Dziennik pokładowy:
160dc - niedługo wejdziemy w tydzień, na który czekałam od początku przygody...
Dzisiaj może trochę Wam popiszę o sprawach typowo ciążowo-objawowych. No a jak - w końcu "ten stan" to głównie zmieniająca się fizjologia.
Kończymy 23 tydzień i chyba w końcu zaczęłam konkretnie nabierać ciałka. Mój wynik sprzed zrobienia testu różni się o jakieś 3kg względem dzisiejszego pomiaru (mojego epizodu z chudnięciem na początku nie biorę pod uwagę, bo była to po prostu głodówka wywołana mdłościami), z czego ostatni kilogram pojawił się w tym tygodniu. Generalnie cieszę się, bo wygląda na to, że córa przyrasta raczej książkowo i również książkowo zaczęła "robić masę" - wszystkie źródła mówią mi dość wyraźnie, że jestem w czasie, gdzie dzieciaczek nabiera tłuszczyku w troszkę szybszy sposób niż dotychczas, i to nie jakimiś śmiesznymi porcjami w dziesiątkach gram, ale często dobijając nawet do dwustu na tydzień. Więc luz! Jak dotąd dziękuję Bozi, że chroni mnie przed widmem genów mojej rodziny, a uwierzcie mi, że nie znam kobiety po mojej stronie drzewa genealogicznego, która nie byłaby cycata, dupiata, z boczkami i przynajmniej 15 kg nadwagi (sama taka jestem
). Do pełni szczęścia brakuje mi tylko braku rozstępów i jestem bardzo ciekawa, czy moje smarowanie na coś się zda - rano używam balsamu dla mam z Babydream, a wieczorem, po prysznicu, oliwki z Hipp. Czasem, jak mam ochotę, to dokładam jeszcze różowy balsam z Evre, który bardzo lubię i w ogóle odczarował w mojej głowie rytuał używania balsamu, czego kiedyś nienawidziłam, ale ten się bardzo ładnie wchłania. Mimo wszystko, jeżeli coś z tego, co robię, miałoby naprawdę mi pomóc na skórę, to obstawiam picie minimum 1,5 litra wody dziennie i regularną kontrolę tarczycy. Tak szczerze to wydaje mi się, że to właśnie Euthyroxowi zawdzięczam ucieczkę przed klątwą genów jak do tej pory.
Jak już mowa o tym, że moja córka zaczęła intensywną produkcję tłuszczyku, to nie udało się uniknąć tego, że nagle "wyskoczył" mi brzuch. Tzn. nie zrozumcie mnie źle, on był, ale w ciągu ostatnich kilku dni mam wrażenie, jakbym połknęła ziarna popcornu, które niespodziewanie wystrzeliły. Ciąża jest już ewidentna i nie jestem w stanie jej zamaskować nawet najbardziej luźnymi bluzkami, jakie mam. Niestety - cycki powoli nie mieszczą mi się w staniki, nieco też piją mnie gumki w majtkach, a moje ukochane legginsy dają mi znać, że jest mnie ewidentnie więcej. Matko jedyna, zakupy? Błagam, nie... Ech, generalnie jestem w stanie przymknąć oko na wszystkie zmiany w moim ciele, ale te cycki są naprawdę karykaturalne. Miałam piękne, różowiutkie, zalotne sutki. Teraz są brązowe, mają ogromną średnicę i wyglądają jak okrągłe włazy do moich piersi. Mam wrażenie, że jakby w nie zapukać, to otworzyłby krasnoludek, który tam mieszka i odpala nowe żyłki na mojej bladej niczym dupa młynarza skórze. Niech Cię szlag, krasnoludku!
Z takich mega pozytywnych zmian, to wydaje mi się, że proces, który zaczął się około 15 tygodnia, wreszcie się dokonał. Otóż, słuchajcie - czuję się sobą sprzed ciąży! Moje kubki smakowe wróciły na miejsce. Wciągam brokuły, awokado, kurczaka - usmażę sobie nawet jajecznicę! I nic mnie nie mdli. Wtranżalam jak Reksio szynkę. Dodatkowo pomimo tego, iż dalej jestem humorzasta jak zawsze, to chyba poziom moich nerwów ewidentnie się stabilizuje. Chociaż może to też kwestia tego, że mieszkanie, o które walczyliśmy tyle miesięcy, w końcu jest w naszym posiadaniu. Generalnie, pomimo tych wszystkich zmian w moim ciele, których nie da się nie zauważyć i tego, że bardzo kocham moje dziecko, zdarza mi się zapominać, że jestem w ciąży. No i to jest kuźwa piękne! Mam jakieś dziwne wrażenie, że mój poród zniosę z uniesionym czołem, ale jeśli coś miałoby mnie stopować przed spłodzeniem rodzeństwa to byłaby właśnie świadomość przechodzenia ciąży od zera. Także jak mogę przez chwilę poczuć się normalnie, to napawam się tym do bólu.
