Jutro nasza córeczka skończy 20 miesięcy. Świat kręci się wokół niej. Zmieniła nasze życie o 180 stopni, żyjemy tylko nia i dla niej. Może za bardzo popłynęliśmy na fali rodzicielstwa? Ja utonęłam także w pracy, etat, inna praca po pracy, do tego Ona, która wymaga 100% uwagi, wszystko chce robić z nami. A my się gdzieś w tym wszystkim zagubiliśmy. Przeszliśmy poważny kryzys, były słowa o rozwodzie, najpierw z mojej strony, potem ze strony męża. Wiadomo, że tego nie chcemy, ale w złości człowiek wypowiada różne rzeczy. Odkąd mała się urodziła, nie układa się między nami. Dajemy z siebie wszystko, mąż jest ojcem zakochanym w swojej córce, świata poza nią nie widzącym. Ja jestem matką równie zakochaną, do tego martwiącą się o o wszystko, stresującą się wszystkim. Nie potrafię w tym macierzyństwie wyluzować i chyba na jakiś etapie zapomnieliśmy, że oprócz tego, że jesteśmy rodzicami, jesteśmy też małżeństwem, parą. Po niezliczonych kłótniach wreszcie uczymy się ze sobą to wszystko przegadywać. Wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Na terapię nas nie stać, kredyt mieszkaniowy wzrósł o tysiąc złotych, kto by wydawał na terapię... Jakoś musimy poradzić sobie sami. Od września przechodzę na 3/4 etatu, dychnę, lepiej zaplanuję zakupy, może wbrew pozorom budżet nie ucierpi przez niższą wypłatę.
A mała jest rozkoszna. Ma charakterek, ale cóż, muszę to przyznać, a nie jest to tylko moja opinia, jest nieprzeciętnie mądra jak na swój wiek. Mówi już od dawna, składa zdania. Zaskakuje nas na każdym kroku, jest totalną kosmitką, skąd ona wie różne rzeczy, nie mam pojęcia. Ostatnio jedziemy w aucie, w tle leci radio, zmieniła się piosenka, a ona do mnie: kolejna muzyka leci.
Albo pytam się jej: co lubisz, truskawki lubisz czy jagody lubisz? Ona myśli, myśli i: maliny!
Z tego też powodu w żłobku była tragedia z adaptacją. Jest za bardzo świadoma, że ją tam zostawiamy, że jest tam sama. Poszła w lutym, dopiero teraz jest ok, choć za każdym ranem rano jest dramat. Jest to bardzo ciężkie psychicznie dla nas, nie spodziewaliśmy się tego. Zawsze byłam zwolenniczką złobka, teraz myślę, że nie dla każdego dziecka złobek to jest to. Choć może jeszcze powiem, że złobek to była słuszna decyzja zobaczymy... Choć z drugiej strony, nie mamy wyboru. Nie mamy babci i dziadka na miejscu, niańki są cholernie drogie i jednak nie jestem do niańki przekonana.
No i tak się toczy dzień po dniu. Jakże trudne jest macierzyństwo, jak trudne jest odstawienie od piersi. Karmię piersią 20 miesiąc i nie mam pomysłu jak zrezygnować, mlekołak o niczym innym nie myśli. Jak trudne jest zrezygnowanie z różnego rodzaju rozrywek i relaksu, który się uprawiało w erze bezdzietnej. Ale warto było po stokroć czekać na tę kosmitkę, gdybyśmy mieli wcześniej dziecko, to jej by nie było, czym byłby świat? Warto walczyć dziewczyny!
Schemat snu malego? Hm... Jedno jest pewne: W nocy spi jak zabity! Wczoraj karmilam go ok 24 i jadl. Potem jeszcze co 2/3 h próbowałam (ciut na sile) przystawiac ale spal jak susel! Balam się o swoje piersi (tyle h bez karmienia) ale nawet nie bolaly ani nie spuchly zbyt). Tak wiec dop ok 7 rano kiedy obydwoje sie "dobudzilismy" byla porzadniejsza sesja ssania. Coz, karmie go "na żądanie", w wiekszosci JEGO zadanie, a nie moje. Jesli mojej laktacji sie to nie podoba to trudno! Odmawiam sztucznej symulacji laktatorem! W dzien głównie tez spi, dzidek maly. Troche ssie, glownie drzemie, lekko wodzi oczkami :o) zloty dzieciak!!! Moja mama i tata dzis znow byli i niestety odjechali. Chlip. To byl cudowny dzien. Wspólne picie kawy i jedzenie sernika, mama robiaca obiad (mniam), tate tez zagonilam do drobnych porzadkow. Smutno mi bedzie jutro samej, moi rodzice sa super. Za miesiac, tuż po szczepionkach, jade do nich na na wies na kilka tygodni. Nie doczekam sie!!!
