Jeszcze tylko dziś i wizyta. Wszystko będzie dobrze! Inaczej nie będzie. ¡!!!!!!!!!!!!!!

magdalenkaaaaa nadzieja po CP 1 sierpnia 2016, 08:44

Ciąża zakończona 1 sierpnia 2016

No i nie wytrzymałam...10dpo i zrobiłam test. Niestety...negatyw 100%, tak bielutki, że nawet nie było jak złapać się złudzeń :/ Ale! Jest jeszcze czas. Powtórzę za dwa dni o ile wytrzymam i nie zrobię tego jutro :)

Uwaga uwaga, staję się... lekomanką haha :)

Żartuję oczywiście, ale zrobiłam mnóstwo badań. Na szczęście posiewy wyszły ok, więc nie muszę się bawić w żadne leczenie grzybów, mycoplasm, chlamydii i innych cudactw. Ale za to mam podwyższone wyniki badań związanych z krzepliwością krwi.
Od dziś acard i trochę innych tabsów. W ciąży Clexane. Oby to było to! Mamy 2 miesiące na próby.

Dzieciątko kochane, przyjdziesz teraz?

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 1 sierpnia 2016, 09:41

Milusie towarzystwo w domu zaczyna się ze sobą bawić. Co prawda jeszcze mam momentami wątpliwości czy to zabawa czy też walka o życie ale nie, jest ok, jeszcze żyją obydwaj.
Mąż na wyjeździe, widzę że się niepokoi, tym samym nie czerpie przyjemności z wyjazdu jak dotychczas. Nie dziwię mu się - ostatnio gdy wyjechał na dłużej to poroniłam...
Oczywiście klasyk - wydaje mi się że mdłości mam dużo słabsze, każde niewielkie nawet tak mocno wyczekiwane... Brzuch ciągnie, zapachy w domu przeszkadzają strasznie. Kehlana ma chyba rację - widok pęcherzyka mnie nie uspokoi, raczej. Tak uważam w tm momencie, a zobaczymy co później.
Jutro idę do lekarza po skierowanie do dietetyka, niech mi pomoże z tym moim obżarstwem i spadającym cukrem. Nieuregulowany poziom cukru w ciąży to nie przelewki, czas powstrzymać łakomstwo.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2016, 10:43

Rok temu o tej porze szykowalam się na własny ślub to był bardzo wyjątkowy i udany dzień niesamowite ze minął już rok...czy tylko ja mam wrażenie ze czas strasznie zapierdala? Czasem aż mnie to przeraża. Po ślubie myślałam że właśnie dziś będziemy z mężem świętować rocznicę a ja będę już z pięknym okrągłym ciazowym brzuszkiem a tu co? Owszem będziemy świętować ale z moją oponka na brzuchu której ciągle nie udało mi się zrzucić po zimie... No cóż trudno jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ale może czas się skupić na zgubieniu tej opony a nie nad tym żeby mieć ciążowy brzuszek...Postanowione od dziś dieta i ruch muszę zrzucić 5kg!

Ps.Dziś o 19 mam wizytę u gina zobaczymy czy po mojej ciazy biochemicznej już wszystko w porządku i co dalej ze staraniami...

Balladyna Małe szczęście!! 1 sierpnia 2016, 09:49

6t6d

I znów plamienie, a ginekolog nie odbiera telefonu.
Jeden dzień przerwy dał mi nadzieję, ale wróciły. Znów wieczorem. Staram się nie martwić, bo lekarz mówił, że dziecko ładne i serce mu bije i nic tam nie widzi, ale plamienia mnie tak stresują, że boje się chodzić do toalety a i tak cały czas chodzę, żeby kontrolować sytuację. Paranoja.

Na szczęście nie jest to żywa krew i nie nasila się, od ponad tygodnia delikatnie plamię wieczorami w różnych barwach. Potem mija. W nocy nic. Cały dzień nic i dopiero na wieczór znów.

