inaa Mama,Tata i ...? 21 września 2018, 12:13

Hejka Hej !

79 % ciąży :o
32 tc

Siemanko cioteczki...
Znowu długo się nie odzywałam a niby tak mi się już dłuży.
Jesteśmy po badaniu III trymestru - wszystko z Jagódką ok chociaż troszeczkę strachu się najedliśmy bo moja gin podejrzewała hipotrfię ( taka nasza Jaguszka mała jest). 5 dni temu bąbelek miał 1,5 kg hihi <3 !
Aktywna dziewczyna od paru dni... nie daje mi spokoju. Zaczęły się też chyba te skurcze Braxtona Hicksa.

AAAAAAaaa byłam na wizycie u profesora i cesarka mnie czeka dla świetego spokoju - do szpitala mam iść 10.11
Niestety nie mogę dodzwonić się do Bonifratrów już kilka dni :/ i zdecydowałam zapisać się do Eskulapu prywatnie. Cesarka 3500zł + 2 doby żeby spał małżonek z nami 500 zł... hmm cóż - piszą ze rodzi się tak po ludzku wiec nie bede oszczedzac.

Wyprawka jeszcze nie gotowa na 100 % . Rzeczy do szpitala jeszcze nawet nie ruszone haha ja mam czas.. w końcu 1,5 miesiaca jeszcze zostalo, a co !

Leń , Leń, Leń... nie mam siły ruszyć się z kanapy ehh

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 21 września 2018, 13:44

Ooo Marti, pocieszylas mnie. Serio.
Seksu brak, bo:
1) brak sił (tak jak pisalam, ide lulu zaraz po dziecku)
2) ochoty nie mam zupelnie... No aseksualnosc sie wlaczyla i juz
3) nie czuje sie "sexy" - brzuszek mi zwisa, mleko sie leje... Nie mogłabym sie wyluzowac
4) mąż jakby "wyczuwa" ten klimat i nic nie mowi poki co... On tez nie jest z tych, ktorzy maja wielkie potrzeby, no alr jakies tam ma jednak... Wiec jak wrócę do domu to bedziemy musieli o tym pogadac.
Ciazy sie nie boje, bo przeciez sa zabezpieczenia, wiec luz. W naszym przypadku gumki, chociaz inne lipcowki juz sa na pigulkach, albo planuja spiralki. Ja planuje abstynencje hehe. A tak serio to czuje, ze poki karmie to na bank nic z tego...

Odebrałam wyniki męża :

TSH 1,952 (0,35-4,940)
FSH 7,35 (0,95-11,95)
LH 5,18 (0,57-12,07)
Estradiol 21 (11-44)
Prolaktyna 31,15 (3,46-19,4)
Testosteron 678,24 (47,01-980,56)

Prolaktyna podwyższona...
ehh... myślałam że chociaż on bd miał wyniki w normie :(

Dziś mam wolne. Wolne od pracy, ale nie wolne od myslenia. Przetrzebilam caly internet. Zaczelam sie zastanawiać nad jedną rzeczą- a jesli w tym laboratorium specjalnie takie wyniki zanizone nam sprzedali... przeciez konsekwecja zlych wynikow mial byc udzial w programie refundujacym suple. Tak mi powiedzial D. Pozniej odebral wyniki i w desperacji zapisal sie do tego programu. Przyjechal do domu ze lzami w oczach a w garsci trzymal tabletki... ja pitole, pomyślałam. Przeciez oni go za krolika doswiadczalnego wzieli- wzial udzial w testowaniu klinicznym... i po 3 miesiacach nagle sie okaze ze wyniki sa super lepsze bo lykal syple i...producent zyska kolejnych klientow. Nic mnie nie zdziwi w dzisiejszych czasach... wszyscy kase tylko licza... wszedzie pchaja ludzi od razu na in vitro zamiast jak najwiecej dopomoc naturze...
To jest gorszy dzien. Jeden z wielu... musze D namowic na jeszcze jedne badanie nasienia tym razem w niezależnym laboratorium. Musze...

