W ostatnim roku trochę się zadziało:
-> 2 razy zmiana kliniki
-> 3 inseminacje
-> laparoskopia diagnostyczna
-> wizyty u immunologów
Ostatecznie nadal nie mamy przyczyny niepowodzeń, wyniki w normie. Diagnoza: niepłodność idiopatyczna.
Od początku starań minęły już 4 lata, nie mamy już siły szukać przyczyny. Podjęliśmy decyzję o ivf. Papiery podpisane, czekamy na wizytę startową w styczniu.
4 dc, 28 cs z obserwacją i świadomie, a ze zdaniem się na los 44 - 46 cs. Wydatki poniesione na niepłodność: 60.919,35 zł.
Chcemy startować z następnym cyklem (jeśli oczywiście nie uda się teraz zajść w ciążę), nie podjęliśmy jeszcze decyzji na temat kliniki. Mężuś chce tu, gdzie dofinansowanie, bo tam proponują dodatkowe bajery, a ja wolę zostać w "naszej" klinice. Tu lepiej się czuję, tu ufam lekarzowi, tu wiem, że mnie nie wyrzucą po punkcji, jak będę gorzej funkcjonować.
Weekend nam zleciał rodzinnie, byliśmy u Brata. Jego syn skończył już pół roku, jakie to dziecko zrobiło się, hm, interaktywne. Ogólnie bawię się z nim, na chwileczkę przestałam i odwróciłam głowę do pozostałych członków rodziny, żeby coś powiedzieć. Słyszę takie "Ee" - w sensie "Ależ moja najdroższa ciociu, baw się ze mną i nie odchodź, gdyż bardzo Cię potrzebuję"
W dalszym ciągu jest to dziecko wiecznego zadowolenia i radości i oby tak zostało.
W ramach rozwoju siebie samej byłam również na pierwszym spotkaniu dla asystentów jogi. Niby sprawdzian z partii wiedzy, niby spotkanie towarzyskie. I tu muszę się wypisać. Ogólnie poszło mi wg nauczycielki dobrze - dobry pokaz, dobre komendy, zadbałam o uczestników lekcji (uczyliśmy siebie nawzajem). Tylko powiedziała jeszcze, że widać wrodzony perfekcjonizm, a raczej dążenie do niego i że mogę się tym zajechać prowadząc zajęcia dla początkujących. I że będzie to powodowało frustrację. Natomiast jej asystent powiedział uwagę dla wszystkich "Brak wczucia się w grupę". No i co mnie podkusiło do zadania pytania? Do drążenia tematu? Ano, Krąselkowatość wrodzona. Zapytałam, co konkretnie ma na myśli. Usłyszałam - nooo, brak wczucia się w grupę. - Dobrze zatem, jak to Twoim zdaniem zrobić lepiej? Skoro podeszłam do każdego uczestnika i go poprawiłam? - Na normalnych zajęciach, w grupie 15 osób nie będziesz miała czasu dla wszystkich. - No dobrze, ale w drugiej pozycji poprawiałam innych imiennie, wskazywałam np. "Ania, popraw to i to, Klaudia popraw to i to..." - To też nie było wczucie się w grupę - No, to co nim będzie? Konkretnie poproszę. Tu odezwała się główna instruktorka, że życzy mi więcej pokory i może przespania się z otrzymanym feedbackiem, bo przecież mogę porozmawiać z młodszym instruktorem w tygodniu i wtedy zapytać go co myśli. Ponieważ dyskusja wydał mi się jałowa, zapytałam tylko czy mogę wyjść. Otrzymałam potwierdzenie, opuściłam teren. A potem mnie olśniło. Ludzie potrzebują przytakiwania, kiwania głową do ich rytmu. Wystarczyło przytaknąć, siedzieć cicho, nic nie mówić i byłoby elegancko. Ale nie, trzeba było włączyć tryb Krąsi na maksa i jedziemy. Nikt nie zrobi ze mnie innej osoby niż jestem, nie stanę się bezpłciowa, neutralna, nad wyraz spokojna. Lub stała. Bo od nauczycielki usłyszałam (jakiś czas temu), że mam w sobie za dużo "tamasu". Tamas to taki, jakby spokój, flegmatyzm, ociężałość. Zna jakiś wycinek mojej osoby i strzela mi analizę psychologiczną. Swoją energię ładuję