Dzięki, dziewczyny, za wszystkie rady i dobre słowa - wczoraj byłam naprawdę zdenerwowana i skołowana. Nie ma chyba nic gorszego na tym etapie ciąży niż ciało, które wysyła nam sprzeczne komunikaty. Na IP ostatecznie nie pojechaliśmy, choć przez chwilę rozważałam ten scenariusz,ale zdecydowałam o pozostaniu w domu. Po pierwsze, tak jak Feśka i Tova napisały, ja też ZDECYDOWANIE wolę poczekać w domu niż męczyć się w szpitalu. A po drugie, wyciek wód miał miejsce przedwczoraj przez krótki czas,więc wczoraj nawet nie miałam z czym do nich jechać. Założyłam, że jak coś tam cieknie, to skurcze się zaczną lada moment. Nie zaczęły się, więc na akcję porodową dalej czekam, a moje ciało chyba po prostu wkroczyło w ostatnią fazę przygotowań do porodu. W trakcie dnia czułam się trochę nieciekawie i, chociaż było mi głupio,że zostawiłam Męża w domu, to nawet się z tego cieszyłam. Ogólnie przez cały dzień czułam się trochę osłabiona, miałam drgawki przez moment (miewałam tak przy miesiączkach), bóle, które przychodziły i odchodziły, były momenty, kiedy waliło mi serducho i było mi niedobrze. Cieszyłam się więc, że w razie niemca, jest w domu ktoś, kto będzie się mną mógł zaopiekować
Wieczorem natomiast wszystkie objawy zniknęły jak ręką odjął. Gdyby nie duży brzuch i ruchy Michaśka, w ogóle nie czułabym się w ciąży.. Czasami mam po prostu ochotę potrząsnąć własnym organizmem i zapytać o co kaman!
O Małego raczej się nie bałam, bo dziecię moje kochane porusza się jak zawsze, radośnie machając nóżęciem swoim przesłodkim pod moim sercem. Mam ostatnio tak niesamowity przypływ miłości do tego małego ufoludka w moim brzuchu, że jak już się urodzi, to jak go dorwę i go wycałuję i wygiglam, to to dziecko dozna chyba szoku
Serio
Niedawno był dla mnie jeszcze jakąś trochę abstrakcją, a teraz to drugi najkochańszy człowieczek w moim życiu (po Mężu, ma się rozumieć
) i gdybym mogła dosięgnąć, to pewnie non stop całowałabym swój własny brzuch
Moje samopoczucie dzisiaj jest bardzo spoko, nic mnie nie boli właściwie (czasami trochę krzyż czy brzuch,ale w sposób prawie zupełnie niezauważalny), wyspałam się rewelacyjnie, a do tego mam w sobie taki spokój i pokój, że aż mnie to zadziwia
Trochę się wczoraj pomodliłam za Michaśka i nasz poród, i przyszło mi do głowy, że to wszystko jest przecież w Dobrych Rękach. Moje problemy z hormonami nie przeszkodziły w poczęciu Malucha, więc teraz to też pójdzie tak jak ma pójść i we właściwym czasie
Kurde, jak mi jest dobrze z tą świadomością
Aż mi się śpiewać chce, ale za bardzo fałszuję i wtedy nastrój mógłby prysnąć
W każdym razie, zamierzam się delektować tymi ostatnimi chwilami ciąży i nie dopuszczać już do siebie niepokoju/lęku/paniki 
Cieszę się też, bo dzięki Mężowi dostałam swoje pierwsze ever zlecenie tłumaczenia
Poświęcę na to dzisiejszy dzień
Fajnie, bo to jakaś kasa dla nas, a ja nie chcę już uczyć, chcę tłumaczyć właśnie, więc zawsze to jakaś praktyka dla mnie i pierwsze koty za płoty 
Miłego dnia, Dziewojki
I proszę posmyrać swoje maluszki od cioci Karoliny w piętki/pupcie/brzuszki czy cokolwiek Wasze dzieciny tam aktualnie wystawiają do posmyrania 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 10:58
