Ja jestem drogą, prawdą i życiem
Jezus drogą do Ojca:
Niech wasze serca się nie trwożą. Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu mego Ojca jest wiele mieszkań; gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Teraz idę tam, aby przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, to znowu powrócę i zabiorę was do siebie, abyście byli tam, gdzie Ja jestem. A znacie drogę tam, gdzie ja idę. Na co rzekł Tomasz: "Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?". Jezus mu odpowiedział: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi od Ojca jak tylko przeze Mnie. Jeśli Mnie poznaliście, będziecie również znać mego Ojca. Wy zresztą już Go znacie, a nawet ujrzeliście". Wtedy Filip poprosił: "Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy". Jezus mu odparł: "Filipie! Jeszcze Mnie nie znasz, mimo, że tak długo jestem z wami ?" Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca. Dlaczego więc prosisz: 'Pokaż nam Ojca?'
Czyżbyś nie wierzył, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec jest we Mnie? Słów, które mówię do was, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który jest we Mnie, dokonuje swoich dzieł. Wierzcie mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. jeśli zaś nie, to przynajmniej wierzcie ze względu na dzieła. Uroczyście zapewniam was: Kto wierzy we Mnie, będzie dokonywał takich samych dzieł, jakie Ja czynię, a nawet dokona większych od nich, ponieważ Ja odchodzę do Ojca".
Ewangelia wg Św. Jana 14 , 1-12
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2017, 12:04
Ovu wyznaczyło owulację na 21 marca, zatem dziś mam 6 dpo. Póki co nie czuję żadnych większych objawów, czasami coś w podbrzuszu zakuje i tyle. Cycki nie bolą nic a nic, w tym mc nie biorę dupka więc pewnie dlatego. Bez dupka zaczynają boleć jakieś 3-4 dni prze @. Miesiączkę mam dostać 3 kwietnia, pewnie jak znam siebie nie wytrzymam i zacznę testować już od 10dpo
Baby to są jednak gupie...
18dc
Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, ale nie wydarzyło się nic ciekawego.
Wydaje mi sie że nie miałam jeszcze owulacji (OVU wyliczyła mi ją na 10 dc na podstawie temperature, ale nie mierzyłam ich o tych samych godzinach i nie wierze tym wyliczeniom)... Więc prawdopodobnie szykuje się długi cykl... I nie czuje, że to będzie TEN cykl.
Dziś opisała bym swoje nastawienie do życia jako - mam dość, za co i dlaczego nam się nie udaje... !!!!!!!
W tym cyklu brałam olej z wiesiołka i nie zauważyłam żadnej róznicy, stwierdziła bym nawet ,że było bardziej sucho niz zazwyczaj...
Poza tym od soboty mam bóle w macicy, dziwne bóle jakby na @ !!!
Aby było coś pozytywnego w tym wpisie, to schudłam, moja dieta i ćwiczenia dają rade. Czuje się lepiej i moje ciało wyglada całkiem atrakcyjnie mimo że, zrzuciłam tylko 3 kilo. W takiej wadze czuje się najlepiej. Więc teraz trzeba to utrzymać.
Mamy poniedziałek więc Miłego Tygodnia - Owocnego :*
21 DC
Wczoraj tempka mi zleciała. Czułam że jest coś nie tak.
Dziś się utwierdziłam, nadal spadek, czyli albo cyklbezowuacji albo pęchezryk nie pękł.
Nie idę w tym cyklu na monitoring to się nie dowiem. Ale jedno jest pewne jak dostanę @@ do 24 DC będzie znaczyło na 100% cykl bezowulacji. Bo zwykle takie cykle mam krótkie.
Jeszcze kilka cykle temu miałam podobnie, wtedy bardzo się wściekała, teraz nie.
Tylko się przekonuje że mam mizerne szanse aby być matką.
Wczoraj z moim rozmawialiśmy, ma już dość diety, chciałby wrócić do starych używek. Zmienił odżywianie dla mnie dla starań, a efektów nie widać.
Powiedział że staramy się do końca roku i koniec.
Ja tez tak stwierdziłam, że dłużej nie będzie sensu walczyć.
Coraz bardziej odechciewa mi się dziecka. Może jednak lepiej będzie żyć we 2. Może tak chce Bóg. Nie da się niekiedy zmienić życia.