Jest jednak jedna wada... Otóż w tym całym dobrodziejstwie energii działa zasada "jak nie urok - to sraczka". Mam ochotę robić naprawdę przeróżne rzeczy, aaale... zaczynają nawalać mi plecy. I to jeszcze w takim dziwnym miejscu, bo ZAWSZE pod prawą łopatką. Macie pomysł, co to może być? Cholerstwo odzywa się gdy siedzę lub długo jestem na nogach. I nieważne, czy się garbię czy nie garbię - po pół godziny stękam jak stara baba i muszę leżeć przynajmniej godzinę na prawym boku (inne pozycje nie działają), żeby przestało. Nawet teraz, kiedy montuję ten wpis, to już marzę o tym, żeby legnąć na kołdrę, co w moim nawrocie sił witalnych jest myślą naprawdę uwłaczającą. Także moje okresy niewątpliwej radości zapomnienia o ciąży są bardzo krótkotrwałe, bo wystarczy, że odezwie mi się ten cholerny nerwoból w plecach.
Ach, no tak. Jeszcze z moim spaniem bywa różnie. Miewam ostatnio dni, że do drugiej w nocy mam oczy jak latające spodki i milion myśli na minutę, które zatrzymuje już tylko skrajne wyczerpanie materiału. W sumie dopiero dzisiaj pierwszy raz przespałam po ludzku całą noc, ale podejrzewam, że było to spowodowane naprawdę niezłym zmęczeniem, gdyż wczoraj zaliczyłam niezły maraton: fotograf, gazownia, wspólnota mieszkaniowa, elektrownia, zakupy spożywcze, znowu fotograf, ćwiczenia dla ciężarnych i próba chóru (jeżeli płody rozwijają się od muzyki klasycznej, to moje dziecię będzie turbo inteligentne, bo ma styczność z Vivaldim z zewnątrz i od środka). A to wszystko okraszone jakimiś 100km wyjeżdżonymi autem. Wow. W sumie się nie dziwię, że nie miałam ochoty w nocy myśleć, na jaki kolor pomaluję sypialnię.
Co do samej córeczki... skubana kopie. Odzywa się, jak jej się podoba (typowa baba), ale jak już się odezwie, to cieszy mi się japa i generalnie cieszę się, że nie kupiłam jednak tego detektora, bo córa detektuje się sama. Niestety - mąż nie jest w stanie tego ani poczuć ani zobaczyć, co pewnie uniemożliwia mu mój tłuszcz i łożysko. Małej zdarza się zdzielić mnie w sadło już nie tylko przed snem, ale także w zupełnie losowych momentach w ciągu dnia - np. gdy jadę autobusem albo ćwiczę na piłce, wprawiając tym pośrednio trenerkę w osłupienie, gdyż na mojej twarzy pojawia się wytrzesz jak u człowieka z zatwardzeniem.
Zdradzę Wam chyba, jak najprawdopodobniej będzie miała na imię nasza kruszyna. Wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują na Michalinę. Sami sobie trochę robimy pod górkę (w sumie to bardziej ja) zawężając pole manewru, ale pochodzę z rodziny, gdzie każdy ma imię na literę M. Ba - nawet psy. Wyobraźcie sobie więc ten piękny zbieg okoliczności, kiedy ja, Maria (miło mi tak w ogóle!) zakochuje się w Michale i bierze z nim ślub. Nawet zaproszenia na ślub mieliśmy z logiem m&msów! Czuję więc w głębi serca, że gdyby nasze dziecko miało imię inne niż na M, to... no w sumie nie wiem, co. Byłoby mi dziwnie. Więc chyba Michalina. Córka Michała. Rodzina "Misiu, Misia i Marysia" - no rymuje się nawet, kurde. Jak ulał! Już widzę te plakaty z graficznymi "emkami" w naszym nowym mieszkaniu. O matko, obyśmy tam kiedyś jednak zamieszkali (a roboty szykuje się wiele niestety).
