Mąż był na wizycie u urloga w naszej klinice. Razem ze mną. Doktor mega pozytywny, powiedział, że mam chłopa na schwał, bakterii jest o wiele mniej w nasieniu niż w poprzednim posiewie. Yeah! A my, laicy, zobaczyliśmy po raz trzeci ecole, to świat się zawalił. Tymczasem jednostki są ważne, a tych jest o wiele mniej. Mąż uodpornił się na poprzedni antybiotyk, co pokazał antybiogram. Dostał nowy antybiotyk, będzie brał od następnego cyklu, a ja metronidazol - dopochwowo. Lekarz zrobił mu usg jąder i tu zaskoczenie: znaczne żylaki powrózka. Ale wyniki nasienia są dobre, więc żylaki nie kwalifikują się do wycięcia. Był też badany przez dupę - tak wygląda badanie prostaty. Lekarz uprzedzał go, że to nieprzyjemnie tak, że jak go skończył badać mój mąż mówi: nie było tak źle. <facepalm>.
Ewa, dzięki za radę z kiszonkami. Kupiłam akurat śliczną kamionkę na ogórki, jutro na targ po ogóry i będę męża karmić. Plus syrop z żurawiny.
Byłam 1,5 miesiąca na l4, a teraz jak wróciłam do pracy mega stresy. 2 noce bezsenne. Nasza firma się dzieli, część zespołu jest delegowana do innej spółki - pod innym szefem, z zagranicy. Będziemy w innym budynku i niby mam bliżej 3 przystanki do domu, ale ja wiem, żę ten szef mnie zajedzie, ponoć to psychol. Ja w ogóle nie chcę tego robić, to będą jakieś analizy i prognozy, wykresy, tabele, a ja jestem polonistką. To miał być HR, a nie kur..a dziobanie w Excelu. Aplikowałam już do innej korpo. Z pozytywów karierowych to zaczęłam chodzić na obserwacje lekcji w jednej szkole prywatnej. Jak lekcja pokazowa dobrze mi pójdzie, to dostanę popołudniami jakąś grupę i będę miała umowę na zlecenie - będę dorabiać, ale w tym co kocham! Boże, dopomóż, żeby mi się to udało!
Chyba przez te stresy mam straszne skurcze. Niby tylko jedną kawkę dziennie piję, ale jednak. A może to po encortonie? Mam dzbanek z filtrowaną wodą z magnezem, jem wapń, magnez plus cynk, ale skurcze nadal są. Zaraz sobie wymoczę nogi w siarczanie magnezu. Skurcze teraz są niedobre, bo mam właśnie owulację.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia 2019, 23:15
Kochani przedstawiam Wam naszą córcię
Lilianę, urodziła się w poniedziałek 14.11.2016 o 12.15. Piszę dopiero teraz gdyż dopiero wczoraj wróciliśmy ze szpitala. Jesteśmy szczęśliwi oraz mega zmęczeni. Poród był bardzo cieżki, niestety po wielu godzinach skonczył się cesarką, trafiłam na bardzo złą zmianę w szpitalu, lekarz dosłownie rzeźnik, a położna nic nie pomogła. Ogólnie wrażenia bardzo cieżkie. Płacz poprzeplatany łzami szcześcia. Liliana ważyła 3580,jest zdrowiutka, dostała 10 w skali apghar.Jest cudowna, choć daje nam popalić. Cały dzień chce być na piersiach, a ja już dostałam ranek na sutkach, wiec ratujemy się laktatorem. Ogólnie wszystko nas przeraża,ale mamy nadzieje, że sobie poradzimy, mąż wziął sobie dwa tygodnie urlopu, wiec mi pomaga. Spimy po godzinie, śmiejemy sie, że Małą jest naszą terrorystką, bo nie daje nam chwili wytchnienia, ale jest przecudowna, przekochana. Czuje ogromne szczęście i radość, że już jest z nami i wierze, że wszystko powoli ogarniemy. Sciskamy Was serdecznie i odezwiemy się jeszcze jak już się ogarniemy. Buziaki Kochani!
Dziękuje za Wasze kciuki :***


Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....
Zaczęliśmy 16 tc (15t0d) wow, jak to brzmi
nadal czuję się trochę jak we śnie i nadal ciężko mi uwierzyć, że to się dzieje.
Wczoraj byłam na dziennym pobycie w poradni diabetologicznej i jestem trochę rozczarowana.
