Moja porada na dziś
Nie róbcie testów ciążowych przed @,testy bardzo często są zepsute i nie pokażą niczego oprócz cholernej bieli!!!
Ja sobie dziś taki zepsuty test zrobiłam no i jedyne co ujrzałam to cholerna biel dająca po oczach.
Chciałabym mieć taki wybielacz,jaki jest w tych zepsutych testach,bo mam taką białą koszulkę z plamką i co wypiorę ją w płynie wybielającym czy innym cholerstwie odplamiającym,to ona nie złazi,a tu test zalałam sikami i nic Qrwa nie wylazło!!!Podstawiałam go pod lampkę nocną,zdjęłam nawet klosz z tej lampki i nad samą żarówką go trzymałam i nic nie widzę.Odsłoniłam rolety żeby było jeszcze jaśniej,ale dalej nic!!!Wyrzuciłam go do kosza na śmieci,po godzinie pomyślałam,że warto by go wyciągnąć i spojrzeć jeszcze raz - ale nadal biel!!!
Qrwa,ja trafiam cały czas na testy wybielające plamy od sików!!!
Gdybym go dziś nie zrobiła,to żyłabym nadal taką nadzieją jak do wczoraj,a tak trochu podupadła!
Brawoooooo! 28 dni cyklu - książkowo @ się pojawił !!! ....
17cs
Dawno nic nie pisałam i już od dłuższego czasu zbieram się do tego wpisu, a teraz korzystając z wolnego czasu który mam siedząc u mechanika napiszę pare słów.
Wpis zaczęłam inaczej niż zwykle, zawsze pisałam który mam dc ewentualne który dpo, tym razem tylko informacja o cyklu starań, dlaczego? A No dlatego ze najnormalniej w świecie nie mam pojęcia który mam dzisiaj dc, ogólnie bardzo łatwo to policzyć ale najnormalniej w świecie nie chce tego wiedzieć. Nie wiem kiedy miałam owulacje, tzn wiem ze ją miałam bo mimo szczerych chęci nie obserwowania cyklu pewnych rzeczy po prostu nie da się przegapić, ale tak jak pisze na prawdę nie wiem dokładnie kiedy owu wystąpiła i strasznie mi z tą niewiedzą dobrze 
Po porażce w ostatnim cyklu miarka się przebrała, mój organizm na prawdę spłatał mi figla i na prawdę byłam prawie pewna ze się udało, no ale niestety negatywny test ciążowy i okres wyprowadziły mnie z tego przykrego błędu. Nie będę tu pisała o objawach jakie mi towarzyszyły bo było ich na prawdę sporo, ale teraz już wiem ze wynikały one z tego ze dzięki CLO wychodowalam rekordowo duży pęcherzyk z którego miałam owu wiec i ciałko żółte było solidniejsze i produkowało więcej progesteronu - stad wszystkie objawy.
Tak czy owak, nasze STARANIA w dosłownym tego słowa znaczeniu chwilowo dobiegły końca. Koniec z obserwacja cyklu, prowadzeniem wykresu, mierzeniem temp, zapisywaniem objawów, badaniem szyjki. Koniec z monitoringami, wizytami u lekarzy, wylewami, lekami i innymi świństwami. Czuje się WOLNA.
Żeby była jasność, nie zrezygnowałam z posiadania dziecka i nigdy nie zrezygnuję, nie zaczęliśmy się zabezpieczać i jak się uda to będziemy najszczęśliwsi na świecie, ale na razie po prostu potrzebujemy odpocząć od tego morderczego wyścigu po dziecko i wrócić do normalnego życia.
