Dziennik pokładowy:
129dc, tydzień 19
Prawie 3 tygodnie od ostatniego USG dają się we znaki.
Moje wczorajsze szczęście minęło. Ustąpiło atakowi paniki.
Wczoraj wieczorem przeczytałam historię walecznej Tosi, która urodziła w 26 tc. Oczywiście to nie jej wina, że tak się stało, nie jej wina, że podzieliła się tym z nami. Moja wina raczej, że pomimo wyraźnie opisanego tytułu i tak weszłam i przeczytałam, chociaż doskonale wiem, jak bardzo przeżywam takie historie i jak długo je w sobie trawię. A na dodatek mam powód by się martwić.
Przedwczesny poród u Tosi był wywołany zakażeniem - organizm po prostu zdecydował, że dziecko musi wyjść szybciej. Uświadomiłam sobie, że na moje 3 badania moczu wszystkie wykryły liczne bakterie. Temat był potraktowany po macoszemu, bo mieliśmy inne zmartwienia, które zagrażały w sposób naprawdę bezpośredni, czyli krwiak i tarczyca. Moja doktor stwierdziła, że mam tylko brać urosept, bo leukocyty mam ok. Śluz ok. Druga cytologia również nie wykazała stanu zapalnego. No i tak sobie łykam te tabletki, choć różnie z tym jest - czasem zapomnę. Staram się pić minimum 1,5 l niegazowanej wody na dzień. No i do wczoraj faktycznie myślałam, że to starczy i pewnie temat rozejdzie się jakoś sam.
Historia Tosi zmroziła mi krew w żyłach. Co, jeżeli mogłam od grudnia mieć przesłanki ku temu, by wyeliminować bakterię, a ona teraz trawi mojego maluszka a ja olałam temat? Czemu nie drążyłam? Czemu nie zrobiłam posiewu? Czemu zaufałam lekarzowi? Jestem durna po stokroć!
W dodatku nie widziałam mojego dziecka już tak długo... Ja nie wiem, jak niektóre babki wytrzymują z przydziałem 3 usg na ciążę od NFZ. Teraz to już w ogóle czuję się, jakby cos było nie tak... Jakby stało się najgorsze... To całe napinanie brzucha, uczucie ciężkości... Może to wcale nie jest normalne? Czemu jeszcze nie czuję Twoich ruchów, Dziecinko? Proszę, zostań ze mną...
Mrozi mnie strach. Czuję się beznadziejną matką, która zjebała sprawę. W piatek postaram się wywalczyć termin u mojej ginekolog.
Jestem kłębkiem nerwów i czuję się strasznie samotna.
13 tydzień ciąży!!!!

01.10 na 12 transfer 😄😄😄😄 tego dnia przyjechaliśmy o 11.30 kazano nam czekać w poczekalni ma swoją kolej. Było mega duże opóźnienie, wkoncu o 13 nasza kolej, dostałam zastrzyk rozkurczowy przebrałam się i czekałam na sali pozabiegowej na swoją kolej. O 14 odbył się transfer blastki 3BB oby została ze mną na 9 miesięcy ☺️☺️☺️☺️☺️
30t5dz
65 dni do tp
Bylam dzis na wizycie.
Z corcia ok. Wazy okolo 1550g i jest 4dni do przodu.
Szyjka mi sie skrocila ma 3.2cm. Z tego względu ide jutro do szpitala na podanie sterydów. Bo dr pow ze woli dzidziusia zabezpieczyc.
Oczywiście trybu zycia nie zmienilam nic nie dzwigalam. Wiekszosc czasu spedzam w domu. Czasami tzn okolo 2razy w tygodniu jedzimy autem na zakupy itp.
