Mam ‘złote dziecko’ (ekhm). Nie wiem czy obudzilby się w nocy sam z siebie. A ja wychodzę ze skory ze zmartwienia. Budze się z twardymi piersiami, a jego nie idzie dobudzić. A jak już się uda, to zassie 2 razy i tyle. Nie chce odciagac maszyna, bo to sztuczna symulacja i piersi puchna jeszcze bardziej. Dzis maz poszedł do pracy, zostałam sama, musze być silna. Dzwonilam do mojej pani laktacyjnej (zlota kobieta!), wpadnie do mnie zwazyc synka. Jeśli przybiera to odpuszczę, widocznie takie ultra krótkie ssanie mu wystarcza (bo siusia i robi kupy jakby nic innego nie robil tylko jadl; czy on zyje powietrzem?). Jeśli waga stoi w miejscu lub (co gorsza) spada, to zobaczę co mi nakaze… Wdech wydech wdech wydech.
Tydzień 17
Patryk ma 3 miesiące i 27 dni(120dni)
Dziś mija dokładnie rok od dnia w którym dowiedzieliśmy się,że jestem w ciąży to był niesamowity czas,pełen radości i spokoju,obaw też trochę było związanych z tym jak sobie poradzimy.Dziś mogę napisać,że sobie radzimy i jest ok.Czas ciąży będzie miłym wspomnieniem,przeżyłam coś niesamowitego i dziękuję za to że było mi to dane.Teraz cieszymy się każdym dniem spędzonym z naszym synkiem:-)
Upał nareszcie odpuścił ale nie wiadomo na jak długo,synek o wiele lepiej się czuję,lepiej śpi mniej marudzi prawie wcale.Ja też czuję się o wiele lepiej.W tym tygodniu czeka nas szczepienie a na drugi dzień wizyta u lekarza i wynik którego bardzo się boję,od tego wyniku dużo zależy jeśli będzie zły czeka synka dłuższe leczenie jeśli będzie ok to pewnie wizyty kontrolne raz na jakiś czas.Musimy cierpliwie czekać do czwartku.Mam nadzieję że mojemu mężowi udało się załatwić w ten dzień wolne bo nie uśmiecha mi się jechać pociągiem czy pksem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2018, 15:04
25tc (24+0)
Dziękuję Ci Boże za ten 25tc... Wiem, że to nie jest jeszcze granica 100% bezpieczeństwa, ale teraz to już chyba z górki. Bardzo w to wierzę ❤
Jeżeli przeżyję 2 falę upałów, która ma nadejść jutro, to przeżyję już wszystko. Cholera, mam już dosyć.
9t3d
Pisałam ostatnio, że mdłości ustąpiły... taaa.
Dalej mam gule w gardle przez większość dnia, a dzisiaj po otwarciu lodówki miałam odruch wymiotny. Póki co, ani razu nie wymiotowałam, nawet odruch wymiotny mam rzadko. Jedynie mniejsze lub większe mdłości. Tak więc nie jest źle. Zresztą nawet gdybym miała wymiotować to mówi się trudno. Takie uroki ciąży.
Zauważyłam, że jedzenie które normalnie jadałam wcześniej aktualnie powoduje straszną zamułe w żołądku. Mam wrażenie, że wszystko trawi mi się masakrycznie wolno. Ale wcześniej byłam dość aktywna fizycznie a teraz tylko tyle co spacery i basen czasami... bywam na nim zdecydowanie za rzadko. Obiecuje sobie, że w tym tyg pojadę 3 razy. Oby wyszło. Ratują mnie spacery z moimi 2 psami.
Dopadł mnie masakryczny syndrom wicia gniazda. Mieliśmy tylko generalnie remontować łazienkę i odświeżać pokoje (ściany, trochę meble itp.) Aktualnie stwierdziłam, że choćby nie wiem co musimy zrobić jeszcze kuchnie generalnie. A jak pewnie wiecie kuchnia to największy wydatek, eh. Ale mam nadzieje, że uda nam się, bo jej nie zniosę! Haha. Niby nie jest okropna, ale ciemna, mało funkcjonalna i mnie wkurza.
