36tc + 6 (37tc)
259 dzień cyklu
1 tydzień i 4 dni do CC
Jaś na dzisiejszej wizycie ważył 3200g
, chyba będzie z Niego kawał chłopa
, chociaż doktor mówi, że w momencie rozwiązania nie powinien ważyć więcej niż 3500g, także zobaczymy
. Ale nie ważne ile będzie ważył, ważne żeby był zdrowy
i na szczęście nie ma makrosomii która się zdarza przy cukrzycy.
Dostałam karteczkę z badaniami do zrobienia przed CC - sód, potas, morfologię i jakieś badania na krzepliwość krwi, GBS na szczęście wyszedł ujemny więc nawet nie potrzebuję antybiotyku
.
Szyjka zrobiła się miękka, ale nie ma rozwarcia, doktor twierdzi, że dotrzymamy do tego 13-go
.
W ogóle bardzo się uspokoiłam, bo okazało się że sam doktor będzie robił mi cięcie
. Dziękuję sobie, że wybrałam lekarza który pracuje w szpitalu
. Powiedział mi co i jak, na którą mam przyjechać i co zabrać.
W środę dosłownie na chwilę widziałam się z koleżanką z pracy i dziwnym trafem nagle wszyscy sobie o mnie przypomnieli
. Wczoraj odezwało się 2 kolegów, a dzisiaj dzwonił kierownik. Oczywiście wszyscy z troską pytali jak się czujemy i mówili, że tęsknią. Jasne... Już dawno przestałam im wierzyć, na wszystkich polach. Tęsknią bardziej za tym, że odwalałam za nich całą robotę, a teraz muszą robić sami. Jak przyjdzie co do czego, to jestem pewna, że nawet nie będą walczyć o mój powrót, tylko zdają się na decyzję wiceprezesa.
Szkoda mi tylko mojego Męża... Widzę, że jest już przemęczony. W tym roku brał tylko pojedyncze dni urlopu na spontaniczne wyjazdy na weekendy, nie miał prawdziwego wolnego i urlopu. Co prawda jak Mały się urodzi to dostanie od 14 dni opieki na nas to może trochę wypocznie, ale to nie jest to samo co wyjazd na urlop.
W październiku lub na początku listopada planuję zabrać go i Jasia chociaż na kilka dni gdzieś niedaleko, może do Torunia albo Łodzi, żeby mógł się trochę oderwać od pracy.
Ciąża rozpoczęta 24 czerwca 2019
Test ciążowy (2.08) https://naforum.zapodaj.net/6229889a4064.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2019, 15:58
No i miałam sie nie nastawiać na wyjście,a dziś o 7 rano już spakowałam walizkę, a że wczoraj miałam mocne boleści, gazy, wzdęcia i brzuch jak balon to o wypisie mogę zapomnieć 🤦♀️
No ale trudno. Nie wyjdę dopóki będzie bezpiecznie i ktoś mi nie zrobi usg, a. Dziś był taki gbur na obchodzi obrażony, że wogole musiał przyjść więc nie było szans nawet na rozmowę. Może jutro ktoś zrobi podgląd albo dopiero w poniedziałek jak będzie normalny tydzień.
Mąż był na wizycie u urloga w naszej klinice. Razem ze mną. Doktor mega pozytywny, powiedział, że mam chłopa na schwał, bakterii jest o wiele mniej w nasieniu niż w poprzednim posiewie. Yeah! A my, laicy, zobaczyliśmy po raz trzeci ecole, to świat się zawalił. Tymczasem jednostki są ważne, a tych jest o wiele mniej. Mąż uodpornił się na poprzedni antybiotyk, co pokazał antybiogram. Dostał nowy antybiotyk, będzie brał od następnego cyklu, a ja metronidazol - dopochwowo. Lekarz zrobił mu usg jąder i tu zaskoczenie: znaczne żylaki powrózka. Ale wyniki nasienia są dobre, więc żylaki nie kwalifikują się do wycięcia. Był też badany przez dupę - tak wygląda badanie prostaty. Lekarz uprzedzał go, że to nieprzyjemnie tak, że jak go skończył badać mój mąż mówi: nie było tak źle. <facepalm>.
Ewa, dzięki za radę z kiszonkami. Kupiłam akurat śliczną kamionkę na ogórki, jutro na targ po ogóry i będę męża karmić. Plus syrop z żurawiny.