Chciałabym moc każdej staraczce tu na Ovu doradzić to samo, ale wiem doskonale ze to tak nie działa. Do takiego odpuszczenia trzeba samemu dojrzeć, trzeba to po prostu poczuć. Oczywiście zdaje sobie sprawę że inaczej do starań podchodzą osoby po 35r.ż. a inaczej młodsze. Ja jednak mam jeszcze trochę czasu przed sobą, mam "dopiero" 26 lat wiec nawet jeśli zrezygnuje ze starań na rok to sądzę ze nic się nie stanie. Rezerwę jajnikową w końcu zbadałam i mam ją całkiem sporą, wiec nie muszę się martwić ze źródełko niedługo uschnie 
Kolejna rzeczą która pomogła mi podjąć taka a nie inna decyzję, była możliwość realizowania teraz swoich innych marzeń. Od czasu keidy podjęliśmy decyzje o dziecku inne marzenia poszły gdzieś w odstawke, życie zawodowe kariera były na dalekim drugim miejscu. Plan był super - koniec studiów, od razu ciąża, macierzyński, kolejna ciąża znowu macierzynski i dopiero powrót do pracy. Byłam pewna ze przez taki czas wpadnę na to co chce w życiu robić. No i czas sobie leciał, trochę pracowałam, trochę nie, a ciąży jak nie było tak nie ma. Pomysłów na karierę brak, a nawet jeśli chciałam podjąć stałą pracę to nie wiedziałam jak miałabym to pogodzić z leczeniem, wylewami, monitoringami itd.
Decyzja o zaprzestaniu starań była zbawienna. Już sama w sobie dała mi powera do działania.
Jeszcze w styczniu kiedy nadal liczyłam na ciąże podjęłam niechętnie decyzję o znalezieniu stałej pracy. Bałam się jak to pogodzę z leczeniem, ale wyjścia nie miałam bo kasy z miesiąca na miesiąc było coraz mniej, leczenie pochłaniało za dużo pieniędzy. Chodziłam zestresowana, atmosfera w domu z mężem może nie była zła, ale na pewno tez nie rewelacyjna. Zaczęłam rozsyłać CV - wysłałam ich ze 40. Z wielu miejsc powoli zaczęli dzwonić i zapraszać mnie na rozmowy. Nie ukrywam ze żadna z tych ofert mnie nie powalała. Wszystkie traktowałam jako konieczność, No ale co zrobić nie zawsze w życiu można robić to co się chce, czasami po prostu trzeba zarabiać i tak starałam się podchodzić do sprawy. W końcu dostałam prace, w połowie stycznia przeszłam pozytywnie rekrutację do jednej z firm telekomunikacyjnych i dostałam stanowisko Specjalisty ds. Sprzedaży. Na prawdę się cieszyłam, wiedziałam ze praca będzie ciężka, ale wiedziałam ze kasa na prawdę tez bardzo dobra, firma cieszyła się dobra renomą jeśli chodzi o atmosferę w pracy wiec wszystko zaczęło się układać. Musiałam jednak czekać jeszcze 2 tygodnie do początku lutego na rozpoczęcie szkolenia. 31.01 byłam umówiona w siedzibie firmy na podpisanie umowy o pracę a 1.02 miałam rozpocząć szkolenie.
I tu nastąpił pewien nieoczekiwany obrót zdarzeń
wpadła mi w oko pewna oferta pracy - pracy moich marzeń. Oh od bardzo marzyłam o takiej pracy (później napisze jaka to praca) ale jakoś zawsze bałam się spróbować, no bo przecież gdyby miało się nie udać to moje marzenia legły by w gruzach. Ale dobra, raz kozie smierć! Postanowiłam pojechać na rekrutacje. Oczywiście żebyś nie było za łatwo rekrutacja nie dość ze odbywała się z Gdańsku (ja mieszkam w Poznaniu) to jeszcze miała ona miejsce 2.02 czyli mojego drugiego dnia w nowej pracy! No po prostu kłody pod nogi. Ale dobra, podczas podpisywania umowy o prace postawiłam warunek ze 2.02 muszę mieć wolne bo mam już inne zobowiązania tego dnia z których nie mogę się wycofać i się udało, dostałam ofcjalnie wolne drugiego dnia w nowej pracy

