31+4
My juz po wizycie, mala wazy 2,5kg (w sumie to duża z niej baba rośnie 😁). Wszystko jest w porzadku, nastepna wizyta 12 grudnia, a wstępnie cesarka zaplanowana na 12 stycznia :)
Jeśli chodzi o kuchnie to w koncu cos sie ruszyło, jestesmy blizej niz dalej, czesc rzeczy moglam juz powkladac do szafek co w sumie pozwolilo ogarnac troche ten syf w salonie...
No to teraz maleńka musisz dzielnie i zdrowo czekac na termin cc!! 🤞🤞✊✊

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

13 dc

Mobilizuje się żeby w końcu iść do lekarza, ponowić wyniki, sprawdzić co i jak. Ale totalnie nie mam do tego chęci. Tak jakby podświadomie wiem że to nie ma sensu, że jakim cudem ja mam mieć dziecko. Niby nikt mi nigdy nie powiedział żebym sobie to wybiła z głowy, ale ja czuję że tak jest.

Dziś miałam umówić się do ginekologa, ale usiadłam do obiadu, później serial i mi wypadło z głowy. I tak jest codziennie. Odwlekam caly czas ten moment, tylko zamiast zyskiwać czas to go tracę.

Na froncie ja-mąż ostatnio zaskakująco dobrze. Aż nie mogę uwierzyć jak zmienił się w ciągu ostatniego miesiąca. Jakby mi go podmienili, lub wygrali nowe oprogramowanie. Widzę że bardzo mu zależy by było między nami jak dawniej. Takiego go pamiętam dwa lata temu.

Mialam mierzyć znowu temperaturę by iść dobrze przygotowana do lekarza na wizytę, ale trochę olalam temat. I teraz żałuję.

Boję się grudnia. To będzie ciężki czas dla mnie. Wokół kolejne ciążę, dzieci, nie mam na to siły. 2 lata planuje ten moment, gdy mówię mężowi że się udało, przekazuję rodzicom informacje ze będa dziadkami, mówię siostrze że będzie ciocia. Tyle scenariuszy, ale brak daty premiery.

Krycha Potrzeba pisania 20 listopada 2019, 12:47

Przez wczorajszy maly "wypadek", a raczej "upadek" w pracy, boli mnie brzuch. Zglosilam to juz i beda bardziej uwazac, ale boli az do mdlosci.
Poza tym nic nowego. Stary jakby czuje co sie swieci, bo probuje byc mily i o jakims urlopie zagaduje. Niestety, musztarda po obiedzie i ketchup po frytkach, z nim to ja sie juz nigdzie nie wybieram.

3t+5d 😊

Strasznie mnie dzisiaj rano kusiło, żeby zmierzyć temperaturę albo siknąć test... Nie dałam się :-D

Spokój i tylko spokój, żadnego analizowania czy tempka spadła o jedną setną stopnia, żadnego porównywania intensywności cieni.

Moja panika "narkomańska" na szczęście ustąpiła, ze zdrowiem i samopoczuciem wszystko w porządku. Przybrał za to na sile strach przed poronieniem, chyba im bardziej do mnie dociera, że naprawdę jestem w ciąży, tym bardziej boję się ją stracić. Luby jest wniebowzięty, ale też próbuje tę swoją wniebowziętość jakoś trzymać w ryzach :-P Wszyscy się boją. Chciałabym, żeby już była połowa stycznia i zaczął się drugi trymestr. 🙄 Statystyki przerażają.