Wczoraj dostałam okres. Poprzedni cykl trwał tylko 24 dni, wcześniejszy też. Chyba ze stresu mi się skróciły. Ząb nie zabolał ani razu, puściło znieczulenie i przyszykowałam sobie ketonl ale nic, zero bólu ani wczoraj ani dziś. To ciekawe jak on się tam truje... no ale nie wnikam :) cieszę się, że nie boli :)
Jestem po drugiej wizycie u Endo 1 (kobieta).

Pokazałam traby, wit. D, mój piękny wynik z FT4 w normie i opowiedziałam historię od feralnego uczulenia, zastrzyku, przejściu na metizol i o tym, że dalej swędzi, a także że biorę jeszcze propanolol i że serducho jak dzwon :) Kazała mi wrócić do thyrozolu :/ zacząć od dawki 10 mg i zwiększać... No i to mi się nie podoba. Tłumaczyłam jej, że mam tego metizolu pół szafki i chciałabym to wyjeść, że mam imprezę rodzinną i nie chciałabym wtedy wylądować z pokrzywką na SORze, mówię, że ten metizol uczula mnie tak, że nad tym panuję i że dziś nie brałam żadnych leków jeszcze na uczulenie i że już wręcz boję się tego thyrozolu... Nic... Podniosła głos i powiedziała: Ja nie leczę metizolem i koniec! Ma Pani jeść garść leków na uczulenie i brać thyrozol. Nie spodobało jej się to, że biorę metizol 4 razy dziennie po 5 mg. Mowiła, że mam brać thyrozol 10 lub 20 ale na raz. Nie przekonało jej, że mam mniej gazów i biegunek teraz.

No i co teraz? Nie wiem jak mam to traktować... może ona jedzie na Hawaje z producentem thyrozolu a Ci od metizolu zaproponowali jej tylko weekend w Zakopanem????
Pytam jej co w sytuacji gdy ten thyrozol jednak mnie uczuli... mam wrócić do metizolu? Takie mieszanie nie jest gorsze? Powiedziała, że wtedy jod radioaktywny. A ja jej mówię: Wie Pani ale ja się staram o dziecko... tzn chcę się starać na nowo. A ona: Ale po jodzie min rok trzeba odczekać. No to ja mówię, że ten pomysł mi się nie podoba. To ona mnie podsumowała, że może wcale nie będę mieć dzieci. Kazała mi jeszcze iść do swojej koleżanki alergolog w ponedziałek, wtorek, nawet do niej zadzwoniła cy mnie przyjmie na dyżurze w szpitalu ale oczywiście prywatnie. Bo przecież może to nie thyrozol/metizol mnie uczula... no jasne... no super ale na to póki co nie mam kasy. Zresztą nie widze sensu iść na wizytę bez badań czy tylko ze zdjęciem mojej pokrzywki.
No i podsumowując wizytę: Babka chce mnie wyleczyć z GB ale nie interesuje jej to, że ja chcę zostać matką. Jakby miała to w dupie, a może ona jest antydzieci i ten aspekt jej wcale nie interesuje.
Ten doktorek sprzed 2 dni spodobał mi się bo rozumiał, że ja chce zajść ciąże. Ja nie wiem jak to się stało, że w tak kobiecej sferze od faceta doznałam większego zrozumienia niż od kobiety...

Dlatego chyba będę starała dostać się do niego za te 6-7 tygodni i pozwolę jemu się leczyć. On chce zobaczyć i mnie i męża.
Ale czy to dobrze, że stawiam możliwość macierzyństwa nad swoje zdrowie??? Czy robię dobrze?? Jak brać te leki?? Tamten gościu za dużo mi nie namieszał w tych lekach, zostawił metizol 4 razy dziennie. Nie wiem, nie wiem, nie wiem...

No i jeden plus z wizyty... L4 na 4 tygodnie. Byłam w pracy, przeszkoliłam babeczkę ale w 1,5 h to za dużo jej nie pomogłam. Zresztą chyba nie muszę czuć się zagrożona bo zamiast przekazywać konkrety musiałam jeszcze poduczyć kobitkę w podstawach obsługi komputera. Tak więc albo za 4 tyg wracam do pracy albo będę musiała wrócić do tej babki co dzisiaj po zwolnienie... ale wtedy co jej powiem?? Nie wiem, nie wiem, nie wiem... HELP!


