miałam jakiś czas temu
Muszę jeść dużo mięsa i to co najmniej trzy razy dziennie, ewentualnie jajka inaczej mdłości mnie wykańczają!! co swoją drogą mnie cieszy
Czuję się jakoś spokojniej z objawami, mimo, że zdaje sobie sprawę, że to jeszcze o niczym nie przesądza.
Kupiłam też dodatkowe bezpieczne witaminy i serum na włosy
Obserwuję też powolne zmiany w postawie ciała... Brzuch już sterczy nawet jak chcę wciągnąć i pupa się do tyłu przesuwa powoli.
Niestety jutro koniec tych cudownych wakacji
, ale kombinuję już z następnymi 
No i najważniejsze - dziś wkroczyłam w 10 tydzień 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2013, 07:22
Znalezione w internecie:
Dwunasty tydzień ciąży
Wykształcone są zewnętrzne narządy płciowe, nie można ich jednak jeszcze uwidocznić w badaniu usg. Jeżeli usłyszysz informację, że już teraz możliwa jest ocena płci – jest to nieprawda. Bardzo często w tak wczesnym tygodniu ciąży wargi sromowe u płodów żeńskich są mocno przerośnięte i mogą być mylnie zinterpretowane jako „coś” między nóżkami, sugerując płeć męską. Może to prowadzić do niepotrzebnych pomyłek diagnostycznych. Najlepiej poczekać z oceną płci do skończonego 15-16 tygodnia ciąży.
PS tak mi tez powiedziala moja lekarka, ale musialam przeciez ja "sprawdzic".
Dzisiaj 5 dpo. Temperatura z 36,5 spadła na 36,4. Modlę się by jutro zaczęła rosnąć...
A tymczasem trzeba zająć się pracą i spokojnie czekać na weekend i na rozwój sytuacji po nim.
Miłego dnia Starające się i Zafasolkowane! 
obyście miały rację że jest OK
czekam na konsultację z ginem, dam znać co powiedział.
"Chcesz zaprosić do swego brzucha małego lokatora? Zadbaj o to, by miał tam idealne warunki do życia. Odwdzięczy ci się!
Wraz z decyzją o tym, że będziecie starali się o dziecko, powinnaś zacząć przygotowania do bycia mamą. To zaprocentuje dobrym startem życiowym dla twojego dziecka."
postanowiłam porządnie wziąć się za siebie:
-oprócz kwasu foliowego brać witaminki tj b6 i magnez... nie bardzo wiem czy wystarczy taka multiwitamina musująca z wszystkimi potrzebnymi wit. czy lepiej kupić w aptece każdą osobno????
-pogłębić temat ciąży i diety,
- jeść więcej warzyw ograniczyć mięso i unikać słodyczy i więcej ruchu...
mama powiedziała, że boi się że wychudnę jak ograniczę mięso ale przecież ruch to zdrowie. Kolejny cykl zaczęłam buntem, że staram się ale nie mam natrętnych myśli i pragnień... na razie jest ok tzn. zdarzają się nagłe fazy smutku ale szybko czymś się zajmuję. Jak radzicie sobie z emocjami Kochane??
Każdego dnia marzę i modlę się o malutkie cudo może i ja muszę odczekać swoje, bardziej się przygotować i dopiero?? znów jest nadzieja...
Długo nie pisałam...
