Monika18071 Ciągle w niedoczasie 24 kwietnia 2019, 08:57

Próbujemy się cały czas zapisać (od tygodnia) do invicty we Wrocławiu. Rejestracja jest kiepska. Pacjenta traktują jak zło konieczne. Takie mam wrażenie, że są to maszynki do robienia pieniędzy. Z tych historii co czytam to większość pacjentów kierują na in vitro. Babeczka w rejestracji zamiast do Wrocławia zarejestrowała nas do Gdańska, telefonicznie zarzekala się że maila napisała, a tego oczywiście nie zrobiła, w treści maila wskazywała że wysłała załącznik A go nie było. Żaden termin im popołudniowy nie pasuje, już nie mówiąc o sobocie. Jedna wielka kicha. Gdybym miała za ta wizytę zapłacić to bym zrezygnowała. Osobiście uważam, że skoro już teraz tak ciężko się dostać to co dopiero umówić się na monitoring..

taśta Jak nie My to kto??? 15 maja 2019, 09:10

my już wiemy dlaczego żadna suplementacja nam akurat nie pomogła... M miał usg i żylaków nie ma natomiast wyszły zwapnienia (syndrom gwieździstego nieba) i lekarz podejrzewa to jako główną przyczynę... powiedział że tego się nie leczy natomiast przepisał M Clo na 3 miesiące, dał wskazówki do sportu i diety bo powiedział że suplementacja to nie jest leczenie przy bardzo słabych wynikach i za 3 miesiące kontrolne badanie nasienie plus cała lista hormonów i powrót z wynikami... szczerze myślałam że powie otwarcie że nic z tego i zamkniemy jeden etap za nami i zaczniemy rozmawiać o invitro a tu mąż dostał jeszcze jakieś nadzieje (moim zdaniem to strata czasu) i dalej jesteśmy w martwym punkcie...

16.08
Wizyta u ginekologa babka w porządku zrobila cytologie dała globulki i krem na infekcje.
Usg oceniła po owulacyjne chociaz endo było jak w fazie folikularnej pecherzyk 34 mm powiedziała że to mała torbiel dlatego nie wiem czemu oceniła to jak po owulacyjne moim zdaniem się pomyliła. Była to młoda babka. Wieczorem zaczęłam mocniej odczuwać ten jajnik bol się nasilał przy korzystaniu z toalety.
W niedziele zaczęłam luteine żeby torbiel zanikła.

20.08 wieczorem odczułam ogromny ból tego jajnika i ból podbrzusza myślałam że umre.. juz chciałam na sor.. wiedziałam że jest coś nie tak bylam pewna że torbiel pękła. Na drugi dzień już było okej
W Piątek zaczęłam nowy cykl .
Wiec babka ewidentnie się pomyliła nie mogło być owulacji po tylu latach dobrze wiem kiedy ja mam a kiedy nie .
Mój organizm nie chce się ogarnąć a ja mam dość walki z nim i obwiniania siebie.
Czas skupić się na rzeczach na które mam wpływ.
Ograniczyłam już i tak bardzo forum bo to tylko było niepotrzebne nakręcanie. Pogodziłam sie z wizja ivf ale jeszcze nie teraz jeszcze nue w tym roku na pewno.
W piątek mam w końcu egzamin państwowy na prawko na to mam wpływ i na tym zamierzam się skupić.

Jednak wczoraj była wizyta. według wielkości to 15tc a według miesiączki 14tc. Lekarz na 100% potwierdził że to dziewusia. Wszystko dobrze, pięknie się rozwija, rośnie jak na drożdzach. ma już 9cmc i 100g wagi. Jesteśmy przeszczęsliwi. Dzidziu rośnij prawidłowo i zdrowo, wierzę, że będzie wszystko dobrze! ROśnij maluchu! 🤞🤞✊✊