Dzisiaj leżę. Myślę, że wczoraj mogło mnie zwieść brak plamienia i cały dzień szalałam na maszynie do szycia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2016, 12:42

amaryvonne Będziemy rodzinką? 1 sierpnia 2016, 10:34

Dzisiaj wpadłam w jakiś dołek. Temperatura spadła, niby nie dużo i dalej jest prawie 0.2 wyższa od temperatury podstawowej, ale mimo wszystko dopadlo mnie poczucie beznadzieji. Boję się że moja faza lutealna jest zbyt krótka i przez to nie zajdę. Pójdę dzisiaj zbadać progesteron, jak będzie niski to pójdę prosić o duphaston.
W dodatku szykuje mi się remont i chyba wszystko idzie nam pod górkę, wrr...

Dzisiaj wpadłam na genialny pomysł ;) żeby lekarz zapisał cos na libido ;)

18 dzień cyklu. 13 dni do @.

Chodzę strasznie nieregularne spać.. No wkoncu mam wakacje.. A dziś rano na pazurki więc teraz położyłam się spowrotem do łóżka na drzemke.

Sutki tak bardzo mnie bolą że śpię w staniku i nie mogę ich dotknąć. Tak jeszcze nie było jak już to całe piersi bolały.

Mierze ta temperaturę ale jeszcze nie koniecznie wiem o co w niej chodzi.. Muszę się do edukować.

Tydzień do wizyty u lekarza. Zobaczymy co powie.. Jeszcze jak na złość chyba wyleczylam sama infekcje.. U ginekologa pewnie będę okazem zdrowia.. A ze co miesiąc pieczenie i swędzenie to co innego..

Campari Niekończąca się walka trwa... 1 sierpnia 2016, 12:36

Witamy się w 20tyg :-)
Mam natłok myśli. Chciałabym o wszystkim napisać, coś...mądrego, ale nie wiem jak to szaleństwo w mojej głowie ubrać w słowa. Kilka tematów mnie od wczoraj męczy, po kolei.
Wieczorem, a właściwie późną nocą przeczytałam wpis w pamiętniku Nieskończoności. Nie potrafiłam dobrać słów, żeby skomentować, więc zostawiłam, z resztą, musiałby to być długi komentarz. No i potem długo rozmyślałam. Temat bardzo trudny-kościół i in vitro. Krótkie wyjaśnienie dla tych co pomyślą, że moje dziecko jest przecież poczęte ,,naturalnie". Celowo użyłam cudzysłów, bo nie nazwę dzieci poczętych metodą zapłodnienie pozaustrojowego, nienaturalnie poczętymi lub też niegodnie, jakby chciał kościół katolicki. Pomimo, że mój syn począł się wewnątrz mojego ciała, jestem i na zawsze pozostanę in vitrówką, przeszłam to, wiem czym to się je, rozumiem i daję sobie prawo wypowiadania się w temacie. A dziś w tym temacie chodzi mi głównie o emocje, jakie całej procedurze towarzyszą, szczególnie trudne dla osób wierzących.
Pisałam już kiedyś o tym w pamiętniku po różowej stronie. Czasami mam wrażenie, że ludziom, nazwijmy ich-z zewnątrz, wydaje się, że przejść in vitro to jak pójść do sklepu i kupić dziecko. I nawet gdybyśmy nie wiem jak jasno tłumaczyły, nikt kto tego nie przeszedł, nie zrozumie. Nie zakładam, że wszyscy, część będzie się starać, ale na zewnątrz jest właśnie kościół i szeroko pojęta opinia publiczna. I to oni wpajają, że in vitro to zło, to śmierć...
Podczas procedur odkryłam w sobie miliardy nowych i nierzadko trudnych emocji. I nie chodzi tu o zwykły strach podczas zabiegów medycznych. Nadałabym temu wymiar bardziej metafizyczny. Przeżywałam każdy tydzień z moimi dziećmi, przepłakiwałam każde ich odejście. Tak, to w końcu była piątka moich dzieci. Co z tego, że miały tylko kilka komórek... Niektórym wyda się to śmieszne, ale wierzę, że wiele z Was nie myśli sobie, że to tylko zarodki, że tak jak ja uważacie że to są cudowne początki nowego życia. Dlatego to nie jest wcale tak-pobrać, zapłodnić, wstrzyknąć i cieszyć się z dziecka lub przeplakać niepowodzenie. To jest o wiele, wiele głębsze.
Nieskończoność przytacza spowiedź dziewczyny w ciąży po in vitro. Miała wiele szczęścia, trafiła na bardzo mądrego-nie tylko księdza, a człowieka po prostu. Wielokrotnie myślałam o tym, czy powinnam spowiadać się z in vitro? Czy chcę? Czy żałuję? W obecnej sytuacji przecież mogłabym pójść i wyznać i bez problemu dostać rozgrzeszenie. Tylko po co, staram się nie być obłudna i unikać hipokryzji. Sama się rozgrzeszam. Absolutnie nie żałuję, i zrobiłabym to jeszcze raz i jeszcze. Czy grzechem jest pragnienie dania miłości? Ale rozumiem, że niektórzy gorzej radzą sobie z takimi dylematami, pragną zrozumienia, mają potrzebę przynależności do wspólnoty, a ta wspólnota, stworzona w celu miłowania bliźniego krzyczy idz stąd i rzuca kamieniami... Przypomniała mi się moja spowiedź przedślubna, podczas której zostałam zwyzywana od dziwek itp. Ale jak to? To ja przychodzę do kościoła a ten kościół mnie nie chce? No to nie. Wiem, że Bóg mnie chce, wiem to.
Co do tematu zamrożonych zarodków. Płakalam przy procedurach, że jest ich tak mało, teraz cieszę się, że ich nie ma. Nie wiem, nie umiem powiedzieć, co zrobiłabym, co czuła gdybym musiała je zostawić. Więc nie podejmuję tematu.
Przynudziłam, a jaki z tego wniosek? A no taki, że jastem taka mądra tylko tu. W rzeczywistości sama kryłam się z in vitro jak kret. Choć teraz myślę, że przecież nie ze wstydu, przecież nie zrobiłam nic złego. Raczej z ogromnej potrzeby chronienia siebie przed ocenianiem i szukaniem niezdrowej sensacji. Dla własnego bezpieczeństwa. Dzielmy się z tymi, co do których jesteśmy pewni, że zrozumieją i wsprą. A innym-nic do tego. A na koniec- czy jest prawdziwym chrześcijaninem ten, który ocenia, a swoją oceną rani?