Wiele się wydarzyło w naszym życiu w ciągu tego krótkiego miesiąca.Po badaniach prenatalnych czas zaczął jakby przyspieszać troszeczkę też psychicznie odetchnęłam,że te magiczne 12 tygodni już wreszcie minęło.Czułam się raz lepiej, raz gorzej, dużo odpoczywałam i ogólnie było wszystko dobrze.15 sierpnia postanowiliśmy zrobić sobie małe wakacje i pojechaliśmy do Trójmiasta do znajomych na kilka dni.Moi teściowie i siostra męża również tam się wybrali.Jednym słowem zintegrowany, rodzinny wyjazd.Spędziliśmy miło te kilka dni, powdychałam trochę jodu, poleżałam na plaży...Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagłe "zatrucie" mojej teściowej.Wymioty, biegunka, złe samopoczucie.Myśleliśmy,że się przejadła czy coś podobnego, bo miewała już wcześniej takie przygody.Następnego dnia poczuła się lepiej i postanowili wracać do domu w niedzielę.My z mężem ze względu na korki postanowiliśmy wyruszyć dopiero w poniedziałek wczesnym rankiem.Okazało się,że w drodze powrotnej teściowa znów zaczęła czuć się żle i po powrocie wylądowała w szpitalu.Od tej pory wszystko potoczyło się błyskawicznie.Lekarz powiedział,że stan jest bardzo poważny i chce ją operować, bo usg nic nie wykazuje, a bóle brzucha są bardzo silne.Powiedziła,że ryzyko jest ogromne, bo teściowa jest po dwóch zawałach i nie wiadomo czy serce wytrzyma narkozę i operację.To wszystko było straszne.Siedziałam przy jej łóżku, a ona pytała mnie co ma robić?Boże...co mogłam jej powiedzieć?Powiedziałam,że słuchałabym się lekarzy.Po krótkiej naradzie rodzinnej zdecydowała się na operację.Pamiętam każdą chwilę od tego momentu.Podpisując zgodę na operację, machnęła ręką i powiedziała " może się już nie obudzę..."Posiedzieliśmy z nią jeszcze chwilę, prosiła mnie, bym po operacji przywiozła jej rzeczy do kąpieli...Potem po chwili już wieźli ją na salę.Pożegnaliśmy się, dodaliśmy otuchy i pozostawało czekać.Następnego dnia wieści nie były najlepsze.Lekarz podkreślał ciężki stan, serce było silne, ale leki nie działały tak, jak tego oczekiwali.Miała niedokrwienie i już martwicę jelit.Mogliśmy spodziewać się nawet najgorszego...Nie docierało to do nas...Jak to możliwe?Przecież wczoraj jeszcze się z nami śmiała!?...Po operacji byłam u niej, nie wybudzali jej z narkozy, wyglądała dobrze.Miała zdrowy kolor skóry, była ciepła, serce było silne, biło...Jednak opinie lekarzy się nie zmieniały, wciąż był to ciężki stan.Nazajutrz zamówiliśmy Mszę św za jej zdrowie o 8.30.Modliliśmy się wszyscy, by wszystko skończyło się dobrze.Po Mszy pojechaliśmy do szpitala.Teść poszedł do lekarzy. Nie było go kilkanaście minut.Gdy wychodził z OJOM-u widziałam, że nie jest dobrze.Podszedł, powiedział "Idźcie się pożegnać, mama właśnie umiera..." CO???!!!To było jak ogromny głaz, który się na nas stoczył...Poszliśmy z mężem szybko by ją zobaczyć.Wyglądała dużo gorzej niż dzień wcześniej.Dotarło do mnie wtedy,że mama na prawdę odchodzi.Przytuliłam ją po raz ostatni, przeprosiłam za wszystko, prosiłam,że jeśli ma jeszcze w sobie siłę, to niech walczy, że musi przecież poznać swojego wnuka,że nie może jeszcze odejść...Poszliśmy z księdzem cała rodziną do kaplicy zmówić Koronkę...Wracając, lekarz powiedział, że mama właśnie odeszła...Rozpacz, smutek, niedowierzanie.Cały czas powtarzałam, że to NIEMOŻLIWE!!Wszyscy czuliśmy się bezsilni, patrząc jak bliska osoba gaśnie na naszych oczach w zaledwie trzy dni...Poczułam ogromy żal, tak bardzo chciałam, by wreszcie po raz pierwszy została babcią, a ja nie zdążyłam dać jej tej radości...
