W sobotnim usg w novum peęcherzyk miał 24mm. W niedzielę lekarz w Krakowie z polecenia lekarki z novum stwierdził, że pecherzyk nie pękł, tylko zaczął się wchłananiać. Miał wymiary 18x8 mm, endo 10mm, zero płynu po owulacji. Myślałam, że już w zasadzie pozamiatane i trzeba przesunąć wszystko o 2 miesiące. Załamka.
Zadzwoniłam dziś do dr Lewandowskiego. On niczego nie odwołał tyko kazał zbadać na szybko progesteron i jeszcze dziś wieczorem dzwonić. A było już po 17.00. Na szczęście pomocna okazała się moja poprzednia klinika. Zrobili mi to badanie w 45 min. Ekstra. Progesteron okazał się mocno podniesiony. Dr L powiedział, że pecherzyk się zluteinizował i wszystko jest ok. Transfer w czwartek.
-15 dc-
Niech już będzie 06.06.2018! Albo 07 lepiej. Nie mogę się doczekać laparo. Chcę poczuć, że działam. Dziś byłam na przedoperacyjnym badaniu krwi. Czuję się minimalnie przeziębiona i mam nadzieję, że w krwi nie będzie tego widać.. Nie chcę żadnych obsuw! W przyszły poniedziałek konsultacja anestezjologiczna ale nie wytrzymam tyle czasu i pewnie podjadę wcześniej do Katowic odebrać te wyniki.
***
Dziś termometr odmówił mi posłuszeństwa. Zalałam go przy myciu (wielce wodoodporny!) i muszę przyznać, że czuję się bez niego bardzo dziwnie. Straciłam półtora godziny na jeżdżenie po mieście i dzwonienie po aptekach. Nigdzie nie ma termometrów owulacyjnych! W żadnej aptece i w żadnym sklepie medycznym. Nawet w hurtowniach ich nie widzieli co bardziej pomocni. I już chciałam to olać i nie mierzyć. Ale nie potrafię. Nie wiem czy to nie jest jakaś forma uzależnienia. Wydaje mi się, że byłoby mi lepiej bez tych wszystkich wykresów, ale nie potrafię ich sobie odmówić! Przed chwilą kupiłam termometr na Allegro 
***
Ten cykl jest jakiś dziwny. Owulkę wyliczyło mi najpierw na 9 dc, później zmieniło na 10. To jakiś mój rekord. Poza tym skok zwykle mam 2-etapowy, a teraz odnotowałam 4 dziennie rosnące po sobie temperatury. Ale i tak najwyższa z nich nie przekracza 36,55. Nie wiem czemu taka zimna ze mnie baba. Fakt, że mierzę o 4:55, ale i tak jak porównuję się do innych dziewczyn, to raczej takich niskich odczytów w drugiej fazie nie mają.
***
Psychicznie u mnie super. Na prawdę pozbyłam się tego ukłucia zazdrości połączonej z żalem i smutkiem na widok ciężarówki. Teraz brzuszki budzą pozytywne emocje. Szczerze. Nie wiem jak ta psychika ludzka działa ale jestem pod wrażeniem. Niby na emocje nie mamy wpływu. Możemy im nie dawać ujścia, ale nie kontrolujemy tego jakie coś wzbudzi w nas emocje. A jednak! Zmiana nastawienia zrobiła swoje. Kto by pomyślał, że staranie się o dziecko będzie takim treningiem charakteru.
***
P.S. Praktycznie w ogóle nie piję alkoholu. Nawet szklaneczki piwka, co przez długie miesiące było prawie że codziennością. Poza tym dziennie wypijam 7-8 szklanek wody. Trenuję delikatniej. Biorę castagnusa (w końcu miałam lekko podwyższoną prolaktynę, więc chyba mogę). Czasem kradnę macę małżowi. Olej piłam kilka dni, dźwiga mnie niestety po nim. Odkąd postanowiłam zluzować w pracy, atmosfera poprawiła się jak ręką odjął.