w to, co ma dla mnie znaczenie wobec wieczności - czyli osoby mnie otaczające. A nie w jogę, no bez przesady, ona akurat teraz jest, ale kto wie, czy będzie za miesiąc? Wczoraj za to usłyszałam, że mam za dużo "rajasu". Rajas to z kolei dynamizm, energia, zapał. I powiedziała mi, że jest zdezorientowana, bo nie można być aż tak zmiennym. Nie chciałam jej już nic tłumaczyć, bo widać było, że nie chce słuchać, ale tak, tak właśnie jest, można być zmiennym, można być introwertykiem, można być ekstrawertykiem, można być uporządkowanym i spontanicznym jednocześnie, można być pracowitym i można być leniem. Można być zmiennym, każdy z nas jest człowiekiem i każdy z nas się zmienia pod wpływem wydarzeń, okoliczności, sytuacji, ludzi, upływu czasu. I przede wszystkim joga, która uczy życzliwości i otwartości na innych chyba nie powinna mnie oceniać, czy ja mam za dużo tamasu czy rajasu czy czegokolwiek innego. Mam tyle, ile w danej chwili potrzebuję. I dalej nie wiem, co oznacza "brak wczucia się w grupę", a może po prostu wystarczyło użyć innych słów, żebym zrozumiała, co miał na myśli.
Ogólnie uważam, że jeśli nastąpił jakiś błąd komunikacyjny, to trzeba go wyjaśnić od razu. Bo ludzie zapominają - zapominają, co powiedzieli, w jaki sposób powiedzieli i co mieli na myśli, a po kilku dniach dorabiają do tego fabułę. On użył słów, pod którymi coś rozumiał, ja zrozumiałam je w inny sposób, wystarczyło znaleźć wspólny kod językowy i nie byłoby problemu.
Lekarz napisał Mężusiowi, że z takimi wynikami szanse powodzenia inseminacji są bardzo niskie. Z jednej strony dobrze, że to napisał, bo nie chce nas naciągać na niepotrzebne koszty. Z drugiej strony - a może by się udało, to wtedy klinika nie zarobi na in vitro, tylko zarobi na inseminacji dosłownie ułamek procenta tego, co zarobiłaby na inv, więc może specjalnie odradzają inseminację? Eh, w dalszym ciągu, jak widać, mam wysoki poziom zaufania do lekarzy.
15 t0d
Coś czuję, że właśnie czas zaczął mi gonić! Zaraz święta, potem nowy rok i w końcu masz szczęśliwy 2020. Mam nadzieję, że dla wielu z Was też okaże się szczęśliwy, a szczęście czeka tuż za rogiem ♥️ zaraz będę musiała zapisywać się na polowkowe. Kolejna wizyta 16 grudnia. Oczywiście na wizycie z usg na NFZ nie dowiedziałabym się nic, gdybym sama nie zapytała. Oczywiście zdjęcia nie dostałam. Weszłam na usg z mężem, który wyglądał zza kotary na ekran usg... No tragedia. Ja nic nie widziałam. Dopiero po skończonym usg obaczylma coś na ekranie, ale jak tak podgladalam to wydawało mi się, że robię coś złego! Na własne dziecko popatrzeć nie mogłam... Do pytałam lekarza ile maluch ma - 7,22 cm. Już nie mogę się doczekać kolejnej normalnej wizyty u mojego gina.
Poza tym trochę stresującu ten tydzień był... Najpierw ta afera z meta, a teraz praca. Odstawilam już metę i mam nadzieję że do niej nie będę musiała wracać.
Poza tym zaczęłam się wkręcić w temat wielopielo i powstało trochę formowanek i innych uszytkow 
![]()
7 dc
Wynik cytologii już jest- I grupa 
Profilaktycznie wykonałam usg piersi. W prawej piersi dwie torbiele o gęstej zawiesinie.. do kontroli za pół roku. Możliwe ze to efekt brania niepotrzebnych leków na obniżenie prolaktyny, która była w normie (?!). Kilku miesięczna kuracja bromergonem doprowadziła do silnego wycieku z piersi... to tylko potwierdza że dobrze zrobiłam zmieniając lekarza.