Byłam 1,5 miesiąca na l4, a teraz jak wróciłam do pracy mega stresy. 2 noce bezsenne. Nasza firma się dzieli, część zespołu jest delegowana do innej spółki - pod innym szefem, z zagranicy. Będziemy w innym budynku i niby mam bliżej 3 przystanki do domu, ale ja wiem, żę ten szef mnie zajedzie, ponoć to psychol. Ja w ogóle nie chcę tego robić, to będą jakieś analizy i prognozy, wykresy, tabele, a ja jestem polonistką. To miał być HR, a nie kur..a dziobanie w Excelu. Aplikowałam już do innej korpo. Z pozytywów karierowych to zaczęłam chodzić na obserwacje lekcji w jednej szkole prywatnej. Jak lekcja pokazowa dobrze mi pójdzie, to dostanę popołudniami jakąś grupę i będę miała umowę na zlecenie - będę dorabiać, ale w tym co kocham! Boże, dopomóż, żeby mi się to udało!
Chyba przez te stresy mam straszne skurcze. Niby tylko jedną kawkę dziennie piję, ale jednak. A może to po encortonie? Mam dzbanek z filtrowaną wodą z magnezem, jem wapń, magnez plus cynk, ale skurcze nadal są. Zaraz sobie wymoczę nogi w siarczanie magnezu. Skurcze teraz są niedobre, bo mam właśnie owulację.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia 2019, 23:15
Kochani przedstawiam Wam naszą córcię
Lilianę, urodziła się w poniedziałek 14.11.2016 o 12.15. Piszę dopiero teraz gdyż dopiero wczoraj wróciliśmy ze szpitala. Jesteśmy szczęśliwi oraz mega zmęczeni. Poród był bardzo cieżki, niestety po wielu godzinach skonczył się cesarką, trafiłam na bardzo złą zmianę w szpitalu, lekarz dosłownie rzeźnik, a położna nic nie pomogła. Ogólnie wrażenia bardzo cieżkie. Płacz poprzeplatany łzami szcześcia. Liliana ważyła 3580,jest zdrowiutka, dostała 10 w skali apghar.Jest cudowna, choć daje nam popalić. Cały dzień chce być na piersiach, a ja już dostałam ranek na sutkach, wiec ratujemy się laktatorem. Ogólnie wszystko nas przeraża,ale mamy nadzieje, że sobie poradzimy, mąż wziął sobie dwa tygodnie urlopu, wiec mi pomaga. Spimy po godzinie, śmiejemy sie, że Małą jest naszą terrorystką, bo nie daje nam chwili wytchnienia, ale jest przecudowna, przekochana. Czuje ogromne szczęście i radość, że już jest z nami i wierze, że wszystko powoli ogarniemy. Sciskamy Was serdecznie i odezwiemy się jeszcze jak już się ogarniemy. Buziaki Kochani!
Dziękuje za Wasze kciuki :***


Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....
Zaczęliśmy 16 tc (15t0d) wow, jak to brzmi
nadal czuję się trochę jak we śnie i nadal ciężko mi uwierzyć, że to się dzieje.
Wczoraj byłam na dziennym pobycie w poradni diabetologicznej i jestem trochę rozczarowana.
Standardowy wywiad z pielęgniarkami, później z panią doktor. Największym problemem było to, że mój doktorek wpisał do karty ciąży, że mam ujemne wyniki HIV, Kiły itp. ale nie wpisał daty wykonania badań. Mam też wpisany wynik glukozy też bez daty i pani doktor się mnie pyta kiedy była robiona. Mówię, że nie pamiętam, ale w czerwcu, a ja mam ze sobą sprzed 4 dni wynik glukozy to może lepiej już ten nowszy wpisać, a ona do mnie, że ona tu ma rubryczkę na datę tamtego wyniku i musi ją wypełnić. Aaaaaa.... najpierw rubryczka, a później człowiek, co chory system 
Poza tym zestresowała się, bo mnie dr zapytała od kiedy czuję ruchy dziecka. Noooooo, ja jeszcze nie czuję... ale to dopiero 15 tc, to może za wcześnie? A, no tak. LOL o_O
Jedyny plus, to pani dr sprawdziła tętno Małego Ludka, więc znowu słyszałam moje drugie serduszko
Badania ginekologicznego mi nie przeprowadziła, bo byłam za bardzo spięta i było za ciasno
Mam nadzieję, że tam wszystko gra.
