Lulianna Cierpliwie niecierpliwa 5 września 2016, 16:00

Moja cierpliwość wystawiona jest na próbę w tym cyklu.
Lista objawów:
*ból jak na @
*wzdęcie
*cycki urosły
*brak trądziku

Ciekawe co dalej? Czy naprawdę się udało? Czy to możliwe? Moje prośby zostały wysłuchane, a kolejka nagle się tak skróciła?
Może wizualizacja podziałała? Już nawet pytanie "co z wyjazdem w góry" przestało mieć znaczenie i mogę nie chodzić po górach, a tylko siedzieć i się gapić :) Do czwartku tak blisko i jednocześnie tak daleko...

Ohhh jaka jestem cierpliwie niecierpliwa...

23tc + 4
Objawy nieprzyjemne mi troszkę ustały ale staram się nie jeść niektórych rzeczy.
Pokupowałam trochę rzeczy dla małej ciuszków bez jakiś szaleństw ciuszki sa stosowane jednokolorowe :D najważniejsze żeby dziecko było czyste i chyba kolejna sprawa patrze też na funkcjonalność żeby nie męczyć się przy zakładaniu :/ lista jest niestety jeszcze długa .
Dzisiaj zakupiłam w Lidlu termometr bezdotykowy jedna z youtoberek mówiła o nim i jutro go oddaje taka tandeta ze mogłabym przystawić sobie telefon i wpisać temperaturę i to samo by było :D
Trochę mnie przeraża ilość rzeczy do zakupienia pomału kupuje bo boje się że się nie wyrobię :/ serio niespodziewałam się ze tego tyle jest

22 dzień cyklu.

Ovufriend wyznaczyło dzień owulacji na 31 sierpnia. Czyli moje dziecko mogłoby urodzic się w maju.


Na moje owulacji nie było. Czuję się tak samo jak wtedy kiedy brałam tabletki antykoncepcyjne. Cycki nie bolą. A zawsze bolaly. Buzia czysta.


Dno.

Z dniem 1 września przeszłam drugie HSG. Przy pierwszym razie jeden jajowód drożny, a teraz okazało się że jest niedrożność obu jajowodów. Jak tylko zacznie się nowy cykl mam dzwonić do ginekologa i umówić się na laparoskopię.

Klauka90 Plan idealny 5 września 2016, 17:46

Dzięki khalan zaczęłam dociekać dlaczego nic na temat posiewu nie ma za który na bank płaciliśmy i co się okazało,że Pani się musiał gdzieś zapodziać znalazł się - wkurzyły mnie te kobiety ( gyncentrum clinic katowice ) Nadal nie rozumiem dlaczego nie było potrzeby robienia antybiogramu gdzieś mi śmigła informacja że to nie jest źle,że to naturalna flora u niektórych ale jakoś w to nie wierzę bo skad te leukocyty oO Cała głupia jestem - może Wy coś wiecie? Dobrze,że jutro do lekarza.
Posiew nasienia wynik:
Wyhodowano pojedyncze gronkowce koagulazoujemne. Grzybów nie wyhodowano.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2016, 17:46

Mam złe przeczucia... Dzisiaj 14dc, a zmierzona rano temperatura to 36,76. Taka, jaką przeważnie mam zaraz po owu...
Czyżby owulacja była wczoraj lub dzisiaj w nocy?
Czy pęcherzyk tak szybko urósł, czy może pękł przy mniejszej wielkości niż zwykle?
Dzisiaj powinien mieć około 20mm.

Wieczorem wszystko się okaże... Idę na monitoring.
Ale obawiam się, że znów nici z IUI :-(

Sheis 2 niepowodzenia 5 września 2016, 19:13

Wrocilam od lekarza. Zaczne od tego, ze pol godziny przed wizyta czulam jak sie cala trzese tak sie stresowalam. Gdy pojechalam bylo pusto, takze nie musialam w ogole czekac i odrazu weszlam. Na USG zobaczylam duzy zarodek i uslyszalam bicice serduszka, wzruszajacy moment. Dziecko ma ok 1,52cm. tydzien 7 i 6 dni. Mam pierwsze zdjecie. Co za ulga. Ale wiem, ze te 4 tygodnie beda decydujace. Dostalam cala liste badan do zrobienia, strace majatek. Ale kit z tym. Najwazniejsze, zeby tym razem sie udalo. Nadal nie mam zadnych objawow oprocz wiekszych piersi i chyba wiekszego apetytu.

