Mamy wyniki badań mężowskich. Test Igg MAR prawidłowy, HBA nasienia 67%, norma 80%. Nadal wzmożona lepkość.
Uparł się, że chromatynę zrobi w następnym miesiącu, bo zamierza poważnie się wciąż za siebie.
Co o tym sądzicie? Ja wbrew pozorom sie cieszę. Niby wynik nieprawidłowy, ale chyba da się jakoś temu zaradzić, a poza tym wolę wiedzieć nad czym trzeba pracować, niż cały czas zadawać sobie pytanie: czemu się nie udaje???
Martwi mnie tylko ta lepkość, to już trzecie badanie w ciągu pół roku, kiedy ta lepkość wychodzi. Znacie może jakieś sposoby oprócz wit. c?
czy tu pisze się pamiętnik?
o pisze się 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2017, 18:54
Tylko co z tego, jak mi wywaliło cały rok na KidzFriend. Eh. No dobra, trudno. Część będzie tam, ale reszta tu. Poniżej ostatnie wpisy skopiowane z KidzFriend.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2017, 18:55
Wpis z 18 października
Szymon skończył roczek.


W końcu podcięłam mu włosy, dzięki czemu mniej się poci i pejsy nie wchodzą mu w oczy i uszy.
Mieliśmy imprezę urodzinową, byli sami najbliżsi.
Szymon jeszcze nie chodzi samodzielnie. Chce być prowadzany, sam stoi, puszcza się i chodzi przy meblach. Na roczek dostał pchacz i teraz zasuwa z pchaczem po domu. Uwielbia spacery i plac zabaw, a szczególnie grzebanie w piachu i zjeżdżalnię. Cieszy się bardzo, gdy chodzi prowadzony za ręce, a pod nogami szeleszczą liście. Podskakuje z radości. No taka mała rzecz, a cieszy. 
Bardzo lubi książeczki, piłeczki, kółeczka. To aktualnie jego ulubione zabawki. Oczywiście samochody też, bo mają kółeczka. Zwykle zabawa samochodem polega na odwróceniu auta do góry dnem i kręceniem kółeczkami. Kupiliśmy mu ostatnio traktor interaktywny firmy Dumel. Polecam bardzo, nasz synek codziennie chętnie się nim bawi. Na urodziny dostał też fontannę słonika firmy Dumel (ze słonika wyskakują piłeczki) i to jest hit. Takiej radości jeszcze nie widziałam. Szymon uwielbia piłeczki, a tu piłeczki są w ruchu i wyskakują z trąby słonia.
W zeszłym tygodniu mieliśmy kontrolę w Centrum Zdrowia Dziecka. Szymon przeszedł badanie scyntygrafia nerek. Badanie polega na wprowadzeniu kontrastu dożylnie i robieniu zdjęć pod maszyną z promieniami gamma. Nie mogłam z nim być, bo kontrast, który mu wstrzyknęli jest promieniotwórczy. Poszedł mąż. Szymon zniósł badanie dzielnie (przez 20 minut miał leżeć bez ruchu). Leciała jakaś bajeczka, zaciekawił się, a po chwili usnął i resztę badania przespał. Po badaniu nie mogłam się do syna dotykać, ani zbliżać przez 8 godzin. Miałam więc pierwszy wolny dzień od narodzin Szymona. Mąż go karmił, nosił, przewijał, kąpał i dopiero oddał mi go do przytulania na wieczór. Ależ za nim tęskniłam.
Wynik badania ani dobry ani zły. Nic się nie zmienia, to znaczy dalej mamy wodonercze, nerka prawa jest zdwojona (przy tworzeniu się w życiu płodowym dwie części z których powstała nie połączyły się w jedną, ale powstała nerka złożona jakby z dwóch komór dolnej i górnej). Z górnej komory prawej nerki mocz odpływa dobrze, a z dolnej słabo. Prawdopodobnie czeka nas operacja udrażniająca dolną komorę prawej nerki, ale urolog odłożył jeszcze tę decyzję na później, bo stan nerek jest dość dobry i stabilny. Kolejną kontrolę i badania mamy w kwietniu 2018.
Dziś byłam z Szymonem na szczepieniu: błonica,tężec, krztusiec, polio i Hib -> 5w1 Infarix. To już 3 dawka tej szczepionki i na razie obyło się bez NOP-ów. Oby dalej nic się nie działo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2017, 18:59
Dzień testu - jedna obrzydliwa kreska. W sumie po bólach czułam, że tak będzie, ale wiadomo - zawsze jest ta nadzieja w środku. Jestem naiwna, że uwierzyłam, że będzie inaczej.
