dobrze między nami. Baa.. Jest bardzo dobrze. Jakby ktoś na nas popatrzył z boku, to by chyba "rzygał tęczą", ale wolę taki stan rzeczy 
A ja jutro znów lecę na badania - w tym miesiącu będę chyba częstym gościem w laboratorium.
Dziś lub jutro odbieram wyniki badań hormonów - czekam z niecierpliwością.. Ciekawe, co to za kwiatki tam powychodziły. Mąż już umówiony na badanie nasienia, ale powiedział,że albo jadę z nim albo nie jedzie w ogóle ( bo on się wstydzi załatwiać formalności w rejestracji).No pojadę, niech mu będzie.
ważne że się zgodził 
Jutro dzień ojca - nie mam ochoty się pokazywać u rodziców, ale jak trzeba to trzeba - w końcu ojca ma się tylko jednego. Jakoś przeżyję ten jeden dzień udawanej uprzejmości. A potem rozpocznie się kolejny rok wiecznych żali i pretensji z ich strony..
Pogoda u mnie piękna - słoneczko świeci, wiaterek wieje. Mam nadzieję, że u Was też tak ładnie
a jeśli nie, to przesyłam trochę promyków od siebie
Miłego dnia Ślicznotki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2015, 15:28
Anuszka - ujemny sikaniec, shooa - hiperstymulacja.
Same przykre tematy.
Krew oddana. Chcialam kartę stałego klienta by móc sprawdzić wynik w domu przez internet. Oczywiście wolnych kart do wydania już nie było, kobieta się strasznie przy tym nagadała, że ona nie może tak o sobie ich wydawać, że mam za mały jednorazowy koszt badania krwi, że za rzadko u nich robię te badania.
Who cares?
Nie to nie.
Mogę do niej zadzwonić przed 15, zapytać o wynik, być może już będzie, a jak nie to po 16 mogę dzwonić bezpośrednio do Zielonej Góry.
Who cares?
I tak nigdzie nie będę dzwonić. Niech mój dzwoni. Nie chcę być tą, która przekazuje złe wieści. Niech on będzie tym złym posłańcem.
Wprawdzie umówiłam się z nią, że jak cos to do niej sobie podejdę przed 15. A potem mi sie przypomina że:
1. na 14 jadę do gina do przychodni, po skierowanie na drugą betę i hormony (być może niepotrzebnie, najwyżej nie zrobię)
2. przecież to nie ja miałam dzwonić w sprawie wyniku.
Moja pochwa już tak się przyzwyczaiła do globulek z luteiną, że pewnie będzie płakać gdy będę musiała je odstawić. Lutka pięknie się wchłania, wcześniej miałam wrażenie że nazbyt szybko była wydalana niczym intruz. Poza tym cały czas mam wodnisty śluz, tak mi leci woda że zmieniam wkładkę za wkładką. Cycusie nadal fajne po estrofemie, ciekawe ile ten efekt "push up" jeszcze potrwa i jak długo będę musiała go jeszcze przyjmować.
Po duphastonie kiedyś strasznie cierpiałam gdy rok temu jeden gin zalecił mi 3 opakowania przez 3 cykle. Wtedy skończyło się mega bólem brzucha i gorączką. A teraz? Teraz czuję się leciutka i szczuplutka jak sikorka na gałęzi. Albo ten duphaston ma mniejszą dawkę albo poprostu teraz mi sprzyja.
No i moje kochane zastrzyki, Fragmin, przeciwzakrzepowe. Normalnie nie wyobrażam sobie teraz mojego dnia bez ani jednego zastrzyku, jak ja dam radę bez tej codziennej dawki adrenalinki? To moje codzienne zmaganie się z demonem igły dodawało mi siły. Te moje biedne siniaczki gdy źle się wbiłam, to pieczenie gdy lek źle się rozprowadzał i ta wspaniała ulga gdy jest już po wszystkim - brzmi jak uzależnienie masochistki. 
