Marti, fajna ta ksiazka "alaantkowe blw"? Bo potrzebne mi konkrety. W "bobas lubi wybor" jest wyklad o blw i ciagle powtarzanie, ze dziecko ma jesc to samo co rodzice, ale jako przyklad non stop marchewka i brokul. No sorry, ale ja nie jem tego codziennie. A marchewka jest u mnie z zasmazka hehe.
nie wiem dlaczego, ale nie chcą mi się uzupełnić informacje w nagłówku, więc moją historię po krótce opiszę tutaj 
mam dwóch synów. starszy to już nastolatek, młodszy to zwariowany dwulatek. pierwszy to niespodzianka. na młodszego czekaliśmy książkowe 4 cykle (25% szans w cyklu, gdyby to się składało to w 4 mielibyśmy 100%
szkoda, że tak nie jest. typowy błąd poznawczy traktowania zdarzeń niezależnych jak zależnych. ale na naszym przykładzie można pokazać 100% skuteczności w 4 cyklu
).
teraz czekaliśmy 12 miesięcy (14 cykli), i to już nie pasuje do powyższych rozważań.
a jak już przy matematyce jesteśmy to przyrost czasu oczekiwania na ciążę u nas rośnie, lecz jeszcze na podstawie trzech punktów nie umiem wyznaczyć funkcji. 0, 4, 14 (liczę cykle) i co dalej?
właściwie to nie przejmowałabym się tym, gdyby ta trzecia ciąża skończyła się dzieckiem. niestety skończyła się pozytywnymi testami ciążowymi z nie ciemniejącą kreską i spadającą betą. za takie coś to ja dziękuję.
ale w chwili obecnej (3 października 2018) jesteśmy i tak w czasie zawieszenia w oczekiwaniu na zakończenie tej "ciąży".
ciąg dalszy historii pisze się powoli.
jeszcze nie wiem, czy mam serce, by próbować ponownie (starania w moim przypadku wiążą się z odkładaniem życia na "później"). rozum mówi "odpuść".
podsumowanie cuklu. żeby było łatwiej znaleźć, niech będzie na niebieskim tle 
nowe oznaczenie: dpom - dzień po oczekiwanej miesiączce
31 sierpnia (piątek) zaczął się bieżący cykl. cykle mam krótkie, 24-26 dni
12 a 14 września (13-15 dc) (środa-piątek) prawdopodobna ovu. przyjmuję 13 września do obliczeń.
23 września (niedziela, 24 dc, 10 dpo) test ciążowy negatywny
24 września (poniedziałek, 25 dc, 11 dpo) plamienie krwiste, jak zwykle przed @
25 września (wtorek, 26 dc, 12 dpo, 0dom) plamienie ustało
26 września (środa, 27 dc, 13 dpo, 1dpom) - znów plamienie.
27 września (czwartek, 28 dc, 14 dpo, 2 dpom) - dwie kreski (bardzo słaba), drugi test (po południu) tak samo.
29 września (sobota, 30 dc, 16 dpo, 4 dpom) beta hcg 72,5, progesteron 14,8 ng/ml. sikaniec słabszy, niż dwa poprzednie
1 października (poniedziałek, 32 dc, 18 dpo, 6 dpom) beta 69,8, wizyta u gina, każe czekać na zakończenie "ciąży", bo "coś nie zaskoczyło".
2 października (wtorek, 33 dc, 19 dpo, 7 dpom) usg, wszystko w normie.
