Wyniki
LH - na wynik 1,52 zakres 0,57 - 12,07
no to chyba dobrze, jeszcze czekamy na ten posiew
suplementacja
D rano maca, essentiale (androvit co drugi dzień)
wieczorem maca, essentiale (salfazin co drugi dzień)
Ja folik + maca raz dziennie 
11 dc
Dzisiaj samopoczucie o wiele lepsze
Kurcze miałam taki sen w nocy - Jechaliśmy autem z D, i w pewnym momencie on stracił panowanie. Wylecieliśmy przez barierkę, dachowaliśmy. Mnie nic się nie stało, ale on był w ciężkim stanie. Leżał pod respiratorem. A ja przychodziłam do niego codziennie, i bałam się wejść na oddział, żeby nie usłyszeć najgorszego.
Obudziłam się zlana potem,ale jaką ulgę poczułam, kiedy zobaczyłąm, że śpi sobie spokojnie obok mnie. A żeby upewnić się, że wszystko w porządku - sprawdziłam mu puls na szyi. Nie mogłam później zasnąć, walałam się po łóżku godzinę, albo i dłużej i wreszcie mnie olśniło, w środku nocy. Zrozumiałam w końcu, ale tak całkowicie to do mnie dotarło, jakie mamy szczęście. Oboje jesteśmy zdrowi, may dach nad głową, mamy za co żyć i co jeść, mamy święty spokój (przecież tak bardzo marzyłam, żeby wyprowadzić się od rodziców, z którymi nie dało się życ pod jednym dachem - moje marzenie się spełniło) i nawet na wakacje możemy sobie pozwolić, a ja jestem wiecznie smutna i przygnębiona, bo co tylko się spełni, to chcę jeszcze więcej. Wcześniej niby też to rozumiałam, ale to było bardziej oszukiwanie samej siebie,takie wmawianie sobie, że przeciez inni mają gorzej. I kiedy sobie to uświadomiłAM, w środku nocy to było mi tak strasznie przykro, że jestem tak niesprawiedliwa,że nie doceniałam męża, który jest najlepszy na świecie, że znowu się poryczałam. On się obudził, a ja wszystko wyrzuciłam z siebie. A on co? Jak zwykle czuły, cierpliwy i taki kochany, przytulił mnie i powiedział, że bardzo mnie kocha, że będziemy najlepszymi rodzicami na świecie, bo nasze dziecko będzie tak bardzo wyczekiwane i upragnione
Niby taki banał, ale wtedy tego mi trzeba było-zapewnienia, że wszystko będzie ok.
Nadal bardzo pragnę dziecka, i jeżeli sie zdarzy i będzie nam to dane, to bedę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, ale od dziś zamierzam widzieć szklankę do połowy pełną 
I tak jeszcze z plusów - gdyby nam się udało teraz, to nie pojechałabym nad morze we wrześniu, bo bałabym się ruszyć dalej jak 30 km od swojego lekarza. Wiem, że to przesada, ale wolałabym dmuchać na zimne, ie chciałabym żeby sytuacja sprzed pól roku powtórzyła się. A tak - szykuje się tydzień odpoczynku od tego wszystkiego. Szkoda, że doiero za 2,5 miesiąca, no ale cóż. Lesze to niż nic:)
wizyta za 5godzin 30 minut stres mnia juz lapie...
dobrze za zapisalam sie na 13 na paznokcie zawsze czas szybciej mi zleci
widzialam taka pulsujaca kropecze
jest tętno
zarodek 2,6mm ciąza 6tydzien 1 dzien, termin 17luty wedlug USG
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2015, 09:15
2dc.
Okres mało bolesny, przed ciążą bywało gorzej. Jednak spędzę przynajmniej pół dnia w łóżku. Dla zasady. Planuję pierwszy miesiąc wakacji, coby się zbytnio nie nudzić.
I mam wrażenie, że czas się ciągnie w nieskończoność...
Kochane dziekuje Wam serdecznie za zyczenia i slowa otuchy! Powoli wracam do zycia i powolutku bede nadrabiac pamietniki 
Okazalo sie ze jak to zwykle w zyciu bywa strach ma tylko wielkie oczy
to byla najpiekniensza noc w moim zyciu, bylo poprostu bajecznie... Teraz troszke zaluje ze tak szybko minelo..
Milego i slonecznego dnia! 
