Dziennik pokładowy.
264 dc, 37+5
... rany boskie, jestem kioskiem. Czemu jestem taka głupia? Co ja odwalam? Jakieś transkrypty kłótni rodzinnych... WTF... Dżizas, Maryś - kogo to obchodzi?
Nie zrozumcie mnie źle - będę do ostatniego tchu orędowniczką wywalania z siebie złych emocji. Czy miałam prawo się wkurzyć, rozpłakać i poczuć beznadziejnie? Ano miałam. Ale ja naprawdę nie wiem, po co WAS tak tym raczę. Naprawdę. Przepraszam. Do porodu koniec z tym, obiecuję.
Dzisiaj rano wstałam już prawą nogą. Ledwo spałam, bo od tych płaczów strasznie napiął mi się brzuch, normalnie niczym balon, aż się bałam, że za chwilę wykluję. No ale jak widzicie - nie wyklułam. W każdym razie postanowiłam (no i ciekawie, na ile starczy mi samozaparcia), że koniec już tego jojczenia, bo sama siebie wykończę, a wystarczy, że wykańczają mnie wszyscy naokoło. Teraz siedzę i załatwiam zaległe sprawy - domówiłam w aptece ostatnie ładunki supli na najbliższe tygodnie i zaopatrzyłam nas w termometry w razie WU. Umówiłam się na wtorkowe KTG. Za chwilę odpalam program graficzny i kończę projekt instalacji elektrycznej w naszym mieszkaniu - nie mylicie się, nie znam się na tym totalnie, ale jakoś elektrykowi dać wytyczne trzeba, że tu ma wisieć lampka, tam ma być pstryczek, a tam trzeba dołożyć milion kontaktów. Najwyżej się zbłaźnię. Kończę też dzieło życia, które nikogo nie obchodzi - w końcu z pierdyliarda folderów ze zdjęciami rodzinnymi rozwalonych po milionie nośników zrobiłam piękny porządeczek, backup na dwa dyski plus galerię online. Takie ciche marzenie kogoś, kto już raz stracił bezpowrotnie 500GB zdjęć i filmów, które stanowiły jakieś 10 lat wspomnień. Teraz żadna awaria nam niestraszna. Mówię Wam - ludzie się dzielą na dwa typy. Tych, co robią backup i tych, którzy zaczną. Ach, no i jeszcze ten plan porodu nieszczęsny... Robię czelendż - zmieścić się na jednej stronie i zawrzeć tylko to, co dla mnie najważniejsze, co by zminimalizować ryzyko żenady i głupich komentarzy personelu.
No i tak sobie organizuję czas. Po mału, do przodu, żeby nie leżeć i nie zwariować. Nie latam, nie fikam, bo się deczko boję. To się po prostu NIE MOŻE stać do piątku. Nie i już. A najgorsze jest to, że oczywiście i mnie dopadł syndrom googlowania objawów porodu i nie mogę przestać, chociaż doskonale wiem, że na pytanie "Jak poznać, że to już?" istnieje tylko jedna odpowiedź, a mianowicie: "Doskonale będziesz wiedziała, że już". I basta.
Mała od paru dni jest mega aktywna, zastanawiam się, czy to właśnie nie od mojego napięcia. Czuję, że ewidentnie ma mało miejsca, chociaż nie przeszkadza jej to na przykład w tym, aby wbić mi łokieć w brzuch i jechać nim od góry do dołu, jakby chciała narysować orła na moim sadle. Generuje to kolejne losowe spinki macicy i ukłucia w kroczu, i nie - wcale nie przypomina mi to "rozwijającej się lilii w spojeniu łonowym", jak sugerowała pani od jogi. Mam wrażenie, że ciało mi się rozjeżdża. Każda kosteczka i każdy mięsień. Czuję się tak, w pełni znaczenia tego słowa, BRZEMIENNA. Taka, że aż... nabrzmiała. Spuchnięta. Mój brzuch jakby przestał być mój - mam wrażenie, że to jakaś nakładka, którą można oderwać albo odpiąć. I co jest w dalszym ciągu zabawne - nie, to nie jest najgorsze, co mnie spotkało tej ciąży. Moja głowa jest dużo większą przeszkodą.