Standardowy wywiad z pielęgniarkami, później z panią doktor. Największym problemem było to, że mój doktorek wpisał do karty ciąży, że mam ujemne wyniki HIV, Kiły itp. ale nie wpisał daty wykonania badań. Mam też wpisany wynik glukozy też bez daty i pani doktor się mnie pyta kiedy była robiona. Mówię, że nie pamiętam, ale w czerwcu, a ja mam ze sobą sprzed 4 dni wynik glukozy to może lepiej już ten nowszy wpisać, a ona do mnie, że ona tu ma rubryczkę na datę tamtego wyniku i musi ją wypełnić. Aaaaaa.... najpierw rubryczka, a później człowiek, co chory system 
Poza tym zestresowała się, bo mnie dr zapytała od kiedy czuję ruchy dziecka. Noooooo, ja jeszcze nie czuję... ale to dopiero 15 tc, to może za wcześnie? A, no tak. LOL o_O
Jedyny plus, to pani dr sprawdziła tętno Małego Ludka, więc znowu słyszałam moje drugie serduszko
Badania ginekologicznego mi nie przeprowadziła, bo byłam za bardzo spięta i było za ciasno
Mam nadzieję, że tam wszystko gra.
Przesiedziałam z innymi 9 babeczkami w całkiem przyjemnej poczekalni z klimą od 8 do 12.30 Z czego merytorycznie czas był zapełniony jakieś 45 min. Wywiad lekarką zajął jakieś 10 minut, pogadanka diabetyka z której nic nowego się nie dowiedziałam jakieś 20 minut max i instruktarz obsługi gleukometru jakieś 15 min. Reszta to czas stracony. No ale wiadomo, kobiety w ciąży mają dużo czasu... Gdybym wiedziała, że to się tak szybko skończy, to był nie brała wolnego z pracy, ale przynajmniej zrobiłam tourne po CH i kupiłam parę bluzek/koszul
Poza tym, nie żałuję, że tam poszłam, bo czuję się zaopiekowana jako tako, tylko, że liczyłam na bardziej indywidualne rozmowy i porady co do diety.
A, no i dostałam gleukometr. Musimy go z mężem rozpracować, to może od dzisiaj zacznę go stosować. Co prawda moja obecna glukoza na czczo wynosi 80, więc chyba nie ma tragedii, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc w marę możliwości będę się stosować do diety cukrzycowej i badać ten cukier. Chociaż... dzisiaj kupiłam, drożdżówkę z serem do pracy 
Ostatni dzień w pracy i 3 tyg. urlopu. Jupiii
Dzisiaj wyjątkowo sobota pracująca, bo odrabiamy 16 sierpnia br, ale po pierwsze chyba i tak nic konstruktywnego nie zrobię, bo co miałam zrobić to już zrobiłam, a po drugie, to liczę, że koło 13 nas puszczą do domku.
Urlopie witaj!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2019, 09:12
Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....
Witaj nowy cyklu... 😐 Nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo nieszczęśliwa z powodu pojawienia sie @@@. Od wtorku powrót do pracy, wczesne rano pobudki, godzinne dojazdy i wojskowa głupizna... Jednocześnie ostatnia szansa, ostatni cykl przed zabiegiem. Niech ten cykl mimo utrudnień technicznych będzie owocny i da mi szansę stworzyć fasolke.
Inseminacja odwleczona conajmniej do listopada. Poprosiłam w klinice o wypisanie skierowania na laparoskopię i histeroskopię.
Jednak chyba lepiej mieć świadomość czy wszystko jest naprawdę ok czy tez nie.
Tylko teraz pojawia się pytanie i tu dziewczyny gorąca prośba o pomoc 🙏🏻🙏🏻🙏🏻
Do którego szpitala najlepiej zgłosić się na te zabiegi? Jestem z Warszawy ale jestem mobilna.
Z góry dziękuje za podpowiedz ❤️
6tc (5+6)
Wczorajszy dzień był bardzo emocjonalny. Dziś emocje trochę opadły i na spokojnie jest tylko radość.
Na razie poza ovufriend i mężem, nikt nie wie, że się maleństwo rozwija pod serduszkiem.
Plan na najbliższe dni:
1. Poniedziałek - beta i rejestracja do ginekolog w celu potwierdzenia ciąży.
2. Wtorek lub czwartek wizyta u ginekologa (6.08, 8.08 lub 13.08)
3. Trochę doczytać co i jak, w pierwszej ciąży czuję się trochę jak dziecko we mgle.
Moje objawy:
- częste wizyty w toalecie,
- brak ochoty na kawę (kawa zupełnie mi nie smakuje)
- zmęczenie, szybkie męczenie się,
- zawroty głowy,
- nudności,
- nie mogę za dużo jeść, jakby mi się żołądek skurczył,
- ból i wrażliwość piersi i sutków.
