"Uczę się odpuszczać"
Sierpień 18` -> 8 cs.
Tak w końcu będę pisać o bieżących sytuacjach. W tym miesiącu postanowiłam trochę odpuścić. Pierwsza zasada to żadnych lekarzy, druga - żadnych badań. Jedynie co to zakupiłam znów testy owulacyjne, ponieważ zaczęłam brać olej z wiesiołka a on to tylko do owulacji. W poprzednim cyklu miałam straszne suchości. Ale żeby mi jakoś wyraźnie pomógł to raczej nie. Nie było całkiem sucho. Ale jakiś super efektów nie zauważyłam. Może w następnym miesiącu pomoże.
Więc tak. Szkoda tylko, że urlop dopiero we wrześniu. Owulacja według testów była jakoś 17-18 dc. Na co nie wstrzeliliśmy się Mężusiem, ale trudno nic na siłę. Nie robię żadnych progesteronów ani nie mam zamiaru żadnych testów ciążowych robić. Czekam cierpliwie na @.
Dziś 26 dc. Zero objawów.
Od owulacji oczywiście nie piję alkoholu i staram się nie ćwiczyć, ale ćwiczeń mi brakuje. Chyba jakiś łagodny trening nie zaszkodzi jakby co jednak się udało?
Poza tym wprowadzam w życie radę Kat - "zająć się czymś". Podświadomie już zaczęłam ostatnio organizować sobie czas, żeby codziennie coś robić. Teraz tym bardziej będę starała się to zmienić.
Stawiłam się o 6.50 na porodówce. Przede mną jedna sztuka, jedna już na kt. Sztuke przede mną przyjęto bo brzuch jej twardniał. Mnie nie przyjęto bo na jutro komplet cesarek. Zrobiono KT, USG, badanie ginekologiczne- wszystko ok. Mam przyjechać w czwartek. Chyba, że coś zacznie się dziać.
Oczywiście uwagi położnej na cc "a pani mama jak pania rodziła? naturalnie? i krzywdy pani nie zrobiła?" No może i tak, ale mama nie miała problemu z zajściem w ciążę.
Lekarka nie robiła zbędnych uwag oprócz uwagi, że dzieci po cc mogą mieć trudności z oddychaniem.
Miałam nadzieję, że jutro Haneczka będzie z nami.
Ogólnie wszystko mam przygotowane i zapięte na ostatni guzik.
Wczoraj wieczorem trochę panikowałam, ale noc minęła spokojnie.
Kocurro przez kilka miesięcy ignorował łóżeczko, kosz Mojżesza i inne Hanczene klimaty. Od kilku dni okupuje kosz. Jak tylko uda mu się prześlizgnąć do sypialni, znajduję go w koszu. Pokusiłam się nawet o spuszczenie mu manta, ale nie przyniosło to efektów.
Dzisiaj przyjechała Mama na urlop. Jutro spędzimy cały dzień razem to jakoś mi zleci.
Chciałam jeszcze napisac podsumowanie naszego 9msc nosicielstwa ale opadłam z sił.
Stopy dzisiaj spuchły tak, że ledwo założyłam japonki. To samo dłonie. Idę dogorewać.
Wczoraj kupiłam test.
Muszę być dzielna, czekać do terminu okresu i nie testować wcześniej. I myśleć pozytywnie albo w ogóle nie myśleć. Samopoczucie mam beznadziejne, jakbym miała być chora.
Dziś dowiedziałam się, że koleżanka, która niedawno informowała mnie o ciąży, poroniła...
Witamy sie w 16 tc 
Od 3 dni wyraźnie już czuje nasza kruszynke
Szczególnie po jedzeniu i jak ide spać. Kopie mnie tam leciutko 
Teraz jak juz ją czuję mniej się stresuje
To jest cudowne uczucie 
Do wizyty 3 tygodnie. Już małe zakupy zrbione.
Mamy juz przewijak. Parę pieluszek, 4 body, 3 spodenki, 2czapeczki. Skarpeteczki, kocyk
Oczywiście wszystko neutralne
W wiekszości szare :p
Sypialnia wyremontowana. Czekamy jeszcze na łóżko i komodę. Później łóżeczko i fotel i będziemy gotowi na maluszka
Ale to tak w listopadzie 
Byłam dzisiaj na wizycie u dr Wojewódzkiego. Chciał obejrzeć wyniki kariotypów i fragmentacji DNA. Ogólnie wszystko jest dobrze, nawet bardzo.
Zrobił mi USG, na lewym jajniku mam torbiel krwotoczną 25mm. Jednak stwierdził, że owulacja była, widać było jeszcze płyn w zatoce Douglasa. Poziom progesteronu też to potwierdził - 11,08 ng/ml w 4 dpo. Więc to najprawdopodobniej torbiel krwotoczna ciałka żółtego.