Hm... no i co by tu jeszcze... Może się z Wami podzielę, co mam w torbie do szpitala, co by zachować jakieś pozory przydatności tego pamiętnika dla innych, he? Napiszcie mi, czy coś byście dołożyły.
Moja torba do porodu
- 3 koszule nocne na ramiączkach (padło ostatecznie na pepco i auchan - najtańsza kosztowała dychacza, najdroższa dziewiętnastaka i alleluja - nie mam na nich pierdołowatych nadruków!),
- 3 staniki do karmienia (kupione w lidlu na początku roku, bez usztywnień i są mega - ratują mi cycki już od połowy ciąży)
- Klapki pod prysznic + zwykłe lacze (zwykłe "plastiki", co by je łatwo było doprowadzić do ładu po szpitalnych zarazkach)
- Szlafrok (auchan - nie zadaje szyku, ale przynajmniej bawełniany i nie kosztował majątku)
- Różnej maści podkłady porodowe (bella i canpol - nie brałam całych opakowań; wybrałam sobie nieco i wrzuciłam do próżniowego woreczka z ikei)
- Wkładki laktacyjne (trochę kupnych, trochę zdobycznych gratisów - również w ikeowym woreczku)
- Wielorazowe majtki siateczkowe (canpol - kumpela mi dała swoje, bo ich nie użyła nigdy, więc mam)
- Rolka papieru toaletowego (nigdy nie wiesz, gdy Cię przyciśnie... a tak serio, to miały być chusteczki, bo pewnie się obsmarkam jak zobaczę Miśkę)
- 2 ręczniki
- Skarpetki (w razie jakby wystąpił fatal error i pomimo drakońskich upałów stwierdzę, że zamarzam)
- Kosmetyczka, a w niej: lanomaść (na sutki i usta), woda termalna (bom od niej uzależniona), podkładki toaletowe (w razie, jak stwierdzę, że kibelek fuj), krem do twarzy i rąk, suchy szampon (bo zajmuje mniej miejsca niż szampon, odżywka i suszarka), olejek do mycia (co by skóra zrobiła AAAH po tym, jak przestanie być taka napięta), żel do higieny intymnej (który robi mi też za żel do twarzy), tantum rosa, pasta do zębów, gumka do włosów. Zdecydowana większość w miniaturkach.
- Dla dzidzi, wymagane przez szpital: chusteczki nawilżane (różowe babydream), 10 pampków (ikeowy woreczek!), mała tubka bepanthenu extra
Do dopakowania przed wyjściem: mój wysłużony tangle teezer do włosów, dezodorant, leki, szczoteczka do zębów, butelka z wodą i ładowarka do telefonu. No i obowiązkowo portfel z dowodem i cała ciążowa dokumentacja z badaniami, którą mam w jednym segregatorze.
Do tego będzie osobna torba na nasze wyjście. Na Miśkę czekają już dwa komplety w rozmiarach 56 i 62, każdy zawiera: pajaca, bodziaka z krótkim, skarpetki, czapunię, kaftanik i spodenki. Nie wiem, jaka będzie pogoda, więc mamy wybór. Do tego bambusowy kocyk i fotelik. Jeszcze sobie muszę jakieś ciuchy uszykować, pewnie padnie na ciążową sukienkę i leginsy.
No... No to co.
Trzymam zwieracz i idę dalej. Trzeba wstać z kolan.
20 dc
Szybko mi ten cykl leci. Dużo się dzieje. Nawet nie mam kiedy się ponakręcać i szukać jakichkolwiek objawów.
Po 10 latach odszedł nasz pies. Trudno w to uwierzyć, bardzo mi go brakuje. Nie wiemy nawet do końca co się stało, są tylko podejrzenia. Niemniej została pustka i straszny smutek.
Poza tym męczy mnie jakaś alergia - katar jak niagara plus podpuchnięte oczy. Super, a na wesele idę w weekend. Biorę wapno, bo leków przeciwhistaminowych podczas starań ponoć nie można.