Ginekolog nie widzi przeciwskazan do zajścia w ciąże wiec spróbujemy.. a nóż się uda
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2019, 20:40
4dc
Maz odebrał podstawowe wyniki z krwi
HGB 15,1 (13,7-17,5)
OB 4 (2-12)
TSH 1,140 (0,350-4,940)
GLUKOZA 86,0 (79,0-99,0)
ZELAZO 237,2 (65,0-175,0)
Zelazo zdecydowanie ponad normę. Będzie konsultowal z lekarzem w przyszłym tygodniu.
15 dc - owulacja
)))
My już opadamy z sił od starań 🤪🤪🤪
Możecie polecić jakaś maść na zatarcia? 🤷♀️
Starania były 13 i 14 dc, jutro z samego rana jeszcze poprawimy 
Po laparoskopii czuje się dobrze, pierwszy stosunek odbył się równo po miesiącu i myśle ze to był właściwy czas potrzebny na regenerację.
Na własne ryzyko zaczęłam stymulować cykl. Pomyślicie pewnie ze jestem wariatka
... ale myśle ze takich tu pełno
zaryzykowałam, dostosowałam dawkę leku zgodnie z wcześniejsza rozpiska do stymulacji i wyhodowałam po jednym pęcherzyku na jajniku
dzisiejszy monitoring to potwierdził.
Endometrium piękne bo 10 mm, pecherzyki po ok 18 mm. Wyniki hormonalne wręcz idealne... Test owulacyjny tez wykazał wieczorem piękna gruba druga kreskę.. no cóż zobaczymy 
Cieszę się ogromnie bo zakwalifikowaliśmy się do mazowieckiego programu dofinansowania do in vitro - zaczniemy w drugim kwartale 2020 roku, a to tego czasu mamy dzielnie się starać ❤️
Lekarz miał tylko jedna prośbę „jeśli zajdziecie w ciąże to nie zapomnijcie zadzwonić to zwolnicie miejsce innej parze 🤪” - możliwe ze tak będzie, tego nie wiemy ale jestem spokojniejsza mając plan A i w razie czego plan B.
Dziś miały być wyniki badań nasienia. Molestowałam mojego męża w pracy żeby się dowiedział co z nimi, miały być online. I co się okazało, ze względu na wynik fragmentacji trzeba czekać jeszcze tydzień, w dodatku odbiór tylko osobiście (!) Spokojnie, nie nerwowo.... za ok tydzień owulacja, wiec będziemy działać mimo wszystko. Może nawet to i lepiej, bo gdyby wyniki wyszły złe, to stracilibyśmy zapał, a tak - wciąż jesteśmy w grze 
W przyszły weekend jadę na BabyShower... tak, wiem, nie jest to najlepsza propozycja dla kogoś kto nie może zajść w ciążę. Dziewczyny bardzo się angażują, wymyślają gry, wybierają prezenty. Ja się zastanawiałam czy w ogóle chcę tam jechać. Ale to bliska koleżanka, kiedyś miałyśmy bardzo dobry kontakt, nie chciałabym się izolować bardziej. Ona zawsze mówiła ze nie jest gotowa na dziecko i nie wie czy kiedykolwiek będzie, ja już na studiach mówiłam że nie mogę się doczekać tego momentu. Jak to zwykle w życiu bywa, ona zaliczyła wpadkę, ja dalej nie mogę się doczekać...
No nic, dam radę, siedzeniem w domu raczej humoru sobie nie poprawię. Spotkam sie z dziewczynami, odpocznę od męża
grunt to pozytywne nastawienie.
pełen spokoju i radości czas za mną... przepłakałam swoje, uciekłam z forum i wszystkich grup niepłodnościowych i o dziwi bardzo szybko się podniosłam... przecież i tak nic nie jestem w stanie zmienić a płakanie nie pomaga tylko niepotrzebnie nakręca...