Przesiedziałam z innymi 9 babeczkami w całkiem przyjemnej poczekalni z klimą od 8 do 12.30 Z czego merytorycznie czas był zapełniony jakieś 45 min. Wywiad lekarką zajął jakieś 10 minut, pogadanka diabetyka z której nic nowego się nie dowiedziałam jakieś 20 minut max i instruktarz obsługi gleukometru jakieś 15 min. Reszta to czas stracony. No ale wiadomo, kobiety w ciąży mają dużo czasu... Gdybym wiedziała, że to się tak szybko skończy, to był nie brała wolnego z pracy, ale przynajmniej zrobiłam tourne po CH i kupiłam parę bluzek/koszul
Poza tym, nie żałuję, że tam poszłam, bo czuję się zaopiekowana jako tako, tylko, że liczyłam na bardziej indywidualne rozmowy i porady co do diety.
A, no i dostałam gleukometr. Musimy go z mężem rozpracować, to może od dzisiaj zacznę go stosować. Co prawda moja obecna glukoza na czczo wynosi 80, więc chyba nie ma tragedii, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc w marę możliwości będę się stosować do diety cukrzycowej i badać ten cukier. Chociaż... dzisiaj kupiłam, drożdżówkę z serem do pracy 
Ostatni dzień w pracy i 3 tyg. urlopu. Jupiii
Dzisiaj wyjątkowo sobota pracująca, bo odrabiamy 16 sierpnia br, ale po pierwsze chyba i tak nic konstruktywnego nie zrobię, bo co miałam zrobić to już zrobiłam, a po drugie, to liczę, że koło 13 nas puszczą do domku.
Urlopie witaj!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2019, 09:12
Dziś rano obudził mnie silny ból jajnika, już dawno nie miałam takiej bolesnej owulacji, ale nie narzekam dobrze ,że w tym całym poplątanym stanie chociaż ona jest.
Dziś jadę do siostry na noc opiekować się jej córeczką, starzy mają wychodne na wesele więc ciotka dziś się przyda. Na początku były plany żeby mała szła nimi , ale po dłuższym zastanowieniu siostra stwierdzila , że to nie czas jeszcze na takie imprezy. Mała ma 2 lata, ale jest z tych dzieci bardziej ciekawych świata i nie usiedzi ani na moment.
Od rana zabrałam się za porządki, obiad. W między czasie K przyszedł z zapytaniem"działamy coś" ah ta spontaniczność i namiętność...w sumie trochę mi się nie dziwię ostatnio ciężko mu mnie rozgrysc i zauważyłam, że ostrożnie pyta prawie o wszystko.
Skorzystalam z propozycji ale ja wspomniałam bez fajerwerków.
Mam dziś nadzieje na spotkanie z moją najbliższą przyjaciółką, przyjechała na2tyg na urlop i chrzciny swojej córeczki. Kiedyś byłyśmy nierozłączne...jako dzieci snulysmy plany o domkach wybudowanych obok siebie, o rodzeniu dzieci w jedynym czasie itd. czas jednak zweryfikował nasze plany. Ja w Holandii ona w Niemczech... bardzo mi jej brakuję chociaż kiedy tylko możemy spotykamy sie, ona jako jedna mnie rozumie,wspiera. Sama długo starała się o dwie kreseczki także dokładnie wie co teraz mam w głowie. Mam ochotę na wino i babskie płoty.
K dziś też umówił się na piwko z kolegami. Od czasu do czasu każde z nas potrzebuję resetu. Jednak mi jest ciężko przestać myśleć o tym co mnie trapi nawet na moment.
Jezu Ty się tym zajmij... czytam codziennie ten akt zawierzenia....
Witaj nowy cyklu... 😐 Nigdy wcześniej nie byłam tak bardzo nieszczęśliwa z powodu pojawienia sie @@@. Od wtorku powrót do pracy, wczesne rano pobudki, godzinne dojazdy i wojskowa głupizna... Jednocześnie ostatnia szansa, ostatni cykl przed zabiegiem. Niech ten cykl mimo utrudnień technicznych będzie owocny i da mi szansę stworzyć fasolke.
