wczoraj byłam z siostrą na przymiarce sukni ślubnej i czułam sie jak słonica... strasznie ciężko mi się chodziło, brzuch bolał... musze ograniczyć wyjazdy i chodzenie
dawno nie pokazywałam mojego brzusia więc wczoraj zrobiłam sobie zdjęcie w sukience 
i moge sama zauważyć że opuchły mi ręce i nogi, a wydawało mi się że jest ok
waga w sumie rośnie więc gdzieś te kg idą 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/eeb65809ea36.png
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2015, 10:01
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/05e52096919d.jpg
nie udało sie 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/92828c1f36a9.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2017, 11:49
Oficjalnie odpessarowana ❤️ odliczamy powoli, tik tak, tik tak.
I tak, wiem, że nikt tego nie czyta, ale ja lubię wracać do tego pamiętnika. Przypominać sobie emocje, które mi towarzyszyły w danym momencie, te dobre i te złe. Tym bardziej, że to moja ostatnia ciąża.
Nic się nie dzieje. Ciotka nie przyjechała, żadnego plamienia. Czuję się normalnie. Nadal nie sprawdziłam, który to DC. Haha. Staram się o tym nie myśleć.
Stary znowu wyladowal na kanapie. Przez ostatnie dni znosilam go w lozku, bo wiesci o mojej chorobie uruchomily w nim przytulanie i czulosci. Kleil sie jak dziecko i ta jego zlamana noga, litosci jeszcze nie stracilam. Ale nie wytrzymalam juz. Ja sie potrzebuje wyspac, w lozku musze miec przestrzen i wlasna koldre. Moge chwile sie poprzytulac czy pomiziac, jak mnie w srodku nie boli to i seksy lubie, ale sen jest sen, do tego potrzebuje samotnosci. Przeszkadza mi dotyk, chrapanie, glosniejszy oddech czy zbyt raptowne zmiany pozycji. Dodajac do tego permamentny bol brzucha, te jego tulenie wyszlo mi juz konkretnie bokiem. Nie rozumie zwyklego tlumaczenia, ze boli, ze duszno, ze zwyczajnie nie lubie. Nie, bedzie ugniatal jak ciasto przez calutka noc, a ja pozniej ledwo wstaje o 11:00 z bolem glowy z niewyspania.
Do tego znowu nici z wyjazdu nad morze. Ubezpieczenie sciagnelo sobie jakas kosmiczna stawke za samochod, pewnie po ostatniej stluczce, nie zostalo nawet na mieszkanie i musze brac kolejna zaliczke, by za nie zaplacic. Wscieklam sie i rozplakalam na niesprawiedliwosc losu. Naprawde zaczynam marzyc o tym, by wyniesc sie stad z kilkoma parami majtek na zmiane. Rzucic to wszystko, trzasnac drzwiami i juz nie wrocic. Strona z ogloszeniami mieszkaniowymi jest aktywowana codziennie przez kilka godzin. Jak tylko trafie okazje, pakuje walizki. Szkoda psa, ale jesli jestem powaznie chora i tak predzej czy pozniej nie bede miala sily nawet na jeden spacer dziennie. Moze da sie z nim tez wyprowadzic, jeszcze nic nie zostalo przesadzone.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2019, 00:24
17dc
W weekend spędzony z całą rodziną maksymalnie odpoczęłam od myśli o staraniach, a jednocześnie mieliśmy super seks, bez jakiejś wielkiej presji bo przewidywalam, ze juz po owu, i to było wspaniałe
jednak stan umysłu tak bardzo wpływa na przyjemność z seksu. Byłam w świetnym nastroju i nawet żarciki teścia na temat bocianów, że liczy na to, że niedługo któryś coś przyniesie, mnie nie wkurzały 
I faktycznie, dziś ovu wyznaczył mi na wykresie owulację w piątek, czyli dziś 3dpo. Nie mam jakichś wielkich nadziei na ten cykl, liczę tylko na to, że szybko minie mi czas do testowania. W pracy dużo roboty, więc może jakoś zleci ten tydzień
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2019, 10:59
Czas mija z zastraszającym tempie, za 2 tygodnie lecę do Pl na sono-hsg, nie powiem stresuje się okropnie... jakieś złe przeczucie mną miota.
