Myśleć pozytywnie,czy się da? Mysle że już się nie da. Mój M cały czas mnie pociesza i mówi że będziemy walczyć dalej, ale ja już nie mam siły. Chce tak bardzo dziecka że robię wszystko ale niestety. Widzę że M jest przygnębiony i smutny że Nam się nie daje ale tego nie okazuje za bardzo. Stracił ojca 2 lata temu a teraz 2 miesiące temu mamę, od tej pory jest mu ciężko, mówi że tylko ja mu zostałam a on tak bardzo pragnie dziecka a ja mu nie mogę dać tego szczęścia 
Czas leci a ja znowu zaniedbalam pisańie. A za nami dwutygodniowy pobyt u dziadkow i mega super 18- ka Julki. Przy okazji pobytu pozbylismy sie smoczka i pieluchy u Juliana. Wszak to juz duzy chlopiec wiec juz byla na to pora. Wczesniej chcialam sie za to zabrac ale jakos zawsze cos sie dzialo i nie szlo mi za bardzo a tak na brutala nie chcialam. W sume to liczylam ze Julian sam z siebie z rezygnuje ze smoka i tak czas lecial. Wrescie zdecydowalam ze pobyt u dziadkow to swietny moment bo Juliankowi powiedzialam ze zapomnielismy smoczka. Troche plakal pierwszego dnia ale ze byl zmeczony wrazeniami to szybko usnol. A ze u dziadkow spal ze mna to tak samotnie sie nie czul i szybko bo po dwoch dniach pogodzil sie z brakiem smoczka. Na to miejsce dostal do spania dinozaura i jest ok. Martwilam sie troche jak bedzie ze spaniem w przedszkolu bo bywa popoludniu bardziej markotny i to nie tyle chodzi juz o smoczek co poprostu juz nie chce miec popoludniowych drzemek ale jest dobrze. W domu nie chetńie idzie na drzemke i czasem mu ja darujemy ale w przedszkolu dostosowuje sie do ich regul tak ze ufff. Na 18- ce Juli bylo fantastycznie. Dzieci zostaly u dziadkow wiec moglismy do woli sie bawic. Tanczylismy az nogi bolaly, wodeczke tez pilismy oczywiscie z glowa i spokojńie sie pojadlo i pogadalo... Juz dawno tak sie nie bawilismy 
Christian skonczyl 8 miesiac. Wrescie skora ladńie wyglada i synus zrobil sie bardzo ladnym chlopcem. Wloski dlugie i dosc grube ma bardzo jasniutkie, wielkie niebieskie oczka, cudny usmiech ech przystojniaczek sie zrobil i nikt by teraz nie powidzial ze tak walczylismy z ranami i ciemieniucha... Zamierzamy isc z nim do fotografa zeby porobic mu pare fajnych fotek. A na poczatku sierpnia chcemy go ochrzcic. 22- go sierpnia idziemy z nim do kliniki na prowokacje a od wrzesnia zaczynamy przygode z przedszkolem. Mamy juz miejsce i zalatwiamy papiery. Christianek czolga sie juz po calym domu penetruje z zainteresowaniem wszystkie kaciki i zabawki.... Ladnie je i zasypia sam juz w lozeczku. Nie trzeba go juz nosic, kolysac tak ze jest duzo lzej no i jeszcze chwila a zacznie raczkowac bo juz dupcie do gory podnosi i kolysze sie do tyli i przodu. Nie chce siedziec a gdy go posadze to zaraz sie kladzie. Ale w wozku gdy ma oparcie to siedzi chetnie. Chetnie tez sprezynuje i trupta nozkami gdy tylko poczuje podloge. Nadal ma dwa zabki i jakos nie widac kolejnych....
