100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 25 września 2015, 13:25

Mam wyniki ale malo kumam

Glukoza na czczo 80,7 mg/dl 70,0-99,00
po godzinie 143,2
po2 123,0 -140,0

powtarzalam tez txo

IgG <0,03
IgM 0,120

co powiecie pielegniarka pytala sie mnie czy chodze do ich gin jak powiedzialam ze nie to pyta sie kiedy mam sizyte ale nic mi nie chciala powiedziec czym oczywiscie mnie zestresoeala ;/ eh teraz bede czekac do poniedzialku i sie stresowac;/


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 13:26

kociarowa Zawsze warto mieć nadzieję 12 grudnia 2021, 17:00

Tak więc, rozpoczyna się rozdział drugi. Rozpoczyna tragicznie, bo po dwóch nieudanych próbach IVF, bez żadnych "mrożaczków", bez programu ani środków na trzecią próbę i przede wszystkim bez sił starania lądują na półce. Tama pęka i moje załamanie nerwowe wychodzi na wierzch. Nie mam już gonitwy po laboratoriach i lekarzach, którą mogę zająć czas. Nie mam już też marzeń ani planów, bo wiem, jakie rokowania dają wyniki mojego męża. I wydaje mi się, że nie mam już nic.
Całe dnie spędzam w łóżku, nawet nie płacząc. Już nie mam siły płakać ani nie ma też już sensu. Wyłączyłam się do tego stopnia, że nawet nie potrafię świadomie przeżyć swojego bólu. W naszym małżeństwie jest coraz gorzej. Mąż chce mi pomóc, ale nie wie jak. Ja się coraz bardziej odsuwam i nie pomagam też jemu, a przecież to nie tylko moja tragedia i cierpię nie tylko ja. Czuję ogromny gniew na teściów - dlaczego nie powiedzieli? Czuję gniew na cały świat. Nie potrafię być wśród ciężarnych ani dzieci, nie potrafię przyjąć nawet wiadomości o czyjejś ciąży, a przecież mam 20kilka lat i ludzie z mojego otoczenia zachodzą w ciążę. Parę znajomości przez to chwilowo się urywa. Nic nie pomaga - ani awantury, ani godzenie się, ani bezmyślne imprezy do świtu, ani całe dnie w łóżku. Dochodzi do tego stopnia, że zaczynam mieć myśli samobójcze. Ale wiem, że tak naprawdę nie chce umierać. Po prostu kiedy one przychodzą, to nie czuję się sobą, nie czuję się na swoim miejscu. Nie wiem co robić, idę po pomoc do męża bo wiem, że mimo tego, że się oddaliłam i że było we mnie gniewu i żalu, to on mi pomoże. Mąż reaguje szybko, podejmujemy decyzję o znalezieniu dla mnie terapeuty. Już w czasie IVF poszłam na terapię, ale szybko z niej uciekłam. Teraz jednak nie widzę innego rozwiązania i wracam, ale do innej specjalistki, z którą tym razem współpraca układa mi się lepiej. Kolejne dwa lata to sinusoida. Praca terapeutyczna przynosi efekty i mam dobre chwile, ale są też regresy. Dzisiaj wiem, że przeszłam zbyt wiele, żeby to tak po prostu naprawić. Młodzi ludzie, na których najpierw spada diagnoza ciężkiej niepłodności a następnie nieudane starania. Po dwóch latach decyduję się zakończyć terapię. W międzyczasie zmieniłam pracę na zupełnie inną branżę, gdzie mogłam zacząć od nowa, gdzie nikt nic o mnie nie wiedział, i przede wszystkim gdzie środowisko było zdecydowanie mniej toksyczne, a nawet przyjazne. Terapię kończę z narzędziami, które pozwalają mi lepiej rozumieć i przeżywać to co czuję, i pomagają przetrwać ciężkie chwile. Wiem, że ciężkie chwile to nieodłączny element życia, ale nie muszą oznaczać, że całe życie jest do niczego. To chyba najcenniejsze co wyniosłam z terapii. Zaczynam czytać coraz więcej o "mindfulness" i "self-care", więcej uwagi poświęcać swojemu zdrowiu psychicznemu. Jestem dla siebie bardziej wyrozumiała - ale też dla innych. Moje małżeństwo przeżywa renesans, ciągle od tej pory :) Kiedy już bezpłodność nie rzuca cienia na całe moje życie, mogę cieszyć się wszystkim innym. I tak sobie żyję, zaczęłam regularnie ćwiczyć, sporo schudłam, hormony się wyregulowały, miesiączka jest zawsze. Ale chęć posiadania potomstwa, chociaż odsunięta na dalszy plan, nie znika. Od czasu do czasu robię test ciążowy "na gdyby co", czasem sobie marzę, jak to będzie mieć w domu małego człowieka - bo wiem, że tak czy inaczej kiedyś będziemy rodzicami. I w takim sielskim klimacie rozpoczyna się akt trzeci.