W pracy szaleje grypa żołądkowa, mam nadzieję że mnie ominie, bo moje jelita mogły by różnie to znieść...
Rocznica minęła nam całkiem miło, byliśmy na kolacji w fajnej knajpce , później spacer i całkiem fajny❤️ zaznaczam to bo ostatnie tygodnie były kiepskie pod tym względem, chyba siedziało we mnie tylko negatywnych emocji,że włączała się jakaś blokada...
Chciała bym żeby to co najgorsze było już za nami... żeby ten kryzys nas więcej nie dopadł, chociaż zdaje sobie sprawę,że przez sytuację w której jesteśmy będzie jeszcze ich wiele...
Chwilowo jestem silniejsza..ale wiem ,że nasze relacje z K mają na to duży wpływ
Dziewczyny miałyście rację... najważniejsze to solidna podstawa, budowanie relacji wtedy jakoś lżej 'ciagnie się ten wózek'.
Wiem,że jeszcze milion razy się złamię,że będę ryczeć w poduszkę i odwracać głowę od maluch dzieci,że będzie miotać mną tylko złość i żal...że siły będą mnie opuszczać.
Chce tylko czuć,że Cię mam przy sobie....
Moje samopoczucie fizyczne od wczoraj ma się trochę gorzej,a to ze względu na mój cholerny kręgosłup... Problemy z kręgosłupem mam odkąd tylko pamiętam. Wiem,że to dość powszechne w dzisiejszych czasach,ale u mnie sprawa jest jednak ciut gorsza,ponieważ zaniedbałam sprawę w młodości. Efekt? Podwójne skrzywienie kręgosłupa (w odcinku piersiowym w prawo,a w lędźwiowym w lewo) z rotacją, co oznacza mniej więcej tyle,że nie dość,że kręgosłup jest bardzo skrzywiony,to jeszcze się skurczysyn zaczął obracać... Wada,oczywiście,w pewnym momencie się zatrzymała i od jakiegoś czasu się nie pogłębia,ale skutki odczuwam do tej pory i to dość mocno. Najgorzej jest w sytuacji wysiłku fizycznego związanego z dźwiganiem czy schylaniem się. Każda przeprowadzka czy dłuższe sprzątanie,a więc czynności związane właśnie ze schylaniem się, powodują u mnie później duży ból pleców, problem z chodzeniem (drętwieją mi nogi), problem z leżeniem czy nawet wstaniem. Po każdej przeprowadzce następny dzień lub dwa zawsze jest spisany na straty,bo muszę odchorować. Dlatego posprzątanie całej chaty (a jest to tylko kawalerka,więc nic wielkiego) odpada,bo potem bym umarła... Sprzątanie dzielę na pomieszczenia,a czasem nawet na czynności (np. odkurzanie jest dla mnie ciężkie,więc jak odkurzam,to już nie myję podłogi,ani nie sprzątam żadnego innego pomieszczenia..). Tragedia,ale co zrobić, trzeba ponieść konsekwencje swoich zaniedbań. W każdym razie, obiecałam sobie posprzątać dom w tym tygodniu. Wczoraj padło na kuchnię,ale zanim wzięłam się za sprzątanie, zadzwoniła moja mama. Wieści,które mi przekazała dotyczyły mojego 18-letniego brata i pewnej sytuacji,której opisywać nie chcę. Dotyczy jego szkoły i ciągnie się to już jakiś czas,a co wydaje się,że wszystko zostało wyjaśnione,to nauczycielka K. rozgrzebuje sprawę jak flaki, nie potrafi odpuścić i choć nic nowego się w tej kwestii nie pojawia,a mama była w szkole na rozmowach wyjaśniających już ileś razy,to wszystko wisi w powietrzu i w zasadzie nie jest to załatwione do końca. W końcu wczoraj okazało się,że sprawa oparła się o policję, prokuraturę i kuratorium. Moje zdziwienie nie miało granic. Mama jest w szoku i boi się też,co z tego wszystkiego wyjdzie. Jej strach potęguje fakt,że jest sama,bo tato zmarł ponad 4 lata temu,więc nie ma oparcia w najbliższej