Jeheria No kiedy? 16 maja 2019, 10:44

Dawno nie pisałam.
Plany bez zmian. Kupiłam trochę suplementów: L arginina (poprawia przepływ krwi), maca (poprawia libido), diosmina (poprawia przepływy żył), magne b6 forte, wit E 400. Przyjmuję oczywiście selen 100mg, wit d3 4000 j., kompleks wit b, kwas foliowy metylowany i leki: metformax 2x 500, bromegron 0,5 tab dziennie, eutyrox 88. Mąż przyjmuje: wit d3 4000, salfazin, kompleks wit b, pije czasem wit c w proszku.
Odkąd biorę selen bardzo ładnie spadły mi antyTPO. 4 lata temu miała wynik 371 (norma do 5), we wrzesniu 2018 141 (norma do 35) a w marcu 54 (norma 35).
Biegam ale widzę że przez to miesiączki są bardziej skąpe. A więc niedługo muszę to zakończyć. Planuję odstawić słodycze (od lipca?). Staram się jeść dużo warzyw, oczywiście dieta z niskim ig (oprocz wyjatkow czasami na chipsy i czekolade :P ale odstawie). Zamierzam jesc wiecej awokado i orzechów, ryby jjem caly czas. Winko wytrawne stale gości w moim menu.
Próbowałam dostać się do badań klinicznych w Kriobanku ale już nie ma zapisów oraz trombofilia jest wyłączeniem.
Wizyta w Bocianie już za 2 miesiące-podejmiemy decyzję jaki protokół ale pewnie krótki. Cykl ze stymulacją zacznie się ok 26 lipca 2019, a więc punkcja pewnie ok 10-15 sierpnia. Transfer odbędzie się wtedy kiedy endometrium będzie dobre. Boję się powiedzieć tego na głos, bo wiele we mnie strachu, ale nie mogę się doczekać :)

Biene Ku dwóm kreskom 16 maja 2019, 12:09

Przed nami ostatnia prosta. Zakończyliśmy zajęcia w szkole rodzenia, skompletowaliśmy wyprawkę. Teraz tylko spakować torbę i czekać na naszego Bobasa, a w międzyczasie zrobić kurs pierwszej pomocy pediatrycznej. Co prawda zaliczyliśmy podstawy w trakcie szkoły rodzenia ale jednak to chyba zbyt mało. Wybieramy się w niedzielę na specjalny kurs zorganizowany przez Centrum Ratownictwa.


Na ostatnich zajęciach w szkole mieliśmy warsztaty z chustonoszenia i chyba mnie ta metoda "porwała". Siedzę i czytam i jestem już p treningu ze znajomą, która oszalała na punkcie chust już przy pierwszym dziecku. Mój K jest również podekscytowany i zamierza chustować naszego Maluszka :) cieszę się bardzo, ze jest chętny.

Pozostaje jeszcze zastanowić się jak będziemy pieluchować Małego. Ja się skłaniam do wersji eko z wielorazowymi pieluszkami i otulaczami. Z opinii znajomych mam wersja eko jest bardziej przyjazna Maluszkom. Mój K się waha...

pfff...
Wczoraj powinna przyjść @. Nie przyszła. A piersi tak trochę mnie pobolewają jak nad nimi popracuję :P do tego temperatura spadła trochę, ale nadal nad kreską...
No więc z ostrożności procesowej (na 21 maja mam bilet na samolot i do tego czasu musi się wszystko rozjaśnić) kupiłam przed pracą test paskowy. W sumie nie używałam takich chyba wcześniej, ale akurat nie było w aptece płytkowych. Nie wiem jaką one mają skuteczność, ale w warunkach pracowniczych wyszedł mi jakiś cień cienia. Nie jest to mocna kreska, ale zauważalna...
Na szczęście mam Diagnostykę pod pracą, więc tylko zostawiłam torbę i poleciałam na betę.
No to czekam...
Ciekawe, czy to moja psychika, czy znowu tylko krótki epizod, czy może zadziałała nowenna pompejańska, którą dwa dni temu skończyłam...
Boże...

EDIT. Czekanie na wyniki z Diagnostyki mnie wykańcza, a że kupiłam rano dwa testy to przed chwilą zrobiłam drugi. Na tym pierwszym teście to kreseczka jest meeega bladziutka, a na tym drugi jest jeszcze bledsza :| Zastanawiam się, czy to nie cecha tych testów, i że skoro nie ma wyraźnej krechy to nie ma nic. Może i coś było, ale już zniknęło. Byłabym w połowie 4tc. Już to przerabiałam w styczniu :( Jeszcze wszystko możliwe...
Pewnie głupia sobie robię nadzieję.
Na razie dla podratowania nerwów piję meliskę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2019, 11:59