pati87 kolejne starania, czy warto? 25 września 2015, 14:18

O 9 ej dostałam leki i teraz o 14 ej. Niech ten koszmar się skończy.
Jak na razie ból jest umiarkowany. Szyjka mi się nie skraca.
Tak mi ciężko i złe. ..

Kamyk1989 Kolejne starania :) 25 września 2015, 15:01

Ciąża zakończona 18 lipca 2015


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2015, 14:12

Żaniayarn Do trzech razy sztuka? 25 września 2015, 15:07

20dc

Dzisiaj zrobiłam mój pierwszy test owulacyjny. Drugiej kreski praktycznie nie było. Dopiero po dłuższej chwili pokazała się bardzo jasna...
Mam bardzo złe przeczucia, że ten cykl będzie bezowulacyjny.
Chociaż szyjka poszła do góry, jest średniotwarda i na moje wyczucie zamknięta. Śluz kremowy.
Boję się tego, że zwyczajnie przegapimy ovu, bo mąż będzie w pracy...
Dzisiaj przyjeżdża... już tak za nim tęsknie...

Jeszcze do tego w pracy mnie tak wnerwiają wszyscy. I to kolejny powód dla którego chcę jak najszybciej zajść w ciążę. Żeby już nie musieć oglądać tych wrednych ludzi... L4 i spokój...

Po konsultacji z urologiem,
zawieszenie starań na 3 miesiące...
Mężuś na kuracji antybiotykowej...

Po konsultacji z urologiem,
zawieszenie starań na 3 miesiące...
Mężuś na kuracji antybiotykowej...

