@Tracąca nadzieje dziękuję za miłe słowa, które dają mi tej resztki nadziei. Obserwuje twój pamiętnik :)Dziś kupiłam test najtańszy dałam za niego 4.60 Quixx, czułość 25, więc nic specjalnego zrobiłam go popołudniu wiec nie wiem czy wiarygodny, ani śladu drugiej kreski kompletnie nic. Wszystko mnie wkurza, niesamowicie drażni, brak bólów piersi, czy brzucha, nic kompletnie ale pojawił się śluz taki "mokry, biały ". Nie mogę się nakręcac ale jest coraz gorzej, nie mogę spać bo myślę o tym że byłabym najszczesliwsza na świecie gdybym dowiedziała się ze będę mama. No nic lecę spać, ciekawe co przyniesie jutro, mam nadzieję że ta menda się nie zjawi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2015, 21:25
Jutro imprezka opijamy mojego mgr
ppza tym objawow brak tyle ze chyba sluzu więcej ale nie nakrecam sie żyję na razie jakby nigdy nic:) 11 dpo i nie testowałam jeszcze to cud hehe do poniedziałku wytrzymam na bank! Musze chociaż raz:)
Jutro o 10 jade z kumpela na przymiarke:)
Ostatnio jestem dość zajęta, dlatego rzadziej wpadam tutaj ale dzisiaj znalazłam wolną chwilę żeby napisać, że kilka dni temu była nasza pierwsza wizyta u ginekologa i zobaczyliśmy na niej swoją małą Kruszynkę!
Piękny to był moment. Lekarz lał miód na moje uszy mówiąc, że jak na ten tydzień wszystko rozwija się prawidłowo i że pierwszy raz w życiu zdarzyła mu się ciąża w pierwszym cyklu z CLO 
Oczywiście poinformował mnie też o tym jakie zagrożenie niesie ze sobą PCOS i że tak naprawdę może być różnie ale nie mam mu tego za złe. Wiem, że musiał to powiedzieć. Cieszę się, że jest ze mną szczery. Tylko, że ja czuję w sercu, że Kruszynka, którą obdarował nas Pan Bóg zostanie z nami już na zawsze. Tak naprawdę mam gdzieś tam z tyłu głowy świadomość tego, że może coś się stać ale jestem wewnętrznie spokojna. Tak jakbym wiedziała, że nic złego się nie stanie. Czasami bardzo mnie to dziwi, bo ja jestem raczej z tych, które nie wierzą we własne szczęście. Myślę jednak, że taką siłę i wiarę w ten piękny cud daje mi modlitwa. Naprawdę sporo czasu spędzam na rozmowach z Bogiem i z moją mamą, która spogląda na mnie z góry. Wiem, że nie pozwolą na to żeby coś złego nam się stało 
Lekarz radził żeby się jeszcze nie chwalić ciążą ale uznaliśmy z mężem, że skoro czujemy, że będzie dobrze to powiemy jego rodzicom (bo moja rodzina już wie). Tym bardziej, że wczoraj jego mama miała urodziny i postanowiliśmy jej zrobić Kruszynkowy prezent
Do kartki z życzeniami włożyliśmy zdjęcie USG naszego groszka, a że teściowa jest położną to od razu wiedziała co to oznacza. Oczywiście od razu nas wyściskała, a ponieważ z wrażenia aż zaniemówiła musieliśmy wytłumaczyć dziadkom mojego męża, że zostaną pradziadkami
Oczywiście polały się łzy szczęście i zapewnienia o tym kto, co rezerwuje sobie do kupienia dla Kruszynki
Także wózek, łóżeczko, bazę i fotelik samochodowy mamy już z głowy 
Przyszłej babci do prezentu dorzuciliśmy też książkę pt. "Zapiski babci. Wspomnienia dla moich wnuków". Szczerze mówiąc uważam, że książka jest świetna i w przyszłości nasza Kruszynka na pewno będzie chciała ją przeczytać. Babcia ma możliwość opisania tam siebie poprzez odpowiadanie na rozmaite i naprawdę ciekawe pytania
