To takie zabawne jak to jest gdy robisz rachunek sumienia po otrzymaniu wyników glukozy i insuliny i nie masz sobie nic do zarzucenia. No chyba, że w ciągu 3 miesięcy ten jeden dzień gdzie zjadłam porcję sałatki z ziemniakami, kotleta i 3 kawałki ciasta aż tak zaważyły, że pomimo schudnięcia glukoza się pogorszyła.
Człowiek się stara, setki wyrzeczeń i nic 
1 dc 13 cs
Malo mam ostatnio czasu na Ovu a to z tego względu, że wciągnęłam się z mężem w działkę, i Netflixa. W zależności od pogody albo dotleniamy się na dworze lub zamulamy na kanapie. Wstyd się przyznać ale oglądamy także BB. Jakoś trzeba zabić czas.
To już 3 miesiąc suplementacji. Już za około 31 dni dowiem się czy tym razem los był dla nas łaskawy.
Zdecydowalismy, że poczekamy jeszcze tydzień z wizytą u fizjoter.
Sadzamy Hankę do zabawy na troszkę- opanowała już powroty do leżenia na brzuchu. Coraz sprawniej się szykuje do skośnego, podnosi już rękę do góry i jakby odwracała całe ciałko.
Widać już drugą, górną jedynkę.
Nadal łożeczkowstręt. Ale- tfu tfu tfu- śpi w nocy nieźle. Nie pisałam o tym, ale próbowałam podawać jej kaszkę na kolację. Przy czym z miseczki i łyżeczką (hippa). Nie miała to najmniejszego wpływu na sen, ani na ilośc karmień wieczornych.
Zastanawiam się tylko co z tym łóżeczkiem- wygląda to jakby się bala tam spać.
Rano dosypia mi nawet do 8.30
Tzn śpi tak 1,5-2h 
Sama nie wiem, ale nie umiem się ogarnąć czasowo. I nie żebym robiła coś mega innego niż wcześniej, ale czas mnie robi w balona chyba.
Hania już od jakiegoś czasu naśladuje miny i "gesty". Moja mama gdy się śmieje tak wiecie na całego, przechyla głowę w prawo- Hanka od wczoraj też.
Mruga już od dawna
I teraz zaczyna naśladować śmiech.
Ja daję jej takie głośne buziaczki, ona teraz cmoka.
Kicha
Od wczoraj udaje,że kaszle (mama była chora i kaszlała)
Dzisiaj pierwszy raz z ogromną determinacją próbowała wydostać kształty (z sortera), które wsunęły się pod łózko. Do tej pory, gdy nie mogła czegoś dosięgnąć, po prostu zaczynała się bawić czymś innym, albo jojczała żeby jej podać. Było to cudowne.
Od tygodnia mamy termomixa - bosz jak ja zyłam do tej pory bez niego.
Szukam zajęć dla Hanki. Ludzie w tym moim miasteczku są jacyś aspołeczni. Sporo kręci się mam z dziećmi w wieku zbliżonym do Hani, kiedyś probowalam zagadać, ale chemia się nie pojawia. Kiedyś zagadałam jedną mamę, bo jechała cybexem i chciałam zapytać o opinię- minę miała jakbym chciała jej dziecko uprowadzić. Cięzko socjalizować dziecko bez innych dzieci. Bateria w kompie pada.
Próbujemy się cały czas zapisać (od tygodnia) do invicty we Wrocławiu. Rejestracja jest kiepska. Pacjenta traktują jak zło konieczne. Takie mam wrażenie, że są to maszynki do robienia pieniędzy. Z tych historii co czytam to większość pacjentów kierują na in vitro. Babeczka w rejestracji zamiast do Wrocławia zarejestrowała nas do Gdańska, telefonicznie zarzekala się że maila napisała, a tego oczywiście nie zrobiła, w treści maila wskazywała że wysłała załącznik A go nie było. Żaden termin im popołudniowy nie pasuje, już nie mówiąc o sobocie. Jedna wielka kicha. Gdybym miała za ta wizytę zapłacić to bym zrezygnowała. Osobiście uważam, że skoro już teraz tak ciężko się dostać to co dopiero umówić się na monitoring..
my już wiemy dlaczego żadna suplementacja nam akurat nie pomogła... M miał usg i żylaków nie ma natomiast wyszły zwapnienia (syndrom gwieździstego nieba) i lekarz podejrzewa to jako główną przyczynę... powiedział że tego się nie leczy natomiast przepisał M Clo na 3 miesiące, dał wskazówki do sportu i diety bo powiedział że suplementacja to nie jest leczenie przy bardzo słabych wynikach i za 3 miesiące kontrolne badanie nasienie plus cała lista hormonów i powrót z wynikami... szczerze myślałam że powie otwarcie że nic z tego i zamkniemy jeden etap za nami i zaczniemy rozmawiać o invitro a tu mąż dostał jeszcze jakieś nadzieje (moim zdaniem to strata czasu) i dalej jesteśmy w martwym punkcie...