Zaczynam tracić siły. Nie wiem skąd inne dziewczyny potrafią ją w sobie zebrać. Dziś już bez duphastonu, więc tylko czekać na @. Wiem, że dopóki jej nie ma to będę się trzymać.
Nie wiem co dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2017, 10:40
Dziś co nieco o królikach i marchewkach, czyli słów kilka na temat kampanii Ministerstwa Zdrowia promującej płodność i prokreację. --> Bądźmy jak… króliki?!
Jest jeszcze ktoś, kto o niej nie słyszał?
Wpis z 24 października
Szymon od kilku dni ma jakieś krostki na wewnętrznej stronie ust. Na początku myślałam, że się uderzył i że ma rankę, ale okazało się, że to co innego. Nie są to afty, moim zdaniem to jakaś bakteria. Byłam wczoraj u pediatry, przepisała nam nystatynę. Smaruję mu buziaka tym roztworem i zobaczymy jak to przejdzie.
Za 2 tygodnie mam usg I trymestru i test PAPPA. Dziś skończyłam 11tc. Mdłości nadal są okropne. Oprócz nich często mi słabo. Brzuch już mam i jest rozpoznawalny. Byliśmy w zeszłą sobotę na imprezie firmowej męża, ja w sukience maskującej brzuch, a i tak jedna z kobitek zauważyła, że jestem w ciąży... no może nie jedna, ale jedna się odważyła powiedzieć.
Cały czas mieszkamy w jednym domu z moimi rodzicami. To jest temat, który wraca jak bumerang. Tak czy siak, w tej chwili jesteśmy przekonani, że zbudujemy swój dom na wsi. Tylko mąż musi porozmawiać z bratem o podziale działki, którą obaj odziedziczyli po ojcu i jakoś ciągle z tą rozmową mu nie po drodze. Eh. Temat domu to temat, który siedzi mi jak drzazga w palcu. Ja już tak długo czekam na to, aby pójść na swoje, zamknąć za sobą drzwi i wiedzieć, że tu w tych 4 kątach jestem Panią. Rodziców chciałabym odwiedzać raz na miesiąc (na niedzielny obiad?), myślę, że wtedy nasze stosunki byłyby o wiele lepsze. Pożartowało by się, pouśmiechało, zapytało co tam słychać i wracało by się do siebie, bez jakichkolwiek oczekiwań, pretensji, zarzutów. Mieszkanie razem z rodzicami/teściami to nie jest dobre rozwiązanie. Nie polecam.
Wpis z 7 listopada
Dziś właśnie skończyłam 13 tydzień ciąży i zaczęłam 14. Mdłości od kilku dni są znacznie mniejsze, choć jeszcze są, nie to, że całkiem sobie polazły.
Miałam dziś usg I trymestru wraz z testem PAPPA. USG wyszło wzorowo. Bąbelek urósł i ma długość ponad 7 cm, ma dwie rączki, dwie nóżki; mózg, żołądek, pęcherz moczowy, serce - obraz prawidłowy. Przezierność karkowa NT wynosi 1,9 mm, co jest w normie praktycznie na 50 centylu dla tego tygodnia ciąży i tego rozmiaru płodu. Kość nosowa jest widoczna. Termin porodu wg usg pozostaje bez zmian w stosunku do terminu porodu wg miesiączki i wypada na 12 maja 2018 roku.
Oto mój drugi bąbelek:

Teraz czekam na wyniki testu PAPPA, 23 listopada mam omówienie wyników z genetykiem. Od razu dostałam skierowanie na USG połówkowe i zapisano mnie na 19 grudnia, a więc wygląda na to, że na święta będziemy wiedzieć czy Bąbelek to Bąbelek czy może Bąbelkówna. Stawiam na chłopca. Zaokrąglam się tak samo jak w ciąży z Szymonkiem i wszystkie inne objawy mam bardzo podobne.
Szymonek za dwa dni kończy 13 miesięcy. Od jakiegoś tygodnia udaje mu się stać samodzielnie bez żadnego podparcia nawet około 1 minuty i zrobić po 3-4 kroki samodzielnie w stronę mamy, ale strach mu nie pozwala ruszyć dalej, więc czekamy, aż zacznie chodzić i aż będzie trochę lżej dla mamy - choć pewnie wtedy będę więcej biegać za synkiem niż go nosić, ale wolę ruch niż dźwiganie prawie 13 kg.