3 października (środa, 34 dc, 20 dpo, 8 dpom) sikaniec lekko mocniejszy, niż poprzedni
cdn...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 11:11
odważyłam się wreszcie i sprawdziłam szyjkę. nie zapowiada rychłego początku nowego cyklu, czy może powinnam napisać "poronienia"? nie jestem pewna... szyjka jest bardzo wysoko, bardzo zamknięta, zero najlżejszego krwawienia.
tak jak teraz z napięciem i nadzieją czekałam na krwawienie tylko raz, gdy zaszłam w pierwszą ciążę i jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży. miałam wtedy bardzo nieregularne cykle i byłam bardzo młoda, więc każde opóźnienie to był koniec świata. koniec końców wszystko dobrze się skończyło, test ciążowy rozwiał wtedy wątpliwości, a ja musiałam szybko dojrzeć i zweryfikować życiowe plany. i całe szczęście, bo nie wiem, gdzie bym dziś była gdyby nie syn.
teraz znów czekam niecierpliwie i z nadzieją na krwawienie, biegam do toalety, ale moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni - wtedy, w tamtym momencie i z tamtym myśleniem wiele bym oddała, by krwawienie wreszcie przyszło (oczywiście obecnie jestem szczęśliwa, że mój syn jest ze mną). teraz... chciałabym cofnąć czas do poniedziałku, ponownie sprawdzić wyniki i zobaczyć trzycyfrowy wynik. niedasie (może mój syn wynalazca wymyśli kiedyś maszynę do podróży w czasie i drugą do zagnieżdżania zarodków
), więc czekam na początek nowego cyklu i (nie jestem pewna, ale być kiedyś może) nowych nadziei.
Bylam wczoraj u Pani Ginekolog...
Cykl bezoowulacyjny...
Mam ogarnąć temat IO i obserwowac cykle...
Pozniej na spokojnie wrócić i zrobimy kolejny monitoring...
Wiadomość nie za ciekawa 
Mój organizm chyba zeswirowal poprostu...
Ciekawe jaki teraz cykl bd...
Daje sb czas do końca roku z ogarnieciem tego IO... Dieta bd w czwartek wieczorem lub piątek rano xD czekam niecierpliwie xD
Co tam u was ???
Wróciłam na różową stronę 
OvuF. się zmieniło, nie odpowiada mi ten cały layout, źle mi się to otwiera na komórce, zawsze robiłam wpisy i przeglądałam portal z telefonu i wszystko było ładnie czytelne, teraz nie otwiera się ta strona w całości, dopiero jak zaznaczam "wersja na komputer" to jest cala strona widoczna w komórce:/ taki paradoks... beznadziejnie. Ale nie ważne...
Jest mi wciąż ciężko, bardzo ciężko, co jakiś czas zbiera mnie na płacz.
Od dwóch dni leże w domu, brzuch mnie ciągle boli, jak mam okres nie mam takich bóli, a tu już od poniedziałku boli i boli... niestety ten ból brzucha mi przypomina o tym co sie stało. Nie chce mi sie wychodzić z domu ani nawet sily nie mam, raz dziennie mała krótka drzemka, bo po prostu czuje się jakbym sie naćpała. Nie wiem czy to przez antybiotyk, ale nie powinnam się tak czuć. Może, jeszcze ciążowe hormony... wciąż jeszcze bolą piersi i sa nabrzmiałe.
Nie wiem jak dlugo będzie trwac krwawienie po zabiegu i ile czasu zajmie mi by wrócić do normalnego cyklu, w ktorym pojawi sie owulacja.
Nie wiem po jakim czasie dostaniemy zielone światło do starań.
Narazie jest to tak swieza sprawa, ze o tym nie mysle, ale wiem, ze nie bede chciala za duzo czekac.
Zobaczymy...
Narazie czuje tylko ból mojego serducha
Rozmawiam z siostrami na skajpie, rozmawiam z 2 letnim chrzesniakiem, ktorego kocham nad zycie, pieknie juz mówi, ładnie składa słowa i mówi mi : ciocia Ila kosiam cie 
łzy napływają mi do oczu, myśląc, ze juz w maju urodziłaby mu sie kuzynka albo kuzyn i spędzaliby razem wakacje.
Plakać mi się chce, gdy widzę dzieciątka w wózkach, szczęśliwe mamy z brzuchami, odwracam głowę...
