Pinka. Piąty transfer 1 września 2018, 18:50

6dc

Wredna małpa sobie poszła, zostawiła mnie na conajmniej kolejnych 21dni.

Czy wam tez sie nic nie chce? Nie chce mi sie chodzic do pracy - najchetniej bym z niej zrezygnowała, ale co bym robiła bez niej? Nie lubie weekendów, ponieważ na nic nie mam ochoty. Najchetniej przelezalabym te dwa dni w łóżku. Dzis moj maz wyciagnał mnie na działke. Leżałam na leżaku i czytałam (podpatrzony tytuł u innej staraczki) "samotnosc w nieplodnosci". Gdy moj maz zobaczył tytuł podszedl i mnie przytulił. Powiedział, że nie jestem w tym sama, jesteśmy w tym razem. On jest jedynym moim szczęściem na tej ziemi. Razem walczymy o wspólne szczęście.

Wstępnie dajemy sobie czas do konca roku. Jesli stymulacja nie pomoże, a potem inseminacja to zaczynamy przygotowania do in vitro. Takie postanowienie wrześniowe :).

Ps. Książka godna polecenia

Najprawdopodobniej chłopak. Do potwierdzenia na następnej wizycie. Mąż zajarany i zawiedziony, że tak krótko. Nie wiem czego on się spodziewał? Pół h seansu? Dziec bardzo ruchliwy, ciągle podskakiwal. Morfologia super, w ciąży nawet mi się poprawia. Aż położna się zdziwiła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2018, 19:19

Mimo wszystko nie chce mi się seksu....

W tym tygodniu czekam na jutro OA 2, na decyzje w sprawie urlopu.
To forum to potrafi dobić czasem.
Te osoby co piszą mi się nie udało więc Tobie też się nie uda - do piachu.

Co za nędza z tym ivf. Jakie to przykre być po tej gorszej części statystyki.

363.

O.ma dobre intencje ale jest beznadziejna w pocieszaniu.

Pozytywy dziś? Hmm że można nic nie robić, że jest nowa książka Weaver'a i wczoraj dobry film - Pokłosie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2018, 18:37

Marti... Goniąc czas 1 września 2018, 19:30

balam sie dzisiejszego dnia :)

trasa Warszawa-Lodz (jedni dziadkowie, drudzy dziadkowie, prababcia do odwiedzenia). co do wizyt bylo jak myslalam, wszyscy zachwycali sei Ola, byli za glosno, mowili jednoczesnie, nachylali sie stadnie nad nia. a ona biedna orzebodzcowana. ale juz spi w swoim lozeczku, to odpocznie.

co do samej trasy, to byl moj najwiekszy lek. niepotrzebnie zupelnie.
rano wstala o 6.30 (dodam, ze zasnela wczoraj o 17 :D). standardowe procedury, ale nie dalam jej zasnac na drzemke o 9. o 10 bylismy w samochodzie. tam zasnela bardzo szybko ku mojej uciesze, bo ja nie moglam z tylu siedziec. Ola jezdzi ze Slomka (a jechalismy oddac Slomke na przechowanie, bo jedziemy nad morze do hotelu gdzie psow nie akceptuja). zatem maz prowadzil, ja obok i tylko moglam Ole podgladac w lusterku zamontowanym na tylnym siedzeniu. Psiak pieknie obok sie polozyl :) jeden postoj byl na mokra pieluszke, ale zauwazylam, ze sie wierci, wiec nie zdazyla sie rozplakac :D

w drodze powrotnej latwo, bo ja juz z tylu obok. jutro wrzuce kilka fotek z podrozy. wiekszosc czasu przespala trzymajac mnie za reke (KONIECZNIE musiala, bez sie budzila). jeden postoj w Macu dla rodzicow rzecz jasna :D i przy okazji pielucha. a w trakcie trasy niestety przewijalam ja chyba 3 razy w trakcie jazdy na wlasnych kolanach... tak wiem, ze nie powinno sie wyjmowac dziecka z fotelika itd itp. tylko ona w mokrej pieluszce wylaby te 30 km do kolejnego zjazdu na parking.