Tak jak we wstępie, tabletki anty odstawiłam w kwietniu, na początku na luzie, niczego nie wyliczałam, nie robiłam testów owulacyjnych. W lipcu byłam u ginekologa i dostałam cała listę badań do wykonania. Między innymi ten mój nieszczęsny testosteron, androstendion, progesteron, estradiol, prolaktyna itp. Byłam w niezłym szoku jak odebrałam badania i zobaczyłam wyniki. Wyszły naprawdę niezłe. A i gdzień od maja miję Inofem. Wydaje mi się, że to dzięki niemu ustabilizowały mi się i hormony i cykle. Już nie są tak długie jak kiedyś, z miesiąca na miesiąc co o jeden dzień krótszy. Aktualnie we wrześniu 30 dni 
Od sierpnia 2015 chodzę na monitoring cyklu do ginekologa. Chociaż nie wiem, czy monitoring polega na pójściu do gina 1 raz w miesiącu w okolicach owulacji. Nie powinnam chodzić także później w celu stwierdzenia, czy pęcherzyk pękł lub nie? We wrześniu brałam CLO - pierwszy cykl, endo podczas wizyty miałam 7 mm, pęcherzyk dominujący w prawym jajniku w 15 d.c. 17 mm, dostałam pregnyl na pęknięcie i poszłam na jego zrobienie na drugi dzień i nawet nic nie bolało. Staranka były pierwszy raz od tego pół roku takie bardzo "konkretne" - mąż był w szoku, jeszcze czegoś takiego nie widział, żebym go nagabywała
ale się cieszył na te 2 razy dziennie
no i mamy październik, ten cykl bez CLO (tak chciała pani ginekolog) bo po co CLO skoro na testach owulacyjnych niezmiennie od 3-4 miesięcy owulacja wychodzi.
W tym miesiącu wyjątkowo 12, 13, 14, 15 dzień i nic na testach nie wychodzi. Wizyta u ginekologa była w poniedziałek (16 dc), na wejściu już jej mówię, że w tym miesiącu raczej nic nie będzie. Trochę się zdziwiła chyba, weszłam na fotel, sprawdza i mówi, że śluz niby jest, idę na USG. Sprawdza: endo 7 mm, jedne pęcherzyk jakiś taki jajowaty 13/15. Myślę sobie lipa, 16 dc i tak mało. Ale ginekolog przepisuje mi na kolejny dzień pregnyl na pęknięcie i myślę sobie po co? ten pęcherzyk chyba nie jest dojrzały? czy może nie chciała, żeby zrobiła mi się kolejna cysta na jajniku? z tego wszystkiego nawet nie spytałam jej czemu ale we wtorek poszłam na zastrzyk. Jeszcze na nieszczęście robiła mi go mama mojej dzieciatej już koleżanki, chyba jej nic nie mówiła, że ta biedna Asia 29 lat i dzieci brak i pewnie jej coś nie wychodzi??
A no i po co ten pregnyl skoro mi na testach owulacja nie wychodzi? jakoś tak w tym miesiącu wszystko mi się poprzesuwało? w poprzednich miesiącach testy owu mi wychodziły w 19dc, potem w 18dc, we wrześniu w 17dc, więc w październiku powinien być 16?? więc czemu testy tego nie pokazują? czemu taki mały pęcherzyk? bez sensu. Mój biedny mąż wystraszony od kilku dni chodzi bo pani doktor stwierdziła, że powinien zrobić sobie badanie nasienia a ja zastanowiła się nad badaniem drożności jajowodów. O zgrozo czytałam kiedyś o tym, podobno bardzo boli... a no i mąż mój biedny na razie nic nie chce słyszeć o tych swoich badaniach, mówi, że musi się do tego psychicznie przygotować...
ale już wiem co i jak - badanie w moim mieście kosztuje 80 zł i trzeba zadzwonić z tydzień wcześniej i się umówić, ano i ta wstrzemięźliwość 5dniowa
i zero alkoholu heheh a jak on to przeżywa, że jak? że sam? że przy lekarzu ma to robić czy jak? a ja "spoko, dasz radę, przypomną ci się stare czasy"
dobrze, że z moim mężem można pożartować, że nie jest taki strasznie poważny.