Takze wieczorem czeka mnie pakowanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2017, 16:17
Smuteczek. P. był u urologa, ma częściowo niezstąpione jądro. Cholera, jedno jądro zawsze trochę wyżej wisiało, ale jakoś totalnie to zignorowaliśmy.Jestem zła na siebie i wszystkich dookoła i rozżalona. Szykuje się zabieg. Płodność to jedno - cudów nie będzie, bo operację powinien był mieć zrobioną jako dziecko, ale ważniejsze są aspekty zdrowotne. Naturalnie nfz nie refunduje. In vitro be, zabiegi be, gdzie to wsparcie państwa...Oczywiście również dzis dowiedziałam się, że mam przeciwciała przeciw osłonce przezroczystej, więc tak sobie ryczę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2017, 13:35
27cs z OF - start 1 IVF (IMSI)
33dc
Idiotka ze mnie. Znowu to samo......... Narobiłam sobie nadziei, a potem obuchem w łeb...
Rano zadzwonił embriolog... Z 6 zarodków pozostawionych do 5 doby zamrożono tylko 1........ Reszta ponoć nie nadawała się
(((( Mamy tylko 1 zarodek w stadium blastocysty, klasy 3aa, na 15 pobranych komórek, w tym 10 prawidłowych i dojrzałych! Do tego 2 zarodki zamrożone w 3 dobie, ale nie dosłyszałam ich klasy (chyba 1.2.... i dalej nie wiem:(), bo ukrywałam się w pracy rozmawiając. Tylko że w 3 dobie prawidłowych było jeszcze 8 zarodków, więc pewnie gdyby te 2 zamrożone pociągnęły jeszcze 2 doby jak ich koledzy to też nic by z nich nie było:( Jesteśmy podłamani... Trzeba zadecydować czy podchodzę wkrótce do kolejnej stymulacji, by nazbierać komórek na przyszłość. Teraz ledwie starczy na 1 próbę + powtórkę, jeśli komórki prawidłowo się rozmrożą
Czy któraś z Was wie kiedy otrzymuje się protokół z punkcji i mrożenia? Czy coś takiego w ogóle się dostaje tak jak dostawało się po inseminacji?
Kolejna wizyta minęła w wielkim strachu i niepokoju co powie kolejny lekarza ...
Dla niego bakteria była zabójca naszej Wiktorii trzeba z nią koniecznie walczyć i walczymy, do środy antybiotyk 10 dni przerwy i badania ale nie robić z moczu a przyjść do niego zrobi wymaz na 3 bakterie i jeszcze jakieś posiewy ale zapomniałam jakie
są dokładniejsze.
Mięśniaki są na tyle małe ze nie widzi zagrożenia czyli tak samo jak mój prowadzący , ale nam jechać do Rzeszowa i popytać jak dokładnie wygląda procedura i na kiedy się ew zakwalifikuje i co najważniejsze ile po zabiegu trzeba czekać z ciaza. Sugeruje iż jeśli z wszystkim się ogarnął w miarę szybko czyli do lipca i można zaczynać starania to jak najbardziej usuwać jeśli zas trzeba będzie czekać rok to niestety ze względu na mój wiek jest to NIE wskazane gdyż każdy miesiąc jest na wagę złota i jest na moja niekorzyść to raz a dwa przy laporoskopi jest większe ryzyko z problemem aby zajść
żadnych innych problemów nie widzi wszystko jest "niby" ok...
ale decyzja należy oczywiście do mnie ...
Wiec czekam, myślę i się zastanawiam co robić i czy napewno usuwać ?!
Poza tym jestem przeziębiona bardzo pomimo antybiotyku chorobsko nie odpuszcza a do soboty musze być zdrowa ,mała jedzie na zimowisko konne a my jedziemy na shopping do Berlina i trochę odpocząć w spokoju i ciszy od wszystkiego
w drodze powrotnej może na dwa dni pojedziemy do Miedzyzdroi zaczerpnąć trochę jodu ...