Coś mnie mąż w tym cyklu molestuje. Stwierdził że w tamtym cyklu było mało serduszek więc musi to nadrobić.
Grunt że grzyb wyleczony.
Z początku zaczęłam gryźć się z myślami że lepiej co 2 dzień że trzeba testy zrobić itd aż wkoncu mówię do siebie, czy nie rozumiesz że zakończyłam naturalne starania, co ci da co 3 czy 1 czy codziennie bo i tak wynik znasz. Moje rozmyślenia przerwał maz i stwierdziłam że mam w dupcie to wszystko. Chce się bawić jak kiedyś i tak było. Od kilku miesięcy mamy super sex, ale w 2 fazie już tak fajnie nie jest. To chce teraz nadrobić.
Po przytulanku zebrałam się na odwagę i zapytałam męża wprost.
Podchodzimy do ivf kiedy czy tego chce itd stawiamy bez pośpiechu na listopad punkcję , transfer może w grudniu albo od razu pod warunkiem że będą zarodki .
Dyskutowaliśmy nad terminem, bo z 1 strony wolałabym za rok, może dałoby mi umowę na czas nieokreślony. Ale pewnością nie mam czy dadzą mogą mnie wywalić. Teraz mam szanse na przedłużenie kierownik mi to powiedział, kiedy zapytałam się go czy mam szukać nowej pracy. To jazda mi niczego.nie sztuki bo jestem potrzebna.
No ale AMH niskie i mam dość tego wszystkiego. Mąż się wściekła że tabletki łyka że mu mówię, tego nie jedz a on kocha słodkie, widzę że chce to skończyć. Męczy go to wszystko bo ile można rok dwa ale nie 3.
Sama mam dość, chce ten rozdział całkowicie zamknąć.
Stwierdziłam że poświęcę się i zacznę pozytywnie myśleć. Postaram zmienić odżywianie. A jak się nie uda wracam do codzienności w żywności. Tak zrobię od poniedziałku. A dziś zrobiliśmy zimnego psa czyli herbatniki przekładane czekoladą. To moja ostatnia uczta. Może wkoncu cukier i insulinę unormuje. Przydałby się sport ale nie chce mi się
Zapytałam się go ile próbujemy, przeznaczyliśmy max 30 tys. Nie wiem na ile prób to starczy ale do tej kwoty koniec.
Nie mamy pomocy znikąd, a w kredyty nie chce iść.
Co dalej adopcja komorek, nasienia, adoptowanie dziecka.
Ja nie chcę dawczyni z mój nie chce dawcy nasienia, oboje nie chcemy adopcji. Więc tu temat zamknięty.
Stwierdziliśmy że mamy 2 drogi i któraś z nich niedługo się otworzy, albo macierzyństwa albo wycieczki.
W rachubę wchodzi wyjazd do Poznania jak nie wywala z pracy. Jak zostawia to zostaje tu gdzie jestem. Zostawiam 17 dni urlopowych na klinikę. Oby starczyło.
Widzę że aplikacja nie traktuje plamienia jako rozpoczęcia nowego cyklu... Nie rozumiem 🤦♀️ generalnie to nie rozumiem @. Byłam pewna że w ciągu dnia @ się rozkręci bo zwykle tak bywało, ale w połowie dnia olśniło mnie ze ostatnim razem okres miałam szczerze i uczciwie jeden dzień i dalej tylko plamienia a teraz... Jak się jutro nie zaleję to chyba będę musiała odwiedzić doktora. Coś jest nie tak 😨😨😨
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2019, 00:01
16dc
Moj test owulacyjny pokazal brak owulacji, wiec juz jestesmy po i teraz czekam co sie stanie.
Do owulacji bylam bardzo pozytywna, ale wczoraj mnie jakos uderzylo, ze przeciez to juz tyle czasu odkad sie staramy, ze jaka jest szansa zs tym razem bedzie inaczej.
Postanowilam sobie znalezc nowy projekt, wiec dzisiaj pomalowalismy z mezem sypialnie i mam nadzieje, ze jutro dokonczymy korytarz. Mial byc maly projekt a teraz skonczy sie na calym mieszkaniu. Ciesze sie, bo przynajmniej nie mialam czasu dzisiaj myslec o niczym innym niz malowaniu. Poza tym milo spedzilismy czas.......