teraz się zastanawiam gdzie jest ta granica której nie przekroczymy, czy faktycznie kosztem F chcemy się zadłużać na kolejne podejście czy lepiej skupić się na tym że mamy siebie i to jest najważniejsze
nie chcę F odbierać fajnych wakacji, zajęć dodatkowych czy nowej zabawki bo przecież musimy spłacać długi a z drugiej strony chcemy to zrobić właśnie dla niego, żeby miał przy sobie kogoś bliskiego, wyjątkowego i niepowtarzalnego... na chwilę obecną serio wolę tydzień w trójkę na Malediwach czy Kubie niż faszerowanie się hormonami, pakowanie luteiny każdym otworem i kolejne ciosy od życia jak się nie uda ale nie potrafię tak definitywnie powiedzieć KONIEC 
przetrawiłam cały proces i nie chcę na nowo przeżywać takich koszmarnych emocji jak przeżyłam teraz... nie test był najgorszym dniem w tej procedurze, najgorszy była telefon, że straciliśmy 4 naszych potencjalnych dzieci i chyba nie jestem gotowa usłyszeć to ponownie... tak wiem, każda procedura inna itp ale chwilowo brak mi odwagi na taką decyzję...
czy podejdziemy ponownie??? nie mam pojęcia, na razie nas na to nie stać ale chyba nie to jest teraz główny argument... jutro idę na kontrolę, pierwsza wizyta po tym wszystkim i zobaczymy co doktorek ma do powiedzenia na cały przebieg, czy mają jakieś podejrzenia dlaczego potoczyło się tak a nie inaczej i czy cokolwiek można zmienić...
14+4
To już 15 tydzień 🙂 2 tygodnie temu mieliśmy badania prenatalne na NFZ. Lekarz o zgrozo! Gbur taki, że strach było w ogóle o cokolwiek pytać, ale chwalą go, że te badania robi bardzo dobrze. Dowiedzialam się tylko tyle, że anatomiczne wygląda wszystko dobrze. Widziałam jak Okruszek machał do nas rączką i słyszałam bicie serduszka 💗Niestety nie wiem jaka płeć, ale w tym momencie nie ma to dla nas żadnego znaczenia. Najważniejsze, żeby było zdrowe. Za tydzień mam wizytę u swojego gina i już nie mogę się doczekać 🙂
Okruszku rośnij 🙂💗 Czekamy...
Jestem po punkcji. Jej wynik słaby ale dziś nie mam siły na pisanie.
Boli, boli, boli... Dziś nie czuje nic oprócz bólu... Jest bardzo źle.
Zawroty głowy, wymioty, temperatura...
Oby jutro było lepiej.
19+2
Czuję już codziennie kopniaki mojego Malenstwa ♥️ a czasami wypnie się tak że mam gulę na podbrzuszu z prawej strony.
Dzisiejsza waga 59 kg czyli 4kg na plusie. Super! Ciśnienie mam niskie, 95/59 ostatnio, puls 80.
Byłam u endokrynologa. TSH skoczyło z 0,09 do 2,68 więc znowu zwiększył mi dawkę do 100.
Co do cukru narazie jest dobrze. Badam glukometrem i wynosi maks 93 chyba że coś zjem np żelki i wypije sok. Zazwyczaj jest ponad 80. 16 grudnia wizyta u diabetologa.
W środę badam morfologię, mocz i glukozę. Martwi mnie moja anemia. Od 12tc biorę prenatal duo który ma 60 mg żelaza oraz 2x dziennie summavit fe (60mg) i mimo to w 17 tc hemoglobina była 10,8. Teraz biorę Hemofer 105 mg fe, prenatal i 1x summavit czyli łącznie 195 mg. Staram się codziennie pić wodę z cytryną i jeść mięso. Jem też pestki dyni i gorzką czekolade. Oby się poprawiło bo max można 4g na 1kg ciała brać czyli aktualnie 236 mg fe max mogę. Zazwyczaj anemia rozwija się po 30 tc 
Niki345 u mnie też są siniaki, małe ale są. Czasami nawet guzy. Raz na jakiś czas zdarzy się duży siniak
Teraz trochę łatwiej robić zastrzyki bo brzuch jest grubszy i łatwo złapać fałdę. Nie wiem co będzie potem. Co do objawów każda ciąża jest inna. Ja w ogóle nie wymiotowalam, czasami było niedobrze ale rzadko i to w sumie od 6tc się zaczęło dopiero. Smaki tylko się zmieniły na początku a teraz znowu są inne ale na szczęście słodycze mi nie smakują nadal.
Czekamynadzidzie a mąż będzie obok w sali podczas punkcji? Mój był i było łatwiej. Ja po punkcji poczułam ulgę że jeden etap za mną. I jakimś cudem nie myślałam o zarodkach zbyt dużo bo pewnie nie spodziewałam się że transfer będzie w 3 dobie a nie 5 jak miało być początkowo.
