zakochanaaw A może to pomoże? 19 listopada 2019, 18:12

Siedzę i myślę, robię coś i myślę, ciągle myślę o tej głupiej owulacji... Nie wiem nawet dlaczego tak zależy mi żeby była... Czekam na tę cholerne wyniki nasienia, dziś minęły równo 3 tygodnie odkąd zostały zrobione ehhh ale już bliżej niż dalej.. mam nadzieję, że się poprawiły i wtedy zaczniemy moją stymulację! ☺️
Ostatnio myślałam o tym, że kiedyś nie lubiłam badań a na myśl o oddaniu krwi robiło mi się słabo a teraz? Teraz to lubię w sumie i mam wrażenie, że kiedy muszę porobić badania nawet takie które mnie bolą to mam w sobie przeczucie, że przynajmniej działam, coś robię w kierunku by niedługo się udało. Mam nadzieję, że w końcu się uda. Oby już niedługo.

****
No i humor trochę mi się popsuł... Znajoma dała znać, że dziś jej synek przyszedł na świat...eh...
W ciągu moich starań ona zdarzyła zajść w ciążę, urodzić znów zajść w ciążę i urodzić ;( a ja dalej w tym samym miejscu... Ona cieszy się z widoku drugiego skarbu a ja siedzę i wypatruje na teście owulacyjnym drugiej kreski.. :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 21:25

Hej. Chłopaki śpią a ja jakoś nie mogę się zebrać żeby poćwiczyć. Kg same się nie zgubią...
U nas w miarę Ok.
Mamy już swój rytm dnia i nie lubię jak coś go zaburza...
Kacperek przesypia bez karmienia mi już całe noce :) Także jestem wyspana. Ładnie je, zaczyna się bawić zabawkami. Guga jak najęty. Mam szczęśliwe pogodne dziecko. Płacze gdy jest głodny albo śpiący. Po wizycie u ortopedy mieliśmy skierowanie do fizjo z podejrzeniem zaburzenia napięcia mięśniowego. Byłam na wizycie no i mamy lekkie napięcie mięśniowe w szyi i obręczy barkowej i mamy skierowanie na 10 zabiegów. Jutro pierwsze spotkanie z rehabilitantką. Ciekawa jestem co powie i czy faktycznie będzie aż tyle tego.
Bartuś przechodzi bunt dwulatka. Czasem wyprowadza mnie z równowagi. Wczoraj się już wieczorem popłakałam z tej bezsilności że taki jest. Do tego jak wiecie jestem z nimi sama. Sama muszę się zmierzyć z wychowaniem. Mąż jest z doskoku. I to mocno się odbija na dzieciach niestety.
No ale dziś było już lepiej. Dzieć grzeczniejszy więc i dzień milszy.

Wczoraj miałam jakiś zły dzień jakieś czarne myśli mnie ogarnęły.
Może to dlatego że czas tak szybko leci.
Dziś miałam szkolenie w pracy z zakresu psychologii jak radzić sobie ze stresem.

Kobitka powiedziała cenne informacje.
Podała kilka fajnych przykładów.
Np. powiedziała: nie myśl.o różowym słoniu i co zobaczyliście. Oczywiście różowego słonia w myślach. Tak działają nasze myśli. Podświadomość nie rozumie słowa nie. Trzeba myśleć pozytywnie bo pozytywne przyciąga pozytywne. I jeśli jesteśmy pozytywnie nastawieni to mb a swojej drodze spotykamy takie właśnie osoby. Przykład mojego chrześniaka stwierdzil że i tak szybko dojedzie i tak się stało.
Ale też trzeba przygotować się na porażki, bo one też będą tylko trzeba umieć z tego wyjść. Koniec zawsze jest początkiem. Zgadzam się z nią.
Jeśli mamy jakiś cel pomyślmy o nim z pozytywnej strony co będzie jeśli to otrzymamy i co będzie jeśli tego mieć nie będziemy i aby mieć siłę do dalszej walki..po porażce np iść z mężem na kolację czy pobiegać, wszystko to co lubimy by poprawić nastrój.