Odezwę się do Was prawdopodobnie po poniedziałowej kontroli.
Paaa!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2017, 19:07
28 dc 17dpo
Temperatura ponad linią podstawowej temperatury.Nadal czuję brzuch. Ciekawe co przyniesie mi dzisiejszy dzień? Żeby moje myśli nie krążyły tylko wokół jednego tematu zamierzam zająć się pieczeniem ciastek kruchych i owsianych. Mój mąż je uwielbia, z resztą ja też
I po histeroskopi. Stresik był ale poszło szybko i sprawnie. Przyjechałam do szpitala k 7:30, wyszłam o 14.
Co najważniejsze - jest całkiem ok. Nie było żadnych polipów, zrostów czy przegród. Endometrium jednak było przerośnięte - tzw. polipowaty przerost endometriumczy tez polipowato zmienione. Dr mówi ze moze to wynikać z tego ze akurat wiecej estrogenu wyprodukowanlam.. mam nadzieje ze to jednorazowy wyskok moich hormonów.
Macica jest siodelkowata (inaczej lukowata). Lewy róg jest lekko wydłużony i nie można było tam nawet zajrzeć histeroskopem. Takze nie wiemy co z ujściem lewego jajowodu. Ale co tam, tam jajnik jest szczątkowy i chyba na razie nie pracuje. A i jajowod lewy miał podejrzenie wodniaka, wiec moze i lepiej by było gdyby był zarośnięty zeby zakażony płyn nie wracał do macicy. To by było zle dla in vitro.
Ujście prawego jajowodu prawidłowe. No i w zasadzie tyle. Próbki zebrane do badania histopatologicznego.
Generalnie chyba ok. Mam nadzieje ze w klinice dr powie to samo. 
No i przyszla ta niechciana.. Zobaczymy może kwiecień przyniesie trochę tej zielonosci.. Co miesiąc takie samo optymistyczne nastawienie i co miesiąc rozczarowanie, a może jednak faktycznie przestać o tym myśleć i zobaczyć co czas przyniesie. Tylko jak? ...
24dc, 7 dpo dzisiaj czuję jak mi pracuje w brzuchu, nie jest to żaden ból, żadne kłócia itp.poprostu takie odczucie ciężko do określenia i nie jest ono dokuczliwe. Podejrzewam że organizm szykuje się do miesiączki.
Ostatnio zastanawiałam się czy nie jest w moim życiu za dużo stresu, w domu remont, w pracy odpowiedzialność za dużą ilość dzieci i do tego dyrekcja która wiecznie nie jest zadoqolona. Praca z dziećmi, potem jeszcze przy remoncie i dzień mija. Ech może to wszystko powoduje że się nie udaje??? JeszczE troche i zwolnie troche tempo tylko ogarnę remont.
No i stało się !!
36 TYDZIEŃ CIĄŻY !!!
9 MESIĄC !!!
+/- 5 tygodni
+/- 34 dni
+22,5kg
105cm w obwodzie brzuszka
Wizyta już za 5 dni 
Nie wierzę w to co widzę, to już 9 miesiąc ciąży ! Ale to dumnie brzmi
A ten 36 tydzień? Jeszcze lepiej 
Pamiętam jeden wpis w pamiętniku, gdzie przeżywałam 5 miesiąc ciąży, a tu proszę, jesteśmy prawie na mecie.
Po środowej wizycie niech się dzieje wola nieba ! A w sumie, to niech już się dzieje wola nieba ! Odliczam minuty skarbie mój mały, mam nadzieję, że nie będziesz mi kazał czekać aż do dnia terminu jak nie dłużej.
Kilka dni temu odszedł mi kolejny kawałek czopu, a jak chciałam zobaczyć "na własną rękę" jak tam moja szyjka to już jej nawet nie da rady dotknąć palcem a jeszcze niedawno mogłam bez problemu to zrobić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2018, 18:49
6 tyg. 2d.
Troszkę się stresuję przed jutrzejszą wizytą...
Byłam na badaniu na czystość pochwy i wymazie na chlamydię, wyniki za około 2 tygodnie.
35t1dz
34dni do tp
No i torby wczoraj nie spakowalam. Moze dzis znajdę wenę.
Zaczynam weekend z nauką dzis, jutro i pojutrze mam zjazd.