16.08
Wizyta u ginekologa babka w porządku zrobila cytologie dała globulki i krem na infekcje.
Usg oceniła po owulacyjne chociaz endo było jak w fazie folikularnej pecherzyk 34 mm powiedziała że to mała torbiel dlatego nie wiem czemu oceniła to jak po owulacyjne moim zdaniem się pomyliła. Była to młoda babka. Wieczorem zaczęłam mocniej odczuwać ten jajnik bol się nasilał przy korzystaniu z toalety.
W niedziele zaczęłam luteine żeby torbiel zanikła.
20.08 wieczorem odczułam ogromny ból tego jajnika i ból podbrzusza myślałam że umre.. juz chciałam na sor.. wiedziałam że jest coś nie tak bylam pewna że torbiel pękła. Na drugi dzień już było okej
W Piątek zaczęłam nowy cykl .
Wiec babka ewidentnie się pomyliła nie mogło być owulacji po tylu latach dobrze wiem kiedy ja mam a kiedy nie .
Mój organizm nie chce się ogarnąć a ja mam dość walki z nim i obwiniania siebie.
Czas skupić się na rzeczach na które mam wpływ.
Ograniczyłam już i tak bardzo forum bo to tylko było niepotrzebne nakręcanie. Pogodziłam sie z wizja ivf ale jeszcze nie teraz jeszcze nue w tym roku na pewno.
W piątek mam w końcu egzamin państwowy na prawko na to mam wpływ i na tym zamierzam się skupić.
Jednak wczoraj była wizyta. według wielkości to 15tc a według miesiączki 14tc. Lekarz na 100% potwierdził że to dziewusia. Wszystko dobrze, pięknie się rozwija, rośnie jak na drożdzach. ma już 9cmc i 100g wagi. Jesteśmy przeszczęsliwi. Dzidziu rośnij prawidłowo i zdrowo, wierzę, że będzie wszystko dobrze! ROśnij maluchu! 🤞🤞✊✊
Dawno nie pisałam.
Plany bez zmian. Kupiłam trochę suplementów: L arginina (poprawia przepływ krwi), maca (poprawia libido), diosmina (poprawia przepływy żył), magne b6 forte, wit E 400. Przyjmuję oczywiście selen 100mg, wit d3 4000 j., kompleks wit b, kwas foliowy metylowany i leki: metformax 2x 500, bromegron 0,5 tab dziennie, eutyrox 88. Mąż przyjmuje: wit d3 4000, salfazin, kompleks wit b, pije czasem wit c w proszku.
Odkąd biorę selen bardzo ładnie spadły mi antyTPO. 4 lata temu miała wynik 371 (norma do 5), we wrzesniu 2018 141 (norma do 35) a w marcu 54 (norma 35).
Biegam ale widzę że przez to miesiączki są bardziej skąpe. A więc niedługo muszę to zakończyć. Planuję odstawić słodycze (od lipca?). Staram się jeść dużo warzyw, oczywiście dieta z niskim ig (oprocz wyjatkow czasami na chipsy i czekolade
ale odstawie). Zamierzam jesc wiecej awokado i orzechów, ryby jjem caly czas. Winko wytrawne stale gości w moim menu.
Próbowałam dostać się do badań klinicznych w Kriobanku ale już nie ma zapisów oraz trombofilia jest wyłączeniem.
Wizyta w Bocianie już za 2 miesiące-podejmiemy decyzję jaki protokół ale pewnie krótki. Cykl ze stymulacją zacznie się ok 26 lipca 2019, a więc punkcja pewnie ok 10-15 sierpnia. Transfer odbędzie się wtedy kiedy endometrium będzie dobre. Boję się powiedzieć tego na głos, bo wiele we mnie strachu, ale nie mogę się doczekać 
Przed nami ostatnia prosta. Zakończyliśmy zajęcia w szkole rodzenia, skompletowaliśmy wyprawkę. Teraz tylko spakować torbę i czekać na naszego Bobasa, a w międzyczasie zrobić kurs pierwszej pomocy pediatrycznej. Co prawda zaliczyliśmy podstawy w trakcie szkoły rodzenia ale jednak to chyba zbyt mało. Wybieramy się w niedzielę na specjalny kurs zorganizowany przez Centrum Ratownictwa.