Czyli mój ostatni etap podróży, jest taki, że muszę zaakceptować to że mogę nigdy matka nie zostać. Muszę wyobrazić sobie tą sytuację co zrobić z dalszym życiem, jak zaakceptować. Wszystko po to aby w razie niepowodzenia poradzić sobie w dalszej przyszłości... Życie pisze różne scenariusze.
Cieszę się że zapisałam się na to szkolenie, mam czas teraz na zmiany w myślach i poradzenie sobie w razie czarnej godziny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 17:45

Postanowiliśmy z mężem spróbować w przyszłym roku postarać się o drugie dziecko. Stwierdziliśmy, że skoro i tak jest przerabane to niech będzie jednym ciągiem. Chociaż pewnie wyjdzie nam z 3 lata różnicy :)
A tak serio
Tak zaczęłam o tym myśleć, że mogę żałować. Pamiętam te starania, emocje i fakt, że czasem najważniejszego nie kupisz za pieniądze... za kilka lat może być dla mnie za pózno.
Kiedyś muszę sobie wypunktowac tutaj co bym zrobiła inaczej przy dziecku (I sobie) wiedząc to co teraz.
Mam też pomysł na moja pracę- bo mi się marzy elastyczna, z czasem na rodzinę i życie.
Ale najpierw muszę uporządkować hormony, dowiedzieć się kiedy brać dexametazon i pewnie pomyśleć jak zaprzestać np małego cyckoholika. Ale teraz idą jej żeby- trójki się przebiły i piątki. Noce różne, za to w dzień chce caly czas na ręce lub co chwilę pierś, jest płaczliwa i wymaga dużo troski. Na spacerach domaga się piersi...
I mówi coraz więcej,powtarza słowa, czasem trudne. Przesylabowala ostatnio ciecierzyca". I męża wola po imieniu, naśladując mnie kiedy go o coś proszę. Chyba rozumie słowo "ja" bo jak pytam o to kto je w tym foteliku to tak odpowiada. Na kupę mówi bomba ;)
Z jedzeniem bywa różnie- czasem nic A czasem jak smok. Nie wmuszam. Inne matki patrzą z lekka zazdroscia na apetyt mojego dziecka. Chyba myślą, że mam fuksa:)

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 15 listopada 2019, 08:44

11 t 6 d

Czas mi jakoś przyspieszył. Dopiero co zobaczyłam dwie kreski a tu już minęło 2 miesiące! Jutro idziemy na USG I trymestru. Mam głęboką nadzieję, że wszystko będzie dobrze z maluszkiem. Wczoraj byłam na wizycie u gina na NFZ i pierwszy raz słyszłam serduszko mojego dzieciątka :) Całe szczęście uspokoiło mnie to, bo od ostatniego USG 28.10 nie wiedziałam czy wszystko u niego ok. Oczywiście lekarz ostrzegał, że może być tak, że nic nie usłyszymy, bo maluch się wykręci, chwilę szukał tętna, ale w końcu się udało. Uśmiech na buzię sam wchodzi :) To jest takie niesamowite. Wyszłam z gabinetu cała w skowronkach, a myślałam, że będę dalej się denerwowała do jutra. Chciałam już nawet skoczyć na szybki podgląd do jakiegoś lekarza, ale stwierdziłam, że to bez sensu, muszę wierzyć w Orzeszka. No i mi się udało przetrwać bez dodatkowego USG. Mam nadzieję, że wynki Pappy są ok. W sumie teraz doszłam do wniosku że może nipotrzebnie to badanie robiłam... będę się nipotrzebnie stresować... Byle do jutra <3