Czasami zastanawiam sie co sie stanie jezeli nam sie nie uda. Wiem, ze mam wsparcie w moim mezu,ale jak my to ogarniemy?
23dc
Bez zmian i temperatura w dół. Rozczarowanie - jak co miesiąc. W takich momentach przestaję wierzyć, że kiedykolwiek się uda 
Miałam nocować u siostry, jednak wróciłam o 3 do domu. Nie lubię spać w obcym miejscu, ogólnie od zawsze mam problem ze snem a w innym łóżku otoczeniu już wogole. Poza tym chciałam wrócić mała dala ostro popalić ma charakterek dziewczyna i niespożytą energię. Droga była niezbyt przyjemna bo padało , mgła , ciemno..nie lubię takiej samotnej jazdy w środku nocy.
Moja temperatura strasznie świruje... wzrasta, spada.. wczoraj wyraźnie czułam owulke do tego śluz, ale apka nie wykrywa jej . Może ta nieprzespana noc na to wpłynęła. Żałuję teraz że nie kupiłam testów owulacyjnych ale to dlatego, że sobie wmawiałam"przecież się nie staramy" głupia ja... czasem się czuje jakbym miała rozdwojenie jaźni...
Od jutra zaczynam brać duphaston do 25dc. Do tej pory nie pomógł, a brałam kilka cykli wstecz. Macie jakieś dobre doświadczenia z nim, pomógł na 2 kreseczki? Bo różne opinię krążą... ech spróbuję, muszę próbować
SOBOTA
Już powoli rozkręca się plamienie, lekkie bóle podbrzusza. Najpóźniej w poniedziałek powinna przyjść @. Będzie to ostatni bądź przedostatni cykl nadziei na naturalne zajście w ciążę...
Dziś poruszyłam z mężem poważną rozmowę. Ostatnim razem rozmowę takiej wagi przeprowadzałam z nim jak chciałam, żeby podjął decyzję czy planuje ze mną być na stałe i się chajtamy czy byłam tylko fajnym umilaczem czasu i się rozchodzimy
a tak. Czasem taka konkret ze mnie babka potrafi być 
Otóż rozmowa była na temat który nurtuje mnie od jakiegoś czasu... coraz mocniej im bliżej zmierzamy ku procedurze in vitro... Otóż... Co będzie jeśli się nie uda? Co wtedy? Czy wchodzi w grę dawstwo komórki, plemników bądź nawet całego zarodka??? Czy wchodzi w grę adopcja dziecka z domu dziecka?? Jaki możemy mieć plan B w razie niepowodzenia? ... Porozmawialiśmy, rozważyliśmy różne argumenty, za i przeciw... Nie doszliśmy do żadnego rozwiązania (no bo jak skoro nie mamy konkretów na razie?), ale... potrzebowałam tej rozmowy. Tak po prostu psychicznie. Wiem, że co by się nie stało mąż będzie ze mną. Powiedział, że zawsze
wiem, że w razie czego rozważa opcję dawstwa zarodka/komórki jajowej/plemnika, być może jeśli trzeba to i adopcję dziecka. Ale to nie są tematy na które mogę zadać pytanie i otrzymać od razu odpowiedź. To są tematy do których trzeba dojrzeć, przeanalizować, zastanowić się na spokojnie. Ale wiem, że jeśli będzie taka konieczność to mąż nie przekreśla takich opcji. A to już dużo. Myślę, że w miarę upływu starań i w zależności co przyniesie nam życie będziemy się zastanawiać co dalej. Ja sama do wielu rzeczy nie jestem przekonana. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i ryzyka wielu decyzji które być może będziemy zmuszeni podjąć... Ale jakoś tak nadzieja mi się zapaliła. Że być może pomimo wielu trudów jednak kiedyś będę mamą
niezależnie już czy naturalnie, czy z pomocą medycyny, czy po prostu mamą swoich adoptowanych dzieci
Dzięki tej rozmowie zyskałam takie poczucie, że jakkolwiek sytuacja się potoczy w naszym życiu to razem i tak stworzymy naszą cudowną, pełną ciepła, radości i miłości rodzinę (i już nie tylko we dwoję!). Bardzo bym tego chciała i życzę żeby każda z nas odnalazła wreszcie to swoje szczęście na które tak wyczekujemy... :* w końcu "im bardziej ma się w życiu pod górkę, tym piękniejsze będą później widoki" 
O rzeczach ważnych:
1) Jedzenie - cóż... Kp zmieniło mnie w zarlocznego potwora. Jem ogromne ilosci wszystkiego (a ze wzgledu na wczesniejszy wegetarianizm i poporodowy narzucony weganizm i tak mam dosc ograniczony wybor). Niestety nadal czesto jem byle jak, jem jak swinia przy korycie (śmiem twierdzić, ze chyba nawet swinie bardziej elegancko jedza).