A Wam kochane czytelniczki dziękuję za wszystkie mile slowa!!! Widac wyraznie, ze u mnie lepiej, nie?
A Wam kochane czytelniczki dziękuję za wszystkie mile slowa!!! Widac wyraznie, ze u mnie lepiej, nie?
Byłam u lekarza, diagnoza: przewlekłe autoimmunologoczne zapalenie tarczycy. Dostałam małą dawkę leku thyrozol na miesiąc i mam powtórzyć badania. Kazał iść do endokrynologa ginekologa. Będę szukać takiego ale najbliższy we Wrocławiu, 100 km od domu. Mówił że jestem dziwnym przypadkiem z takimi złymi wynikami w tak krótkim czasie i bez większych objawów. Mam się obserwować i mierzyć ciśnienie i puls bo mogę mieć problemy z sercem, nie jeść soli, nie pic mleka (pasza dla krów jest jodowana tak jak sól aby zmniejszyć niedoczynnosc w społeczeństwie), nie jeść ryb slonowodnych i nie jeździć nad morze. Powiedział że na tą chwile mam odpuścić starania bo w ciąże na bank nie zajdę, nawet nie mam co liczyć na cud. Tak więc moja tarczyca + słabe nasienie = chujnia. Jestem zła. Niech ten koszmar już się skończy. Błagam!
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2018, 21:01
Kręgosłup nie odpuszcza
, cały dzień jadę na ketonalu
. Ból przeniósł się w odcinka lędźwiowego na piersiowy. Termofor na plecach trochę pomaga, ale nie da się długo z nim wytrzymać w taki gorąc. Jeszcze ze dwa dni i przejdzie. Zawsze przechodzi.
Zdążyłam już zapomnieć o tym, że mam za sobą 5 operacji... Wiem, że powinnam się oszczędzać, ale wolę rzucić się w wir pracy, szydełkowania i ćwiczeń żeby nie myśleć.
W pracy chyba całkiem nieźle mi idzie, ogarniam prawie wszystkie zamówienia, kierowcy zazwyczaj przed 16:00 są już w firmie i na spokojnie zajmują się wysyłkami towaru w Polskę, a ja w tym czasie rozpisuję trasy na Warszawę na następny dzień. Kiedyś kochałam tą pracę, a teraz jestem neturalna. Będzie mi ciężko odejść, zwłaszcza przez pieniądze. Gdy dzisiaj zobaczyłam wysokość wypłaty lekko się zdziwiłam, chyba moja najwyższa pensja od kiedy pracuję w tej firmie. Wiem, że to głównie przez urlop. Za miesiąc wszystko wróci do normalnych kwot. Dzięki tej pracy mogę sobie pozwolić na te wszystkie badania, lekarzy, leki. Ale nie wiem ile jeszcze dam radę to ciągnąć...
7dc
Szok. Okres skończył się bardzo szybko, 3 dni intensywnego krwawienia potem lekkie plamienie I koniec. Za to już szyjka dzwignela się do góry i zaczyna się otwierać... czyli to będzie cykl 27 dni...
takie są moje prognozy
A sluz plodny pojawi się w 11
zobaczymy czy trafiłam:)
Chciałam zmienić taktykę w tym miesiącu i kochać się częściej nawet przed plodnymi i zamiast tak późno wieczorem, to rano... ale mąż... on jest jak mucha w smole:/ nic mu się nie chce a libido zero, a jak już słyszy że ja chce to jemu się już całkiem odechciewa. Czasem rośnie we mnie frustracja, dotychczas jakos potrafiłam to przełknąć i musiało wystarczyć mi 3x w miesiacu:/ czasem więcej jak się zaczęły starania ale... I tak zero spontaniczności. Eh... już go wytargalam dziś pobiegać, żeby się ruszył z fotela i poprawial kondycje...ale ciezko bylo.