Inseminacja odwleczona conajmniej do listopada. Poprosiłam w klinice o wypisanie skierowania na laparoskopię i histeroskopię.
Jednak chyba lepiej mieć świadomość czy wszystko jest naprawdę ok czy tez nie.
Tylko teraz pojawia się pytanie i tu dziewczyny gorąca prośba o pomoc 🙏🏻🙏🏻🙏🏻
Do którego szpitala najlepiej zgłosić się na te zabiegi? Jestem z Warszawy ale jestem mobilna.
Z góry dziękuje za podpowiedz ❤️
6tc (5+6)
Wczorajszy dzień był bardzo emocjonalny. Dziś emocje trochę opadły i na spokojnie jest tylko radość.
Na razie poza ovufriend i mężem, nikt nie wie, że się maleństwo rozwija pod serduszkiem.
Plan na najbliższe dni:
1. Poniedziałek - beta i rejestracja do ginekolog w celu potwierdzenia ciąży.
2. Wtorek lub czwartek wizyta u ginekologa (6.08, 8.08 lub 13.08)
3. Trochę doczytać co i jak, w pierwszej ciąży czuję się trochę jak dziecko we mgle.
Moje objawy:
- częste wizyty w toalecie,
- brak ochoty na kawę (kawa zupełnie mi nie smakuje)
- zmęczenie, szybkie męczenie się,
- zawroty głowy,
- nudności,
- nie mogę za dużo jeść, jakby mi się żołądek skurczył,
- ból i wrażliwość piersi i sutków.
Coś mnie mąż w tym cyklu molestuje. Stwierdził że w tamtym cyklu było mało serduszek więc musi to nadrobić.
Grunt że grzyb wyleczony.
Z początku zaczęłam gryźć się z myślami że lepiej co 2 dzień że trzeba testy zrobić itd aż wkoncu mówię do siebie, czy nie rozumiesz że zakończyłam naturalne starania, co ci da co 3 czy 1 czy codziennie bo i tak wynik znasz. Moje rozmyślenia przerwał maz i stwierdziłam że mam w dupcie to wszystko. Chce się bawić jak kiedyś i tak było. Od kilku miesięcy mamy super sex, ale w 2 fazie już tak fajnie nie jest. To chce teraz nadrobić.
Po przytulanku zebrałam się na odwagę i zapytałam męża wprost.
Podchodzimy do ivf kiedy czy tego chce itd stawiamy bez pośpiechu na listopad punkcję , transfer może w grudniu albo od razu pod warunkiem że będą zarodki .
Dyskutowaliśmy nad terminem, bo z 1 strony wolałabym za rok, może dałoby mi umowę na czas nieokreślony. Ale pewnością nie mam czy dadzą mogą mnie wywalić. Teraz mam szanse na przedłużenie kierownik mi to powiedział, kiedy zapytałam się go czy mam szukać nowej pracy. To jazda mi niczego.nie sztuki bo jestem potrzebna.
No ale AMH niskie i mam dość tego wszystkiego. Mąż się wściekła że tabletki łyka że mu mówię, tego nie jedz a on kocha słodkie, widzę że chce to skończyć. Męczy go to wszystko bo ile można rok dwa ale nie 3.
Sama mam dość, chce ten rozdział całkowicie zamknąć.
Stwierdziłam że poświęcę się i zacznę pozytywnie myśleć. Postaram zmienić odżywianie. A jak się nie uda wracam do codzienności w żywności. Tak zrobię od poniedziałku. A dziś zrobiliśmy zimnego psa czyli herbatniki przekładane czekoladą. To moja ostatnia uczta. Może wkoncu cukier i insulinę unormuje. Przydałby się sport ale nie chce mi się
Zapytałam się go ile próbujemy, przeznaczyliśmy max 30 tys. Nie wiem na ile prób to starczy ale do tej kwoty koniec.
Nie mamy pomocy znikąd, a w kredyty nie chce iść.
Co dalej adopcja komorek, nasienia, adoptowanie dziecka.
Ja nie chcę dawczyni z mój nie chce dawcy nasienia, oboje nie chcemy adopcji. Więc tu temat zamknięty.
Stwierdziliśmy że mamy 2 drogi i któraś z nich niedługo się otworzy, albo macierzyństwa albo wycieczki.