Wklejam kolejne wyniki męża odnośnie fragmentacji DNA plemników i tak:
% plemników z nieprawidłowa struktura chromatyny - brak halo (DFI) 22%
% plemników z prawidłową struktura chromatyny - obecność halo 78%
Normy uszkodzeń chromatyny plemnikowej:
Nasienie prawidłowe 0-15%
Obniżona płodność nasienia 16%-30%
Wysokie ryzyko bezpłodności >30%
Umówiłam się właśnie na histeroskopię i masakra, spędzę w szpitalu 3 dni!!! Przyjęcie rano w poniedziałek, zabieg we wtorek i dopiero w środę do domu
Czytałam, że normalnie na ten zabieg nie ma żadnej potrzeby trzymania w szpitalu tyle czasu, ale takie są procedury w moim 
Nie wiem, jak to wytrzymam nerwowo, zwłaszcza, że to ten sam szpital, w którym miałam zabieg po pierwszym poronieniu. Poza tym jak większość ludzi nie znoszę szpitali z definicji. I nie znoszę łazienek w szpitalach. I łóżek. I dzielenia pokoju z obcymi. I będę tęsknić za mężem i kotem. I w ogóle 
A żeby było jeszcze śmieszniej, w czwartek mam egzamin w Warszawie, więc w szpitalu jakimś cudem będę się musiała skoncentrować na nauce. Nie wiem jak. No nic, przynajmniej nie będę się aż tak nudzić...
7 dc - cykl z criotransferem??
Rano wizyta monit przed transferem:
--> endometrium tragiczne 4,7 mm
--> póki co brak pęcherzyka
Transfer miał być na cyklu własnym. Nie wiem, czarno to widzę. Generalnie od kilku miesięcy zmieniłam się w pesymistę.
Kolejny monit w piątek. Może coś sie wydarzy i wszystko zacznie iść jak należy.
Na endometrium standardowo nic nie dostałam - bo estrogeny mogą zaburzyć proces fizjologiczny. Tylko zalecenie witamin +orzechy +wino. Tia... Dzieki.
STUDNIÓWKA - to już dziś :> 


Z pierwszego Dnia Taty 

__________________
Edit. Jeszcze porównania, bo jest co porównywać 

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2015, 12:56
Ciąża rozpoczęta 21 sierpnia 2016
Dziś byliśmu z Zochą u gina
troszkie jestem zawiedziona bo pan doktor nie zrobił mi usg bo powiedział że nie dawno było robione i nie ma potrzeby,no nic jakoś to przelknęlam
no ale pocieszam się tym że w połowie lipca mamy usg połówkowe i wtedy sobie po Oglądam swojego sredelka kochanego
ogólnie wszystko jest ok tylko muszę zażywać magnez bo jest na pograniczu normy,a i mam już zakończyć branie dufhastonu
cierpliwie czekam na kopniaki od Zosieńki
:-*
A i od ostatniego ważenia czyli miesiac temu przytyłam tylko nie cały kilogram
22+0
O jej! Już długie piesze wycieczki to nie dla mnie. Od tygodnia odpoczywam, mam wolne. No i nawet przez myśl mi przeszło, że wracam do pracy i jeszcze odpuszczę zwolnienie w końcu dobrze się czuję. No i dziś zrozumiałam, że moje dobre samopoczucie wynika z tego, że robię wszystko powoli, kiedy się zmęczę to się położę. Wszystko dzieję się wolnym trybem.
Dziś wybrałam się z siostrzenica tatuśka na ciuchy. Dwie godziny na nogach i nie mogę się pozbierać! Bolą mnie i spuchły mi nogi. Boli mnie krzyż i co martwi mnie najbardziej boli mnie brzuch. Tak ciągnie jakbym miała za ciężką macicę. Muszę odpocząć, bo sama się wystraszyłam.
No, ale... Nie ma tego złego! Kupiłam kilka ciuszków w Pepco. Powoli czuję, że to już czas!
Idę poleżeć, bo mam dość na dziś
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:07
Coś koło tego wiec na usg może nie być nic widać....
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2015, 15:16
Wróciliśmy naładowani pozytywną energią. Wakacje były wspaniałe! dużo słonka, przytulania, wiadomo
oczywiście wszyscy życzyli nam powrotu we trójke, ale gdyby faktycznie tak się stało byłabym bardzo zaskoczona.
Niestety pojawiły się już problemy dnia codziennego. A to zepsuł się laptop, a to na coś najechałam i lada chwila pęknie mi opona. Wszystko sprowadza się do pieniędzy. Co za świat.