14 dc
Samopoczucie 7/10

Wczoraj była punkcja. Stres taki ze ubyło mi pewnie z 7 lat życia. W wieczór poprzedzający punkcję mój mąż odstawił szopkę pod tytułem - „co my robimy, będziemy tego kiedyś żałować, po co nam invitro, zmusiłaś mnie” i tak dalej. Za chwile się zreflektował i przez cały późniejszy czas był już cudowny ale co mi dołożył nerwów to moje 😞 ja sama mocno się zaczęłam stresować dopiero w klinice - zimne wyplytkowane powierzchnie i metalowe blaty tak działają chyba na każdego. Najpierw Pani poprosiła mnie o rozebranie się i założenie koszulki a następnie ułożyła mnie na łóżku ginekologicznym. Leżałam chwilę gawędząc z anestezjologiem, podano mi leki przeciwwymiotne o które specjalnie poprosiłam (po laparo myślałam ze umrę po znieczuleniu wymiotowałam przez 3 dni) a potem dali mi propofol (poznałam bo charakterystycznym wyglądzie białej emulsji), sufit zaczął się przesuwać i usnęłam. Obudziłam się po zabiegu w łóżku w cudownej żółtej flanelowej pościeli. Pierwsza myśl była taka ze jak będę miała dzidziusia to kupię mu taka pościel do łóżeczka (😂) a później pomyślałam ze to dziwne ale nic mnie nie boli. Po chwili Pani poprosiła o przejście do innej sali - dobrze mi poszło chociaż trochę mi się kręciło w głowie. Tam już mogłam być z mężem. Nie chciało mi się leżeć wiec trochę siedziałam ale nadal mi się kręciło w głowie. Potem Pani wywołała męża na oddanie nasienia a ja przeszłam do poczekalni i czekałam na wypis od lekarza. Mężowi poszło piorunem i za chwile oboje weszliśmy do gabinetu. Dowiedzieliśmy się ze pobrano 18 kumulusow - 4 z lewego (good boy!) i 14 z prawego jajnika ( jeszcze mu się udało 4 dodatkowe jajka dołożyć do 8 początkowych!). Estradiol ponad 4000 wiec dostałam heparynę w zastrzykach, dufaston i do domu - nici ze świeżego transferu. Myślałam ze się bardziej przejmę ale niestety ciagle tak bardzo kręciło mi się w głowie ze pomyślałam ze może nawet lepiej bo jak bym miała mieć transfer skoro nawet nie potrafię prosto zrobić kroku? 😂 myślenie na haju 🤯
Potem wróciliśmy do domu - byłam już bardzo głodna ale jadłam niewiele żeby nie zwymiotować. Położyłam się po powrocie i spałam do wieczora. Brzuch zupełnie nie bolał - chociaż lekarz mnie nastraszył ze może być różnie ale naprawdę czułam się zupełnie normalnie oprócz tego nieszczęsnego kołowania w głowie. Dzisiaj już mi trochę odpuściło ale ciagle nie czuje się jeszcze pewnie - myśle ze te leki przeciwwymiotne powodują zawroty głowy - metoklopramid powoduje silne objawy pozapiramidowe - myśle ze to właśnie to.
Dzisiaj rano wygrzebałam się z pieleszy i poszłam do apteki. Byłam tez w kosciele podziękować za opiekę wczoraj. Zastanawiam się trochę czy Bóg się złości na mnie (hope no!) oraz jak ja się wyspowiadam teraz z tego. Czy jeżeli będę miała mrozaki to póki będą zamrożone to nie mogę dostać rozgrzeszenia? 🤔 Brzuch dalej nie boli wiec trochę posprzątałam, zrobiłam pranie, zrobiłam obiad i teraz poleguje i czekam na męża. Dzwonili z kliniki ze z 18 kumulusow było 12 komórek - 6 zapłodnili a 6 zamrozili. Moja śląska część duszy szczerze się raduje ze tak ładnie wyszło i nic się nie zmarnowało. Z 6 komórek poddanych zaplemnieniu zaplodnilo się 5. Wiem ze to super wynik. Nie pękam z dumy bo wiem ze w tym przypadku niewiele zależy ode mnie - to nie moja zasługa ze zaplodnienie poszło dobrze tak samo jak nie jest niczyją winą ze komuś poszło gorzej i zaplodnilo się mniej komórek. To fizjologia. Poza tym wiem ze jutro sytuacja może się zmienić. Poza tym jeszcze wiele etapów przed nami. W następnym cyklu mam się zgłosić w 12-13 dc żeby podejrzeć czy wszystko się zagoiło i wtedy tez dok podejmę decyzje czy lecimy na naturalnym czy na wspomaganym cyklu. Styczeń wydaje mi się teraz potwornie daleko. Dzisiaj dużo bardziej się przejmuje odroczeniem transferu niż wczoraj. Myśle ze Jeżeli będę mieć jakieś mrozaczki to tegoroczne święta i tak będą mimo wszystko trochę łatwiejsze niż przez ostatnie lata. Ale dzisiaj przez przypadek włączyłam na msg relacje mojej 10 lat młodszej kuzynki na której chwali się swoją małą córeczką i przyszło mi do głowy ze to jeszcze strasznie daleka i niepewna droga przed nami i popłakałam sobie trochę.