W rachubę wchodzi wyjazd do Poznania jak nie wywala z pracy. Jak zostawia to zostaje tu gdzie jestem. Zostawiam 17 dni urlopowych na klinikę. Oby starczyło.
Widzę że aplikacja nie traktuje plamienia jako rozpoczęcia nowego cyklu... Nie rozumiem 🤦♀️ generalnie to nie rozumiem @. Byłam pewna że w ciągu dnia @ się rozkręci bo zwykle tak bywało, ale w połowie dnia olśniło mnie ze ostatnim razem okres miałam szczerze i uczciwie jeden dzień i dalej tylko plamienia a teraz... Jak się jutro nie zaleję to chyba będę musiała odwiedzić doktora. Coś jest nie tak 😨😨😨
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2019, 00:01
16dc
Moj test owulacyjny pokazal brak owulacji, wiec juz jestesmy po i teraz czekam co sie stanie.
Do owulacji bylam bardzo pozytywna, ale wczoraj mnie jakos uderzylo, ze przeciez to juz tyle czasu odkad sie staramy, ze jaka jest szansa zs tym razem bedzie inaczej.
Postanowilam sobie znalezc nowy projekt, wiec dzisiaj pomalowalismy z mezem sypialnie i mam nadzieje, ze jutro dokonczymy korytarz. Mial byc maly projekt a teraz skonczy sie na calym mieszkaniu. Ciesze sie, bo przynajmniej nie mialam czasu dzisiaj myslec o niczym innym niz malowaniu. Poza tym milo spedzilismy czas.......
Czasami zastanawiam sie co sie stanie jezeli nam sie nie uda. Wiem, ze mam wsparcie w moim mezu,ale jak my to ogarniemy?
23dc
Bez zmian i temperatura w dół. Rozczarowanie - jak co miesiąc. W takich momentach przestaję wierzyć, że kiedykolwiek się uda 
Miałam nocować u siostry, jednak wróciłam o 3 do domu. Nie lubię spać w obcym miejscu, ogólnie od zawsze mam problem ze snem a w innym łóżku otoczeniu już wogole. Poza tym chciałam wrócić mała dala ostro popalić ma charakterek dziewczyna i niespożytą energię. Droga była niezbyt przyjemna bo padało , mgła , ciemno..nie lubię takiej samotnej jazdy w środku nocy.
Moja temperatura strasznie świruje... wzrasta, spada.. wczoraj wyraźnie czułam owulke do tego śluz, ale apka nie wykrywa jej . Może ta nieprzespana noc na to wpłynęła. Żałuję teraz że nie kupiłam testów owulacyjnych ale to dlatego, że sobie wmawiałam"przecież się nie staramy" głupia ja... czasem się czuje jakbym miała rozdwojenie jaźni...
Od jutra zaczynam brać duphaston do 25dc. Do tej pory nie pomógł, a brałam kilka cykli wstecz. Macie jakieś dobre doświadczenia z nim, pomógł na 2 kreseczki? Bo różne opinię krążą... ech spróbuję, muszę próbować
SOBOTA
Już powoli rozkręca się plamienie, lekkie bóle podbrzusza. Najpóźniej w poniedziałek powinna przyjść @. Będzie to ostatni bądź przedostatni cykl nadziei na naturalne zajście w ciążę...