Chyba muszę skrócić historie bo rozpisałam się jak głupia, w każdym razie pojechałam do tego Gdańska - nie było lekko 4 razy myślałam ze zrezygnuje i cofałam się do domu
w końcu jednak na szczęście pojechałam - przez swoją głupotę ledwo zdążyłam na pociąg
Konkurencja duża, rekrutacja 4-etapowa, już po pierwszym etapie odpadło 3/4osob. Ale mi się udało! Przeszłam wszystkie etapy i pozostało tylko czekać na telefon z informacja czy ostatecznie mnie zatrudnią. To był czwartek. Cały weekend nerwowy i w poniedziałek podczas kolejnego dnia szkolenia zadzwonił telefon - UDAŁO SIĘ! DOSTAŁAM PRACE MARZEŃ ♥️♥️♥️
Nowa praca, praca marzeń, praca która wyklucza na razie ciążę - albo ciąża , albo praca
lepiej złożyć się nie mogło 
Dostałam prace w jednej z lini lotniczych , będę latała , będę stewardessą 
Za 1,5 tygodnia rozpoczynam 6tyg szkolenie w Gdańsku. Jejku jak się się nie mgle doczekać! Potem miesiąc przerwy w oczekiwaniu na atestację i od połowy maja zacznę latać jako pełnoprawny członek załogi 
W związku z tym iż nie będziemy się na razie starać to wpisów tutaj na razie nowych nie będzie. Napisze na dniach jeszcze jedna ważna informacje , bardziej poradę medyczna i na tym będzie koniec. Żegnam się na razie, trzymam za Was wszystkie z całego serca kciuki i mam nadzieje ze jak tu wrócę to wszystkie będziecie już w ciąży a ja będę zmuszona znaleźć nowe forumowe koleżanki
jedno jest jednak pewne , NA PEWNO tu wrócę
Na OF codziennie zaglądam tak czy owak, jednak wykresu już nie prowadzę i w pamiętniku na razie nic więcej pisać nie będę
trzymajcie się ciepło! ♥️ 
Dziś jest jeden z tych dni kiedy nie chce mi się nawet wstać z łóżka . Apropo wczorajszej rozmowy mamy czekać na telefon . Jak zmkerzylam rano temperature i zobaczyłam , że spadła myślałam , że mi serduszko pęknie . Zasnęłam jeszcze i stwierdziłam , że zmierze tak dla własnej wiedzy i było 37,30 , ale wiem , że tylko poranny wynik się liczy . Jakaś łezka poleciała bo już wiem , że w tym cyklu się nie udało . Trochę nie wyobrażam sobie nowego miesiąca . Analizowanie objawów i strach przed @ . Jestem zbyt emocjonalna . Przez to jest mi tak trudno . 14 dc mam się zgłosić do gin. Mamy sprawdzić czy nic się tam nie dzieje bo miałam torbiel na 7 cm i bardzo dużą nadżerke . Przy okazji ma zerknąć czy owulka się zbliża .
No to jestem po spuszczeniu krwi na Pappa
Ostatecznie doszłam do wniosku, że wynik tego badania, owszem, może mnie wpędzić w nerwy, ale i równie dobrze może mnie uspokoić (choć po usg genetycznym generalnie jestem spokojna). Mam ogromną nadzieję, że tym razem sceptyczna intuicja mojego męża nie zatriumfuje.
Maluchu, kochamy Cię, czekamy na Ciebie, jak na nic innego na tym świecie.
