Endokobietka Starania Endokobietki 3 lipca 2013, 13:58

Zaraz zasne nad tym biurkiem, objawy minely, po za sennoscia i wiecznym odbijaniem sie.
Popijam sobie wlasnie sok warzywny i probuje sie odprezyc w pracy, dobrze ze jestem w tym tygodniu sama w pokoju, to moge sobie w spokoju ziewac i od czasu do czasu polozyc nogi na biurku.
Jeszcze 2,5 godziny, chyba z nudow popracuje :)

Bylam u lekarza rodzinnego zeby zapisala mi cos na grzyba w buzi no i zapisala "Flukofast" na tydzien i stwierdzila, ze ginekolog powinien mi zapisac bo po antybiotyku ktory mi gin zapisala wyszedl mi grzyb. Wczesniej jednak pani z rejestracji podeszla do mnie i mowi, ze nie przyjma mnie bo nie jestem ubezpieczona, ja mowie ze jestem u meza i niby jakis "nowy system" jest (nie wiem jaki) i musialam wypelniac papiery, pozniej lekarka zawolala mnie do gabinetu i dala swoja karte z druczkiem ktory juz dostalam wczesniej i mam isc do rejestracji, mowie jej ze juz to dostalam i bede wlasnie wypisywac a ona do mnie " Idz, idz bo ja nie mam czasu!" galy mi wyszly, w sumie wiedzialam ze moja lekarka jest wredna ale nie az tak. Sobie mysle co ja z nia pod blokiem pije ze ona do mnie na "ty" no ale ok niech juz jej bedzie moze dlatego, ze zna mnie od dawna i jest moja lekarka od malego to trudno jej przejsc na pani heh. Jak chce to niech sobie tak mowi byle by nie byla taka wredna bo jeszcze raz i zmieniam ja na innego lekarza. Pozniej wchodze na wizyte i mowi "i jak juz zalatwione, bo ja nie lubie sie w takie cos bawic wole przyjac innego pacjenta" a czy ja jej nie kaze pacjentow przyjmowac? ;D skad ja mialam wiedziec ze oni jakis system maja inny i trzeba jeszcze raz papiery wypelniac no ludzie swiata czy to grzecznie powiedziec nie idzie. "nie mam czasu" ladny lekarz co to dla pacjenta czasu nie ma. Eh ale lek zapisany niby skuteczny mam nadzieje ze pozbede sie drozdzaka na jezyku i przy okazji w pochwie...

Staram się nie myśleć za dużo, bo to mnie stresuje.

W ostatnich dniach tak dużo się działo, że musiałam rozładować napięcie i alkoholem i seksem. Dziś jest dzień kulminacyjny. Mogę się kochać na stojąco, na leżąco, biorąc prysznic, gotując i myjąc na kolanach podłogę. Alkohol poszedł w odstawkę po wtorku. Po chłodzących lampkach wina obudziłam się z karaluchem na brzuchu (wielkości mojego kciuka) i zrobiłam wielki popis krzyku budząc przy tym chyba wszystkich sąsiadów. W ciągu dnia złapałam moralnego kaca i trzymał mnie cały dzień, w pracy ostatnio jakaś lipa, a na domiar złego dostałam zdjęcie z Polski z mandatem na kwotę 400zl za przekroczenie prędkości. Chętnie bym tą kwotę zapłaciła osobiście gratulując stanu dróg w naszym kraju i wyrażając nadzieje że ta kwota zostanie wydana w sposób rozsądny, na załatanie kilku dziur w okolicy owego radaru.

Na chwilę obecna spędzam czas na refleksje nad przyszłością... walcząc z karaluchami, świerszczami świerczącymi w suficie nad kuchnią i co za tym idzie strasznym bólem głowy.

jest dobrze - wczoraj i dziś ćwiczyłam :)

Chciałabym zajść w ciąże w Tajlandii - tak lubię ten kraj. Tu wszystko jest takie spokojne i bezstresowe, aż trudno mi uwierzyć, że na prawdę można żyć jak na filmach...