Na ostatnich zajęciach w szkole mieliśmy warsztaty z chustonoszenia i chyba mnie ta metoda "porwała". Siedzę i czytam i jestem już p treningu ze znajomą, która oszalała na punkcie chust już przy pierwszym dziecku. Mój K jest również podekscytowany i zamierza chustować naszego Maluszka
cieszę się bardzo, ze jest chętny.
Pozostaje jeszcze zastanowić się jak będziemy pieluchować Małego. Ja się skłaniam do wersji eko z wielorazowymi pieluszkami i otulaczami. Z opinii znajomych mam wersja eko jest bardziej przyjazna Maluszkom. Mój K się waha...
pfff...
Wczoraj powinna przyjść @. Nie przyszła. A piersi tak trochę mnie pobolewają jak nad nimi popracuję
do tego temperatura spadła trochę, ale nadal nad kreską...
No więc z ostrożności procesowej (na 21 maja mam bilet na samolot i do tego czasu musi się wszystko rozjaśnić) kupiłam przed pracą test paskowy. W sumie nie używałam takich chyba wcześniej, ale akurat nie było w aptece płytkowych. Nie wiem jaką one mają skuteczność, ale w warunkach pracowniczych wyszedł mi jakiś cień cienia. Nie jest to mocna kreska, ale zauważalna...
Na szczęście mam Diagnostykę pod pracą, więc tylko zostawiłam torbę i poleciałam na betę.
No to czekam...
Ciekawe, czy to moja psychika, czy znowu tylko krótki epizod, czy może zadziałała nowenna pompejańska, którą dwa dni temu skończyłam...
Boże...
EDIT. Czekanie na wyniki z Diagnostyki mnie wykańcza, a że kupiłam rano dwa testy to przed chwilą zrobiłam drugi. Na tym pierwszym teście to kreseczka jest meeega bladziutka, a na tym drugi jest jeszcze bledsza
Zastanawiam się, czy to nie cecha tych testów, i że skoro nie ma wyraźnej krechy to nie ma nic. Może i coś było, ale już zniknęło. Byłabym w połowie 4tc. Już to przerabiałam w styczniu
Jeszcze wszystko możliwe...
Pewnie głupia sobie robię nadzieję.
Na razie dla podratowania nerwów piję meliskę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2019, 11:59
Pisałam tu w sobotę ostatnio, w niedzielę poszłam do kościoła, a tutaj w ławce przed dalsza sąsiadka z dużym brzuchem w drugiej ciąży, a dwie ławki do przodu moja niegdyś przyjaciółka też z pokaźnym brzuchem. Jednak przyszła wiosna i trzeba się oswoić z myślą, że ciężarne i dzieci będą z domów wychodzić 
Wczoraj, gdy byłam w ogródki po rzodkiewkę odwiedził mnie bocian, chyba tak blisko nigdy obok nie byłam, a potem będąc już na podwórku usiadł na kącie dachu. Ma tupet. Nawet pomyślałam, że to dobry znak, ale jednak gniazdo mam prawie na przeciwko domu i sytuacji podobnych bywało masę, choć cześciej ma je mąż. On to jednak w przeciwieństwie do mnie 3/4 czasu spędza na powietrzu.
A dziś fryzjer na poprawę humoru. W przyszłym miesiącu ustaliliśmy wooolne od starań, odpoczynek dla żołądków. Przyda się taki oddech. W sumie jestem zdania, że gdyby miało się udać to by się udało. Może u mnie już zwyczajnie jest za późno z tak rozległą endometriozą? Za to coraz mniej myślenia o staraniach to i w związku lepiej. No ile w końcu można fiskować, co nie?