No i tak... brałam CLO od 5 do 9 dn, niestety na monitoringu w 13 dc nie było dużych pęcherzyków, jeden największy miał 11 mm, więc i tak malutki. Dostałam pregnyl na 5 dni w zastrzykach jeszcze na stymulację i jutro w 19 dc będzie znów podglądanie. Nie wiem na co się nastawiać, chyba na to że będzie dobrze? Chyba już trochę zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek zobaczę dwie kreski
Mam nadzieję że jutro będą dobre wieści 
Planowo 31 dni do porodu. Siedzę już jak na szpilkach. Tak niewiele zostało bym mogła trzymać Cię w ramionach. Jestem taka szczęśliwa! Zaczynamy odstawiać leki na podtrzymanie, więc możemy urodzić wcześniej. Już wszystko gotowe na Twoje przyjście kruszynko. Łóżeczko stoi w sypialni, ciuszki poprane, poukładane w komodzie,kosmetyki, zabawki, fotelik do auta. Torby spakowane do szpitala; jedna dla mnie do porodu i jedna z rzeczami dla Ciebie. Czuję, że w brzuszku masz już coraz ciaśniej, bo coraz bardziej bolą Twoje kopniaki i rozciąganie nóżek. Troszkę denerwuję się tym, co będzie kiedy zacznę rodzić jak tatuś będzie w pracy, a ja sama w domu, ale to nieważne.. Boję się też tych pierwszych dni, bo teraz tatuś był długo z nami w domu i dużo mi pomagał, ale zaczął się sezon więc po 9,10h w pracy. Do tego pod koniec marca ma zacząć kurs na koparkę i weekendy też będą poza domem... Akurat wtedy kiedy będziemy Go najbardziej potrzebować. Nie mogę mieć pretensji, bo robi to dla Nas, żeby niczego nam nie brakowało. Jakoś sobie poradzimy, może uda mu się chociaż ze trzy dni być z Nami, żebym doszła do siebie po porodzie. To wszystko jest nieważne, liczysz się tylko Ty, żebyś szczęśliwie przyszła na świat, reszta nie ma znaczenia. Tak długo na Ciebie czekaliśmy, a teraz ten sen zaczyna się spełniać! Kocham Cię i czekam na pierwsze spotkanie!
Dawno nie pisałam wiele się wydarzyło wiele przede mną i mam nadzieje, że będzie ok.
Przyplątała się do mnie jakaś bakteria leczymy się już drugim antybiotykiem mam nadzieje, że pomoże..
Dopadł mnie cholernie zły dzień już wczoraj czułam, ze coś jest nie tak jak nie chce mi się wstać z łóżka a dodatkowo jeść to już w ogóle jest do dupy... Chce mi się beczeć zauważyłam, ze becze bez powodu taaak bez powodu.. I mam rażenie, ze z M jakoś tak oddaliliśmy się od siebie moze mi się tylko wydaje ale tak właśnie czuje.. Jak to ma tak wyglądać do końca to ja już chce urodzić nie chce depresji już raz ją przechodziłam nie chce więcej...
Taaak od porodu mnie tu nie było. Każdą chwilę spędzam z malutkim i mężem, cieszymy się tym błogim szczęściem rodzinnym. Myślałam, żeby zamknąć pamiętnik, ale ostatnio przeczytałam sobie go od początku całego i pomyślałam: jejka jaka to fajna pamiątka, gdyby nie pamiętnik to wiele chwil z czasu ciąży by mi umknęło w pamięci. No i postanowiłam pisać dalej. Tak więc minęło ponad 4 miesiące, a oto skrót:
*poród (sn): nie taki diabeł straszny… naprawdę nastawiałam się, że będzie gorzej. Mój mąż był ze mną do samego końca, mimo iż kilka razy pytał czy będzie mógł wyjść jakby co. Nie wyszedł, a pięknie pomagał w oddychaniu, trzymaniu nogi, ściskaniu ręki itp… zachował się wspaniale, nie spodziewałam się po nim takiego opanowania i wsparcia. Dzięki temu ja czułam się pewnie, bezpiecznie, spokojnie. Atmosfera była sympatyczna, żartowaliśmy. Poszło szybko ok 5 godzin. Maluch urodził się zdrowy, prześliczny. Do teraz pamiętam słowa męża: Misiu dzidzia już jest ! To przeżycie nas bardzo do siebie zbliżyło.
*połóg: zdecydowanie gorszy niż cały poród. Masakra, więc nie będę się tu rozpisywać. Po raz kolejny mąż stanął na wysokości zadania: ogarniał wszystko wokół nas, przynosił jedzenie do łóżka … ehh i tak przez miesiąc . Kochany.
*maluch: zdrowy, pięknie się rozwija, dobrze rośnie, nie miał kolek, grzeczny, ułożony, wręcz książkowy- czego chcieć więcej. Oczywiście zdarzały się i gorsze chwile ale ich było znacznie mniej.