Maximilian w piatek idzie z przedszkolem do planetarium. Bardzo sie na nia cieszy bo on uwielbia planety i na ten temat bardzo duzo wie. Ciesze sie ze udalo mu sie zalapac na wycieczke bo w sumie to miala byc tydzien temu a wiec wtedy gdy my bylismy w pl. Ale ze jedna pani zachorowala to wycieczka zostala przelozona i tym sposobem moje dziecko sie na nia zalapie
W sumie mowilismy sobie ze wezmiemy go tam indywidualnie ale co wycieczka to wcieczka. Napewno bedzie ciekawiej w towarzystwie kolegow i z przewodnikiem 
Kolezanka Magda z mala Kasia wraca do warszawy. Maz od niej odszedl i nie ma co dziewczyna w Berlinie robic. Sama bez pracy sobie tutaj nie poradzi
Zal mi jej sytuacji strasznie i zal mi Kasi. Strace kolezanke z ktora bylam bardzo blisko przez ponad 6 lat. Maximilian tez straci kolezanke ktora zna od urodzenia a nawet i wczesniej....Oczywiscie licze ze kontakt nam sie nie urwie ale wiadomo ze odleglosc zrobi swoje
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2017, 20:58
6 CS, 3 PP, 5 DC
Witam Was urlopowo 
Nie mam czasu pisać, jest dobrze. Z mężem korzystamy z każdej chwili razem. Szkoda że dni razem tak szybko mijają i zaraz urlop się skończy
a On znowu wyjedzie, ale taka praca.
Od wczoraj silnie czuję pracę prawego jajnika, kłuje jak na owulkę a to dopiero 5 dc, ledwo @ się kończy.
Dziś lecę na zakupy na jarmark 
Pozdrawiam
Nie udało się.
Wczoraj płakałam. Darek był smutny. Ale, widocznie tak musiało być. Mam tylko żal do dr Cz.,że w czwartek z usmiechem jak z reklamy pasty do zębów powiedziała, że widzi pęcherzyk. Dlatego więcej do niej nie pójdę bo nie mam najmniejszej ochoty jej oglądać.
Teraz zastanawiam się co dalej. Gyncentrum przy korzystaniu z pakietu 2+1, badania genetyczne robią dopiero po 2 nieudanej próbie. I tutaj zastanawiam się czy warto na własną rękę zrobić badania czy czekać co klinika zaleci. Ale jak przy drugim transferze się nie uda, to nie zwracają kasy.
Znalazłam informacje o badaniach wykonywanych przy poronieniach:
przeciwciała ana 1
cyrokiny
komórki nk
mutacja V leiden
krzepliwość S i C
mutacja mthfr
Przeciwciała przeciwko antygenom łożyska
przeciwciała APA
badanie kariotypu
Lekarka, mówi, że po odstawieniu leków krwawienie może się nasilić. W zasadzie nie mogę sobie wyobrazić jeszcze większego krwawienia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2017, 08:10
nadal w oczekiwaniu na @. wyjatkowo w tym cyklu nie moge sie jej doczekac.
w przyszlym tygodniu dowiem sie co ze mna w pracy. Podswiadomie mam jednak dobre przeczucia.
dlatego zaopatrzylam sie w olej z wiesiolka. lykam od kilku dni. i musze przyznac, ze faktycznie rozgrzewa libido. czuje sie jak w dni plodne !!! niezle.
tak naprawde za max 2 dni powinnam dostac okres. no i jak tu zyc? 
Zaczynamy starania z duphastonem.
3dc
Głowa mnie boli i jestem śpiąca,nic mi się nie chce pogoda nijaka ehhh.Dzisiaj prawdopodobnie przyjadą moje testy:-)
jutro meble a w piątek kupuję porządny termometr.Mój P też jest śpiący
Byłam wczoraj u mojej "etatowej" gin, żeby zrobiła mi monitoring.
Obejrzała, powiedziała, że wszystko wygląda pięknie - jest jakaś ciemna plamka i widać, że owulacja już była, jest wolny płyn w zatoce Douglasa( sprawdzić co to znaczy????).
Wyniki badań też mam wszystkie ok.
Ale mnie bardzo zmartwiło endometrium 6,1 mm
pani dr powiedziała, że ma pacjentki z takim małym i ze znacznie większym ale mnie to nie przekonuje. Gdzieś czytałam, że 8 mm to minimum żeby się zarodek miał gdzie zagnieździć a tu 14 dc, po owulacji i 6 mm

Na moje pytanie co z tym zrobić, to powiedziała, że jedynie HSG i hispat, ale to na razie niepotrzebne...