Przy 1 ciazy w 7 tyg. zarodek byl zdecydowanie mniejszy. Doktor sam to stwierdzil i podsumowal, ze slabo sie rozwijal. A wcale mi tego nie powiedzial jak bylam w 1 ciazy. Chyba juz wiedzial ze nic z tego nie bedzie, ale nie chcial mnie straszyc.
No nic, nastepna wizyta za 2 tygodnie.

Negatywna beta zaskakująco jakoś bardzo nie popsuła mi humoru - spodziewałam sie morza łez a tu nic :) pewnie dlatego ze nadal mam nadzieje i (moze naiwnie) wierzę, ze zrobiłam test za wcześnie, w końcu 1,2 to nie to samo co 0,1 :)
Tymczasem siedzę z mężem przed tv, oglądamy ulubione seriale przy świeczkach z lampką winka w ręce :)
Odrobina relaksu jeszcze nikomu nie zaszkodziła :)

Zle chwile.
Wczoraj caly dzien marudzenie.
A dom sie sam nie sprzatnie. Popoludniu maz wrocil i pomogl ale wczesniej wyprowadzil mnie z rownowagi bo znalazl jedna pieprzona maze na umywalce a ja sie po 5 razy odrywalam od tego sprzatania. czasem czuje bezsilnosc i konczy mi sie limit cierpliwosci do tego wszystkiego. najgorsze ze zalewaja mnie czarne mysli. poklocilam sie z mezem. pogodzilam sie z mezem. a wczoraj przerosla mnie opieka nad dzieckiem. przesikiwala bokiem wszystkie pampersy. wybudzila sie o 23 i darla prawie do 2. potem jadla co godzine.
i niedziela super. umowilismy sie ze bedzie rodzinnie bo w tygodniu nigdy nie ma czasu a on pojechal rano z siostrzenica na zakupy bo obiecywal jej tyle czasu. niby mial szybko wrocic. i nie wrocil jeszcze. czy ja jestem wariatka i przesadzam?
najgorsze ze moje zle nastroje udzielaja sie dziecku i to bledne kolo. nie chce tak

Dziennik pokładowy - cykl 4, 2 dc

Zastanawiam się, ile cykli musiałoby upłynąć, żebym zmieniła kiedyś zdanie na ten temat, ale tak - cieszę się, że dostałam okres. Przynajmniej te wszystkie negatywne sikańce mają swoją całkiem (hehe) uzasadnialną przyczynę, ale przede wszystkim - nie czuję się, jakbym siedziała na polu minowym, gdzie zewsząd bombardują myśli: "Czy skoro w 16 dpo nie mam objawów ciąży to ciągle jest szansa? A jeżeli jest - to ja mogę sobie wypić to piwo czy niekoniecznie? Może z treningu też zrezygnuję, bo nigdy niewiadomo...". Ach, szkoda gadać. Czuję się, jakbym zaczęła wczoraj nowe życie. Jeszcze nigdy to cholerne ćmienie w brzuchu nie było dla mnie tak pozytywnym doznaniem.

Zaczynam czwarty miesiąc starań. Kurz opadł i postanowiłam, że zachowam się jak swoja najlepsza przyjaciółka.

Wyjdę z siebie.
Stanę obok.
A potem mocno się przytulę!


Cykl 3 za mną, wyciągnęłam wnioski i opracowałam nowy "plan":


Po pierwsze - w zasadzie od początku starań nie zaobserwowałam u siebie typowo płodnego śluzu. Może tu jest problem? Poleciałam po wiesiołka i będę łykała go do owulacji.

Po drugie - no właśnie, ta nieszczęsna owulacja... Za sobą mam dwa wykresy i oba o różnej długości. Ciężko mówić o stałych porach występowania jajeczkowania. Zaopatrzyłam się na allegro w duży wielopak testów owulacyjnych, więc pomiędzy 15 a 20 dc spróbuję robić ze dwa dziennie i patrzeć, kiedy krecha nabiera intensywnych odcieni. Do tego dojdzie pomiar temperatury.

Po trzecie - absolutnie nie mam zamiaru tykać termometru do 12 dnia cyklu i po czterech dniach od stwierdzonej owulacji. Łapanie codziennie o 6:30 za termometr doprowadziło mnie do skrajnej psychozy. Jak już wykres podrośnie - niech się dzieje wola nieba, a co. Jeżeli będę w ciąży, to codzienna kontrola tego nie zmieni.

