Bezsenna noc ... młoda kopie też nie śpi leżymy i czytamy ovu 
Za oknem leje deszcz, chłopaki śpią jak misie...
23 tydzień ciąży leci, panna nasza 4 dni temu miała 464g
w poniedziałek wybieramy się na glukoze
muszę się nastawić 
Ten miesiac jest jakby spokojniejszy, święta, troche alkoholu, nie mierzyłam temperaturu. Wszystko na chybił-trafił, mniej-więcej. Nie nastawiam sie na nic w tym cyklu. Nowy rok, nowe szanse, zmiana diety - taki plan 
5 miesięcy i 18 dni 
Sporo się działo przez ten czas niepisania.
Jaś bardzo mocno się rozwinął:
- przewraca się z pleców na brzuszek i odwrotnie
- zanosi się śmiechem, ale śmieje się tylko do mnie, męża, mojej siostry i mamy. Do teściów jakoś nie chce.
- łapie się za stopy i próbuje włożyć je do buzi
- stara się pełzać, ale jeszcze mu to nie wychodzi
- potrafi sam wziąć zabawkę jeżeli jest lekka i leży obok
- przekłada zabawki z rączki do rączki
- nauczył się krzyczeć
- mówi di di di jeżeli chce pierś
- gada - dużo, często i nie zawsze cicho 
- nosi rozmiar 68
Najlepsze jest to że większość z powyższych umiejętności nabył dosłownie dzień po chrzcinach. Wszystko na raz.
Gada tyle, że aż boję się co będzie, gdy znacznie mówić
.
Na chrzcie był bardzo grzeczny, nie plakał, nawet uśmiechnął się do księdza
. Na obiedzie trochę marudził, ale to dlatego że był już zmęczony.
Ogólnie jestem zadowolona
przyjechali wszyscy zaproszeni goście, jedzonko było pyszne, tort śliczny i bardzo dobry.
Co do mnie:
Tydzień po wizycie na logistyce dostałam telefon od prezesa, czy mogłabym przyjechać porozmawiać na temat mojego powrotu do pracy.
Pojechałam przekonana, że wyślą mnie na urlop wychowawczy i z taką myślą weszłam do biura.
To co mi powiedzieli, sprawiło że do tej pory jestem w lekkim szoku. Mogę wrócić do pracy już w sierpniu, zapłacą mi za cały zaległy urlop i do tego dostanę awans.
Kuźwa! Przez 5 lat mojej pracy nikt mnie nie dostrzegał, zniknęłam na rok i nagle takie coś? Będzie stanowisko kierownicze, służbowy samochód, podwyżka. Totalnie mnie zatkało...
5 miesięcy i 19 dni 
Ciąg dalszy z wczoraj...
Podchodzę do tego wszystkiego z dużą rezerwą i niepewnością. Mam wrócić do pracy dopiero za pół roku, przez ten czas może wydarzyć się dosłownie wszystko.
Z Jasiem zostanie teściowa, w tym roku idzie na emeryturę więc zdeklarowała się że się Jasiem zajmie. Bardzo się tego boję... Jaś będzie jeszcze mały, ciężko mi go będzie zostawić, jest taką przylepą, uwielbia przytulaski. Ale lepsze zostawanie w domu z dziadkami niż żłobek. Chyba od połowy lipca będę go musiała musiała powoli przyzwyczajać do mojej nieobecności.
No i musimy odłożyć nieco nasze plany dotyczące drugiego dziecka. Przynajmniej na rok... Mąż był zły, ale już mu przeszło. Wie, że jeżeli to wszystko okaże się prawdą, to jest moja duża szansa.
Jednak cały czas zastanawiam się skąd pojawił się u nich taki pomysł.
21 dc
6 dpo
Dopadło mnie zwątpienie. Niby czemu miałoby się udać tak szybko? Bo co? Bo chciałabym? Dobre sobie... łapię dołka. Wczoraj się z M pokłociłam tak, że autentycznie sama bym się ze sobą rozwiodła. Do tego wstrętne chorobsko trzyma mnie od 16dc. Najpierw ból gardła, gorączka do 39 stopni, potem przeszło na zatoki. A ja na wszelki wypadek tylko paracetamol, propolki i sól morska do nosa... czuje się beznadziejnie. Tydzień posiedziałam w domu na zwolnieniu chora, z chorym dzieckiem, a wcale nie czuje sie na silach w poniedzialek isc do pracy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2020, 12:46
25dc
Beta 2,56 ( norma w labo ciąży od 5,8 ).
Może za wcześnie zrobiona ? Zresztą nie wiem co myśleć. Często jak widzę dziewczyny pisały przy negatywnej becie wynik <0,1 lub <0,2. A czemu 2,56 ?