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2018, 17:22

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 21 września 2018, 18:17

9 doba
Gosia co się stało?

Ze względu na to, że od miesiąca miałam mega skurcze lekarz zdecydował się na cc w 37 tc ponieważ szedł na urlop dwutygodniowy. Najpierw zrobił ktg, a tam tętno małej skakało 120/195 po dwóch godzinach zaczęły się skurcze z krzyża mega bolesne. Decyzja cc już dziś czyli 37 tc.

Na wszystko byłam gotowa, ale źle zostałam znieczulona.
Czułam każdy dotyk, ból, szarpanie. Decyzja, dodać leków. Nie pomogło.
Wyciągnęli mała, rest duża dziewczyna. A miała być taka malutka. Lekarz w szoku. W tydzień przybrała 800 gram wg ostatniego usg.
Zabrali ją, po czym przyszli pokazali i powiedziała siostra że 9/10 pkt
Na sali dowiedziałam się że źle oddycha i musi być w inkubatorze.
Po godzinie przyszła ordynator noworodków z papierami do podpisania że dziecko trzeba przewieźć do innego miasta na oddział intensywniej terapii noworodka.
Bakteria w płucach, nie reaguje na wentylację.

Tam okazało się że mała ma bakteryjne zapalenie płuc (wewnatrzmaciczne) wodę w płucach, nierozprezone płuca, stan zapalny, brak sulfaktanu.
Kiedy mój Ł dojechał na miejsce ordynator oddziału powiedział “możliwe że trzeba będzie intubowac, proszę się liczyć że dziecko może umrzeć w każdej chwili "

W nocy została zaintubowana. Silnie niewydolna krążeniowo oddechowo. Podano jej sulfaktan. Trzy doby decydujące o jej życiu.

Zareagowała na leki, zareagowała na sulfaktan. Stany zapalne się obniżają.
Trzeba rozpreżyc płuca. Nad tym pracują. Bakteria znika. Płuca powoli zaczynają wytwarzać sulfaktan. Po ponad dwóch dobach wyciągają rurkę intubacyjna. Jest na cpapie nadal kiepsko z wentylacja.
We wtorek rano bez zmian. Popołudniu nie mam maski. Walczy sama. W środę nie ma sondy. Je samodzielnie. W środę popołudniu jest ubrana. Nadal nie wydycha dwutlenku węgla. Czwartek Nadal ciężko oddycha ale na własnym oddechu. Piątek rano ordynator "z naszego oddziału dzieci są kierowane na patologie noworodka tam dochodzą do siebie. Ale myślę że po niedzieli będziemy myśleć o wyjściu do domu"

Tak bardzo boję się cieszyć <3

Za nami wycieczka do Białegostoku. Oboje jesteśmy bardzo zadowoleni. Doktor jest bardzo konkretny, był zaskoczony że przez tyle czasu żaden lekarz nie wpadł na to żeby zrobić histeroskopie. Chociażby z powodu tych plamien, które pojawiają się pomimo brania progesteronu.
Ale chyba niepotrzebnie zrobił mi betę hcg. Wynik: 4,81. To na pewno pozostałość po ovitrelle.
Pozostaje mi czekać na @. Pierwszego dnia cyklu mam zadzwonić i umówić się na zabieg.

anemic Wielkie chcenie ... 21 września 2018, 21:28

Haneczka skończyła dzisiaj 4 tyg i jest najcudowniejszą istotą na ziemi.
Miewamy dni lepsze i gorsze, ale wszystkie wypełnione miłością do granic możliwości.

Noce (tfu tfu żeby nie zapeszać) śpimy pięknie. Kąpiemy się między 18.30-19.00 , później karmimy i usypia Tato. Później wybudza się 23.00 , 2, 4,6-7.00 Po karmieniu, odkładam ją do łóżeczka i tam zasypia sama. Ostatnie ranne karmienie robimy "na leżąco" i zostaje już ze mną w łóżku co jest najcudowniejsze na świecie. Uwielbiam jak później się wybudza i wpatrują się we mnie te cudne oczy, z taką ufnością.