Dzwoniłam wczoraj do doktora z kliniki, pogratulował, wyznaczył wizytę za dwa tygodnie i kazał zmniejszyć duphaston o połowę, a za tydzień zupełnie odstawić. Myślę, że w piątek albo poniedziałek powtórzę betę i progesteron, żeby upewnić się czy wszystko ok zanim zrezygnuję zupełnie z dupka. Najchętniej robiłabym tę bętę codziennie! :-D Tylko że to oznacza 10 godzin najgorszego stresu, a jedynie jakieś 5 popołudniowej ulgi :-D Zaczynam też fantazjować o posiadaniu własnego aparatu USG w domu :-P We Wrocławiu miałam zaprzyjaźnioną weterynarkę, która po godzinach robiła USG swoim ciężarnym nie-mogącym-wytrzymać-do-kolejnej-wizyty-u-gina koleżankom :-D Zawsze uważałam, że zwierzęta w tym kraju mają lepszą opiekę lekarską od ludzi! :-P Wszystko na miejscu i bez czekania... Tyle że chyba u weterynarza nie da się zrobić przezpochwowego :-D :-D

Objawy ciążowe mają się dobrze, zaczęły się u mnie już kilka dni po owulacji. Na początku myślałam, że jak zwykle je sobie wkręcam, ale to chyba od tego wysokiego progesteronu - w końcu to on, a nie "ciąża" jako taka odpowiada za mdłości, senność i zmęczenie ;-) Cyce przeogromniaste, napompowane, bolące i gorące (luby znowu wniebowzięty :-D ) Mdłości nasilają się po jedzeniu, apetyt generalnie słaby - na razie zamiast tyć schudłam kilogram. Do tego co drugi dzień jestem tak wypluta, jakbym całą noc nie spała i jeszcze miała kaca. Tylko czemu co drugi dzień? :-D Muszę wstawać trzyetapowo bo kręci mi się w głowie i robi ciemno przed oczami. Łatwo się irytuję mimo że przez większość czasu czuję jakiś nienaturalny wewnętrzny spokój. Lekko schizofreniczne? Jakby irytacja i strach pływały po powierzchni, a niżej leżała gruba pierzynka ciepłego komfortu. Czy to ma jakiś sens?? :-D

Lepiej już skończę te dywagacje bo ktoś do mnie wyśle rosłych panów z kaftanikiem wiązanym na plecach :-P

Rośnij dziecino, rośnij! Chcę cię wreszcie zobaczyć! (albo was :-P) <3 <3 <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2019, 06:13

4tc+3

Nie wiem nic. Jest tak mega wcześnie, że ciężko mi w ogóle sobie wyobrazić tą ciążę. I tak bardzo strach w nią uwierzyć.
Testów zrobiłam chyba z 5 :P

Lekarz dopiero 17 grudnia, bo te początki strasznie mnie stresują i wolę iść później.

Czyli ile? 26 długich dni do wizyty...

Rośnij zdrów Maluchu! Już Ciebie bardzo kochamy!

Krycha Potrzeba pisania 19 listopada 2019, 12:06

Nie moge sie dodzwonic do sadu o pokrycie kosztow sprawy. Maja takie godziny otwarcia, w ktorych jestem w pracy i to dosc zajeta. Chyba wezme dzien wolny i wybiore sie tam osobiscie. Poza tym "moj" zaprzyjazniony adwokat chce spotkac sie znowu w sprawie rozwodu. Nagle sobie o mnie przypomnial. Mozemy pogadac, czemu nie, ale i tak sad mnie nie ominie, w koncu on tez za darmo tego nie zrobi. Poza tym wydaje mi sie, ze tata tez chce mi z tym pomoc, starego nigdy nie lubil i bardzo chcial, zebym sie rozwiodla. Moze jakis bonus dla mnie w spadku na to przewidzial i probuje mi to powiedziec. Tak czy inaczej, umawiam zaraz tego "mojego" prawnika, koszty to problem na potem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 12:07