Dziś poruszyłam z mężem poważną rozmowę. Ostatnim razem rozmowę takiej wagi przeprowadzałam z nim jak chciałam, żeby podjął decyzję czy planuje ze mną być na stałe i się chajtamy czy byłam tylko fajnym umilaczem czasu i się rozchodzimy
a tak. Czasem taka konkret ze mnie babka potrafi być 
Otóż rozmowa była na temat który nurtuje mnie od jakiegoś czasu... coraz mocniej im bliżej zmierzamy ku procedurze in vitro... Otóż... Co będzie jeśli się nie uda? Co wtedy? Czy wchodzi w grę dawstwo komórki, plemników bądź nawet całego zarodka??? Czy wchodzi w grę adopcja dziecka z domu dziecka?? Jaki możemy mieć plan B w razie niepowodzenia? ... Porozmawialiśmy, rozważyliśmy różne argumenty, za i przeciw... Nie doszliśmy do żadnego rozwiązania (no bo jak skoro nie mamy konkretów na razie?), ale... potrzebowałam tej rozmowy. Tak po prostu psychicznie. Wiem, że co by się nie stało mąż będzie ze mną. Powiedział, że zawsze
wiem, że w razie czego rozważa opcję dawstwa zarodka/komórki jajowej/plemnika, być może jeśli trzeba to i adopcję dziecka. Ale to nie są tematy na które mogę zadać pytanie i otrzymać od razu odpowiedź. To są tematy do których trzeba dojrzeć, przeanalizować, zastanowić się na spokojnie. Ale wiem, że jeśli będzie taka konieczność to mąż nie przekreśla takich opcji. A to już dużo. Myślę, że w miarę upływu starań i w zależności co przyniesie nam życie będziemy się zastanawiać co dalej. Ja sama do wielu rzeczy nie jestem przekonana. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji i ryzyka wielu decyzji które być może będziemy zmuszeni podjąć... Ale jakoś tak nadzieja mi się zapaliła. Że być może pomimo wielu trudów jednak kiedyś będę mamą
niezależnie już czy naturalnie, czy z pomocą medycyny, czy po prostu mamą swoich adoptowanych dzieci
Dzięki tej rozmowie zyskałam takie poczucie, że jakkolwiek sytuacja się potoczy w naszym życiu to razem i tak stworzymy naszą cudowną, pełną ciepła, radości i miłości rodzinę (i już nie tylko we dwoję!). Bardzo bym tego chciała i życzę żeby każda z nas odnalazła wreszcie to swoje szczęście na które tak wyczekujemy... :* w końcu "im bardziej ma się w życiu pod górkę, tym piękniejsze będą później widoki" 
O rzeczach ważnych:
1) Jedzenie - cóż... Kp zmieniło mnie w zarlocznego potwora. Jem ogromne ilosci wszystkiego (a ze wzgledu na wczesniejszy wegetarianizm i poporodowy narzucony weganizm i tak mam dosc ograniczony wybor). Niestety nadal czesto jem byle jak, jem jak swinia przy korycie (śmiem twierdzić, ze chyba nawet swinie bardziej elegancko jedza).
2) Sen. Bardzo przerywany. Bardzo pożądany. Ratuje mnie wczesne chodzenie spac. Chociaż ostatnio ku mej uciesze oglądany troszke seriali, jesli Em zasnie od razu, a nie po 2h lulania. Stranger things 3, sex education (polecam!), wielkie klamstewka. Taki wieczorny seans przy piwie bezalkohowym to cos na co warto czekac.
3) Bliscy. Rozmowy z mama, babcia, ciociami, kolezankami. Glownie przez telefon. Wsparcie, rady i takie moje "okno na swiat".
4) Dbanie o siebie. Ograniczone do minimum. Mani od swieta. Zaczęłam czesac sie bez przedzialka by nie bylo siwizny widać. Wieczorny prysznic z szybkim peelingiem to jak pobyt w 3dniowym spa. Upaly=zero mejkupu, tylko szminka (ale okulary przeciwsłoneczne robia dobra robote). Kapelusz/czapka z daszkiem na nieumyte wlosy. Staram sie ladnie ubierać nawet idac do lidla. Brzuszek ciut cwicze jesli jeszcze krztyna sily na koniec dnia zostanie.
5) Dom. Mam posprzątany. Mam porzadek. Raz na 2tyg pani przychodzi. Sama ogarniam na bieżąco.
37tc + 1 (38tc) - ciąża donoszona
261 dzień cyklu
1 tydzień i 2 dni do CC
No to chyba zaczynam panikować... Zdrzemnęłam się po obiedzie i później będąc w łazience zauważyłam na wkładce lekko brązowy śluz z brązowym fragmentem na dosłownie 1-2mm. Przy podcieraniu nie było nic, tylko na wkładce. Czy to powoli czop odchodzi?
Nie czuję żebym miała skurcze, co jakiś czas zaboli mnie brzuch jak na miesiączkę, ale to nie jest ani regularne ani długie ani bardzo bolesne.
Jaś rusza sie normalnie, rano brzuch aż mi falował.
Jeżeli plamienie znów się pojawi albo zwiększy to zadzwonię do lekarza i chyba pojadę na IP. Mam nadzieję że nie potraktują mnie jak wariatkę ;p
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2019, 13:34
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.