Dziękuję. Jesteście przekochane! Dajecie niesamowite wsparcie!
Jak mam być szczera... Tak z głębi... Chyba wyszukuje sobie problemów i powodów do strachu, a tak naprawdę nie boje się punkcji, nie boje się bólu, narkozy, czy tego, że nie będę wiedziała co i jak... Boje się tego, że będzie biało na teście. Wierzyłam w IUI, wierzyłam (nie przyznawałam się do tego) w ostatni cykl, który się wydluzyl... Ale jak po transferze będzie biel? Nie dam rady. Nie potrafię myśleć, że będzie kolejny...

10 t 4 d

W zeszłym tygodniu - wg OM 9 t 2 d byliśmy na USG i nadal wychodzi ciąża o jeden dzień młodsza, a termin porodu dalej na 31.05.2020 <3 Nasz maluszek na USG miał już 2,5 cm i wyglądał już jak mały człowiek :) Cudowny widok. Chciałabym już wiedzieć, czy to chłopiec czy dziewczynka. Mamy już nawet imiona, i tak jeśli byłby chłopiec to Olek, a jeśli dziewczynka to Zosia (ewentualnie Róża też mi się podoba), ale mamy jeszcze tyle czasu do namysłu, że naprawdę zdążę się rozmyślić 10 razy :D
Tak sobie myślę, że mogłam umówić się na usg gdzieś teraz, bo trochę się obawiam. Strasznie dużo dziewczyn, które zobaczyły II mniej więcej wtedy co ja straciły swoje maluszki :( To jest takie niesprawiedliwe... Nie chciałabym przechodzić tego raz jeszcze. U mnie jeszcze jest ten irytujący brak objawów. Za wyjątkiem cycków, które coś tam bolą. Od wczoraj nie chodzę do pracy, wreszcie trochę odpoczęłam. Ciężko mi było to zostawić, ale muszę teraz myśleć o sobie i o dziecku.

Za tydzień w sobotę prawdopodobnie badania prenatalne, muszę jeszcze dokładnie jutro się umówić. Muszę też skoczyć na badania jutro-progesteron i beta. Lekarz na NFZ kazał zrobić... Nie wiem kiedy zrobię pappę. Ogólnie to jestem nieogarnięta!

Powiedzieliśmy siostrze emka, bo byliśmy umówieni na wspólny wyjazd za granicę w styczniu a ja w ciąży nie pojadę, więc odpada...Strasznie się wzruszyła jak jej wysłaliśmy zdjęcie naszego małego Człowieczka:) Rodzicom jeszcze nic nie mówimy, może po prenatalnych. Dobrze mi z tym, że mało osób wie.