Od dwóch tygodni jestem mamą!
Te pierwsze dni tak szybko zleciały że nawet nie miałam kiedy się pochwalić. Pewnie gdybym pisała zaraz po porodzie to trochę bym się żaliła i pisała o przeżyciach Ale już teraz cały ból jest jakimś takim zamglonym wspomnieniem. W pierwszych godzinach po porodzie myślałam że nigdy do siebie nie dojdę. Bzdura. Dzięki temu kochanemu Maleństwu dochodzi się bardzo szybko do siebie. Jestem zaskoczona jak niektóre rzeczy przyszły naturalnie. Jak to trzymać jak się opiekować. Nie wiem że jest super łatwo. Ale jest to do ogarnięcia.
Czasem tylko serce pęka jak słyszę jak płacze A ja czasem nie potrafię pomóc.
Trzeba się nauczyć żyć z wiecznym zamartwianiem.
Ale ta piękna istotka wszystko wynagradza.
Mój mały cud jest już ze mną. To jest niesamowite.
10cs 25dc
Miałam się nie nakręcać.. kilka dni temu już pogodziłam się, że znów porażka, aż dziś nagle 13dpo tempka na wykresie wzrosła zamiast maleć i oczywiście narobiła mi nadziei co nie miara.. Znając życie jest to totalny przypadek. Wahałam się czy dziś zrobić test, ale postanowiłam że nie będę robić przed terminem małpy. Jutro teoretycznie termin, jeśli rano temperatura dalej będzie wysoko zrobię.. zaklinam rzeczywistość-tak bardzo bym chciała dostać najpiękniejsza niespodziankę od losu.. Wiele bym oddała, żeby w końcu zobaczyć na teście chociaż cień.. Jedyne co sprowadza mnie na ziemię to brak jakichkolwiek objawów- piersi totalne zero i nic co mogłoby dawać nadzieję że to jednak ciąża.
Jutro sprawa powinna się wyjaśnić. Trzymajcie kciuki 💚
EDIT 26dc
Niestety dziś rano temperatura spadła mocno, więc nawet nie wyciągam z szuflady ostatniego testu ciążowego 😩 dziś, max jutro dostanę okres.. i jak zwykle powiem: a miało być tak pięknie.. tracę już siły, naprawdę..
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2020, 08:17
Punkcja to tym razem dla mnie jedna wielka tragedia. Znioslam ją chyba gorzej niż laparoskopię. Wszystko mnie bardzo boli. Brzuch, jajniki, tyłek, to chyba podrazniona otrzewna. Pewnie moja endometrioza się odzywa. Ostatnio po jednej kroplowce poleciałam do domu i mimo, że bolało to ogólnie było ok. Tym razem nie mogłam dojść do siebie. Panie pielęgniarki robiły wszystko żeby mnie postawić na nogi. Dostałam 3 kroplowki, a że wciąż bolało to jeszcze zastrzyk z nospy. Ze dwa razy prawie zemdlałam. Robiło mi się słabo. Panie trzymały mnie na sali. Widziały, że wyglądam jak gówno. Dopiero jak coś zjadłam to moja twarz nabrała lekkiego koloru. Wcześniej byłam blada jak ściana. Czemu tym razem było tak źle? Nie wiem. Panie pielęgniarki mówiły, że było dużo pęcherzyków i wielkie jajniki dlatego tak boli. No to trzymałam się tej nadziei, że było ich dużo.
Ostatecznie poczułam się jeszcze gorzej kiedy usłyszałam raczej złe wieści 😥
Pobrano 17 pęcherzyków!!! 17!!!
W nich było tylko 7 dobrych komórek 😓😓😓 5 zdegenerowanych GV i 5 było niedojrzalych MI.
Kurwa! Dlaczego tak nierówno rosły? Co poszło nie tak? Czy ta punkcja była jednak za wcześnie? Na te pytania nie znam odpowiedzi. Wiem tylko, że zmarnowalam więcej niż zyskałam komórek i jest mi smutno. Cholernie smutno.
Miało być lepiej a tu wychodzi ze będzie gorzej.
Jestem załamana. Pani doktor pocieszsła, że to dobry wynik, a ja tego nie czuje. Po prostu miałam nadzieję na lepszy rezultat.