Pisałam tu w sobotę ostatnio, w niedzielę poszłam do kościoła, a tutaj w ławce przed dalsza sąsiadka z dużym brzuchem w drugiej ciąży, a dwie ławki do przodu moja niegdyś przyjaciółka też z pokaźnym brzuchem. Jednak przyszła wiosna i trzeba się oswoić z myślą, że ciężarne i dzieci będą z domów wychodzić ;)
Wczoraj, gdy byłam w ogródki po rzodkiewkę odwiedził mnie bocian, chyba tak blisko nigdy obok nie byłam, a potem będąc już na podwórku usiadł na kącie dachu. Ma tupet. Nawet pomyślałam, że to dobry znak, ale jednak gniazdo mam prawie na przeciwko domu i sytuacji podobnych bywało masę, choć cześciej ma je mąż. On to jednak w przeciwieństwie do mnie 3/4 czasu spędza na powietrzu.
A dziś fryzjer na poprawę humoru. W przyszłym miesiącu ustaliliśmy wooolne od starań, odpoczynek dla żołądków. Przyda się taki oddech. W sumie jestem zdania, że gdyby miało się udać to by się udało. Może u mnie już zwyczajnie jest za późno z tak rozległą endometriozą? Za to coraz mniej myślenia o staraniach to i w związku lepiej. No ile w końcu można fiskować, co nie?

PIĄTEK
Koleżanka mi tłumaczyła jakie to starania o dziecko są cudowne, że to były jej najlepsze miesiące życia... 5 miesięcy... także tego... To było niby po to, żebym zmieniła nastawienie zdziwko.gif Ja nie wiem skąd tacy ludzie się biorą sciana.gif i co gorsza jeszcze się rozmnażają! Jakby mało głupoty było na świecie mruga.gif

Dziś śniło mi się, że byłam w szpitalu, po zabiegu, nic mnie nie bolało, nawet nie zauważyłam, że już po. Nikt ze mną nie porozmawiał. Nie wiedziałam co mi jest. Ale wydawało mi się że jest wszystko super, no bo przecież tak to ktoś by na pewno przyszedł i mi powiedział. Wyszłam ze szpitala i byłam w szoku, że nic mnie nie boli, nic nie ciągnie, że gdyby nie to, że jak podniosę bluzkę to sa szwy, to bym nie pomyślała, że jestem już po laparoskopii. Cóż... u mnie sny się sprawdzają na opak :/ więc zobaczymy co to będzie. Pewnie coś wyjdzie. Pytanie tylko co. Jutro się pakuję do szpitala. Jakby któraś z Was miała jakies rady co zabrać ze sobą, co mi się przyda w szpitalu to chętnie posłucham :)

Anusla w takim razie opiszę cała wycieczkę i co zwiedziliśmy.

1 dzień czwartek
wyjechaliśmy o 4.30 około 10.30 byliśmy na miejscu. Pokoik już na nas czekał. Mimo że był w pracy powiedział gdzie szukać kluczy. Myślałam że mąż po ciężkiej podróży pójdzie spać. A ten chwilę odpoczął i ruszyliśmy na pierwszą wycieczkę.
Wybraliśmy od nas szlak cyrhla - psia trawka - ruwien warsmudzka -- gesia szyja --- rusinowa polana wyszło 18 km mojego po tej wyprawie zaczela boleć noga. A wszystko przez schodki które prowadziły do polany. A polanka cudna.

2 dzień piątek
Postanowiliśmy iść na dolinę gąsienicowa
Cyrhla --- psia trawka --hala gąsienicowa--czarny staw gąsienicowy---karb--- czerwone stawki--- dolna stacja gąsienicowa i powrót tymi sami szlakami wyszło razem 21 km

3 dzień sobota
tym razem wypadła dolina 5 stawów, od roku o niej marzyłam.
pojechaliśmy samochodem na Łysa Polanę stad poszliśmy piechotką pod Wodogrzmoty Mickiewicza, stamtąd był szlak na dolinę ;)
Podeszliśmy pod szpiglasową przełęcz, mojego zaczęło mocno boleć kolano, zaczął straszliwie krzyczeć wściekły powiedział ze idziemy do domu, jak nie to wzywamy GOPR. Odezwała się zeszło roczna kontuzja, a szkoda bo napaliłam się na przełęcz wyszło 18 km

4 dzień niedziela
Ze względu na nogę męża pisaliśmy do 10, potem zrobiliśmy obiad i po 13 wyszliśmy na szlaki tym razem wyprawa krótka.
Cyrhla---polana kopieniecka--wielki kopieniec---olczyska polana--nosal--murowanica. Wyszło 8 km
Podczas wchodzenia na Nosal zaczęło padać, masakrycznie było schłodzić, skały ślizgie ale jakoś dałam radę.