kociarowa Zawsze warto mieć nadzieję 12 grudnia 2021, 17:45

Pomimo pandemii w drugiej połowie roku 2020 podejmujemy z mężem decyzję, że czujemy się gotowi, aby pomyśleć znowu o powiększeniu rodziny. Plan jest taki, żeby umówić się do kliniki, przed wizytą zrobić seminogram, AMH, jakieś podstawowe badania i zapytać lekarza o zdanie. Jeśli widzi nadzieję, to po raz ostatni podejmujemy próbę IVF. Jeśli nie, to rozpoczynamy procesy adopcyjne. Dzwonię do kliniki, wizyta w połowie stycznia 2021. Parę miesięcy czekania, ale teraz to nic. W sumie dobrze, mąż zaczyna brać suplementy, ja też, jeśli mielibyśmy ruszać z IVF. Witaminy nie zaszkodzą. Z powodu covida żyjemy w izolacji, ja pracuję z domu, mąż do pracy wychodzi ale właściwie nigdzie poza tym. Święta spędzamy w domu, bo co jeśli złapiemy i wizyta w styczniu przepadnie? Mimo wszystko kolejnych kilku miesięcy nie chcemy czekać, skoro już czekamy. Da tygodnie przed wizytą mąż powtarza seminogram, tym razem wyniki będą mailem. I po otwarciu załącznika nie wierzymy własnym oczom. Plemników jest prawie 2 miliony!! I Do tego połowa nawet się rusza i ma parametry w normie!! Ucieszyliśmy się, ale dalej jednak pozostawiamy wszystko w rękach lekarza. Wszak za specjalistę się już nie uważam, więc poczekam co powie ktoś, kto faktycznie się o plemnikach uczył, a nie tak jak ja o językach i literaturze. Jedziemy na wizytę oboje, chociaż na wizytę mogę wejść tylko ja. Lekarz widzi w tych wynikach potencjał do IVF, a na moim USG to nawet ciałko po owulacji zobaczył! Wychodząc z gabinetu dostaję receptę na leki antykoncepcyjne jeśli się zdecydujemy, bo tym razem protokół będzie długi (wybraliśmy tę samą klinikę ze względu na to, że lekarz bardzo nam odpowiadał, a zaczynając drugi raz już znał nasz przypadek i miał całą dokumentację - nie winiliśmy ich za wcześniejsze niepowodzenia, jest jak jest). Mąż się bardzo na opinię lekarza ucieszył i rozpoczęliśmy kolejną i wiem, że ostatnią już procedurę. Po antykoncepcji następuje stymulacja, którą teraz przeżywam dużo bardziej świadomie i z większą troską o siebie. Nie czuję się za dobrze, jestem bardzo wzdęta, senna, zmęczona, ale kiedy trzeba to wrzucam na luz. Czuję stres ale chyba bardziej ekscytację i wyczekiwanie. Dwa dni przed moją punkcją mąż powtarza seminogram z jakimś dokładnym pakietem badań - jeśli wyniki będą bardzo złe, to punkcjowani będziemy oboje ;) I tutaj kolejne zaskoczenie, bo plemników jest 7.5mln!!! Co prawda w pełni sprawnych jest 2%, ale przy takiej liczbie mamy z czego wybierać. Mąż punkcji uniknął, ja nie ;) Zabieg rozpisany na popołudnie, wracam do domu potwornie głodna ale szczęśliwa. Jesteśmy szczęśliwi, pełni nadziei. Jakiś czas później widzę na karteczce od mojej ziołowej herbaty krótką myśl - what belongs to you, will come to you. Ta myśl już ze mną zostaje. I czekam.
Kolejnego dnia telefon z informacją, że udało się pobrać 20 komórek, z czego zapłodniono 15. WOW. Po kilku kolejnych dniach mamy 6 blastek!! SZEŚĆ!! 4 to 4AA, dwie troszkę słabsze, ale wszystkie nasze. Na razie będą mrożaczki, bo moje hormony znowu wysokie. Ale mam już na co czekać.
PODEJŚCIE 1
W kolejnym cyklu jadę na scratching, wszystko ok, będziemy robić transfer na sztucznym cyklu. W porządku. Zaczynam brać estronem pod koniec kwietnia, parę dni później razem z mężem zaczynamy się czuć troszkę gorzej. Kontrolnie jadę na wymaz, bo za parę dni wizyta w klinice. I kolejny wynik, w który nie mogę uwierzyć, tym bardziej mniej pozytywnie niestety ;) Oboje mamy covida. Trzeba odczekać dwa pełne cykle. Ja przechodzę w miarę umiarkowanie, ale mąż ląduje w szpitalu z zapaleniem płuc. Na szczęście po tygodniu wraca do mnie nieco podreperowany, bo ten czas samotnej izolacji był dużo gorszy niż to mogłam sobie wyobrazić. Skoro musimy czekać na transfer, to czemu w sumie nie wykorzystać okazji i nie pojechać na wakacje których w zasadzie w tym roku nie planowaliśmy. Szybki przegląd ofert, ciepły kraj wybrany i 10 dni totalnego resetu w czerwcu. Wracamy naładowani pozytywną energią i gotowi do działania.
PODEJŚCIE 2
Po wakacjach jadę na kolejny już scratching, dostaję rozpiskę jak zażywać estrofem i wiadomość, że klinika w przyszłym miesiącu będzie się przenosić, ale transfer powinien się udać. Oczywiście się nie udał :) Na USG przed dowiedziałam się, że mieli obsuwy z powodu jakichś formalności i transfer wypadnie wtedy kiedy laboratorium będzie totalnie rozmontowane. Będzie mi to zadośćuczynione pokryciem kosztów kolejnego scratchingu, bo ja na scratching bardzo nalegałam i lekarz go też polecał ale wiadomo, to jest dodatkowy cykl czekania. Totalnie rozbita i zaryczana wychodzę z kliniki, daję sobie przeżyć swoje rozczarowanie i myślę o kolejnej próbie.
PODEJŚCIE 3
W końcu się udaje zrobić transfer na sztucznym cyklu. Teraz bez rewelacji, poza tym że skończyła mi się ważność części badań i miałam małe deja vu z pogoni po laboratoriach to wszystko ok. Pomimo pięknej blastki beta niestety negatywna. Popłakałam sobie ile potrzebowałam, bo strata jest stratą. Polecam bardzo płacz, emocje się nie kumulują. Można je przeżyć i pozwolić im odejść. Podejście 4 zasługuje na osobny wpis.

NovaM Małe Lwiątko 25 września 2015, 15:51

Mam mega lenia, nic mi się nie chce i jestem cały czas zmęczona, ale to chyba efekt jesiennej deprechy, chociaż słońce za oknem to smutno że dzień taki krótki i szybko robi się ciemno.

Mój detektor oznak ciąży wygląda obiecująco ale myślę że to nie to...