Siebie tak naprawdę nie poznaje. Jeszcze kilka cykli temu bardzo pragnęłam dziecka, a teraz staje się obojętna. Staram się wyzbyć wszystkie uczucia.
Uczucia miłości przelewam na mego kocura Maćka, jest tak bardzo rozpieszczany, i co śmieszne traktuje go jak mego syna. Może to głupie ale tak mam. Bardzo go kocham, nawet jak czasem jest złośliwy. Biedul choruje na serduszko, gdyby nie ja umarłby 1,5 roku temu.
Lekarz nie daje mu wiele lat przeżycia, ale robię wszystko aby żył jak najdłużej.
A wracając do tematu, wszystko kosztuje. A ciągle nam brakuje kasy choć 2 pracujemy i mieszkamy u rodziców. A tu co miesiąc samochód do naprawy a tu kredyt do spłacenia... Stale u mamy na pożyczkach jesteśmy. A co będzie jeśli od stycznia pracy nie będę miała, bo na to wszystko wskazuje. A lekarz + leki będzie nas kosztował 800zł (teraz same leki koło 300zł) Masakra. Mamy trochę odłożone na czarną godzinę, ale z tej kupi nie sięgamy.
Nie wiem co będzie jak będzie. tak naprawdę odechciało mi się jeździć do łodzi do lekarza...... Nie wiem czy to pogoda czy to moja obojętność......
Więc
Po co są plany. A po to, żeby je zmieniać
W sumie, samo życie je zmienia. Miałam dostać okres jutro, a dostałam dziś. Zapewne te scratchingi wszystko przyspieszyły. Wygląda więc na to, że od jutra stymulacja, a pierwszy podgląd już w sobotę, a nie w poniedziałek, jak zakładałam. W poniedziałek to będzie drugi podgląd już 
Jetem umówiona na konsultację telefoniczną z lekarzem prowadzącym. Taka formalność w klinice przed pierwszym zastrzykiem. Umówię się wtedy na ten pierwszy podgląd właśnie.
28dc
pustka nicosc nie ma nic... nie nawidze drugiej czesci cyklu...zawsze to samo 
Bratowa w ciazy szwagierka w ciazy a ja dalej nie 
zazdroszcze im tak bardzo bym chciala ...

chyba mam dzis gorszy dzień ...
Dziennik pokładowy:
171 dc, 25 tydzień ciąży
Ech... I gdzież podział się mój zapał, energia i optymistyczne patrzenie w przyszłość? Cholera jasna - nie wiem! Byłam pewna, że wraz z pierwszymi wiosennymi promieniami słońca i świergotem ptaków wszystko się we mnie odmieni, ale... no nie. W sumie to jest tylko gorzej.
Nerwoból pod łopatką staje się nie do wytrzymania. Jedynym sposobem na jego uniknięcie jest długotrwałe leżenie w łóżku, ale przecież tak nie można żyć. Internet mówi, że już dawno powinnam z tym iść do lekarza. Ale którego? Do ginekologa? Internisty? Ryzykować złapanie przeziębienia na poczekalni? Bladego pojęcia nie mam, jak sobie z tym radzić. Czasami mam wrażenie, że ten U Góry robi to specjalnie, bo jeszcze parę tygodni temu wymyśliłam sobie, że wymiksuję się z kilku nasiadów rodzinnych, zasłaniając się "bólem pleców", hehe. No i wykrakałam. Pół godziny na krześle = pół dnia stękania.