5 dzień poniedziałek
Tego dnia wybraliśmy się na dolinę Kościeliską.
Pojechaliśmy samochodem, udało mi się wychaczyc parking za 15 zł.
Mąż mnie namówił na jaskinię raptownicka. M mnie okłamał powiedział że wyjście jest z innej strony jak w przypadku innych jaskiń. Ledwo weszłam, ale jak beczalam, bo nie umiałam zejść. Jestem straszna panikarą. Dziewczynka z góry mnie pocieszała niech się pani nie martwi ja zeszlam pani też. Dzięki Bogu że M mnie asekurował, bo nigdy bym nie zeszła. Wyprawę zakończyliśmy na snerczynskim stawie. Jedyny minus był taki że pogoda się pogorszyła było zimno. Ważne że nie padało.
Przeszliśmy 20 km

6 dzień wtorek

Dziś postanowiliśmy pochodzić po szczytach.
Cyrhla--psia trawka---hala gąsienicowa---dolna stacja gąsiennicowa---odejscie na przełęcz liliowe---przelecz liliowe---kasprowy wierch---przelecz pod kopa kondracką---kopa Kondracka---przelecz pod kopa kondracką---schronisko na hali Kondrackiej---polana Kalatówki---kuznice
Wyszło 23km +3 km do autobusu 26 km
Tego dnia było zimno temp 13 stopni, a szczycie 3 stopnie na szczytach padał śnieg czasem przelotny deszcz, strasznie wiało. W schronisku na Kasprowym zjedliśmy ciepła zupkę. Przy schodzeniu kiedy popadało 4 razy upadłam na tyłeczek. Spieszyliśmy się na autobus bo było późno. Zdążyliśmy na przed ostatni autobus po 21 o 22 byliśmy w domciu. Ten dzień dał się we znaki
7 dzień środa
Tego dnia nie mieliśmy siły na chodzenie. Nogi po wczorajszym strasznie bolały. Odpoczywaliśmy w łóżeczku, korzystaliśmy z <3 po obiedzie pojechaliśmy na krupowki. Na szybko zwiedziliśmy miasto. Dla mnie Krupówki są przereklamowane, hałas wielki
Jednak dobrze że mieszkamy z dala od centrum. 5km
8 dzień czwartek
Od samego rana padało, nie chciało się z łóżka wstać. Do tego po wczorajszym <3 dostałam zapalenia pęcherza. Nic nie pomagało więc wieczorem wzięłam antybiotyk, dobrze że go wzięłam
Po obiedzie wymyśliłam że pojedziemy do miasta i kupimy memu kotu posłanki do spania. I tak zrobiliśmy za 30zl kupiłam mu dywanik z owcy. Potem nie wiedzieliśmy co zrobić wypogodziło się postanowiliśmy wjechać na Gubałówke, choć wolimy chodzić. Więc o 19 byliśmy tam trochę podchodziliśmy, polezelismy na ich plaży i po 20 szukaliśmy autobusu. Wyszło 6 km
9 dzień piątek

Piątek od rana był śliczny wybraliśmy się na ostatnią wyprawę, bo podawali deszcze w sobotę. Tym razem padło piechotą na morskie oko i zaliczenie kawałka rys.
Raniutko ruszyliśmy
Cyrhla--psia trawka---Ruwien waksmudzka---Polana nad Wołoszynem---las pod woloszynem---Wodogrzmoty Mickiewicza---nad zanim okiem---Schronisko przy morskim oku--odejscie na czarny staw---Czarny staw pod rysami--30 km. Pobity rekord chodzenia.
Poszliśmy pod Rysy trochę się wspięliśmy. Jakiś ochoty wchodzenia na szczyt nie miałam tym bardziej że są tam łańcuchy.
Dziś nam się lepiej chodziło niż we wtorek. Ale byliśmy zadowoleni z dnia i pogody.
10 dzień sobota

Wstaliśmy o 9 z myślą że leje a tu nic. Zjedliśmy śniadanko i stwierdziliśmy że jedziemy na Krzeptówki a stąd na szczyt. Małołącznik. Ale kiedy byliśmy w drodze na górę zaczęło padać że musieliśmy wyjąć płaszcze do tego pogrzmialo i stwierdziliśmy że idziemy w dolinki.