Cykle mam 24-26 czasami 28 dni. W poniedziałek zrobię jeszcze raz (27dc). Wtedy będzie pewność.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2020, 12:20
Dudu skończył 3 tygodnie we wtorek. Jest uroczy... ale daje popalić, zwłaszcza w nocy. Ogólnie śpi, ale budzi się na karmienie co 3 godz (co jest normalne i zrozumiałe), tylko ma refluks i nijak po karmieniu nie da się go odłożyć 😫 zaraz zaczyna się wiercić, wybudzać się, ulewa mu się (mimo, ze ładnie się odbiło po jedzeniu), zawartość żołądka chyba mu podchodzi i zaczyna to połykać z powietrzem, denerwuje się i zaczyna płakać. Doszło do tego ze boje się go odłożyć, by tylko się nie wybudził, bo potem ciężko mu dojść do siebie i zasnac. W efekcie śpię mało i źle, bo polowe nocy z małym w ramionach. Eh... dobrze ze jest mąż i mogę trochę odespać w dzień.
Z dobrych stron, Fifi śpi nadzwyczaj dobrze, od kiedy jego braciszek jest w domu. W ciągu tych 3 tyg w nocy wybudził się chyba tylko raz. W ogóle jestem w niego dumna, za jego podejście do brata (jest bardzo delikatny w podejściu, nie ma zazdrości, czuć jego admirację) oraz za coraz wieksza samodzielność. Kocham go tak mocno, czasem mam wyrzuty sumienia za brak czasu na wspólne zabawy, czytamy razem bardzo rzadko w porównaniu do kiedyś, a czasem zabraknie mi sił, cierpliwosci i krzyknę na niego, chwile potem jestem na siebie zła za to... ale wiem, ze nie powinnam się obwiniać za nic, daje z siebie ile mogę, chce być dobra dla siebie, wiem ze tego chcieliby dla mnie moi synowie, tego zawsze chciałam dla mojej mamy.
W tym tyg ubraliśmy choinkę, święta czuć coraz bardziej. To będą pierwsze święta bardziej rodzinne, w których Fifi rozumie co się dzieje, w których uczestniczy i opowiada rodzinie z takim przejęciem, ze ubierał choinkę 😍 na święta zostajemy w domu, mama męża przyjedzie, będzie rodzinnie, Fifi bardzo się cieszy na ich przyjazd. Chociaż dawno zdecydowaliśmy ze zostajemy w domu, teraz baaardzo bym chciała znaleźć się w domku w górach... wcześniej myślałam, ze to by było szaleństwo jechac tyle kilometrów z miesięcznym dzieckiem, teraz tylko marzę by wyrwać się z tych czterech ścian.... to nic, będzie jeszcze okazja.
Co poza tym... nie mogę się doczekać wyjazdu do Polski, przedstawienia Dudu całej rodzinie. Niestety być może dopiero za kilka miesiecy, a dzieci w tym okresie tak szybko rosną 😭 z Fifim polecieliśmy kiedy miał 2 miesiące, potem jeszcze 3 miesiące później. Dużo korzystałam, latałam sama z Fifim bez męża, który w tym czasie pracował. Teraz nie odważyłabym się z dwójka dzieci, do tego COVID, restrykcje.
Mimo zmęczenia, staram się znaleźć czas na zabawy z Fifim, na cieszenie się z niemowlęcia, te niewinne uśmiechy sprawiają, ze serce mi się rozpływa 😍 a te histeryczne płacze powodują wnerwa 😅 otóż ten refluks, czasem bóle brzuszka... tak, czasem łatwo nie jest.
Zeświruję i zejdę na zawał do czasu punkcji. Od godziny nie mogę sobie znaleźć miejsca, a jeszcze rano czułam euforię, a strach chowałam do najgłębszej kieszeni.