Czym blizej tp to mi sie wydaje ze jest jeszcze daleko i na wszystko mam czas.
Podswiadomie boję się trochę porodu, ale nie bolu, to wytrzymam. Boję się o dziecko.
Dni lecą mi w marcu jak na razie szybko.
Na nowym mieszkaniu sąsiad nas zalal i parkiet wstal mocno w tym miejscu gdzie ma stac lozeczko i komoda corci. Mam nadzieję ze sasiad jak obiecywal dzis ogarnie łazienke i w przyszlym tygodniu nam zrobia podłogę. Bo nie ma zartow, przeciez niedlugo mogę urodzić.
Do gina dopiero idę 28 03 ciekawa jestem jak tam moja corcia przybrala na wadze i jak moja szyjka. Chociaz z drugiej strony niektorzy z rozwarciem chodzą miesiąc. Lub jak moja kolezanka byla na wizycie 2 tygodnie przed tp, gin pow szyjka długa zamknieta do porodu daleko. Nastepnego dnia rano jej wody odeszly i popoludniu juz urodzila. Wiec niema reguły z tymi szyjkami.
Wreszcie niby dzis ma byc auto do odebrania wiec czekam na telefon. Wybralabym sie wreszcie sama na jakies zakupy wlasnym autem.
Auto nie odebrane bo mechanik nie zadzwonil 
Torbe spakowalam
Dla dziecka w 100%. A dla siebie jeszcze nie wszystko. Dopakuję na dniach resztę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2017, 20:26
Chyba zle wyliczyłam @, powinna byc w niedziele...liczas 12 dni fazy lutealnej. Czyli pojutrze wszystko bedzie wiadome. Witamina d chyba zrobiła swoje, bo mam dosc dobry nastroj i nie mam rozdmuchanych nadzieji. Mam baktryjne zapalenie spojowki. I to jest problem, ktory mnie meczy. Jak nie urok to sraczka...
Karta ciąży - jak ją czytać?
Ze względu na różny wygląd karty ciąży, pozostałe informacje mogą być zawarte w na różnych stronach dokumentu. Zawsze jednak są tam daty kolejnych wizyt wraz z aktualnym tygodniem ciąży, dane o ciśnieniu krwi i wadze ciężarnej oraz ewentualnych obrzękach lub żylakach, informacje o długości szyjki macicy oraz jej rozwarciu, wymiary płodu oraz tętno z USG, wyniki badań krwi i moczu, wszystkie przyjmowane w trakcie ciąży leki. Zazwyczaj wyniki kluczowych badań wykonywanych w ciąży są specjalnie wyszczególnione. Należą do nich:
testy obciążenia glukozą - GTT, OGTT;
WR, USR, VDRL - badanie wykrywające kiłę;
HBs - badnie pod kątem nosicielstwa antygenu wirusa żółtaczki zakaźnej typu B;
HCV - badnie pod kątem nosicielstwa antygenu wirusa żółtaczki zakaźnej typu C;
odczyn Coombsa - stwierdzający istnienie przeciwciał odpornościowych w przypadku konfliktu serologicznego;
IgG,IgM - badania przeciwciał toksoplazmozy, różyczki, cytomegalii
poziom przeciwciał HIV;
wynik GBS - badanie na obecność bakterii paciorkowca typu B.
Pozostałe skróty, które możecie znaleźć w karcie ciąży:
1. Badanie moczu
CW - cieżar właściwy;
B - obecność białka;
C - obecność glukozy;
E - obecność erytrocytów;
L- obecność leukocytów.
2. Morfologia krwi
Hb - poziom hemoglobiny;
Ht, HCT - hematokryt;
Er, E, RBC - liczba czerwonych krwinek;
L, WBC - liczba białych krwinek;
Plt - płytki krwi.
3. Wyniki USG
CRL - długość ciemieniowo-skroniowa, czyli wymiar naszego maluszka od szczytu główki do kości ogonowej (mierzona tylko we wczesnym etapie ciąży);
BPD - szerokość główki od skroni do skroni;
GA - wiek ciąży od ostatniej miesiączki (LMP) lub według USG (AUA);
HC - obwód główki;
AC - obwód brzuszka;
FL - długość kości udowej;
EFW - orientacyjna waga dziecka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2017, 10:47
13 DC
Dziś pojawił mi się śluz rozciągliwy ale nie taki jak białko jaja kurzego tylko taki trochę biały, więc to jeszcze nie płodny.