Nikomu nie zazdroszczę, nie jestem zawistna, zawsze cieszę się szczęściem innych. Po prostu tak bardzo cieszyłam się swoim chwilowym szczęściem, które teraz tak szybko uleciało.
Nawet nigdy bym nie pomyślała, ze będę tak to przeżywać, mówią, że na początku ciąży jest łatwiej ją stracić. Sama jestem zdziwiona, ze to jednak tak boli.
Wchodzę na facebooka, Instagrama oglądam posty lasek z kolejnymi problemami, czy ten lakier pasuje mi do torebki, strojące dzióbki do telefonu, czy zdjęcia pogody za oknem... mam ochotę wywalić swoje konta w eter,żeby nie oglądać ludzkich "problemów".
Mam też ochotę napisać do wszystkich wielkiego dupnego posta z tym co czuje... ale jakie to by było płytkie... żal chyba odbiera mi rozum.
Chwilami się zamyślam i prowadzę w myślach rozmowę z Bogiem, że czemu dał mi tak cudowny dar i go odebrał, tak szybko. Czy zostałam wystawiona na próbę i jej nie sprostałam? Czy byłabym zlą mamą.
Ale wiem, ze takie myślenie to tylko katowanie się.
Mój mąż jest ze mną blisko, kiedy tylko wraca do domu, przytula, rozmawiamy, pociesza. Co ja bym bez niego zrobiła...
Mam plan, że jeżeli przestanie mnie juz ten brzuch bolec i minie dyskomfort, to w końcu wybiorę się do siostry i posiedzimy razem, może przebywanie z moim chrześniakiem uleczy mój głód bycia mamą. Strasznie za nim tęsknię.
Co do mojego wolnego czasu, to chyba mam go za duzo, dlatego tyle myślę. Ale nie zapuszczam się i nie pozwalam,żeby popaść w depresje i nic nie robienie. Rano śniadanie, sprzątanie, później jakiś obiadek. Relaksuje mnie robienie na drutach. Nigdy nic nie zrobiłam do końca, zawsze tylko się uczyłam i kończyłam na paru rzędach. Planuje zrobić żółtą poszewkę na jaśka, wcześniej miał być z tego szalik, ale uznałam, ze lepiej i oryginalniej będzie udziergać poduszkę. No i jakiś mi to wychodzi. Nauczyłam sie z youtube
Mój plan był wcześniej taki, że nauczę się potem czegoś bardziej skomplikowanego i zrobię skarpetki dla maleństwa albo sweterek:D ... no to będę miała jeszcze dużo czasu by się nauczyć.
Na czytanie książek nie mam czystego umysłu, wciąż wchodzę na fora związane z ciążą, poronieniem, ile odczekać na kolejne staranie itd... w zasadzie ciągle przychodzi mi do głowy coś nowego w temacie ciążowo - staraniowym. Także na powieściach nie umiem się jeszcze skupić.
Pozdrawiam Was dziewczyny starające się i te oczekujące na dzidziusia i te po stracie cieplutko:*
Kiedyś i dla mnie wyjdzie słońce. Ściskam mocno!
34dc
Gdybym nie wiedziała jaką mam betę właśnie stwierdziłabym, że zaczyna mi się okres...
Pojawiło się plamienie zabarwione na różowo. Jestem załamana. Tak strasznie się boję.
Napisałam do mojego gina. Mam nadzieje, że szybko odpisze.
Nie wiem co mogę zrobić 
Linka2019 dziękuję bardzo za komentarz, który napisałaś. Daje mi dużo nadzieji. Czytam go ciągle, żeby nie oświrować.