Jest również wersja dla dziadka 

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tym czy nie powinniśmy się z mężem wyprowadzić, ponieważ mieszkamy z moim tatem i tak naprawdę nie ma za wiele miejsca ale gdy on tylko o tym usłyszał to powiedział, że absolutnie się nie zgadza (jakby tak naprawdę miał najwięcej do powiedzenia
oczywiście mówię to z żartem) i że łóżeczko możemy wstawić nawet do jego pokoju - tak się cieszy przyszły dziadek
Jestem jedynaczką i od śmierci mamy gdy miałam 7 lat mieszkałam tylko z tatem. Życzyłabym każdej dziewczynie takiego taty jak mój. Naprawdę z ręką na sercu był dla mnie i mamą i tatą. Poświęcił się mi całkowicie i dopiero kiedy miałam 16 lat zaczął sobie powoli układać życie na nowo. Dlatego właśnie jesteśmy ze sobą bardzo zżyci i mój mąż ma również świetny kontakt z moim tatem. Sam zresztą mówi, że nawet lepszy niż ze swoimi rodzicami. Mamy w planach budowę domu za kilka lat, dlatego kupowanie czy też wynajmowanie mieszkania nie miałoby z jednej strony sensu. Jednak nie chciałam "siedzieć" tacie z Maluszkiem na głowie, bo wiadomo jak to jest z małym dzieckiem. Jednak nie było mowy o żadnej wyprowadzce
Tato wie jak bardzo pragniemy wybudować dom na działce, na której stoi jego rodzinny dom. Jest to naprawdę magiczne miejsce i niesie ze sobą mnóstwo wspomnień
Nie wyobrażam sobie żebym w przyszłości miała mieszkać gdzieś indziej niż tam 
Jednak póki co przyszły dziadek stwierdził, że skoro pojawi się wnuk lub wnuczka to musi wyremontować kuchnię i łazienkę ( bo jeszcze tylko to do remontu zostało) z czego ja się akurat bardzo cieszę tylko śmieszne jest to, że zanim byłam w ciąży to nigdy się tego remontu nie mogłam doprosić
A teraz sam z tym wyskoczył
Jak to taka 7 mm Kruszynka może zmienić świat dorosłych ludzi
Także aktualnie jestem zajęta projektowaniem kuchni i łazienki więc nie mam czasu na złe myśli
Mam nadzieję, że po nowym roku uda się ruszyć z remontem 
Ależ ja się rozpisałam
Ale chyba miałam taką wewnętrzną potrzebę wygadania się
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2015, 21:36

Czekam zatem a w międzyczasie dzieje się jakieś życie. Widzę jednak, że co raz bardziej jestem gdzieś z boku, nieobecna, zamyślona ...... Jakby jedynym życiem dla mnie była ta ciąża. Może to już stan wymagający leczenia (????). Znam nawet lekarstwo
.
Z wieści to udało nam się może znaleźć klinikę w Czechach do inseminacji. Wstępnie mogę napisać, że bardzo dobry, szybki i życzliwy kontakt po polsku. Klinika ma chyba całkiem dobrą opinię w Republice Czeskiej. Koszty nawet niższe niż u nas (750 zł IUI i 350 zł nasienie). Godzina drogi od naszej Kudowy Zdrój. Osoba, z którą wymieniam maile nawet zaproponowała przesłanie zdjęcia Wu aby mogli już szukać najbardziej podobnego dawcy. To naprawdę dla nas bardzo ważne i miłe.
Pomalutku i nieśmiało zaczynam się cieszyć, że znaleźliśmy klinikę. To taka iskierka....
A w tym życiu co się toczy obok mnie to pierwsze Wszystkich Świętych po śmierci mamy. Tak smutno jakoś..... Ale nie mam czasu na duże smuty. Muszę przygotować na niedzielę obiad, słodkie i kolacje na 15 osób. Dzisiaj zrobiłam "mniejszą połowę". Lubię gotować i piec. Nawet bardzo ale takie gościnne hurtowe występy mnie baaaaardzo stresują.