Mam dołka. Powodów jest kilka. Przede wszystkim cóż. Jakoś zaczynam czuć pod skórą, że naturalnie to my w ciąże nie zajdziemy. Boje sie. Panicznie obawiam sie badań, fortuny wydanej na lekarzy, leki, zabiegi. Wiem. Nie powinnam panikować, bo za 2 miesiące poznamy wyniki i wszystko będzie jasne. Ale że będe mieć okres to naszło mnie na melancholie.
W niedziele zmarł ktoś bardzo bliski mojej rodzinie. Ktoś z branży, powiedziałabym, że przyjaciel mojego taty. Zmarł przedwcześnie, był po pięćdziesiątce, zostawił żonę i dwoje dzieci. Córka. Pamiętam jaki był z niej dumny, bo osiągnęła w życiu tak dużo w tak młodym wieku... Jak chodził do pierwszej w Łodzi szkoły rodzenia i był przy porodzie syna. Jak opowiadał o żonie. Boże. Wciąż był w niej taki zakochany.
Pamiętam jak pół nocy opowiadał o pracy, radził, żeby nie bać sie wierzyć w siebie i swoje marzenia. Jak mnie przytulał kiedy nie widzieliśmy się wiele miesięcy.
Niedawno zapytałam o Niego tate. Powiedział, że Sławek choruje, prawdopodobnie umiera. Odciął się od świata, poświęcił się rodzinie. Odwiedził córkę, pożegnał się z nią... A ja nie wierzyłam, że to może być koniec. nie On.
Był cudownym człowiekiem. Najgrzeczniejszym mężczyzną jakiego do tej pory poznałam.
Sławku byłeś jednym z najlepszych. Piszą o tym nawet po Twojej śmierci.
Tato jest podłamany. Nie pamiętam kiedy widziałam go w podobnym stanie.
Życie jest nic nie warte. Jednego dnia jesteś, drugiego dnia po prostu znikasz...
Ale coś z pozytywów. Wczoraj się zwolniłam. Pracuje do końca miesiąca. A od około połowy lipca zaczynam w nowym miejscu. Bardzo się boje, ale będe mieć lepsze warunki i przed wszystkim umowe o prace, a nie zlecenie przedłużane z miesiąca na miesiąc. Oczywiście mój szef nie potrafił tego zrozumieć.
To chyba tyle. Nie mam siły na głębokie przemyślenia.
Drogi pamietniczku, zle chwile nastaly u mnie. Wyjazd w niedziele, a ja nie wiem nawet czy pojedziemy, rozwazam nawet wyjazd samotny, pociagiem, bo do prowadzenia samochodu sie nie nadaje- ostatnio na parkingu pod marketem wjechalam w slupek. Nie bede juz pisac ze sie posprzeczalismy z mezem, bo takie rzeczy sie zdarzaja. Sek w tym ze on w tym stanie tkwi od niedzieli, czyli juz piaty dzien. I mimo ze to ja powinnam otrzymac przeprosny, skapitulowlam po drugim dniu i przyszlam do niego to i tak zostalam odepchnieta. Tak ze nie wiem co bedzie, szprycuje sie lekami, ale nie wiem czy jest sens. Jestem w takim dolku, ze chce mi sie lezec i patrzec w sufit, dodatkowo jak juz wiem ze wszystcy spia to rycze noca. Niemal co dzien boli mnie glowa, dzis doszly takze objawy grypowe, bola mnie miesnie i mam dreszcze, chyba jest mi niedobrze. Na moim nie robi to kompletnie wrazenia. Nic go nie obchodzi. Udalo mi sie tylko zamienic dwa zdania z nim ze powinien teraz byc szczegolnie dla mnie opiekunczy i wyrozumialy, machnelam ulotka, to stwierdzil ze ja sobie to wmawiam, i bol glowy tez mam wymyslony. Jestem na skraju, mam glupie mysli i az mi wstyd. Mialam juz w rozpaczy jechac do tesciowej zeby mieli pojecie, bo nikt nie wie co sie dzieje ze mna a naprawde jest fatalnie. Dzis mialam pod opieka mojego chrzesniala, wlaczylam mu bajki a sama sie polozylam. Potem przyszla moja mama i pyta co robimy, a mlody na to ze on oglada a ciocia lezy... I to tak idiotycznie zabrzmialo jak taki maluch zauwazyl ze cos jest nie tak... Marnie wygladam, jestem szara, mam worki pood oczami. Mezowi naszykuje sniadanie do pracy, bo tak zostalam nauczona, ze tak powinno byc, ze on idzie na 12 godzin do pracy i musi miec zrobione kanapki, pakuje mu jakiegos owoca. A sama biore do pracy sucha bulke, kolacji nie jadam bo mnie mdli wieczorami albo z tej rozpaczy albo nie wiem z czego... A to moze o mnie ktos powinien zadbac, mi podtykac jakies witaminy, bo w takim smutnym brzuchu to nikt nie bedzie chcial zamieszzkac... Juz prosilam meza, zeby choc pomyslal o tym ze wydamy tyle pieniedzy, a problem bedzie siedzial w glowie, ale nic, nic do niego nie przemawia. Jest mi zle.