karmienie z butli w trakcie jazdy tez odhaczone.

juz wiem jak sie przygotowac na podroz nad morze. jeszcze kilka zabawek do rozrywki na dluzsza trase i powinno byc ok :)

ale nie wyobrazam soebie jechac na przednim siedzeniu, bo pies z tylu. nie wiem jak my kiedys pojedziemy cala rodzina na wakacje ... ehhhh cos sie wymysli :)c

Wyników niestety wciąż nie ma. Coś długo... może dlatego, że jest sobota?
Ostatnio pojawiły się koło 20 też. A mówiły mi jaki że koło 21 wtedy będą.
Czekam więc i się niecierpliwie.

Plamienie chyba ustalo, no może tak ma być... I jednak wszystko jest ok.
Nie sądziłam, że będę tak panikowac i myśleć ciągle czy wszystko jest ok.

Oczywiście dzisiaj zaczęło mnie niepokoić, czemu nie mam mdłości, czemu nie mam zachcianek, czemu nie jestem zmęczona, a wręcz przeciwnie...
Ale internety podpowiedziały mi, że tak też może być i że jeszcze wszystko przede mną i powinnam sie cieszyc :p Kiedy ja przestane schizować.

Ogólnie to nie mogę się doczekać do października, założyłam sobie, że wtedy poinformujemy rodziców. Z tej radości chciałabym już się wygadać:D ale zaciskam zęby:P dzisiejsze plamienie wylalo na mnie kubek zimnej wody, żeby sie ogarnąć:P
Mąż dużo bardziej jest powsciagliwy, jeszcze mowi, że nie wierzy :P pomimo, że widział wynik :p ucieszył się, ale jak zwykle racjonalista się w nim odzywa, żeby nie cieszyć się za wcześnie.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia... w połowie września mamy firmową integrację, wyjazdowa na weekend, na którą wszyscy się jaraja jak parówki na grillu. I nie jest to integracja ą i ę, tylko wielka popijawa z tancami, zabawami itp. Oczywiście deklarowalam się zanim dowiedziałam się, że jestem, w ciąży, że jadę. Ale teraz... srogo myślę jak się z tego wywinac, żeby nie zadawali mi pytań, czemu nie jadę. I nie marudzili, bo muszę mieć dobra wymowke... z jednej strony pojechalabym i nie piła, tylko sobie grzecznie siedziała, ale nie wiem czy to ma sens.. bo też będą się pytać:/ czemu nawet piwa nie pije... niestety towarzystwo nastawione jest na darmowy alkohol i raczej dla nikogo nie będzie zrozumiałe, że jest jeden abstynent:/

Pisze to i pisze... A wyników dalej nie ma :/

Migawka bardzo poranna:
Kiedy przyjechałam tu rok temu, pierwszy raz od niepamiętnych czasów spałam do godziny dwucyfrowej. Tym razem obudziłam się o 5:25 i już dalszego spania nie będzie. Ale pięknie jest. Chata wśród pól i lasów, nad polami unosi się jeszcze magiczna mgła. Mąż, Wit i koleżanka-gospodyni jeszcze śpią. Tylko kot nie śpi i przyszedł odebrać swoją porcję głaskania.

Po drodze był wczoraj wypadek więc podróż zamiast 2h trwała 3h. Mąż zmęczony - poprzedni dzień spędził w aucie, a noc w autobusie. Ale jak już dojechaliśmy na miejsce to przestał marudzić pod nosem - wiedziałam, że mu się tu spodoba. Pola, przestrzeń, stare chaty, stare sprzęty domowe, stara jabłonka.