Cały czas trzymam kciuki za walczące dziewczyny :* słońce dla Was też zaświeci <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2019, 20:56

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 20 listopada 2019, 09:38

Mały jest co chwilę przeziebiony, chodzi do żłobka jak tylko katar odpuszcza. Nadal jak go zostawiam to płacze, ale ma juz swoją ulubioną ciocię więc jest dla nas światełko w tunelu. Dzis rano krzyczał, że chce do cioci Gagi, a wieczorem był smutny bo jej nie było w naszym domu. Uwielbia chodzic do sklepu, każdego, bardzo lubi spacery, ktore zazwyczaj kończą się pokładaniem w trawie/liściach. Miał ostatnio ciężki okres, złościł się, nie sluchał i jak prosiłam żeby cos zrobił, albo czegoś nie robił, to specjalnie jakby na złość robił odwrotnie. Po lekturze książeczki Juula i zmianie mojego podejscia zaczyna się to zmieniać. Mądry gość ten Juul, nie stawia dzieci na piedestale, piszę o tym jak ważne są potrzeby rodziców, co zupełnie się nie pokrywa z tym co się słyszy i czego oczekuje od rodziców społeczeństwo, wg którego dobra matka zapomina o sobie bo dziecko najważniejsze.
Czeka nas wizyta u neurologa i cały komplet badań, bo syn ma jakies mimowolne ruchy dłoni 😔

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 20 listopada 2019, 09:38

Mały jest co chwilę przeziebiony, chodzi do żłobka jak tylko katar odpuszcza. Nadal jak go zostawiam to płacze, ale ma juz swoją ulubioną ciocię więc jest dla nas światełko w tunelu. Dzis rano krzyczał, że chce do cioci Gagi, a wieczorem był smutny bo jej nie było w naszym domu. Uwielbia chodzic do sklepu, każdego, bardzo lubi spacery, ktore zazwyczaj kończą się pokładaniem w trawie/liściach. Miał ostatnio ciężki okres, złościł się, nie sluchał i jak prosiłam żeby cos zrobił, albo czegoś nie robił, to specjalnie jakby na złość robił odwrotnie. Po lekturze książeczki Juula i zmianie mojego podejscia zaczyna się to zmieniać. Mądry gość ten Juul, nie stawia dzieci na piedestale, piszę o tym jak ważne są potrzeby rodziców, co zupełnie się nie pokrywa z tym co się słyszy i czego oczekuje od rodziców społeczeństwo, wg którego dobra matka zapomina o sobie bo dziecko najważniejsze.
Czeka nas wizyta u neurologa i cały komplet badań, bo syn ma jakies mimowolne ruchy dłoni 😔

zakochanaaw A może to pomoże? 20 listopada 2019, 10:02

16dc
Lewy jajnik boli, tak jakby nawet piekł trochę. Prawy delikatnie pobolewa.
Test owu zrobiony i wyszedł prawie pozytywnie, według narzeczonego pozytyw ale ja widzę, że jest lekko jaśniejszy no i robiony rano, powtórzę wieczorem i zobaczę co to będzie.
Ehh jutro już do pracy, okropnie nie mam ochoty wstać przed 4 i szykować się do pracy.. mam straszne mieszane uczucia w sobie. W jednym momencie wariuje, w drugim mam wyje*ne a za chwilę wielkie nadzieje... Irytuje mnie to...
Czuję się taka hmm wyssana z życia, często bez emocji..
Wiem, że gdy przyjdą w końcu wyniki mojego to się uspokoję. Będę wiedzieć na czym stoimy, jak działać a teraz dla mnie to taka wegetacja...
Czuję się niespełniona, czuje, że marnuję życie i to też mnie tak dołuje, że nic mi się nie chce... Nawet w domu mi się posprzątać nie chce...
Kiedyś kochałam spacery bez celu a teraz z domu mi się wyjść nie chce, kochałam czytać książki a teraz nie mogę się skupić na książce i mogę czytać jedno zdanie po 10 razy żeby w końcu zrozumieć jego sens, chce sobie zrobić paznokcie i nie mam siły siąść do nich w końcu i ogarnąć ich, zawsze kochałam robutki ręczne, wymyślanie czegoś a teraz mi się nie chce albo myślę, że to bez sensu.... To brzmi jak depresja... Eh... Ale i tak się czuje psychicznie dużo lepiej niż kilka miesięcy temu. Czas zmienić moje podejście bo mam dość sama siebie. Tak. Dziś będzie produktywny dzień. Wykombinuje dla teściowej jakieś świąteczne ozdoby. Więc gorący klej pójdzie w ruch! Idę wymyślić co jej zrobić ;)