Ogólnie to wzięłam się za odmalowywanie mebli do pokoju docelowo dziecięcego. Nie krzyczcie na mnie, bo sama się za to ganie. Ale kupiłam farby bondex hypoalergiczne, bezpieczne dla dzieci i niby bezzapachowe (lekki zapach mają). Wyczytałam, że jak będę malować przy otwartych oknach to nic się nie stanie. I nigdy nie maluje ich dłużej niż 15 min pod rząd i jest przerwa kilka godzin. Mąż by mógł to zrobić, ale jak to ja stwierdzam, że zrobię to lepiej. Zresztą w ciąży nie przestałam nawet robić paznokci akrylowych a to zdecydowanie większy smród, ale też ponoć jest to bezpieczne. To już nie te czasy co farby, czy lakiery, cy farby do włosów zawierały niebezpieczne składniki.
Dobra pora powoli jeść śniadanie (choć nadal nie mam ochoty) i zbieram się na basen.
I nie wytrzymaliśmy z mężem z brakiem seksu do końca pierwszego trymestru... teoretycznie wszystko jest ok i nie ma podstaw żeby był zakaz bezwzględny. Ale mój gin jest mega zachowawczy i powiedział, że odradza... a jak coś to ostrożnie. No i nie daliśmy rady wytrzymać.
Frufru trzymam za Was kciuki bardzo mocno.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2018, 10:23
W skrocie: odszedł mi czop po 19, zjadłam kolacje, wykompalam się i ... odeszły mi wody. Ciurkiem, po nogach około gdzieś przed 22. Pędem się wybraliśmy i pojechaliśmy do szpitala, w drodze skurcze trwające od 20 do 40 sekund, co 3 minuty. W szpitalu szybkie przyjęcie dzięki Bogu, wg usg masa płodu 3600g! Lekarka średnio mila delikatnie mówiąc, za to położna super. Badanie szyjki, rozwarcie na 1.5 cm.oddychalam głęboko. Bolało A położna mówiła że to dopiero początek, po chwili zdziwiona że głowa nisko i szyjka dość cienka więc może pójdzie szybko. Podczas ktg zaczyna się krzywic bo tętno nie mieściło się w skali. Po pewnym czasie sala była pełna lekarzy, decyzja o cesarce. Dziś mi powiedzieli, że małej groziła zamartwica plodu i jest pod obserwacja, pobrali jej krew do badań, wyniki za 5-7 dni. Wiemy tez ze pepowina byla krotka. Mają mi ja przynieść na chwilę do przytulania... i do przystawienia piersi. Bedzie pod obserwacja. No i mała nie jest taka mała bo ma 54 cm, 3580g i dostała 10 pkt. Mimo wszystko. Ja póki co leżę jeszcze i czekam na pionizacje. Proszę trzymajcie kciuki żeby był ok. Ja staram się być jak najlepszej myśli, wiem że mieliśmy farta
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2018, 10:41
Dzięki kobietki.
Jesteśmy po obchodzie. Dziś zaczniemy wywoływać poród, lekarze stwierdzili, że tak będzie bezpieczniej przy moim stanie zdrowia.
Leosiu czekamy ♡♡♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2018, 11:25
Byla pani laktacyjna. Emil tyje!!! Przyrasta prawidlowo!!! Co za ulga!!!
Uff... wyniki są w porządku, a jednak... kicham i smarkam, więc obawiam się że może znowu coś być nie tak, no a jakby tego było mało zaczęłam brać zastrzyki z progesteronem i dostałam zaczerwienień w miejscu zrobienia zastrzyków 😞
Jutro wizyta w Warszawie...
Poza tym wiosna się zaczyna, jest cieplej....
06.08.2018 - wizyta kontrolna
Dziś, mam mieć wizyty u swojej Pani doktor. Miała to być kolejna wizyta ciążowa, niestety, zamieniła się w wizytę kontrolną po poronieniu. Boję się jej, bo nie wiem co tak na prawdę na niej usłyszę. Chce wiedzieć, że wszystko już dobrze, że mamy zielone światło i mozemy się starać dalej o dziecko. Jedno jest pewne, nie chce wracać do pracy...będę musiała porozmawiać na temat kontynuacji zwolnienia.
Zastanawia mnie jedna kwestia..Czytałam na różnych forach, że poronienie dla organizmu jest traktowane jako normalny cykl. Postanowiłam robić testy owulacyjne w okolicach przewidywanej owulacji...No i dziwne zjawisko..przez ponad tydzień testy wychodzą mi pozytywne. Nie wiem co jest przyczyną. Może to jeszcze jakieś zalążki hormonu, po ciąży którą straciłam. Na całe szczęście, dzisiaj wszystkiego się dowiem.