A Pucek został 'kupiony' przez ciocię Karolinę. Chyba tym, że była przyjazna, ale mu się nie narzucała - żadnego nooo daaaj cześć itepe. ;) No i ciocia ma kota, który łapie myszy. I taką myszkę złapał... i zjadł w obecności Pucka. Pucek zafascynowany taką przyrodą. Mieliśmy wąpliwości czy to nie zbyt drastyczne dla niespełna trzylatka... ale on nie dał się odkleić - musiał zobaczyć do końca. I przyjął to naturalnie. W końcu sami mu wcześniej mówiliśmy, że kotki polują na myszy i kotki myszy jedzą. Wit tylko podsumował, że myszki nie chcą, żeby kot je jadł i muszą szybko uciekać. A jak nie uciekną to kot złapie i zje. I już.

Wit nie 'spotkał się' jeszcze ze śmiercią człowieka. Ale wie już, że pieski i kotki, które są bardzo stare i/lub chore odchodzą czasem do krainy wiecznych łowów. Że nam wtedy smutno bo nie są z nami, ale one są wesołe i mogą tam sobie biegać. Z dzieckiem jest jak z fiskusem jednak. Należy mówić zawsze prawdę, tylko prawdę... ale nie zawsze całą prawdę. Czy też nie od razu wyjaśniać wszystkie szczegóły. A czy kraina wiecznych łowów jest prawdą? To jest pytanie...

Wit został ochrzczony. Mąż chciał, ja się nie sprzeciwiałam. Sama byłam ochrzczona i nie zaszkodziło mi to, ale też od bycia osobą wątpiącą nie powstrzymało. Wierzę (nomen omen), że Wit również wybierze w swoim czasie swoją drogę. Na razie mąż uczy go znaku krzyża przed snem. Do góry, do środka, na lewo, na prawo i klasnąć. Jeśli jestem sama - nie 'ćwiczę' z nim tego. Nie mam nic przeciwko - po prostu sama tego nie robię, więc nie czułabym się z tym naturalnie. Ale mężowi troszkę pomogłam. Kładliśmy Witka razem spać, nie bardzo chciał znak krzyża robić, a dzień wcześniej rozmawialiśmy z mężem i mówię - może powinniśmy zabrać go od czasu do czasu na mszę? A ten znak krzyża może trzeba by jakoś wytlumaczyć co to/po co? I tego wieczoru wyjaśniłam Puckowi - że to żegnanie się jest po to, żeby w nocy dobrze spał, żeby nic złego się nie śniło. Jeśli znak krzyża jest rodzajem modlitwy to może była to jakaś część prawdy?

No, no... ale mi się tematy pierwszego wrześniowego dnia wkradły ;)

=====
Migawka wieczorna:
- Co to jest ten mać? - pyta nas znienacka Witek.
Chwila zastanowienia, spoglądamy dookoła...
- Ćma? Za oknem?
- Tak! Ten ćma, co to jest?

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 4 września 2018, 19:43

16t1d

ADAŚ jest zdrowy. Waży 130g. Byłam u nowego lekarza, który pracuje w szpitalu w którym chce rodzić. Jestem bardzo zadowolona. Rzeczowy, konkretny i miły, chociaż nie jakoś na siłę. Cudownie moja kruszynka leżała sobie na boczku. Nóżki miał podciągnięte i tylko raz pomachał. Leniwy po mamie :D

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 4 września 2018, 19:44

27 września - lekarz na NFZ
2 października - lekarz prywatny
4 października - USG II trymestru u specjalisty