No i na chrzciny idziemy za 3 tygodnie. Wu został ojcem chrzestnym. Nie mam pojęcia co kupić Małej, która ma wszystko na najbliższe chyba trzy lata kupione (matka dziana zakupoholiczka).
Udało mi się dzisiaj dostać do mojego gina 
I co? I gin stwierdził, że wszystko wskazuje na to, że pęcherzyk pękł. Obstawia owulację na około wtorek-środę. Trochę mnie to zmartwiło, bo akurat w środę zrobiliśmy sobie przerwę od sercowanek. Trudno! Ważne, że owulka była!
To krok milowy w naszych staraniach.
Kolejny plan:
1# 9.11 - pierwsza w moim życiu beta!
2# Jeśli pozytywna to nic tylko się cieszyć i brać Dupka 2x1 przez przynajmniej 3 miesiące
3# Jeśli negatywna do brać Dupka 2x2 przez 5 dni i zaczynamy od nowa 
Od trzech dni kłuje mnie macica. Nie wiem czy to dobrze czy to źle. Podobno jest to jeden z objawów przebytej owulacji, więc cieszy mnie to pobolewanie. 
Z fronty chorobowego mojego kochanego męża, to stwierdzam, że chyba musi wypakować swoje torby i zrezygnować z przeprowadzki do hospicjum jeszcze na jakiś czas, bo dzisiaj już bardzo żywotnie umawiał się z kolegą na poszukiwania (z zamiłowaniem lata z wykrywaczem metalu). Cieszy mnie ten stan bo posiadanie 27-latka zachowującego się jak małe dziecko nie jest rzeczą którą chciałabym praktykować dłuższy czas.
Mój ukochany maż, na wieść o zgubionych przez mnie kilogramach stwierdził:
"Aż 5? Nie widać!"
Nie ma to jak wsparcie w mężczyźnie swojego życia! 
A ze spraw domowych to posprzątałam dzisiaj całkowicie wszystko. Firanki wyprane, okna umyte, podłogi wyszorowane, łazienka lśni! A nasza psinka dostała na głowę, i zaczęła molestować Jacka i mnie. Nigdy wcześniej tego nie robiła, tym bardziej, że to suczka, a jednak! I co w związku z tym wymyślił mój ślubny? Otóż:
"Nusię będzie trzeba zamykać w łazience, bo ona się na nas napatrzy, a potem jej odbija!"
Co ma być to będzie! 10 dni do bety!
Udało mi się dzisiaj dostać do mojego gina 
I co? I gin stwierdził, że wszystko wskazuje na to, że pęcherzyk pękł. Obstawia owulację na około wtorek-środę. Trochę mnie to zmartwiło, bo akurat w środę zrobiliśmy sobie przerwę od sercowanek. Trudno! Ważne, że owulka była!
To krok milowy w naszych staraniach.
Kolejny plan:
1# 9.11 - pierwsza w moim życiu beta!
2# Jeśli pozytywna to nic tylko się cieszyć i brać Dupka 2x1 przez przynajmniej 3 miesiące
3# Jeśli negatywna do brać Dupka 2x2 przez 5 dni i zaczynamy od nowa 
Od trzech dni kłuje mnie macica. Nie wiem czy to dobrze czy to źle. Podobno jest to jeden z objawów przebytej owulacji, więc cieszy mnie to pobolewanie. 
Z fronty chorobowego mojego kochanego męża, to stwierdzam, że chyba musi wypakować swoje torby i zrezygnować z przeprowadzki do hospicjum jeszcze na jakiś czas, bo dzisiaj już bardzo żywotnie umawiał się z kolegą na poszukiwania (z zamiłowaniem lata z wykrywaczem metalu). Cieszy mnie ten stan bo posiadanie 27-latka zachowującego się jak małe dziecko nie jest rzeczą którą chciałabym praktykować dłuższy czas.
Mój ukochany maż, na wieść o zgubionych przez mnie kilogramach stwierdził:
"Aż 5? Nie widać!"
Nie ma to jak wsparcie w mężczyźnie swojego życia! 