W ciągu dnia jest różnie. Nadal uwielbia się tulić i zasypiać przytulona. Na szczęście opanowałam już kiedy tylko smoczkuje pierś i wtedy ją odkładam co wiąże się z wielkim oburzeniem. Nauczyla się też nowych metod smoczkowania :D np. robi usta w dziubek i dosłownie zasysa sam sutek, po czym ciumcia go chwilę, naciąga i ...strzela z niego :D Ale wracając do sedna. Dzisiaj np. miałyśmy dzień udany, udało mi się spokojnie przygotować sobie śniadanie, ale jedzenie było już "wspólnie", później zasneła na chwilę, ale musiałam ją wybudzić bo była połóżna. Poszłyśmy na 1,5 h spacer, wróciłyśmy, zjadła i nawet udawało mi się ją "odłożyć" na chwilę. W tym czasie wywieszanie prania, ogarnięcie kuchni, obiad wstawiony. Wybudzona, karmienie, i zasneła. Spała sama 2 h... co zdarza się prawie nigdy. Za to wczoraj byłyśmy sklejone cały dzień, nawet do toalety szłam z akompaniamentem jej wrzasku bo na 30 sek musiała leżeć sama.
Początkiem października umówiłam się z doradczynią chustonoszenia. Sprawa nietania, ale chcę mieć pewność, że będę ją prawidłowo wiązać, bezpiecznie i dobrze dla kręgosłupa.
Średnio lubi spacery. Najchętniej przy drodze gdzie jeżdżą samochody i broń boże jakiekolwiek wstrząsy, najechanie na kamień czy coś.
Kąpiele polubiła, dramatem jest zmiana pampersa. Próbujemy się też masować, z różnym skutkiem. A, po kąpieli, zawsze strzela 2 kupy...
Dostała potówek. Taka ta pogoda u nas trochę powalona. Niby ciepło w kij, ale wiatr wieje. Dlatego na spacery jednak długie body miewa, ale i tak się przegrzewa.
Była dzisiaj położna. Mała waży 3660 (na głodno), ze szpitala wychodziłyśmy z wagą 2815. Pępek próbuje nam się robić przepuklina, więc lekarka na wizycie ze szczepieniami pewnie nam go zaklei albo skieruje do chirurga. I mamy niekształtną głowę. Położna mówi, że to wina kładzenia ją na bokach. Rzeczywiście kładę ja albo na jednym albo na drugim. Mam zacząć kłaść ją na pleckach. Choćona nie jest fanką leżenia na plecach. Zaczeła mi też ulewać. Musze pod materac kliny podłożyć.

Leżąc na brzuszku podnosi główkę i odwraca ja w jedna albo drugą stronę. Czasami ląduje noskiem w materac i tak płacze. Więc kładziemy się na brzuszku tylko jak mamy ją na oku. Z resztą długo tak nie lubi być.
Zaczyna być zainteresowana światłem, obserwuje coś z przewijaka na szafce, przygląda mi się jak leżymy razem, wodzi oczkami za moją twarzą. Na spacerze ewidentnie "ogląda coś" jak ma daszek opuszczony. Bardzo lubi słuchać jak się do niej mówi.
Przy karmieniu czytam jej wiersze. Narysowalam jej też figury geom. czarna kretką na białej kartce, ale na razie średnio ją to kręci- może brak mi zdolności plastycznych, co zauważyła :D
Mam wrażenie, że zdarza jej się "świadomie" uśmiechnąć. Choć może to po prostu zbieg okoliczności.

Ogólnie myślę sobie, że trudno jest być "młodą matką". I to jeszcze taką, która starała się przygotować do macierzyństwa. Myślałam, że ja jestem dobrze przygotowana. Przecież czytałam, rozmawiałam, byłam w szkole. Ale początek macierzyństwa wiele zweryfikował. Nie wspomnę już o "poradach" w zasadzie wszystkich. Jak mi to kurwa pomaga " a tak nie ucz, a tak nie rób, a zobaczysz, że tak będzie lepiej, a my robiliśmy tak i to jest super". Bardzo pomagają mi też uwagi "wyglądasz na zmęczoną, dzisiaj wyglądasz lepiej niż ostatnio". Dzięki, to chciałam usłyszeć.
No więc myślałam, że w sumie dużo wiem, a okazało się, że to tylko mikrokropla w morzu.
Chciałam też być "nowoczesną" mamą, idącą zgodnie z trendami np. brak diety dla karmiących. Moja Mama nic nie krytykowała, tylko uważnie mnie słuchała. Teraz po miesącu, powiem, że może metody pokolenia mojej Mamy wcale nie były złe i może nie ma co na siłę odchodzić od czegoś co się sprawdzało.