Już od miesiaca jestem świadomie w ciąży 😍 🥰 kochamy tego Maluszka odkąd się dowiedzieliśmy, ze jest z nami! Wiem, ze jest wcześnie i ze może jeszcze się duzo wydarzyć, ale wierze w Dzidziusia, jeżeli ma coś po mnie, to będzie walczył 😍😍 drugi tydzień jestem już w domu na zwolnieniu lekarskim, jaka to była fantastyczna decyzja! Jest mi bardzo dobrze! W końcu mam czas dla siebie! Mogę na spokojnie poczytać książki, oglądać seriale, zaczęłam gotować zupy (do tej pory ze względu na pochłonięcie praca, robiłam tylko jednodaniowe obiady), w końcu przeniosłam się do nowej lekarz rodzinnej - jaka wspaniała kobieta! Dzis byłam na pierwszej wizycie - bardzo się przejęła moja sytuacja i zapewniła, ze jeżeli mój ginekolog prowadzący nie będzie mógł wystawiać recept z kodem C na heparynę, to jak najbardziej Ona mi będzie wystawiać tak żebym mogła te darmowe leki mieć. Odrazu tez wystawiła mi skierowanie na czesc z badań które mam zrobić w 11-14 tc zawsze to prawie 100 zł zaoszczędzone. Poczułam się zaopiekowana 🙂 w końcu tez utworzyłam sobie internetowe konto pacjenta, jak zobaczyłam ile rocznie wynosi suma na składki a w rubryce refundacje 0 to się trochę przeraziłam... ale coś chyba nie do końca tam działa, bo miałam jednak raz badana drożność jajowodów w szpitalu na NFZ a raz laparo-histero-drożność, także udało mi się coś skorzystać. Zastanawiałam się tez czy nie wybrać się do ginekologa na NFZ po skierowanie na pozostałe badania (zostały mi HIV i wirusowe), ale nie wiem czy nie lepiej już zostać przy jednym lekarzu i tyle. Następna wizyta za 3 tygodnie, już chętnie bym zobaczyła co tam się dzieje, ale musze być cierpliwa! Wczoraj tez zrobiłam pierwsze ćwiczenia dla kobiet ciężarnych, zgodnie z zaleceniami Mojego Lekarza Anioła (z którym już się pożegnalam, ale mam nadzieje, ze będziemy mogli Ja odwiedzić już w trójkę). Staram się tez bardzo zwracać uwagę na to co jem i pije. Jak do tej pory mam zachcianki typu pomidor albo jogurt naturalny, wiec dzidziuś jest fanem zdrowego odżywiania. Nie mam w ogóle ochoty na słodycze (i dobrze, bo zawsze była to moja zmora). Fakt wyjątkiem są lody! I dzisiejszy gofr 😁chociaż tak naprawdę to chyba miałam ochotę na gofra zjedzonego w słoneczny dzień na bałtyckiej płazy 😁 ale ta fantazja musi jeszcze trochę poczekać!
Piękny, wspólny, miesiąc za nami, mam nadzieje, ze jeszcze sporo takich przed nami 😍😍
PS radzicie coś jeszcze załatwić/zrobić w tym czasie? Oprócz oczywiście projektu relaks 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2021, 14:12

anemic Wielkie chcenie ... 19 listopada 2019, 13:27

Dziewczyny dziekuje za wszystkie mile slowa i troske. Niesamowite,ze nie znajac sie mozna czuc takie wsparcie. U nas ok, po prostu nie mam ani czasu ani sil pisac. Bylam u lekarza, zarodek byl,serce jeszzcze nie, mam pokazac sie ok 25.11 Biore duphaston, ale plamien juz nie ma. Nic nie zglosilam w pracy bo boje sie,ze poronie i bedzie trzeba odkrecac. Mam klopot z jedzeniem, wszystko mnie mdli, jestem zmeczona, problemy koszmarne ze spaniem mam. Dokladajac Hanki nocne wyczyny (chyba zeby) sa dni ze jestem jak na rauszu. Staram sie wtedy nawet samichodem nie jezdzic.
W 2 tyg schudlam 3 kg, najchetniej jadlabym chleb z maslem.
Hania nadal cudowna,kazdy dzien to cos nowego.
D. Cieszy sie z ciazy (mowi,ze.to prezent na 40 ur). Ja oswajam sie z mysla, na przemian sa chwile radosci i paniki.
Od stycznia ibtak chyba pojde do.pracy na jakis czas.
Lekarz zasugerowal.odstawienie Hanki od piersi. Ja nawet nie mam pomyslu jak sie za to zabrac. Tyle na szybko. D.dzisiaj ma.ur. Sciskam Was