W zasadzie to nie miała dla mnie żadnych porad i powiedziała, że nie ma sensu robić monitoringu za kilka dni, bo jest względnie ok.
Stwierdziła tylko, że w związku z moją chorobą reumatologiczną powinnam być może zażywać encorton (steryd) bo może moje przeciwciała zabijają każdy potencjalny zarodek, ale ona się nie podejmie przepisania mi tego, bo to nie jej działka. Podała mi nazwisko dobrego reumatologa w Warszawie.
HELLOŁ odbijam się średnio raz w miesiącu od drzwi gabinetów ginekologów, laryngologów i reumatologów, ba, nawet był hematolog - wszystkich pytam o agresywność śluzu, o to czy zespół sjogrena może wpływać na problemy z poczęciem i wszyscy jak jeden mąż mówią mi, że NIE (!!!), że nie ma znaczenia itd. Ja podświadomie w to nie wierzę, pytam kolejnych, ale rozkładają ręce – raczej z tego powodu, że nie mają pojęcia 
(PS. leczyć mnie też na ten sjogren nie chcą, chyba jestem jakimś ciężkim przypadkiem
)
Aż tu po prawie 2 latach moją gin. „olśniło”. Dobrze, ze teraz… będę działać, szukam namiarów na tą panią profesor reumatolog.
OF jakoś niepewnie wyznaczył mi owulację, temp. poszła dziś w górę, czekamy.
Nasz plan:
- może się udało tym razem…
- jak nie to lecimy na urlop za granicę 
- po urlopie wizyta w Invimiedzie, z którą nie wiążę wielkich nadziei, bo raczej w życiu nie dostaję nic za darmo
- umawiamy się do kliniki (pewnie innej niż Invimed) w celu IUI
a w międzyczasie zażywam leki od mężowego lekarza (PS. moja gin powiedziała, żebym Glucofage odstawiła, ale Miositogyn brała nadal – nie zaszkodzi, plus pozostałe leki)
Plan na teraz – zabieram się za pracę, bo szef co chwilę zagląda, a ja z edytora word tylko przeskakuję na OF 
26dc 9dpo
Boli mnie brzuch !
Mam katar!
Chodze jak zombi!
Ostatnio przez kilka dni bolaly mnie biodra ( okazalo sie ze wystarczylo obnizyc siedzenie w pracy
)
Ja chce juz urlop !!!
Chce pocwiczyc przed wakacjami, ale zawsze w 2 fazie daje sobie spokoj na wypadek gdyby fasolka szukala sobie u mnie miejsca
.
Na szczescie okres ma byc za tydzien, wiec jezeli sie nie udalo to mam jeszcze kilka dni by troszke sie ujedrnic 
Nie mam nadzieji ze sie udalo, to troche dziwne jak na mnie, ale bedzie co ma byc 
PS. NIENAWIDZE SWOJEJ TESCIOWEJ !!!! TO JEST OKROPNE BABSKO - musialam gdzies to 'wykrzyczec'
No dobra co tu napisać.... Oznaczeń na wkresie o współżyciu, śluzu itd. nie wypełniam, bo to u mnie bezcelowe. Czemu...? Ponieważ mój M nie może mieć dzieci. We wrześniu będę miała ( po urlopie doktora i moim) monitoring po Letrozolu oraz jak wszystko ok to inseminacje AID. Mierzenine tempki tez nie potrzebne.Chciałabym, aby było wszystko ok z wyników badań, lecz zobaczymy będę miała jeszcze 2 godz przed wizyta we wrześniu je miała.
24DC
Moj wykres sobie ze mnie żartuje... po co tempka rośnie? Chce mi narobic nadziei, a jutro spadnie i w sobote @. Ehhh... nie nabiore się
te wykresy to nic nie przewidują... liczę na odrobinę szczęścia... bo dalam sobie czas do września. Jeszcze 2 cykle. Mąż chce isc do kliniki. Boże, proszę... zlituj się. Nie wyczaruje tej kasy spod ziemi
obiecuję bede sie starać być najlepsza matką pod słońcem!