A ja ostatnio mam coraz większego bzika i coraz większe pragnienie posiadania dziecka... nie chciałam tej presji...
Drugi dzień @. Pobolewa mnie podbrzusze i plecy. Temperatura 36,85.
Środa nad morzem - sielanka
Wit w formie, rano plac zabaw, a my z teściową śniadanie na tarasie, potem pławiliśmy się w basenie, potem Wit drzemeczka (i ja też
Późnym popołudniem ruszyliśmy coś zjeść i bardzo dobrze i smacznie trafiliśmy. Na tyle dobrze, że spacerek nadmorską ścieżką bardzo się przydał (jak Montalbano spacerujący do latarni
Wit zarządził lody (jakoś jeszcze weszły) i na koniec zeszliśmy na plażę. Wit wybiegał się brzegiem (Nobla dla tego, kto wymyślił falochrony i wkopał je w plażę - dzięki temu Wit po napotkaniu takiegoż 'odbijał się' i zawracał
Wieczór ciepły, kilka bajkowych fotek. Witkowi podobały się lampiony i ogólnie mu się podobało (Ja lubim Bałtyk!). Zadzwonił mężowaty, ale Wit zajęty i zarobiony był. Wróciliśmy po 22, Wit nadal wesoły jak szczygiełek - robił z babcią notatki w notesie i ogólnie brykał. Na koniec babcia nauczyła go słowa 'jełop'... głupawka totalna, 'babcia jełop'. Zobaczymy czy dziś będzie pamiętał i czy babci nadal się będzie podobało. Spać poszedł w okolicach północy, ja padłam zaraz po nim.
Fajnie jest. Ale... tęsknię za mężowatym. W sobotę wracamy.
Kolejna noc za nami. Dzieki temu, ze wczoraj po raz pierwszy zdrzemnelam sie w dzien (rodzice wzieli Zwierza na spacer) to wczoraj "zabawilam" do 22 i nawet piwo bezalko wypilam z mezem i kilka stron ksiazki przed samym snem przeczytalam. W nocy ze 3 razy przewijalam dziecia i troszke karmilam ale nie chcial zbyt (klasyk). W zlobku panstwowym pasujacym nam lokalizacyjnie mamy nr 800 w kolejce. Ha!
[56 dni pozostało...]
nic mnie nie boli, nie czuję się jakbym miała być w ciąży. Ten progesteron to na pewno fałszywy alarm a ja się po raz kolejny napaliłam jak głupia, a jutro z tej bety nic nie wyjdzie
czuję to...
ech co za życie...
Przyszła @. W niedzielę mamy chrzest, będę chrzestna. Trzeba przykleić do buzi sztuczny uśmiech i grać swoją rolę twardej babki. Wszyscy mnie mają za ostoje spokoju, haha, nic bardziej mylnego.
37 tc (36+0)
Jeszcze 2 tygodnie i będzie już całkiem bezpiecznie. Teraz trzeba przetrwać te ostatnie tygodnie. Trochę mnie stresuje odstawienie Acardu,no ale trzeba żebym się nie wykrwawiła. Dostaliśmy też odroczenie szczepień,także pójdziemy swoim własnym kalendarzem. I dobrze i żle,ale ufam lekarce,do tej pory nie wyszłam na tym źle, a ona ma duże doświadczenie. W szpitalu nie będą robić z tym kłopotu.
Z uwagi na to,że dotrwałyśmy z Zosią w dwupaku,we względnym zdrowiu to możemy rodzić gdzie chcemy i jesteśmy zdecydowani na mały,kameralny szpitalik poza wielkim miastem. Termin cesarki poznamy po 20 sierpnia,dosłownie kilka dni przed. I dobrze,krócej będę się stresować 
Kulam się już dosłownie. Powoli nie mam się już w co ubrać,bo większość koszulek zaczyna odkrywać brzuch
Pomykam w szortach na gumie i podkoszulkach,jakoś wytrwamy te 3 tygodnie 
Gdyby nie upały,to czułabym się wyśmienicie. Trzymam fason chyba tylko dzięki synowi,który nie pozwala dogorywać na kanapie i paść na pysk 
Rano robimy spacer, potem zasłaniamy rolety,uruchamiamy wentylator,gotujemy,gramy w planszówki,a wieczorem znów na spacer i poszukiwanie towarzyszy zabaw,których zdecydowana większość przebywa na wyjazdach wakacyjnych.