Duphaston pewnie wpływał na temperaturę i stąd takie wyniki, zobaczymy jutro jak będzie wyglądał wykres bez tabletek.

Moja wina bo nigdy nie prowadziłam takiego kalendarza i nie mierzyłam temp. to mój pierwszy cykl. Nie mam porównania i nie wiem jak mój organizm zachowuje się normalnie.

B. pod koniec października idzie jeszcze raz na powtórkę z badania nasienia, mam nadzieję że po zastosowanej suplementacji będą same zdrowe i szybkie chromosomy X i Y :P

Ale powiem Wam że ktoś bardzo mądry stworzył tą stronkę :) dużo tu porad, informacji i ciepłe wspierające inne starające się!! :):)

Miłego dnia dziewuszki !!!

PS. zapomniałam dodać że zasypał mnie trądzik :(:(:( zwłaszcza na brodzie i okolicach ust ---> fatalnie !!!

A dziś na jednym z głównych portali czytałam artykuł właśnie o zmianach trądzikowych przed @. Wg. tego artykułu jest to związane ze zwiększoną produkcją progesteronu więc zakładając że w ciąży nie jestem tylko przed @ + Duphaston który jest silną dawką progesteronu to nic dziwnego... tylko fatalnie wyglądam i fatalnie się z tym czuję !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 16:14

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 25 września 2015, 16:07

Pierwsze prasowanie zkonczone :)



A drugie tyle czeka w kolejce :) jakos damy rade :) Julita zrobilam Tak jak Ty prasowalam na siedzaco przynajmniej mnie nogi nie bola:) Wstrzymam sie troche z kolejna tura bo wszyscy mi mowia ze za wczesnie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 11:04

pati87 kolejne starania, czy warto? 26 września 2015, 21:14

Jutro założą mi 1 kg obciążenia do cewnika jak to nie pomoże to oksytocyne dadzą jak nie pomoże to będą mechanicznie wyjmowac.
Oczywiście nie wszystko w 1 dzień.
To obciążenie strasznie boli nawet jak się leży powiedział mi ginekolog.
Ile ja jeszcze dam radę przejść tego cierpienia?


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2015, 21:15

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 25 września 2015, 18:05

Hormony ksiazkowe! Tsh ft3 ft4 i cholesterol praktycznie w polowie skali...co za ulga! :-) Nastepny w kolejce mezus. Moze uda mi sie go wyslac w ciagu 2 tyg na badania :-)

agaa78 Taka sobie ja:) 25 września 2015, 18:54

No i znowu plamionko, jutro pewnie przylezie małpa jak nic, brzuchol już boli, ehhhh..... pocieszające jest to, że najbliższe koleżanki i przyjaciólki juz są w ciąży albo właśnie urodziły, aha szwagierka tez jest, więc tak ogólnie narazie nie ma mnie kto dobić dobrymi wiadomościami :(((((chyba, że o kimś zapomniałam :(((( tak sobie postanowiłam, że dzisiaj wieczorem się zwyczajnie stoczę, a co mi tam chlapnę sobie ze trzy drinki :(((

Pokahontaz Starania iskierki 25 września 2015, 19:14

Chyba zaczynam odczuwać instynkt wicia gniazda - bez przerwy myślę, o tym co trzeba jeszcze dokupić... Nie dają mi spać jeszcze nie wyprane i nie wyprasowane ciuszki! Coraz częściej miewam dziwne sny np. że bardzo chcę karmić piersią ale, że leci sama woda...

Weekend bez męża/taty - pojechał do Polski pozałatwiać kilka spraw i przy okazji kupić też wózek! :D Pierwszy raz nie tęsknię sama - tęsknimy oby dwie!

Asana mój pamiętnik 25 września 2015, 19:35

jeszcze b. lekkie plamienia
znowu lewy jajnik daje znać:/

52 dni

Jestem mega mega zadowolona z dzisiejszego dnia w szkole rodzenia:)
Porodówka to MIAZGA. Czysta, ładna , nowoczesna, duuuża . 5 sal porodowych, łóżka do porodu również zrobiły na mnie wrażenie, miałam przed oczami zupełnie coś innego, a tu taka technologia. Od pierwszej fazy porodu aż do czwartej, jesteśmy ciągle na tym samym łóżku :) wszystko zostało super objaśnione, a nawet pokazane .