Mieszkaniowo straciłam cały zapał. Przeprojektowanie parteru nie dojdzie do skutku, gdyż nasza koleżanka-projektant ma też "normalną" pracę na etacie i po prostu nie znajdzie dla nas czasu. Musimy więc zdać się raczej na siebie i mój mózg, naszprycowany dobrymi radami Doroty Szelągowskiej (obejrzałam chyba wszystkie programy, jakie tylko wypuściła pod swoim nazwiskiem). Podłogówkę wybiliśmy sobie z głowy po zobaczeniu wyceny, świadomości, że czekałoby nas kucie i nowa wylewka, ale także po wizycie u kolegi, który mieszka w jednym z tych szeregowców i uzmysłowieniu sobie, że wcale aż tak od ziemii nie ciągnie, jakby się nam wydawało. No i przede wszystkim zdałam sobie sprawę z tego, że ogrzewanie podłogowe grzeje w stópki tylko parę dni w roku, kiedy przychodzą ostre mrozy. Także minął prawie miesiąc, a my stoimy w miejscu. Staram się gonić męża, aby robił cokolwiek, co da się zrobić na tą chwilę, byle popchnąć cokolwiek do przodu, ale muszę go specjalnie zachęcać. Ech... Jesteśmy też po pierwszym spotkaniu wspólnoty. Dwie godziny słownej agresji - że ktoś komuś staje na jego miejscu parkingowym, które wykupił, że ten ktoś, kto staje, nie ma wyjścia, bo ma do wniesienia zakupy i trójkę dzieci i on potem nie może przeparkować, że dziury w asfalcie przy domkach i trzeba dewelopera pozwać do sądu, że się miga od naprawy, że ktoś komuś przebił oponę, napluł na szybę w aucie i przykleił kartkę na drzwiach "pocałuj mnie w dupę!", że ktoś po weekendzie walnął bełcik przy kontenerach na śmieci, że elewacja do wymiany, że jakieś dziecko ROBIŁO KUPĘ na podwórku w krzakach itp. Mąż to dobrze określił: "To wygląda jak banda szympansów, która obrzuca się gównem". No cóż... trochę mnie to przeraziło, ale owy kumpel z jednego z szeregowców zapewniał mnie, że okolica jest spokojna. Możliwe, że trafiłam na jakieś apogeum wyrzygiwania pojedynczych przypadków z kilku miesięcy. Zresztą - od ludzi-parapetów nie da się chyba ucieć. Nawet na wsi, mając własny dom, zdarzają się sąsiedzi-ewenementy, czego doskonałym przykładem jest mój dom rodzinny. W każdym razie rozumiecie chyba, że moja chęć robienia domu z mieszkania uleciała ze mnie jak powietrze z balonika. Mój mózg krzyczy do mnie, że wzięłam na siebie stanowczo zbyt wiele zmian w życiu na tak krótki okres.
Kondycyjnie siadam. Boję się wyjść sama z domu. Za kółko już chyba nie wsiądę do końca ciąży. Wczoraj na mszy z okazji rocznicy śmierci dziadka nagle o mało nie zemdlałam - to chyba przez zbyt dużą ilość osób na metr kwadratowy, bo wyszłam z mężem na zewnątrz i przeszło. Ale czy to mi się nie przytrafi znowu w autobusie albo w sklepie? Rany... O ile ufać terminowi porodu, to czeka mnie jeszcze 15 tygodni takiej farsy! Szczerze... mam już tego po dziurki w nosie. Mogę rodzić, mogę pękać, mogę mieć rozstępy, ale poczucie bycia rośliną zależną od wszystkich powoli wysysa ze mnie energię. Na samą myśl, że muszę prosić męża, żeby poświęcał swój czas po pracy, aby mnie gdzież zawiózł, robi mi się mdło. Z drugiej strony mam alternatywę w postaci spędzania czasu z moją mamusią. Znowu jestem na dole sinusoidy - kocham moje dziecko miłością przeogromną, ale czasem... żałuję, że jestem w ciąży... Ech, aż mi się płakać chce, kiedy to piszę.
Mieszkanie z moimi rodzicami też miewa lepsze i gorsze momenty, chociaż przeważają te gorsze. Lepsze są wtedy, kiedy po prostu nikt nie powie mi niczego durnego. Mam już po dziurki w nosie tekstu, że mam się wstrzymać z jakimikolwiek ruchami w naszym nowym mieszkaniu, dopóki mój ojciec nie wróci z delegacji. Bo on nam pomoże, że mam to docenić i mam tą pomoc przyjąć, niezależnie od tego, czy mam na to ochotę, czy nie. Kiedy mówię, że jak tylko poczuję taką potrzebę, to sama przyjdę, dostaję odpowiedź, że "aha - jak tak, to jak Wam się coś spieprzy i macie nas w nosie, to wtedy też nie przychodźcie!". Mam już po kokardkę uważania na to, co powiem, bo właśnie nie daj Boże ktoś posądzi mnie o bycie wyrodną córką, kiedy jednocześnie nikt nie zastanowi się, co ja czuję, gdy słyszę tego typu dialog (autentyk; mama i moja siostra):
- Jak to jest możliwe, że ona jest w szóstym miesiącu a wygląda na maksymalnie czwarty?