Dziś dowiedziałam się że koleżanka z pracy jest w ciąży, 6 tydzień. I szczerze? Ucieszyłam się! Tak bo dobrze jej życzę, dużo przeszła więc zasługuje na to szczęście, a i ja wiem że do mnie los się uśmiechnie. Kolejny miesiąc kolejne nadzieje.
Teraz moje życie kręci się wokół zmiany samochodu bo szukamy czegoś na zmianę naszego starego poczciwego autka. Więc nawet nie myślę o jajeczku, ciąży. Jedyne co wiem i chcę to dziś wieczorem poprzytulać się z mężem
Wpatruję sie w test z jedną kreską jakbym wróżyła z fusów albo oglądała obrazek 3d 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2017, 17:04
na pierwszą wizytę umówiłam się na 22 marca 
dziś odebrałąm drugie wyniki badania bhcg pierwszy wynosil 294,2 a po dwóch dniach 669,9-według róznych kalkulatorów w normie 
cieszę się!!!
wiosna idzie!!!
jest wspaniale!!!
rośnij Kropusiu :*
7 miesiąc starań, 32 dc
w 27dc przez 5 dni plamień, przez duphaston?
w 31dc (5dc?) pozytywny test owulacyjny, rano ciążowy negatyw
13 dc, wg owu ciotka powinna dziś przyjechać
A ja sadzę, że owu mógł się rypnąć ustalając datę owulacji bo ja mam dziwne temperatury w tym cyklu. Wykres z reguły był elegancki, a teraz wygląda jak 1,5 nieszczęścia.
Te ostatnie dni cyklu są dla mnie również niepłodnie intelektualnie. PMS wymaga ode mnie więcej samokontroli przy kontaktach z ludźmi. Więcej skupienia.
Prawie nakrzyczałam na Panią z ideabanku. Pomimo mojej wyraźnej odmowy dzwonili codziennie, potem 2 razy dziennie i namawiali na skorzystanie z pomocy przy dofinansowaniu dla firm. Jeden koleś udawał głupa mówiąc " a bo myśleliśmy że u pani coś się zmieniło". W dwa dni?
Albo w sprawie inwestycji dzwonią. Odmawiam. Próbują drążyć: a co firma pani podupada? zmieniła pani plany? Gradobicie pytań i jedna moja odpowiedź: dziękuję, nie jestem zainteresowana, nie zamierzam się z tego tłumaczyć.
I na to specjaliści od marketingu nie mają odpowiedzi bo ciągle liczą na bark asertywności. A ja już wiem, że nie ma co być miękkim. Zahartowałam się.
Firma jest rozwinięta na tyle, ile ma być a ja chcę się teraz w spokoju rozmnażać. Nie będę bawić się w poważny rozwój firmy, bo nie będę miała czasu na rodzinę a ostatnie 4 lata tyrałam za dwóch i uważam, że wystarczy. Teraz sumienna praca.
Tej nocy w końcu nie zmarzłam - mąż mnie nie odkrył
I temperatura rano od razu wyższa... A wczoraj był żałosny spadek, dlatego nie pojechałam na betę.
Biłam się z myślami,czy iść dziś na betę, czy nie, zwłaszcza że szykują mi się spotkania towarzysko-alkoholowe i wypadałoby wiedzieć czy warto się poświęcić czy nie. Nie zamierzam szaleć, ale dla embrionu każda ilość to za dużo.
Nie dają mi spokoju bóle podbrzusza, które trwały kilka dni i ustały. Takie same miałam w szczęśliwym cyklu. Dlatego dziś pojechałam na betę i czekam na wyniki - które będą jednoznaczne. Dzięki temu oszczędzę na testach ciążowych które pewnie robiłabym codziennie w nadziei, że coś będzie.
Co wynika ze zdjęć USG?
AC – obwód brzuszka dziecka
AFI – ilość płynów owodniowych
ASP/FHR -Bicie serca dziecka
GA/AUA – wiek ciąży
CRL – długość ciemieniowo siedzniowa (od główki do kości ogonowej dziecka)
EDD – przybliżona data porodu
EFW – szacowana waga dziecka
FL – długość kości udowej
GA – wiek ciążowy wg. ostatniej miesiączki
GS – średnica pęcherzyka ciążowego
HC – obwód główki
HL – długość kości ramiennej
LMP – data ostatniej miesiączki
TP – termin porodu
BPP – wymiar dwu ciemieniowy
CL – długość szyjki macicy
6tyg. 3d.