Nadal nie mogę narzekać na stan fizyczny, ten koktail leków które teraz biorę bardzo mi służy. W ogóle to jestem w szoku że przez cały ten okres stymulacji i przygotowań do ivf mój organizm tak dobrze reagował na leki. Nie mówię tu o efektach bo te raczej nie powalały - wolny wzrost pęcherzyków, wolny podział zarodków. Chodzi mi o skutki uboczne - nie miałam żadnych bardziej upierdliwych dolegliwości.
Chociaż sama procedura jest upierdliwa wiadomo. Męczące dojazdy, prawie dwumiesięczne codzienne pilnowanie się z lekami, nerwy i stres na każdym kolejnym etapie "czy jest dobrze".
Ale to wszystko nic gdy człowiek czegos bardzo pragnie.
Kiedys obiecałam sobie że będę próbować z ivf do skutku..
Niedługo mamy urlop, wyjeżdżamy ze znajomymi nad morze. Powiedzialam mojemu nowemu pracodawcy że będę mogła zaczać pracę u niego dopiero w 4ym tygodniu lipca. Przyda mi się ten czas wolny, potrzebuję go. Musze się pozbierać, nabrać energii.
Na urlopie szykuje mi się mega popijawa, moi znajomi nie wylewają za kołnierz, będzie okazja żeby sobie odbić tą całą ostatnią samokontrolę.
No chyba że maluszek wywinie mi numer
Dziś chyba będzie już wszystko wiadomo.
Czekamy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2015, 12:15
Mam nadzieje, ze 8 cykl staran a drugi z Clo bedzie ostatnim... Jutro rozpoczynam nowy cykl;)
11t1d
Dziś czuję smyranie od środka. I choć mam świadomość, że to jeszcze za wcześnie, nie mogę się oprzeć uczuciu, że to jednak nie gazy

Przy ciąży z S. ruchy poczułam jakoś w 15tc, w drugiej czuje się szybciej.
Ale czy to naprawdę już? Będę obserwować to zjawisko w najbliższych dniach, choć naprawdę trudno mi w to jeszcze uwierzyć 
No i po wizycie u gina. Doktor jak zawsze uśmiechnięty, miły i konkretny. Obejrzał wyniki Jacka i mówi: "No to widzę, że będę was miał w dwupaku" . Jacek ma iść do androloga i urologa. Urolog w piątek - nie ma to jak medicover
Androloga nie mogę znaleźć w naszej okolicy, ale pogadam z Jackiem co i jak i najwyżej pojedziemy gdzieś dalej.
Jeśli chodzi o mnie to owulacji ani widu, ani słychu. Pogadałam z ginem stymulacji i stwierdziliśmy, że nie ma sensu teraz zaczynać, skoro kijanki takie, a nie inne. Pod koniec sierpnia powtarzamy badania Jacka, i znowu do doktorka z wynikami. Gin zapowiedział, że jeśli się nie poprawi to on proponuje skierowanie na inseminację. Nie jestem tym zaskoczona, podejrzewałam, że tak będzie, jednak pogadaliśmy jeszcze chwilę i postanowiliśmy, że jak przyjdę we wrześniu, to zobaczymy jak wyglądają plemniczki i spróbujemy stymulacji i naturalnych prób. Jeśli przez 2-4 miesiące się nie uda to IUI. Może wiele z Was stwierdzi, że przeciągam starania, i mogłabym od razu iść na IUI, ale ja chcę dać nam szansę, wierzę, że może nam się udać naturalnie. Być może to złudna nadzieja, ale póki nie wyczerpałam tej możliwości nie chcę iść dalej. Tak naprawdę nawet kijanki nie miały szans nic zdziałać, bo nie było owulki, więc nie wiemy czy nie dadzą rady same. Teraz nie chcę się faszerować lekami, bo mamy combo problemów. Chcę dać plemniczkom szansę się zregenerować, i mi i Jackowi trochę odetchnąć. Temp będę mierzyć nadal. Bromergon zostaje 1/2 tableki dziennie, teraz Dupek 2 razy dziennie na wywołanie i potem kontynuacja Inofemu, wiesiołek, witaminy prenatalne, a Jacek Androvit