A ze spraw domowych to posprzątałam dzisiaj całkowicie wszystko. Firanki wyprane, okna umyte, podłogi wyszorowane, łazienka lśni! A nasza psinka dostała na głowę, i zaczęła molestować Jacka i mnie. Nigdy wcześniej tego nie robiła, tym bardziej, że to suczka, a jednak! I co w związku z tym wymyślił mój ślubny? Otóż:
"Nusię będzie trzeba zamykać w łazience, bo ona się na nas napatrzy, a potem jej odbija!"
Co ma być to będzie! 10 dni do bety!
13tc
12t0d 30%

Kolejny wpis mial być trochę inny ale dziś jak by wstąpiła we mnie energia zrobiłam mnóstwo prania i zmieniłam nawet pościel odkurzyłam i jeszcze troche energii w zanadrzu ale zadyszka mnie męczy , pocę się jak prosię
do tego wzdęcia koszmarne zatruwają całe mieszkanie co z tego że wietrze jak dalej siedze w smrodzie
kołdra skacze masakra jakaś mam nadzieje że to szybko minie . Moj M od kilku dni chodzi jak jajko odejść i sie nie dotykać żeby nie zbić ! Pierdzielony ząb wspaniała ósemka dalej go boli stan zapalny w japie nie pozwala go usunąć przyjmuje antybiotyk Clindamycynę 600 ketonale srale i dalej go boli
szkoda mi go ale sam sobie osioł zasłużył.
Ale nie o tym leże sobie w łóżku od godziny 19:30 przecież mam dużo odpoczywać
więc odpoczywam i oglądam tv i tak głaszcze się po brzuszku i zastanawiam się kto tam mieszka ... Marzę o córeczce...jak każda mama zresztą będe szcześliwa z tego co będzie ale jednak córunia mamuni mi się marzy
taka malutka kopia tatusia
od kilku dni czuje pląsy w brzuchu głównie po prawej stronie ale bardzo bardzo delikatne a że ja jestem bardzo wyczulona to potrafi to odróżnić ale dziś tak leżąc i głaszcząc czuje znów delikatnego czuba w bok i przykładam rękę mocniej ... I czuje znów wyraźne pukanie
popłakałam się z radośći!!!
boże jakie to cudowne uczucie jak ja za tym tęskniłam! Mówie do moich skarbów że je mocno kocham ! Najbardziej na świecie i znów czuje puk! puk!
kocham ! Kocham ! Kopcie mamusie i trzymajcie się tam cudeńka moje i ani mi się ważcie opuszczać brzuch wcześniej niż możecie
Wolalabym sie dzis nie obudzic...lepiel byloby poprostu przespac dziasiejszy dzien i obudzis sie dopiero jutro...
A zaczelo sie jak jak kazdy inny dzien....sniadanie, smiech i przekomarzanie....a potem..nieudane wyprawa z mezem na zakupy (bo on "nienawidzi chodzenia na zakupy" i nie omieszka mnie o tym poinformowa za kazdym razem gdy robimy te cholerne zakupy zeby wypelnic NASZA lodowke!....etc.). Banalna i glupia klotnia, ale machina poszla w ruch...bo potem nieopatrznie przeszlam przez dzial dzieciecy w supermarkecie....najpierw ekstaza, jakie te ciuszki slodziutkie, a potem dol bo...no wlasnie, to "bo"! "Bo przeciez ja moge byc w sytuacji, ze nie bede miala wlasnego dziecka i nie bede miala okazji kupic tych slodkosci....wiem, wiem - mysli zakazane. Tak na marginesie, maz byl juz przy samochodzie i nie byl swiadkiem tego wszystkiego...Te wszystkie slodkie ciuszki wydaly mi sie w tym momencie tymi straconymi nadziejami z kazdego miesiaca minionego roku...taka glupia symbolika mi sie wlaczyla. Postanowilam zatem odczynic "czar" zazegnania tych "utraconych nadzieji" i kupilam przesliczna blekitna bluzeczke z brokatowym serduszkiem na przodzie...oczywiscie poryczalam sie przy tym,ale mam juz ustalona wersje (niestey plakanie w publicznym miejscu zdarzylo mi sie juz pare razy), tym razem dla kasjerki, czyli "reakcja alergiczna", jest idealnym wyjasnieniem dla spuchnietych i zaplakanych oczu.... Maz nie zauwazyl mojego wygladu, bo bylo ciemno, a on juz siedzial w aucie, a poza tym po naszej klotni traktowal mnie troche jak "zbucze jajo" - lepiej nie dotykac, bo sie jeszcze rozleje...ehhh faceci, niczego nie rozumieja, a ja w takim stanie ducha nie jestem zdolna do wyjasnien....oni nie sa w stanie zrozumiec tego bolu pustki i zawodu jaki czuje kobieta kazdego miesiaca gdy uswiadamia sobie, ze znowu sie nie udalo....