Na przyszłość planuję jeszcze spróbować z inozytolem, ale z czegoś innego będę musiała zrezygnować bo chyba za dużo już tego w siebie pakuję.. Tak czy siak - DO PRZODU! 
18dc 8cs
Chwilowo nie zaglądałam na ovu, bo musiałam pomyslec/odpocząć. Chciałabym móc na luzie podchodzić do posiadania dzieci i powoli zaczynam osiągać wewnętrzny spokój. Nie zawsze mi to wychodzi, biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich tygodni. Mam chyba jakiegoś pecha, bo w koło coraz więcej ciężarnych a ja co najwyżej mogę podziwiać powiększający się brzuch wsuwajac czekoladę.
Gdyby zachodzenie w ciążę było takie proste. Staram się tłumaczyć to sobie, że to jeszcze nie mój czas, że skoro się nie udaje to może pojedzmy na wakacje wypocząć i tym zaprzatan siebie teraz głowę. Więc staram się jak najmniej myśleć o powiększeniu rodziny, a skupić na przyjemnościach. Ciekawe na jak długo starczy mi tego entuzjazmu.
Strasznie mi się dłuży ta pierwsza faza cyklu do dni płodnych. Ani nie ma ekscytacji, że seks może zaowocować maleństwem (choć sam w sobie jest przyjemny, więc jak najbardziej z mężem korzystamy
), ani nie ma napięcia w oczekiwaniu na test. Nudny czas
Mam nadzieję, że cykle dalej będą mi się skracać, a owulacja wróci na swój 16-17 dc, szybciej przynajmniej ten czas minie.
Wczoraj się dowiedziałam, że brat męża żeni się 1 czerwca przyszłego roku, 800 kilometrów od nas. No to mam rozkminkę, czy gorzej będzie jechać tam z maluszkiem czy w zaawansowanej ciąży
Byle mi termin porodu nie wypadł w tych dniach, bo nie chciałabym, żeby mężowi przepadło wesele jedynego brata.
Najbardziej jednak przeraża mnie myśl, że mogę do tego czasu jeszcze w ogóle nie zajść w ciążę. Przy tak długich staraniach na pewno chodziłabym już po ścianach.
Właśnie zagłębiłam temat "zluteinizowanego" pęcherzyka. To znaczy, że mam LUF. Tzn niekoniecznie mam go zawsze, ale w tym cyklu tak. Jestem pełna obaw, czy w takim cyklu należy robić kriotransfer. Niby wyszukałam, że robi się w takim przypadku krio, tylko ważna jest suplementacja progesteronu, bo może wystąpić niedomoga lutealna. Coś, jak na cyklu sztucznym. Ja badałam ten progesteron wczoraj i miałam dość wysoki 10,9 ng/ml, czyli mocno "pozytywny. Do momentu tego badania nie suplementowałam progesteronu, więc jest to mój "własny" z organizmu. Po badaniu zaczęłam go ostro suplementować: 2x1 lutinus i 3x2 luteiny pod język na dobę. Niby przy LUF endometrium przygotowuje się tak samo, jak przy cyklu z owulacją...
Bosz, mam takie mieszane uczucia do tego wszystkiego. Muszę zaufać dr Lewandowskiemu.
Mąż gadał coś wczoraj o adopcji zarodka...
40tc plus 7 dni
Cewnik z balonikiem cos chyba dziala na rozwarcie, z którym byl problem. Dzis krwawilam. Mam godz poczekac i pochodzi dookola ktg, zeby spr czy faktycznie to to.