Po czwarte - żadnych testów ciążowych dopóki nie przekroczę 30 dnia cyklu! Koniec, basta. Mój ostatni cykl to galeria negatywnych sikańców, każdy był rozczarowaniem. W szufladzie czeka na mnie cały arsenał sikaczy z allegro, poproszę męża, żeby mi je pochował.

Po piąte - cieszyć się niczym nieskrępowanym, pełnym radości serduszkowaniem podczas mojego długo wyczekiwanego urlopu. Hell yeah. \m/(^ _ ^)

Po szóste - jeśli się nie uda, to zebrać wszystkie doświadczenia i pomiary tego miesiąca i wykorzystać je w cyklu numer 5 jako ważne i potrzebne informacje.

Po siódme - nie dzielić się moimi spostrzeżeniami z nikim, jak tylko z Wami i mężem. Jeżeli czegoś naprawdę wybitnie żałuję to właśnie tego, że w pracy pochwaliłam się tym, że się staram... Mam wrażenie, że wszyscy łypią tylko na mnie i czekają, aż wyłożę L4. Nie mówiąc już o tym, że już parę razy usłyszałam, że może mi nie wyszło jeszcze, bo chcę za bardzo. Masz Ci los. Wierzę, że jak sama przestanę o tym czasem zagajać (a same pewnie wiecie, jak czasami baaardzo chce się o tym pogadać), to ludzie zapomną. W końcu mają swoje życia.


Niech tak będzie.
Możecie w kolejnych wpisach więcej się o mnie dowiecie. :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2016, 08:57

Postanowiłam w chwilach rosterek pisać tutaj conieco
Wczoraj po raz kolejny przeżyłam załamke nawet nie wiem czemu bo do okresu tyle czasu.
Uświadomiłam sobie przed snem że żyje obecnie w 3 rzeczywistościach no właśnie tak prawie jak jakiś schizofrenik
jedna rzeczywistość to praca: w pracy wiedzą ze miałam operacje i guza na jajnikach. Wiedza żę byłam w szpitalu i wyzdrowiałam i czasem chodzę na kontrole. Większość uważa że pogodziłam się z tym jak wygląda moje życie że nie odczuwam większej potrzeby na powiększenie rodziny..Po prostu myśla żę ciesze się że zyje ( co nie do konca jest prawda)
druga rzeczywistość to rodzina mężą: oni myśla ze tak jesteśmy zajęci karierą ze nie myślimy o dzieciach że chcemy sie wyszaleć zanim one się pojawią w naszym domu. Sa dopytywania o przedłużenie rodu ale staramy sie obracać to w zart ale nie da sie tak do końca..tego zdzierżyć.
trzecia rzeczywistość to mąż: odkad dowiedziałam sie ze mąż ma takie słabe plemniki to staram się go wspierać i nie pokazuje ze mnie to boli że on jest nieszczęśliwy.

No i w każdej dziedzinie jestem genialnym aktorem
Naprawdę nie mam siły tak dalej chce stad uciec
Nawet przez mysl mi przeszło spakować sie i wyjechać nikomu nie mowić
albo co gorsza coś z sobą zrobic

MAM DOŚĆ!!!

Poczytalam sobie troche o inseminacji i zeby sie udala potrzeba co najmniej miliona prawidlowych plemnikow na mililitr.I w koncu do mnie dotarlo ze przy wynikach mojego meza co ma 6ml/ml przy czym tylko 5% w calosci prawidlowych ptzypada mu tylko 300 tys prawidlowych na ml. Jezeli przy inseminacji jest mniej niz milion na ml wtedy szanse sa zerowa na powodzenie czyli z naszymi 300 tys na ml i probach naturalnego poczecia szanse sa mniej niz zero. Teraz do mnie to dotarlo i jakby ktos mnie mocno trzasnal a ja glupia liczylam ze sie naturalnie uda co miesiac mialam objawy a tu nie bylo nawet cienia szansy.tak wiec nie zostane ponownie matka na inseminacje sie nie lapiemy a na invitro nas nie stac juz nie mam nadzieji przeryczalam caly wieczor dobrze ze maz w pracy bo nie chcialabym zeby mnie widzial w takim stanie.dalej bede z boku kibicowac innym staraczkom mi nie ma po co kibicowac ...