- Wiesz, jak to jest... Są po prostu dziewczyny tego typu, jak nasza Maryśka.
- To znaczy jakie?
- No takie tłuste. Gruba dupa, krótkie nogi, duży cyc. Może brzuch ma, ale wygląda, jakby się najadła. Jakby była tak fajnie szczupła, to by było widać od razu.
- No faktycznie, ma to sens!
Tak, to jest ten moment, kiedy mówię: "HALO, JA TU STOJĘ!", ale nikt nie zwraca na to uwagi.
Nie wiem, dziewczyny, mam kryzys. To się wszystko nawarstwia na siebie. Mój spadek formy, który zbliża mnie do bycia warzywem, konieczność życia z rodzicami, sprawy z nowym mieszkaniem, które wypełzają jak z odpieczętowanej puszki pandory, no i do tego myśl, czy ja na pewno dam radę w obliczu takich wyzwań być dobrą mamą... Po prostu się boję.
Boję się, że nie dam sobie rady.
Pierwszy dzień urlopu. 14 dzień cyklu. Jajniki dzisiaj pobolewaja. Fajny dzień spędzony u M na wsi
. Robimy porządki u niego, dzisiaj rozwalalismy szope. Dużo pracy tam, urlopu braknie
. Jutro może gdzieś wyskoczymy
miłej nocki Wam życzę :*
No i weekend minal
juz chce kolejny!
W sobote mielismy jechac sobie na mala wycieczke ale niestety nie bylo pogody
postanowilismy jechac na male zakupy. Trafilismy do galeri w Rumi i do Tesco. Jechalismy z mysla o sweterku dla S i jakies bluzeczki dla Nelki chcialam kupic
sweterku niestety nie bylo za to mielismy cyrk z karta bo ja odrzucilo w reserved i tylko kobieta zepsula nam humor a S nie dostal koszuli 
Ubranka dla Nelki dostalam
wszystko bylo takie piekne 



A wczoraj pierwszy raz bylismy w kosciele we czworke
Tomus na poczatku marudzil ze chce isc "pa pa" :p ale jakos sie obeszlo bez wychodzenia potem sobie dreptal po kosciele , Nelusia spala takze bylo dobrze 
Po obiedzie wybralismy sie na spacer do Wladyslawowa z Monika i Mariuszem.






Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2017, 13:45
25 DC
Ostatnie trzy dni, i jak tu nie myśleć? Jak tu nie zwariować? Przyjdzie @? czy może jednak nie? ehh ale ciągle sobie powtarzam nie nastawiam się, nie myślę, zajmuję czymś ręce, zajmuję głowę. Dziś znowu temperaturka w górę, nic nie mówię co o tym sądzę....
Diety kolejny dzień zaczynam, wczoraj mimo kaszlu trochę się poruszałam w domu na macie. Przysiady i rowerek 
Kolejny słoneczny dzień.
Dzwoniłam dziś do immunologa i dowiedziałam się, że biopsja się udała. Starczyło materiału na wszystkie badania!
Wyników oczywiście przez tel nie podają, ale przynajmniej wiem, że więcej skubać mnie nie będą. Okazało się też, że badania Męża będą kosztowały tylko 500 zł. Liczyłam jakiś tysiąc, więc jest to całkiem dobra wiadomość 
25 tydzień 4 dzień
Dzisiaj wyszłam chwile z domu i posiedziałam na słoneczku ☀ Było tak cudownie, że z chęcią ucięła bym sobie tak drzemkę. Następnym razem słowo daje wyciągnę leżak jak będzie tak ciepło. W ogóle mam pomysł żeby kupić hamak taki większy żeby się tak łatwo nie wywracał. Mam dużo leżeć, więc poleżę sobie z książką w hamaku. Przynajmniej będę na świeżym powietrzu, a nie ciągle w domu. Z resztą mam nadzieję, że po nadchodzącej wizycie będę mogła chociaż troszeczkę pospacerować i wszystko będzie dobrze.