2) Sen. Bardzo przerywany. Bardzo pożądany. Ratuje mnie wczesne chodzenie spac. Chociaż ostatnio ku mej uciesze oglądany troszke seriali, jesli Em zasnie od razu, a nie po 2h lulania. Stranger things 3, sex education (polecam!), wielkie klamstewka. Taki wieczorny seans przy piwie bezalkohowym to cos na co warto czekac.
3) Bliscy. Rozmowy z mama, babcia, ciociami, kolezankami. Glownie przez telefon. Wsparcie, rady i takie moje "okno na swiat".
4) Dbanie o siebie. Ograniczone do minimum. Mani od swieta. Zaczęłam czesac sie bez przedzialka by nie bylo siwizny widać. Wieczorny prysznic z szybkim peelingiem to jak pobyt w 3dniowym spa. Upaly=zero mejkupu, tylko szminka (ale okulary przeciwsłoneczne robia dobra robote). Kapelusz/czapka z daszkiem na nieumyte wlosy. Staram sie ladnie ubierać nawet idac do lidla. Brzuszek ciut cwicze jesli jeszcze krztyna sily na koniec dnia zostanie.
5) Dom. Mam posprzątany. Mam porzadek. Raz na 2tyg pani przychodzi. Sama ogarniam na bieżąco.
37tc + 1 (38tc) - ciąża donoszona
261 dzień cyklu
1 tydzień i 2 dni do CC
No to chyba zaczynam panikować... Zdrzemnęłam się po obiedzie i później będąc w łazience zauważyłam na wkładce lekko brązowy śluz z brązowym fragmentem na dosłownie 1-2mm. Przy podcieraniu nie było nic, tylko na wkładce. Czy to powoli czop odchodzi?
Nie czuję żebym miała skurcze, co jakiś czas zaboli mnie brzuch jak na miesiączkę, ale to nie jest ani regularne ani długie ani bardzo bolesne.
Jaś rusza sie normalnie, rano brzuch aż mi falował.
Jeżeli plamienie znów się pojawi albo zwiększy to zadzwonię do lekarza i chyba pojadę na IP. Mam nadzieję że nie potraktują mnie jak wariatkę ;p
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2019, 13:34
"O Jezu, Boże wiekuisty, dziękuję Ci za niezliczone łaski i dobrodziejstwa Twoje. Niech każde uderzenie serca mojego będzie nowym hymnem dziękczynienia ku Tobie, Boże. Każda kropla krwi mojej niech krąży dla Ciebie, Panie; dusza moja - to jeden hymn uwielbienia miłosierdzia Twego. Kocham Cię, Boże, dla Ciebie samego (Dz. 1794)."
Panie Jezu, z całego serca dziękuje Ci za dar, który nosze pod sercem. Każdego dnia moje ciało jest naczyniem nowego życia, które od Ciebie otrzymałam. Dziękuje Ci za cały ten piękny, acz nie prosty czas. Oddaje Ci się cała ze wszystkimi lękami i całą moją wdzięcznością! Prowadź nas Panie.
Dusza moja Chwali Pana....
Ps. Za dwa dni zaczynam 3 trymestr:) ostania prosta... Lileczka już nie możemy się Ciebie doczekać 









Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2016, 23:09
4 dc, czyli wszystko idzie zgodnie z bardzo wstępnym planem, że 12 sierpnia wizyta kontrolna, a 16 sierpnia transfer.
Muszę z siebie wyrzucić mnóstwo wczorajszego żalu i rozgoryczenia, tylko w około 10% związanego ze staraniami. Drugi powód opisania tego - konieczność zapamiętania płynących z tej sytuacji wniosków na trochę dłużej niż tydzień.
Okres między punkcją a transferem postanowiłam wykorzystać na pożegnanie się ze sportem. W sierpniu zachodzę przecież w ciążę, więc nie będę mogła uprawiać wspinaczki, stać na głowie na jodze, no ogólnie coś tam zamierzam uprawiać, ale nie w takim natężeniu , no i nie wszystko będzie wolno. W związku z tym wczoraj pojechaliśmy na 1 dzień w skały. Moja kumpelka była tam od piątku i planowała zostać do niedzieli. Dla porządku w opowieści występują: Mężuś, Krąsi, Siostra, Anka - kumpelka, Pan Gadżeciarz - nowy facet Anki, Mały Człowiek - 4,5 letnie dziecko Anki z poprzedniego związku i Kasia - koleżanka, która przyjechała w skały w sobotę z zamiarem wyjazdu w niedzielę. Jest jeszcze Pies - pies Kasi.