Wróciłam właśnie od endokrynologa 😂

Dostałam takie zalecenia:

- Siodor 1000 2x2
- Castagnus 1x1
- Ovarin 2x1
- Biosteron 25 2x1
- Maca do 5g dziennie
- Prenatal UNO 1x1
- Solderol 30 000 2x w tygodniu

i uwaga... Oglądał moje wykresy z ovu, wyniki krwi, oglądał zdjęcia USG i jego zdaniem powinnam zmienić dawkowanie:
- Clostylbegyt z 2-6dc 1 tabletka na 3-7dc 2 tabletki.
- Duphaston z 1x1 na 2x1

Ovestin kazał mi zamienić na taką kombinację:
- Estrofem 1-10dc
- Estrofem mitte 1-do końca cyklu

Sama nie wiem co o tym myśleć.
To najlepszy endokrynolog w Krakowie.
Mój ginekolog nie poświęca mi tyle uwagi co on i widać, że jest starej daty... meh

MamaAlicji Rodzeństwo dla Alicji ❤ 21 listopada 2019, 15:49

2cs 10dc

Jeszcze jakieś 20 minut i kończę pracę na dzisiaj. Akurat tak się dzisiaj złożyło, że mama mnie przywiozła do pracy, a teraz ma ktoś po mnie przyjechać, bo tata miał zmienić opony w hyundaiu na zimówki, więc zostawiłam samochód. Z klientkami teraz lipa, bo taki sezon i tak siedzę prawie cały dzień nic nie robiąc. Masakra. Wiem, nie jeden by tak chciał, ale wolałabym mieć cały dzień zajęty. Czas szybciej by zleciał no i oczywiście więcej bym zarobiła, bo mam procent od każdej usługi. No cóż taki to zawód trochę sezonowy. Ale z kolei pół grudnia już mam zajęte. Wtedy to się pochlastam. No, ale przecież idą święta i każdy chce się odpicować. Jutro też mam tylko jedną klientkę.
Poza tym muszę dzisiaj męża przycisnąć na dzikie seksy. Mówił, że koniecznie chce to robić od tyłu, bo dowiedział się, że tak spładza się chłopaka, prawda to? 😈 Swoją drogą nasza córka została zrobiona od tyłu, więc na dwoje babka wróżyła.
Życzę wszystkim owocnych starań 👶

16 dc
Estrofem 2x1, Wit D, Wit C, B12, Magnez, olej z wiesiołka, Acard i Silndenafil

Przeżyłam wczoraj emocjonalny rollercoaster, na podane wyniki lekarz odpisał, że w tym cyklu odpuścił by już transfer. W kolejnym z kolei ja nie planuje transferować, bo święta, nie chce mieć stresu że transfer wypadnie w Wigilię. Czyli najbliższe podejście do tematu pod koniec stycznia.. Odpisałam lekarzowi, że średnio raz w roku mam taką późną owulacje koło 19 dnia cyklu i czy późna owulacja przekreśla szanse na transfer. Oddzwonił, nie przekreśla, co więcej ponieważ nadal jestem przed owulką można podać leki na rozwój endometrium (Estrofem), mogą one zahamować owulację, ale nie o owulację nam w tym cyklu chodzi a o endometrium nadające się na transfer. Zatem mamy kolejny odcinek (mam wrażenie niekończącej się telenoweli) pod hasłem "endometrium".