18cs, 26dc
Znowu dół... Znowu poczucie, że się nie udało.. I tylko wszyscy wkoło mnie są w ciąży, a mnie jakoś magicznie omija ten wirus, wysyp, epidemia... Już mam totalnie dość tego tygodnia.. chciałabym, żeby już było wiadomo co i jak i co dalej robimy.. Męczy mnie to wszystko już...
Dzisiaj beta 822,5 i progesteron 31,86 także jest konkretny progres
. Dolegliwości pachwinowe trochę ustały, aczkolwiek wczoraj bolały mnie jakby żyły/tętnica. Takie tępe kłucia pod kolanem, w stopie, nadgarstku. Oczywiście schiza na maksa, że jakiś skrzep mam, ale z drugiej strony jestem obstawiona lekami. Biorę acard, heparynę, więc prawdopodobieństwo znikome. Może to raczej skutek rozrzedzonej krwi właśnie. Nosz kuźwa bądź tu mądry i pisz wiersze. Dla świętego spokoju powtórzę jeszcze pewnie wynik w środę i w sobotę może. Modlę się w duchu, żeby los pozwolił mi wreszcie zostać matką.
Witek i Jaś
Nie wiem jak to się stało, ale Witek przyjął jako coś normalnego, że u mamy w brzuszku jest dzidzia, potem, że to brat, a teraz, tam po prostu mieszka Jaś. Myślałam, że dla niespełna trzylatka to będzie abstrakcja. A tu nie - taka pełna normalność sytuacji. Zapisuję kilka scenek:
* siedziałam wczoraj w spódnicy na kanapie. Wit przyszedł do mnie, wsadził łepetynę pod spódnicy i mówi:"Cześć Jaś!" Potem wsadził jeszcze pod spódnicę miseczkę z owocami i poinformował mnie, że on z Jasiem będzie jadł.
* Dziś na plaży, na widok płaczącego brzdąca: to Jaś jest. Ale nie nasz Jaś.
Ja: A nasz Jaś też będzie płakał?
Wit: Tak
Ja: I będzie krzyczał?
Wit: Tak
Ja: I co wtedy zrobisz?
Wit: Przytulić!
* Dziś rano wskakując mi na ręce, żebym go niosła: U mamy obok Jasia chcę!
* Kilka dni temu jeździł mi po brzuchu swoimi ukochanymi autami. 'Pokazywał' je bratu.
Zobaczymy jak to tam później będzie, ale tymczasem... pięknie jest 
[59 dni pozostało...]
Nie mogę uwierzyć. Druga kuzynka również zaszła w ciążę... Zostałam sama na polu bitwy
jak jakaś czarna owca w rodzinie
dzisiejsza wiadomość mnie już po prostu dobiła totalnie. Czemu im się udało, a mnie nie? ja sie staram najdłużej z nas 3, one zaszły, a ja się męczę
tak strasznie mi smutno dzisiaj, że nawet nie potrafiłam się cieszyć, a tą kuzynkę bardzo lubię i baaaardzo jej kibicowałam... przyjaciółka non stop wysyła mi zdjęcia swojego maleństwa... Nic tylko siąść i płakać
myślę jutro zrobić progesteron, bo szykuje się nam wesele w ten weekend i nie wiem czy pić czy nie pić
jak progesteron będzie niski lub w normie to piję, jak będzie wysoki to nie
nie mam siły za każdym razem rezygnować z takich rzeczy, a potem i tak się okazuje, że nic z tego nie wyszło
testować mogę dopiero kilka dni po weselu...
Dzis pierwsza noc tylko z cyckiem, bez odciagania, bez wyparzania. Przeżyliśmy! Jak troszke zaczynał sapac, to bralam go do piersi. Ssal prawie spiac (na ogol dosc byle-jak) kilka minut i odkladalam go. Teraz, o 7, pora na "porzadne" śniadanie, czyli ostro kontroluje jego technike przyssanis i ssania. Sorry ale w nocy głowy do tego nie mam. Nocne przewijanie tez jest za przeproszeniem byle jakie, dzis mielismy "wylew" kupku na plecki. Taka ze mnie matka, co woli sobie pospac niz dziecko na tip top ogarnac. Coz... Ah, maz zachwycony, ze nie ma butelki z mlekiem, bo moze spokojnie spac...