Cyrhla autobusem do Krzeptówek.
Gronik---dolina małej łąki---przysłop miętusi---Rowienki---przełęcz w grzybowcu---polana strążyńska---Czerwona przełęcz---haka biała----hotel górski PTTK---kuznice. Wyszło 19 km.

11 dzień niedziela
Od samego rana padało. Wstaliśmy o 8 zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Częstochowy. Ludzi tam bardzo dużo. Parkingi zawalone. Ale udało się coś znaleźć. Po mszy poszliśmy cos zjeść. I do domku. Wróciliśmy po 20.
Co dobre szybko się kończy.
Ale 13-18 sierpnia wyjazd w Pieniny. Nie mogę się doczekać.
Jestem mega zadowolona z pogody i z tego że teściowa z nami nigdzie nie pojedzie.
Pamiętam jak zadzwoniła w sobote i powiedziała wracają upały a mój i co z tego jak urlopu już nie ma.
A w sierpniu jedziemy razem a on wtedy chciał z nia jechać ale byłam przebiegła. A za rok mu powiedziałam że jedziemy za granicę nie ważne gdzie ale byle z dala od teściowej.
No chyba że ivf cudem zaskoczy wtedy plany się zmienią.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2019, 11:21

Pozytywne testy moje:
- marzec 2015
- dlugo, długo nic
- styczeń 2019 - coś nieco więcej niż biochemiczna, ale też klops
- i nagle
- maj 2019 - bledziuchny bledziuchny, a nawet dwa mega bledziuchy
- ale Beta hcg 154,00
Wg mnie 4 tc.
I co?
I na razie to poleciałam do kościoła, może tym razem dobry Pan Bóg nam to dzieciątko zostawi, bo chyba na tym etapie niewiele może człowiek...

Mężowi nic na razie nie mówię. W sobotę powtórzę będę i wtedy zobaczymy jakie są perpektywy...

Martwi mnie to, że pobolewa mnie brzuch tak jakby na @, więc ten nasz nowy cud może się szybko znowu zakończyć. Z drugiej strony czytałam, że takie bolenie się dość często zdarza, a ja przy tych wcześniejszych ciążach to nic a nic nie czułam. To może teraz to dobry znak. Sama nie wiem.

No i co z wtorkowym lotem na Maltę? Można latać? Nie można? Zaszkodzi? Nie zaszkodzi?Mam mętlik w głowie.



Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2019, 19:51

odebrałam wynik.
19dpt - 7308. Rośnij maleństwo!!
Pierwsza wizyta usg 21 maja. czekamy na serduszko <3 🤞🤞✊✊

Dzisiaj zauważyłam w karcie wypisu ze szpitala (po poronieniu) napisano aby po 2óch tygodniach odebrać histopatologie. To było 31.08.2018, No ale nic! Pojechałam dzisiaj (17.05.2019). Badanie było ale nic istotnego tam nie było - i może to i lepiej. Czyli nie było krwawień wewnętrznych itp.

A czmeu ja teraz o tym piszę?
Mam na dzisiaj wizytę u ginekolog-endokrynolog i stwierdziłam że przydałby mi się cały komplet badań (cyto, badania z krwii w tym TSH, karta ze szpitala, wykresy temperatur). Czyli to co się ze mną działo przez ostatni rok.

Szczerze, trochę jestem podekscytowana bo mam duże pokłady w Pani Doktor. Idę prywatnie więc liczę na to że faktycznie Pani Doktor popatrzy na wszystko i zleci jakiekolwiek badania, i się generalnie mną zainteresuje... (mam nadzieje że to nie są zbyt duże oczekiwania).