Tymczasem zdecydowałam się zbadać tą betę. Tak jak pisze kokoszka31, jeśli będzie spadek, to przynajmniej będę wiedziała przed kolejnym usg. Pierwsza beta wyszła 46tys. Teoretycznie to był 7t+1. I oczywiście znów sprawdziłam pół internetu, czy to dobrze czy źle... I w sumie nie wiem... Dziś zrobiłam drugą betę po 48h i czekam na wynik. To wszystko jest strasznie wykończające. Dodatkowo koronawirus wiszący nad nami wszystkimi. Coraz więcej znajomych jest chorych. Jak to wszystko przeżyć?
Przypomniałam sobie o obu po dwóch latach..
Czas tak szybko leci.. Mój Skarb ma już ponad 2 lata!
Jest moją ukochaną córeczką! Kocham ją najbardziej na świecie!
Coraz częściej myślę o rodzeństwie dla niej..Tylko, że na drugą adopcję przyjdzie nam czekać pewnie ze trzy lata..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2018, 20:49
Napisałam dziś post na fioletowe stronie Ale niestety chyba nie był widoczny. Nie mam abonamentu i nie mogę dodać ciąży.
Tak dobrze czytacie. Jestem w ciąży. Aż boję się co to będzie jak powiem to na głos. Oboje z mężem boimy się mówić, że jesteśmy w ciąży i że się cieszymy. Tonujemy emocje. Ale od początku.
Dziś rano zrobiłam betę 92! Więc tak. Przyrost w normie. Lekarz do mnie dzwonił i mówił że przyrost jest dobry. A kiedy mu napisałam dzisiejszy wynik napisał po prostu "Super ".
Pisze jeszcze raz bo mi pół posta ucielo.
Dziękuję za wsparcie. Jutro napiszę więcej bo na razie moje myśli są strasznie rozbiegane.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2018, 21:11
jakto napisała lentilkaa.. kosmos....taaaak. Tam mam ochotę uciekać. Jak najdalej. Całe szczęście mama zabrała na noc Oliśka. Lilka rano wychodząc do przedszkola taki cyrk urządziła,że złapałam ją za ramiona i potrzasnełam,bo byla jak w amoku. Gadała w ķołko,że chce parówkę i babcia jej poszła po parówkę, ale ona miała sie ubrać już do wyjścia-nie, ona sie drze,że musi iść z babcią. Babcia jej tłumaczy, że pójdzie po parówkę a ona ma sie ubrać-wyszła. No tak sie darła że szok. Babcia wróciła a co moja kochana córa zrobiła? wyrzuciła te parówkę i sie drze,że ona ma iść sama. No szczyt mojego wkurwu...Miałam ochotę się rozpłakać
Oliśko też się wydziera a ja nie mam pojęcia o co im kurwa chodzi serio! Mam ochotę ich pozamykac w pokoju i niech sie wydzielają ile chcą. nawet do rana.. i tak to wygląda. nawet w nocy. Jedno sie budzi,drze sie budzi nastepne i tak w kółko...a ja już ledwo żyję....
I tu nasuwa się myśl.... po co mi to było...nie mogłam mieć tylko jednego dziecka? Albo wogóle...ale nie. To tak naprawde, sens naszego życia. Mamy dzieci,wychowujemy je a one idą w świat. taka kolej rzeczy.
Marzymi się by każde z nich miało swoj pokój i tam mieli swoją ostoję. Ogólnie sporo nerwów jest ostatnio y nas. Ale czemu sie dziwić. Nie mamy czasu na regenerację sił, ani w dzień ani w nocy
a to zawsze sie będzie odbijać na naszych nastrojach. I czasami a nawet rzadko bym powiedziała, to zazdroszczę Tymco mają jedno dziecko. Bo wiem, ze gdyby Oliwier był pierwszy nigdy bym sienie zdecydowała na drugie....widze,że chłopcy nasi sa tacy...absorbujący.