Szymon ma wszystkie zęby oprócz piątek. Od czerwca non stop coś wyłaziło. Teraz mama liczy na poprawę snu w nocy, bo jak dotąd to wstaję do niego średnio 4-6 razy przy czym minimum raz się karmimy (zjada 130 ml mleka) i minimum raz pije wodę lub sok.
W domu piekło. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale wyprowadzamy się prawdopodobnie w przyszłą sobotę. Dokąd? Albo na wynajem, albo do teściowej (jak to mówią z deszczu pod rynnę).
17t6d ciąży miesiąc 4
dawno mnie tu nie było jakoś tak wyszło,brak czasu trochę spraw na głowie i tak minęło parę tygodni....
Co u mnie słychać?Oprócz dodatniego wyniku hcv,jest wszystko w porządku,dzidziuś ładnie rośnie no i poznałam wstępnie płeć maluszka,wiem wiem wiem miałam nie pytać tylko czekać na poród żeby mieć niespodziankę ale niestety ciekawość zwyciężyła,lekarz podczas usg stwierdził że on tam nic nie widzi że nic tam nie ma to oznaczało by że prawdopodobnie będzie dziewczynka pewności nie dał ale powiedział żeby na następnych wizytach się dopytywać,także może jeszcze okażę się że będzie chłopak:-)
Pożyjemy zobaczymy:-)
Wpis z dzisiaj.
Wyprowadzamy się. Decyzja podjęta. Będziemy mieszkać przejściowo u teściowej. Jest o tyle gorzej, że będzie tam wspólna łazienka i kuchnia (a tu mieliśmy swoje), ale jest o tyle lepiej, że teściowa jest praktycznie niekonfliktowa i mam nadzieję, że da nam żyć.
Dostaniemy jeden duży pokój i jeden malutki, w który wstawimy biurko, komputer i jakiś regalik na książki i papiery. Mąż już powynosił meble teściowej z tego dużego pokoju, czeka na nas pokój do umeblowania i zamieszkania. Trochę mnie to przeraża, mam jakąś tremę, zastanawiam się czy dam radę psychicznie z teściową, bo naprawdę mam dość mieszkania "z kimś".
Równocześnie zaczynamy budowę własnego domu. Oczywiście najpierw geodeta i podział działki, notariusz, rozbiórka budynku starego, który stoi w miejscu, gdzie chcemy się zbudować, kupno projektu, formalności. Dałam mężowi czas na to wszystko do porodu. Powiedziałam mu, że jak do maja 2018 tego nie pozałatwia(my) to ja z Szymonem wynosimy się na wynajem i guzik mnie obchodzi, że znacznie wzrośnie koszt życia. Mąż już zaczął załatwiać, więc mam nadzieję, że w końcu budowa domu ruszy (na wiosnę lub lato).
Wyprowadzamy się, bo generalnie moi rodzice dość (mówiąc delikatnie) konfliktowi i mamy tego po dziurki w nosie. Październik to awantura za awanturą i czepianie się nas o byle co. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Oby to był impuls do zmian w naszym życiu. Do zmian na lepsze. Podobno każdy kryzys jest szansą na dobry nowy początek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2017, 19:05
"Zamknięta w sobie szukasz ucieczki
boisz się wyjść, boisz się chcieć
wiem jak jest trudno strach przezwyciężyć
na przekór życiu nadawać mu sens "
Smutno i pusto...
12 cs
2 dc
Nienawidzę siebie przed okresem. Nadszedł w 32dc, a ja pomimo negatywnego testu w 25dc nakręcałam się jak szalona. Nawet ściągnęłam dwie aplikacje ciążowe, gdyby jednak się udało. Dzieki temu przeżyłam coś cudownego: gdy przeglądałam „moją ciąże” w apce (oczywiście urojoną), w pewnym momencie palnęłam do mojego Męża: „nasza dzidzia jest wielkości ziarenka ryżu. Dziś zaczynamy 6 tydzień”. Ciągle mam przed oczyma jego wyraz twarzy, wyrażający tyle emocji: radość, podniecenie, ciekawość. Ten jego uśmiech i spojrzenie. Coś pięknego. Biedaczek myślał, ze w ten sposób chciałam mu przekazać wiadomość o ciąży. Jednakże dzięki temu wiem, że pragnie dzidziusia tak samo jak ja. Kocham go za to jak próbuje mnie rozśmieszać gdy jestem w dołku. Ale generalnie staram się nie marudzić.