Aaaa mamy wolną sypialnie z łazienką i jesteśmy na coachsurfingu wiec gościmy za darmo jakbyście chciały wpaść na wakacje zapraszam :)

No i stało się to czego się obawiałam ...
Przegiełam z opalaniem mam nadzieja że skóra nie zejdzie tylko zblednie. Smaruje sie panthenolem :) Czuje że dzisiejszej nocy będzie mi gorąco :D ps. A mąż jak się cieszy zamiast mi współczuć... a cieszy się dlatego że siedzę prawie naga w samych majciach :) wariat kochany <3

Długi weekend się kończy..jutro do pracy ale pocieszające jest to że to tylko 2 dni i znowu weekend.. chociaż może praca by sie teraz przydałą.. bo cały czas myślę i zaglądam na ovu jak by to miało coś zmienic...w tym miesiacu bardzo wczesnie wyznaczylo mi owulacje. Pozostaje dłuższy czas oczekiwania ;/ chociaż, w zeszłym miesiącu tak się nakręciłam że wszystkie możliwe objawy mnie łapały :D :D a w tym... nic. tylko piersi za to bola mnie od 3 dni, (czyli odrazu po owulacji??!!) a 4 dni temu miałam bardzo duży ciągnący ból podbrzusza.Tempka wzrosła nie dużo, ale zawsze coś. Ale jakoś nie wiem w tym miesiącu brak we mnie nadzieji. Starania były bardzo udane...poświęciliśmy sobie dużo czasu. Potrzebowałam tego. Od dawna nie mieliśmy tak by przelezec w łóżeczku cały dzień i oglądac filmy i wygłupiac sie :) aż mordka się cieszy na samo wspomnienie :) ale czuje, że jednak ten miesiąc nie pójdzie na plus. Podobno przyszłe mamy wiedza ze TAK, JESTEM W CIĄŻY!! A u mnie nic... A wręcz jakaś niezapełniona pustka... Krótko się staram, ale od 6 lat nie stosuje żadnej antykoncjepcji, tylko wyliczłam dni płodne i niepłodne. Zawsze chciałam miec tego maluszka jak najszybciej.. Ale jednak ja nie jestem "łatwo pylna". W lipcu jade do Polski to zbadamy sie z moim M. Zobaczymy co będzie...A jak narazie :( smutno i pusto...


Życze Wam kochane zielonych kropeczek :)



Wczoraj już nie miałam kiedy napisać ale spędziłam sympatyczny dzień z zaciążoną siostrą. Biedota nie może spodni ciążowych kupić bo wszystkie są zwężane i na duże brzuch a chude nogi a ona ma na odwrót. A dziś znów dzień w pracy i stopy mi odpadają. Co ciekawe większość objawów ciąży lub nie ciąży minęła, brzucha już prawie nie czuję tylko chwilami piersi troszkę pełniejsze ale bez bólu i tkliwości. Jedyne co to boli mnie prawie cały dzień głowa i przez ten ból mnie mdli. A no i zgaga mnie męczy a w sumie nic dziwnego nie jadłam. Tak więc nie wiem co się dzieje ale jest inaczej, jutro pewnie znowu test zrobię rano. W zeszłym cyklu to był dzień @ więc spróbować można. Zastanawiam się czy nie pójść na betę bo w piątek i sobotę mam imprezy i wolała bym być pewna czy mogę pić czy nie. A może @ przyjdzie rano i wszystko będzie jasne, zobaczymy. Strasznie nie chce mi się jechać na to pobranie krwi zwłaszcza, że bardzo tego nie lubię.

Jestem po wizycie. Byłam nie u swojego lekarza, bo mój jest na urlopie. Lekarz okazał się bardzo miły. Pogadaliśmy sobie jakieś 40 minut i jeżeli teraz pozbędę się paciorkowca to po @ jedziemy po zarodeczek. A jeśli by się nie udało (nie zakładam nawet takiej możliwości), po prostu musi się udać, będziemy mogli skorzystać z refundacji.
Nie muszę chyba nikomu mówić, że od razu humor mi się poprawił. Ponieważ mam wielkie problemy z infekcjami, a od dziś zaczynam brać kolejne leki na nie, nie będę miała bliższych kontaktów z mężem albo do dnia porodu (czego sobie życzę) albo do dnia negatywnego wyniku ciążowego. Zatem czeka nas wielka wstrzemięźliwość seksualna.

No i po ovu teraz czekamy z niecierpliwoscia...:-) niestety nie czuje zeby cos zaskoczylo tym razem :-/ chociaz moze lepiej ze tak, nie nakrecam sie przynajniej. Nie mniej jednak mam iskierke nadzieji ze fasolka juz tam sie w brzuszku uklada <3

Dzisiaj się obudziłam niewyspana i z bólem gardziołka. Dziś monitoring cyklu u Gina.