Byliśmy dzisiaj na badaniach - mąż nasienia, a ja na wymazach. Jego wyniki jutro, moje za 7 i 21 dni. Wyszło nas 530 zł. Jedni mają 500+, inni 500-.
Stresowałam się, jak to badanie mężowi pójdzie. On podszedł do tego zadaniowo, do tego wyszedł zadowolony stwierdzając, że fajne pornole leciały a wystrój wnętrza był przyjemny. Przed badaniem zlustrował drzwi i podłogi kliniki odnosząc to do naszego domu, bo czeka nas przecież urządzanie wnętrz.
Zobaczymy co to będzie.
Znowu mnie pobolewa podbrzusze 
Dzisiaj miałam konsultacje u immunologa
wyniki sa super- mogę podchodzić do az

jedyne co zaleca to gdyby była ciąża umówić się na dodatkowe szczepienie miedzy 6-8 tygodniem ciąży, i ewentualnie intralip w 4 tyg
Oraz intralipid 2 tygodnie przed transferem i w dniu transferu.
Mam przejść na folian 1x dziennie
Nie było mnie tu półtorej roku... Z ciekawości zajrzałam i przeczytałam swój pamiętnik .... Wiele z dziewczyn które były tu podczas moich starań o ciążę jak i potem Zniknęło przestały tak jak i ja prowadzić swoje pamiętniki
Moja córka ma już 16 miesięcy jest cudownym małym rozrabiakiem...Nasze życie się zmieniło Nasz związek się zmienił odkąd jest dziecko moje małżeństwo nie jest już takie sielankowe no ale przecież nie ma par które się nie kłócą ..Macierzyństwo też nie do końca jest takie jakie sobie wyobrażałam ale radzę sobie i starań się jak mogę ...Życie się zmieniło po prostu i trzeba się w nim nauczyć po prostu żyć
Ciąża rozpoczęta 6 czerwca 2017
21dc
Od dziś oficjalnie URLOP!!! właśnie skończyłam się pakować, w końcu
Sama nie wiedziałam co zapakować, jak to kobieta he
No a jutro jeszcze wyjazd do Wrocławia do lekarza na transfer no i pt wylot
Może tamten klimat pomoże i nie przyjedziemy w dwójkę, tylko w trojkę 
oj troszkę mnie nie było ale to przez brak lapka,na szczęście już go mam:-)
A więc jestem już po ovulce którą czułam:-)teraz tylko pozostało mi czekać do 9 lipca.Strasznie dłuuuugo,no nic muszę wytrzymać nic nie przyspieszę.Szkoda że nie ma takiego testu który by wykazał ciąże 1 dniową hihi może kiedyś taki wymyślą...Dziś byłam na pobraniu krwi TSH i FT4 plus standardowa morfologia wyniki w piątek po 14 stej....
dziękuje za ciepłe słowa. wróciłam z budowy. jest super. oderwałam sie na chwilę sprzed laptopa. znów mam mini depresję bo skończyły się słodki kłamstewka. oglądał ktoś?
przygotowuję sie powoli do urlopu. nawet nie myslę o dziecku. licze ze leki na tarczyce pomoga mi uregulować cykl a z pomocą antykoncepcji wytępię torbiel. plan na dziś nie zapomnieć o ziółkach 
30 tydzień. (29+3) środa
Twardnienie brzucha wróciło i męczy mnie trzeci dzień. Zaczęło się po niedługim spacerze przed południem i nie przeszło do wieczora mimo nospy. Nie panikowałam i do lekarza nie leciałam, bo już wiem z czym to się je. Kolejnego dnia to samo , wieczorem było tak źle że już sie martwiłam, że w nocy do szpitala bede musiała jechać. Ale jakoś noc mineła w miarę spokojnie. Rano stwierdziłam , że przyśpiesze o tydzień wizytę u swojego lekarza prowadzącego (ordynatora z innego miasta).
Tam jak zwykle kupa czekania, bo jedzie się w kolejkę i kto pierwszy ten lepszy. Pojechałam 1,5godziny przed rozpoczęciem przyjmowania i już byłam 3 w kolejce. Łącznie zeszło mi 1 godzinę i 45minut czekania na niewygodnym krześle z co chwilę twardniejącym brzuchem...