Cukry się uspokoiły i nadal jedyną zachcianką ciążową,jaką mam,to owsianka z mlekiem owsianym. Dzień bez owsa dniem straconym 
Torba do szpitala dzięki naciskom męża prawie spakowana,rzeczy które należy dopakować zostały spisane. Codziennie zdarzają się skurcze przepowiadające, zaciskamy nogi,bo teście jadą na wakacje i nie chcę być sama na porodówce,bo kto zajmie się synem? Też wypalili z tymi wakacjami
No i żeby to nie był 03 wrzesień, bo syn idzie do pierwszej klasy i bardzo bym chciała chociaż być z nim w domu. Ha ha,chcesz rozśmieszyć Boga,powiedz mu o swoich planach
Chociaż może tym razem wysłucha 
Waga + 8 ,do dyszki mogę dobić
Marzę o ptysiu z kremem,pierogach ruskich i lodach o smaku solonego karmelu mmmmm
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2018, 15:54
Hej. W pt puscili nas do domu. Cudowne uczucie. Cieszylam sie jak dziecko ze wracamy. Myslalam ze syn rzuci mi sie na szyje. A on mnie nie poznal
ale juz jest ok. Dzidzius spokojny. Je i spi. Dzis byl na dworze juz 
Karmie mm i sciagam troche swojego. 4 razy na dobe po 100 mln. Nie przystawiam malego do piersi. Wole butelka karmic.
W tydzien schudlam 12 kg.
Jest ciezko. Maz dzis juz pojechal do oracy. Byl mc caly w domu. Ciezkie miesiace przedemna. Ale dam rade. Ide spac poki chlopaki spia.
Ciąża zakończona 7 września 2018
Wreszcie mam chwilę żeby coś napisać o porodzie i o tym co potem. Leoś wczoraj skończył tydzień.
Skurcze zaczęły się 4 września rano i wtedy też zaczęłam plamić. Za kilka godzin wyleciał czop który wyglądał jak brązowy kawał galaretki. Skurcze sporadyczne lecz odczuwalne. Wiedziałam juz, że się zaczyna. Wieczorem nieco minęło i noc przespałam spokojnie. Rano 5 września skurcze nasiliły się i były już co ok 20 min. Mąż w pracy, syn w przedszkolu, a ja odpoczywałam w domu. Po południu pojechałam na zakupy i dobry obiad z rodzinką. Wieczorem skurcze już bolesne co 15 minut. Tej nocy już nie zasnęłam ani na chwilę. Liczyłam czas między skurczami i chodziłam cały czas żeby się rozkręcały. O 3:30 obudziłam męża, bo bóle już co 7-10 minut. O 4 byłam w szpitalu. Położna po badaniu stwierdziła 4cm rozwarcia, a lekarz tylko 1,5. Pod ktg kiedy leżałam skurcze osłabły i stały się nieregularne. Bardzo miła położna dała mi czopki na rozwarcie aż 3 naraz. Dostałam też do dyspozycji gaz rozweselający. Dla mnie to była rewelacja. O 7 poszłam pod prysznic, a potem na piłkę i cały czas chodziłam. Rozwarcie wg położnych 7cm, a wg lekarza 5cm. Cały czas dążyłam do tego, aby pęcherz płodowy pękł czyli piłka i przysiady. Niestety do 10 nic z tego. Bóle z gazem były do przeżycia. O 10 decyzja o przebiciu pęcherza i wtedy to już poszło raz dwa. Bóle już nie do zniesienia i czułam parcie. Lekarka mówi, że rozwarcie 6cm i nie ma co przeć. Byla godzina 10:40. Ja czułam coś innego. Dałam radę nie przeć jeszcze przez dwa długie skurcze poskładana jak origami haha. Potem zaczęłam krzyczeć, że czuję główkę w kroku. Położna przybiegła ze śmiechem że coś mi się pomyliło, ale jak spojrzała to mina jej zrzedła. Zrobiło się zamieszanie i usłyszałam upragnione słowa "no to rodzimy". Kazała mi dmuchać jakbym dmuchała świeczkę. O 10:50 trzymałam synka w ramionach. Małą cieplutką kuleczkę. Dowiedziałam się, że nie ma pęknięcia krocza i zostało pięknie w całości. Po dwóch godzinach z porodówki na położniczy przeszłam pieszo. W sobotę w południe wyszliśmy do domu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2018, 12:32