W tym calym szalenstwie, jakos tak podswiadomie wybralam rozmiar, ktory bedzie pasowal na moja bratanice...coz, bedzie prezent gwiazdkowy...a na razie ja sobie poplacze z policzkiem przytknietym do tego cudownego serduszkana na blekitnej bluzeczce....w koncu jutro jest nowy dzien...
14 dc
po wizycie. jestem juz po owulacji. czyli raczej szanse ze trafilismy sa marne.
Jak się nie uda to dostałam skierowanie na hsg w nast cyklu...
Jest dobrze. Trochę sie uspokoilam, przemyslalam sprawe odnosnie pracy. Dopoki czuje siw dobrze to nic im nie powiem. Do końca lutego na pewno będę pracować. Na testach dwie tłuste krechy.
Chyba czas sobie uświadomić co sie dzieje i uciekać na fioletowa stronę. Boję sie. Do wizyty 7 dni. Trzymajcie za Nas kciuki. :*
12 tydz., 2 dz.
Ostatnio jakieś nerwy mnie naszły i wkurzam sie na wszystko i na każdego. W pracy myślałam ze pogryze, w domu mam ochotę poprostu walnąc głowa w ścianę. Moja teściowa to najbardziej pesymistyczna istota na ziemi. Codziennie potrafi wyliczać po kolei wszystkie problemy z którymi sie zmaga. Kiedyś chciałam jej pomoc w ich rozwiązaniu, ale ona nie chce. Widocznie by nie miała juz wiecej powodów do narzekania. Kolejna rzeczą jest to,ze we wszystko (przepraszam za wyrażenie) sie wpieprza! Od paru dni staram sie ogarnąć w myślach nasz kącik, jak co poukładać by zmieścić tu dzidziusia i nadal miec wystarczajaco duzo miejsca by na ten przykład stanąć, a ona juz plany porobila, ze zawoła K. siostrę ktora jest dekoratorką wnętrz i zrobią nam taki remoncik, źe głowa mała! Ale ja nie chce ich pomocy! To jedyne miejsce, to moj skrawek nieba - chce go urządzić totalnie po swojemu! Duzo by jeszcze pisać na jej temat, ale nie chce jej poświecić całego wpisu w moim dzienniczku.
Z bardziej optymistycznych nowin - dzisiaj nad ranem zostałam ciocia! Malutka nazywa sie Noelle i wazy 2,9 kg
i jest naprawde ładną dziewczynką. Mama jeszcze przed porodem przeżyła chwile strachu, bo mała przez cały dzien sie nie ruszała ale na szczescie wszystko zakończyło sie dobrze.
A ja? A ja zwariowałam i kupiłam pierwszą rzecz dla mojego robaka
nie mogłam sie powstrzymać. Wzięłam to maleńkie ubranko w ręce i prawie sie rozpłakałam na samym środku sklepu. Ach te hormony...