Ja się martwię o to dziecko i w ogóle (o wszystko - jestem taka beznadziejna) - to jest złe, wiem, muszę być rozluźniona. Ale jak się nie martwić skoro mój mąż od sierpnia jest bez pracy? ech... ale i tak się staramy, ja nieźle zarabiam, z głodu nie umrzemy a dziecka nie można już odkładać.
Od przyszłego miesiąca kolejny (drugi już) cykl z CLO, oprócz tego nowe postanowienia: oprócz inofemu bedę brała też olej z wiesiołka i może magnez. Podobno dobre i na śluz i na endo i w ogóle na staranka 
A mąż tylko sobie jaja ze mnie robi, wczoraj wieczorem wiedział, że bedę chciała się kochac bo te dni i w ogóle to udawał, że go głowa boli, potem, że się źle czuje i że w ogóle to chory jest ale nie - dałam się, dopięłam swego
i te jego wielkie zdziwione oczy co ja robię, zabieram mu kołdrę i się za niego biorę hehe, sama siebie nie poznaję
także wczoraj dzień udany, 2 razy przytulanko ale dzisiaj rano już mu odpuściłam a tu jeszcze teść u nas dzisiaj nocuje... boże....
W dalszym ciągu mam nadzieję... Ale odpuściłam ... Oczywiście w nowym cyklu zaczną się nowe nadzieje nowe marzenia i oczekiwania ale damy rade musimy. mąż przeżywa ja też ale musi byc dobrze... Tylko musimy być silni i doczekamy się swojego małego cudu... cudeńka na rękach które będzie nas kochać....
Witam się w trzecim cyklu po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych.
Zaczynamy stymulację.
Plan na ten cykl:
- Estrofem 1-10 dc
- Estrofem mite 11 dc - do końca cyklu
- Clostylbegyt 1x1 2-6 dc
- Duphaston 1x1 18 - 28 dc
- Maca do 5 g na dobę
- Acard 0,75 na noc
- L-arginina 5g
-L-karnityna 3g
- witamina c 1g
- witamina E 400 j
- witamina D3 30 000 j 2 x w tygodniu
- garść migdałów dziennie
- 6 orzechów brazylijskich dziennie
- ćwiczenia 3-4x w tygodniu
Jutro zadzwonię do ginekologa, żeby umówić się na monitoring ☺️
i jak zwykle zakręcona - zapomniałam:
1. mam niedoczynność tarczycy, wykryta jakieś 5 lat temu, biorę codziennie Euthyrox.
2. wczoraj czułam takie kłucie po prawej stronie na dole brzucha, mam to już chyba 3 cykl pod rząd właśnie mniej więcej w połowie cyklu, czy to jajniki podczas owulacji? i czemu boli mnie zawsze po prawej mimo, że w tym cyklu mam pęcherzyk po lewej stronie? w którym dokładnie miejscu są te jajniki?
3. od dziś mierzę temperaturę rano, dziś 36,2, trochę mało chyba w trakcie owulacji?
38+0
U mnie dziś na wkładce pojawił się śluz. Czuję wilgoć i zastanawiam się co i jak i czy to coś oznacza.
Eh, mam wrażenie, że wszystkie tkwimy w zawieszeniu z pytaniem czy to już i kiedy mamy nadzieję, że coś to nasze ciało odpowiada "hihi taki żarcik".