Czy któraś z Was ma doświadczenie z plastrami EMLA ? Plastry nakleja się dziecku przed szczepieniem, są to plastry przeciwbólowe.
Zdecydowaliśmy się na szczepienia 6 w 1 również szczepienia zalecane. Pierwsze szczepienie 10.10

Mi blizna po cięciu goi się ładnie. Pojawiło się tylko zgrubienie w jej miejscu. Myślałam, że szybciej będę wracać do formy. Brzuch nadal "miękkawy":D Nie mam w domu wagi żeby się zważyć, choć może to i dobrze :D

Uciekam bo Gwiazda woła <3

2 lata, 2 miesiące, 5 dni razem

Mój mały chłopiec podszedł do mnie dzisiaj rano i powiedział sam z siebie "kocham Cię" rozbiło mi to system! Jestem przeszczęśliwa!

Marti... Goniąc czas 21 września 2018, 23:19

Przeprowadziliśmy dziś 2.godzinna rozmowę na temat przyszłości.... jestem w szoku do jakich wnisokow doszlismy.. musze to potwierdzić z mężem jeszcze sto razy... Ale niedługo napiszę


Ps..dzis na bank 1 dc. Leje się ze mnie wręcz... I widziałam resztki jajeczka... Także TEN...


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2018, 23:19

Furiatka Third time is a charme 22 września 2018, 05:46

Zaczęliśmy 12 tydzień. Wczoraj byłam na wizycie i maleństwo rozwija się prawidłowo. Ma już 4,15 mm. U mnie niestety hemoglobina niska, ciągle skacze, raz było 10,8, potem 11,1 i już się trochę uspokoilam, a ostatnio spadła do 10,4. Lekarz mówi, że nie ma jeszcze powodów do paniki. Suplementuje żelazo i zaopatrzylam się w wyciskarke wolnoobrotowa, więc będę sokowac, buraki przede wszystkim. Dobija mnie natomiast ostatnio bezsenność. Nie pamiętam, kiedy przespałam całą noc bez problemów. Z zasypianiem nie mam kłopotów, odpadam na kanapie po 20:00, tylko budzę się w nocy i jak się zestresuje jakąś myślą, to już nie mogę spać. Dzisiaj obudzilam się na siku i kładąc się z powrotem pomyślałam, że pewnie znowu nie zasnę i oczywiście niespodzianka, nie śpię pół nocy. Paranoja. Potem się nakrecam, że się stresuje i nie mogę spać i tak błędne koło. Za tydzień prenatalne. Może wreszciebpo badaniach zaznam trochę wewnętrznego spokoju.

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 22 września 2018, 08:18

13t2d
Przedwczoraj weszliśmy w II trymestr.. I zaliczyłam zjazd samopoczucia. Mdłości, zawroty głowy, ostre kolatania serca, ślinotok.. Aż wyszłam z pracy przed czasem. Głupio mi było bo to były moje urodziny i nie chciałam, żeby ktoś pomyślał, że udaję, ale od 7 się męczyłam a wytrzymałam do 12. To serce mnie wystraszyło i powiedziałam, że wychodzę bo nie dam rady. Potem się przespałam i było trochę lepiej ale i tak.. Jak sobie wspomnę moje urodziny rok temu.. Zwiedzanie quadem greckiej wyspy cały dzien, słońce, radość, drinki, znajomi.. Kontrast ogromny i tak mi to uzmysłowiło ile się poświęca dla tej małej cholery ;) Wczoraj dla odmiany złapał mnie taki ból głowy, że myślałam, że będę rzygać z bólu. Po raz pierwszy wzięłam paracetamol. Pomógł na kilka godzin. Nie tak miał wyglądać II trymestr.. Na szczęście przyszło ochłodzenie i liczę na to, że będzie lepiej. Zwykle o tej porze roku łapałam doła, a teraz marzę o jesieni! Tym bardziej, że to jedna pora roku bliżej do wzięcia tej małej cholery na ręce ;)