Ach, miało być jeszcze o trzęsieniu się nad sobą w ciąży, która ,,przecież chorobą nie jest". Inspiracją Renia7910 no i ja sama, ale to później bo się trochę emocjonalnie wyprałam:-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2016, 12:39

natalia2015 Wiara w swoje marzenia! 1 sierpnia 2016, 13:24

Ciąża zakończona 1 sierpnia 2016

6tc+6

Podobno kończymy siódmy tydzień, a tak naprawdę, to jeszcze nawet nie wiemy, czy tam bije jakiekolwiek serduszko.

Dużo czarnych myśli w głowie, choć z całych sił, staram się je odganiać. Dobrze, że do wizyty już tylko niecałe 4 dni.

Maluszku, czekamy na Ciebie najmocniej na świecie. Codziennie modlę się o to, by Twoje serduszko biło, byś urodził się zdrowy w listopadzie. Codziennie proszę Boga o to, żeby dał Ci życie i zdrowie i by ani na sekundę nie spuścił Cię z oczu.

Czy nasze marzenie tym razem się spełni?

Spotykam się ostatnio czasami na forum ze stwierdzeniami, że matka ma instynkt i w związku z tym nie ma potrzeby specjalnie się edukować lub za dużo czytać w dziedzinie opieki nad dzieckiem. No, nie wiem, czy się z tym zgadzam...

Z jednej strony rozumiem, że często to stanowisko wychodzi z buntu na wszechobecne poradniki, teorie i ideologie dotyczące wychowania dzieci i opieki nad nimi. BLW, rodzicielstwo bliskości, chustowanie, pieluchy wielorazowe - na temat wszystkich tych ostatnich trendów widziałam już pełno blogów, stron na facebooku i książek w księgarniach. Też chwilami łapię się na tym, że za dużo tych informacji i chwilami nachalnego pouczania i że sama sobie z mężem wybiorę to, co nam pasuje w naszym stylu rodzicielstwa. Ale z drugiej strony...