Koleżanka z pracy wczoraj powiedziała, że często z moją mamą obstawiają różne scenariusze, terminy i inne bajery ( razem jeżdżą autobusem). Ale ona już nie obstawia, bo moja mama zawsze wygrywa co do płci i innych zwiastunów. I jeśli moja mama mówi, że poród będzie przed terminem to ma rację. Oby moja mama miała rację. I mam nadzieję, że dobry z niej prorok, bo twierdzi, że mój poród będzie szybki. Oby, oby! Więc relacja na dziś. Wciąż jestem w jednym kawałku i czekam 
Dzień Dziecka Utraconego (*)
Maleństwo, pamiętaj, że kochamy Cie nad życie i tęsknimy jeszcze bardziej. Gdybyś żył miałbyś 8 miesięcy. Dziękuję, że pozwoliłeś Nam na to, abyśmy mogli postarać się o rodzeństwo dla Ciebie. Wierzę, że czuwasz nad Nami.
Nie musiałam wracać bo nic nie ruszyło dZis po kolejnej wizycie dalej nic. Drobne pecherzyki. Może jajniki chcą odpocząć po wyprodukowaniu 17 komórek... W czwartek ostatnia wizyta i jak nie ruszyły to crio w kolejnym cyklu sztucznym. Strasznie to wszystko sie dłuży...
Już dostałam przeprosiny. Rozumiem, że nie każdy ma humor, ale tak jak wyjaśniłam wyżej, to nikogo nie upoważnia do słów które padły. Sprawiły mi przykrość, ale nie znam jej, nie zna mnie, także nie mam czy m się przejmować
ważne że są inni którzy rozumieją i wspierają
za co wszystkim bardzo dziękuję
Każdy ma inne priorytety i cele w życiu. Moim jest macierzyństwo, no i mój przyszły mąż przy boku
Wszystko zmierza w tym kierunku... 
31 TYDZIEŃ (30t2d)
Waga 65,4 kg
76 % ciąży za Nami
Do TP pozostało wg.USG 64 dni, wg. OM 68 dni
Wczorajsza wizyta kontrolna super mnie nastroiła do świata
Zaczęłam rozsyłać fotki naszego Szkrabka siostrom i rodzicom, chwaląc się jaki jest już duży i śliczny i pytając do kogo jest podobny ??? He he i co ? Moje przypuszczenia się potwierdziły - Synciu robi się bardziej mamusiowy
Siostra, mama a nawet tata potwierdzili to co mi pierwsze przyszło do głowy jak Go ujrzałam na monitorze...Nasz maluszek pewnie zmieni się jeszcze nie raz na buźce, wiem to
ale to b. miłe uczucie, że nie jest tylko tatusiowy
Mąż śmieje się , że najważniejsze i tak ma po Nim
Niech będzie 
Dla takich dni i takich momentów naprawdę warto żyć. 16 cykli starań, mnóstwo badań, leków, cudów na kiju potem po // nerwy, strach czy wszystko będzie dobrze, strach czy jest pęcherzyk i czy ciąża dobrze się umiejscowiła, czy beta dobrze przyrasta, czy bije serduszko... Strata jednego z Maluszków...., pierwsze przeziębienie w ciąży, pierwsze USG prenatalne,pierwsze ruchy w między czasie kilka wizyt na IP i chwile grozy aż w końcu człowiek trochę odetchnął i zaczął się cieszyć tą ciążą, w końcu upragnioną, ukochaną, jedyną, najlepszą i taką Maksową 
Ech rozmarzyłam się... Kocham moje dziecko i kocham mojego męża. Tak bardzo mi dobrze z tym 
Oczywiście, żeby nie było zbyt cukierkowo, to przy wczorajszych konwersacjach dot. Maksowej buziulki, moja waga ciążowa została porównywana do innych, " bo ja to przytyłam z 1 córką tyle i tyle " " To ty ze swoją wagą już mnie przebiłaś, bo ja przez całą ciążę miałam tylko tyle" szlag by normalnie trafił...Wiem, że mam już 12,4 kg na plusie a jestem dopiero w 31tc ale nie czułam się z tego powodu jakoś źle, tzn przynajmniej do tej pory