Transfer jest odwołany na 100 %.
Progesteron urósł ale nie wiem na ile.
Estradiol zwolnił ale też nie wiem jaki był ostetczny wynik.
Dostałam neoparin na 10 dni bo jajniki są ogromne i to tak przeciwzakrzepowo. Dzisiaj popołudniu pierwszy zastrzyk i telefon ile komórek się zaplodnilo.
Nie dość, że szans mamy mniej niż zakładałam to jeszcze nie wiemy jak armia męża się z tym upora. Patrząc na to jak mam poszło ostanio to raczej marnie.
Dzisiaj wciąż leżę i zdycham. Zagięta w pół jestem w stanie dojść tylko do kibelka. Jak leżę i się nie ruszam jest ok.
Jutro wracam do pracy. Muszę dojsc do siebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2019, 12:16
Mamy ostatnie wyniki badania nasienia
DNA wyszło 14 %
Czyli wynik ok
Od 15-30 jest średnio
Od 30 bardzo źle
Więc chociaż, przy górnej granicy ale.jest ok.
Tylko teraz morfologia 0.
I hba jak się okazało jest 48% spadło bo było 57.
Pewne jest że bierzemy Pcsi.
Cieszę się że chociaż ten 1 wynik jest dobry.
Myślę.o.powtorce wyników badan zwykłych przed procedurą. Ale.nie wiem czy jest sens
Do ivf badają przecież i pewnie mówią jaki jest wynik.
A gdyby coś to w tydzień wynik się nie zmieni. To nie wiem czy jest sens powtarzać chyba że.dla własnego spokoju.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2019, 14:24
Zapladniali jednak 8 komórek... A zaplodnilo się tylko 3...
Jejku serce mi pęka... Oby w tej trójce było nasze dziecko bo więcej nie zniose.
SOBOTA
W nadchodzącym tygodniu rozpoczynamy stymulację! 🥰 Wreszcie! 🙈🍀
Prograf biorę od wczoraj. Co ma być to będzie ✊✊✊
WTOREK
Estradiol z soboty 1600, z poniedziałku 2900 (ale wystrzeliły w kosmos, w czwartek było tylko 500). Prog na poziomie 0,8. WIęc jest szansa na transfer chyba, że coś by się skiepściło, ale oby nie. Mam plan pójść do kościoła się pomodlić jeszcze dzisiaj. Jutro punkcja. Dziś rano czułam się ok. Teraz już się stresuję. Mąż się tez stresuje jak to będzie i w ogóle. Takie mysli mi się tłoczą w głowie: żeby było co zapładniać... i żeby jakieś zarodki przetrwały do 5tej doby... Ale to są emocje. Poziom max 
Zimno mi strasznie, ale to nie nowość. To chyba ten stresor
czuje się jak przed laparo, tylko po laparo był spokój, a tutaj po punkcji tak naprawdę dopiero się zacznie...
jestem po wizycie i dalej nic nie wiem...
dlaczego żaden zarodek nie dotrwał do 5 doby??? lekarz rozkłada ręce bo oocyty wzorowe, nasienie jak to określił niedomagające ale powiedział, że to duży sukces że z 10 oocytów zapłodniło się aż 7 a rozwijało się 5... wszystkie padły po 3 dobie więc jak to lekarz stwierdził, że przyczyna może być albo nasienia albo wspólna... zlecił M dodatkowe badania rozszerzone i skierował na do docenta Paśnika bo przed ewentualną procedurą chce sprawdzić i to... z jednej strony mamy dziecko ze wspólnego materiału a z drugiej 2 wcześniejsze poronienia plus nieprzyjęcie się ponoć świetnego zarodka i tak się zastanawiam czy ma to większy sens??? czuję mocny niedosyt bo myślałam że skupimy się na tym dlaczego zarodki się nie rozwijają prawidłowo a chyba za to akurat immunologia nie odpowiada?
Niki345 nadal czuję się jak dziecko we mgle i nawet nie wiem w którą stronę iść... pewnie zrobimy te badania ale obstawiam, że podobnie jak robione po poronieniach nic nie wykażą a ja nadal zostanę bez odpowiedzi a bez tej odpowiedzi nie podejdziemy do kolejnej procedury.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.