Bergo Bergo - nowa ja 1 września 2018, 22:31

Od tygodnia jestem w domu. Jeszcze wrócę do pracy, ale potrzebowałam chwili odpoczynku. Krew z nosa i nieznośny ból głowy zmusiły mnie do przystopowania. Poszłam nawet na dodatkowe USG w obawie czy z dzieckiem wszystko ok. I podobno ok chociaż ja mam dziwne obawy, że brzuszek za mały i że powtórzy się historia z hipotrofią. Potwierdzony chłopiec, więc chyba będzie to Staś.
Wczoraj w nocy umarł mój dziadek. Wiedziałam, że to nastąpi kiedy będę w ciąży. Wiedziałam to od dawna... Jest spokojnie, nie ma rozpaczy. Zupełnie inaczej niż to było z babcią. Mam wrażenie jakby dziadek zesłał na nas wszystkich jakąś błogość i spokój. Jest już z babcią, a przecież tak bardzo za nią tęsknił.Przemuś narysował dla dziadka obrazek i zapytał, czy dziadek zabierze ten obrazek do nieba. Więc tak, damy dziadkowi do trumny. Na obrazku dziadek w niebie, ze słoneczkiem, kwiatek, trawa, cukierek, bo dziadek zawsze miał cukierki, telewizor bo zawsze oglądał TV i serduszko- Przemek powiedział, że to jest jego serce i że tam będzie zawsze dziadek. Mam bardzo mądrego 4 latka!
Z mężem zmiennie. Kocham go bardzo, on mnie nie, jak sam stwierdził. Ma powody, ale ja mocno wierzę w to że odbudujemy to uczucie...
5yihj8eyfdjx_t.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2018, 22:36

1dc. 9cs.
1 po kolejnej ciąży biochemicznej.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 września 2018, 01:45

Wczoraj byl CUDOWNY dzień. W nocy Emil dal mi pospac 4h ciurkiem i byl extra grzeczny miedzy karmieniami. Od rana spokojnie czuwal, dal nam zjesc sniadanie i napic sie kawy. Troszke drzemal. Wpadli tesciowie. Tesciowa tarmosila go i zabawiala sie z nim, a on slodko usypial jej na rekach. Potem zabraliśmy go na spacer nad morze (liczac, ze turysci juz odjechali). Nalykal sie jodu :o) i mimo glodu nie ryczal nawet w drodze do domu. Reszte popołudnia tez ultra kochany.
Nie marudzil ani troszke, nawet na brzuszku ślicznie lezal. Ucinal tez sobie mini drzemki na kanapie a mi udalo się zetrzec 2miesieczny kurz z mebli! O 19, po kapieli, bez protestów poszedl lulu. Ja bylam pelna energii po tak dobrym dniu i jeszcze pedicure zrobilam. A teraz "jemy" rowniez po 4h. Można się nawet wyspac, serio. W kazdym razie byl ten moj synek tak uroczy, ze myslalam ze go zacaluje. Uśmiecha sie tez coraz wiecej i wydaje przy tym glos wilka "auuu". Nasladuje go i on to lubi! Z mniej milych rzeczy: walczymy z ciemieniucha.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2018, 01:46

gozik "Miłość na szkle" po stracie 2 września 2018, 06:35

Dziś kończymy 17tyg :D

O matko,dziś mój Synek przespał 7h 30min ! Uff....oby tak zostało :) może jednak to faktycznie kwestia szczepienia i bólu nóżek po nim.Sama nie wiem,ale mam cichą nadzieję, że tak już zostanie...
Młody tak śmiesznie i uroczo jak trzyma się go na rękach, łapie Cię za szyje/kark. W związku z tym zaczęłam zwiazywac wysoko włosy...XD Ale na nic to,bo i tak woli wlozyc mi rękę w nie i wytarmosic...Uroczy jest! :)

Prawdopodobnie cykl bezowulacyjny. Poprzedni chyba też taki był. Na poniedziałkowym obchodzie poproszę o kontrolę ginekologiczną. Teraz muszę się uspokoić, przestać myśleć o czynnikach stresujących mnie przez ostatnie 11 miesięcy, przestać życzyć im źle. Poza tym muszę pomyśleć w jaki sposób może za to odpowiadać zubożona przy nietolerancji pokarmowej dieta (brak pszenicy, drożdży, jajek, nabiału krowiego, grzybów, nerkowców,.papryki, roślin strączkowych, pora, ryżu i kukurydzy).