A tak w ogóle to najlepiej żeby machnęła różdżką i żeby najbliższy cykl był szczęśliwy (żartuję, w taką magię akurat nie wierzę ;) )

tak bardzo chciałabym wykrzyczeć całemu światu, że jestem w ciąży. tak bardzo chciałabym już styczeń, żeby wiedzieć że wszystko jest ok i zobaczymy naszą kruszynkę! tyle na to czekaliśmy!!! maleństwo rośnij!!! <3 🤞🤞✊✊

NIEDZIELA
Dziewczyny ale jazda... Mąż ma prawdopodobnie jelitówkę!!! Wczoraj rzyganko, biegunka na zmianę, dreszcie i gorączka! Nagle go tak złapało. Czy to możliwe, zeby to było zatrucie pokarmowe??? Po czym? Po serze żółtym zjedzonym na kolację? :/ Ja pierdziu, czy naprawdę wszystko musi się kitwasić tuż przed zabiegiem? Teraz pytanie kto mnie zawiezie na zabieg... rodzice nic nie wiedzą o staraniach, o laparo, o niczym... rodzeństwo daleko... dramat.... i czy w ogóle pojadę na ten zabieg jeśli i mnie dopadnie? To jeszcze DWA dni, jest jakiś sposób, żeby się zabezpieczyć przed tym świństwem? Nie wiem co robić :( no załamka jakaś :( dlaczego zawsze takie rzeczy mnie się przytrafiają beczy.gif

Biała Azlia Co przyniesie los 19 maja 2019, 10:38

Ciąża zakończona 19 maja 2019

Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 17 maja 2019, 21:32

Patryk ma rok miesiąc i tydzień
Dawno nie pisałam ale jakoś nie było czasu i weny.Wczoraj Damian miał urodziny skończył 3 latka :-)
We wtorek pojechaliśmy na szczepienie z chłopakami wiedziałam że Patryk nie będzię szczepiony w sobotę miał wymioty potem wysoka gorączkę na drugi dzień biegunka i gorączki ciąg dalszy w niedziele byliśmy u lekarza który przyjmuje w wolne dni nocna i świąteczna pomoc.Stwierdzono problemy z brzuszkiem pewnie wirusowa choroba dostaliśmy receptę leki kosztowały nas 145 zł tyle kasy a mały na dodatek nie chciał wypić tych lekarstw :-(dostaliśmy skierowanie do szpitala ale na szczęście nie musieliśmy tam jechać.Na wizycie szczepiennej udało się zaszczepić Adriana i Damiana z Patrykiem mamy przyjechać we wtorek przed wyjazdem do szpitala.Co do tego szpitala to szczerze boje się nie chce żeby coś złapał od kogoś boje się też ze go wymecza badaniami wiem ze muszą zrobić te badania ale mam jakieś przeczucie ze nic one nie wniosą ze on jest poprostu mniejszy bez jakiejś przyczyny.We wtorek 8100g i miał 74cm
W poniedziałek pojedziemy po wyniki moczu i kału oby wszystko było ok

Te ostatnie 3 tygodnie ciągnęły się niewyobrażalnie....
Dotrwałam do kolejnej wizyty, ale to był niewyobrażalnie długi czas..... w międzyczasie pojawiły się i znikały mdłości, wrażliwość na niektóre zapachy, senność i zmęczenie..... i plamienia.

Starałam się tu nie pisać, bo każdy post byłby okraszony ogromną dawką paniki i strachu. Ale dotrwałam.
Wczorajsza wizyta była prze cudowna. Nasz okruszek ma się dobrze, mierzy 2,5 cm, serduszko bije z prędkością 166 uderzeń na minutę, a do tego pani doktor okazała się strzałem w dziesiątkę. Fantastyczna babka u której spędziliśmy wczoraj z 50 minut.

Poza dokładnym wywiadem, przejrzeniem świeżych wyników badań, badaniem usg, pobraniem cytologii to była jeszcze mega długa i szczegółowa rozmowa, o rzeczach wydawałoby się standardowych, a dla przerażonych kobiet w pierwszej ciąży mega ważnych. Jak żyć, co jeść, na co zwracać uwagę, gdzie jechać na wakacje itp....
Jestem spokojna, że moja ciąża będzie w dobrych rękach.

Dziś zdecydowałam się poinformować resztę bliskiej mi rodziny (bo wiedziała tylko mama) o ciąży. Cudownie słyszeć ich radość - szczerą i prawdziwą....