Anka pisze do mnie wiadomość w piątek po 22, że się zakopali. Są już na miejscu, rozkładają namiot, ale się zakopali, czy mamy linkę i w ogóle. Odpowiedziałam, że mamy i że raczej damy radę. Mężuś stwierdził, że trzeba zapakować saperkę w razie czego, choć Pan Gadżeciarz powinien mieć saperkę. Pan Gadżeciarz - człowiek ma namiot za 1500 - 2000 zł. Namiot używany w polskich lasach. To jest namiot ekspedycyjny, używany w ekstremalnych warunkach. Namiot nigdy nie wyjechał poza granice naszego kraju. Pan Gadżeciarz ma 3 różne noże myśliwskie, żaden nie jest ostry, nie da się nimi ukroić ani chleba ani pomidora, no nic. I do tego gardzi zwykłym scyzorykiem. Zwykły scyzoryk jest zbyt zwykły. Ale za to ostry. Zwykły scyzoryk, taki malutki mam nawet ja. Pan Gadżeciarz ma zegarek z altimetrem (czy czymś takim, przelicza na jakiej wysokości jesteś) i innymi bajerami za jakieś ponad 3000 zł. Także teges.
Podjeżdżamy pod nich. Piach, piach i bagno. Nie chcieli spać na kempingu, gdyż tam jest "za dużo ludzi i za głośno", więc spali na dziko prawie w kopalni piachu. Zakopani ku.wa po jaja. No inaczej tego nie można określić. Myślałam, że tylko troszkę się zakopali. Przednie koła do połowy. Z przodu samochód zakopany po tablicę rejestracyjną. I samochód wcale nie był naszykowany do wyciągania. Byłam przekonana, że już będzie odkopany, a tu nie. Pierwszy błąd - im na tym nie zależało. Mężuś wziął się za odkopywanie kół samochodu. Okazało się, że Pan Gadżeciarz nie ma saperki. Koszt 30 zł. Nie pomyśleli, żeby to rękoma odkopać. Nie pomyśleli, żeby to gałęzią, kijem odkopać. Nie. Czekali. Mężuś stwierdził, że wyciągamy go za tył, bo tył jest niezasypany tak. Pan Gadżeciarz stwierdził, że od przodu, bo im będzie wygodniej potem się ładnie ustawić. Drugi błąd - wyciągasz tak, żeby to Tobie było wygodnie, a nie komuś. To Ty robisz komuś przysługę. No to Mężuś oddał mu saperkę, bo stwierdził, że Pan Gadżeciarz może sobie odkopać przód samochodu. No coś tam pogrzebał, na głębokość 5 cm. A samochód dalej po jaja zakopany. Mężuś mnie naprowadził, podjechałam do nich tyłkiem. Wokół kręci się Mały Człowiek, Pies. Czy komuś przyszło do głowy zgarnięcie ich??? Tak. Mojej Siostrze, bo to przecież takie oczywiste, że Małego Człowieka i Psa zobaczysz w lusterku i na pewno będziesz mieć czas na reakcję. Prawda? Błąd numer 3 - ludziom nie zależy. Tak po prostu - nie zależy. Podpięli linkę. I słyszę "Tylko powolutku, żeby nam się nic nie urwało!" - Błąd numer 4. To mój samochód ma być cały, a nie ich, to ja poświęcam swój czas i swoje rzeczy, a Wy i tak jesteście zakopani. Powolutku więc próbowałam, auto nie drgnęło. Ale sprzęgło już było czuć. I tu jest błąd numer 5 - powinnam już wtedy powiedzieć - pier.olę, zasuwaj po traktor. Zanim jeszcze było to podejście, to powiedziałam, żeby wyciągnęli dywaniki z samochodu,, dali je pod koła, to jak się wtoczy na dywaniki, nabierze rozpędu – wtedy ruszy. Gdzie tam, po co słuchać się jakiejś tam dziołchy. Przecież żaden prawdziwy facet, a za takiego zapewne uważa się Pan Gadżeciarz nie będzie słuchał płci przeciwnej. Błąd numer 6 – uparcie tkwij przy swoim, jeśli wiesz, że masz rację, powinni podłożyć te dywaniki. W ramach maksymalizowania szans na wyciągnięcie samochodu z tego bagna. Pan Gadżeciarz zmienił zdanie, mam podjechać z drugiej strony, żeby wyciągnąć ich za tyłek. Oooo. Mężuś miał rację! Noż ku.wa, jeszcze się tego nikt nie nauczył, że Mężuś świętym człowiekiem jest, rozsądnym, myślącym i ma naprawdę trafne spostrzeżenia???