PannaNikt! Mój miesiąc starań 2 września 2018, 08:53

61 dzień cyklu. Nadal brak @. Pobolewa mnie podbrzusze. Temperatura 37,07.

@ sie kończy. Przyznam szczerze, że w tym miesiącu szału nie było. Tylko drugiego dnia poleciało troszkę wiecej. Spodziewałam się potopu przez tą torbiel. Mam wrażenie że im bardziej się przygotuję tym bardziej @ robi figle.

Teraz przyjęłam @ ze stoickim spokojem. Tak jak wtedy gdy brałam tabletki. Jest okres, oki nie ma problemu.

Od piątku biorę Lamette, w sumie nie wiem po co. Wczoraj ciągnął mnie brzuch po prawej stronie. I szczerze przeszkadzało mi to. Kiedyś się z tego cieszyłam a teraz mi przeszkadza. Chyba coś mi się w głowie poprzestawialo. W końcu....

Ja tylko na chwilę, bo muszę się zająć.....córeczką :) Zosia przyszła na świat 31 sierpnia przed północą, przez cc.
Jest jak Calineczka,ważyła 2,5 kg i to najpiękniejsza dziewczynka,jaką w życiu widziałam
Bardzo ją kocham :)

Po wizycie u ginekologa...
Wiedziałam, że jest znacznie za wcześnie na to, żeby cokolwiek zobaczyć w usg, ale poszłam do niego wiadomo po co, po progesteron. To kolejny z medicoveru, którego odwiedzam i znów nie miłe wrażenie.
Ciagle mam wrazenie, ze Ci lekarze tam są za kare. Jak zjawia się pacjentka, to w gestach, mowie i wyrazie twarzy idzie wyczytać: Po co ona tu przylazła...
Na prawdę tak się dziś poczułam. Pyta się mnie czemu przyszlam, więc mówię, że bardzo wczesna ciąża, ale niepokoi mnie ten progesteron, ze robilam bete 2 razy... na co on : a po co pani robila dwa razy Bete?? no to mowie, zeby sprawdzić czy przyrasta prawidłowo... i nagle jakby go zatkało i mowi: no tak, no tak. (WTF?!) Na temat progesteronu nie powiedzial nic, zupelnie... ani nie probowal rozwiac moich obaw, no nic. Po czym mowi, zebym poszła na fotel, chociaz i tak tam nic nie zobaczy. Zbadał mnie powiedzial, ze szyjka czysta, dobrze ukrwiona, brak plamienia. USG trwalo minute...powiedzial tylko: sciany macicy grube ... co za terminologia wogole:D:D juz mialam go poprawiac, ale sie ugryzlam w jezyk:P no i powiedzial tylko: "zeby bylo jasne... od razu mowie! zarodek jest widoczny jak beta jest okolo... ile?? (i tu sie mnie pyta), po czym odpowiada: 1500, - a pani ma 50!"
gbur jeden... no co ty nie powiesz czlowieku:/ Tyle skomentowal w tym usg, jak bylam prywatnie i innego keidys, to wszystko mi opowiadal, wszystko mi pokazywał, chociaż w ciąży nie byłam, to glupie cialko zolte sprawialo mi tyle radosci, co jakbym tam przynajmniej dziecko widziala:D

No ale... wracając do tematu. Doktorek dal mi receptę na jakieś robione globulki z progesteronem. Nie jest to gotowy preparat, wiec na zamówienie. I kazał aplikować rano i wieczorem dopochwowo. Nawet nie wiem co to dokładnie jest i jaki skład. Do odebrania jutro mam. Nie omieszkał wspomnieć, żebym wykupiła je w jego aptece, sciamniajac, że u niego bede miała zniżkę, bo normalnie za te leki sie placi 350 zl za jedno opakowanie a ja mam ich 3 ... taaaa jaaaaasne. Poszłam do pierwszej napotkanej apteki i dostalam za 30 zl za 3 opakowania. tyle co doktorek powiedział, kosztują bez refundacji. Ogólnie zareklamował swoją aptekę. niby nic, ale po co ludziom kit wciskać.
Zapisał mnie na 15 wrzesnia na sobote i kazal przyjsc. Wtedy zrobi usg tez.
Nie chce, żeby to był mój lekarz prowadzący:/ Mam omówioną wizytę u lekarki w medicoverze na 2 pazdziernika i to do niej wolalabym chodzic, plus jeszcze prywatnie do tego mojego cudownego:D