W tamten poniedziałek oglądaliśmy mieszkanie, w którym się zakochałam. W super lokalizacji, w centrum a jednak na uboczu, koło 3 jeziorek (już widzę tam siebie z wózkiem), super układ, fajni sąsiedzi.. Tylko kwota 260 tys. :( Planowaliśmy wydać 220. No ale śni mi się to mieszkanie po nocach. Wczoraj zdecydowaliśmy się zaproponować 245 tys. bo gość uparty, że poniżej 250 nie zejdzie (wystawił to mieszkanie w zeszłą sobotę więc chciałam, żeby się ten tydzień przekonał, że to, że ma chętnych na oglądanie, nie znaczy że ktoś je weźmie za taką kasę!). No i nasz pośrednik mówi, że godzinę wcześniej kobieta mu złożyła ofertę 248 tys! No i my na to 250.. Ma się przez weekend namyśleć.. Po pierwsze nie wiem jak ogarniemy tyle kasy bo jest to kwota mocno zawyżona i żaden rzeczoznawca tyle nie zaśpiewa, co oznacza, że trzeba będzie dopłacić do wkładu własnego.. Ale.. TO JEST NASZE MIESZKANIE! Już je urządziłam w głowie, widzę tam nas.. Właśnie tam chcę wychować nasze maleństwo <3

31tc (30+5)

Włączył mi się power w tyłku. W końcu!! Piorę, prasuję, układam, planuję. Przez ostatnie 2 dni moja aktywność jest większa niż przez całą ciążę :)

Mój świat zalewa fala różu i tak jak zawsze upierałam się, że róż jest bleee, tak teraz kiedy wyobrażam sobie w nim naszą córeczkę jestem zakochana :) już tak blisko!! ❤

Miłego weekendu ❤

Monika18071 Ciągle w niedoczasie 22 września 2018, 13:45

Progesteron 1,98 nmol/l w 21 dc.

14 tydzień 3 dzień

Maluszek ma całe 8 cm, a może trochę ponad? Różnie się układał do mierzenia. Raz doktorowi wychodził równo 14 tydz ale od ostatniej wizyty powinno być 14+3 i tak mówił żeby się trzymać.
W końcu znalazłam lekarza u siebie, który mnie będzie prowadził.
Oczywiście rano przed wizytą była ostra analiza co powiedzieć, No i jak się przygotować 🙂
Uruchomiłam mój zaschnięty tusz do rzęs i szpilki i ruszyłam na łowy doktorka 🤩
Żeby go nie wystraszyć pokierowałam rozmową tak żeby zrobił typowy wywiad. Czyli która ciąża, przebieg operacji, choroby itd.

Tak więc powiedziałam, że to ciąża z invitro ale już nie mówiłam, że z drugiego i że nie uzyskiwaliśmy zarodków czy coś bo jego to chyba i tak by nie obchodziło. Trzeba zamknąć ten etap i iść do przodu.
Musiałam powiedzieć o laparo, histero i endometriozie, o infekcji, o tym, że mogę mieć kamień w moczowodzie. Pytał tylko czemu te histero tak jedna po drugiej. No to wytłumaczyłam, że mi się szyjka zamknęła jak sejf.

Na Pęcherz dostałam zalecenie innego antybiotyku, Duomox odstawiam, mam ponownie monural. No i spoko bo to lek na raz 🙂
Odstawiam też już całkiem luteine. Nie chcę tam nic pchać do środka, czuję że jestem już mega podrażniona od tego tynku. Dzisiaj odpuściłam sobie luteine i od razu swedziawka była mniejsza. Zostaje na besins 600 mg na dobę. Za miesiąc schodzę na 400. Żelazo które dał mi ogólny na anemię 100 mg mówił żeby brać ale co drugi dzień żeby mnie nie wykończyły zaparcia.