Doktor zbadał mnie na fotelu , stwierdził, że mam początek infekcji bakteryjnej, na co ja , że objawów nie mam żadnych tym bardziej nie zauważyłam twarożkowatych upławów. Na co lekarz , że nie grzybicza infekcja tylko bakteryjna... Jak zwał tak zwał, gdzie ja to mogłam złapac to nie wiem , nie siadam na obcych sanitariatach, z mezem ostatnio nie współżyje , leków dopochwowych nie biore...
Mam na to brać jakies globulki przez 6 dni niby bezpieczne w ciązy. Ale przekonana nie jestem czy ja coś w ogóle załapałam... tydzień temu lekarka, która mnie badała też stwierdziła, że mam bardzo dużo śluzu szyjkowego (białego) i zbadała go papierkiem lakmusowym i wyszło jej że wszytko ok.
Na macaka stwierdził, że szyjka skrócona. Przestraszylam się ale zaraz zrobił mi usg do środka i powiedział, że się pomylił. Szyjka na usg długa i zamknięta. Powiedział, że poród przedwczesny mi nie grozi. A twardnienia to skurcze Braxtona-Hicksa, po prostu niektóre kobiety odczuwają je słabiej inne mocniej a jeszcze inne nie mają ich wcale. W pierwszej ciązy mnie tak nie męczyły stąd mój niepokój. Ale jak widać każda ciąza może być inna. Dostałam recepte na mocniejsze środki rozkurczowe i mam je brać 2 razy dziennie.
Usg przez brzuch : dzidzia ładnie rośnie - środek skali. Nieprawidłowości lekarz nie znalazł. Tylko się cieszyć. Mała waży około 1,4kg
Dopytałam o datę cesarki. Lekarz ustalił ją na 4 września. 3.09 (niedziela) mam się stawić w szpitalu, 4.09 (poniedziałek) cięcie.
Mam nadzieje , że mała wysiedzi grzecznie w brzuchu do tego czasu i nie trzeba bedzie robić cięcia w trybie przyśpieszonym.
Dzień ogólnie był pełen przeżyć, bo dzis moj tata miał operację (przerośnięta prostata), ja wizytę u ginekologa, mama leczenie kanałowe u stomatologa dwóch zębów na raz, a mąż z synkiem byli na spotkaniu integracyjnym w przedszkolu , bo mój pierworodny idzie od wrzesnia do 3 latków.
Wszytko działo się miejwiecej w tym samym czasie i każdy myślał o każdym i o sobie samym...
Taty operacja przebiegła bez komplikacji, choć kilka godzin po niej dostał gorączki. Mam nadzieje, że lekarze szybko sobie z nią poradzą. Mama dentystę jakoś przezyła choć nie wiedzieć czemu znieczulenia nie dostała, bo niby oba zęby martwe... ale mówi że bolało jak nie wiem.
Synek za to zadowolony. Przyniósł z przedszkola pierwszy rysunek
wiec mama dumna. Zajecia były fajne wiec mu się podobało i chetnie pojdzie do przedszkola od wrzesnia.
28 DC
Chipsy, czekolada, ciastka, ramiona ukochanego ... Co więcej babie przed okresem trzeba ? 
Samopoczucie lepsze , powoli staje na nogi . Teraz tylko jeszcze 5 dni z panią @- a to już pojutrze...
22 czerwca 2017 miałam hsg i shsg w Lublinie, przepchali prawy jajowód, potwierdzony niedorozwój macicy- budowa OK.
Ciąża rozpoczęta 22 maja 2017
Dziękuję Wam wszystkim za informacje dotyczące borowin.
MałaU - borowiny mają super działanie przeciwzapalne, łagodzące, zmiękczające, w sanatoriach robi się też tampony i kąpiele borowinowe, również na niedrożne jajowody. Coś ta borowina musi mieć w sobie
bardzo dobrego. Okładasz się jak piszą dziewczyny, po ustaniu krwawienia - do owulacji, potem stop. Leżysz sobie z takim plasterkiem około pół godziny. Przeciwwskazaniem jest min. endometrioza.