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 6 września 2016, 08:10

Dziś nie będzie o niepłodności. Będzie o wkurzających ludziach.

Zrezygnowałam w tym roku szkolnym z pracy. Doszliśmy z Mężem do wniosku, że przyda mi się taki rok wolnego, w którym nie będę musiała pracować w żadnej instytucji oświatowej, tylko spokojnie na własnej działalności gospodarczej będę udzielać korepetycji. Zawsze miałam dużo chętnych i wielu osobom co rok odmawiałam, wiec teraz dostaną swoją szansę ;) Zaważyło o tym również to, że zamierzamy ten rok całkowicie poświęcić na leczenie. Później niech się dzieje co chce.
Rodzina i większość znajomych nie wie, dlaczego rzuciłam prace "na etacie" i już posypały się radosne komentarze "niech twój mąż weźmie też mnie na utrzymanie skoro tyle zarabia" albo mój ulubiony "no tak, możesz sobie pozwolić żeby nie pracować, macie tyle pieniędzy..."

Teraz będzie o pieniądzach. Oprócz tego, że płacimy tysiące za leczenie tej naszej nie-choroby, mamy również kredyt (jeszcze tylko 23 lata i spłacimy) i wymagający wymiany samochód, a także zwyczajne, codzienne życie. Wkurza mnie jak ludzie czepiają się cudzej kasy. Każdy ma to, co wybrał. Jeden ma więcej i spoko, a inni jak ja zarabiają jakieś 1700zl w szkole. I też jest ok. Jak komuś nie pasuje ile zarabia, to niech coś z tym zrobi albo zwyczajnie przestanie narzekać i zazdrościć innym. Amen!

efta historia jak ich wiele... 6 września 2016, 10:30

4 dc.

Okres dostałam w sobotę na weekendowym wyjeździe nad morze :/
tego samego dnia miałam też biegunkę i bolał mnie pęcherz. oczywiscie bóle miesiączkowe nie odpuszczały. No zestaw nie z tej ziemi...
następnego dnia jak ręką odjął. biegunka ustąpiła sama, na pęcherz pomogła furagina, a bole miesiączkowe zawsze mam tylko pierwszego dnia.

Dziś jade do kliniki. Miałam dać sobie spokój z jezdzeniem i chodzić do miejscowego gina przez kilka cykli ale doszlismy z mezem do wniosku , że mam jechać i powalczyć ostro póki mam jeszcze umowę o pracę. (kończy mi się w listopadzie)
Mam mieszane uczucia. Jakoś nie widzę światełka w tunelu. Wiem, że lekarka niczego nowego nie wymysli. Każe zrobić test po stosunku, (na wrogość śluzu) aby zdecydować czy podchodzić do inseminacji. Do której wcale nie mam ochoty podchodzić głównie ze względu na kasę.

kropka_ myśloodsiewnia 6 września 2016, 09:06

kończą mi się ubrania. i bez ciąży jakoś tak miałam mało ubrań na lato, a teraz jeszcze odpadają te, które zrobiły się za małe. z tego powodu zaczynam odliczać do jesieni. oczywiście na pewno jeszcze tego pożałuję, ale trzeba było zobaczyć wczoraj moją minę na ten chłód i deszcz. no czysta radość. na zimne dni mam po prostu więcej opcji/możliwości kombinowania, już nie wspomnę o dwóch parach spodni ciążowych i trzecich w drodze i rajstopach ciążowych, za które ktoś powinien dostać nobla. tzn. dzisiaj też np. "przyodziałam" spodnie ciążowe (nieco jeszcze za duże, ale "dojdą"), ale umówmy się przy takim ładnym słońcu mogłabym się ubrać jakoś inaczej tylko w co? i tak wracamy do miejsca, gdzie zaczynam tęsknić za jesienią. no nic się nie poradzi.

natomiast jeśli chodzi o moje samopoczucie to totalna huśtawka. zaczynam chyba intensywnie rozrastać się, stąd częściej mnie boli to tu to tam, a ponieważ w ciąży jestem pierwszy raz to nie mam do czego porównać, więc nie wiem co jest normalne, a czym powinnam się martwić. wczoraj (pierwszy raz) wzięłam nospę, z pracy zwiałam godzinę przed czasem i zdecydowałam się przyspieszyć wizytę z gin. o tydzień, czyli na jutro. nawet jeśli to tylko dmuchanie na zimne, to trudno, ale po prostu muszę usłyszeć od jakiejś wyższej instancji, że wszystko gra.

wydaje mi się, że od kilku dni czuję ruchy, ale może to tylko takie wrażenie łamane przez chcenie. tym bardziej że są takie delikatne, jakby od środka, więc może to tylko kiszki robią sobie ze mnie jaja.