Nieco się zdziwiłam, bo myślałam że torbiel wyklucza owulację, a tu niespodzianka. Człowiek uczy się całe życie.
Doktor chce skupić się na jakości owulacji. Od następnego cyklu zamiast CLO mam brać Lamette 1x2 tabletki rano. Skoro CLO dawał tylko 1 pęcherzyk, to doktor liczy, że Lamette da chociaż dwa.
Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział, że on się nie podda, że zrobi wszystko żebym była mamą...
A ja nienawidzę tego uczucia, nienawidzę mieć nadziei, bo znowu się zawiodę...
W ogóle to do czasu @ zdążę umrzeć. Biust urósł, jest ciężki, zaczyna boleć. I to bez wspomagania, bo nie biorę żadnych leków. Głowa też coraz częściej mnie boli, jestem zmęczona.
I ta sytuacja dzisiaj w pracy. Okej, umówmy się biust mam teraz duży, takie większe C. Staram się to ukrywać i nie ubieram się wyzywająco. A kolega z pracy dzisiaj tak na mnie patrzył, jakby chciał się na mnie rzucić i jakoś nie za specjalnie się z tym krył! Serio, bałam się zostać z nim sama. Mój Mąż był w delegacji więc kolega mógł skorzystać że go nie ma...
Ciąża zakończona 22 sierpnia 2018
Nasze Kochane Szczęście przyszło na świat o godzinie 10.00 16 Sierpnia 2018.
Kocham ponad wszystko ! 
Witaj na Świecie Amy
Wspnialego Życia Kochanie !
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2018, 08:03
11t5d
Znów zaczęłam świrować. Od kilku dni pobolewa mnie podbrzusze. Jest to takie uczucie jakby mi ktoś coś w podbrzuszu zaszył, np. kamień. Raz boli bardziej, raz mniej, raz wcale. Co mi podpowiedziało google? Że to obumarcie płodu.
Dobrze, że jutro mam prenatalne to nie będę musiała świrować przez miesiąc, tylko wszystko będzie jasne.
Edit.
Jak Wam o tym napisałam to mi przeszło
a może to gazy? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2018, 10:51
"Pasek św. Dominika i nowenna Dominikańska"
27dc (8cs)
Miałam dziś nie pisać, bo w sumie co się zmieniło od wczoraj? Zmieniło się to że pojawiły się objawy typowo u mnie przedmiesiączkowe. Czyli lekkie bóle podbrzusza, napięcie, od czasu do czasu kłucie jajnika, no i nabrzmiałe piersi. Tak raczej co miesiąc.
Kiedy byłam w ciąży na początku roku piersi mnie bolały i to był jedyny inny objaw. Teraz ich nie czuję, więc myślę, że nic z tego ale iskierka nadziei zawsze jest.
Tyle o objawach. Chciałam jeszcze napisać o pasku św. Dominika do którego wróciłam w tym cyklu. W któryś dzień się obudziłam i mnie natchnęło, żeby do niego wrócić. Z moim paskiem historia była taka, że kupiła mi go ciocia mojego M, która kupiła go także swojej córce która zaszła w ciąże (wtedy kiedy ja w pozamaciczną) dała go mojej teściowej a ona mi kiedy wróciłam ze szpitala. Obwiniała się trochę, że nie dała mi go wcześniej to może potoczyło by się wszystko inaczej. Wcale nie. Widocznie tak miało być. W październiku ubiegłego roku niby go nosiłam, niby czasem się modliłam, ale tak konsekwentnie zaczęłam na początku roku, potem już wiecie co się stało. Ścigałam pasek, bo i tak przez jakiś czas nie mogliśmy się starać. Postanowiłam wtedy, że go ubiorę dopiero wtedy jak będę w ciąży. Jednak coś mnie podkusiło w tym cyklu go ubrać.
Z powrotem modlę się codziennie do św. Dominika oraz mam zamiar rozpocząć nowennę Dominikańską o której nie dawno się dowiedziałam. I to nawet nie w intencji Dzidziusia. Bo jest również w mojej rodzinie pilniejsza sprawa do rozwiązania. Ja na Maleństwo jeszcze mogę poczekać. A na pewno modlitwa pomoże w oczekiwaniu.
Zachęcam Was dziewczyny do zapoznania się z tą nowenną. Może już ją znacie i tylko ja jestem w tyle.
Postaram się nadrobić.
Edit: wrzucam link do nowenny: https://www.youtube.com/watch?v=MT9B3cEC9pU
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2018, 11:15
Dopadła mnie nostalgia...
Siedzę i czuję ten nasz mały cud pod sercem 
I przypominam sobie ile musieliśmy przejść żeby go mieć.