Może to kiedys minie. Ale na pewno nie teraz, nie zs rok czy dwa. Nie łudzę się. Już za madra jestem by być nawina:) że po narodzinach jest lepiej 
Wczoraj szkoliłysmy się z chustonoszenia. Haneczka 3 godziny z nieukrywana radością pozwalała się motać. Kupiłam od razu piękną chustę. Życie nam to uratuje, a na pewno uratuje to moją równowagę psychiczną
Ale po szkoleniu, Hanka odmówila drzemek. Od 12-16 czuwanie- szaleństwo. O 16 zasneła do 17, i później już był dramat. Z wrzaskiem łącznie w wannie co zdarzyo nam się pierwszy raz. Utulił ja dopiero D. jak wrócił z pracy.
Niestety mamy problem z "zanoszeniem" się. Dzisiaj w nocy przy każdej zmianie pampersa wrzask niesłychany. Wczoraj, każda proba odłożenia jej kończyła się histerią z zaniesieniem mimo, że odkładałam dosłownie na 3 min. Dla odmiany dzisiaj dzień fajny. Pospała rano przyzwoicie, o 6 zabrałam ją do łóżka, zasneła na mnie i tak drzemałyśmy, później podjadła i zasneła na łóżku obok mnie, tuląc się. Później bylysmy u mojej siostry i na zakupach. Po powrocie pospała jeszcze trochę w nosidle, podjadła- standardowo za dużo- zawiązałam ją do chusty i ulało jej się, aż musiałyśmy się przebrać obie. Na szczęście Tatko wrócil i utulił. Kapiel spokojnie, masaż spokojnie, przy karmieniu trochę chciała ciumkać, ale poszło. W końcu zaniosłam ją do łożeczka i śpi.
Jest najcudowniejszą dziewczynka na świecie. Mogę na nią patrzeć bez końca. Robi cudowne minki, podpiera sobie buzię rączką, uśmiecha się słodko. Kocham ją bez pamięci i wiem, że warto było czekać te 7 lat na nią.
Mam problem z sobą. Ciągle żarłabym słodycze. Oprócz tego, że słodycze to na śniadanie kanapki z dżemem, a na kolację najchętniej najeśniki z nutellą. Co oczywiście widać po moich gabarytach.
Babki po cc, zrobiło się wam tez takie zgrubienie pod blizną?
Rozpoczynamy falę nowiecek. To jest dopiero męczące
Ciąża zakończona 3 października 2018
Mydło powidło c.d.
* 35/36 tc, Jaś bryka w najlepsze. Moja waga ok. 68,5 czyli ok. 13,5 kg na plusie.
* od piątku czeka mnie tydzień z Witem w domu - po dzisiejszej konsultacji z pediatrą-alergologiem robimy mu chwilę oddechu od przedszkola - i sprawdzimy czy kaszel pójdzie sobie precz. Na szczęście w domu się kisić nie musimy także będziemy 'załatwiać sprawy'
* mąż również odwiedził dziś lekarza
i przeżył
Ja przeżywam - nie śpię i nasłuchuję
Mąż śpi, Witek śpi i nie kaszle. Cudownie! /Kto będzie miał jutro tzn. dzisiaj oczy na zapałki? … /
* Wit dziś bez awarii w przedszkolu - pościel sucha, gacie suche i te same co rano 
* Kończę czytać Mundra, i na taki fragment trafiłam:
z rozmowy z Moniką Nowicką, położną, która spędziła 3 lata pracując w Tanzanii (Położna w świecie kobiet Sukuma)
"- A wiedzą, że mają macicę?
- Tak, wiedzą. Macica nazywa się tutaj mfuko wa uzazi. Bardzo mi się ta nazwa podoba, bo to znaczy kieszeń rodzicielstwa. Kobieta w kieszeni nosi swoje dziecko. Wiedzą też, że mają dwa jajniki, chociaż w suahili nie ma nazw medycznych. Na pochwę mówi się njia, czyli droga. To droga do kieszeni rodzicielstwa. Szyjka macicy nazywana jest mlango, czyli drzwi do rodzicielstwa, przez które przechodzi nasienie. A kujifungua znaczy urodzić, a dosłownie otworzyć się."