Ominęłam całkiem historie o niskich betach, opóźnieniu wzrostu zarodka, przyjął datę porodu która mi Pani doktor z kliniki wpisała na kartę ciąży i już nic nie sprawdzal, nie mówiłam o acofilu bo przecież i tak już go nie biore. A to myślę, że też by było całkiem poza jego wiedzą.
Wspomniałam tylko, że na początku miałam krwiaki i byłam chwilę hospitalizowana ale to było w 6 tyg i od tamtego czasu tylko miałam czasami brązowe plamienia. Nie dopytywał.
P tarczycy wie tyle, że na nią choruje ale jestem pod opieką endikrynkloga.

Usg robił delikatnie i szczegółowo zarówno przezpochwowo jak i przez brzuch. Szukał co tam maluch ma między nogami ale nie było widać. Natomiast wspomniał, że skłaniałby się ku kobietce 🙂 no to przecież nie musiał mi mówić, ja to wiem od pierwszej bety 🙂 mówiłam, że tylko baby są takie silne 🙂 no ale nie nakręcam się, poczekam na potwierdzenie.

Wrocilam do domu i od tamtego czasu bardzo boli mnie w pachwinie. Teraz chciałabym wierzyć, że to jest to rozciąganie. Facet tłumaczył, że jestem chuda więc ten mięsień jest krótki, a macica idzie do góry i to moze powodować ból. Jednak dobrze byłoby sprawdzić i obserwować. A przy endometriozie ponoć naprawdę potrafi boleć jak są zrosty.

A więc tak, jest antybiotyk, jest lek na infekcje. Kolejna wizyta za 2 tyg 🙂 mam do niego nr telefonu i jakby się coś działo to mogę dzwonić.
Ogólnie jestem zadowolona. Poświęcił mi tyle czasu ile było trzeba. Nie musi też znać mojej 5 letniej historii leczenia niepłodności, on ma mi prowadzić ciążę 🙂
Chciałoby się aby lekarz patrzył na nas jako na całokształt ale uznałam, że mentalnie też muszę odciąć te ciągle myśli o tym leczeniu które przeszłam. Przez to że wciąż żyje niepłodnością nie potrafię cieszyć się ciąża.
A ciąża, choć trudna to nie ma znaczenia czy naturalna czy z ivf. Tutaj opieka jest już taka sama.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2020, 22:23

Dzwonił dzisiaj do mnie doktor, powiedział, że z uwagi na to, że beta wyszła pozytywnie to na wszelki wypadek w poniedziałek mam zrobić powtórkę + dodatkowo progesteron. Bo gdyby coś było na rzeczy to muszę zacząć brać leki. Że co proszę O_O ?
Od zastrzyku minęło już 10 dni, ta beta MUSI być pozostałością po Ovitrelle. Nie wierzę, że mogę być w ciąży, to jest NIEMOŻLIWE.
Mężowi zaświeciły się oczy gdy powiedziałam jaki jest wynik, ale od razu sprowadziłam go na ziemię. Muszę być realistką. Beta jest za niska, nic nie znaczy...

Babcia ma nowego kociaka.
- Jak ten kot się nazywa? - pyta Wit
- Pola. Podoba Ci się?
- Nie. Pola traktor orze.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 23 września 2018, 09:36