osobie. Rozmawiałyśmy wczoraj długo i jak skończyłyśmy,to byłam wkurzona na maksa. Sama jestem nauczycielką, w zawodzie pracuję prawie 10 lat i uczniów miałam bardzo różnych,ale nie wyobrażam sobie w podobnej sytuacji zareagować tak,jak ta polonistka. Jak słyszę o takich przypadkach,to też nie dziwię się,że nauczyciele mają później nie do końca dobrą opinię w społeczeństwie. I te wszystkie przemyślenia,a także to,że ktoś próbuje skrzywdzić moją bliską rodzinę sprawiły,że byłam wczoraj tak wściekła, rozżalona i zawiedziona,że jak wpadłam do kuchni,to myślałam,że ją rozniosę,bo tak sprzątałam... Czyściłam wszystko jak leci,łącznie z tapetą zmywalną,lodówką i koszem na śmieci. Jeśli coś stawiało opór,to waliłam w to pięścią i wtedy przestawało stawiać cokolwiek...Dobrze,że Adriana nie było w domu,bo być może nie mielibyśmy już więcej dzieci
W tej złości i nerwach zapomniałam jednak,by nie szaleć aż tak bardzo,bo trzeba to będzie odchorować... Na efekty długo czekać nie musiałam.. Umyłam lodówkę (która jest dość niska) i co? I już myślałam,że się nie podniosę. Kręgosłup odmówił posłuszeństwa, noga zdrętwiała i dojście do pokoju to nie był taki pikuś... Jak sobie pomyślałam,że teraz jeszcze muszę iść na zakupy i stanąć przy garach,żeby ugotować obiad,to stwierdziłam,że "dziś jeść nie będziemy"... Zadzwoniłam do Adiego,przedstawiłam mu sytuację i,na szczęście, po raz kolejny potwierdziło się,że wyszłam za mąż za mądrego faceta,a nie dupę wołową czy jakiegoś Macho Picchu. Mąż od razu zalecił odpoczynek i powiedział,żebym się nie przejmowała niczym,bo albo on ugotuje to zaplanowane leczo,albo po prostu kupi coś innego,a ja mam tylko zadbać o siebie. Łatwiej było powiedzieć niż zrobić - w sensie z tym odpoczynkiem. Bo,niestety,okazało się,że na tamten moment położyć się wcale nie było tak łatwo..płakać mi się chciało z bólu... Cały wieczór cierpiałam,w końcu niby przeszło,ale i tak nie wszystko jest ok, i tak naprawdę to ciągle boli..
Z dobrych rzeczy,to wczoraj usiadłam z powrotem do maszyny,bo stwierdziłam,że choć estetką nie jestem,to krzywizny,które odstawiłam przy poszewce na kołdrę wołają o poprawkę.. Sprułam zamek z jednej strony i przyszyłam go od nowa,a także doszyłam niedoróbki
I teraz z efektu jestem zadowolona
A oto rzeczony komplecik:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/10b148f2772b.jpg
Na allegro jednak nie przelicytowali kombinezonu,który licytowałam,więc na koncie Michała pojawił się czwarty:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/0ee44e7e70d6.jpg
Poniosła mnie fantazja i z liczbą kombinezonów trochę "przegłam"... Gdyby ktoś chciał kupić ten ostatni,to chętnie odsprzedam
Kosztował mnie 15 zł + KW 
Przy okazji kombinezonów, kupiłam też Michowi jeden jesienny i jeśli pogoda pozwoli,to chcę mu go założyć za wyjście ze szpitala. O,taki:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/01498efb9be6.jpg
Problem z porodem w październiku właśnie polega na tym,że cholera wie,jaka wtedy będzie aura i jakie ciuchy szykować.. No,nic, przyjdzie czas,będzie rada 
Pojeździłam dziś po Poznaniu i odebrałam śpiworki,o których pisałam we wcześniejszym poście. Podróż w ten upał była męcząca,ale warto było! Śpiworki są super! Ładne i porządne,na pewno posłużą
Tylko kręgosłup już dostał w dupę i,niestety, pobolewa..