Trzymajcie kciuki... ten cykl to nie wiem. Nie skreslam go. Ale jeszcze 2 i... oby sie udało do tego czasu.
P.S. Dalej nie palę!
wcale nie jest ciężko. Szkoda że z odchudzaniem nie idzie tak dobrze 
1 dzień cyklu
Dziewczyny chciałam Wam bardzo podziękować za doping i trzymanie kciuków za zieloną kropeczkę. Niestety razem z gwałtownym dość spadkiem temperatury przyszła dziś miesiączka. Jestem naprawdę w kiepskim stanie psychicznym. Nie dość, że kolejne starania nie przynoszą efektu, to jeszcze zbliża się rocznica mojej wielkiej straty
Nie potrafię poradzić sobie z ciągłymi porażkami, czuję się wykończona i do niczego nie potrzebna. Łącznie staramy się 19 miesięcy, a jeśli liczyć od poronienia to tak jak mówiłam - rok.
Dla własnego zdrowia psychicznego muszę trochę przystopować z OvuFriend. Za bardzo mnie to nakręca i potem porażka boli jeszcze bardziej. Wiem, że to słabe, ale dziś nawet przeszło mi przez myśl, że jeśli mam żyć bez dziecka to wolę nie żyć wcale. Czuję jak całe moje życie wali mi się na głowę, wszystko co dawniej cieszyło traci dla mnie sens. Nie cieszy mnie praca, nie cieszą wakacje, nie cieszy zbliżająca się budowa domu. Jestem za słaba na tą całą walkę, nie mam tyle siły co niektóre z Was. Mam pretensje do siebie, do męża, do wszystkich wokół, nawet do Pana Boga. Postanowiłam postać trochę z boku, ochłonąć. Nie wiem czy to pomoże, to raczej bardzo słaba ucieczka. Chciałam Wam z całego serca podziękować i mam nadzieję, że wrócę do Was niebawem w lepszym stanie psychicznym i z wolą walki, której teraz tak bardzo mi brakuje.
Agusia_pia 
Kamelja 
lady_evelona 
Ania1003 
LenaAnna 
zielonooka7 
Toonney 
Anka1986 
MalaMiss 
key_b 
kasia1518 
asia-bez 
Lemon_Sunset 
MagdRy 
Marti... 
Millvaa 
Esperanza Mia 
Ruthless 
Edzia1993 
ewelina1991 
Bimbo 
Paulciaa_ 
Motomi7 
olciaa 
Zielona1911 
OtojestKasia 
Sama nie wiem... 
Agu90 
Mam nadzieję, że uda mi się trochę zdystansować od problemu, że uporam się sama ze sobą i będę mogła do Was wrócić w lepszym stanie psychicznym 
Przyszły moje testy porządny zestaw 50 testów owu i 18 ciążowych będziemy szaleć:-)Dziś zrobiłam jeden na próbę póki co nie będę robić może tak koło 10 dnia cyklu zacznę
Dziennik pokładowy:
278 dc, 39+5 (40 Tc)
3 dni do terminu z om
(matko, ile skrótów... Brakuje LOL, ROTFL I HWDP!)
1:05
Aaale jestem mądra. No jak w mordę strzelił. O szóstej rano obudzi mnie mąż, bo KTG nam ustawili na 7:40, uuuh, a ja co? Leżę i o pierwszej w nocy googlam - "Moja historia porodu". Nie pamiętam, kiedy ostatni raz dowędrowałam na dziesiąta stronę wyświetlonych wyników - pewnie gdy szukałam zagranicznych artykułów do inżynierki parę lat temu. Czytam wszystko. A w ogóle to upadłam tak nisko, że niżej nie upadnę - szukałam w grafice zdjęć czopa śluzowego. Tak. Już wiem, jak wygląda. Tylko co z tego?!