Klamstwo na krotkie nogi. Kolezanka z pracy pojechala na wycieczke zagraniczna, zasypuje nas fotami, a ze ja kolejna do urlopu kolezanki pytaja gdzie jade na wakacje. Wiec od razu mowie ze do dupy pojedziemy, w duszy dopowiadam litanie na temat kosztow ivf, a one na to-jak to, przeciez mowilas ze pojedziecie nad morze? Na szczescie udalo mi sie wymigac,ze tak tak, nad nasze morze owszem, ale na taka wycieczke jak owa kolezanka pozwolic sobie nie mozemy. Uff...
Siedze sama z moimi myslami i nie wiem co robic. Nie chce zrobic jakies akcji w domu, bo nie chce psuc relacji miedzy mezem a moimi rodzicami. A wiem, ze jakby sie dowiedzieli co sie dzieje, co nas czeka i ze nie mam zadnego wsparcia w swoim chlopie to bylaby niezla jazda. Czasem sie zastanawiam czy nie kopnac go w dupe i niech spierdala. Bo ja nie jestem smieciem. Kazdy ma swoja wartosc, kazdego trepzeba cenic. Nie rozumiem jak mozna byc takim zawistnym czlowiekiem, miec tyle nienawisci do kogos kogo sie kocha... Piedzcisiat twarzy mojego meza. Jak kocha to pokazuje to na kazdym kroku jak nienawidzi to tak, ze az w piety pojdzie.
Szkoda ze nie mam na tyle odwagi. Ze powtarzam schemat mojej mamy, ktora musiala wiele znosic bo nie umiala odejsc od mojego ojca. Oczywiscie nic sie takiego nie dzialo, ale jak slyszalam jak sie kluca i dra koty to zawsze sie zastanawilam po co oni sa ze soba... Szkoda ze nasze sprzeczki dzieja sie w takich momentach na ktorych mi bardzo zalezy, zeby bylo ok. Boje sie tylko jednego, ze kiedys przyjdzie taki dzien, ze w takiej chwili jak teraz znajdzie sie ta trzecia osoba, i okaze mi wiecej serca. Mowilam o tym mezowi, a on na to ze droga wolna... Nie chce sie nad tym dluzej zastanawiac, bo im bardziej brne w mysli tym bardziej zdaje sobie sprawe z kim sie zadaje. Ze ta osoba potrafila zniszczyc nam wakacje rok temu tylko dlatego ze w chwili kiedy mamy inne zdanie na jakis temat nie umiala schowac meskiej dumy do kieszeni i isc za glosem serca. Ze potrafil mnie zostawic sama w obcym miescie i poprostu sobie isc w chooj. Przykro mi jak sobie pomysle ze tylko jak sie dowiedzial ze musze isc do onkologa tylko wtedy odczulam ze mu zalezy na mnie. Byc moze niedlugo bede sie wstydzic ze to napislam, bo moze w koncu mu przejdzie ale co sie ociepie teraz to moje... Gdybym miala tylko wiecej odwagi...
30 dzień cyklu.
Dzisiaj od rana boli mnie podbrzusze...
Ale już chyba tydzień boli więc wiecie tam 
Dzisiaj jak po serduszkowaniu poszłam do łazienki to na papierze zobaczyłam małą czerwoną plamke...
Zmartwilo mnie to bo okres sie spoznia i już miałam nadzieję a tu taka akcja ...
No ale jak pod wieczór kochalismy sie drugi raz to już nic nie miałam Noe roUmiem tego
6dc
Mam to cały czas z tyłu głowy dlatego postanowiłam to napisać.. Bo mi głupio.. Jak byłam na badaniach, widziałam w kolejce koleżankę, kiedyś bardzo dobrą, kontakt urwał się w liceum, ale dobrą i normalnie pewnie podeszłabym pogadać.. Ale była w ciąży, kolejnej, czekała w kolejce na oddział.. i mnie zamurowało, odwróciłam się, że niby nie widzę i szybko poszłam na badania.. Po prostu nie umiałabym z Nią porozmawiać.. I każda ciężarna w autobusie mi o tym przypomina..