anemic Wielkie chcenie ... 19 listopada 2019, 13:27

Dziewczyny dziekuje za wszystkie mile slowa i troske. Niesamowite,ze nie znajac sie mozna czuc takie wsparcie. U nas ok, po prostu nie mam ani czasu ani sil pisac. Bylam u lekarza, zarodek byl,serce jeszzcze nie, mam pokazac sie ok 25.11 Biore duphaston, ale plamien juz nie ma. Nic nie zglosilam w pracy bo boje sie,ze poronie i bedzie trzeba odkrecac. Mam klopot z jedzeniem, wszystko mnie mdli, jestem zmeczona, problemy koszmarne ze spaniem mam. Dokladajac Hanki nocne wyczyny (chyba zeby) sa dni ze jestem jak na rauszu. Staram sie wtedy nawet samichodem nie jezdzic.
W 2 tyg schudlam 3 kg, najchetniej jadlabym chleb z maslem.
Hania nadal cudowna,kazdy dzien to cos nowego.
D. Cieszy sie z ciazy (mowi,ze.to prezent na 40 ur). Ja oswajam sie z mysla, na przemian sa chwile radosci i paniki.
Od stycznia ibtak chyba pojde do.pracy na jakis czas.
Lekarz zasugerowal.odstawienie Hanki od piersi. Ja nawet nie mam pomyslu jak sie za to zabrac. Tyle na szybko. D.dzisiaj ma.ur. Sciskam Was

zakochanaaw A może to pomoże? 19 listopada 2019, 13:03

15dc
Dziś już dużo lepiej, wczoraj pojawiło się u mnie dużo śluzu płodnego, dziś już w sumie nie ma go albo jeszcze się pojawi. Podbrzusze tak delikatnie czuje ale zdecydowanie mocniej boli mnie w krzyżu. Test owu zrobiłam z rana i wyszła nawet mocna druga kreska ale dalej nie szczytowa, tempka też taka sobie ale to pierwszy cykl jak ją mierzę więc zobaczymy na koniec jak będzie wyglądać ;)
https://zapodaj.net/6bd7a5e942023.jpg.html


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 13:05

zakochanaaw A może to pomoże? 20 listopada 2019, 16:26

W połowie robienia dla teściowej ozdoby świątecznej na drzwi musiałam zrezygnować bo nie mam żadnych łańcuchów świątecznych 🤣 kupię i dokończę ale za to zrobiłam sobie paznokcie :p
Jajnik boli mnie mega mocno, dziwny ten ból taki piekący aż.. zaraz idę zrobić znów test owulacyjny jak wyjdzie ale robiłam koło 12 i wyszedł dużo słabiej niż ten z rana :/

Krycha Potrzeba pisania 18 listopada 2019, 13:58

W nocy ten sam scenariusz co wczoraj. Pies koniecznie chce wyjsc, po powrocie znowu sni sie tata. Co chcesz mi powiedziec? Nic dzis nie poszlo tak, jak chcialam, ale i tak zrobie jak mialo byc. Jutro tez jest dzien.

margarethe Ciagla walka 26 listopada 2019, 13:40

nowy cykl trwa, owulacja zbliza sie, kolejny cykl staran, kolejny miesiac wiary i zaangazowania, czas na testowanie bedzie przed Swietami, Mikolaju poprosze prezent <3

Krycha Potrzeba pisania 22 listopada 2019, 18:23

Stalo sie to, co mialo sie stac. Papiery podpisane, machina ruszyla. Wybralam sie z "moim" prawnikiem na przepyszny obiad, ale moglam w zasadzie juz przy zamawianiu domyslec sie, co bedzie dalej.