PIĄTEK
Koleżanka mi tłumaczyła jakie to starania o dziecko są cudowne, że to były jej najlepsze miesiące życia... 5 miesięcy... także tego... To było niby po to, żebym zmieniła nastawienie
Ja nie wiem skąd tacy ludzie się biorą
i co gorsza jeszcze się rozmnażają! Jakby mało głupoty było na świecie 
Dziś śniło mi się, że byłam w szpitalu, po zabiegu, nic mnie nie bolało, nawet nie zauważyłam, że już po. Nikt ze mną nie porozmawiał. Nie wiedziałam co mi jest. Ale wydawało mi się że jest wszystko super, no bo przecież tak to ktoś by na pewno przyszedł i mi powiedział. Wyszłam ze szpitala i byłam w szoku, że nic mnie nie boli, nic nie ciągnie, że gdyby nie to, że jak podniosę bluzkę to sa szwy, to bym nie pomyślała, że jestem już po laparoskopii. Cóż... u mnie sny się sprawdzają na opak
więc zobaczymy co to będzie. Pewnie coś wyjdzie. Pytanie tylko co. Jutro się pakuję do szpitala. Jakby któraś z Was miała jakies rady co zabrać ze sobą, co mi się przyda w szpitalu to chętnie posłucham
Anusla w takim razie opiszę cała wycieczkę i co zwiedziliśmy.
1 dzień czwartek
wyjechaliśmy o 4.30 około 10.30 byliśmy na miejscu. Pokoik już na nas czekał. Mimo że był w pracy powiedział gdzie szukać kluczy. Myślałam że mąż po ciężkiej podróży pójdzie spać. A ten chwilę odpoczął i ruszyliśmy na pierwszą wycieczkę.
Wybraliśmy od nas szlak cyrhla - psia trawka - ruwien warsmudzka -- gesia szyja --- rusinowa polana wyszło 18 km mojego po tej wyprawie zaczela boleć noga. A wszystko przez schodki które prowadziły do polany. A polanka cudna.
2 dzień piątek
Postanowiliśmy iść na dolinę gąsienicowa
Cyrhla --- psia trawka --hala gąsienicowa--czarny staw gąsienicowy---karb--- czerwone stawki--- dolna stacja gąsienicowa i powrót tymi sami szlakami wyszło razem 21 km
3 dzień sobota
tym razem wypadła dolina 5 stawów, od roku o niej marzyłam.
pojechaliśmy samochodem na Łysa Polanę stad poszliśmy piechotką pod Wodogrzmoty Mickiewicza, stamtąd był szlak na dolinę 
Podeszliśmy pod szpiglasową przełęcz, mojego zaczęło mocno boleć kolano, zaczął straszliwie krzyczeć wściekły powiedział ze idziemy do domu, jak nie to wzywamy GOPR. Odezwała się zeszło roczna kontuzja, a szkoda bo napaliłam się na przełęcz wyszło 18 km
4 dzień niedziela
Ze względu na nogę męża pisaliśmy do 10, potem zrobiliśmy obiad i po 13 wyszliśmy na szlaki tym razem wyprawa krótka.
Cyrhla---polana kopieniecka--wielki kopieniec---olczyska polana--nosal--murowanica. Wyszło 8 km
Podczas wchodzenia na Nosal zaczęło padać, masakrycznie było schłodzić, skały ślizgie ale jakoś dałam radę.
5 dzień poniedziałek
Tego dnia wybraliśmy się na dolinę Kościeliską.
Pojechaliśmy samochodem, udało mi się wychaczyc parking za 15 zł.
Mąż mnie namówił na jaskinię raptownicka. M mnie okłamał powiedział że wyjście jest z innej strony jak w przypadku innych jaskiń. Ledwo weszłam, ale jak beczalam, bo nie umiałam zejść. Jestem straszna panikarą. Dziewczynka z góry mnie pocieszała niech się pani nie martwi ja zeszlam pani też. Dzięki Bogu że M mnie asekurował, bo nigdy bym nie zeszła. Wyprawę zakończyliśmy na snerczynskim stawie. Jedyny minus był taki że pogoda się pogorszyła było zimno. Ważne że nie padało.
Przeszliśmy 20 km
6 dzień wtorek
Dziś postanowiliśmy pochodzić po szczytach.