Tęsknię dziś bardziej bardziej za Wiktoria i cala noc snilam o niej jak ja woziłam w wózku na dworze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2017, 07:41
Zaniedbałam ostatnio pamiętnik. A tyle sie dzieje... Aż nie wiem od czego zacząć, czego nie pominąć, co chciałabym zapamiętać na dłużej...
Po pierwsze (choć w sumie od tego moglabym zaczynać każdy wpis) Nesia jest CUDOWNA! Niewiarygodne jakie postępy w rozwoju robi każdego dosłownie dnia. Aż łezka się w oku kręci, jak pomyślę o mijającym tak szybko czasie. Taka duża z niej już dziewczynka.
Od dawna sama już siada i pewnie siedzi. Dziwna sytuacja kiedy wchodzę do pokoju, a ona zamiast spać siedzi w łóżeczku. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić. Musieliśmy obniżyć materac, bo robiło się już niebezpiecznie.
6 stycznia, w święto Trzech Króli, usłyszeliśmy pierwsze słowo. I jak się mozna domyśleć była to BABA☺ Teraz mówi już: mama, papa, nie. Śmiesznie tak składa usteczka. Bąbelek kochany.
Babcia nauczyła ją ostatnio robić "kosi, kosi łapci". To dopiero zabawa. Tyle wysiłku trzeba włożyc, żeby trafić jedną rączką w drugą. Radość jest wtedy bezcenna. Nie tyle niuni, ile nasza. Kupę radości daje nam wszystkim ten mały człowiek❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2017, 23:27
No i @ się rozkręca...
przykro...bardzo...ciągle po głowie chodzi pytanie: dlaczego się nie udało? Eh
Jestem załamana, jest mi cholernie źle.
Wczoraj zadzwoniłam do położnej od mojej lekarki zapisać się na początek marca na usg sprawdzające endometrium. Położna mówi, proszę dzwonić na początku miesiąca, bo nie wiadomo, czy pani doktor będzie w ogóle przyjmować.
Osłupiałam.
Pytam, co się stało. Tłumaczę, że pracujemy razem, że znamy się również na innej stopie niż tylko relacja pacjent - lekarz.
Moja lekarka ma podejrzenie nowotworu jajnika.....jest w trakcie diagnozowania.
Boże! Położna płakała mi do słuchawki, ja razem z nią.
Na litość boską!Obracam się w lekarskim światku 16 lat, znam te typy, różne typy, wiem jacy są, jak kochają pieniądze i jakie z nich buraki.'
Ta kobieta nie dość, że kocha i uwielbia swoją pracę i to co robi. Pomaga za niewielkie pieniądze, a ze swoją wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem mogłaby pracować w najlepszych klinikach w Polsce i nie tylko.... Dopuszcza pacjenta do siebie, utrzymuje kontakt mailowy i smsowy, zawsze ma czas, nigdy nie odmawia pomocy.
Dlaczego taką osobę akurat to spotyka?
Nie myślę do końca o sobie i innych dziewczynach, które prowadziła, ale co będzie z nami? Akurat ja mniej więcej wiem co robić, ale są dziewczyny w ciąży, w trudnych ciążach i na gorszych stymulacjach i lekach niż ja...
Najważniejsze, żeby była zdrowa, modlę się o to gorąco.
przynajmniej dostalam sie na studia podyplomowe 
U mnie kolejna kolezanka w pracy zaszla w ciaze. Zaczela sie starac w grudniu, w styczniu juz zaszla. Ciesze sie jej szczesciem, ale to takie ... niesprawiedliwe!
No ale kto powiedzial, ze zycie ma byc sprawiedliwe.
Za miesiac mam dlugo oczekiwaną (bo kurde 2 miesiace) wizyte u Gin (spec. od nieplodnosci),
chodzilam juz do niej w zeszlym roku, ale przez moj wyjazd musialam zrobic przerwe.