Ja niestety z borowiną muszę poczekać aż blizny po laparoskopii całkowicie się zagoją i nie będą takie czerwone. Poczekam zatem cykl lub dwa. Do borowin dołożę zioła ojca Klimuszko nr 1 i będę rozkminiać temat in vitro.
Jestem osobą dość niecierpliwą, jak drążę jakiś temat, to do skutku, tym bardziej jak mocno mnie interesuje 
Chodzi oczywiście o to selektywne hsg. Wypytałam 4 ginekologów, 2 chirurgów i 1 naprotechnologa. 2 ginekologów nawet nie wiedziało o czym mówię, reszta lekarzy odradza. Metoda niby mało inwazyjna, skuteczna jeśli chodzi o zabieg, ale mało efektywna jeśli chodzi o finał - czyli ciążę. Istnieje szansa, że jajowód udrożni się już przy podawaniu kontrastu - wtedy ok, natomiast wkładanie cewnika, nawet mikro upośledza funkcje jajowodu, bo uszkadza rzęski (czy jakoś tak), które odpowiedzialne są za popychanie komórki w odpowiednią stronę - efekt - ciąża pozamaciczna lub brak ciąży.
Odpuszczam temat, żeby nie zrobić sobie większej krzywdy.
39 dc, 14 dpo
Nie wierze na co patrzę...
https://zapodaj.net/images/05d4eecf59cc1.jpg
Czekam na wyniki hcg z krwi 
EDIT: 154,3 mUI/ml
(HCG total ilosciowo)
Normy:
0,2-1 tydzien: 5-50
1-2 tydzien: 50-500
2-3 tydzien: 100-5000
3-4 tydzien: 500-10000
4-5 tydzien: 1000-50000
5-6 tydzien: 10000-100000
6-8 tydzien: 15000-200000
2-3 miesiac: 10000-100000
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2017, 07:39
Kolejny cykl bez brzuszka
ale mówi się trudno idzie się dalej.....
W tym cyklu totalnie odpuszczam nie mierze temperatury, nie sprawdzam sluzu,folika też nie biorę. W sumie samo tak wyszło, bo zaczęłam mierzyć ale napięty grafik i mi wypadło z głowy kilka dni od rząd więc olalam, skupiam się teraz ma swoim pomyśle i chce to zrealizować do końca:)
Post pozytywny 
Naszczeście lekarz odpisał, że wyniki są prawidłowe a już miałam tysiąc myśli w głowie. Dziękuję , że wszystko jeste w porządku to mnie sprowadziło na ziemię mocno.
11 tc (10t0d)
I kolejny tydzień rozpoczęty
Mam wrażenie, że mdłości już przeszły - nie miałam na szczęście okazji poznać co znaczy spotkanie z muszlą. Póki co najbardziej toleruję twarożek
Być może Fasolka potrzebuje wapnia. No i powoli zaczynają mi spakować inne rzeczy, na przykład kapusta kiszona
Plamienia też ustąpiły - być może łożysko już się wykształciło i nie muszę brać już duphastonu, ale do kolejnej wizyty u lekarza nie będę go odstawiać.
W pracy huśtawki nastrojów - jednego dnia jest dobrze i mogę pracować normalnie, a drugiego zasypiam przy biurku i nie mam siły. Kierownik to zauważył i pyta co jakiś czas czy wszystko ok i czy nie chcę pracować z domu. Wczoraj jeszcze miałam spotkanie i poprosiłam o pracę z domu na dziś i jutro - z końcem tygodnia z reguły jest mniej pracy.
Dodatkowo dał mi propozycję, żebym przed moim 2tygodniowym urlopem oddała większość swoich Klientów kolegom z działu, a w zamian za to wsparła nasz oddział w Poznaniu pracując z domu. Jest to o tyle korzystne, że ta praca polega głównie na papierkowej robocie no i mogłabym siedzieć w domu. Moi Klienci są bardzo roszczeniowi więc cieszę się, że będę mogła ich powoli oddawać. Ostatecznie po moim powrocie z urlopu w sierpniu mogłabym się powoli wycofywać i ostatecznie we wrześniu mogłabym już myśleć o zwolnieniu. Taki plan mi bardzo odpowiada, ponieważ dojazdy od września zawsze są najbardziej męczące.