Cyrhla--psia trawka---hala gąsienicowa---dolna stacja gąsiennicowa---odejscie na przełęcz liliowe---przelecz liliowe---kasprowy wierch---przelecz pod kopa kondracką---kopa Kondracka---przelecz pod kopa kondracką---schronisko na hali Kondrackiej---polana Kalatówki---kuznice
Wyszło 23km +3 km do autobusu 26 km
Tego dnia było zimno temp 13 stopni, a szczycie 3 stopnie na szczytach padał śnieg czasem przelotny deszcz, strasznie wiało. W schronisku na Kasprowym zjedliśmy ciepła zupkę. Przy schodzeniu kiedy popadało 4 razy upadłam na tyłeczek. Spieszyliśmy się na autobus bo było późno. Zdążyliśmy na przed ostatni autobus po 21 o 22 byliśmy w domciu. Ten dzień dał się we znaki
7 dzień środa
Tego dnia nie mieliśmy siły na chodzenie. Nogi po wczorajszym strasznie bolały. Odpoczywaliśmy w łóżeczku, korzystaliśmy z
po obiedzie pojechaliśmy na krupowki. Na szybko zwiedziliśmy miasto. Dla mnie Krupówki są przereklamowane, hałas wielki
Jednak dobrze że mieszkamy z dala od centrum. 5km
8 dzień czwartek
Od samego rana padało, nie chciało się z łóżka wstać. Do tego po wczorajszym
dostałam zapalenia pęcherza. Nic nie pomagało więc wieczorem wzięłam antybiotyk, dobrze że go wzięłam
Po obiedzie wymyśliłam że pojedziemy do miasta i kupimy memu kotu posłanki do spania. I tak zrobiliśmy za 30zl kupiłam mu dywanik z owcy. Potem nie wiedzieliśmy co zrobić wypogodziło się postanowiliśmy wjechać na Gubałówke, choć wolimy chodzić. Więc o 19 byliśmy tam trochę podchodziliśmy, polezelismy na ich plaży i po 20 szukaliśmy autobusu. Wyszło 6 km
9 dzień piątek
Piątek od rana był śliczny wybraliśmy się na ostatnią wyprawę, bo podawali deszcze w sobotę. Tym razem padło piechotą na morskie oko i zaliczenie kawałka rys.
Raniutko ruszyliśmy
Cyrhla--psia trawka---Ruwien waksmudzka---Polana nad Wołoszynem---las pod woloszynem---Wodogrzmoty Mickiewicza---nad zanim okiem---Schronisko przy morskim oku--odejscie na czarny staw---Czarny staw pod rysami--30 km. Pobity rekord chodzenia.
Poszliśmy pod Rysy trochę się wspięliśmy. Jakiś ochoty wchodzenia na szczyt nie miałam tym bardziej że są tam łańcuchy.
Dziś nam się lepiej chodziło niż we wtorek. Ale byliśmy zadowoleni z dnia i pogody.
10 dzień sobota
Wstaliśmy o 9 z myślą że leje a tu nic. Zjedliśmy śniadanko i stwierdziliśmy że jedziemy na Krzeptówki a stąd na szczyt. Małołącznik. Ale kiedy byliśmy w drodze na górę zaczęło padać że musieliśmy wyjąć płaszcze do tego pogrzmialo i stwierdziliśmy że idziemy w dolinki.
Cyrhla autobusem do Krzeptówek.
Gronik---dolina małej łąki---przysłop miętusi---Rowienki---przełęcz w grzybowcu---polana strążyńska---Czerwona przełęcz---haka biała----hotel górski PTTK---kuznice. Wyszło 19 km.
11 dzień niedziela
Od samego rana padało. Wstaliśmy o 8 zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Częstochowy. Ludzi tam bardzo dużo. Parkingi zawalone. Ale udało się coś znaleźć. Po mszy poszliśmy cos zjeść. I do domku. Wróciliśmy po 20.
Co dobre szybko się kończy.
Ale 13-18 sierpnia wyjazd w Pieniny. Nie mogę się doczekać.
Jestem mega zadowolona z pogody i z tego że teściowa z nami nigdzie nie pojedzie.
Pamiętam jak zadzwoniła w sobote i powiedziała wracają upały a mój i co z tego jak urlopu już nie ma.
A w sierpniu jedziemy razem a on wtedy chciał z nia jechać ale byłam przebiegła. A za rok mu powiedziałam że jedziemy za granicę nie ważne gdzie ale byle z dala od teściowej.
No chyba że ivf cudem zaskoczy wtedy plany się zmienią.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2019, 11:21
Pozytywne testy moje:
- marzec 2015
- dlugo, długo nic
- styczeń 2019 - coś nieco więcej niż biochemiczna, ale też klops
- i nagle
- maj 2019 - bledziuchny bledziuchny, a nawet dwa mega bledziuchy
- ale Beta hcg 154,00
Wg mnie 4 tc.
I co?
I na razie to poleciałam do kościoła, może tym razem dobry Pan Bóg nam to dzieciątko zostawi, bo chyba na tym etapie niewiele może człowiek...
Mężowi nic na razie nie mówię. W sobotę powtórzę będę i wtedy zobaczymy jakie są perpektywy...