Kolejna wizyta troszkę szybciej bo za 2 tygodnie - do tej pory pozamykam sprawy w pracy i idę na L4, potem tylko czekanie na prenatalne....
Muszę wyzbyć się jakoś tylko tego ciągłego strachu bo mi ciąża minie i nie zdążę z radością....

2dc stymulacja
Od dzisiaj wieczora robię sobie zastrzyki.
Po 10 przed pracą czytałam jak je robić... Lecz i tak będę pewnie koło 21.30 szykowala się aby zrobić. Pewnie z 20 min mi to zajmie jak to przy pierwszym razie...
We wtorek po pracy jadę na krew... Koło 15 a po 16 mam wizytę... To będzie 6dc... Także po pracy będę wręcz wszystko w biegu robiła... I będę w domu zapewne po 17


Edit : 21.45
Pierwsze dwa zastrzyki zaaplikowane poszło mi w 15 min 😊 jutro pewnie po 5 minutach będzie po wszystkim. A teraz czas spać bo o 4 trzeba wstać 😫 dobranoc.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2019, 21:56

Interferowanie - wzajemne oddziaływanie na siebie dwóch lub więcej składników. To tak, w ramach rozwijania wiedzy immunologicznej ;)

Mężuś powtórzył dziś badania hormonalne, wyniki pewnie w poniedziałek. Nie zrobił natomiast badania nasienia. Był umówiony, sama go umawiałam. Miał zrobić podstawowe wraz z chromatyną. Rejestruje się w lab, mówi, co i jak, a Pani mu mówi, że nie są przygotowani na chromatynę, bo to inaczej trzeba laboratorium przygotować (nie jakiś zwykły lab, tylko w klinice) i nie zdążą tego zrobić. Jak zapisywałam, to powiedziałam "Proszę o zapisanie Męża na badanie nasienia", pani z drugiej strony nie zapytała, na jakie konkretnie. No to Mężuś podziękował serdecznie za wykonanie podstawy, zapisał się już szczegółowo na 27 maja.

Byliśmy też w 3. klinice leczenia niepłodności. 1. to była katastrofa, 2. (tam dziś miał robić badanie nasienia) dużo lepsza, nie złapaliśmy jednak "chemii" z lekarzem. A dzisiejsza to był strzał w dziesiątkę! Mała, rejestracja dyskretna, płaci się po wizycie (!!!) - bo nie wiadomo, co lekarz będzie na wizycie robił, może usg, może cytologia, może jakieś inne badanie. Bez pośpiechu, bez opóźnień. 1 para była w budynku, ale nie do tego lekarza, plus do tego kilka kobiet. Biblioteka - zupełnie nie na temat!!! Np. "1000 mostów, które musisz zobaczyć przed śmiercią" :) i inne takie. Czasopisma tematyczne, ale poruszające szerokie spektrum niepłodności (nie tylko klinika i in vitro), ale też "adopcja", "immunologia", "jak odpowiadać na krępujące pytania", "dieta". No kupili mnie m.in. tą kompleksowością.

Pani doktor - uśmiechnięta, nie zmęczona swoją pracą. Pierwsze pytanie, a mi się ciepło na sercu zrobiło "Jak długo się Państwo starają o małego człowieka?". Do tej pory było coś w stylu "Po co Państwo przyszli?", "Z czym Państwo przyszli?". Wszystkie badania przeczytała bardzo dokładnie, dopytywała, wpisywała w system nasze odpowiedzi i wyniki badań. Przeprowadziła z nami bardzo szczegółowy wywiad (chyba najbardziej szczegółowy, jak do tej pory). Odpowiadała cierpliwie na nasze pytania, żartowała (ale w taki smaczny, wyważony sposób). Udostępniła swój numer telefonu, powiedziała, że nie odbiera telefonów, ale żeby pisać smsy, odpisuje. Przyjrzała się genetyce i immunologii, nawet czaiła bazę. Podpowiedziała nam jak uzyskać refundację na leki na moją mutację (clexane) i że jest o co walczyć, bo jak uzyskamy refundację, to zaoszczędzimy około połowy dobrego samochodu (!!!). Pobrała mi cytologię, zbadała, zrobiła usg. Powiedziała, że mam "uśmiechniętą macicę", ciałko żółte jest ok, endometrium również w porządku, jajniki też , bo było po około 6-7 mikrojajeczek w każdym. I uwaga: jako pierwszy lekarz odpowiedziała mi na pytanie, dlaczego mam notorycznie owulację tylko z prawego jajnika (gdyby nie aparat od usg w środku mnie, to zeskoczyłabym z fotela i ją uściskała!!! a tak musiałam się powstrzymać :D): po lewej stronie jest jelito grube, a jego flora nie wpływa korzystnie na lewy jajnik i większość kobiet tak ma, bzdurą jest twierdzenie, że owulacja następuje naprzemiennie. Mężuś jak to usłyszał (badanie usg odbywało się bez jego obecności, poszedł umawiać w tym czasie badanie nasienia), to stwierdził, że nasz naprodoktorek, który ma praktycznie specjalizację w specjalizacji, dostaje dużego minusa. Minusa jak stąd do Berlina, że on tego nie powiedział, tylko stwierdził, że on nie wie, dlaczego tak jest, że owszem czasem tak bywa, ale równie dobrze, może to być objaw choroby.