Okresowe bóle przestały się pojawiać. Nie dzieje się totalnie nic. Null. Zero. Jestem tylko ja - sapiąca, dyszącą i ciężka. Już serio zaczynam myśleć, czy na starego nie wskoczyć (o ile jest to synonim dla "wturlania") - się chłopak zdziwi... Ciekawe, czy skończy się dziwić zanim... skończy. Moja biedna ofiara reżimu seksualnego...
Możecie teraz powiedzieć, że jestem nienormalna, ale mam dwa marzenia. Pierwsze - podłączają mnie pod skurczomierz i zakrzykują "Najświętsza Panienko! Przecież Pani ma regularne skurcze i... Ojej! Czyżby to siedem centymetrów rozwarcia?!", a ja na to: "Ups, sorry... Nie zauważyłam!" i zostaję tam na miejscu, unikając scen w domu. I drugie marzenie, alternatywne - odchodzą mi wody, chlup! I wszystko mi jedno, czy w łóżku, czy w samochodzie czy w sklepie przy kasie, ale przynajmniej nie byłoby wyjścia - dupka w auto i kierunek-szpital!
Mąż mnie straszy, że się na bank przeterminuję... Czemu on mi tak źle życzy?!
9:30
W końcu po. Myślałam, że jak przyjdę z rana, to zminimalizuję obsuwy... Jakże się myliłam! Znowu godzina kwitnięcia na poczekalni. A badanie? Średnia bicia serca małej - 140 na minutę. Skurczy - ZERO. Za to ruchów od cholery. "W normie". Pani doktor tym razem bardzo spoko, wszystko mi wyjaśniła, ale... Serwowała mi takie informacje, jakby już sugerowała mi, że się przeterminuję. Jak tylko minie termin a mi się choćby parę razy zepnie brzuch w regularnych odstępach czasu, to mam od razu przyjeżdżać na oddział. No i wiadomo - w ósmej dobie po sobocie mam się zgłosić na wywołanie. Brrrrrrr.
Córeczko, no nie rób sobie jaj! Jak przekroczymy magiczną datę 15 lipca, to będą nas badać co dwa dni! Decyduj się - albo piękny pokoik w nowym domku, albo spalanie auta podczas wojaży 25 km w jedną stronę do lekarza. No ja nic nie mówię, ale rachunek dość prosty, hee?
Wychodź!
15:30
No, to pokimałyśmy... Trzeba było uzupełnić rezerwę. W nocy będę chodziła po ścianach...
Obudziła mnie Miśka, która właśnie w tej chwili rusza się w sposób... Dziwny. Trochę rozpycha się nóżkami, ale tam, gdzie brzuch spotyka się z Grażynką wykonuje jakieś niedozwolone chwyty - czuję, jakby drapała mi macicę! Albo pstrykała paluszkami. Albo... Grała na harfie. Czyżby moja zachęta zmusiła ją do utorowania sobie drogi?
Tak sobie leżę i przełykam gorycz mojego wpisu o niewspierającym mężu. Sziet, jak mi teraz głupio, nie wyobrażacie sobie. Ostatnie dwa tygodnie są zupełnie inne. Jesteśmy razem bez przerwy. I mam w sobie podwójny spokój - bo w razie co mam go praktycznie na jedno zawołanie, a poza tym mam natychmiastowy wentyl bezpieczeństwa w znoszeniu głupich sytuacji w domu. On sam już tu ledwo wytrzymuje i pytany o życie z teściową pod jednym dachem wywraca oczami jak postać kreskówce. Stanowimy więc wspólny front. Ktoś powie coś durnego - od razu do niego biegnę i spuszczam parę, a nie, tak jak wcześniej, akumuluję to w sobie cały dzień i czekam, aż wróci z biura. Wszędzie jeździmy razem, niezależnie, czy to lekarz, mieszkanie czy jego próby przed nagraniem kawałka z zespołem. Delektuję się tym, bo za niedługo nie będziemy aż tak nierozłączni.
No i wiecie, jest teraz tak magicznie. Za chwilę będziemy rodzicami przez duże R, codziennie jeździmy na mieszkanie oglądać postępy (matko, co tam się wydarzyło przez te trzy dni! Jest cudownie
), generalnie jako małżeństwo robimy Level up!, a ja go tu na forum smaruję, że mu się, bestii, nie chciało czytać o porodzie... Ych. Tak jak tego zazwyczaj nie robię, tak proszę - zrzućmy to na hormony ciążowe i tamten mój strach przed byciem samą podczas jego delegacji. Serio. To nie ja!