Fajnym wydarzeniem dzisiejszego dnia (a przynajmniej mam nadzieję,że będzie fajnie
) będzie odbiór wymarzonego przez mojego Mężusia x-boxa
Adrianowi x-box marzył się od x czasu,a w zasadzie,nie od x czasu,tylko od początku lipca zeszłego roku. Wtedy kupiliśmy taki fajny zestaw z kinectem bratu Adika z okazji ślubu
Od tego czasu, mój Małżonek tęsknym wzrokiem łypie za każdym razem jak mijamy jakiś Media Markt czy inny sklep z elektroniką
Długo się zastanawiałam,co mu kupić na rocznicę,którą mamy za 3 tygodnie,bo mój Mąż po prostu wszystko ma i niczego tak naprawdę nie potrzebuje. Do tego w październiku ma urodziny,a w listopadzie imieniny,więc trzeba by wymyślić jakieś 3 prezenty. A jakby tego było mało,to on w wymyślaniu prezentów dla mnie jest super i zawsze dostaję coś ekstra,co mnie zwala z nóg po prostu.. Myślałam,myślałam i końcu stwierdziłam,że x-box mu się marzy,a lepiej będzie połączyć wszystkie 3 okazje i kupić mu jeden droższy super prezent niż jakieś 3 badziewia. Poza tym,zawsze łatwiej wymyślić 1 niż 3
I stwierdziłam,że x-box mógłby być tu odpowiedzią
Na nowego mnie nie stać, w życiu bym tyle kasy nie uzbierała,poza tym,nawet jak na 3 okazje to 1500 zł to trochę za dużo... Na szczęście, Pan Bóg czuwał nade mną nie tylko,jak szukałam taniej wyprawki dla syna,ale też jak szukałam prezentu dla Mężunia
Znalazłam na OLXie ofertę bardzo bogatą (zestaw z konectem, dużym dyskiem i dwoma padami oraz zestawem gier) za 820 zł. Do tego, zestaw jest na gwarancji do grudnia przyszłego roku! Nawet taki laik jak ja się domyślił,że to okazja. Trochę się łamałam,bo się na tym nie znam i w końcu zapytałam Adiego,czy mogę z nim skonsultować prezent rocznicowy
Zgodził się,bo widział,że mam masę wątpliwości i się męczę
Był też zdziwiony moim pomysłem z x-boxem,ale też widziałam,że się cieszył
Jak to facet i zabawki
Ofertę zatwierdził i dzisiaj właśnie jedziemy sprawdzić sprzęt i go kupić
Więc jest radość w domu 
Ojojoj..się rozpisałam...ale jak się uzewnętrznię w pamiętniczku,to jakoś mi lżej w życiu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2015, 15:45
34+3
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/ca0d5f50fe96.jpg
No i po robocie... dzień oczywiście pełen emocji. Klasa 4 jak zwykle "rozkoszna", tym razem skończyło się na kartkówce i telefonach do rodziców niektórych gagatków. W zerówce spokój...tym razem nikt nie kazał mi "zamknąć mordy" i nie było gróźb, że czyjaś mama mi "wpierdoli". Och takie rozkoszne te dzieciaczki. A na koniec troje uczniów z klasy 1 (!) uciekło z lekcji...dokąd zmierza ten świat?
Dowiedziałam się, że przyjaciel mojego męża będzie miał dziecko... Beczeć mi się chce...
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/f50fc003e5dd.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2014, 20:28
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/96b82a453cc2.jpg
Byłam u mojego gina. wyniki prolaktyny w normie, więc ginekologicznie wszystko "działa". Dostałam namiary na chirurga i mam z nim skonsultować moją guzowatą tarczycę.