Powiedzieliśmy jej, że jesteśmy również pod opieką naprodoktorka - w żaden sposób negatywnie tego nie skomentowała. Jedynie w zakresie Ca-125 stwierdziła, że w zakresie tego, że przy endometriozie jest podwyższony, to nie zgodziła się, bo mówi, że na stole operacyjnym widziała endometriozę w stadium IV i Ca-125 było super, a widziała też brak endometriozy i innych chorób przy kilkuset przekroczonym Ca-125.

Wypytała też o kwestie, które w rekomendacjach leczenia niepłodności (czyt. robienia inseminacji i in vitro) określane są mianem - nie ma znaczenia (bo in vitro omija te problemy). Czyli prolaktyna, temperatura w trakcie cyklu, śluz czy się pojawia, czy robię testy owulacyjne, czy badam prog i estradiol 7 dpo :)

Większość dokumentów przekazała do rejestracji, żeby to skserować. W jej ocenie nie ma sensu badać drożności jajowodów i robić laparoskopii. Mamy się zapoznać z dokumentacją, przemyśleć sprawę, i ona by nam zaproponowała krótki protokół, IMSI. Wypytałam o skutki uboczne (rak jajnika, rak piersi, hiperstymulacja - ale nie należę do grupy ryzyka). Wytłumaczyła kwestię mrożenia, czy to oocytów, czy zarodków. Powiedziała, że one tak jakby przed mrożeniem są liofilizowane. Mogą pobrać, ile wyprodukuję, zapłodnić 6, podać 1, resztę muszą zamrozić. Przeżywalność zamrożonych wynosi 90%. Stwierdziła, że jak zarodek przeżyje mrożenie, to znaczy, że jest silny. Ma bardzo dużo ciąż i dzieci z tzw. mrożaków.

Podejście ma kompleksowe i dlatego bardzo mi się spodobała. Spodobała się również Mężusiowi. I to Mężuś teraz bardzo optuje za tą kliniką i "już, teraz" za in vitro.

Teraz sobie tak wszystko jakoś muszę poukładać w głowie, pod kątem mojej wiary również. Nikomu nie narzucam jej, ani nie zabraniam in vitro, w tym zakresie muszę wziąć pod uwagę siebie.

Znalazłam super artykuł o diecie wpływającej na interleukiny. Chyba najbardziej szczegółowy artykuł, jaki do tej pory czytałam - w zakresie diety.
http://pracowniaheva.pl/2017/07/10/przeciwzapalne-skladniki-pozywienia-do-stosowania-w-prewencji-chorob/
Ogólnie Akademia Płodności nie umywa się do tego. Takie jest moje wrażenie.

Przeczytałam kolejne 2,5 rozdziału z mojego podręcznika do immunologii. Tym razem wróciłam do początku, bo do tej pory pop nim skakałam i czytałam najważniejsze (w mojej ocenie) rozdziały.

A, udało mi się (z przygodami) przyjąć 1. dawkę szczepionki przeciwko wzw b. Uff. We wtorek wizyta w Białymstoku.

No i nieoczekiwane plusy leczenia niepłodności: ileż ja razy widziałam się w tym tygodniu z Mężusiem! W środę w Łodzi, a dziś w Wawie :) normalnie huh :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)