No i byłam wczoraj w klinice.
11 dc - są trzy pecherzyki, w tym jeden dominujący, który ma ok. 14mm, pozostałe 10-11mm.
Endometrium 9,8mm.
Wstępnie termin IUI to piątek lub sobota.
W czwartek kolejny monitoring i zobaczymy co dalej.

Samara Oprócz błękitnego nieba... 6 września 2016, 09:17

Po wizycie kontrolnej... Co się naczekałam w tej kolejce. Doktorek jest oblegany. W każdym razie owu była, z obu jajników. Więc mamy sporą szansę. Jednak nie cieszę się dwa cykle temu też była potrójna owulka i nic z tego nie wyszło.
Zanim jednak weszłam na wizytę przede mną była inna para. Kiedy wyszli okazało się, że spodziewają się bliźniaków. Wszyscy się cieszyli, tylko mnie szlag trafił... Wiem zazdrosna zołza ze mnie, jestem najgorszym człowiekiem ever. Oczywiście życzę im wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki za spokojną ciążę, ale jednak to poczucie niesprawiedliwości pognębiło mnie trochę. Panie Boże, dlaczego dajesz innym podwójną radość, a mi nawet takiej pojedynczej szczędzisz?
Generalnie tak jak teraz bałam się ciąży mnogiej, która jest częstym efektem ubocznym wspomagaczy owulacji, tak teraz mówię, przyjmę wszystko nawet trojaczki! Z każdej płci po jednej! - cytując jeden z moich ulubionych filmów. Biorę hurtowo. Najwyżej za jedną męczarnią wyrobię plan na życie.
Teraz tylko czekanie i modlenie się do termometru. Nie cierpię tej fazy.

24 dc, 10 dpo . Jutro idę na betę. Miałam iść w czwartek ,ale myślę że 11 dpo powinna wyjść pozytywna,zakładając że się udało .

Nie nakręcam się i jestem całkowicie spokojna. Wiem,że IUI daje małe szanse . Wkurza mnie jak szwagierka gada ,że na pewno się uda. Ostatnio zapytała : "Jak czujesz się w tym odmiennym stanie"?
Raczej to nie jest powód do żartów. Nawet nie ma pojęcia jak takie teksty mnie wkurzają. Pytała kiedy idę na bete, to powiedziałam że nie idę,że poczekam do @ , bo pisałaby od samego rana i przeżywała bardziej ode mnie. Raczej wątpię żeby się cieszyła, gdyby się udało. Ją zżera ,gdy coś nam się układa i gdy jestem szczęśliwa.

Ostatnio Przemek miał w pracy dożynki. Zapewniał mnie że wypije 2,3 piwa . Jak się skończyło?
Czekałam na P u rodziców, bo miałam bliżej pojechać do nich niż wracać do domu . O godzinie 22 dzwoni do taty kolega z pracy,że mój mężuś jest w złym stanie..że śpi w samochodzie i żebym po niego przyjechała.
Serce waliło mi jak szalone. Byłam tak wściekła,że myślałam że zabije.
Ujrzałam zarzyganego Przemka ,na dodatek nieprzytomnego . Pomogli mi go wnieść do samochodu.
Odwoziłam do domu też dwóch pracowników. Jeden był w dobrym stanie i pomógł mi wnieść P do domu, bo sama bym nie dała rady. Oczywiście rzygał na podwórku... Cud od Boga,że nikt tego nie widział.. O północy musiałam iść to sprzątnąć , bo właściciel zrobiłby dym z rana.

Więcej go nie puszczę na żadne imprezy. Zawsze zalewa się do takiego stanu i kolejny raz mnie zawiódł. Potem muszę się z nim szarpać i sprzątać to , co narobił ...

Dziennik pokładowy - cykl 3, 16 dpo, 34 dc.


Trochę myślałam, czy aby na pewno zacząć pisać już. W końcu ciągle jestem w grze, tak długo, aż na bieliźnie nie ujrzę "kary" za brak zapłodnienia. "A co, jeśli wyprodukuję pierwszy wpis i spłynie na mnie cudowne poczęcie? Wydurnię się tylko!". Przestałam w to już raczej wierzyć. Mogłabym w sumie uruchomić pamiętnik wraz z cyklem nr 4 i zakrzyknąć niczym pierwszego stycznia - nowy cykl, nowa ja! Ale mam ogromną potrzebę oczyszczenia się już teraz.