Jadę więc z drugiej strony. Okazuje się, że nie ma tam przejazdu, drzewa zarastają. No to parzę. Jest. Jest przejazd przez piach. Ok, spróbuję. Auto napęd na 4 koła, prześwit 21 cm, powinnam dać radę. Auto mówi - nie. Też się zakopałam. Nie tak głęboko i jednym kołem tylko, ale trzeba było zaprzęgnąć do pracy malutką skodę Kasi, żeby mnie troszkę podciągnąć do tyłu. Poszłam do reszty ekipy, powiedziałam, że też się zakopałam, Mężuś zaczął biec do samochodu, wzięłam saperkę i od Anki usłyszałam pytanie „Czy można mi jakoś pomóc?”. Ance odpowiedziałam „Tak! Rozsądnie wybierając miejsca noclegowe!!!” (było to na tyle ironiczne, że stwierdziłam, że się domyśli, że tak, trzeba pomóc), na co ona stwierdziła, że to miejsce jest idealne, niedaleko jest źródełko z czystą wodą i nie ma ludzi. I jakoś się złożyło, że na trzy cztery razem z Mężusiem z różnych stron prowizorycznego kempingu krzyknęliśmy „To miejsce jest chu.owe!!!”. Pan Gadżeciarz nawet się nie ruszył. Chłop 90 kg, prawie 2 metry wzrostu. Za to Kasia – drobnica, Pies i Mały Człowiek rzucili się na pomoc. Padło hasło „Pies kop!”. Pies odkopywał, Kasia kopała rękoma, moja siostra musiała pilnować Małego Człowieka, żeby się nie szlajał nigdzie. Wyciągnęłam dywaniki od siebie, podłożyłam pod koła. Mężuś siadł za kierownicę, ja pchałam samochód do tyłu, i był ciągnięty od tyłu autem Kasi. Siostra w tym czasie pilnowała Małego Człowieka i Psa. Czy Anka lub Pan Gadżeciarz się zainteresowali choć trochę? Nie. Po co. Błąd numer 7 – ludzie nie przyjdą Ci z pomocą, jeśli odpowiesz im ironicznie, będziesz cyniczna, ludzie nie przyjdą z pomocą sami z siebie, trzeba ich o to poprosić i wyznaczyć zadania. W tym momencie poszedł już dym z silnika. Jeśli ktokolwiek w promieniu 5 km wcześniej nie czuł swądu sprzęgła, teraz już musiał to czuć. Błąd numer 8 – w tym miejscu kolejny raz trzeba było powiedzieć „pied.lę, zasuwaj po ciągnik!!!”. Przechodził sobie zwykły jegomość i pokazał mi jak wjechać pod auto Anki. Przecież tamtędy wjeżdżał Pan Gadżeciarz, czy tak trudno było mi pokazać prawidłową drogę? Zaiste. Najtrudniej na świecie. Mężuś podjechał tamtędy. Ustawił się, daliśmy autku odpocząć – naiwniacy. Po 10 minutach ruszyliśmy, wyciągnęliśmy auto Anki z tego bagna. Ustawiliśmy samochód przy asfalcie. Wiecie, co im się popsuło w trakcie wyciągania? Delikatnie odgięła się przednia tablica rejestracyjna. Taaak. Dokładnie tak. Taki uszczerbek majątkowy ich spotkał. Wydarłam się na koleżankę, że co jej przeszkadzało w normalnym kempingu, tylko się na bagnach dekować. Usłyszałam, że ludzie i hałas. Kilka sytuacji ukazujących pewnego rodzaju dwulicowość: w tym swoim prowizorycznym Kempie mają turystyczny prysznic. Popołudniu pojechali się wykąpać pod normalnymi prysznicami. Na moją drwiącą uwagę, że przecież ludzi nie lubi i mają prysznic turystyczny – ja sobie nie dam rady umyć włosów pod takim prysznicem. Innym razem jak spała pod namiotem, a my w domu – przyszła do nas spać – bo materace, bo cieplej, bo ciszej. Także teges. „Ja lubię naturę”. No ja też. Ale to nie jest Kilimandżaro, Kazbek czy Elbrus, żeby ten namiot był niezbędny. Koniecznie trzeba spać z robakami, komarami i udawać, że mi to pasuje? No gdyby to pasowało, tak super, to przecież braliby ten swój prysznic, przynajmniej moim zdaniem.