Endokobietka Starania Endokobietki 4 lipca 2013, 08:17

Dzisiaj mija rok od mojej drugiej operacji (tej zaplanowanej). Pamietam, ze przed operacja musialam podpisac zgode na usuniecie macicy. Na szczescie lekarze po 6,5 godzinnej operacji wszystko uratowali (poza wiezadlami krzyzowo-macicznymi, ktore musieli w czesci usunac). Moja ginekolog po zobaczeniu opisu operacji zlapala sie za glowe i powiedziala ze dobrze, ze trafilam do centrum leczenia endometriozy, bo gdzies indziej, to by sie nie cackali i by mi wszystko usuneli.

Objawow brak tzn. piersi tylko troche bola przy dotykaniu.

Boze spraw zeby wszystko bylo dobrze!

Bedzie dziewczynka!!!! :)

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 4 lipca 2013, 09:55

Najtrudniejszy dla mnie moment: kiedy chcę się przytulic do męża. Opowiedzieć mu wszystko, co czuję, co mnie gryzie, kiedy chcę się podzielić z nim Waszymi historiami, porozmawiać od serca...A jego NIE MA! Pracuję na wyjeździe. Wiele dni spędzam poza domem. Brakuje mi go teraz, w tak ważnym momencie poznawania swojego ciała, starania się o największy cud natury...
Brakuje mi go bardzo. Trudniej jest nam się wstrzelić w owulację, kiedy dzielą nas kilometry, obowiązki, praca. To jest dodatkowo frustrujące i sprawia, że on czuje się jak reproduktor, a ja jak laborantka. Co ja mam zrobić, żeby pozbyć się tego uczucia?

Dzisiejszy dzień miną na zastanawianiu się czy może się jednak udało. Czuję dziwny ból brzucha i piersi jeszcze pełniejsze ale test rano negatywny. Trzeba czekać na cud. A tymczasem trzeba spać i odpoczywać bo jutro ostatni dzień pracy i wreszcie urlop:)

Coś we mnie pękło i niestety nie jest to dojrzały pęcherzyk. Chciał nie chciał , poryczałam się troche jak rozkapryszone dziecko , które nie dostało upragnionej zabawki. A powinnam być już do tego przyzwyczajona, bo to przecież nie pierwszy raz. No ale po kolei. Dzień miałam jak co dzień, w pracy straszny kocioł , odpadła jedna zmiana i teraz nadganiamy, upał i duchota nie do wytrzymania. Ja , która zazwyczaj nie pije wiecej niż szklankę wody i która zupełnie się nie poci , dzisiaj wypiłam chyba galon wody i pociłam się jak mysz, zupełnie wszędzie, każdym możliwym porem skóry, lecz mimo to był we mnie taki cudowny optymizm, ten nowy cykl , starania, monitoring który mnie czekał to wszystko dawało mi niesamowitego kopa energii. Nie przeszkadzało mi ciepło ani nawał roboty, bo myślami byłam zupełnie gdzieś indziej. I tak sobie nawet pomyślałam że się uprę i zajdę w tym miesiącu w ciążę i koniec i nikt nawet mój własny organizm nie stanie mi na przeszkodzie. Będę codziennie przemawiać do moich jajeczek żeby ładnie rosły a do dominatora już potem żeby pękał ;) takie rozmyślania pół żartem pół serio , strasznie mnie rozbawiły i naprawdę poczułam że jestem wstanie góry przenosić. Srutututu tralalala, nie może być tak pięknie , po powrocie z pracy, napisał D.. że jednak w niedzielę go nie będzie i będzie później może we wtorek , może jeszcze później i cały piękny plan legł w gruzach. Przyjedzie po owulacji , pojedzie przed następną i normalnie aż mnie zatkało.. jestem wściekła i smutna i ryczę choć nie chce to łzy jakoś same lecą .. powiedział to od tak sobie , jakby to nic wielkiego nie było a dla mnie to dramat ehh , wplątał to po prostu między zdanie a może kupiłabyś telewizor..szlag mnie mało nie trafił ,telewizor do tej pory nie potrafie uwierzyć ...telewizor .. to ja walczę żeby nie godzić się na pracę w nadgodzinach i po co ? Trzeba było siedzieć w pracy po 12 lub 16 godzin i gwizdać na jego przyjazd.. mam dość kolejny miesiąc na straty i dwa następne , odechciało mi się w ogóle wszystkiego .. niech sobie przyjeżdża kiedy chce , to już nie będzie to samo. Kupię mu ten zakichany telewizor, będzie miał zajęcie bo ja się nie mam zamiaru odzywać, bo swoje kilka słodkich słów już powiedziałam


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2013, 23:50

Ale dziś jestem szczęśliwa...gdyż jadę do domciu...do męża ;)
Rano miałam straszne mdłości mam nadzieję że przetrwam jakoś podróż...