Nikt też nie bierze pod uwagę mojej szczupłej sylwetki poniekąd spowodowanej niedoczynnością tarczycy i niedowagi z przed ciąży (53 kg przy wzroście 169 cm) że organizm musi to nadrobić by utrzymać ciążę - tak mi moja lekarz powiedziała. Dodatkowo też nie każdy w ciąży bierze hormony praktycznie przez jej połowę, i siedzi na L4, prowadząc b. oszczędny tryb życia i zmniejsza przez to swoją aktywność tak jak ja od 7tc. 29 lat to też już późno jak na pierwszą ciąże, organizm i siły już nie te. To wszystko wpływa na przyrost wagi... Ale weź tu tłumacz człowiekowi... No nic trochę przykro mi się zrobiło przez to wytykanie. Mąż wczoraj utulił, ukochał i przekonał, że ja jestem szczupaczkiem i że z pewnością wrócę do swojej sylwetki i wagi. Kochany mężczyzna :-*
Dziś za to postanowiłam coś zrobić dla siebie pysznego i dobrego. Przygotowałam o to takie śniadanko:

i udałam się na spacer po okolicy. Strasznie wiało, ale to nic. Opatuliłam się czapką i chustą 
Postaram się znów wychodzić codziennie chociaż na pół godziny dla ruchu i odporności 

Miłego Dnia Kochane 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 17:22
Dzień Dziecka Utraconego... (*)
32 dni do terminu 
35+3
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/36694b732b2c.jpg
Czuję się nawet dobrze, choć czasem łapią mnie chwile typu "o boże kiedy to się skończy
" w smutnym nastawieniu, w odniesieniu do wyglądu, ograniczenia fizycznego, braku laku w łóżku , szybkiego męczenia się, sapania, pierdzenia, bekania, zgagi ..
ale takie dni są teraz mniejszością, bo coraz bliżej do godziny ZERO
wreszcie będziemy totalną, prawdziwą, rodziną
będziemy mieć cudownego syna i wydaje mi się, że mąż mnie zaskoczy i pomimo tego jaki jest nieporadny w organizacji domowej i zwyczajnie nic nie pamięta(gdzie dałaś taśmę, gdzie są kombinerki, gdzie ręczniki itp.), zaskoczy mnie na maxa i pewnie mu się tatusiowanie spodoba
a! no i czeka aż kupi mu pierwszą piłkę FC barcelony, już oglądał w intersporcie 
A mi udało się kupić w zeszłym tygodniu super kombinezon na wyjście ze szpitala, bo jak zobaczyłam ceny w cocodrillo to aż mnie zamurowało- 149zł i więcej.. no masakra.. a to tyle co ze szpitala i później wyjść na święta do babci.
Może i jakaś firma dziewczęca, ale ważne, że nie różowy 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1e44902295e3.jpg http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fedc88a70aa8.jpg http://naforum.zapodaj.net/thumbs/6f6284252c5a.jpg
czekam na chorobowe, mam zamówienie u Maryś i jeszcze chyba będę przeglądać olx, bo w małych rozmiarach to praktycznie nówki są za tyci pieniądze 
Kwestia odwiedzin po porodzie, w domu- nie spinam się, u nas jest tak, że ktoś czuje się urażony jak się kogoś nie zaprosi, albo powie się, że na początku nie chce się odwiedzin . Dlatego ja mówię : chcesz, przyjdź, ja specjalnie zaproszeń wysyłać nie będę, kto będzie miał ochotę to zapraszam 
Jedyne co mnie wkurza teraz, to to, że mamy bardzo ciepło w domu, aż sama dostaję kataru z przegrzania. Teściowie tak palą, bo to zmarzluchy , a i jeszcze dziadek tylko co chwile podkłada do tego pieca i podkręca termostat... także u mnie okna ciągle pootwierane bo nie idzie wyrobić. 25 stopni to dla nie za dużo. Dla dziecka w sumie też.
