Jakies jaja? Ksiezna Kate w 4tej ciazy??? Wtf?
18 dc
Dzisiaj jakos tak beznadziejnie.
Dzwoniła mi Pani embriolog i ponoc tylko "5 zamrozili, 2 są takie słabe a 3 No lepsze... najlepsze z najlepszych". No i co ja mam z tego wiedzieć? To w sobotę byly zajebiste w kosmos (jak mowila mężowi) a dziś tak? Nie czaje.. jeszcze nie idzie nic się dowiedzieć bo mają jakiś tel zjebany i gowno słychać . Grr
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2022, 12:43
OF mówi, że dzisiaj teoretycznie mam owu. Nie czuję się, ani nie wygląda jakby tak było. W piątek na USG gin mówił, że raczej nic z tego teraz. Nie przejmuje się za bardzo teraz, pewnie to efekt laparoskopii. Tak więc czymjacie kciuki, żeby stymulacja Teraz zadziałała.
Zamówiłam żel Fertilsafe i chce jeszcze wiesiołek zacząć z nowym cyklem zobaczymy może to coś pomoże ☺️
Nie zadzwonili! Czyli najprawdopodniej mam zarodeczek do podania
wytrzymaj, mały, jeszcze tylko do jutra i będziesz w domu.
1dc
Dzis nie musialam obliczac dnia cyklu
.
Jestem wsciekla, oburzona i zdruzgotana. Nie tym ze dostalam okres, bo tego sie spodziewalam. Jestem spanikowana tym jakie rzad chce wprowadzic zmiany dotyczace in vitro. Slyszalam w radio, ze maja byc dwie podstawowe modyfikacje:
1. In vitro tylko dla par po slubie cywilnym
2. Zmniejszenie dopuszcalnej ilosci zarodkow z 6 do 1. Co oznacza zmniejszenie 30% szans na poczecie do 5%.
Czy wy to rozumiecie? Jeszcze nie tak dawno Panstwo wspieralo nieplodnych, dofinansowywali in vitro!! A teraz chca nam to odebrac?!? W glowie sie nie miesci.
Ja sie pytam jak zyc w tym kraju? Trzeba wyjezdzac do Czech..
Wszem i wobec ogłaszam że z wielkim bólem jajników zaczęłam 47cs heh..
No cóż nie było co liczyć na pozytywy...
No to byle przeżyć 4 dni i można działać dalej xD
Mówili że w pierwszym cyklu brania tabsow na IO może zaskoczyć hehe ja to wyjątek chyba duży jestem haha 
Ale co tam nie ma co się łamać... Cycuchy do przodu i można męża męczyć dalej
❤
"II stymulacja"
10dc/11cs
Dziś byłam na kontroli owulacji. Od 5-9dc brałam Aromek. Pęcherzyk na 15mm w jajniku prawym. Zaskoczenie bo od 3 dni mam kłócie z drugiej strony
13dc wieczorem mam sobie zaaplikowac ovitrelle. 20dc zbadać progesteron jak chce A 27dc iść na betę. Jak pozytywna to zastrzyki fraxiparine. A jak nie to zaczynamy zabawę od nowa.
Ogólnie lekarz stwierdził że mamy wszystkie argumenty żeby być w ciąży tylko teraz potrzeba czasu. Teraz najprzyjemniejsza faza cyklu. I nie powiem bo od kilku dni regularnie kochamy się z mężem. I to tak na prawdę bo mamy ochotę A nie że trzeba. Obydwoje mamy cały czas ochotę. Więc to na prawdę będą ciekawe dni. Będzie pracowity długi weekend.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2018, 18:56
Do Sejmu wpłynął projekt ustawy o in vitro. Według niego procedura byłaby dostępna wyłącznie dla małżeństw, jednorazowo można by zapłodnić tylko jedno jajeczko, a mrożenie zarodków byłoby zabronione. Projekt wnieśli m.in. posłowie ugrupowań PiS, Kukiz'15 i PSL. - To byłby koniec in vitro w Polsce - nie ma wątpliwości dr Katarzyna Kozioł.