Prolaktyna 188,90mU/l (norma 102-496)
Może to i głupie, ale jestem taka szczęśliwa z powodu dobrej prolaktyny...chociaż jedna rzecz w moim organizmie nie szwankuje 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/7d4baa462aae.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2014, 20:35
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/9b7c9fbb7a30.jpg
jeszcze nie paprotki, ale chyba jestem na dobrej drodze?
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/c3b1f3636824.jpg
i ostatnie,specjalnie dla kochanych e-cioteczek
;D
27+2
waga 61,3kg (+8,8kg)
Dzisiaj licznik pokazuje 89dni do rozwiązania...aż ciary przechodzą. Wyprawka już praktycznie kompletna, brakuje nam łóżeczka i jego wyposażenia, przewijaka, rożka, termometru, kilku aptecznych gadżetów. Musimy jeszcze zamówić jedną szafkę i dorobić dwie półki do komody, żeby małe ciuszki Julci mogły elegancko leżeć 
Ciężko się śpi...budzę się na siku około 4-5 rano i czasami już nie śpię. Ostatnio kuchnię wysprzątałam... Rano mam dużo energii i mogę troszkę "poszaleć", ale niestety na wieczór już brzuszek robi się ciężki (twardszy) i muszę leżeć. Tak więc, mogę już zapomnieć o wieczornych eskapadach z koleżankami.
Zdecydowaliśmy, że na wesele znajomych nie idziemy...nie ma co się oszukiwać, że dam radę. Ostatnio wracałam od rodziców o 23:30 (samochodem) i ledwo doszłam do mieszkania-tak brzuszek ciągnął. Myślałam, że będę stała pod klatką i płakała, bo dosłownie musiałam go trzymać, żeby wejść po schodach.
Rozstępów brak (uff), namiętnie smaruję się na zmianę oliwką z tołpy i kremem uelastyczniającym z perfecty. Od 3 m-ca zużyłam już 3 masła i 2 oliwki. Cycki znowu miały swój wzrostowy BUM! Mogłyby się już ogarnąć i nie rosnąć, bo już w zupełności mi wystarczy to co mam (85D - a było 70C/D). Zaczęłam się smarować balsamem brązującym... bo mam takie białe kończyny, że aż efekt albedo widać na słońcu. Po dwóch razach już jest różnica.
Powoli nudzą mi się moje zestawy ciążowe...dobrze, że przyszły ciepłe dni, bo sukienek mam baardzo dużo i nareszcie mogę je nosić. Mąż (mój wierny pomagier) zapina mi już praktycznie każde sandałki... niestety lewa stopa jest kompletnie poza moim zasięgiem 
Po wielu latach golenia maszynką elektryczną wróciłam do jednorazówek...jest szybciej i dokładniej. Nareszcie mam gładkie nogi i pipkę. A właśnie... pipka czasami mi "pulsuje", mam wrażenie jakby obrzmiała, ale mąż po oglądnięciu nie stwierdził, aby coś napuchło. No cóż kolejna ciekawa rozmowa z ginekologiem się szykuje. Na temat problemu dupowego (czasami mam lekkie krwawienie) już gadałam, pewnie zrobił mi się hemoroid, który pęka i lekko krwawi - nie boli, zaparć nie mam, więc nie trzeba profilaktyki.
Od kilku dni pożeram truskawki (dosłownie), codziennie kupuję świeże i zjadam na wszelkie możliwe sposoby. Dzisiaj moczyłam w rozpuszczonej czekoladzie 
Siostra zrobiła mi amatorską sesję zdjęciową z brzuszkiem (u rodziców w domu), ale planujemy jeszcze jedną, bo brzuszek wychodził mały. Może za m-c będzie się pokaźniej na zdjęciach prezentował. Wtedy też chce parę fotek z mężem, a nie tak jak teraz tylko z Julcią.
Dzisiaj była u mnie moja przyjaciółka, ze swoją 2 m-czną niunią... mała jak leży na brzuszku to podnosi już główkę. Jest strasznie silna! Akurat wpadli moi rodzice (z truskawkami) i mój tata nie mógł przestać nosić małej Poli, a ona zadowolona co chwilę posyłała mu słodkie uśmiechy.
Boję się, ale bardziej nie mogę się doczekać spotkania z naszą córeczką.