Najgorsza noc.
Wieczorem polozylam sie od razu po dziecku ale nie mogłam zasnac. Zaczely naplywac zle mysli... One nie odchodzą, zawsze sa gdzies z tyłu glowy...
Ostatecznie poszlam do lazienki, zadzwonilam do meza i rozryczalam sie. Powiedzialam mu, ze przez kp czuje, jakby moje cialo nie nalezalo do mnie. Ze jestem zmeczona ciaglym czuwaniem, 24 h/dobe, ale nie chodzi o zmeczenie fizyczne tylko psychiczne. Ze zazdroszcze mu "wolnosci". Itp... Stara spiewka...
Maz wysluchal, powiedzial, ze mnie rozumie. Ze zdaje sobie sprawe, ze ciagle bycie z dzieckiem meczy. Ze super sobie radze. Tu sie akurat nie zgodze... No bo sluchajcie; jestem u mamy, mam all inclusive (kto ma lepiej, no kto?), a jeszcze śmiem narzekac... Zaproponował zebym wrocila do domu ale nie chce, bo jednak tu mam wygodnie. Mąż mnie uspokajal, ze bedzie coraz lepiej, ze jak skoncze kp, to odsapne. Ale wczoraj czytalam na blogu hafija o odstawianiu od piersi i... Sama nie wiem. Podobno bez sensu jest po pol roku odstawiac cycka na rzecz butelki, bo potem trzeba odstawiac butelke i jest podwojna robota. Ze lepiej kp przez rok a potem juz kubki niekapki i słomki... Ale kurde... Rok? To brzmi jak wyrok. Chociaz wiem, ze szybko zleci i za rok o tej porze bede sie smiala z samej siebie. Umartwiam sie niepotrzebnymi rozmyslaniami i ciaglym rozkminianiem dawnego zycia... Po rozmowie z mezem poszlam jeszcze do sypialni mamy po kolejna dawke wsparcia. Ona jest taka kochana. Wspiera mnie bardzo. I bardzo kocha Emila. Potem poszlam do lozka ale dalej nie moglam spac. A Emil jak na zlosc robil kupke ze 100 razy... Ciezka ciezka noc. Dzis juz lepiej. Ide dalej. Synek od rana w swietnym humorze. Wydaje mu sie, ze z dnia na dzien jest coraz bystrzejszy, coraz bardziej obserwuje swiat. Dzis smiesznie sie gapil na merdajacy ogon psa:o) albo jak przechodzimy obok bialej szafki kuchennej, gdzie mama zawiesila czerwonego konika, to nie może wzroku od niego oderwac. Cieszy sie tez, ale na jego usmiech trzeba sobie zasluzyc;-)

To był męczący tydzień... padłam o 21wszej w piątek i byłam ledwo żywa.
Powrót do pracy i nadgodziny ( z własnej woli...) to jednak pod koniec tygodnia siekło. Ale tak do czwartku myślałam, że całkiem spoko się trzymam aż do wizyty u p. psycholog. To była pierwsza wizyta od lipca i... jak się ze mnie wylało to mówiłam ciągiem pół godziny i skończyć nie mogłam. P. psycholog powiedziała, że jednak wyglądam za załamaną (a może to było dlatego, że poszłam w środę spać o 2 w nocy ups, w moim wieku po 4 godzinach snu to już się kiepsko wygląda) i że jest we mnie dużo napięcia. Chyba faktycznie próbowałam siebie przekonać, że jest inaczej. Ogólnie moja refleksja jest taka, że przez całe życie źle się czułam ze sobą (ale starałam się nie dręczyć nikogo tym ) i teraz te nieuporządkowane sprawy przeszkadzają podczas aktualnych problemów. Mogę nad tym pracować ale powiem Wam jeżeli całe życie byłam marudą to nie zmienię tego w tydzień.

#będziemyrodzicami: zebraliśmy dokumenty i pozostają życiorysy i możemy składać.
W międzyczasie przeczytałam "Wieżę z klocków". To książeczka napisana przez kobietę, która adoptowała dziecko, cieniutka taka, właściwie to takie krótkie jej impresje ale trafne aż do bólu jak przypuszczam. Zdołowała mnie jak nie wiem co. I utwierdziła w przekonaniu, że im starsze dziecko tym będzie trudniej w nawiązaniu więzi. Mąż ładnie powiedział: a jaka to będzie satysfakcja jak dotrzemy do takiego dziecka! Okej........
Poza tym przeczytałam pobieżnie wątki o adopcji na forum bocian i trafiłam na chyba najgorsze możliwe przypadki: wątki pt chcę rozwiązać sądowo adopcję bo już nie mogę, albo - dziecko mnie poniża, nie ma więzi, robię wszystko a życie z nim to koszmar albo - zaadoptowałam niemowlę i ono jest grzeczne ale nie jestem w stanie pokochać obcego dziecka. Jezuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.

W tym tygodniu czekam na wredną @ (pierwsza po procedurzektórejnazwyniebędziemywymieniać) a poza tym powinien być spokój święty.

Nie mam plamien. Powinny pojawić się wczoraj, tak jak co miesiąc. A teraz nie mam nic za wyjątkiem wodnistego śluzu.
Mój organizm robi sobie ze mnie jaja...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)