No nie mogę się już doczekać swojego małego dziubola 
Wizyty :
20.10 -w ten wtorek
03.11 -po 2 tyg.od ostatniej wizyty
.. i kto wie czy to już nie ostatnia 
muszę zapisać się jeszcze we wtorek na ktg
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 12:42
Wygląda na to, że kończymy rehabilitację. Poprawa jest znaczna
Mam dawać znać jakby się znowu zaczęła krzywić. Mam nadzieję, że nie zacznie...
Pełza sobie po całym pokoju, musimy pozabezpieczać meble. Udało mi się ją rozśmieszyć jeszcze ze dwa razy od kiedy śmiała się pierwszy raz.
Dzisiaj też pierwszy raz została z moja matką na godzinę i jakoś nawet dały radę.
No i gdyby nie pani Renatka nasza od ćwiczeń to matka by nic nie zauważyła, a tu Zosiakowi ząb idzie, a nawet dwa na dole, jeden już prawie prawie na wierzchu 
No i jemy obiadki ze słoiczków - dynia z indykiem była suuuuper 
Wykończy mnie to leczenie na NFZ... Co prawda jestem na początku drogi ale już mam dość 
Na prywatne leczenie nas nie stać wiec muszę się pomęczyć...
Dziś był 3 monitoring owulacji, mój wczorajszy pęcherzyk pękł i do owulacji doszło - między wczorajszym porankiem a dzisiejszym.
Dziś już badał mnie inny lekarz i po badaniu pyta czy mąż jest ze mną, ja mówię że nie, nie wiedziałam że ma być a on na to że szkoda bo zrobilibyśmy Inseminację !!???
To czemu nikt wcześniej tego nie powiedział?? !! Przecież moglibyśmy być razem, B. załatwił by sobie wolne przedpołudnie a ja musiałabym uprzedzić w pracy tylko musiałabym o tym wiedzieć że tak to w ogóle może być...
Wydawało mi się że taka inseminacja nie jest robiona z marszu i trzeba się przygotować do niej jakoś nie mówiąc już o przygotowaniu psychicznym...
Poza tym ja nie jestem przekonana czy chce już robić inseminacje niby rok już się staramy ale myślałam że nasz dzidziuś jednak pocznie się naturalnie ( nawet jeśli pod obserwacją i monitoringiem ) a nie na fotelu ginekologicznym.
Nie wykluczam podejścia do zabiegu ale nie wiem czy to nie za wcześnie i nie wiem czy jestem gotowa psychicznie 
No nic ponieważ nie zostaliśmy uprzedzeni o ewentualnej inseminacji, to mamy dziś jutro i po jutrze intensywnie Serduszkować
B. chyba padnie z wycieczenia jak go tyle dni jeszcze będę męczyć :p
Trzymajcie za nas kciuki może jednak uda się w tym cyklu !!! 
Pozdrawiam Was serdecznie !! 
Trochę mnie tu nie było ale nie wiem o czym pisać. Następna wizyta 26.10 dluuuuzy mi się
czuję się dobrze, jedynie zgaga mi dokucza. No i martwi mnie brak przyrostu wagi a to już przecież 17 tydzień... Brzuch tez jakoś widocznie nie rośnie
niby jem normalnie, nie objadam się ale też niedożywiona to chyba nie jestem
czy to normalne?
Spadku formy ciag dalszy..nie dosc ze kiepisko sie czuje psychicznie, ciagle placze..to jeszcze doszly mi mdlosci rano, zawroty glowy I ogolne oslabienie. Budze sie o 5 rano, nie moge spac potem przysypiam na chwile I Adas budzi mnie o 7 rano. Dzis nie dosc ze wymioty (puscilam pawia w wannie- nic bardziej obrzydliwego) to jedyne na co mialam sily to wywlec sie na kanape I lezec plackiem az mi sie troche nie poprawi.