Ale mam teraz faktycznie dylemat, ze skoro chce chodzić prywatnie, to może juz nie będę zmieniać lekarza w medicoverze? Tam bym miała wszystkie badania za free. A moze, jednak lepiej nie chodzić prywatnie, bo tamta babka okaze sie całkiem fajna i dokładna. A tego dzisiejszego olać... :/ ?

Jak wy dziewczyny to ogarniacie? Macie naprawdę takich fajnych gin na nfz?

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 2 września 2018, 18:19

15 dc

Witajcie kochane :*

W sumie nie wiem od czego zacząć te wpis...
Mam tyle myśli w głowie, że nawet sama nie potrafię ich w żaden sposób poukładać...
Najpierw chciałabym zacząć od własnego samopoczucia psychicznego i fizycznego.

Fizycznie czuję się okropnie, nie mam siły na nic, wszystko mnie boli a po pracy to już w ogóle odpadam. Kiedyś byłam pełną życia kobietą a od jakiegoś czasu nie mam siły posprzątać w domu :( dołuje mnie to ogromnie, nie potrafię się zwlec z tej przeklętej kanapy i działać tak jak kiedyś.
Mój stan fizyczny niestety znacznie odbija się na mojej psychice, mam okropne myśli na swój temat, z M bardzo często się kłócę :( nie wiem jak mam się z tego podnieść :(

Co do starań moja Pani ginekolog zaczęła działać jakieś konkrety, od tygodnia już biorę Euthyrox na zbicie tarczycy i mam wykonać badania hormonalne w następnym cyklu.
Niestety wiadomość o kolejnej ciąży w rodzinie M mnie nie podnosi na duchu...


Po prostu czuję się jak niepotrzebna, bezpłodna krowa która nie może dać swojemu ukochanemu dziecka :((
Czuje, że jest ze mną coraz gorzej...

Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 2 września 2018, 21:30

Za 6 dni ten mój mały cud skończy 4 miesiące! Ja się pytam jak?! Dzisiaj pierwszy raz Tonia zaśmiała się w głos! Boziu, myślałam, że się popłaczę! :D Zauważam, że mąż chętniej się nią zajmuje. To chyba dzięki temu, że mała jest już taka komunikatywna i w końcu udało mu się nawiązać z nią jakąś głębszą więź. Facetom chyba przychodzi to trudniej.
Pod koniec września planuję powolutku zacząć rozszerzać dietę. A jutro prawdopodobnie wybiorę się z młodą do przychodni, bo coś ją pokasłuje :( I chcę pogadać z lekarką o szczepieniach. Za radą alergolog, chcę kolejną szczepionkę podać oczyszczoną. Jak się pipa nie zgodzi (nie mam zaufania do pediatry w przychodni u nas w mieście), to nie szczepie, przepisuję małą!

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 2 września 2018, 22:28

To ja się pytam... Skąd moje dzieci mają tyle siły i energii? Wstały rano ok 7.30 i o godz 21 są pełne wigoru i energii mając całkiem aktywny dzień.
21.30 pada Małgolcia :) uff...
22.00 dogorywa chłopak i w końcu zasypia.
A jak znam życie, jutro o 7 nie będzie można ich dobudzić.
Jutro zaczynam kolejny rok pracy... Kurczę albo 12 albo 13ty, pogubiłam się. :)
I kolejne zadanie do wykonania... Wychowawstwo.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)