Po pogrzebie nastała nowa rzeczywistość.Trzeba żyć dalej, choć inaczej.Musimy się wszyscy tego nauczyć.Po tych przeżyciach poszłam na dodatkową wizytę,żeby zobaczyć moje maleństwo. Bałam się że, tyle złych emocji, nerwów mogło mu zaszkodzić.Na szczęście wiergał nóżkami i wszystko u niego dobrze.Wczoraj byłam na konsultacji u prof, która pierwszy raz mnie zbadała i okazało się że mam miękką szyjkę macicy i muszę się oszczędzać.Dokuczały mi też ostatnio bóle brzucha, ale mam nadzieję, że to ucichnie i wszystko będzie dobrze.
Dwa dni temu poczułam delikatne trzy puknięcia w brzuszku, ale wczoraj jak przyłożyłam rękę do brzucha to czułam jak coś w środku się gramoli;) Nie jestem pewna do tej pory, ale to chyba były pierwsze ruchy...
Wierzę,że wszystko jakoś będzie się układać, a dzieciątko wreszcie pojawi sie w naszym domu, już jego Babcia tam na górze się o to postara...
17 dc: pozytywny test owulacyjny, brak śluzy
, ale bardzo dobry humor. Pewnie dla tego, że mogę dziś siedzieć w domu. Idę na leżak łapać ostatnie ciepłe dni.
Wczorajsza wizyta u gina była bardzo owocna, wyszłam z 3 receptami zapełnionymi lekami. Okazało się, że mam himperinsulinizm (za dużo insuliny jest wytwarzane i zbyt szybko trawię cukry) pozatym dostałam lek aby obniżyć TSH (eutyrox) i ponieważ wczoraj rano najprawdopodobniej miałam owólację to od 3 dnia PO zaczynam kurację pregnylem, podskórnie co drógi dzień. Co ciekawe miałam na USG jak to określił gin nie do końca pęknięty pęcherzyk ale jejeczka nie znalazł wiec chyba zostało uwolnione. Więc od dziś już się faszeruję lekami i zaczynam zdrowiej jeść. Jaki będzie efekt zobaczymy za dwa tygodnie.
25 dc. Jakieś 5 dni do okresu wg owu, 8 wg moich obliczeń. Samopoczucie jest odbiciem wczorajszego dnia. Dreszcze, zimno, temp. ciała 37,3. Ból brzucha jak na okres oczywiście nadal się utrzymuje, ból nóg też się nasila. @ możesz już zawitać. Czekam.
5 dzień po owulacji, 2 spadek temperatury ;( nic z tego już nie będzie ;( kończę swoje starania na 10 miesięcy... może później się poszczęści ;(
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2013, 12:37
Temperaturka od wczoraj 36,9 (jeszcze przedwczoraj 37,10).
Z tego co zauważyłam jeżeli jeszcze raz spadnie mogę się pożegnać z owocnym cyklem.
A może już jest za późno?
Mam nadzieje, że nauczę się w najbliższym czasie interpretować i rozumieć swoją temp. 
w tym cyklu nie mierzyłam temperatury, ale dzisiaj z ciekawości ją zmierzyłam i niestety 36,38 a to już 20 dzień cyklu i tempka powinna być wyższa, czyli owulacji nie było :(Naprawdę nie myslałam ze bedzie aż tak trudno. Jak sobie pomyśle ze za 2 miesiące bym rodziła to same łzy lecą po policzkach. wszystkim mówię ze jest ok ze wiem ze wkońcu doczekam się dzidzi ze się staramy itd, ale jest mi bardzo smutno.
Mąż wrócił jednak wczoraj
A dziś jeszcze w dodatku ma wolne,tylko szkoda,że @ się jeszcze nie skończyła
Ale jej koniec jest już bardzo bliski
Więc niedługo wracamy do staranek
A i jeszcze jeden news
Zapisałam się do Liceum dla dorosłych
Miłego weekendu Wszystkim życzę 
dziś przeprowadzka
może jeśli zmienie otoczenie to bedzie mi lepiej :)odezwe się za kilka dni
dziś przeprowadzka
może jeśli zmienie otoczenie to bedzie mi lepiej :)odezwe się za kilka dni
Mamy wyniki badania nasienia.... kurde tylko żebym ja coś z tego wiedziała
CZY KTOŚ SIĘ NA TYM ZNA??
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.