Projekt ustawy jest dostępny na stronie internetowej Sejmu. Podpisali się pod nim posłowie różnych ugrupowań: z klubów poselskich Prawo i Sprawiedliwość oraz Kukiz'15; kół poselskich Polskie Stronnictwo Ludowe - Unia Europejskich Demokratów, Wolni i Solidarni oraz posłowie niezależni. Przedstawicielem wnioskodawców jest poseł niezrzeszony, wybrany do Sejmu z listy PiS Jan Klawiter.
W uzasadnieniu ustawy czytamy, że jej główne założenia są następujące:
ograniczenie możliwości stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego wyłącznie do małżeństw;
ograniczenie liczby komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, do jednej;
określenie kriokonserwacji (mrożenia) ludzkich zarodków powstałych w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego jako czynu niedozwolonego i wprowadzenie sankcji administracyjnych w przypadku stosowania tej procedury;
likwidację anonimowości dawców komórek rozrodczych.
38tc (37+5)
Dzisiaj po kolejnej wizycie. Jestem przeszczęśliwa, bo młoda ładnie narobiła i mamy już 2750g, także 3000g jest jak najbardziej realne
dzisiaj również ładnie pozowała na usg i okazało się, że ma bardzo dużo włosów
także będziemy robić kiteczki ❤ strasznie chcę mieć ją już obok siebie... Skurcze mnie męczą, ledwo chodzę, brzuch dzisiaj jak bomba, mam wrażenie, że zaraz eksploduje... Na dodatek od tygodnia walczę z grypą, więc moje samopoczucie jest fatalne 
Biorąc pod uwagę to, jak długo czekaliśmy na ten cud mam poczucie, że nie do końca mam prawo narzekać na cokolwiek, ale dolegliwości w 9 miesiącu są po prostu przytłaczające. I nieźle dają w kość...
Nie udało się.
20t1d
Melduję się po badaniach połówkowych. Jak ten czas leci! Maluch rośnie zdrowo i ma już 380g. Wszystkie organy w porządku, leżał sobie w poprzek z nóżką na nóżkę. Martwi mnie jedynie moja szyjka. Z miesiąc temu miała 4cm, teraz ma tylko 3cm. No i mam zakaz chodzenia na siłownię, nawet jogi nie mogę uprawiać, nosić zakupów, wykonywać prac na czworaka, no nic co angażuje tłocznię brzuszną. Ciekawe czy siku mogę popchać jak nie chce mi się wisieć na Małysza pół dnia w obcych wychodkach
Ciekawe jaka będzie za 2 tygodnie, bo wtedy mam kolejną wizytę. Postaram się być grzeczna.. Choć energii mam dość sporo, z resztą remont przed nami, będzie ciężko.. Ale czego się nie robi dla mojego Misia, który musi grzecznie przezimować w mojej, że tak powiem dziupli
Przy okazji - wreszcie zgłębiłam wiedzę jak odmieniać imię mojego brunatnego, wrzucę sobie tu później w poradę, żeby mieć zawsze pod ręką.
Przesyłam buziaka od Bruncia:

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2018, 19:24
Najchętniej rodacy w ogóle by nie odmieniali imion kończących się na -o. Wiele razy natrafiam w tekstach pisanych na sformułowania w rodzaju Szkoła im. Hugo Kołłątaja, antropologia według Leo Frobeniusa itp. Niewątpliwie jednym z powodów unieruchamiania fleksyjnego przywołanych imion jest to, że są krótkie i że w postaci mianownikowej, ale z odmienionym nazwiskiem „dobrze brzmią”. Jeśli już ktoś decyduje się na odmienianie, to zwykle wybiera model „uproszczony”, bez –n. Nie dowierzają, że ma być Bruno, ale: Brunona, Brunonowi, z Brunonem, o Brunonie itp.
No to wyjaśnijmy, skąd się to wzięło…
Otóż imiona Bruno, Hugo, Odo, Otto, Iwo, Leo itp. są z pochodzenia zapożyczeniami germańskimi (Iwo może także celtyckim), ale odmieniającymi się według deklinacji łacińskiej:
Bruno – (kogo? czego?) Brunonis, Hugo – Hugonis, Iwo – Iwonis, itd.
Jak widać, we wszystkich przypadkach zależnych temat fleksyjny zawiera cząstkę -n.