Chyba dobrze na niego działają te tabletki, bo libido mu mega wzrosło

Wiem, że dwa miesiące to długo, i dla wielu dziewczyn do dwa cykle starań, ale dla mnie ostanie trzy miesiące to był jeden cykl i to bezowulacyjny. Zazdroszczę Wam bardzo tych możliwości, których ja nie mam, dlatego czasem trudno mi zrozumieć pośpiech i decyzję o inseminacji lub in vitro. Jak każda kobieta na Ovu pragnę być mamą, i czasem mam wyrzuty sumienia , bo czytam pamiętniki kobietek, które mimo dobrym wyników, regularnych cykli i zdrowych kijanek decydują się na inseminację, a ja wiem, że jest u nas nieciekawie i wolę czekać. Wiele z Was może tego nie rozumieć, ale dla mnie tak jest lepiej. Teraz mam czas na zadbanie o nas, nasze zdrowie, dietę i wagę
Już jakiś czas temu wprowadziliśmy zdrowsze jedzenie w domu, a teraz chce podreperować nas psychicznie, pierwsze trzy miesiące starań były dla mnie trudne. Wiedziałam, że będą problemy a jednocześnie myślałam, że pofarci mi się od "zaskoczę" od razu. A tu dupa blada!
Muszę nabrać dystansu do tego wszystkiego. Trudno mi jeszcze jakoś to ogarnąć, ale czuję wewnętrzny spokój. Jakoś się to poukłada.
Jestem osoba bardzo wesołą i chciałam, żeby mój pamiętnik tez taki był, ale nie wiem co mogłabym napisać. Jest we mnie dużo emocji związanych z tematem macierzyństwa. Staram się to zwalczać w sobie, ale czuję presję. Zawsze pisze wszystkim dziewczynom, że mają się nie przejmować gadaniem, pytaniem i naciskiem rodziny i znajomych. I wiem, że tak powinno być. A samej mi trudno o tym nie myśleć. W maju przyszłego roku idziemy na wesele, i kiedy zaczynaliśmy starania myślałam o tym co zrobię z małym dzieckiem na czas wesela i jak to zorganizuję, a teraz myślę o tym, że do tej pory mogę nawet nie być w ciąży. Dziwne uczucie...
Trzymajcie się laski! Wszystkie spotkamy się na fioletowej!
Szlag mnie trafi i krew zaleje!
W piątek dostaliśmy informacje z kliniki, w której byliśmy (w marcu!) zapisać się do programu in vitro, że nie mają już miejsc i nie będą mieć do końca trwania programu
Zadzwoniłam do innej kliniki najbliżej naszego miejsca zamieszkania i uzyskałam tę samą odpowiedź, no więc zadzwoniłam do kolejnej i tam w końcu okazało się, że mają jeszcze miejsca, ale musimy najpierw zrezygnować z dotychczasowego realizatora, u którego nawet nie było jeszcze wizyty kwalifikacyjnej. Na stronie ministerstwa stoi jak byk, że rezygnacje z usług realizatora składa się pisemnie, w związku z czym napisałam wniosek, już chciałam drukować, ale coś mnie tknęło, postanowiłam zadzwonić i się dopytać, czy nie mają wzoru wniosku, a kobieta mi mówi, że żeby zmienić realizatora musimy przyjechać osobiście