No i chyba to by było na tyle. Nie jest dobrze, jest wręcz beznadziejnie. Brak pęcherzyka w macicy (dzisiaj przy okazji dowiedziałam się, że jest dwurożna). Podejrzenie ciąży pozamacicznej- tym razem prawostronnej. Płyn w Zatoce Douglasa. Dzidziu, skarbie mój, dlaczego akurat tam? To nie jest bezpieczne miejsce dla Ciebie. Czekam na kolejne wyniki bety, w niedzielę znowu wracam do szpitala. Nawet nie wiem jak to wszystko ogarnąć myślami... nie mam pojęcia.
Wynik dzisiejszej bety: 1255. Przynajmniej spada... przynajmniej nie rośnie powoli i nieprawdłowo. Poronienie samoistne chyba jest lepsze od ciąży pozamacicznej... nie są w stanie stwierdzić, która opcja wchodzi w grę... czas powolutku żegnać się z fioletem... przegraliśmy kolejną walkę o maleństwo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2017, 16:15
11 DC
Siedzę dziś sama w pracy. Od rana miałam sporo roboty, teraz mam trochę czasu dla siebie.
Po pracy muszę iść odebrać wyniki badań.
Pogoda się psuje, myślałam, że dziś trochę pobiegam, ale chyba nici będą.
Nie lubię takiej pogody.
Od kilku dni boli mnie żołądek;/ leki działają tylko na kilka godzin potem znowu ból ehhhh
Zastanawiam się kiedy będzie owulka, nic mnie nie boli, myślałam że wypadnie w weekend, ale chyba znów przybędzie opóźniona jak w minionym cyklu.
Może to przez ovarin, wiesiołek, miovarin ????
Coś w tym musi być. Może i lepiej że dłuższe cykle będą, przecież zawsze takie chciałam.
Ale krótkie tez złe nie były. Szybciej owulki miałam.
A tak czas się dłuży.
Mąż chciał jutro jechać do kina i jakieś buty kupić. Ale jakoś ochoty nie mam na wycieczki. Pewnie to wina pogody.
Powiem mu aby przełożyć wypad na za 2 tygodnie lub po świętach.
W sumie w kinie nic ciekawego nie leci.
Dziś jak nie zasnę wcześniej, obejrzymy sobie na wieczór może jakiś filmek.
Choć ostatnio chodzę bardzo zmęczona. A to wina tego że zamiast kłaść się koło 22 kładę się po 23. Zainteresowała mnie gierka na tablecie, zbijanie kulek jestem na 165 planszy i nie mogę jej pokonać. Raz ją pokonałam po 3 miesiącach jaka byłam szczęśliwa a ta plansza powróciła jak bumerang po odkryciu następnych. Jaka jestem wściekła i chcę ją pokonać i nie mogę. Może to uzależnienie ;/
A i wczoraj 2 odcinki telenoweli na dobranoc obejrzałam. Znów się wciągłam w meksykańskie klimaty.
Pamiętam czasy kiedy nie mogłam znaleźć pracy, wpadłam w depresję właśnie telenowele mnie z tego bagna wyciągły. I postanowiłam raz jeszcze spróbować, teraz kiedy nie mogę mieć dziecka, kiedy starania mnie przerastają. I przyznam że dzięki nim zapominam o staraniach. I to mnie cieszy ze 2 raz mi pomagają.
Marzec dla mnie się dłuży. Jeszcze 2 tygodnie, jakbym chciała już wiosnę ciepło......
Łzy wiekie jak groch płyną mi po policzkach gdy czytam własne wpisy...
Wpisy przeplatane żalem, nadzieją, złością, ufnością, wiarą...
Tak wiele nie wiedziałam....
Marzec 2017
18 cykl starań w klinice
po 29 cyklach starań naturalnie
Razem 47 cykli starań...
Długie prawie 4 lata...
Jesteśmy po 4 nieudanych inseminacjach
Setkach badan, hektolitrach wylanych lez...
Dzisiaj po tych wszystkich latach zadaję sobie tylko 2 pytania...
Czy moje małżeństwo przetrwa?
Czy doczekamy się dziecka?
Nie wiem skąd mam odnaleźć w sobie wiarę i siłę...
Kolejna paczka chusteczek się skończyła...
bezradność...
ból...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2017, 15:23
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.