Wczoraj było ważenie: 8500 g, 67 cm (19 tydzień) klocuszek z niego pokaźny. Na razie jest na samej piersi ale już powoli będziemy rozszerzać dietę. Muszę być ostrożna bo mały ma alergię na białko mleka krowiego.
Umiejętności na ten moment:
-głośny śmiech
-obrót z pleców na brzuch przez lewą stronę
-obrót w poziomie (kręcenie się)
-złapanie zabawki w jedną rękę i przelożenie jej do drugiej
-pakowanie wszystkiego do buzi+ślinienie (czyżby zęby za pasem? )
-dźwiganie do siadania
-gaworzenie, piski i inne efekty specjalne
Eh… ale ten czas leci…
Seks wczoraj byl z inicjatywy Macho.
A mi sie tak mega nie chcialo, zmeczona i ... juz po owulacji, wiec najnormalniej w swiecie zapomnialam o tym, że mu zaanonsowałam 2 tyg temu 22.02 jako TEN dzień 
Kupiłam tez tabletki Fertilman, na poprawe spermy. Wyniki miał w normie, ale w tej dolnej granicy normy, a raczej dokladnie na granicy.
Jakos slabo daje sie przekonac zeby łykać. Ale dzis pierwsza wzial i zapowiedzial że ostatnią.
On z tych co tabletki na ból głowy nie wezmą, bo to chemia 
A taki ciekawy post znalazłam i pozwoliłam sobie przekopiować:
Test owulacyjny wykrywa ciążę Dlaczego?
to jest tak naprawdę jego wada bo krzyżuje się z hormonem ciążowym HCG w niskich wartościach, ale konstruując test i jego czułość zakładaliśmy, że człek będzie testował w okolicy owulacji.
A teraz wstawka dla chemików, dlaczego tak jest
Otóż podjednostka Beta HCG wykazuje bardzo duże podobieństwo do LH. Jak duże, aż ciężko uwierzyć ale jest to 91 aminokwasów !!! w łańcuchu o długości 121 reszt aminokwasowych
Test krzyżuje się z HCG na poziomie 10 co oznacza, że przekroczenie tego poziomu powoduje pozytywny test owulacyjny (1-2 dni od zagnieżdżenia)
Dużo testujących używa zatem 9-10 dni po owulacji testów owulacyjnych, żeby zobaczyć jak wyjdzie jak pozytywnie to testują ciążowym, ale
UWAGA
TEST OWULACYJNY zawsze WYCHODZI POZYTYWNIE W CIĄŻY
ale
POZYTYWNY TEST OWULACYJNY po owulacji NIE MUSI oznaczać ciąży
TEST OWULACYJNY jeżeli ma przepowiadać ciążę MUSI MIEĆ KRESKĘ TESTOWĄ
CIEMNIEJSZĄ OD OWULACYJNEJ lub PRZYNAJMNIJE TAKĄ SAMĄ jeżeli testowa jest
jaśniejsza to nie jest to zwiastun ciąży.
No, zrobiłam test. Nie wiem co mam o tym myśleć. Nie wkręcam nic sobie, zdesperowana nie jestem itd, ale pojawiła się kreska, w czasie 5 minut. Cień cienia, bladoróżowy. Na zdjęciu kiepsko widać kolor (telefon nie potrafi tego uchwycić), ale widać. Nie wkręcam sobie.
Na teście dopuszalny wynik jest do 10 min u mnie było to znacznie szybciej. Jestem w 13 dpo no nie wytrzymałam. Kupie dzisiaj nowy test, zrobie go w poniedziałek (o ile @ nie przyjdzie). Niby powinnam dostać wczoraj, ale ovu pokazuje, że jutro.
Niestety ale nie otrzymałam skierowania na beta HCG. Ginekologa mam we wtorek.
Coraz więcej objawów @,coraz bardziej brzuch boli.. Czemu to wszystko jest takie trudne. Ja mam 23 lata mój M 31 i nic nie wychodzi, a inni nastolatkowie wpadają ot tak sobie. Gdzie ta sprawiedliwośc na tym świecie?