Ilość przekleństw, która przeszła przez moje usta po zakończeniu rozmowy zawstydziłaby pewnie niejednego szewca... Nie dość, że ponad 3 miesiące mamili obietnicą leczenia, to teraz jeszcze nie mają zamiaru spełnić formalnego wniosku zgodnie z wytycznymi ministerstwa!! No i jak tu się nie wkurzać?! Oczywiście zapytanie do ministerstwa o zgodność takiego postępowania z regulaminem świadczonych usług już też wysłałam. Ciekawe czy i co odpiszą... A tym czasem czeka nas "wspaniała" wycieczka, a potem czekanie na "łaskawe" przekazanie do innej kliniki... biorąc pod uwagę ilość chętnych, pewnie nie zdążymy już się załapać na rządowy program 
Po wizycie u gin 
po 1, macica za mocno twardnieje - luteina i odpoczywać, więc znowu mąż ma fajnie 
po 2, szyjka na razie trzyma, więc nie panikujemy 
po 3, acardu odstawiać nie będziemy raczej, ufff, ale to mnie nie dyskwalifikuje do porodu w wodzie
po 4, znieczulenie zewnątrz oponowe jest niechętnie dawane bo spowalnia poród, często powoduje cc no i kobiety mniej chętnie na nim współpracują
więc dlatego tak ciężko się o nie doprosić 
po 5, mocno liczymy na to że gamoń skończy mi pchać głowę w żebra i zacznie między nogi, no ale jak się nie odwróci to trudno, jakoś te cc przeżyje

List trzeci (3)
Okruszku... To mnie w nocy wystraszyłeś... w dzień siedzisz cicho, a nocy się rozpychasz... aż Ty Ty. Myślałam, że mi brzuch rozerwie. Ale co tam brzuch, pietra miałam strasznego, dobrze, że wszystko działo się na śpiąco, inaczej bym spanikowała... Wystraszyłeś matkę odrobinkę. Zresztą robisz ze mną co chcesz... powalasz mnie dzień w dzień na ponad dwie godziny. To co to będzie później?? Już od małego wchodzisz mi na głowę
Wczoraj rozmawiałam z ciotką N. przez telefon. Po tej rozmowie prawie byłam pewna, że jednak pójdę Cię podejrzeć w piątek... ale ale przecież muszę ćwiczyć swoją cierpliwość. Czy damy radę razem wytrzymać do 6 lipca??
To co idziemy leżeć, bo znów się rozpychasz. Rozleniwiasz mnie...
Zastanawiałam się czy kontynuować pisanie tego pamiętnika, minęło tyle czasu, moje dziecko wyrosło, tyle się działo...
Jak to z niemowlakiem - bywało i bywa ciężko. Ale wszystko przemija - i kolki i całonocne płacze, jelitówki, szpital, kroplówki, gluty po pas, wrzaski podczas inhalacji. Nadal nieprzespane noce
Tak nas, kobiety jakoś biologia stworzyła, że niezależnie czy jesteśmy z natury sprytne, szybkie i gibkie, czy leniuszkowate, misiowate i lubimy pospać - wszystkie dajemy radę. Najpierw jest ta euforia noworodkiem, potem niemowlak daje popalić. Są momenty załamania, ale mijają dwa-trzy miesiące i zapominamy już o traumie kolkowej. Kiedy dziecko wrzeszczało tak strasznie, że chrypło a ty stałaś sparaliżowana tym krzykiem wewnątrz czaszki, nie mogąc pozbierać najprostszych myśli: "co robić?!". Bo gdy zaczyna się ząbkowanie, wspomnienia kolek są tak odległe
Zaczynają się inne problemy, ale jest coraz łatwiej. Stajesz się silniejsza. Mówią, że z czasem jest coraz ciężej - nie zgodzę się. My, mamy wbrew pozorom przywykamy w pewnym momencie, robimy się odporniejsze, zaczynamy rozumieć, że zawsze będzie się coś działo
I dajemy sobie radę coraz lepiej 