Ile wziętych leków, ile wizyt u lekarzy, zastrzyków, zabiegów, bólu i łez...
I uświadamiam sobie ile zrobił dla mnie mój mąż. Dzięki niemu to wszystko przeszłam. Dzięki niemu się uśmiechałam ostatkami sił.
On mnie podnosił po każdej porażce. On mnie pocieszał, on nie pozwalał się poddawać.
On patrzył na moje cierpienie po każdym zabiegu. I wiem że serce mu pękało, ale był dzielny. Walczył o nas jak lew...
Niepłodność rujnuje małżeństwa, nasze scaliła na zawsze. Po tych 5 latach walki wiem że nic nas nie pokona. Wiem że on będzie zawsze.
Pamiętam jak chodził ze mną na każdą wizytę. Jak wysłuchiwał lekarza, mimo że mało z tego rozumiał. Jak pytał o każdy szczegół. Jak bardzo chciał mi pomóc...
Kiedyś powiedziałam że może lepiej jak się rozstaniemy, inna będzie mogła dać mu dziecko. Do tej pory mi to wypomina :p Powiedział wtedy że on nie chce tak po prostu dziecka. On chce mieć je ze mną
I nawet jak sie nie uda to nic, to spędzimy życie sami.
Jak dzisiaj patrzę jak pęka z dumy, jak przytula brzuszek i mówi do niego. Jestem tak po prostu szczęśliwa... Cholernie szczęśliwa.
Dziękuję że mam tak wspaniałego męża
Każdemu życzę takiej miłości 
Zwariuję, najzwyczajniej na świecie zamiast na porodówkę, to ja trafię do psychiatryka!
Piszę do Was ... z domu!
Pojechałam na Polną, pobrali mi krew do badania i czekałam na wynik i konsultację.
Beta 6050
w macicy pęcherzyk ciążowy GS=0,93 cm
Morfologia rewelacja.
Nadal nic nie widać w pęcherzyku, ale lekarz powiedział, że nie takie przypadki widział, że ciąża ektopowa raczej niemożliwa, bo nic nie widać nigdzie indziej. Ale wiadomo, jakby jakieś bóle czy krwawienie, to zaraz do szpitala...
Jak wspomniałam o pustym jaju płodowym to powiedział, że mam się nie stresować... Czekać i bez nerwów. W piątek zgłosić się jeszcze raz, zrobić betę, usg i będzie decyzja.
Ja już nic nie wiem, nic nie rozumiem. Ciągle słyszę coś innego, raz mnie kładą do szpitala, grożą pęknięciem jajowodu, krwotokiem, w najlepszym przypadku pustym jajem, a teraz mi ktoś mówi, że w sumie to może coś z tego będzie... Że może to być prawidłowa ciąża... JAK TO MOŻLIWE? Myślałam, że mnie dziś położą, będą obserwować, podejmą jakąś decyzję... A tu kolejne dni oczekiwania.
Wzięłam sobie kilka dni urlopu, bo nawet mi L4 nie dali tam (nie wiem jak to się odbywa, kazali mi iść do swojego lekarza jeśli potrzebuję...), a nie jestem w stanie pójść do pracy.
Nadal nic mnie nie boli, nic mi się nie dzieje, żadnych krwawień, wymiotów...
Jedynie głód, senność, bolące sutki i ciężkie, pełne piersi.
9 DC.
Zaliczyłam wpadkę z temacie "rozszerzania diety" tzn chyba pośpieszyłam się z porcjami dla małego i on póki co źle znosi ziemniaka. Zaczęłam mu dawać marchewkę ze słoiczka przez 6 dni zwiększając mu porcję do 80 gr plus mm jeszcze żeby nie był głodny. W pon dodałam mu kostkę ziemniaka do marchewki, zjadł a wieczorem problem z zaśnięciem, we wtorek dostał do marchewki większą kostkę ziemniaka a wieczorem znowu problem z zaśnięciem, brzuszek napięty. Nie skojarzyłam tego z ziemniakiem, mąż oczywiście do mnie pretensje że za dużo mu daję na raz itp. No może 80 gr to sporo ale nic się nie działo aż do tego ziemniaka, więc teraz mu odstawiam ziemniaka, dam mu samą marchewkę do końca tyg po ok 20-40 gr dziennie, a po niedzieli dodam pietruszkę albo brokuła. Pomyślę. Mam słoiczek suszonej śliwki, przymierzam się do tego ale po tym ziemniaku jednak zostanę na jabłuszku jeszcze ten tydzień. Niech się dobrze przyzwyczai do jednego, nie wszystko na raz.