18.06.2016
18 cs
18 dc
Czy to przypadek czy szczęśliwa 18stka?
Szczególnie, że dziś wróciłam do domu z dwoma bałwankami w brzuszku 
Oby się zadomowiły na dłuuugie miesiące 
Od czego by tu zacząć, może napiszę coś więcej o wyjeździe. Jak już pisałam wcześniej wyjazd bardzo udany, choć można powiedzieć, że zaczął się tak średnio. Lecieliśmy z Lublina o 20:50 trochę późno, ale dzięki temu odpadła nam droga do Warszawy. Już na lotnisku okazało się, że leci z nami sporo dzieci w różnym wieku niestety. Niestety, bo leciały z nami także dzieci poniżej roku, więc lot był męczący, bo ciągle któreś płakało. Pewnie część z Was się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że takie małe dzieci nie powinny latać samolotami (no chyba, że w jakichś skrajnych sytuacjach). Nie dość, że jest to męczące dla pasażerów, to również dla tych dzieci. Całe szczęście lot trwał tylko 2,5 godziny i dało radę jakoś wytrzymać. Na Krecie wylądowaliśmy jakoś po północy ichniego czasu, po czym jechaliśmy autokarem jakieś 3 godziny. W hotelu byliśmy ok 4 rano, taka pora, że w sumie nie wiadomo co robić, czy iść spać czy nie. Położyliśmy się, ale ok 7 byliśmy już na nogach. Pokój generalnie był w porządku, poza prysznicem, który był chyba metr na metr i po wyjściu z niego cała łazienka była mokra, ale dało się to przeżyć
. Położenie hotelu po prostu bajka, jak jedliśmy posiłki mieliśmy widok na morze i góry, po prostu cudo
. Nie będę opisywać wycieczek na których byliśmy. Powiem tak Kreta to bardzo piękna wyspa, idealne miejsce, żeby odpocząć fizycznie i psychicznie, żeby się zrestartować i nie myśleć o problemach. Wyłączyłam się tam totalnie, ważne było tylko tu i teraz. Ważni byliśmy my i tylko my
. Potrzebowałam tego, chyba oboje tego potrzebowaliśmy. Choć jesteśmy niecałe dwa lata po ślubie na nowo odkrywaliśmy siebie, seks był boski
, nie wymuszony, spontaniczny (termometr po długich przemyśleniach został w domu
). W zasadzie wszystko był tak jak być powinno
.
A teraz trochę z innej beczki. Jak byliśmy na wyjeździe miałam dostęp do internetu, ale postanowiłam, że nie będę wchodzić na ovu. I to był bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu udało mi się wyłączyć ciągłe myślenie o dziecku. I tak po powrocie stwierdziłam, że chyba muszę jeszcze bardziej przystopować z ovu, zaglądać tu rzadziej, dla własnego zdrowia psychicznego. Kibicuję Wam wszystkim i trzymam za Was kciuki, ale czasami jak czytam Wasze pamiętniki to sama zaczynam nakręcać siebie czarnymi myślami, a to nie jest dobre. Nie zrezygnuję z ovu, wykresu i Waszych pamiętników. Wykres będę prowadzić, bo dzięki temu wiem kiedy nadejdzie @, a najbliższych miesiącach będzie to dla mnie istotne, bo mamy dwa weselicha, zresztą już się przyzwyczaiłam do pomiaru temperatury
. Wasze pamiętniki też będę czytać, bo jakby nie patrzeć, ale "zżyłam" się z Wami, w tych najtrudniejszych momentach byłyście ze mną i zawsze mogłam liczyć na wsparcie i dobre słowo z Waszej strony. Czytać będę, tylko rzadziej, wyjazd uświadomił mi, że mogę żyć bez wchodzenia na ovu po kilkanaście razy dziennie i czuję się wtedy zdecydowanie lepiej. Podsumowując nie rezygnuję, a będę rzadziej i cały czas będę Wam kibicować i trzymać za Was mocno kciuki.
Tak na koniec mojego wpisu kilka fotek z wyjazdu.
Taki widok mieliśmy z balkonu

Taki jak jedliśmy posiłki

Gdzieś na zachodzie Krety, nie pamiętam w chwili obecnej nazwy zatoki 

Płaskowyż Lashiti, czyli pola uprawne Kreteńczyków otoczone górami

Jezioro w miasteczku Agios Nikolaos

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 czerwca 2015, 23:22
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.