Jestem mamą już ponad rocznego chłopca. Nie wiem po kim ma charakter, ale niezły z niego czort. Zaczyna się tupanie, krzyki i piski, gdy coś nie idzie po jego myśli. Nie chce mówić nic poza: tata, mama, daj, nie(ulubione słowo!), koko(najpierw kotek, teraz oznacza też każdego psa), czasem powie: lala, tak. Z dziećmi oswaja się powoli - tę ostrożność w pierwszych kontaktach ma po ojcu. Potem wstępuje w niego mamusia i jest duszą towarzystwa
Od ludzi woli jednak zwierzęta. Uwielbia koty i psy, piszczy z radości na widok każdego mijanego pieska. Obowiązkowo muszę zatrzymać lub odwrócić wózek, by sobie dłużej popatrzył na zwierzątko. Nasza kocica jest bardzo tolerancyjna. Mizia się do Leona i naprawdę na wiele mu pozwala. Uczę go, żeby był delikatny, ale różnie z tym jeszcze bywa, czasem emocje go ponoszą i głaskanie kota w jego wykonaniu wygląda hardkorowo, ale Mania radzi sobie - uderza go łapką bez pazurków albo po prostu ucieka. Leon jeszcze nie chodzi, choć cały czas wygląda, jakby miało to się zdarzyć lada moment. Jutro skończy trzynaście miesięcy. Od dziewiątego stoi przy meblach, chodzi z krzesłami i pchaczami. Jest bardzo ostrożny - ma to po nas obojgu. Parę razy zdarzyło mu się zapomnieć i stać bez trzymania, ale kiedy się orientował, natychmiast kucał 
A oto mój dorosły mężczyzna(fotka z sesji roczkowej):

Ciąża rozpoczęta 21 maja 2015na dobre nie została mi dana a tak szybko odebrana ....
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2015, 14:46
moje testy .
4t 4d
Wynik bety : 117.0mIU/ml
normy :
1-2 tydz. [16.0-156.0]
2-3 tydz. [101.0-4870.0]
3-4 tydz. [111.0-31500.0]
4-5 tydz. [2560.0-82300.0]
5-6 tydz. [23100.0-151000.0]
6-7 tydz. [27300.0-233000.0]
7-11 tydz. [20900.0-291000.0]
12 tydz. [16684.0-127939.0]
itd....
Dziś trochę odetchnęłam po odebraniu wyniku bety
jestem szczęśliwa i nie mogę jeszcze w to uwierzyć !
ręce i nogi mam jak z waty nie wierze nie wierze ... !! jeszcze w to co się dzieje mam tylko nadzieje że mój brak jakichkolwiek objawów to nic złego .jestem też bardzo zaskoczona tym co widzę bo przecież leczyłam torbiel i nie liczyłam na to że teraz może się udać a jednak! udało się ! i niech to trwa szczęśliwie do samego końca , Bardzo chcemy zostać rodzicami !! dziękuje Wam dziewczyny za wsparcie:)
Dziś miał być gin, dziś miałam mieć jasność, co sie dzieje. Niestety w wyniku jakiegoś nieporozumienia przejechałam się do niego na darmo. Także jadę na wakacje, niech się dzieje co chce. Na szczęście plamienia się skończyły.
Jak ja się dziś denerwowałam! Moje jelita od razu dały znać o sobie
i po co?!
Mam dość lekarzy i w ogole starań. Ale zapisze sie do kliniki. Moze tam cos ogarną.
Dziewczyny, relax. Jeszcze nie dzwoniłam 
Zaraz jadę po mojego bo musimy do mechanika z autem podskoczyć. Po drodze zadzwonimy 
Nie ma się co niecierpliwić, pewnie i tak będzie kicha.
Odezwę się niebawem
Ps. cieszę się że mój kropuś (czy jest czy go już nie ma) ma tyle kibiców 
Ciąża ciąża beta na drugi dzień po tej 56 wyszła 150!!! Adin czekam tu na Ciebie zbieraj się!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2015, 20:46
Beta >1,2
Noo. Szału nie ma. Koniec rozdziału "Program pierwszy".