Z najważniejszych rzeczy:

A więc.. Do szpitala jedziemy, gdy skurcze występują co 7 minut i czujemy ruchy.
Jeżeli skurcze przepowiadające są rzadziej, a ruchów nie czujemy - jedziemy natychmiast.
Jeżeli wody płodowe odejdą w domu (czyste) podmywamy się, ubieramy podpaskę na bieliznę, i do szpitala. Mamy na to godzinę czasu.
Jeżeli wody będą podbarwione krwią, lub też sama krew, tylko wycieramy się i zakładamy podpaskę i do szpitala szybko już.
Najważniejszą osobą przy porodzie dla nas jest - położna, a dla położnej - dziecko.
Kobieta rodząca po raz pierwszy, jest w stanie urodzić dziecko na 4 skurczach partych, czyli po 12 parciach. Na jeden skurcz wchodzą 3 parcia.
" Nabierz powietrza, przytrzymaj, zamknij oczy, broda do klatki, poprzyj " takiego systemu należy się trzymać, słuchając położnej. Kierunek parcia (co powtarza po kilka razy na zajęciach) jest na odbyt - czyli na typowe robienie kupy. Lewatywa- owszem, zalecają, ale jeżeli zaawansowanie fazy porodu jest już bliskie porodu - lewatywy nie robią. Także trzeba pilnować wypróżnień :) choć nie wyobrażam sobie nie mieć lewatywy przed porodem :)

Moja torba do szpitala jest już skompletowana, nie muszę się martwić, że jeszcze czegoś nie mam :)
W sumie taka wyprawka Mamy do szpitala jest uboga, no bo w sumie co nam tam może być potrzebne :D
najwięcej miejsca zajmuje szlafrok i ręczniki :)
Z rzeczy dla Małego, chyba raczej też już niczego nie potrzebuję, jedynie muszę poszyć sobie pościel do łóżeczka, czyli zamówić materiały.

Ogólnie nastawienie na poród mam pozytywne i jak najbardziej ze wszystkim sobie poradzę :)
Dawid też zadowolony, widząc moją reakcję na naszą porodówkę . Mam nadzieję, że TEN dzień pomimo bólu, będzie pełen uśmiechu, choćby tego wewnętrznego :)

Ustaliliśmy z panią doktor, że dwa następne cykle będą pod kontrolą, jeśli owulacja będzie prawidłowa poddam się hsg. Zobaczymy może pomoże i w końcu skończysz się nasza udręką i tęsknota za naszym Aniołem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2015, 21:05