Jutro jadę zrobić badania
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2017, 16:32
36t4dz
24dni do tp
Dzisiejszy dzien na pełnych obrotach. Sprzatanie, pranie, prasowanie itp. Tak jak w sobotę mam wenę na porzadki.
Ale przez porządki zero nauki nadal u mnie 
Jutro wreszcie idę do gina prywatnie na 18.
Jutro jadę do kliniki pogadać z dr Czerwińska i powiedzieć jej o naszych planach względem invitro i dowiedzieć się co i jak. Wstępnie ustaliliśmy z D. na czerwiec.
10dc mąż wyjechał na szkolenie za granicę i nie będzie go do środy
Oby owulacja nie pojawiła się przed powrotem męża, niech czeka co najmniej do środy. Znowu nie kupiłam wiesiołka
6t1d
Dziś była piękna pogoda
Słoneczko i 20°!
Wyszłam, by zanieść zwolnienie do pracy, a że pracuję w budynku galerii handlowej, to nogi same mnie poniosły do środka. I zaraz szybko wyniosły 
Nie mogłam wytrzymać tego natłoku zapachów. Nawet w CCC zamiast zapachu kartonów i materiałów czułam jakbym była w jakiejś ruskiej perfumerii dla babć.
Tak stamtąd wyfrunęłam, że zapomniałam wysłać zwolnienie do ubezpieczalni. Potem jeszcze 2 sklepy, w każdym duszność, pełna torba zakupów i skończyło się na bólu podbrzusza z prawej strony, przechodzący aż na plecy.
W tamtej ciąży też miałam podobnie. I poroniłam. Pocieszajace, nie ma co 
Może jestem jakas zbyt wrażliwa na czynniki zewnętrzne?
Siedzieć w domu- źle, wyjść też niedobrze.
A teraz leżę, oglądam rodzinke.pl i mrużę oczy, bo nawala mnie łeb.
Chce mi się narzekać, ale sama się przecież prosiłam 
Więc
Jupiii, huhu!
12 dc
dupa,dupa jedna wielka dupa !!!!
nie będzie czwartego dziecka 
mój mąż się nie zgadza 
jest mi bardzo źle ...
Dziś przyszła chwila refleksji kolejnego złamania i mokrych oczu przez cały dzień ... jutro ostatni gin wyniki bakterii i czekanie na usuwanie miesniakow , jutro zadzwonię czy mogą przesunąć na wcześniejszy termin ...nie będę się stresować jeszcze miesiąc. Czuje wewnętrznie ze się nie uda ze Bóg mnie nie lubi i dochodzę do wniosku ze najlepiej gdyby mnie już nie wybudzili ...
Niesprawiedliwe wszystko , miałam niby miły weekend wzięłam od mojej przyjaciółki chorej na raka dwójkę dzieciaczków żeby ona odpoczela a oni uwielbiają do mnie przyjeżdżać ale tak mnie to dodatkowo przywalilo ze zadaje sobie pytanie gdzie jest Bóg i dlaczego zabiera mamę tym biednym dzieciaczkom. ... brakuje słów i wytłumaczenia ... jakoś czuje ze i ze mną jest koniec , przegrałam walkę wiem ... szybko się poddaje ...
Pojawiło się plamienie zwiastujące okres. Czyli w marcu się nie udało, mimo tylu starań. Wczoraj miałam okropny wieczór, ciągle płakałam. Naprawdę podziwiam kobiety, które mają tyle siły, by starać się latami.
Może warto odpuścić? Ale jeśli znów nic nie wyjdzie będę się obwiniać, że nie dałam z siebie wszystkiego.
Może warto byłoby się pomodlić, tylko, że "jak trwoga, to do Boga"...
Poza tym zastanawiam się czy moje codzienne podróże do pracy nie mają wpływu na mój organizm. Przecież to 80 km w jedną stronę. Chyba za dużo się stresuje, to też nie jest obojętne.
Może w czerwcu jak odejdę z pracy wszystko się ułoży? Tylko co z macierzyńskim jeśli będę bez pracy? Od czerwca nie będę miała czym dojeżdżać, a na pracę w zawodzie w miejscu zamieszkania nie mam co liczyć. Z resztą, jak to tak, znaleźć pracę i od razu l4?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.