Lokal z tych eleganckich posrodku starego miasta, typowa adwokacka klientela. Na wejsciu powitanie wlasciciela knajpki: "Hej A., to nowa?" Coz, najpozniej teraz powinna zaswiecic sie czerwona lampka. Podano krewetki. Oczywiscie On na wstepie zaznaczyl, ze stawia. Owoce morza sa powszechnie uwazane za silny afrodyzjak. Ja zwyczajnie uwielbiam krewetki, wiec nie zwracalam uwagi na coraz bardziej natretna czerwona lampke.

Wiedzial, z czym przychodze, wiec zaczal w zasadzie o sobie. Tylko ten wstep taki patetyczny Mu wyszedl: "Codziennie mysle o tobie i jest mi przykro, ze tak atrakcyjna kobieta ma tak nieciekawe zycie osobiste." Coz, faceta poznaje sie po tym jak konczy, wiec darujmy Mu ten wstep. Plynnie przeskoczyl na swoje, "o dziwo" nieudane malzenstwo. Bo chodzi o to, by mowic na tym samym poziomie i tego samego oczekiwac od zycia i bla bla bla. Dopiero przy haselku: "Gdyby nie syn, tez bym sie rozwiodl", musialam ostro zaprotestowac.

Przenieslismy sie do biura. Pustego biura, zaznaczam, w ktorym nie bylo juz nawet sekretarki, ktora mnie wczesniej, przed obiadem, zaprowadzila do Jego pokoju. Podpisanie papierow poszlo sprawnie, nawet koszty zostaly od razu zalatwione.

Poniewaz On patetycznie zaczal, uderzylam w te same tony: "Tata na pewno jest teraz szczesliwy, tak bardzo pragnal tego rozwodu." Podalam Mu reke na pozegnanie, ale On z calej sily mnie objal i przytulil. Jest duzo ode mnie wyzszy, slyszalam jak mocno bije Mu serce, bylo na wysokosci mojego ucha. Lekko odwzajemnilam uscisk, wtedy On zaczal wdychac zapach moich wlosow i nachylil sie, zeby mnie pocalowac. Szybciutko uwolnilam sie z objec, odwrocilam na piecie i rzuciwszy sploszone: "Czesc" ucieklam az sie kurzylo!

Do tej pory mam motylki w brzuchu jak o tym mysle. To sie kiedys stanie, na pewno, ale przeciez nie tak od razu. To nic, ze troche ponad rok do siebie wzdychamy po katach. On dopiero teraz okazal zainteresowanie, wiec zwyczajnie wypada sie odrobinke pouwodzic i zrobic to w cywilizowany sposob, a nie zaraz przy pierwszej okazji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2019, 18:24

zakochanaaw A może to pomoże? 19 listopada 2019, 18:12

Siedzę i myślę, robię coś i myślę, ciągle myślę o tej głupiej owulacji... Nie wiem nawet dlaczego tak zależy mi żeby była... Czekam na tę cholerne wyniki nasienia, dziś minęły równo 3 tygodnie odkąd zostały zrobione ehhh ale już bliżej niż dalej.. mam nadzieję, że się poprawiły i wtedy zaczniemy moją stymulację! ☺️
Ostatnio myślałam o tym, że kiedyś nie lubiłam badań a na myśl o oddaniu krwi robiło mi się słabo a teraz? Teraz to lubię w sumie i mam wrażenie, że kiedy muszę porobić badania nawet takie które mnie bolą to mam w sobie przeczucie, że przynajmniej działam, coś robię w kierunku by niedługo się udało. Mam nadzieję, że w końcu się uda. Oby już niedługo.