Na cyklu sztucznym byłam opuchnięta co było widać mocno na nogach, nawet skarpetki bezgumkowe zostawiały na nodze odciśnięty ślad, wystarczył jeden estrofem wczoraj i już dzisiaj czuje, że łydki istnieją, za chwilkę pewno znowu będą wyglądać jak dwie beczułki, ale nie poddam się, będę walczyć o ten cykl do końca.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 listopada 2019, 18:50

29 dc, cykl wydluzyl się o 5 dni i nikt by mi nie uwierzyl, gdybym napisala, że sie nie nakrecilam. Oczywiście, że sie nakrecilam, ale cóż, właśnie brzuch zaczął boleć i jest plamienie. Jeśli miałabym jakimś cudem zajść w ciążę naturalnie to byłby ten cykl. Po histero, po scratchingu, po primingu, z monitoringiem. Nie ma co się oszukiwać, nawet jeśli cykl mam książkowy to mój organizm nie przyjmuje zarodka. Byłby piekny prezent na gwiazdkę, a wyszło jak zawsze. Trzeba się wziąć w garść. Ti jednak niesamowite, że po roku starań jak dostawalam okres to wylam w poduszkę, a po 3 latach tylko: no cóż, jest jak jest.
Najgorsze, że klinika ma przerwe miedzyswiąteczna i bedzie zamknięta, więc nawet stymulacji nie zaczne. Doktor kazal przyjsc 18 dc żeby priming rozpocząć, ale jak teraz przyjde 18 dc to stymulacja wypadlaby właśnie w okresie miedzyswiatecznym. Poza tym nie mamy jeszcze wyników kariotypow. Przez to przeterminuja sie nam badania które mielismy z sierpniowej IUI. Zawsze coś. Widocznie jeszcze nie czas. Oby 2020 byl dla nas łaskawy.

szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 11 października 2021, 19:15

Transfer w piątek!!!!

Bierzemy pierwsze dwudniowca.
Przywiozłam z kliniki cała torbę leków.
Acard, neoparin (co mnie pozytywnie zaskoczyło, na refundację), luteina, duphaston, relanium, spasmolina, magne b6, encorton.
Z dodatkow do transferu zamowiłam kroplówkę przeciwskurczową i klej.

Jestem bardzo podekscytowana. Aż za bardzo. Nie umiem się doczekać. Ale to chyba normalne?
Cały dzień kotłowało mi się w głowie, że to tylko dwudniowiec, że to pierwszy transfer, że to mega szczęście gdyby się udało. Ale ja nie chce znowu dramatyzować, już się tyle lat dość wymartwiłam. Powtarzam sama sobie, że to super, że dałam sobie szanse, bo gdybym nie zdecydowała się na klinikę dalej czekałabym na niewiadomo co.
Więc podchodzę do transferu z nadzieją, że robię krok by dać sobie szansę na macierzyństwo. Gdy się nie uda, będzie tak jak było. Więc, Szatynka, nie ma się czego bać.

Dzięki Dziewczyny 😘 Jakoś człowiekowi lżej jak się tu wypisze☺️

Jeheria - nie dali mi nic na podtuczenie Malutkiej. Żadnych nowych leków też, więc na razie piję Medargin 3x dziennie (bleee) bo wyczytałam że kobiety go biorą właśnie przy hiootrofii, a zalecił mi go mój lekarz pryw. więc myślę że nie zaszkodzi spróbować.

Gosiulla - dietę mam cukrzycowa, czyli dostaje więcej jedzonka niż przy zwykłej diecie, bo dodatkowo II śniadanie, podwieczorek i II kolacja 😊 Jedzenie monotonne (pewnie za parę dni zamienię się w sałatę 🙈) jak to szpitalne, ale w sumie nie narzekam. Wczoraj nawet była sałatka grecka i to nie oszukana, bo miała i fetę i oliwki🙃 Najważniejsze, że wizualnie i zapachowo jedzenie nie zniechęca, a nawet stosują przyprawy. Poza tym mąż mi dowozi owoce i co tam mi się zamarzy😋

Wiki - jestem na Karowej.

Co do pęcherza, to oczywiście, że zgłaszam już od soboty (!) ale mi powiedzieli, że bez wyników posiewu nie dadzą mi antybiotyku jeśli to infekcja, a wyniki dopiero najwcześniej jutro 🤷🤦 A jeśli to pessar to nie wiem kiedy, a raczej czy mi go poprawią. Mam nadzieję, że infekcja bo nie wyobrażam sobie jeszcze paru tygodni tortury pt: po wyjściu z łazienki czuje się tak jakbym nie była w WC przez kilka godzin i miała lada moment eksplodować🤪🤯

Paulciaa - bardzo, bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy 😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2019, 11:19

Wit:

- Jasiu, zostaw to bo umarniesz! (Wit ostrzega Jasia zbliżającego się do kontaktu).