Kiedy przed wiekami przejmowaliśmy do polszczyzny owe imiona, uszanowaliśmy łacińską deklinację i w formach od dopełniacza po miejscownik zostawiliśmy element -n.
Ot, dlaczego według wciąż obowiązującej normy gramatycznej należy mówić i pisać:
Bruno, Iwo, Leo, ale:
Brunona, Brunonowi, z Brunonem, o Brunonie; Iwona, Iwonowi, z Iwonem, o Iwonie; Leona, Leonowi, z Leonem, o Leonie.
Rozszerzone postacie przypadków zależnych wpłynęły potem na powstanie wariantów omawianych imion, czyli Brunon, Hugon, Odon, Otton, Iwon, Leon.
Dziś wiedza Polaków (szczególnie młodych) na temat osobliwości w odmianie omawianych imion jest stosunkowo niewielka, stąd próby tworzenia „krótszych” form fleksyjnych albo wręcz ich nieodmieniania.
Tego drugiego nie polecam, sądzę natomiast, że na początku XXI w. można by się zastanowić nad dopuszczeniem do użytku postaci „skróconych”.
Formy D.B. Bruna, C. Brunowi, N. z Brunem, Ms. o Brunie itd. wydają się do przyjęcia.
O jednym z bohaterów serialu Na dobre i na złe (miał na imię Bruno) wszyscy mówili:
Nie ma Bruna; Uzgodnij to z Brunem; O Brunie mogę powiedzieć wyłącznie dobrze, a więc „po nowemu”.
MACIEJ MALINOWSKI
https://obcyjezykpolski.pl/bruno-iwo-leo/
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2018, 20:04
Rodzinny dał mi dziś L4 narazie na 2 tygodnie, skierowanie do psychologa i polecił mi swoją znajomą gin która się niby specjalizuje w takich beznadziejnych przypadkach jak ja. Dziś przyszły kolejne wyniki.
P/PC plemnikowe ujemne
ANA 2 typ swiecenia ziarnisty 1:160
Białko C 145,7 (70-140)
Białko S 113,2 (60,1-113,6)
Jezusie ja mam prawie wszystko źle
((((
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2018, 21:59
8 tydzień ciąży... Ale chyba nic z tego nie bedzie. Na ostatniej wizycie lekarz powiedział, że jest bardzo mało wód i 50% takich ciąż przeżywa. We czwartek jadę na kolejną wizytę, ale nie spodziewam się cudu. Teraz mam nakaz leżenia i nic nie robienia. Moja siostra przeczytała na jakimś forum żeby pic dużo wody mineralnej niegazowanej, więc łóżko mam obstawione zgrzewkami z wodą.... czekam...
Jak to jest, ze zaraz po pierwszych najgorszych dniach @ zaczyna wychodzić słońce, znów chcesz żyć i chcesz walczyć. Uśmiechasz sie i patrzysz z nadzieja na lepsze jutro... Jak to jest skonstruowane... No bo chyba każda z nas jest przed @ jest zaniepokojona bo bardzo by chciała by ta @ wredna wcale sie nie pojawiła... A kiedy przyjdzie to w pierwszym i drugim dniu mamy taka żałobę, ze znów nic, ze znów sie nie udało, no i wszystko jest do kitu... A potem znów zapala sie małe światełko nadziei, które rośnie z każdym dniem... Aż do momentu ponownej niepewności. Popadamy w błędne koło, a co najgorsze tylko pozytywny wynik może nas z niego wyciągnąć...
Wiecie, ze to normalnie jest nienormalne :o no ale tak wlasnie sie w nas przecież dzieje... Mamy cel i walczymy o niego jak owoce aż do końca... Nasza nadzieja upada i rodzi sie na nowo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2018, 19:22
Padłaś - powstań, podnieś koronę i zasuwaj dalej. Nie lubię tego motywu z koroną, ale akurat wczoraj/dziś mi pasuje.
Wczoraj wynik z krwi - bili 18 także kiblujemy. Była złość, było rozczarowanie, były łzy. Pytanie siebie czy wszystko się zrobiło i ten głosik, że oczywiście wszystko tylko wszystko źle.
No ale trzeba do przodu (z żywymi naprzód iść...)