Pewno zbyt duzo nie zalatwie, bo bede miec okres, ale zaproponowano mi 2 terminy i oba wypadaja w trakcie okresu. Ide tak czy inaczej, moze jak mnie zobaczy, to zrobia sie wolne terminy dla stalych pacjentow, bo jak by to mialobyc dalej, wizyta co 2 miesiace, to raczej razem nic nie wskuramy.
10dc
Dzisiaj jestem niewyspana Całą noc kręciłam się i do tego cały czas czułam klucie prawego jajnika.W pracy ciągle ziewam i chodzę pół przytomna,nawet kawa nie postawiła mnie na nogi
Już 1,5 tygodnia w szpitalu, jakoś leci. Non stop ktg, sprawdzanie tętna, badanie przepływów, morfologia, dzienna zbiórka moczu, ciśnienie co 3 godziny, czas leci jak szalony. Gosia nic sobie nie robi z zamieszania i fika w najlepsze. Tylko czasami, średnio co 2 dni, zrzuca bombę w postaci skurczy. Żeby ciekawiej było. Ale trzymamy się, ja nie mam najmniejszego zamiaru rodzic wcześniej, Gosia mam nadzieję też. Do całej kolekcji dolegliwości doszło zapalenie ucha
dobrze że duszności trochę odpuszczają, ciężki ten koniec ciąży. Ale jeszcze trochę, już niedługo. Póki co bawimy się w peryskop - Gosia wypycha stopkę a ja liczę paluszki. Taka silna dziewczynka ❤
9 DC
Poprzedni cykl katastrofa.
Zrobiłam sobie przerwę w staraniach by odpocząć. Fakt faktem odpoczęłam fizycznie i psychicznie.
Ale czego się dowiedziałam na wizycie u gina spowodowało że odechciało mi się starań.
Gin stwierdziła że mój cykl był bezowulacyyjny. Do tego cienkie endo 18 dC tylko 4,8mm. Stwierdziła abym zrobiła AMH bo przypuszcza że mam menopauzę. Że mój czas już się skończył.
W sumie może ma rację nie mam tych 20 lat.
Na nowy cykl dało mi CLO.
Nie wzięłam, boję się, kobitka 2 tyg będzie na urlopie a kto mi zrobi monitoring.
Więc darowałam sobie.
Pojadę 18.02 do nowego gina, zobaczę co on powie.
Ale tak naprawdę nie mam sił na starania. Za stara już jestem. Tyle prób nieudanych to jaka szansa jest że wyjdzie ---ZNIKOMA. Więc lepiej będzie jak odpuszczę całkowicie.
I jakie zalety będą , nie będę musiała brać tabletek anty, bo będę wiedziała że nigdy nie zaliczę wpadki.
Bezpłodność na kogoś musi trafić - i akurat trafiło na mnie.
Muszę zacząć żyć wakacjami, zrobi się ciepło wycieczkami pieszymi rowerowymi. Nauczę się cieszyć życiem.
A może mojemu ukochanemu kotkowi Maciusiowi sprawię koleżankę... To będzie moja rodzina moje dzieci. Moja Maćka traktuje jak synka.
I niech tak zostanie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2017, 09:36
właśnie wracam z pierwszego usg. trochę mnie nastraszyli że pęcherzyk pusty. Ale zrobiła usg dopochwowe i JEST! za 2 tygodnie mogę wrócić posłuchać serduszka. jak ja się cieszę. a bóle z którymi wylądowałam w szpitalu okazały się być niezwiązane. okazało się że miałam cyste na prawym jajniku która sama się zapadła.
i już jest ok
7 miesiąc starań, 1dc
Metformina (codziennie od 17.01.2017)
Kwas foliowy (codziennie od 26.10.2016)
Duphaston drugi cykl -od 16dc do 25dc- (od 4.02.2017)
Olej z wiesiołka drugi cykl -od 1dc do 10dc- (od 20.01.2017)
Witamina B6 (od 14.02.2017)
Witamina B12 (od 14.02.2017)
Witamina D (od 14.02.2017)
Witamina C (od 20.01.2017)
Chociaż odpuściłam to i tak jakąś nadzieję miałam, że może jednak to ten cykl.