Martwi mnie to, że pobolewa mnie brzuch tak jakby na @, więc ten nasz nowy cud może się szybko znowu zakończyć. Z drugiej strony czytałam, że takie bolenie się dość często zdarza, a ja przy tych wcześniejszych ciążach to nic a nic nie czułam. To może teraz to dobry znak. Sama nie wiem.
No i co z wtorkowym lotem na Maltę? Można latać? Nie można? Zaszkodzi? Nie zaszkodzi?Mam mętlik w głowie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2019, 19:51
odebrałam wynik.
19dpt - 7308. Rośnij maleństwo!!
Pierwsza wizyta usg 21 maja. czekamy na serduszko
🤞🤞✊✊
Dzisiaj zauważyłam w karcie wypisu ze szpitala (po poronieniu) napisano aby po 2óch tygodniach odebrać histopatologie. To było 31.08.2018, No ale nic! Pojechałam dzisiaj (17.05.2019). Badanie było ale nic istotnego tam nie było - i może to i lepiej. Czyli nie było krwawień wewnętrznych itp.
A czmeu ja teraz o tym piszę?
Mam na dzisiaj wizytę u ginekolog-endokrynolog i stwierdziłam że przydałby mi się cały komplet badań (cyto, badania z krwii w tym TSH, karta ze szpitala, wykresy temperatur). Czyli to co się ze mną działo przez ostatni rok.
Szczerze, trochę jestem podekscytowana bo mam duże pokłady w Pani Doktor. Idę prywatnie więc liczę na to że faktycznie Pani Doktor popatrzy na wszystko i zleci jakiekolwiek badania, i się generalnie mną zainteresuje... (mam nadzieje że to nie są zbyt duże oczekiwania).
A tak w ogóle to najlepiej żeby machnęła różdżką i żeby najbliższy cykl był szczęśliwy (żartuję, w taką magię akurat nie wierzę
)
tak bardzo chciałabym wykrzyczeć całemu światu, że jestem w ciąży. tak bardzo chciałabym już styczeń, żeby wiedzieć że wszystko jest ok i zobaczymy naszą kruszynkę! tyle na to czekaliśmy!!! maleństwo rośnij!!!
🤞🤞✊✊
NIEDZIELA
Dziewczyny ale jazda... Mąż ma prawdopodobnie jelitówkę!!! Wczoraj rzyganko, biegunka na zmianę, dreszcie i gorączka! Nagle go tak złapało. Czy to możliwe, zeby to było zatrucie pokarmowe??? Po czym? Po serze żółtym zjedzonym na kolację?
Ja pierdziu, czy naprawdę wszystko musi się kitwasić tuż przed zabiegiem? Teraz pytanie kto mnie zawiezie na zabieg... rodzice nic nie wiedzą o staraniach, o laparo, o niczym... rodzeństwo daleko... dramat.... i czy w ogóle pojadę na ten zabieg jeśli i mnie dopadnie? To jeszcze DWA dni, jest jakiś sposób, żeby się zabezpieczyć przed tym świństwem? Nie wiem co robić
no załamka jakaś
dlaczego zawsze takie rzeczy mnie się przytrafiają 
Ciąża zakończona 19 maja 2019
Patryk ma rok miesiąc i tydzień
Dawno nie pisałam ale jakoś nie było czasu i weny.Wczoraj Damian miał urodziny skończył 3 latka 
We wtorek pojechaliśmy na szczepienie z chłopakami wiedziałam że Patryk nie będzię szczepiony w sobotę miał wymioty potem wysoka gorączkę na drugi dzień biegunka i gorączki ciąg dalszy w niedziele byliśmy u lekarza który przyjmuje w wolne dni nocna i świąteczna pomoc.Stwierdzono problemy z brzuszkiem pewnie wirusowa choroba dostaliśmy receptę leki kosztowały nas 145 zł tyle kasy a mały na dodatek nie chciał wypić tych lekarstw :-(dostaliśmy skierowanie do szpitala ale na szczęście nie musieliśmy tam jechać.Na wizycie szczepiennej udało się zaszczepić Adriana i Damiana z Patrykiem mamy przyjechać we wtorek przed wyjazdem do szpitala.Co do tego szpitala to szczerze boje się nie chce żeby coś złapał od kogoś boje się też ze go wymecza badaniami wiem ze muszą zrobić te badania ale mam jakieś przeczucie ze nic one nie wniosą ze on jest poprostu mniejszy bez jakiejś przyczyny.We wtorek 8100g i miał 74cm
W poniedziałek pojedziemy po wyniki moczu i kału oby wszystko było ok
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.