Teraz czekam, żeby ponownie zobaczyć moją Fasolkę na usg 11 lipca
Oby wszystko było dobrze - rośnij zdrowo Fasoleczko, mamusia będzie o Ciebie dbać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2017, 10:41
24 DC, 7 DPO
Dziękuję kochane za miłe komentarze
jak ja was loffciam

U mnie dobrze
Dziś mąż wraca i już zostaje na urlop. Ja jeszcze jutro do pracy, i wolne no i będzie mnie tu mniej. Przyjeżdża moja chrześnica
będę zajęta 
Może uda nam się gdzieś wyskoczyć na 2 dni chociaż bo mamy trochę pracy w domu/polu więc na dłużej nie liczę ale dobre i to. Ważne że spędzimy dni razem i noce 
Czuję się dobrze, trochę jestem senna i często sikam
i trochę kują jajniki.
Ale przez upał dużo piję to pewnie dlatego
Wczoraj już nabrałam więcej pewności, że już będzie dobrze... nawet odwołałam wizytę u prof. Jerzak.
Dzisiaj w pracy na wkładce pojawiła się krew, teraz jest już duże krwawienie i duże skurcze.
Zalecenia lekarki - podać drugi prolutex i przyjechać do niej.
Zrobiłam też betę...
23dpt 2173
Niby nie spada, a przyrost jest jeszcze prawidłowy... No spodziewałabym się jakieś 2700...
Wieczorem jadę na wizytę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2017, 22:52
13dc
1c po Hsg
krwawienia/plamienia w końcu minęły
Aktualnie hoduję 4 pęcherzyki - na prawym jajniku pęcherzyki 14mm i 13mm,na lewym 15mm i 14mm
Endometrium 7,39mm
Owulacja prawdopodobnie za ok 3-4 dni,sobota,niedziela a może i poniedziałek.
W środę mam mieć USG żeby posprawdzać pęcherzyki,czy pękły.
Jeśli będzie owulacja,to znowu tak,jak w poprzednim cyklu będę robiła zastrzyki z Pregnylu -6,8,10,12 lipca,od 6lipca Luteina ...i czekam do 14 -16 lipca na efekt tego działania.
Wiadomo jakiego efektu bym pragnęła i na taki będę czekała.Moja gin mówiła,że w cyklach po Hsg jeśli cokolwiek co się mogło udrożnić,udrożniło się są duże szanse na ciążę,w moim przypadku dodatkowo mogło pomóc "rozszerzenie"szyjki macicy podczas badania i tego się trzymam.To byłby ten piękny scenariusz.
A teraz ten awaryjny.
Gdyby znowu się nie udało,to dostanę skierowanie na Hsc i pod narkozą usuną mi zrosty z macicy,które wg mojej gin mogą utrudniać zagnieżdżenie zarodka.
Ten awaryjny scenariusz byłby w razie czego,na sierpień/wrzesień,ale myślę/nastawiam się od dziś na ten optymistyczny wariant.
Tak więc,miałabym dwie przyczyny niepowodzeń:
1.niedomoga ciałka żółtego,na którą w poprzednim cyklu bardzo ładnie zadziałał Pregnyl/mam nadzieję,że w tym cyklu zadziała jeszcze ładniej:)
2.w przypadku gdy dochodzi do zapłodnienia/wrzesień i luty - cb/zarodek nie zagnieżdża się przez zrosty na macicy.
Dziś wieczorem lampka czerwonego winka i kompres z borowiny i wysiaduję moje 4 jajeczka,żeby pięknie podrosły do soboty,niedzieli i uwolniły przynajmniej jedno super mocne ciałko żółte/komóreczkę,która w końcu spotka na swojej drodze silnego plemnika:)
Nie wiem tylko czy będę mogła testować już 15/16 lipca,czy Pregnyl jeszcze będzie się utrzymywał jeśli ostatni zastrzyk zrobię 12 lipca???
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.