- Jaaaś, naaatychmiaast to zostaw! (to Wit idealnie naśladujący moją intonację gdy to jemu każę coś zostawić. Natyyychmiast oczywiście)

- Jaś! Nie lubię Cię! Yyy!
/5 sekund później/
- mamo! Nie zabieraj mi Jasia! Bo ja lubię Jasia!

- Prąd płynie w kabelu.

- Ciągle mi się coś psuje i psuje. Nie lubię psujęcia!

Wit (nie)stety mówi coraz bardziej prawidłowo. Aż żal bo niektóre teksty to aż perełki ;)

Jaś natomiast klasycznie. Mama karmi, mama myje, mama usypia, mama się troszczy... a tymczasem:
- Jaś, gdzie jest tata?
- Ta (ta, ta) plus wskazanie palcem.
- Jaś, gdzie jest Witek?
- Yy plus wskazanie palcem.
- Jaś, gdzie jest mama?
- ?????? /mama?/ ;)

Jak widać po moim.przypadku niczego w życiu nie wolno planować, bo plany i tak szybko się zmieniają.
Mąż wczoraj dostał.info że przenoszą go na inną maszynę gdyż stwierdzili że tu co jest się marnuje. I od.dzis do.konca listopada pracuje po 8 h. I teraz niewiadoma jak mu zmianę ułożą, czy tego 30 pojedzie na badania nasienia. Czy będzie przekładane na inny termin... Znów wiele niejasności jest..Ale.ja to ja postanawiam to zostawić losowi. Co.ma.byc to będzie nic nie zmienię
Myślę że tak musi być..
Dobrze że do ivf nie doszło w listopadzie, bo nawet nie mogłabym wolnego brać. W grudniu podobnie... Nieoczekiwane przeszkody.
A wczoraj koleżanka z pracy znalazla.w.papierach jakąś kartkę pyta się mnie czy czegoś nie zostawiłam. A tam pisze.
Pozytywne myślenie.
Nasze życie jest tym, co zen uczynią nasze myśli.

Dobre ... Nikt. Nas tego nie drukował, a coś takiego znalazła. Chyba to jakiś znak.

Na dokładke.maz.przejal się cukrem od 2 tyg słodkiego nie je, ale marudzi że chce słodkie. Ja od tygodnia nic nie jem. Jestem dumna z siebie.
Do tego chodzi z bratem na siłownię, wkoncu coś idzie w dobra stronę.
Jedynie czeka mnie długi cykl, @ przewiduje w Mikołaja 😄
I młody przyjeżdża leczyć pozostałe żeby więc będzie między 30-2 grudnia.

Wpadam tylko trochę pochwalić się tymi moimi "bombelkami"

Aleks usiadł bardzo szybko, stanął na nogi gdy miał pół roku, chodzi przy meblach i pchając wszystko co się da a ma dopiero 7,5 miesiąca 🙈 :D je ze smakiem prawie wszystko. Na stanie 2 zęby.
Macierzyństwo przy donoszony naprawdę wygląda zupełnie inaczej niż przy wcześniaku ;)

Bruno od września niestety w okularach ale okulistka daje duże szanse że w maju już może ich nie potrzebować. Na szczęście nosi je bez większych oporów.
Zaczyna coś tam więcej gadać ale to ciągle mało. Wszedł w ten kosmiczny etap "cio to?", masakra.
Zazdrosny strasznie, musieliśmy kupić mu łóżeczko ze szczebelkami bo chciał tak jak "dzidzi" i ciągle ładował się do łóżeczka Aleksa. Zrobił się też trochę samolub i dzielenie zabawkimi to często bardziej walka :/

Wykańczają mnie często ale kocham naprawdę bardzo <3

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)