A wracając do mojej samotności w 38 tygodniu... Nie wiem, czy dobrze liczę, ale chyba mijają dwa tygodnie od tamtego czasu. Co uświadamia mi jedną rzecz - pomiędzy "teraz" a "poporodziem" jest jakaś dziwna przestrzeń czasowa - dokładnie ta sama, która właśnie minęła, i która zleci nie wiadomo kiedy. Co znaczy tyle, że zanim się obejrzę, to "dziś" stanie się jakąś magmą na dnie mojej głowy a Miśka będzie leżała mi na klacie. Chyba to nazwę paradoksem końcówki ciąży - dni są długie i czekasz na cud, a jednocześnie tygodnie lecą jak szalone, co zauważam, gdy ładuję od zera kasetkę na leki na najbliższe dni.
Każda doba. Euthyrox, Jodid, witaminy, DHA, dwa razy żelazo, sześć wiesiołków iii... ogromniasta dawka niepewności.
Edit.
A więc to na szóstej stronie wydarzy się magia...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2017, 18:09
33 dc/ 5dpo
MAŁY UPDATE:
Pęcherzyk z 11dc nie urósł, a przynajmniej nie do kolejnego monitoringu (14dc). Byłam załamana. Koleżanka poleciła mi innego lekarza z Gamety w Gdyni - dr Śliwińskiego. Stwierdziłam, że może warto zasięgnąć porady, nim dostanę kolejne końskie dawki CLO. Co się okazało? Ano okazało się to, że Estrofem przyjmowany przede mnie od 1 do 14 dc hamował owulacje. Działał jednym słowem antykoncepcyjnie. CLO w dawce 1x1 nie miało prawa zadziałać.
Zalecenie lekarza? Odstawić absolutnie wszystko. Od leków, po internety. Wyluzować (uwielbiam to zalecenie...). Postarać się kolejnych 6 miesięcy i ewentualnie wrócić. Kilka następnych dni trawiłam to dosyć mocno. Nie lubię bezczynności. Ale postanowiłam skorzystać z rady, tym bardziej, że podobną usłyszałam od 2 poprzednich lekarzy, a więc trzech na jedną, która przypisała mi CLO. No, ale wracając do meritum: postanowiłam WZIĄĆ SIĘ W GARŚĆ. Zająć się czymś, odnaleźć SIEBIE. Tydzień później podjęłam decyzję o kursie florystycznym, który zaczęłam w ten poniedziałek.
Jestem zachwycona, czuje, że w końcu coś ma sens. Uwielbiam to robić. Rośliny, bukiety, dekoracje weselne, natura - wszystko co kocham.
Dodatkowo w zeszły wtorek gdzieś śmignął mi, zapewne na Pintereście, super malutki tatuażyk. Zainspirowana zaczęłam wpisywać różne frazy w wyszukiwarkę, odnajdując coraz więcej wzorów, które mi się podobały. Koniec końców wybrałam dwa, zadzwoniłam do studia, umówiłam się i... od piątku jestem szczęśliwą posiadaczką nowych 'dziar'. Stara a głupia... 