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 01:53
Ciąża zakończona 24 października 2015 - w samo południe czyli 12:00
3350g, 56cm, 10 pkt
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 06:14
Dziś dzień transferu w klinice okaże się czy dwóch czy jednej kruszynki. Emocje nie pozwalają spać, już do domku będziemy wracać razem
Sarcia uskutecznia chodzenie w chodziku
zasuwa jak szalona
jestem z niej bardzo dumna, moja madra dziewczynka...maz nauczyl ja robic BEC BEC, wiec jak tylko pada haslo mala bije kazdego kto jest pod reka 
Wczoraj zrobila cos niesamowitego, bylam w szoku... sarah pije z normalnego kubka, nie chce bidonika, nie chce kubka z dziubkiem ani butelki..wali prosto ze szklany
no i w wannie ma kilka pileczek, ktore mozna rozlozyc na pol i wygladaja jak male miseczki...moja panna wziela polowke, nabrala wody i siup do pyszczka i pije wode!!!! az mnie zatkalo
myslalam,ze to sie jej udalo jednorazowo, ale gdzie tam...powtorzyla kilka razy, wiec optymistycznie stiwerdzam ze moje 6 miesieczne dziecko jest madrzejsze od malpki bo zaczelo uzywac narzedzi

Co do mnie..chyba przejde sie do lekarza...kilka tygodni po porodzie zaczely mi sie bole plecow ( stawiam na epidural)...od tygodnia sa nie do zniesienia..nie moge sie schylic, jak sie schyle to sie juz nie moge podniesc
mala z lozeczka musi wyjmowac maz, albo najpierw stawiam mala na nozki i dopiero z trudem ja wyciagam...bardzo boli
pewnie mi jakis nerw uszkodzono
tak czy inaczej i tak bym wziela epidural jakbym miala wybor drugio raz zadecydowac bo moj porod trwal 36hr..i jeden i drugi..miala porod back to back..nie wiem jak to sie nazywa po polsku, ale mala byla obkrecona w druga strone stad dlugi i bolesny porod.
zapomnialam dopisac...mielismy biegunki przez ostatnie kilka dni..co podalam mleko mm.15-20min i sru sraczka
nie byla marudna, byl normalna, goraczki brak..dalam jogurcika i sru sraczka...dalam jedzenie stale czy cyca i wszystko w porzadku...stawiam na nietolerancje laktozy albo wogole mleka i ptzetworow po Patryku
na razie kupila mleko bez laktozy i jak na arzie jest dobrze, wiec chyba trafilam z ta nietolerancja
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 07:27
32 dc @ dalej nie ma. Nie mogłam zasnąć w nocy i tak sobie pomyślałam, że przecież od 22dc do 25 dc był mega wodnisty śluz. Może to akurat wtedy były moje dni płodne które się przesunęły?Bo przecież nie miałam monitoringu.Akurat wtedy ❤ było 23 dc. Natomiast 26 dc było sucho, kompletnie nic nie było, zrobiłam test owulacjny 27 dc i CO?!Pozytywny lecz ani śluzu i szyjka nisko. Więc ja już zglupiałam, nie wiem co mam robić czy się nakręcac czy nie, powoli mam już tego dość ale nie stracę nadziei bo kiedyś w końcu musi się udać. Nie może być inaczej. Nie mam ochoty na słodkie dalej, ani nawet żeby coś zjeść. Dopiero wstaje z łóżka, ogólnie dziś wiem że to będzie chujowy dzień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 08:04
O matki moje (bo nie nadążam za Waszymi ciążami i porodami! hehe) - jak mnie tu dawno nie było! Tzn. wróć! Ja tu cały czas jestem, czytam, jestem na bieżąco, ale z braku czasu nie piszę i nie komentuję. Wybaczcie!
Gratuluję wszystkim zaciążonym, wszystkim czekającym na testowanie...no i wszystkim mamom! Zelma, agania, (Feśka lata moment!)- jak ten czas leci! Za chwilę będę tu już rok 
W skrócie - co u mnie.
Od 19 maja u mnie wielka rewolucja - czyli odchudzanie. Już -25kg. Życie od razu jest piękne - nabrałam pewności, jest mi ze sobą dobrze, w końcu chodzę do sklepów i mierzę wszystko na co mam ochotę - a nie robiłam tego ładnych parę lat (kurde...ja nie wiem jak mogłam się tak zapuścić! aaaa! masakra - nigdy więcej!). Co więcej...zaczynam już wchodzić w rozmiar 38!