Zdałam sobie sprawę, że troszkę... świruję. Zrobiłam w tym cyklu już sześć sikaczy, wszystkie łyse jak moje kolano i nie wiem, co próbuję sobie udowodnić. W nocy nie mogłam spać, a chociaż jestem totalnym miłośnikiem przedłużania drzemki do maksimum, rano obudziłam się godzinę za wcześnie, bo... nie mogłam się doczekać zmierzenia temperatury!

Od dzisiaj stop. Koniec pomiarów. Już i tak powinien zacząć się nowy cykl, złowieszczy okres pewnie dopadnie mnie lada moment. Mam chyba nową strategię, ale o tym później.

Tylko czy czasem to nie ta strategia wpędza mnie w marazm? Może lepszy byłby brak strategii?

Ach... nie pomaga, że mąż w delegacji. Po pracy wracam do pustych czterech ścian. Dosłownie - czterech, bo nasze aktualne lokum to klitka służąca jednocześnie za kuchnię, jadalnię, biuro, suszarnię, przechowalnię rowerów, sypialnię i przestrzeń na moje marudzenie.

Dochodzę do wniosku, że ja po prostu chcę wszystkiego za szybko. Szybko to można mieć pizzę. Dom i rodzina - na to potrzeba czasu. Oto, czego się dziś nauczyłam.

Plan na dziś - przestać się traktować obiekt laboratoryjny, iść na porządne zajęcia fitness, może zaliczyć saunę, zjeść dobry obiad, pomalować paznokcie i nałożyć maseczkę. A potem skończyć czytać ruszone książki.

Definitywnie nie googlować też historii kobiet, które po sześciu negatywach w 16 dpo jednak wysikały pozytyw.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 11:04

mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 6 września 2016, 10:57

Tempka dzisiaj podskoczyła - co mnie ucieszyło :) ale obawiam się, że jest to "wina" duphastanu. Biorę od wczoraj i nie wiem co o tym sądzić. Wszędzie jest napisane inaczej w tych całych Internetach i chyba będę musiała zapytać swojej lekarki. niedługo będzie miała mnie dość :P Na ulotce jest napisane, że nie jest "termogenny", ale na niektórych forach piszą, że jest. To syntetyczny progesteron i bądź tu mądry! Ech. Tak czy inaczej trza czekać :)

Dzisiaj już sporo pracy mam. Trzeba było wcześnie ruszyć dupkę z łóżka i zacząć dzień. Rozkręcić się :) Obiad już zrobiony, pranie wisi, porządek jest, zwierzęta "oporządzone" (:P), śniadanie zjedzone, już zajęcia z klientami rozpoczęte. Czas na herbatkę :) Muszę przygotować zajęcia na cały dzień (materiały itp.), bo wczoraj przez ten ból głowy nie robiłam NIC! A zajęcia dzisiaj do 19:00 więc trochę pracy mnie jeszcze czeka.

Mam dreszcze - pewno przez tą tempkę, no i lekki ból podbrzusza i krzyża. Moja temp. z reguły wynosiła średnio ok 36,3. Dzisiaj jest 36,7. Na wykresie widać ładny skok. Oby się utrzymała ;)

Bratowa mojego męża nadal "kula się" po domu. Czy ona kiedyś urodzi?! Wnerwia mnie tylko :P wiecie o co chodzi... Jest 9 dni po terminie. Chociaż mojej przyjaciółki współpracownica przenosiła niedawno ciążę 16 dni. Do końca pracowała a pracuje na basenie jako instruktorka. Wszyscy się bali, że tam urodzi. Czuła się świetnie. Poród krótki. Dzidzia zdrowa. Ona wróciła już do pracy. W zdrowym ciele zdrowy duch? Cholera dla mnie już za późno póki co :P TYLE RAZY sobie obiecałam ruszyć tyłek. Spacery, spacerami i jakieś sporadyczne rolki, ale najważniejsze to regularne ćwiczenia i z głową. Jestem z tych "odkładaczy", bo coś tam. Niestety -.- No, ale życie pokaże co mnie czeka :)

Miłego dnia <3

15 dc.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)