No właśnie, w naszym przypadku jest druga strona. Teorie teoriami, ale kiedy przychodzi do podstawowych czynności pielęgnacyjnych przy noworodku czy niemowlaku, oboje z mężem jesteśmy zieloni jak szczypiorek na wiosnę. Żadne z nas nie miało nigdy w życiu do czynienia z małymi dziećmi. Kwestia mycia, pielęgnacji pępka, zmiany pieluszki, karmienia - żeby wymienić tylko najbardziej podstawowe z podstawowych kwestii - to dla nas autentyczna czarna magia. Być może z racji wykształcenia lub zawodu moją instynktowną odpowiedzią na tą niewiedzę jest obwarowanie się książkami, kursami i generalnie rzecz biorąc porządny research :D Więc czytam kolejne książki i blogi, za 2 tygodnie zaczynamy szkołę rodzenia (wybraną pod kątem rozbudowanego programu dotyczącego opieki nad dzieckiem), ciągnę za język dzieciatych znajomych i zadaję pytania na forum.

Więc ogólnie chyba po prostu nie wierzę, że sam instynkt wystarczy do odpowiedniego zajęcia się dzieckiem, jakieś podstawowe informacje jednak chcę mieć. A i tak mam ponure przeczucie, że będę nieustannie wisieć na telefonie do mojej mamy, cała spanikowana, bo moje dziecko coś zrobiło, a ja nie wiem, czy to normalne i jak powinnam zareagować :D

wymiekam ..od rana leze w lozku brzuch mnie boli okropnie czasami przestaje zeby znowu mnie lupnac ....do @ jeszcze tydzien a juz mnie wkurw** ! malo jej...tzn mam nadzieje zeby sie nie okazalo ze to nie wiem zapalenie wyrostka ...miesiac temu tez mnie tak bolalo juz sobie wkrescilam ze to moze ciaza ..myslalam tak do momentu az puscilam ogromnego baka , ktory sie najwyrazniej zablakal :)))))))))))) i tak juz w ciazy nie bylam :)))) co to tym razem ..niedlugo sie okaze :)))
i jeszcze mnie wysypalo .....wrrrrrrr


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2016, 19:34

JaAneta89 Aneciowy pamiętnik 1 sierpnia 2016, 17:56

24dc
Za tydzień będzie wszystko jasne. Niby cykl na luzaka, ale oczywiście zaczęłam obserwować swoje ciało. I jedyne co zaobserwowałam, to ból piersi i sutków, który wystąpił szybciej niż zwykle. Nie nakręcam się, myślę ze spokojem o tym, co ma być.

Lapi84 Fasolko chodź tu do nas :) 1 sierpnia 2016, 18:32

Wreszcie uwolniłam się od antykoncepcji, co za ulga! Boję się tylko czy ona nie namieszała jeszcze bardziej w moich cyklach... ale teraz przerabiamy pierwszy cykl "po", zobaczymy co czas przyniesie. Dziś kurier przyniósł mojego Dong'a ;) czytałam różne opinie na jego temat, ale że nie spotkałam się z żadną opinią ażeby szkodził to włączyłam go do mojego codziennego menu ;)
A tak poza tymi wszystkimi tabletkowymi nowinkami... to po ślubie fajnie jest :D cholera fajnie!!! :D

Malinka123 Moje nowe życie 1 sierpnia 2016, 18:35

Kobiety to Anioły <3 Pamiętajmy o tym Kochane Kobietki <3 Otulam Was modlitwą!