Lipiec , ach ten lipiec ,dzisiaj uświadomiłam sobie dlaczego tyle nadziei pokładam w tym cyklu. Wszystkie ważne momenty w moim związku miały miejsce w lipcu. Dokładnie 10 lipca, dwa lata temu, przez zupełny i szalony zbieg okoliczności w ogromnym świecie internetu trafiłam akurat na tego faceta. Wydawało mi się że to tylko chwilowa przemijająca od samego początku znajomość, nawet o spotkaniu bałam się marzyć, zdawało się być niemożliwym. On w Norwegii, albo w Trójmieście ja na Śląsku-impossible. A jednak, wszystko potoczyło się jak w filmie i znowu w lipcu rok później zamieszkaliśmy razem w Gdyni. Nie było łatwo i po drodze pokonaliśmy wiele przeciwności losu, miłość i wiara w to że musi się udać , że to jest właśnie to sprawiła że to już drugi rok. Nadal nie jest łatwo, te ciagłe wyjazdy, rozstania, poznawanie siebie na odległość lub w czasie krótkich chwil razem. Awantury jako że oboje mamy ciężkie charakterki, to wszystko doprowadziło mnie do miejsca w którym teraz jestem. Przepłyneliśmy statkiem naszego uczucia przez wiele sztormów, żeby wreszcie dobić do bezpiecznej przystani zrozumienia i harmonii. Nie mogę uwierzyć że to już dwa lata , kiedyś czytałam że po dwóch latach w związku zaczynają się problemy a my ? Właśnie teraz rozkwitamy. Dwa lata , myślenia codziennie niemal w każdej minucie o tej jednej osobie :) dwa lata i nadal tak samo jestem zakochana, zafascynowana i chce żeby to nigdy nie minęło. Kolejny lipiec, i może w tym właśnie lipcu się uda, musi się udać! Choć kto wie , może uda się później i w lipcu urodzę ..intensywnie kombinujemy żeby się już nie rozstawać. Tak kocham naszą codzienność razem, zwykłe momenty , których mamy tak niewiele. Wspólne gotowanie, oglądanie filmów , trzymanie się za rękę. Podczas mojego pobytu w Norwegii , kiedy D. wychodził do pracy, całował mnie w policzek i to było tak słodkie, że nawet nie mogłam się złościć o to że mnie tym budził.. szczęście trwaj. Choć nie jest mi łatwo, to jestem pewna że dzięki temu właśnie potrafię docenić zwykłe chwile , których inni mają przesyt ... Kobietki jeśli już musicie się gnębić filmami o ciążach to tym które jeszcze nie widziały polecam film "Maybe baby"


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2013, 11:59

Hmm...

No właśnie wiele osób nie chce dziecka ze względu na sytuacje mieszkaniową, napięcia w pracy albo kłopoty finansowe....

Wiem, że pieniądze są tematem tabu ale bądźmy szczere to ważny aspekt. Macie przewidziany dodatkowy budżet na dziecko, jeśli tak to ile? Czy idziecie na żywioł, że jakoś się wykombinuje?

Nie wiem ile z Was się przyzna ale ile macie na życie miesięcznie? Ile według was było by wystarczająco/optymalnie?

Gdyby coś się stało Waszemu partnerowi byłybyście w stanie utrzymać siebie i dziecko?


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2013, 11:38

no nie znooooooowu..
zaczęłam się modlić do wykresu i studiować wykresy ciążowe
już dawno na beret mi nie waliło
eh.. przeczekam to przejdzie :-)

jutro ostatnia tabletka dupka .. i pewnie znowu się zacznie plamienie
proszę, proszę nieee..worship.gif

Byłam dziś u lekarza rodzinnego z tymi moimi silnymi kolkami :( które pojawiają się zawsze wieczorem. Najpierw zmierzył mi ciśnienie to miałam troszeczkę podwyższone. Zalecił zakupić w aptece test Heliocobacter i zapisał mnie na usg oraz dał skierowanie do chirurga.Mam zgłosić sie na kontrole po niedzieli. Jeśli po niedzieli nie przejdzie to iść z tym skierowaniem do tego chirurga. A kolka może być spowodowana stresem i poronieniem tak powiedział. Przeciwbólowo zażywam buscopan a i zapytał jeszcze kiedy zaczynam starania następne... (za miesiąc hurra) mam nadzieję że nic mi nie jest :(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)