A do zrzucenia jeszcze z 15kg (chociaż może przesadzam...w końcu nie mam -nastu lat i jak kobieta mogę wyglądać a nie jak szczypiorek). Ale nie ważne.
W związku z powyższym ... i z tym, że od 1 października mam pracę - starania na razie wstrzymane...na czas nieokreślony (starania...bo umowa niestety na 2 lata...i w tym czasie powinnam zrobić ten cholerny doktorat). Ale wiecie co jest najgorsze...że czuję wewnętrzne rozbicie pomiędzy tym, że coraz lepiej wyglądam, chcę nabrać ładnych kształtów a z drugiej strony kiedyś tam chcę mieć dziecko (chociaż poziom instynktu macierzyńskiego poleciał na łeb na szyję! cholernie!)...mąż już blisko 40tki...i tak sobie myślę - kiedy będzie ten właściwy czas i na co my czekamy?! Wokoło same dzieci...same ciąże...a my? Jestem w kropce. Chciałabym cofnąć czas...zmienić oba nasze PESELE ... ale kurde opcji nie ma! I co robić?
Myślę, że muszę częściej tu pisać...gdzieś trzeba wylewać swoje przemyślenia.
Jedno jest pewne - to zrzucenie nadbagażu, nie wiem na ile realnie-namacalnie, ale na pewno przynajmniej w teorie wyregulowało mi "kobiece sprawy". Od 2-3 miesięcy mam okres jak w zegarku. Śluz też wtedy kiedy trzeba - w minionym cyklu nawet czułam kłucie jajnika około 15-16 dnia. Więc kto wie...może w końcu wszystko wróciło do normy - oby! Wszędzie się czyta, że prawidłowa waga u kobiety to połowa drogi do sukcesu przy staraniu się o dziecko
Więc tyle chociaż w tym roku zrobiłam w tym kierunku i powiem Wam, że jestem cholernie szczęśliwa!
dalej dalej dalej
wg Asystenta ciazy do porodu 242 dni.
Wiele wskazuje na to, ze jednak bedzie to samotna ciaza, porod itd.
Ciag dalszy scysji z D. Na 90% skonczy sie to jego wyprowadzka, nie mam sily. Mysle o Malenstwie i wyc mi sie chce.
EDIT: no to Tatus sie wyniosl.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 12:33
mam juz caly profil TORCH
cytomegialia, toksoplazmosa, rozyczka, itp wszytsko idealnie, z wlasna odpornoscia,tzn z przeciwcialami, ale....
jest jedna pozycja HSV 1+2 (opryszczka wargowa i opryszka narzadow plciowych)
i tu wynik mam nieciekawy bo 2 (zarowno dla IgG jak i IgM), a norma to <0,9
Czyli jestem chora i pozytywny wynik IgM wskazywalby na zakazenie pierwotne.
Choc niski wynik wskazywalby raczej na nawrot choroby.
i teraz nie wiem, czy dotyczy to wargowej (pojawia sie u mnie raz do roku)
czy narzadow plciowych (nigdy nic nie zaobserwowalam, nic nie swedzialo, zadnych krostek, nic, no ale moze jakos bezobjawowo...)
bo na wynikach to jest tylko jedna pozycja 
i Macho tez pewno chory, trzeba go wyslac na badania
i wyleczyc w 100% sie nie da.
i sa wskazania do cesarskiego ciecia (yes! hehehe)
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 09:44
No i pokłóciłam się z mężem. O to komu można już powiedzieć o ciąży. Z mojej strony wie mamam i brat i 3 osoby z pracy, bo musiałam im powiedzieć, z resztą są to osoby które tak czy siak zobaczyłyby moje zwolnienie z B. Od męża wie tylko mama i on bardzo chciał by powiedzieć ojcu i bratu z żoną- oni już niestety pięć lat po ślubie i ciągle nic-mają jakieś problemy.