To historia o Tobie :)
Cudowna historia stworzenia kobiety <3 <3 <3

"Anioł u Pana Boga:
Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w dodatku po godzinach... Pojawił się Anioł i spytał:
- Czemu tyle czasu ci to zajmuje?
Pan mu odpowiedział:
- Widziałeś zamówienie?
Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastykowa, ma 200 ruchomych części wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia, ma łono, w którym się mieści 2 dzieci naraz, które znika, kiedy (pojęcia nie mam), ma taki pocałunek, który leczy każda rzecz od startego kolana do złamanego serca.
Anioł starał się powstrzymać Pana:
- To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra.
- Nie mogę - powiedział Pan - Jestem tak blisko skończenia tego dzieła, które jest tak bliskim memu sercu.
Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
- Ale zrobiłeś ją taką miękką, Panie?
- Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet nie wiesz ile
może znieść lub osiągnąć.
- Będzie myśleć?- spytał Anioł.
Pan odpowiedział:
- Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować.
Anioł zauważył coś, zbliżył się i dotknął policzka kobiety.
- Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dać za wiele rzeczy.
-To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.
A po co są łzy? - zapytał Anioł.
Pan powiedział:
- Łza to jest forma, którą ona wyraża swoja radość, wstyd rozczarowanie, samotność, ból i dumę. Anioł był pod wrażeniem.
- Jesteś Panie geniuszem, pomyślałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są zdumiewające. Kobiety maja siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężają trudności, dźwigają ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i radości. Uśmiechają się, kiedy chcą krzyczeć, śpiewają, kiedy chcą płakać, plączą, kiedy są szczęśliwe i śmieją się, kiedy są zdenerwowane. Walczą o to, w co wierzą, sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie zgadzają się na "nie" jako odpowiedź, kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale swoim dzieciom tak... Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają bezwarunkowo, płaczą, kiedy ich dzieci osiągają sukcesy i cieszą się, kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Łamie się im serce, kiedy umiera przyjaciel, cierpią, kiedy tracą członka rodziny, ale są silne, kiedy nie ma skąd wziąć siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek może uzdrowić zranione serce. Kobiety są różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą, latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby powiedzieć ci, że cię kochają.
Serce kobiety jest tym, co powoduje, że świat się kręci. Kobiety robią więcej niż to, że rodzą. Przynoszą radość i nadzieję, współczucie i ideały. Kobiety maja wiele do powiedzenia i do dania.
Tak, serce kobiety jest zadziwiające."
<3 <3 <3

Kobiety potwierdzam są zdumiewające! :) <3
Pozdrawiam wszystkie piękne Anioły! <3

Malinka123 Moje nowe życie 1 sierpnia 2016, 18:58

1 sierpnia- 181 dzień cyklu, 26 tydzień ciąży, data porodu 9 listopada- POZOSTAŁO 100 DNI...

100 dni- magicznych wyczekiwanych dni
100 dni głodnych miłości
100 dni spragnionych ujrzenia Ciebie
100 dnia szczęścia do ujrzenia prawdziwego Szczęścia!
Lili już się nie możemy doczekać Ciebie. <3 <3 <3

Sciskamy
Mama i Tata


Renata „Amelia” Putzlacher

"WYŚNIONEMU"

Już nie sypiam
na rozpalonym prześcieradle
które skłębiła namiętność
Nie przytulam ze smutkiem
stygnącej poduszki
której odebrał ciepło
mój pan i władca
Ktoś nowy
zabrał mi spokój
z nim spędzam
bezsenne noce
wśród wzburzonej pościeli
Rozmawiamy ze sobą
tajemnym szyfrem
alfabetem starym jak świat
Nurzamy się wśród pierzyn
ostrożniej z każdym nowym
miesiącem
Matka i dziecko
nienarodzone
Wyśnione
"
wa0bcz.jpg
newsp.jpg
33zcy6u.jpg

bloodflower nie wiem czy dam rade 1 sierpnia 2016, 19:06

40 lat minelo

Tak, tak, wczoraj skonczylam 40 lat :) i nic sie nie zmienia. No moze poza tym, ze spedzilam cudowny dzien z Damianem wczoraj.
Musze go troche tonowac, bo jak ostatnio poprosilam, zeby mi owocka kupil, to wrocil z 6kg arbuza, kilogramem bananow, jablek, gruszek, winogron i pomaranczy. Ponioslo troszke tatuska.

Odebralam dzis wyniki badan, wiekszosc ok, ale kiklka wskaznikow ponizej lub powyzej normy. Nie denerwuje sie az tak bardzo, bo jestem podziebiona, ale mimo wszystko.
Leukocyty 10.10/10
Liczba neutrocytow 7.12/7(max)
%neutrocytow 70.2/70(max)
%limfocytow 22,3/25(min)
MCV 104/98(max)
MCH 35/32(max)
RDW 11/11,5(min)

TSH 1.45
toxo ujemne, badanie moczu dobre
cytologia - zapalenie sredniego stopnia.

Wizyta u mojego gina w piatek, zobaczymy co na to powie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2016, 19:15

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)