No i apropos otwierania się. Moje myśli, przeczucia i nadzieje są przy porodzie siłami natury. Mój głos rozsądku podpowiada, żeby nie wykluczać cesarki. W tym sensie, że ona zawsze może się zdarzyć. Nie chciałabym, ale może tak być, może się tak zdarzyć. Co na taką ewentualność warto mieć w szpitalnej torbie? Pamiętam, że lentilko, że Ty o tym pisałaś, więc na pewno sobie odszukam, a jakby jeszcze ktoś coś to bardzo chętnie.
PIELUCHĘ CHCE!!!
Tak było kiedy tylko próbowaliśmy założyć majtki. Majtki no cóż paliły w pupę i kiedy zbliżał się czas przedszkola mama coraz bardziej nerwowo podchodziła do sprawy.
Początki były na luzie. Ot co jakiś czas na nocnik, tak bez spiny aż zrobił na kibelek z nakładką i się zaczął strach. Chyba dźwięk wpadającego siusiu do kibelka spowodował ogólny strach przed sikaniem gdziekolwiek po za pieluchą. Każda próba posadzenia Małego gdziekolwiek skutkowała wygięciem w chińskie dziewięć i krzykiem "nie, nie chce".
Dobra odczekamy, mamy czas, list z przedszkola, dostaliśmy się. Spotkanie dla rodziców w czerwcu i kategoryczny zakaz pieluch! Trzylatek nie potrzebuje!
Dobra przed nami wakacje. Damy radę. Na spokojnie siadamy, udało się nocnik nic nam nie odgryzł. Nawet pojawiło się jakieś siusiu, no to "papa", ale zero sygnalizowania mówienia, majtki wciąż są be. No i nadszedł ten weekend, gorący palący lipcowy weekend. Cały weekend (nawet pół nocy) spędziliśmy w wodzie. Takiego wieczoru chyba dawno nie mieliśmy- my dwoje i my troje. Bartuś był z nami póki starczyło sił. Moczyliśmy nogi za łódką, bo w ogóle fajnie się płynie i moczy nogi, fajniej się moczy je w nocy, kiedy woda jest cieplejsza od powietrza. No a potem my noc pod gwiazdami i my, po za światem w ciemności na odludziu. Tylko nasza łódka i my i jacyś wędkarze gdzieś w oddali. No, ale o pieluchach miało być 
Tak, że jak tu pieluchę zmieniać przecież trzeba wyjść z wody, pielucha ciężka nie wygodna, ale te majtki to jakieś takie fajne, no i tata pokazał, że żeby zrobić siusiu to wcale siadać nie trzeba. Parę kroków z wody siku pod krzaczek i z powrotem w wodzie. W porcie też można pod drzewko i specjalnie nie trzeba zabawy przerywać. W sumie wystarczy powiedzieć i mama z tatą ogarniają. Od tego weekendu zaczęło siku na nocnik i w krzaczki. Co z kupą? Mama nie wie, choć tata twierdzi,że dwa razy majtki prał. Choć myślę, że to z powodu nieogarnięcia taty. Moim sposobem było pytać co chwile do znudzenia aż w końcu po pierwszej kupie pojawiły się następne i cieszyły bardzo. Bartuś odpieluchowany po za jazdą samochodem i nocą. Aż któregoś dnia zapomnieliśmy założyć do samochodu. Obecnie pieluchę nosi tylko na noc, choć jest sucha a raz mnie obudził, bo mu się chciało a w pieluchę nie chciał.
Jedno wiem, na wszystko przyjdzie czas a ile ja się nasłuchałam, że jestem leniwa matka, bo dziecka na nocnik nie umiem nauczyć. Eh nie ma jak teściowa ...