****
No i humor trochę mi się popsuł... Znajoma dała znać, że dziś jej synek przyszedł na świat...eh...
W ciągu moich starań ona zdarzyła zajść w ciążę, urodzić znów zajść w ciążę i urodzić ;( a ja dalej w tym samym miejscu... Ona cieszy się z widoku drugiego skarbu a ja siedzę i wypatruje na teście owulacyjnym drugiej kreski.. :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 21:25

Hej. Chłopaki śpią a ja jakoś nie mogę się zebrać żeby poćwiczyć. Kg same się nie zgubią...
U nas w miarę Ok.
Mamy już swój rytm dnia i nie lubię jak coś go zaburza...
Kacperek przesypia bez karmienia mi już całe noce :) Także jestem wyspana. Ładnie je, zaczyna się bawić zabawkami. Guga jak najęty. Mam szczęśliwe pogodne dziecko. Płacze gdy jest głodny albo śpiący. Po wizycie u ortopedy mieliśmy skierowanie do fizjo z podejrzeniem zaburzenia napięcia mięśniowego. Byłam na wizycie no i mamy lekkie napięcie mięśniowe w szyi i obręczy barkowej i mamy skierowanie na 10 zabiegów. Jutro pierwsze spotkanie z rehabilitantką. Ciekawa jestem co powie i czy faktycznie będzie aż tyle tego.
Bartuś przechodzi bunt dwulatka. Czasem wyprowadza mnie z równowagi. Wczoraj się już wieczorem popłakałam z tej bezsilności że taki jest. Do tego jak wiecie jestem z nimi sama. Sama muszę się zmierzyć z wychowaniem. Mąż jest z doskoku. I to mocno się odbija na dzieciach niestety.
No ale dziś było już lepiej. Dzieć grzeczniejszy więc i dzień milszy.

Wczoraj miałam jakiś zły dzień jakieś czarne myśli mnie ogarnęły.
Może to dlatego że czas tak szybko leci.
Dziś miałam szkolenie w pracy z zakresu psychologii jak radzić sobie ze stresem.

Kobitka powiedziała cenne informacje.
Podała kilka fajnych przykładów.
Np. powiedziała: nie myśl.o różowym słoniu i co zobaczyliście. Oczywiście różowego słonia w myślach. Tak działają nasze myśli. Podświadomość nie rozumie słowa nie. Trzeba myśleć pozytywnie bo pozytywne przyciąga pozytywne. I jeśli jesteśmy pozytywnie nastawieni to mb a swojej drodze spotykamy takie właśnie osoby. Przykład mojego chrześniaka stwierdzil że i tak szybko dojedzie i tak się stało.
Ale też trzeba przygotować się na porażki, bo one też będą tylko trzeba umieć z tego wyjść. Koniec zawsze jest początkiem. Zgadzam się z nią.
Jeśli mamy jakiś cel pomyślmy o nim z pozytywnej strony co będzie jeśli to otrzymamy i co będzie jeśli tego mieć nie będziemy i aby mieć siłę do dalszej walki..po porażce np iść z mężem na kolację czy pobiegać, wszystko to co lubimy by poprawić nastrój.

Czyli mój ostatni etap podróży, jest taki, że muszę zaakceptować to że mogę nigdy matka nie zostać. Muszę wyobrazić sobie tą sytuację co zrobić z dalszym życiem, jak zaakceptować. Wszystko po to aby w razie niepowodzenia poradzić sobie w dalszej przyszłości... Życie pisze różne scenariusze.
Cieszę się że zapisałam się na to szkolenie, mam czas teraz na zmiany w myślach i poradzenie sobie w razie czarnej godziny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 17:45