Dzis pierwsza noc tylko z cyckiem, bez odciagania, bez wyparzania. Przeżyliśmy! Jak troszke zaczynał sapac, to bralam go do piersi. Ssal prawie spiac (na ogol dosc byle-jak) kilka minut i odkladalam go. Teraz, o 7, pora na "porzadne" śniadanie, czyli ostro kontroluje jego technike przyssanis i ssania. Sorry ale w nocy głowy do tego nie mam. Nocne przewijanie tez jest za przeproszeniem byle jakie, dzis mielismy "wylew" kupku na plecki. Taka ze mnie matka, co woli sobie pospac niz dziecko na tip top ogarnac. Coz... Ah, maz zachwycony, ze nie ma butelki z mlekiem, bo moze spokojnie spac...
Witamy sie w 2 trymestrze

14tc (13t0d)
Czujemy sie super
Czasem coś mnie zaboli, zakłuje ale to chyba normalne. Cycki wróciły
Raz bolą raz nie. Nudności brak. Energia w miarę jest.
Mąż w delegacji. Wraca w piatek. Ciężko mu było pojechać
Mówi że jak teraz tak mi ciężko co to będzie jak maluszek już będzie na świecie... Noo ale taka praca. Przyzwyczaiłam się że ma wyjazdy z dnia na dzień.
Ja dzisiaj ogarnę sypialnię. Tzn posprzątam od deski do deski. Tylko mebli nie będę odsuwać bo się boję. Wy tez cierpicie na pedantyzm? Ja muszę mieć wszystko pod linijkę najlepiej :p
Ciekawe jak będę miała z maluszkiem. Mam nadzieje że mnie wyleczy bo to już jest męczące.
7 dni do wizyty
Może poznamy płeć
Beta 0.100. Tym samym przestałam wierzyć, że kiedykolwiek uda nam się naturalnie. Już nawet w IUI nie wierzę, ale zrobimy jeszcze 2 razy dla świętego spokoju. Na in vitro nie jestem gotowa i nie wiem czy kiedykolwiek będę. To za dużo cierpień fizycznych i psychicznych, jestem za słaba.
Cholera...
Mielismy 9 dni przerwy w
bo najpierw byla @, pozniej maz w delegacji, a na koniec wyjazd na urlop i ostatecznie
bylo w 10 dc wieczorem i w 11 dc rano, a ciagu tego 11 dc (nie zmierzylam tez w tym dniu trmp.) bolal mnie jajnik i juz dzis w 12 dc temp. poszybowala w gore.
Jestem wsciekla bo raczej owulacje miewam blizej 14 dc a tak to "zaaplikowalismy" "przeterminowane" i/lub "za swieze" plemniki, co przy slabej jakosci mojego m. nie wrozy nic dobrego 
No cholera,nie mogla ta owulacja poczekc z jeden dzien ???
Dzisiaj nie budziłam się w nocy ale i tak psychicznie czuje się kiepsko, jestem w dołku choć staram się żyć jakby nigdy nic.
Zrezygnowałam tylko z zabawy w energylandii, bo boje się że fizycznie nie dam rady albo mi to zaszkodzi.
Fizycznie to jak wczoraj byłam na spacerku to strasznie zaczęła boleć mnie klatka piersiowa, nie mogłam złapać tchu, serce waliło jak młot... po przejściu 100m. Pózniej odpoczęłam i jeszcze pochodziłam i już bylo lepiej. Wieczorem zemdlałam na apelu jasnogórskim, tzn Prawie bo w ostatniej chwili zdążyłam wyjść i osunęłam się za drzwiami. Mdlalam kiedyś często wiec objawy typu zimne poty, mroczki, nogi jak z waty wyczuwam dużo wcześniej. Próbowałam teraz tez to przetrzymac ale byłby wstyd jakbym tak padła i wyszłam. Na świeżym powietrzu od razu zrobiło mi się lepiej. Zapomniałam dodać ze wcześniej byłam w sanktuarium w leśniowie, tam jest patronka rodzin, małżeństw i matek. Tez się tam wymodlilam za wszystkie starające się o dziecko. Nie pamietam kiedy tyle czasu poświęciłam na modlitwę, nawet nie chodzę do kościoła ale jak trwoga to do Boga.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2018, 15:37
Patryk kończy dzis 17 tygodni
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.