3. podgląd:
Endometrium 11,4 mm, prawy jajnik 5 jajeczek (największe 23 mm), lewy jajnik 4 jajeczka (16,5 - 17 mm). Estradiol 2654,50, progesteron 1,08. Przy poprzedniej procedurze w ostatnim podglądzie miałam 10 jajeczek w wielkości 18 - 25 mm, endo 9,2 mm, estradiol 2960,3, progesteron 1,03. I to był już koniec stymulacji. Wychodząc od lekarza byłyśmy wstępnie umówieni na punkcję na wtorek. Natomiast - "Wszystko zależy od estradiolu.". I odkąd zobaczyłam estradiol - a wychodzi 294,94 na jajeczko - to świruję. Chodzę po mieszkaniu w tę i z powrotem. Zastanawiałam się, czy punkcja nie powinna być w poniedziałek, bo jajeczka wyglądają na dojrzałe (przyjmuje się między 250 a 300 jednostek estradiolu na pęcherzyk). Lekarz zadzwonił przed chwilą i powiedział, że zostaje tak, jak było - punkcja we wtorek. Że stymulacja musi trwać też ileś dni, że tym najmniejszym z lewego jajnika przyda się kolejna dawka bemfoli. Że nic nie zmniejszamy, dajemy jak było, czyli 112,5 jednostek. Zapytałam tylko o warianty pesymistyczne - jak byśmy robili pick up w poniedziałek, to dziś bemfoli już nie przyjmuję i możemy stracić 4 pęcherzyki z lewego jajnika. Natomiast jak zrobimy pick up we wtorek, to jest jakieś ryzyko (aczkolwiek - lekarz powiedziała, że niewielkie, bo jestem młoda, że u niej to byłoby co innego), że największe mimo orgalutranu pękną i wtedy możemy stracić 3. To już lepiej kłuć się we wtorek. Mimo wszystko - oczadzieję. Po prostu ja przez to dziecko wyląduję w psychiatryku. Nie mając go jeszcze! Muszę zaraz wyjść pobiegać, czy coś, bo łeb mi paruje. Mężuś stwierdził, że teraz to przynajmniej przestałam udawać, że się nie przejmuję. No pięknie, pięknie - "Wcale nie udawałam, ja naprawdę się nie przejmowałam" - "No, a jak się nie przejmowałaś, to nie robiłaś też statystyk, że ostatnio przy 10 na trzecim podglądzie pobrali 12, dojrzałych było 10, zapłodnili 6, zapłodniło się 5, blastocysta była jedna, a więc teraz przy 9 na podglądzie pobiorą około 11, dojrzałych będzie 8, odmrozimy 4, zapłodnią 12, zapłodni się 10, może będą dwie blastocysty?" - "Eeee, nie, nie robię takich statystyk" - "A, no to ok, to jestem w stanie uwierzyć, że się nie przejmowałaś, ale wiesz, dobrze Ci radzę - nie rób takich statystyk, łeb napie.dala od nich" - "Ooookeeeeeej". Także teges, myślę, że obydwoje jesteśmy już coraz bliżej leczenia na głowę. Z tego wszystkiego nie ustaliłam dawek relanium, heparyny i immunologicznego leczenia. Czy tranfer będzie w tym cyklu - zobaczymy po punkcji, jak będą jajniki się zachowywać, no ostatnio było nieciekawie i brzuch mnie bardzo bolał.
Podczas podglądu lekarz stwierdziła, że ja sypię tymi hormonami, jak z rękawa i kurde one naprawdę u mnie zaiwaniają.
A teraz trochę pesymizmu. Odebraliśmy wyniki badania nasienia Mężusia. I szału nie ma.
objętość: 3,8 ml (wzrost w porównaniu do ostatniego, spadek w porównaniu do najlepszych)
upłynnienie: 60 minut (słabo, ostatnio było 35 minut, a najlepiej mieliśmy 25 minut)
pH 7,5
barwa: prawidłowa
aglutynacja: brak
agregacja: brak (ostatnio były niespecyficzne)
koncentracja: 3,49 M/ml (ostatnio było 4,41 M/ml, najlepsze to 7 M/ml, nigdy nie osiągnęliśmy normy) spadek
całkowita liczba: 13,26 M (ostatnio było 11,03 M, najlepsze to 29,4 M, nigdy nie osiągnęliśmy normy) wzrost
ruch postępowy: 41,82% (ostatnio było 20,3%, najlepszy póki co
mieścimy się w normie) wzrost
ruch całkowity: 63,43% (ostatnio było 30,9%, najlepszy póki co
mieścimy się w normie) wzrost
żywotność: 63,64% (ostatnio było 52,7%, najlepszy to 64%, mieścimy się w normie) wzrost
morfologia: 2% (ostatnio było 2%, najlepszy to 10%, mieściliśmy się w normie) bez zmian.
Oczywiście poziom motywacji do diety, supli i leków drastycznie spadł, na poziom "mnieeeeej niż zeeeroooo o.o.o.o.". Jednak mówię, że ciśniemy do końca, że może leki trzymają stabilnie chu.owy poziom, że zapobiegają spadkowi, że ja już nie wiem co robić. Spodziewaliśmy się całkowitej liczby około 30 milionów, koncentracji około 7, czyli wyników z tych naszych najlepszych. Lekarz powiedziała, że najważniejsze jest to, że ruchliwość jest w normie. Podczas poprzedniej punkcji ruchliwość nie była w normie, ale morfologia tak była.
Zobaczymy, jakie będą efekty.
P.S. Wydaje mi się, że u mnie za efekty w miarę równego wzrostu odpowiada białko (skoro nie witamina D3). Ale to już po punkcji, zapłodnieniu i wszystkim będę myśleć.
Minęło 18 tygodni Olusia 😍😍 zdecydowanie za szybko..czasie zwolnij proszę!
W ostatnich 3 tygodniach bardzo dużo się działo i co miałam pisać to już bylo późno i tak zleciało .