O 18 zdjecie cewnika, badanie i podanie oxy
15 tydzień
Brzuszek się zaokrąglil, miałam wrażenie, że z dnia na dzień jest coraz większy.. Może dlatego że mdłości nadal mi towarzyszą, ale wymiotuje coraz rzadziej
16 tydzień
Mdłości i wymioty pozostaną chyba ze mną.. Brzuszek nadal rośnie w oczach.. Niesamowite, nie spodziewałam się, że może tak być.. Smaruje mazidłem żeby rozstępów nie było.. I koniecznie muszę kupić sobie spodnie ciążowe.. W moje wchodzę, ale czuję ucisk na brzuchu i nie czuje się komfortowo..
Od jakiegoś czasu, czasem jak przyloże rękę do brzuszka to czuję jakby jakaś rybka tam pływała.. Ale nie jestem pewna czy to Maleństwo czy jelita;-)
Na wizycie wszystko w najlepszym porządku.. Szyjka 4,5 cm pozamykana na 4 spusty:-D dostałam pozwolenie na lekkie ćwiczenia ciążowe, ale mam zwracać uwagę jak się czuję i w razie czego zaprzestać i skontaktować się z Panią profesor.. Najgorsze to, że jest tak dobrze, że następna wizyta za miesiąc.. Ja chyba zwariuje.. Dotąd dwa tygodnie były mi długo..
Jestem w bardzo zlym stanie psychicznym
. Anakin. Pytalas o meza. Wzial juz 6 dni urlopu. Dzis jest ostatni. Ptzyjezdzal. Czekal. Dzis juz sie poklocilismy. Moze w tym tyg urodze, ale on od jutra musi byc w pracy. Nikt mi w domu nie pomoze. Bede sama musiala dac sobie rade. Dlatego tak boje sie, zeby po indukcji nie bylo cc. Bo nie wiem jak sobie poradze. Mial byc przy porodzie. Nie bedzie. Nie chce go. Nir z takim nastawieniem. Odbiera mi sily w najgorszym momencie. Dzis jest bardzo zle. W nocy ciagle rodzace przywozili. Nie ma miejsc na porodowce. Dalej mam czekać. Dziewczynie odeszły wody. Czekala dobe zeby zaczac indukcje. Mnie nie dzieje sie nic. Wiec moge czekac wg klasyfikacji
Wpadam na chwilę, muszę podzielić się swoją dzisiejsza historią bo siedzi we mnie zadrą.
Na stałe wrócę kiedy/jeśli zajdzę w końcu w ciążę, nie mam siły dzielić się niepowodzeniem i kolejnymi załamaniami po skokach nadziei.
Jestem wytrwałym obserwatorm, muszę znaleźć sobie powoli nowe dziewczyny do obserwacji bo obecnie jedną za drugą rodzą dzieci, udaje im się po tygodniach, miesiącach, latach..a potem znikają a ja ciągle obserwuje.
Dziś kolejny 1 dzień cyklu, właśnie doszło do mnie że w tym miesiącu minęło dokładnie dwa lata od świadomych starań o dziecko. Przedwczoraj mieliśmy też naszą pierwszą rocznicę ślubu.
Dzisiejszy okres jest dla mnie bardzo bolesny w związku z tym idąc z mężem do sklepu szłam raczej wolno i trzymałam się za brzuch, w sklepie podeszła do nas jakaś znajoma męża i zapytała z radością kiedy dzidzia będzie ( w znaczeniu że jestem w ciąży i kiedy rodzę) bo jej we wrześniu i że bardzo nam gratuluję.
Zgłupiałam totalnie. Wielokrotnie śmiałam się że jeśli ktoś tak powie to kategorycznie przechodzę na dietę ale nie było mi do śmiechu kiedy wreszcie mnie to spotkało.
Mój mąż nie stracił głowy, podziękował i zgrabnie wybrnął mówiąc że jeszcze trochę. Mnie zamurowało.
Wiem że to nic takiego ale Wy rozumiecie....
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2018, 16:45
Cewnik wyjety..szyjka spulchniona. Rozwarcie ok 1.5 cm szalu nie ma, ale chca dalej indukowac. Niestety nie dzis, ale jutro. Wiec kolejny dzien czekania.