Jednak nie o tym chciałam. A może i trochę o tym. Otóż zajęta snuciem nowych planów i marzeń LEDWO odotowałam, że w moim organiźmie cooooś zaczyna się dziać. Początkowo trochę to zignorowałam, w końcu dwa tygodnie wcześniej też pojawił się śluz wodnisty, po czy rozciągliwy, nawet czułam leciutki ból owulacyjny. Temperatura jednak ani drgnęła, a monitoring rozwiał wszelkie wątpliwości. Ale nic, czekam sobie więc dalej, wciąż zajęta, wciąż wyluzowana, aż tu nagle pojawia się ból jajnika. Jeden dzień, i drugi i trzeci. Myślę sobie: co jest? Okres się zbliża? Tak szybko? (to był zapewne jakoś 22 dc). Zaraz potem doszła szyjka macicy - jak nic zwiastująca zbliżającą się owulację. A do tego bóle owulacyjne. Nie jakieś tam pitu pitu. Bóle z prawdziwego zdarzenia. Najważniejszym objawem dla mnie był jednak BÓL SUTKÓW (pojawiał się u mnie zawsze na 2 dni przed owu). Równie okropny jak ten owulacyjny, który w piątek (28dc) promieniował do lewej pachwiny. Ledwo się ruszałam. Miałam wrażenie, że przy każdym ruchu moje przydatki obijają się o siebie, ścianę brzucha i wszystkie flaki. W sobotę tempka ładnie skoczyła.
Aż nie mogłam w to uwierzyć. 3 dni po owulacji zaczęłam brać duphaston, z racji mojego cienkiego endo (a nóż coś jeszcze podrośnie), oraz acard. Baaardzo staram się nie nastawiać, ale kurcze... MOŻE? Może tym razem? Moja tarczyca w końcu się uspokoiła, tsh wynosiło w zeszłym tygodniu 0,58, więc kurcze... oby. Trzymajcie za mnie kciuki kochane!
Ciąża zakończona 14 stycznia 2018
Dzis mam ciezko ze snem. Duszno bylo tej nocy. O 2 w nocy Oskar czkawki dostał. Dziś weszliśmy w ròwny 28tydzień
6dc, 18cs, 5cpp
Wkurzyłam się wczoraj czekaniem na przeklęte wyniki i stwierdziłam,że zadzwonię do punktu i dowiem się czy aby na pewno wyniki powinny być dostępne po 3 dniach.Pani przez telefon powiedziała mi,że zadzwoni jak coś ustali. Zadzwoniła w przeciągu 1h, więc fajnie,że tak szybko się wszystkiego dowiedziała... ale powiedziała mi,że wyniki czekają na mnie do odebrania u niej w punkcie. Mimo wszystko napisałam do diagnostyki z prośbą, by mi te wyniki wrzucili na serwer (zawsze są dostępne na stronie). W ciągu 30 min dostałam odpowiedź,że wyniki są już dostępne na moim koncie. Myślę sobie "świetnie, zaraz sprawdzę" 
A w polu wynik widzę komentarz "Oryginał wyniku został przesłany zleceniodawcy dnia:xxxx-xx-xx". Zirytowałam się i to bardzo... -.-' Napisałam kolejnego maila do diagnostyki, czy "wynik" mam rozumieć jako komentarz (zacytowałam tekst o wysłaniu) i dlaczego nie mogę go podejrzeć na stronie. Jak mi Pani odpisała,że specyfika tego badania na to nie pozwala...to od wczoraj nawiedzają mnie same złe scenariusze...Rozumiem badanie w kierunku HIV, kiły,WR (te odbiera się osobiście-wiem z doświadczenia)...ale miłość boską - to badanie profilu limfocytarnego podstawowego! Jak na złość punkt odbioru czynny tylko do 14.30,a nawet jak bym wyszła z pracy o tej 14, to nie ma siły bym tam zdążyła. Poprosiłam więc Męża by mi go dziś jak wstanie z Dzieciakami odebrał. A mój wspaniały Mąż zaczął siać czarne scenariusze "myślisz,że wyniki są złe i dlatego są do odbioru ? A co może Ci wyjść za choroba z takich badań?"...Noc z głowy na poszukiwaniu jakichś informacji... i milion złych scenariuszy na minutę ... 0_o'
No i zaczla sie bol nòg:) mam nadzieje ze nie beda puchnac ,z tata mamy w planach weekend w gòrach
13 tc (12t0d)
No i zaczynamy kolejny tydzień, już zdecydowanie spokojniej
Jestem po wizycie u lekarza, po usg, wszystko jest ok. Kolejna wizyta za miesiąc a za chwilę kończymy I trymestr... Boże, kiedy to zleciało 
Ku pamięci zdjęcie brzuszka, już trochę zaokrąglonego w 12 tygodniu 

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.