Tyle że nie wiem czy dzwonić do kliniki od razu i odstawiać leki czy czekać do tego 14dpt? Chyba poczekam, leki jakoś mi nie przeszkadzają w funkcjonowaniu.
Przepraszam żę was tak długo przetrzymałam, to nie było zamierzone, obiecałam sobie że poczekam na mojego i razem przyjmiemy ten wyrok na klatę
I tak zrobiłam.
To nie miało prawa się udać i od początku to czułam. Więcej refleksji na ten temat później bo obiad mi stygnie 
Ps. po wizycie u mechanika - trzeba będzie wybulić ponad 2tys na nowe sprzęgło
Dobrze chociaż że zainkasowałam te odprawy i odszkodowania w starej pracy, będzie na nowe ivf i naprawę auta!
9 dni do @ - I termin
14 dni do @ - II termin
Teraz mam taki przelicznik 
Cześć dziewczynki!
Ależ się napracowałam w ten weekend
Pół soboty sadziłam kwiatki na balkonie. Zapłaciłam za nie ponad stówę a łącznie to już chyba z 300 zł, ale za to jest pięknie! Jak ja kocham kwiaty! Mam petunie, surfinie, pelargonie różnego rodzaju, begonie, goździki, verbeny, a niektóre nawet nie wiem jak się nazywają. Mam w kwiatach 2 mega długie balkony. Jak jutro będzie ładna pogoda to wrzucę zdjęcia.
Storczyki też wszystkie kwitną
Mam rękę do kwiatów po tacie, on zawsze miał ich mnóstwo i takie piękne!
Drugą część soboty sprzątałam na prędce bo burdel taki że szok. No i trzeba było się wyszykować na wyjście bo tak jak sobie obiecałam - wyszłam z koleżankami na piwo. Mój mąż też z nami był - jak ochroniarz bo nie pił. I zaczął ćwiczyć! Teraz narzeka od piątku że nogi go bolą bo grał w piłkę.
Rozrusza się to dobrze mu zrobi. Ja też mam zamiar biegać, jak zrobi się cieplej bo dziś rano było chyba 6 stopni!
Wypiłam 2 piwa a czułam się jakbym 2 flaszki wódki wypiła. Trochę potańczyłyśmy, oczywiście 2 kolesi się podwalało, ale zostali spławieni, a w dodatku to takie dzieci! No wyglądali max na 16 lat - kurde to ja młodo wyglądam albo oni lubią starsze 
Pół niedzieli odsypialiśmy powrót po 3. Mąż robił obiad - był pyszny.
Dziś jestem nienajedzona. Zjadłam rano koło 6:30 bułke pizzową, później drożdżówka, bułka z mikstura męża(ser biały, cebula, rzodkiewka, papryka, szczypiorek, koperek...). Ciasteczka, obiad - nie mogłam dojeść ale szkoda było zostawić bo też taki pyszny! Później nie trzeba mnie było namawiać na lody i kawka
No i dalej coś bym zjadła! Już wiem! Chipsy!!! Serowe albo cebulowe! Musimy kupić jak będziemy wracać 
SophieQ - Dziś ja obkupiłam się w drogerii - było minus 40% na produkty do makijażu. Kupiłam 2 szminki (nie wiem czy użyje kiedyś tych kolorów) i 4 kredki do oczu 
Od dziś biorę duphaston, kupiłam jeszcze 2 opakowania i clo, ale nie wiem po co. Objawów zero.
W sobotę jedziemy do Warszawy. Wykupiłam jakiś czas temu na polski bus bilety po 5 zł. Wyjazd 7, powrót 19 
Odezwę się wkrótce
Buźki 
Kurde, źle napisałam
<1,2
O tak powinno być. Sorry
Maua dzięki za zwrocenie uwagi!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.