Ja naprawde mam juz dosycl
33tyg+4dni
Jestem ostatnio strasznie leniwa. Zrobienie obiadu to wszystko na co mnie stać. Wstyd się przyznać, ale nie mam sił/ochoty szykować niczego dla malucha. Nie chce mi się przeglądać tych wszystkich sklepów, aptek w poszukiwaniu najlepszych nożyczek do paznokci i odciągaczy do kataru. Serio. Chciałabym, żeby ktoś przyszedł i zrobił to wszystko za mnie. Nawet wybór siateczkowych majtek mnie przeraża; mają być o kroju szortów, ale nie z flizeliny, o rozmiar większe niż normalnie się nosi, ale też żeby nie spadały. Idzie zwariować. Dziś odebrałam paczkę z apteki Gemini i mówię mojej mamie, że kupiłam m.in. podkłady na łóżko Tena. A mama się pyta ‘po co ci to?’. Ano nie wiem :oD haha, tzn wszędzie podaje się, że trzeba takowe posiadać, więc mam i ja! W ostateczności można na nich dziecko przewijać…
Ale mimo tego, że wkurza mnie moje własne rozciapanie, to humor mam dobry. Jestem dość spokojna. Dzieciak fajnie się kręci w środku, mam wrażenie, że czuje się dobrze i jest wesolutki. Nie wiem skąd, ale tak mi się zdaje :o) Zajadam się truskawkami i szparagami i botwinką. Sezon trwa tak krótko, trzeba korzystać. Dziś jedząc makaron z truskawkami i twarożkiem (taki przedszkolny przysmak) uświadomiłam sobie, że za rok o tej porze będę ten sam makaron jeść z synkiem :o)
22 dc, dzisiaj odebraliśmy wyniki nasienia męża i wszystko jest ok
także idę na hsg tak jak było zaplanowane na 7 czerwca. Kolejny krok do przodu i na szczęście pozytywny. Mam dzisiaj podły nastrój, chociaż dużo pozytywnych rzeczy się wydarzyło. Dopadł mnie chyba typowy nastrój przedokresowy. Zrobiłam rano test i dupa, detektor wykazywał 35%. Czasami śmiać mi się chce z siebie, że tak skrupulatnie wpisuje te wszystkie objawy żeby dodało mi punkty, oj ja naiwna
i tak większość z tych objawów mają wszyscy ludzie.
Wpadł do nas dzisiaj na chwilę brat Męża. Mówił, że niedługo zaczną się starać o Maleństwo. Życzę im jak najlepiej i nawet mówiłam, że im nie odpuszczę, bo będę ciotką która będzie je najbardziej rozpieszczać. Ale w głębi serca poczułam smutek i niepokój. Nie wiem czy będę umiała się z tego cieszyć...
32 dc.
Dzisiaj mija 7 dni od odstawienia Duphastonu, a @ nadal brak. Szyjka zamknięta, pochwa ciasna i rozpulchniona.
O 16 byłam dzisiaj na becie, oczywiście jeszcze nie ma wyników. Ciekawa jestem, ale obstawiam negatyw. Bo wszystkie testy sikane (różnych firm) wychodziły negatywne.
Z rzeczy bardziej dołujących - wczoraj dowiedziałam się że była dziewczyna mojego męża urodziła prześlicznego chłopca. Jesteśmy ten sam rocznik.
Pół nocy nie spałam i zastanawiałam się, że gdyby się nie rozstali, to prawdopodobnie mój M byłby ojcem tego brzdąca.
Beczałam jak bóbr i nie mogłam zasnąć. Oczywiście mój M nie dostrzegł niczego dziwnego.
Dzisiaj w drodze do biura prawie spowodowałam wypadek bo łzy zasłaniały mi cały widok.
Trochę depresyjnie czekam w końcu na @.
28dc . Malpa nadchodzi wielkimi krokami wiec marzenia o tym ze w końcu wydarzył się cud może iść w zapomnienie.