Jaś dostał drugą lampę i grzeje się nonstop, tylko na karmienia go wyjmuję, a karmienia co 2h. Nie potrafię ocenić koloru skóry, ale ja bardziej (dłużej) i na niektóre karmienia wybudza się sam.
Nastrój u mnie ok, a nawet niezły. Jutro 'już' niedziela, a w niedzielę ponowne badanie krwi. Nie liczymy, ze tego dnia bili spadnie do poziomu pozwalajacego na wyjście tylko, że w ogole zacznie spadać. Wyjscie w przyszłym tygodniu, ale czy na początku czy końcu to trudno powiedzieć.
Wit od czwartku z moją mamą. Przyda im się ten czas razem. I dla mojej mamy i dla mnie to też dobry czas, na naoliwienie relacji. A jeszcze chwilę temu zastanawiałam się jak to zrobić.
W sob z rana lab i pobieranie krwi, zeby isc z czyms do alergologa. Z piętki mu pobierali. Czyli w sumie nie bolalo. Bardziej ja w stresie i cala spocona od razu.
Jeszcze tylko moj koszmar z dzis: pojechaliśmy z mezem na pizze, zaparkowalismy daleko od pizzerii i zapomnielismy zabrać Emila z samochodu. Zostal tam, przypiety w foteliku. Jak sie w restauracji zorientowalam, to sie okazalo, ze nie moge biec, bo mam buty na obcasie... Mąż pobiegl po niego. Plakalam i plakalam na mysl, ze on sam w aucie tez placze. Brrrrr.
Jaś
Jaś urodził się w niedzielę 4 listopada nad ranem. Pisałam już, że jest podobny do swojego taty i brata? A, dzisiaj jeszcze nie
Jest podobny, jak wrócę do domu to będę robić zgadywanki w stylu - zdjęcie Jaśka i Wita i podpis 'Znajdź 5 różnic' 
Jaś ma elfie uszy i jakąś magiczną aurę wokół siebie. Witold znaczy przewodzący/władający ludem. A Jaś... Jaś jest nauczycielem? Integratorem? Przyszedł na świat w trudnym momencie. Ale... jest uzdrowicielem? Szukam właściwego słowa, ale mimo tych trudniejszych okoliczności, a może właśnie dzięki nim, dużo się wszyscy uczymy, dzieje się jakaś magia.
Zanim pojawił się Jaś zastanawiałam się czy dam radę tak samo mocno wejść w relację jak z Witkiem. Z Witkiem wszystko było nowe, pierwsze... to jak będzie teraz. A teraz... czuję jak mi serce urosło i mieszczę tam na luzaka obu chłopaków. Czuję się bardzo szczęśliwa (blessed), wdzięczna, że mamy teraz DWA takie szczęścia. A Jaś... jakby od zawsze z nami był.
Myśl o trzecim dziecku - bardzo odległa. Nie mówię nie, ale to nie jest temat na teraz. Trzeba się cieszyć i skupić na tym szczęściu, które jest i które tak grzeje i otula jak ciepły koc. Przy tym wszystkim żółtaczka to pikuś.
2dc
Pierwszy dzien z clo. Mam go brac piec dni, nastepnie monitoring i zapewne ovitrelle. Dalismy sobie czas do konca roku co by oznaczalo dwie proby stymulacji. Nastepnym krokiem powinna byc inseminacja, ale raczej sie na nią nie zdecydujemy. Czuje ze nam nie pomoze.
Z coraz wieksza pewnoscia stajemy przed in vitro. Na serio nawet myslimy o Czechach. Podobno jest taniej i mozna uzyc tyle zarodkow ile sie chce, co zwieksza szanse. Podobno tam 60% kobiet po 35roku zycia wlasnie tak zachodzi w ciaze.
Takie mam jeszcze przemyslenia odnosnie naszego problemu. Bo niby wszystko jest ok,a wciaz sie nie udaje. Zauwazylam ze za kazdym razem owulacja odbywa sie w lewym jajnki akurat tam gdzie mam mala torbiel endometrionalna. Dlaczego prawy jajnik nie dziala taka jak trzeba? Czy ta torbielka w jakis sposob hamuje proces zaplodnienia?
Mam nadzieje ze dzieki clo urosna mi jajeczka w dwoch jajnikach i wtedy sprawdze swoja teorie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.