Dziękuję kochane za miłe komentarze i za kciuki
Znowu jakieś błędy... Nie ogarniam tego 😂
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2021, 08:25
So far so good
Na dzisiejszej wizycie wszystko super
9t1d
Jak mi się uda to wieczorem wstawię zdjęcie 
21.08.2018 Patryk ma 19 tygodni
Tydzień 20
Patryk ma 4 miesiące i 12 dni(135 dni)
U nas po staremu w zasadzie to nie ma za specjalnie o czym pisać,diety póki co nie rozszerzamy ,nie czuje się jakoś na to gotowa,pytanie czy moje dziecko jest już gotowe na ten kolejny krok,poczekamy jeszcze tak jak planowałam do skończenia pełnych pięciu miesięcy.Od jakiegoś czasu przymierzałam się do zakupu pampersów ekologicznych,w końcu trafiła się okazja do zakupu kupiłam z obawami czy się sprawdzą czy będą tak dobre jak te co dotychczas używaliśmy,dziś mogę powiedzieć,że się sprawdziły są miękkie,przyjemne w dotyku elastyczne,chłonne mojemu dziecku też pasują nie ma zaczerwień ani innych zmian na skórze jesteśmy na tak:-)przechodzimy na te ekologiczne:-)W sprzedaży są też chusteczki nawilżane też ekologiczne które też chce wypróbować.Jest tylko jedno ale ich cena jest sporo wyższa niż tych co używałam dotychczas
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2018, 09:37
Tonia ma 3 miesiące i 2 tygodnie! 
Wychodzimy chyba na prostą. Tak mi się wydaje
Tonia uczy się spać inaczej niż na rękach. Co prawda nie zaśnie tak jak jej nowy kolega, na macie, po zabawie, ale udaje mi się ją przytulić w naszym łóżku i zasypia, a ja wstaję i mam chwilę dla siebie. Dzisiaj to już jej trzecia taka drzemka! Pierwsza trwała od godziny ok. 9 do 11, także jestem bardzo zadowolona. Myślę, że bardzo mi pomogły praktyki w domu kultury, kontakt z ludźmi i wychodzenie z domu. A i Tosia jest bardziej komunikatywna i aż serce rośnie kiedy się cieszy. A że to bardzo szczęśliwe dziecko, to cieszy się praktycznie cały dzień. Noce nadal przesypia z jedną pobudką, także nie ma źle. Ze złych wieści... Tosia jest alergikiem po tacie
Niestety nie wiemy na co jest uczulona i możemy tylko strzelać... Pani doktor mówi, że to alergia kontaktowa. Uczula ją coś na czym leży, bo ma całe plecki w wielkich liszajach
Zdarza się też na zgięciach i przy uchu
bidulka moja mała. Kupki nadal robi zielone i nadal śluzowate, ale mamy nadal karmić ją nutramigenem. Dostaliśmy maści robione do smarowania... I możemy się z tym azs bujać do 3 roku zycia...
Chodzimy na rehabilitację, chociaż nie bardzo wiem dalczego. Pani rehabilitantka chyba też nie, ale główna pani doktor w tym ośrodku nas wysłała, mówiąc mi, że nie umimem się dzieckiem zajmować
Ah młoda się budzi, to edytuję potem 
Wiara jest ciężka. Jest jeszcze ciężej, jesli ma sie poczucie bycia w tym samej. D jeszcze nie wrócił, będzie o 22... zwyłam sie jak nigdy. Dlaczego?
Dlatego, ze jestem strasznie rozdarta w środku. Z jednej strony jestem bardzo szczęśliwa, ze jestem mama tego wspaniałego chlopca, a z drugiej smutek zalewa moje serce, bo... tyle czasu sie staramy o dziecko i nic. Tzn tu jest chyba problem- ja sie staram. On nie. Za nic ma to co mówię mu o wspomaganiu nasienia. Że trzeba dbac o siebie. Zeby nie żłopał tyle piwska. Jak krew w piach. Mowi mi, ze sobie pije, bo urlop. Bo weekend. Bo cos tam. Zawsze sie znajdzie powód. Wnioskuje, ze z jego strony to nie jest prawdziwe pragnienie dziecka. Jak się chce, to robi sie wszystko by to marzenie spelnic...
Wiecie co teraz zrobie? Zrobie sobie herbate, usiade na balkonie, poslucham strasznie smutnej muzyki, którą jakis sasiad puścił i w ciszy zaczekam na D.
Kubunio śpi...
W piątki mamy dzień dziecka... W piątki nic nam się po tyg nie chce. Piątki mamy brudne... i dobrze nam z tym. 
Poza tym okres gilowania uważam za otwarty. 
Ciąża rozpoczęta 10 maja 2018
Najgorszy dzień w moim życiu. Beta miała być sprawdzana. Dwa tygodnie cierpienia i na co to wszystko.... Chcę zniknąć z powierzchni ziemi.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.