10DC
W tym cyklu nie jest tak pięknie jak w poprzednim, ale przecież do sukcesu potrzeba tylko jednego jajka i jednego plemnika. No w każdym razie mam jedno jajko 18mm i tym razem znowu z prawego jajnika. A oprocz tego krwiaka okolo 6 cm po ciąży biochemicznej. Dzisiaj jeszcze jeden zastrzyk z Gonalu, a jutro o 21:40 Ovitrelle. W niedziele o 8:10 musimy dostarczyć armię, a o 9:40 3 IUI ( u mnie w sumie 8 ). Dla mnie to już zaczyna się robić tak normalne, że nie wiem co będzie jak kiedyś się uda i nie będę musiała podchodzić do iui
hahaha ! Żartowałam ! Jak kiedyś się uda to wiem doskonale, że będę najszczęśliwsza na świecie !
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2018, 19:30
Dzień 5 Nowej przygody.
Z morza wróciliśmy, tydzień na ogarnięcie i jesteśmy na śląsku u rodziny. Ok.10 dojechaliśmy a dzień się ciągnie ,że hej! Byliśmy w biedronce,zjedliśmy obiadek i cieszymy się towarzystwem
Pola zadowolona,ja również (właśnie czytam a za chwilę gramy w kości
Pola pożyczyła babcię do zabawy więc zupełna rozpusta
maraton za tydzień a ja pożeram konpersy
jutro w planie bieganie,w poniedziałek basen
aktywnie musi być!
Co do starań- oficjalnie rozpoczęte! Okres dostalam po 37 dniach ,liczę,że teraz się skróci (dzisiaj 15 dc,od 3 dni pulsuje lewy jajnik). Biegać nie mogę bo mnie strasznie boli podbrzusze. Testy owu negatywne mimo to,tempka spadła..zobaczymy
serduchowaliśmy wczoraj i to musi wystarczyć póki co ;p
Dwa dni temu punkcja i tylko cztery komórki z czego dwie dobre i one się zapłodniły. Nie dzwonili dziś a jutro transfer to rozumiem, że chociaż jedna przeżyła?
Masakra. Masakra to wszystko.
Wtorek był straszny. Byłam taaka rozczarowana... I jednak uważam, że lekarz mógłby dodać trochę otuchy. Wiem że on niczego nie może obiecać ale czy nie mógłby powiedzieć, że miał różne przypadki i wszystko jest możliwe?! Mam wrażenie, że on nie wierzy w powodzenie mojego leczenia
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2018, 18:21
27dc
plamienia - z nowości to ich kolor nie są brązowe jak zawsze tylko różowe. Postanowione w nowym cyklu wypróbuje plastry.
29dc .... z dnia na dzien mysle o in vitro... moze lepiej by bylo... bo juz tyle kasy poszlo na inseminacje a mialam juz 4!
do tego leki , wizyty... i ladna kasa ze jeszcze jedna inseminacja i by byla juz kasa na in vitro... dzis zauwazylam przed poludniem, ze troche zaczynam plamic... w pon zajde do lekarza... wypytam sie o szczegoly co do in vitro... bo jesli bede miala kolejna inseminacje to bede musiala brac leki stymulujace, ktore beda kosztowac ok 450 zl ... plus zabieg i 2 tysie prawie beda ... nie wiem co robic... bede musiala pogadam z M jesli @sie rozkreci
zalamka... przez chwile byla nadzieja, ze moze to bedzie zagniezdzenie sie... ale jak tak dalej pojdzie i zacznie sie na dobre... to moje marzenie legnie w gruzach 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2018, 14:29
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.