12t0d
3 godziny do prenatalnych, zwariować można tak się godziny ciągną 
Tymczasem mnie po obiedzie wzdeło i wyglądam jakby to były co najmniej połówkowe a nie 13tc...
Zaczynam ziewać bo oczywiście od 2dni to ze snem kiepsko w nocy.
Jest stres ale nie wiem przed czym bardziej 
Musi być dobrze! Limit złych zdarzeń chyba już wyczerpałam!?!
Jak na złość dostałam paczkę . 30 testów owu i 5 tc , a raczej już 4 . Nie wytrzymałam
Znacie tą zabawę z cieniem cienia cienia cienia CIENIA ???
Nawet choćby sama Bozia dała mi lupę to chyba bym tam nic nie znalazła
I po wyjęciu z kosza też się nic nie pojawiło
Nie zawiodłam się . To się chyba czuję . Myślę , że ten cykl który będzie owocny wygląda zupełnie inaczej . Teraz trochę czułam , że tak , trochę , że nie . Do końca miałam nadzieję , ale temperatura mówiła sama za siebie . Wtedy się jest albo całkiem pewnym albo się nie podejrzewa nic i jest miłe zaskoczenie . Tak sobie dziś myślałam , że może mi nie będzie dane mieć potomstwa . Napewno bym się zdecydowała na adopcję . Mimo wszystko chce adoptować jakaś mała istotę za kilka lat . Czy mogę mieć dzieci czy nie ten krok napewno z mężem zrobimy .
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2017, 19:20
PS. Detektor oznak ciąży pokazywał 50 pkt na 100 , czas współżycia dobry i 54% szans na pozytywny test . Byłam w tych 46% niestety
Agrrrrr idę chyba po winko
a co !
Mam miesiąc przerwy, a potem start z długim protokołem.
Na początek antykoncepcja, a początek właściwej stymulacji i punkcja jakoś w maju.
Pozy tym idę z´też w marcu na urlop. Odpocznę trochę, może pojedziemy na narty.
Z tego cyklu nic byc nie moze, bo dzis 21 dc a mnie cycyki w ogole nie bola. Ostatnio za każdym razem po owulacji pojawiały się wrażliwe piersi. Teraz nic. Swoja droga owulacje mialam z lewego jajnika (tak czułam), wokół którego mam 2 torbielki okołojajnikowe. Ostatnie owulacje był z prawgo jajnika (monitoringi) i wtedy bolały mnie piersi.
Koniec na dzis myslenia o tym 
Sikaniec z samego ranca dla świętego spokoju zrobiony
Mogę pić , dźwigać , bawić się z kotem bez obawy o toksoplazmoze , ćwiczyć ostro bez obawy o dzidka , nie brać kwasu , ale ile bym oddała , żeby to wszystko było na odwrót
Wiem , że w życiu nie ma tak - tupne nóżką i ma być . Ten , który tym wszystkim kieruje ma w tym jakiś cel . Ja teraz nie potrafię tego zrozumieć i jest mi strasznie trudno . Chcę mi się płakać chce z nim negocjować czemu nie już jak ja chcę już . Wiem , że kiedyś zrozumiem .
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2017, 05:54
W nocy położyłam sie na prawym boku i poczulam straszne kłucie po lewej stronie. Wpadnę w paranoje! Szczególnie jak zmusiła wczoraj mamę żeby mi opowiedziała jak to sie stało ze poroniła 16 lat temu.... w 7 tyg wszystko bólu Ok, w 9 dziecko obumarłe. Objawy- intensywny i krótkotrwały ból podbrzusza, bez krwawienia!!!! Zaraz lecę robić betę. Nie będę sie dzisiaj cały dzien zadręczać.... a do wizyty jeszcze 10 dni....
EDIT: Beta 5915
Według belly przyrost 109%. Rośnij Skarbie dalej, Mamusia już spokojniejsza
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2017, 06:42
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.