Postanowiliśmy z mężem spróbować w przyszłym roku postarać się o drugie dziecko. Stwierdziliśmy, że skoro i tak jest przerabane to niech będzie jednym ciągiem. Chociaż pewnie wyjdzie nam z 3 lata różnicy :)
A tak serio
Tak zaczęłam o tym myśleć, że mogę żałować. Pamiętam te starania, emocje i fakt, że czasem najważniejszego nie kupisz za pieniądze... za kilka lat może być dla mnie za pózno.
Kiedyś muszę sobie wypunktowac tutaj co bym zrobiła inaczej przy dziecku (I sobie) wiedząc to co teraz.
Mam też pomysł na moja pracę- bo mi się marzy elastyczna, z czasem na rodzinę i życie.
Ale najpierw muszę uporządkować hormony, dowiedzieć się kiedy brać dexametazon i pewnie pomyśleć jak zaprzestać np małego cyckoholika. Ale teraz idą jej żeby- trójki się przebiły i piątki. Noce różne, za to w dzień chce caly czas na ręce lub co chwilę pierś, jest płaczliwa i wymaga dużo troski. Na spacerach domaga się piersi...
I mówi coraz więcej,powtarza słowa, czasem trudne. Przesylabowala ostatnio ciecierzyca". I męża wola po imieniu, naśladując mnie kiedy go o coś proszę. Chyba rozumie słowo "ja" bo jak pytam o to kto je w tym foteliku to tak odpowiada. Na kupę mówi bomba ;)
Z jedzeniem bywa różnie- czasem nic A czasem jak smok. Nie wmuszam. Inne matki patrzą z lekka zazdroscia na apetyt mojego dziecka. Chyba myślą, że mam fuksa:)

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 15 listopada 2019, 08:44

11 t 6 d

Czas mi jakoś przyspieszył. Dopiero co zobaczyłam dwie kreski a tu już minęło 2 miesiące! Jutro idziemy na USG I trymestru. Mam głęboką nadzieję, że wszystko będzie dobrze z maluszkiem. Wczoraj byłam na wizycie u gina na NFZ i pierwszy raz słyszłam serduszko mojego dzieciątka :) Całe szczęście uspokoiło mnie to, bo od ostatniego USG 28.10 nie wiedziałam czy wszystko u niego ok. Oczywiście lekarz ostrzegał, że może być tak, że nic nie usłyszymy, bo maluch się wykręci, chwilę szukał tętna, ale w końcu się udało. Uśmiech na buzię sam wchodzi :) To jest takie niesamowite. Wyszłam z gabinetu cała w skowronkach, a myślałam, że będę dalej się denerwowała do jutra. Chciałam już nawet skoczyć na szybki podgląd do jakiegoś lekarza, ale stwierdziłam, że to bez sensu, muszę wierzyć w Orzeszka. No i mi się udało przetrwać bez dodatkowego USG. Mam nadzieję, że wynki Pappy są ok. W sumie teraz doszłam do wniosku że może nipotrzebnie to badanie robiłam... będę się nipotrzebnie stresować... Byle do jutra <3