Pojechaliśmy w skały, mi odechciało się wspinania, zamiast o 10:00, w skałach byliśmy o 12:00. A ja cały czas myślałam – czy wrócę dziś do domu.
Plan był taki, że po skałach rozpalimy ognisko, zjemy kiełbaskę, ziemniaki. Ponieważ było takie opóźnienie i taka sytuacja, to stwierdziliśmy, że dziękujemy bardzo, że chcemy wracać, póki jeszcze ewentualnie jacyś laweciarze będą odbierać telefony. Na co Pan Gadżeciarz zaczął się śmiać. Powiedziałam, że to nie jest tak śmieszne, jak się wydaje, na co usłyszałam, jakże ku.wa fałszywe „To śmiech przez łzy”. Ujechaliśmy 25 km. Samochód stanął. Udało się stanąć na poboczu. Zadzwoniliśmy po brata – cudem był w domu, miał inne plany, ale się pozmieniało i kolejny cud, jak odebrał ode mnie telefon – był w drodze do lodówki po piwko. Uff. Auto stało w polu. My czekaliśmy 2 godziny na brata, po kolejnych 2 byłam w mieszkaniu. Zadzwoniłam do Anki, czy mogłaby nas podrzuć przynajmniej pół godziny w stronę domu. Zawsze byłoby szybciej. A oni już wszyscy byli po piwie i nikt nie mógł jechać. Ot takie myślenie o innych. Około 1 kładłam się spać. Udało mi się iść szybko pod prysznic. Dziś już Mężuś załatwił lawetę, Pan Laweciarz pojechał po auto – bez konieczności naszej obecności. Uff. Jutro już mechanik umówiony. Poszło sprzęgło. Wymieniałam ostatnio w grudniu. Wtedy była też Dumasa i rura interkulera. Wyszło 3000 zł. Teraz mechanik powiedział, że sama robocizna to 1000 zł. Laweta 600 zł. Anka na szczęście powiedziała, że coś się dołoży. Nie określiła tylko ile. No i jest kolejny problem. Pracuję w innym mieście. Muszę więc w najbliższym czasie bujać się busami. No i stres związany z tą sytuacją w ogóle nie jest mi potrzebny. Szyja mnie boli, głowa, oczy. Przeżywam. Bardzo. Czymże to jest wobec Wieczności? Niczym. Mimo to, potrafi człowieka tak wku.wić, że szok. Naprawdę drugi raz w życiu zdarzyło mi się, że na kogoś nakrzyczałam, w sensie na obcego mi człowieka, który nie jest członkiem mojej rodziny. Teraz żałuję, żałuję tych nerwów, tego, że chciałam pomóc – błąd numer 9. Listę błędów sobie przepiszę, powieszę na lodówce. Mężuś ma powiedziane, że w razie gdyby Anka coś jeszcze wymyśliła, żeby mi przypomniał tą sytuację. I wytłumaczył dokładnie, dlaczego to nie jest dobry pomysł. A ja pracuję nad ograniczeniem tej relacji.
Wizyta teściów i siostry męża z dwójka dzieci: 5 latkiem roczniakiem.
Ja: Jasiu, jak nastepnym razem przyjedziesz to cie wezmiemy na taki super plac zabaw z karuzelami i smokiem.
Jaś: ale wy nie macie dzieci to czemu chodzicie na plac zabaw?
Ja: yyyyyy..... My tam Jasiu nie chodzimy, przechodzimy obok...
Szwagierka: a co u Twojego kuzyna, tego sportowca?
Ja: dobrze, drugie dziecko ma im się urodzić.
Szwagierka: a ten drugi kuzyn?
Ja: tez czekają na drugie dziecko. Wszyscy czekają na dzieci tylko nie my.
Szwagierka: oj, ale oni przeciez starsi od was sa.
Cóż miała powiedziec? Nie wie, że jeszcze kuzynka jest w ciąży. Czyli cała rodzinka sie rozmnaza, juhu! Nie no, fajnie, tylko czemu nie ja??
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2019, 18:12
54 DC nadal nie mam miesiączki. To już jakieś żarty 😭😭😭 jutro zaczynam pracę po 2 tygodniowym urlopie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.