Strasznie mnie kusi, żeby porozmawiać z mama. Chciałabym się jej pożalić. Jednak wiem, ze nie mogę jej powiedzieć, że się staramy. Strasznie by to przeżywała, myśle, ze nawet bardziej niż ja. Urodziła nas czworo, ale to ja jestem jej oczkiem w głowie. Nie mogę dać jej powodu do smutku, muszę dać taki do radości. Tym razem musi się udać.
Ponadto: od 2 tyg karmię mojego Męża suplementem: Vitotal, a wczoraj zamówiłam korzeń Maca. Ja rozpoczęłam 4 cs z clo + estrofem mite, oprócz tego kwas foliowy. Zastanawiam się czy to nie za mało? Wczoraj czytałam pamiętnik jednej dziewczyny na ovu, której udało się w 24 cs, podczas gdy piła zioła o. Sroki. Zastanawiam się nad tym. Ciekawe jest to ze w 22 i 23 cs miała IUI, bez powodzenia, a w tym 24 odpuścili bo niby cykl bezowulacyjny. I się udało naturalnie.
Chciałabym żeby się udało. Bardzo. Bardzo, bardzo, bardzo. Tak strasznie bardzo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2017, 06:23
2 dc 9 cykl
Witajcie kochane :*
Troszkę mnie nie było nie miałam siły po pracy 
Wczoraj miałam kryzys
byłam 3 dni z rzędu w pracy plus 1 dzień @ które są dla mnie mega bolesne i czuje się jakby mnie czołg przejechał 
Ogólnie sytuacja u mnie jest trochę ciężka
uzależnienie mojego taty po raz kolejny niszczy całą rodzinę... juz nie mam sił... martwię się ze wyjazd za granicę będzie chyba nieunikniony, zobaczymy co dalej będzie... umowę i tak na razie mam tylko na miesiąc.
Co do cyklu
Inofem działa wspaniałe cykle są coraz ładniejsze i chyba powoli wszystko wraca do normy 
Cierpliwość jednak popłaca 
Miłego dnia kochane :*
Dziś jest lepiej. Czekamy cierpliwie do wizyty u androloga.
Mam nawet dobry humor.
Będziemy się dalej normalnie starać. Wierzę, że się uda!
...
Jeszcze dzień lub dwa i zawita @. Zaczęłam w tym cyklu mierzyć temp. po 2 miesięcznej przerwie. Wykres ładny, zresztą jak zawsze u mnie. Chociaż z tego się cieszę
Od kilku dni temp. powoli spada, a więc tak jak co miesiąc. Żyję już wizytą w klinice. Jestem bardzo zadowolona, że tam jedziemy. Wierzę, że lekarz nam pomoże. Mamy porobionych trochę badań, ale są one ze stycznia 2016r., więc zobaczymy co lekarz powie. Pewnie będziemy musieli powtórzyć jakieś. No, ale to zawsze do przodu.
Za oknem słoneczko pięknie świeci na termometrze 16 stopni. Nie jest źle, ale bez jesiennej kurtki nie ma co wychodzić. Po obiedzie zamierzam się przejść do kościoła, a wracając przy okazji zahaczę o park. Już nie pamiętam kiedy tam ostatnio byłam. Zrobiłam się leniwa na wyjścia z domu 
Ciąża rozpoczęta 18 października 2017
Boże... tyle razy zastanawiałam się co tutaj wpiszę jak wkońcu mi się uda... a gdy nadeszła ta chwila to brak mi słów. Dzisiejsza beta tj 30 dc 320,1 mlU/ml. Ogromne zaskoczenie!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2017, 18:16
zobaczyłam na wynikach badań, że estradiol był nawet nie w takim strasznym stanie... ale to po dwu miesieczniej kuracji castagnusem, wiec trudno ocenić, coraz bardziej korci mnie, żeby jednak zamówić te zioła ojca sroki... problem w tym, ze wisi nad nami widmo nieuchronnego rozliczenia sie za wszystkie materiały budowlane, pewnie beda chciec zeby to zrobic do konca roku... lekarz też wczoraj ode mnie skasował za wizyte, do tego leki i nie sa to straszne pieniadze, ale tu troche tam troche. No ale widziałam ile dziwczyny wydaja na swoje leczenie... masakra. Dziś rano jeszcze resztką nadziei zrobiłam sikańca - troche też po to żeby się uspokoić, ze nie zaszkodzę maleństwu tym antykonceptami (zawsze przeciez lekarz mógł nie zawuważyć na usg
i miałam nadzieje, ze ten test woła do mnie "głupia cipo patrz tylko jedna krecha"
plan mam taki:
* dokonczyć te antykoncepty co mi dał wczoraj czyli jeszcze 20 dni,
* potem okres i w 1 dniu cyklu zaczne pić zioła do potwierdzenia owu plus clo - czyli około Mikołajek powinien sie ten cykl zaczac
* jak sie skonczy ten cykl stymulowany z clo to kolejny zrobie tylko na ziółkach cały i może wtedy sie zdecyduje czy ide na ten oddział wiec jakoś na poczatku stycznia, akurat skoncze wtedy moja nowennę, dopomóż mi Panie Boże w wytrwałości w tej modlitwie.