kociarowa Zawsze warto mieć nadzieję 12 grudnia 2021, 18:05

PODEJŚCIE 4
W kolejnym cyklu po nieudanym transferze jadę na scratching, który to już? Powiem szczerze zdaję sobie sprawę z tego, że coraz mniejszą mam tolerancję na wkładanie mi czegoś do dróg rodnych, i pomimo tego że podjęliśmy świadomie decyzję o leczeniu, czasem to po prostu męczy. No ale. Lekarz podejmuje decyzję o zmianie taktyki i sugeruje indukcję jajeczkowania. Niby w dzień scratchingu było ciałko po owulacji ale wiadomo - będziemy na nią czekać to jej nie będzie. Od razu zaznacza, że mogę nie zareagować na leki i do owulacji może nie dojść. W porządku, nie będzie to pierwszy raz kiedy przełożymy transfer ;) Na szczęście się udaje. Duet Lametta feat. Ovitrelle robią robotę i w 17dc mam potwierdzoną owulację. Ustalamy transfer na 29 listopada. Pomimo pięknej blastki decydujemy się na embrio glue, ze względu na wcześniejsze niepowodzenia transferu. Okazuje się, że liczą się wszystkie transfery z przeszłości. Jeśli się nie uda, to czeka mnie hiesteroskopia i badania genetyczne, które będzie musiał wykonać również mąż. Do tej pory oznaczyliśmy tylko kariotyp, po pierwszym nieudanym IVF. Na szczęście w porządku. 29.11 jedziemy na transfer, po transferze zamawiamy do domu mój ulubiony makaron, potem parę dni L4 na chill, no i czekanie. Udało mi się nie kupić testu ciążowego, co niestety nie wypaliło przy wcześniejszych transferach. 10dpt czekam zniecierpliwiona na męża, wynik mamy sprawdzić razem. Już trochę pogodzona z losem, trochę nie dowierzając, że mogło się udać, wpisuję numer zlecenia na stronie laboratorium. BetaHCG 150!!!! I zaczyna się wielki miks uczuć. Cieszyć się? Bać się? Wierzyć? Nie wierzyć? No to dajemy wszystko na raz!
12dpt powtarzam betę i progesteron. Znowu czekam na męża. I spada kamień z serca. Beta 362, progesteron 21 (lekarz mi zlecił zażywanie pomimo owulacji - na wszelki wypadek).
Postanowiłam nie badać więcej bety. Nie chcę stresu związanego z czekaniem na wynik, a cała moja droga nauczyła mnie jednego - nie na wszystko mam wpływ. Nie mam wpływu na to, co wydarzy się dalej. Nie wiem co będzie. Wiem tylko co jest.
Czy się cieszę? Tak, niesamowicie :) Dalej nie dociera do mnie, że po 6 latach mogę w końcu powiedzieć JESTEM W CIĄŻY. Po 6 latach w końcu pierwszy raz zobaczyłam drugą kreskę na teście, bo po becie nie mogłam sobie tego odmówić. Cieszę się, że w tej całej drodze nieprzerwanie i niestrudzenie towarzyszy mi najfajniejszy i na pewno najcierpliwszy i najbardziej wyrozumiały człowiek na świecie.
Czy się boję? I to jak! Niestety nie potrafię wrzucić w 100% na luz, chociaż wiem, że nie mam wpływu na to, co się wydarzy. Ale analizuję każde odczucie w ciele, każde zakłucie w podbrzuszu, podczas każdej wizyty w toalecie boję się krwi na papierze. Niestety zrobiłam sobie krzywdę, i dalej robię, wertując internet w poszukiwaniu opisów różnych objawów. A w chwilach uderzenia zdrowego rozsądku wiem, że każda kobieta ciążę przeżywa inaczej. Lubię ten czas kiedy sobie mówię, że zmiany które zachodzą w moim ciele są normalne i nie mam żadnych niepokojących objawów. Nie mam plamień, skurczy brzucha itp. Ale czy piersi bolą mnie wystarczająco bardzo? Czy kreska na teście nie jest za słaba? To jest ciągły rollercoaster.
W sobotę 18.12 mam pierwsze USG. Chociaż oczywiście mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze, to wiem, że najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu poczekać i cieszyć się każdą chwilą. Przyjąć wszystko co przyjdzie. Bo w każdej chwili w życiu jest coś dobrego i pięknego.
Nie wiem w jakim momencie swojej drogi jesteś Ty, jeśli dotarłaś do tego momentu. Mam nadzieję, że moja zwykła-niezwykła historia pomoże Ci przetrwać chwile, w których może się wydawać, że nic dobrego się już nie wydarzy. Mam nadzieję, że pomoże i mnie, kiedy takie chwile przyjdą do mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2021, 18:16

coliberek Działania..działania... 25 września 2015, 19:51

Zawsze najsmutniejszy moment to jak mąż jedzie domu lub tak jak teraz mama i mąż. ..ale najgorzej jest w niedziele bo wtedy wiem ze męża zobaczę dopiero w czwartek. Buu
Jutro zaczną podawać sterydy na płucka. Uff
Tylko ze coś mnie dzisiaj tam pobolewa i pojawił się jakiś cień plamienia. Boże tak się przeraził ze aż się trzęsą w tej toalecie. Ale wzięłam ze sobą pielęgniarkę i mówi że to raczej nie wody bo inaczej pachną. ..boooze tylko skąd ten mikro cień plamienia..
To jest taki cień cienia ale dla mnie to już jak stanie nad przepaścią. M nadzieje ze to nic takiego no i szczęście ze jestem tutaj w szpitalu bo w domu pewnie już bym zemdkala ze strachu
Nawet jeżeli na papierze przy podcieraniu tylko w dwóch miejscach papier był leciutko podbarwiony na kawę z duuuuza ilością mleka.
Taka ze mnie panika ze aż mi głupio. .no ale cóż. Nie znamy się od wczoraj i wiecie jak bardzo bym chciała żeby wszystko dobrze się skończyło.
Jutro napisze jak się rozwija sytuacja. Tak czy inaczej mam nadzieje ze chociaż z tydzień lub dwa uda się pociągnąć wszystko do przodu.
No nic...włączam bev hills żeby się nie nakręca i nie stresować. No i przede wszystkim nie myśleć.
Najważniejsze że maluchy kopia...choć małe złośliwe zaczęły kopać 20 min po wyjściu taty i babci. Heh

kassik Wlazł kotek na płotek 25 września 2015, 19:53

4 dpt, plamień brak, brzuch odczuwalny, czarne myśli na dobre zagościły w głowie.
Kot molestator nie odpuszcza :) i zrobiłam pyyyyyyyyyyyszne naleśniki.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)