Ja ciągle plamię, mimo luteiny, ale jak mówił lekarz staram się wyluzować, zwłaszcza że teraz mogą teoretycznie być dni miesiączki. Biorę luteinę 100 i zastanawiam się czy nie brać tez, bo mam, duphastonu, który został po wizycie na pogotowiu...mój lekarz jest poza kontaktem teraz 
No i w związku z tym plamieniem i jeszcze przeziębieniem ciągle towarzyszy mi strach, wolałabym poczekać do 12 tygodnia i wtedy powiedzieć i o to poprosiłam G. na co on że to nie fair, bo mój brat wie i w pracy wiedzą...no kurcze w pracy trudno to było ukryć, a mój brat i tak by się domyślił bo gadamy codziennie. Ale do G. to nie dociera, że ja się boję powiedzieć za szybko. Mam koleżankę, która już na samym początku powiedziała wszystkim , w pracy, dalszej i bliższej rodzinie i jak poroniła to pamiętam jaki to był dla niej powtórny koszmar, bo straciła dzieciątko i jeszcze musiała się tłumaczyć że nie ma rosnącego brzuszka. W tej sytuacji ani my ani ona nie wiedziała jak się zachować.
W nerwach wykrzyczałam G. że jak chce to proszę niech mówi komu chce, ale jak nie daj Bóg coś się stanie to on będzie się tłumaczył i patrzył w oczy tym ludziom z bólem, bo ja nie zamierzam mieć z tym nic wspólnego. Dlaczego tak trudno mu zrozumieć że dla mojego spokoju wewnętrznego można poczekać z nowiną, do połowy grudnia nie jest znowu tak daleko. wyszedł w nerwach z domu na zakupy, a ja po babsku zamknęłam się w łazience nie chcąc go widzieć. Wiem zachowałam się może jak dziecko, ale czasami mam wrażenie że on nic nie rozumie. Wiem, że mnie kocha i wspiera, ale nie jest w stanie zrozumieć jaki ciężar emocji i strachu w sobie noszę.
Ehhh wygadałam się i jest mi odrobinę lżej...
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2015, 12:16
Finał kociej historii był taki że malec znalazł nowy dom u mojej przyjaciółki jeszcze tego samego dnia
tak czy siak coś tam pomogłam i maleństwo ni8e błąka się po klatkach. A i mój kot już się przeprosił i mnie znowu toleruje
bo kochać to mnie kocha tylko w rejonach lodówki 
Dzisiaj 24dc, kończę dupka jutro i brzuch już zaczyna małopowo pobolewać więc mam nadzieję, że ta jędza mnie nawiedzi wcześnie w tym miesiącu. I w przyszłym też. A potem się żegnamy na 9 miesięcy 
Podjęliśmy z mężem wstępnie decyzję o zapłodnieniu jak najmniejszej ilości zarodków, czyli z tego co się orientujemy, dwóch. Wiem, że nie ma pewności że one się będą ładnie dzielić ale nie chcemy tworzyć więcej niż planujemy mieć dzieci. Wiem, że może się nie udać, ale liczę się wtedy z następną stymulacją. Oczywiście naszą decyzję przedyskutujemy z lekarzem i zobaczymy jak on się na to zapatruje, ale my obstajemy przy jak najmniejszej liczbie. Przy naszej metodzie icsi chyba wszystkie zapłodnią się i tak bo plemnik jest wstrzykiwany bezpośrednio do komórki, tylko teraz kwestia jak będą się rozwijać. Listopad już za pasem, już mniej niż miesiąc do wizyty. Może za dwa o tej porze już będzie po transferze 
A dzisiaj miałam ambitny plan pomycia okien ale pogoda nie dopisała, a z tym moim niedoleczonym gardłem wolę nie ryzykować. Oddam się za to pracy naukowej i w końcu się wezmę za tą moją magisterkę
No i popołudniami dzisiaj i jutro wizyty na grobach. I dużo modlitwy do tych u góry, szczególnie do taty, co by tam podziałał coś w sprawie wnuków 
Chcę jeszcze upiec dzisiaj ciasto drożdżowe, które wychodzi mi wtedy kiedy ma taką ochotę
oby dziś miało 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.