Nie wiem czy nie jest to zwiazane z tym ze nie mam za bardzo sily zeby pracowac I dojezdzac a musze bo mam spora sume podatku do zaplacenia za 2 tygodnie, wyprawka dla dziecka, ktora jest w ogole nie zoorganizowana czy tym ze Adas stal sie dla mnie bardzo niegrzeczny. Wczoraj wieczorem wrocilam z pracy o 19, zerknelam do jego torby a tam zadanie domowe nieodrobione. P z adasiem kosza trawe w najlepsze wiec pytam czemu sie nie wzieli za lekcje a na to moj 5letni syn ze mam byc cicho I sie tym nie zajmowac!! Tradycyjnie ja w ryk ze mnie szanuja I tyle..latwo byc dobrym kumplem a ja jestem ta zla matka co goni do lekcji, mycia zebow I zabiegow higienicznych itp...Adasiowi brakuje szczepienie I zarzadzilam ze P. go zabierze. Ja nie mam zamiaru sie stresowac
Wiele rzeczy chyba sie zlozylo, ta cukrzyca, podatek, praca, do tego moj macierzynski jako wielka niewaidoma.
Moj P. jak to facet chyba dopiero dzis skumal baze ze chyba mam troche za duzo na glowie I wzial sie do dzialania. Powiedzial ze on pozalatwia sprawy podatkowe zebym nie musiala sie denerwowac I zadzownil o moj macierzynski...przyznali mi 26 tygodni platnego urlopu!!!! Zaczynam 25 grudnia:)))) Bardzo mi to poprawilo humor bo pewnie zostane w domu do wrzesnia az Adas znow nie zacznie szkoly.
A co do wyprawki to lista na belly jest calkiem sensowna, czesc chyba wysle mamie zeby mi z pl wyslala bo np tu do mycia jest tylko Johnson&johnson a ja tej marce za bardzo nie ufam. Z reszta Adas dostal wysypki po niej wiec nigdy tak na prawde jej nie uzywalam.
Dobra lece do pracy..ehhh
Już jesteśmy po 
Ovu wyznaczyło mi owulację w terminie, który też obstawiałam. Także szanse są, zobaczymy jak to wyjdzie 
Mam teraz bardzo fajne relacje z moim mężem. Po badaniach (a może też po naszych awanturach?) jakoś zmienił podejście i zaczął bardziej ograniczać picie piwa i jedzienie niezdrwoych rzeczy. Ja od września zaczęłam systematycznie biegać, by podciągnąć kondycję, a 3 miesiąc już odżywiam się zdrowo, nie słodzę, piję dużo wody, jem żytnie pieczywo i nie jem żadnych smażonych rzeczy ani fast foodów. Zauważyłam że czuję się lżej, mieszczę się w stare spodnie i nie mam już zadyszki podczas wchodznia po schodach.
To chyba dobrze
Mam tylko nadzieję, że nie przesadam. Czytałam na ovu, że intensywny trening podczas starań może negatywnie wpływać na płodność... Będę to miała na uwadze, zanim zacznę pokonywać kolejne rekordy biegu 
A tymczasem czekam do weekendu, później mam zaplanowany krótki urlop podczas którego odwiedzę ginkologa i skupię się na wyciszeniu. Ostatnie tygodnie w pracy były bardzo intensywne i szczerze mam już dość. Niestety zbliżające się miesiące i koniec roku generują raczej więcej pracy, ale przetrwamy to jakoś.
Pozdrawiam Was 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 13:33
wg owu 10t4d
Zaczynam powoli czuć się spokojniej. Ciąża mnie nie rozpieszcza - mdłości (bez wymiotów), zgaga, bóle kości, mięśni, głowy, podbrzusza, zaparcia. Od początku ciąży biorę duphaston. Dziecko rośnie i jakoś się trzyma.
Krwiak podkosmówkowy niestety spory, ale na szczęście na przeciwko łożyska. W najbliższy poniedziałek wybiorę się do gina, żeby skontrolować jego stan. Może zacznie znikać?
Dziś po raz pierwszy od bardzo dawna zjadłam kilka posiłków. I to całkiem normalnych. Kanapki z sałatą, serem, pomidorem i kiełkami, a potem z serem białym, szczypiorkiem i rzodkiewką. Gruszka. Placuszki z miodem i dżemem. Kuskus.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.