Nadzieja matką głupich.. bo nawet serduszek nie było tak jak trzeba, były duże odstępy w których niczego nie było. Zaczęłam się zastanawiać jak mamy zajść skoro Jego albo nie ma albo jest zmęczony. Nie chce się z Nim kłócić ale po co mam się leczyć skoro On nie podejmuje inicjatywy.
Nie ważne, zaczynamy nowy lepszy cykl. Niedługo marzec, może w końcu zacznie się robić cieplej.
Mamy zaplanowaną prawie majówkę ze szwagrem, trochę odpoczynku na pewno się nam przyda.
Jeszcze wakacje, oczywiście mazury, przecież to już tradycja 
Więc takie pytanie moje drogie, czy któraś z Was ma jakieś fajne miejsce na mazurach? Chodzi nam o czyste fajne domki z fajną okolicą? Byłabym wdzięczna za informacje 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2017, 09:39
Powinnam mierzyć temperaturę, ale tak bardzo nie chce myśleć o tym wszystkim. Każdy podpowiada to przyjdzie naturalnie, im więcej o tym myślisz tym gorzej. Nawet mój Mąż. Styczeń totalnie wyluzowaliśmy. Nie myśleliśmy o tym (przyznam sie, że nawet ja nie miałam tego parcia - które towarzyszy mi juz od kilkunastu miesięcy). To był miesiąc czystej przyjemności, M poprosił mnie by Luty też taki był na luzie a sie uda. Tak więc nie mierze temperatury... Dam szanse naturze po raz kolejny ... Czy Was też wykańcza to sprawdzanie, robienie testów, to okropne czekanie??? Miesiące upływają tak szybko a ja mam wrażenie że ostatnie półtoraroku wyliczam dni. Kontroluje każdy aspekt mojego życia tylko pod tym względem. A czy nie powinnam cieszyć się życiem zdrowiem póki jestem młoda I mam tak dużo wolnego czasu. Dzwoneczek postawi Nasze zycie do góry nogami, więc cieszę się lutym. Luty - Proszę bądź dla mnie hojny
Mam już dość czekania. Jeszcze 3 dni do @. Jutro wracam do pracy, ostatni tydzień minął pod znakiem wolnego
Z jednej strony bardzo odpczęłam, z drugiej te dni fazy lutelanej strasznie mi się dłużyły. Jestem wykończona tym odliczaniem. Chciałabym już wiedzieć tak czy nie. Ta niepewnosć mnie zabija. Choć czuję, że kolejny raz nic z tego. Nie mam zadnych obajwow, zadnych anomalii w wykresie i wewnętrznych przeczuć, że to właśnie ten cykl.
Jesli sie okaże, że to nie ten cykl, to wejdę w magiczną siódemkę. 7 cykl starań. Druga polowa roku. Wydaje mi się jakbym wchodziła w inny wymiar. 7 wydaje się takie odległe. Już nie będę staraczką z małym stażem. Dla mnie ta 7 oznacza kłopoty. Przecież wszystkie kolżanki zaszły w ok. 4 cs czyli tak, jak wg mnie, przeciętnie zachodzą zdrowe kobiety. Nie chcę obrazić absolutnie tych, ktorzy starają sie dluzej. Mowie tylko o swoich odczuciach...
21dc.
Agusia, Moa chyba cos w tym jest 
Nie ogarniam mojego cyklu. Porażka. Nic nie wiem. Mam jakiś dramat psychiczny i jeszcze to sprzatanie i remontowanie niwszkania... niech mi ktoś da podusie, kołderke i obudzi po wszystkim.
4tc+2d
Boże jak to pięknie wygląda 5 tydzień ciąży 
Martynko opiekuj się małym Okruszkiem
Chwilo trwaj 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.