Pod moim sercem,inne bije serce...
Nieznane, a jakże bliskie i jakże kochane.
Pod moim sercem małe rączki dziecka,
cichutko pukają do mojego serca.
Myślę,sobie wtedy: może być wspanialej?
Noszę w sobie życie, które Bóg mi daje!
Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę.
Ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś moje dziecko, a ja... Twoja mama...
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/aaedceaca0d3.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/a523c231cfb1.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2015, 19:56
Muszę wrzucić parę zdjęć, bo aż mnie trzęsie.. 
Telefon nadal mam w naprawie, a pozostaje mi tylko aparat.. który robi gorsze jakościowo zdjęcia niż telefon:)
mój cudowny kogutowy wazonik 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/04d2ebffb69e.jpg
zrzut małego jelonka:)
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/5c2bbf09c9d7.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/02c923783f57.jpg
Zapomniałam przestawić budzika i nie pojechałam na betę. Zrobiłam ostatni test z Allegro.
Dziś to nie jest cień. To blada krecha!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/94e9e646c08a.jpg
33t2d
Termin porodu: 47dni
Ciąża donoszona: 26dni

Zbieram się za ten wpis już od jakiegoś czasu. Lenistwo totalne
No ale dzisiaj jest wyjątkowy dzień to napiszę. Taki wyjątkowy, bo to 1 września. Najpiękniejszy i najdłużej wyczekiwany przeze mnie i Małża 1 września. Marzyłam i modliłam się każdego kolejnego dnia, aby Mała posiedziała w brzuszku chociażby do 1 września. No i witamy wrzesień nadal w dwupaczku
Teraz tak naprawdę zostały dni. Jak już tak daleko zaszliśmy to MUSI dotrzymać do 27.09. Po drodze kilka kuszących okazji
Ale nie nie. Nie chcę prezentu ani na urodziny ani na rocznicę ślubu 
Po wtorkowej wizycie Tosia ma 2kg! Caaałe dwa kilo miłości
Gigancikiem podobno nie będzie. Ale któż to wie
Może przykoksi na finiszu. Szyjka ładnie trzyma, AFI w normie, łożysko II stopnia, żelazo i morfo pięknie podskoczyło, no same dobre wieści. Na usg widzieliśmy też jak Mała ćwiczy przeponę co wg gina bardzo dobrze świadczy o jej rozwoju. No ba! Mądra po Mamusi
Uparciuszek położyła się na wizycie miednicowo, ale ja już czuję że wróciła do poprzecznego leżingu. Nie zmienia to jednak faktu, że gin wraz z ortopedą zdecydowali o cc. Za dwa tygodnie prawdopodobnie ustalą termin. Taaak, już czuję oddech porodówki na plecach 
W ogóle zauważyłam, że Małż to już nie może się doczekać a jego poziom ekscytacji i podniecenia wzrasta z dnia na dzień. Jesteśmy najszczęśliwszymi ludzmi na całym świecie. Nasze szczęście, wymarzone i wymodlone jest już tak blisko.. 
Maminka ostatnio poszalała i zmieniła fryza;-) Musiałam ubiec naturę i obcięłam znaczną część i poeksperymentowałam z kolorkiem
Oto efekty.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/041c5310be35.png
A to pokoik Małej 
Brakuje kilka dekoracji na ścianach ale można powiedzieć że jest gotowy na nową Lokatorke 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/8b4f61b2443d.png
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/7987d87b982d.png
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/1475450d61a6.png
Jest też i gablota 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/dc6d6e39c8c9.png
Troba również spakowana.
Jesteśmy gotowi 
==============
Wizyta u gina
11.09
26.09
=============
Letrox 125mg 1x1
Duphaston 3x1
MagneB6 3x2
Cyclo3fort 2x1
FemiSept Uro 1x1
MamaDHA Premium + 2x1
Sorbifer Durules 1x1 (co drugi dzień)
==========
Panie Boże czuwaj nad Nami.
Janie Pawle II miej Nas w swojej opiece.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/875f6fb18a6b.jpg
Beta z dziś
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.