. Za daw tyg lace w końcu do pl , czas na relaks i odpoczynek .
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2018, 05:02
Beta z wczoraj <1,2. Niby się tego spodziewałam, ale jednak miałam cichą nadzieję...
Jakieś pomysły czemu nadal nie ma @ i ile jeszcze mam czekać?
25 tc,jutro zaczynamy 26 tc.
Czuję się całkiem ok,tylko wzdęcia nadal mnie męczą,zadyszka i płaczliwość. Ta ostatnia przypadłość pozwala odbić sobie płacz chyba za całe życie
płaczę z byle powodu, aż śmieszne to się chwilami robi 
Jeszcze nie zaczęłam niczego szykować dla Zosi. Planuję zacząć w czerwcu szykować pokoik,robić zakupy,pomału gruntownie wysprzątać dom. W lipcu wypiorę ubranka,a w sierpniu będę już tylko czekać.
Dużo się zmieniło w opiece nad noworodkami,czytam i staram się to wszystko zapamiętać,a instynkt zrobi resztą. Chcę bardzo karmić piersią i tym razem zrobię wszystko, żeby się udało,przed i po porodzie spotkam się z doradcą laktacyjnym.
Niestety pojawia się okropny strach przed porodem,do tego stopnia,że jest to aż panika. Nie chodzi tu o ból,tylko strach o dziecko, żeby nic jej się nie stało.
Zosia jest kochana,bardzo żywa i aktywna,kopie dość mocno. Niestety cały czas czuję ją bardzo nisko.
33tyg+5dni
Dość gnicia! Ruszam się, jadę do sklepu kupić sobie plastykowe/gumowe japonki do szpitala :o) Kupię też truskawki, a co :o)
Na długi weekend wybieramy się nad jezioro (nawet przedłużamy ten weekend, mąż bierze kilka dni wolnego) i mąż upiera się, że powinnam już mieć spakowaną torbę (i że powinniśmy wozić torbę wszędzie ze sobą – może i ma rację). Tak więc chcę się dziś/jutro spakować na wszelki niewielki :o)
22 kwietnia
19dc
3dpo
Owu wyznaczyło mi owulacje. U mnie w tym miesiącu spokojniej niż w poprzednim, gdzie po biochemicznej chciałam jak najszybciej znów być w ciąży. Tylko temperaturę mierzę zgodnie z rozkładem jazdy. Testy owu robiłam tak losowo, że nawet gdyby był jednoznacznie pozytywny to bym pewnie go przegapiła. Serduszkowanie też losowo, bo a to ktoś z nas chory, a to po prostu zmęczony. A ze mam przeczucie, że owu moglo nie być, bo jajniki w ogóle nie dawały znać, to się nie nastawiam.
7dc
Poprzedni miesiąc nie był tym szczęśliwym. Miałam najdziwniejszy cykl w historii. Trwał 45 dni, owulacji w ogóle nie było. Nie mogłam się doczekać aż @ przyjdzie. Szczególnie, że na kilku testach był cień, a nawet kreska którą i M dostrzegł.
Teraz na spokojnie. Czuję, że to ten cykl. Że się uda. Kupiłam maleństwu body na zachętę (to moje prywatne zabobony, w pierwszej ciąży poskutkowało). Uzbrojna jestem w testy owulacyjne (jak zawsze), olej z wiesiołka, pokrzywę i czystek. No i żel conceive plus czeka na swój moment.
Jak tylko będę mogła kupię sobie 30 testów ciązowych. Szaleństwo, ale jest w nim metoda. Jeśli planuję, że zrobię jeden test w 12dpo to dni spędzam na czekaniu, o niczym innym nie myślę, w nocy przed nie mogę spać. A przecież nie mogę tak żyć. Mam w domu roczniaka, który mnie potrzebuje. Więc będę testować gdy tylko nadejdzie mi ochota. I nie będę na nic czekać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2018, 11:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.