Dziewczyny... na teście DWIE PIĘKNE RÓŻOWE KRESKI!! Od 5 rano nie mogliśmy przez to z M spać
oby wszystko było dobrze... Proszę, proszę, proszę! Dostałam najcudowniejszy prezent urodzinowy. Oby został z nami już na dobre ♡
Jak zobaczyłam test to zamarłam... Później płakałam z radości i ze strachu. Jestem przerażona, ale muszę wypierać z głowy czarne myśli. Tak ciężko uwierzyć, że będzie dobrze...
Pojadę dziś na betę. Wyniki pewnie otrzymam pod wieczór. Do mojej ginki umówiłam się na poniedziałek.
Trzymajcie Kochane kciuki ♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 08:01
25 DC 9 DPO
Hej dzis sprawy urzedowe zalatwiam i pisze bo czekam w dlugiej kolejce. Co h nas? A dobrze ladnie sobie jemy maly wszystko wsuwa
dalam mu wczoraj troche moreli ze sloiczka hipp jaka slodka porazka nasypali tam cukru chyba tone! Juz wole zostac na jabłuszkach i bananach i nie wiem jakie moge jeszcze owoce dawac? Mam wsloiczku gruszki i suszone sliwki ale jakos sien cykam. Malemu ida dwie jedynki na dole juz widac na dziaslach kreski i czuc jak go karmie jak sciaga tymi zebami
ale przez to nocki nam sie popsuly bo maly sie budzi co chwila mruczy kreci sie no ale nic sie nie poradzi. Smaruje mu dziasla zelem i ciut pomaga.
Jednak chyba nie wpadlismy bo nie mam zadnych objawow wiec czekam.na @ za jakies 5/6 dni bedzie.
Prawde mowiac boje sie z sama z dwojka sobie nie poradze w jednym pokoju ciezko bedzie i ciasno no ale kurcze z drugiej strony to albo teraz albo potem juz bedzie Gorzej bo budowa bo bez pracy bo kredyt.
Wczoraj przelozylam juz wozek na spacerowke i chyba juz sie porzegnam z gądolą. No ale zobacze w sumie malemu sie podoba spacerowka wiecej widzi ale w gądoli mu cieplej.
W pepco kupilam mu taki futrzany pajacyk ocieplablny na te wiatry i zimno idealny
Próbuję się wtrybić w mierzenie temperatury, ale często jeszcze zapominam. Jednak jakieś wariactwo, wczoraj 37, dziś 36,46 i sama nie wiem co to ma być. Myślałam, że @ idzie a tu nagle 37 nie wiadomo skąd...
Generalnie chyba się wybiorę do swojego lekarza (prywatnie), raz że chcę żeby mi w końcu ktoś coś powiedział co dalej, co robić, ile czekać tak na prawdę,jakie badania... bo na NFZ to trochę porażka... No i od kilku dni odczuwam TAM jakieś lekkie swędzenie, pojawiły się upławy (?) - nie wiem w sumie, chyba to to, bo nigdy nie miałam!
już było, ale za bardzo nie mam ochoty, jak nie ja...
zaczęłam liczyć od tyłu, bo szlag mnie trafia i nie wiem już, co myśleć.
jeżeli moment krwawienia to byłoby zagnieżdżenie to mamy dwa dni: 24 i 26 września. załóżmy sobie, że wtedy były zagnieżdżenia. dwa, dla utrudnienia 
i załóżmy sobie, że możliwe jest zagnieżdżenie dwóch zarodków w odległości 2 dni 
to znaczyłoby, że ostro pomyliłam termin ovu, ale nieważne 
no to lećmy dalej. 27 września wychodzi sikaniec i to się zgadza.
29 września beta jest ok, jak na 5 i 3 dni po zagnieżdżeniu, ale później jeden z zarodków (pewnie ten starszy) obumiera i beta produkowana przez niego spada. dlatego
1 października beta jest niższa

a ten drugi sobie żyje i dlatego sikaniec 3 października wyszedł wyraźniejszy 
dobra jestem w nielogicznym wyjaśnianiu zdarzeń nie poddających się logicznym wyjaśnieniom 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.