Czuje, że nie powinnam ładowac w siebie całej tej chemii. Jakaś naturalna odskocznia, zeby wszytkiego ze soba nie mieszać... Tymbardziej,że ta chemia wcale nie działa na mnie jakos rewelacyjnie, nie widze żadnej regulacji cyklu! Bromergon moge brać bo mam tego pieprzonego gruczolaka przysadki. Z reszta sie pożegnam w Nowym Roku i coś czuje że z moim ginem też. Nic cham nie mówi o wszystko sie musze dopytywać, tylko recepta i xxx złotych sie nalezy.... Poczytam jeszcze o tej soi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2017, 15:25
Po wielkich nadziejach 2 dni temu przyszła jednak @. O wiele za wcześnie, cykl trwał 21 dni. Jestem strasznie zrezygnowana, ale tłumaczę to sobie zawirowaniami w tarczycy i hormonach. Ważne, że powoli się wszystko normuje. Teraz nie pozostało nic innego, jak czekać na grudniowe badania w szpitalu. Po tym wszystkim może będzie już więcej wiadomo, lekarz będzie mógł wdrożyć jeszcze jakieś leczenie...
Jak na razie jestem ciągle przeziębiona. W zeszłym tygodniu nie mogłam mówić, pewnie zapalenie krtani, tak jak kilka miesięcy temu. Leczyłam się sama, psikacz do gardła żeby tylko nie łykać antybiotyków, bo może jednak ciąża. W weekend lepiej się czułam i odwołałam wizytę u lekarza, bo przecież po co pójdę, skoro mi lepiej, bo przecież praca... Wymówek było wiele, nie poszłam. W środę znowu mnie trachnęło. Gardło, zawalone zatoki, zielony katar, odkrztuszam flegmę, tak mocno kaszlę że wymiotuję z rana. Żyć, nie umierać normalnie
Jak się do jutra nie poprawi, w poniedziałek idę do lekarza. Mam gdzieś to, że nie będzie miał kto za mnie pracować. Szefowa powinna się tym martwić. Już za wiele razy chodziłam chora, nawet z gorączką do pracy. Jestem zła, wkurzona i zrezygnowana. Chociaż raz mogę postawić swoje dobro i zdrowie ponad pracą. To inaczej zwariuję. Mąż na mnie krzyczy, że wiecznie chora jestem, bo mnie dzieci zarażają, a ja głupia dalej do pracy chodzę. Pewnie ma rację... Współpracownica też twierdzi, że powinnam iść na L4 i wypocząć. Jak miałam ostatnie zapalenie krtani i tydzień leżałam w domu, tak konkretnie się wyleczyłam, że miałam spokój na długie miesiące z chorobą. A teraz ciągle coś. Chciałam iść do dentysty, a już od kilku tygodni nie mogę, bo wiecznie jestem przeziębiona... Dlatego biorę się za siebie. Praca nie ucieknie, a zdrowie i owszem.
Za 23 dni idę do szpitala na wycięcie pęcherzyka żółciowego. Dziś dostałam okres i obym nie dostała kolejnego za szybko, bo nie zrobią mi operacji, a czekam na nią od lipca... I się stresuję, że zachoruję, a wtedy też mi nie zrobią.
Muszę wreszcie siąść z mężem i przełamać się i powiedzieć mu, ci mi siedzi na sercu. Przecież każdego dnia myślę o tym.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.