14 dc
Samopoczucie 7/10

Wczoraj była punkcja. Stres taki ze ubyło mi pewnie z 7 lat życia. W wieczór poprzedzający punkcję mój mąż odstawił szopkę pod tytułem - „co my robimy, będziemy tego kiedyś żałować, po co nam invitro, zmusiłaś mnie” i tak dalej. Za chwile się zreflektował i przez cały późniejszy czas był już cudowny ale co mi dołożył nerwów to moje 😞 ja sama mocno się zaczęłam stresować dopiero w klinice - zimne wyplytkowane powierzchnie i metalowe blaty tak działają chyba na każdego. Najpierw Pani poprosiła mnie o rozebranie się i założenie koszulki a następnie ułożyła mnie na łóżku ginekologicznym. Leżałam chwilę gawędząc z anestezjologiem, podano mi leki przeciwwymiotne o które specjalnie poprosiłam (po laparo myślałam ze umrę po znieczuleniu wymiotowałam przez 3 dni) a potem dali mi propofol (poznałam bo charakterystycznym wyglądzie białej emulsji), sufit zaczął się przesuwać i usnęłam. Obudziłam się po zabiegu w łóżku w cudownej żółtej flanelowej pościeli. Pierwsza myśl była taka ze jak będę miała dzidziusia to kupię mu taka pościel do łóżeczka (😂) a później pomyślałam ze to dziwne ale nic mnie nie boli. Po chwili Pani poprosiła o przejście do innej sali - dobrze mi poszło chociaż trochę mi się kręciło w głowie. Tam już mogłam być z mężem. Nie chciało mi się leżeć wiec trochę siedziałam ale nadal mi się kręciło w głowie. Potem Pani wywołała męża na oddanie nasienia a ja przeszłam do poczekalni i czekałam na wypis od lekarza. Mężowi poszło piorunem i za chwile oboje weszliśmy do gabinetu. Dowiedzieliśmy się ze pobrano 18 kumulusow - 4 z lewego (good boy!) i 14 z prawego jajnika ( jeszcze mu się udało 4 dodatkowe jajka dołożyć do 8 początkowych!). Estradiol ponad 4000 wiec dostałam heparynę w zastrzykach, dufaston i do domu - nici ze świeżego transferu. Myślałam ze się bardziej przejmę ale niestety ciagle tak bardzo kręciło mi się w głowie ze pomyślałam ze może nawet lepiej bo jak bym miała mieć transfer skoro nawet nie potrafię prosto zrobić kroku? 😂 myślenie na haju 🤯
Potem wróciliśmy do domu - byłam już bardzo głodna ale jadłam niewiele żeby nie zwymiotować. Położyłam się po powrocie i spałam do wieczora. Brzuch zupełnie nie bolał - chociaż lekarz mnie nastraszył ze może być różnie ale naprawdę czułam się zupełnie normalnie oprócz tego nieszczęsnego kołowania w głowie. Dzisiaj już mi trochę odpuściło ale ciagle nie czuje się jeszcze pewnie - myśle ze te leki przeciwwymiotne powodują zawroty głowy - metoklopramid powoduje silne objawy pozapiramidowe - myśle ze to właśnie to.
Dzisiaj rano wygrzebałam się z pieleszy i poszłam do apteki. Byłam tez w kosciele podziękować za opiekę wczoraj. Zastanawiam się trochę czy Bóg się złości na mnie (hope no!) oraz jak ja się wyspowiadam teraz z tego. Czy jeżeli będę miała mrozaki to póki będą zamrożone to nie mogę dostać rozgrzeszenia? 🤔 Brzuch dalej nie boli wiec trochę posprzątałam, zrobiłam pranie, zrobiłam obiad i teraz poleguje i czekam na męża. Dzwonili z kliniki ze z 18 kumulusow było 12 komórek - 6 zapłodnili a 6 zamrozili. Moja śląska część duszy szczerze się raduje ze tak ładnie wyszło i nic się nie zmarnowało. Z 6 komórek poddanych zaplemnieniu zaplodnilo się 5. Wiem ze to super wynik. Nie pękam z dumy bo wiem ze w tym przypadku niewiele zależy ode mnie - to nie moja zasługa ze zaplodnienie poszło dobrze tak samo jak nie jest niczyją winą ze komuś poszło gorzej i zaplodnilo się mniej komórek. To fizjologia. Poza tym wiem ze jutro sytuacja może się zmienić. Poza tym jeszcze wiele etapów przed nami. W następnym cyklu mam się zgłosić w 12-13 dc żeby podejrzeć czy wszystko się zagoiło i wtedy tez dok podejmę decyzje czy lecimy na naturalnym czy na wspomaganym cyklu. Styczeń wydaje mi się teraz potwornie daleko. Dzisiaj dużo bardziej się przejmuje odroczeniem transferu niż wczoraj. Myśle ze Jeżeli będę mieć jakieś mrozaczki to tegoroczne święta i tak będą mimo wszystko trochę łatwiejsze niż przez ostatnie lata. Ale dzisiaj przez przypadek włączyłam na msg relacje mojej 10 lat młodszej kuzynki na której chwali się swoją małą córeczką i przyszło mi do głowy ze to jeszcze strasznie daleka i niepewna droga przed nami i popłakałam sobie trochę.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)