Oluś 15.01 miał szczepienie. Zniósł dzielnie ,mimo że płacz był. Puciek ważył wtedy 5800💪💪ma małego naczyniaka na rączce który albo zostanie albo sam zniknie. Nic groźnego.
Tego dnia przy obiedzie T.powiedzial,że babcia miała wypadek-potrącił ja tir. Ja widziałam wcześniej artykuł na ten temat ale kto w ogóle by przypuszczał.. babcia z obrażeniami ale była w szpitalu pełną sił. Popołudniu była operacja która się udała. T.w czwartek pojechał do babci,Cieszył się podobnie jak babcia. Pokazywał zdjęcia dzieci i wrócił na usypianie. Planował jechać w piątek znowu ale z teściem stwierdzili że lepiej sobota na dłużej bo babcia miała wysokie ciśnienie i więcej spała.
W sobotę rano na spontanie miał być wyjazd do Ikei,szybko zaczęliśmy się zbierać by T.wrocil i jechał na 2h do babci i patrzymy że dzwoni teściowa na mój numer. Już wiedzieliśmy. Babcia zmarła w nocy. Na szczęście T.nie miał wyrzutów że nie pojechał bo zapamiętał ja jako wesoła i szczęśliwa. Decyzja T.ze jedziemy i tak by nie myśleć.
Na miejscu zjedliśmy,byli mnóstwo ludzi . Wyruszyliśmy na sklep,Oluś siedział ładnie w wózku A Polą w sklepowym. Kupiliśmy co trzeba,Olek już pod koniec był śpiący to przebralam ,dałam butle i zasnął przed kasa. W tym czasie T.ogarnal wszystko i mieliśmy iść jeść ale była taka kolejka ,że zrezygnowaliśmy. Pod mc Donaldem to samo,więc dojechaliśmy bliżej domu A i tak pełno ludzi było. W domu byliśmy o 16,złożyliśmy nowy stół itp.i dzień zleciał. Oluś ma siedzisko do karmienia;)
W niedzielę było smutno,ale każdy się spodziewał że tak się może skończyć.
W poniedziałek dzwonił teść by..przesuwać chrzest! Ze względu na prokuratora pogrzeb miał być później i to prawdopodobnie na sobotę. Byliśmy wściekli bo w ogóle się z nimi nie można było dogadać bo postawili na swoim i koniec. Na szczęście mój ksiądz kochany bardzo nam dużo z chrztem pomógł i się udało wszystko przesunąć na niedzielę.
Cały tydzień był jeszcze nerwowy bo noc nie było wiadome ale pogrzeb był w sobotę. My z siostra zostaliśmy,gdy wszyscy wrócili to było szykowanie na chrzest. Tort już czekał A Pole nosiło bo do późna się bawiła z siostra i szwagrem.
Dzień chrztu byk też zwariowany . Gdy ubieralam dzieci już to przyjechał ksiądz i powiedział bym z nimi przyjechała po mszy bo w kościele jest zimno i żeby dzieci się nie pochorowaly. Tak zrobiliśmy, T.nam pisał kiedy jechać, ze mną była siostra .
Wszystko się pięknie udało,ksiądz zadbał by Oluś nie zmarzł A on mu się odwdzieczal pięknymi uśmiechami;) był dzielny,nie płakał i fajnie poszło. A na koniec ksiądz kazał ministrantowi zrobić zdjęcie całej rodzinie;)
W domu po przyjeżdzie był obiad,ja nakarmilam misia i się rozmawiało. Polą się super bawiła z chrzesniakiem
W trakcie Oli zaliczył jeszcze drzemkę.
Oczywiście teściowa musiała mi podnieść ciśnienie bo jak tylko zniknęłam z Pola widzenia po kawę to wzięła na ręce Olka mimo próśb by tego nie robić. Podobno marudził co wszyscy wysmiali. T.od razu zainterweniował i ja zjechał na szczęście i do końca już go nie ruszyła.
Wieczorem się ogarnęła,prezenty rozpakowało (Polą i Olka) i zleciało. Pole znowu nosiło.
W poniedziałek T. Miał wolne i pojechałam na badania (tej poniżej normy znowu.. ),później szybkie zakupy ,ZUS i na obiad dom. Wieczór w końcu był spokojniejszy i od tej pory się tego trzymamy by Polą znowu się mogła wcześniej wyciszać.
Dzisiaj rano T.jechal po węgiel z teściem A my się bawiliśmy. Później przyjechali teście co mnie upewniło że Poli nigdy nie wyśle na spacer z teściowa. Reszta dnia spokojna (ćwiczenia,szycie,Polą chwilę u babci była jak Oli spal)i zleciało;)
Jutro w planie mamy pizzę i jeszcze nie wiemy co na popołudnie ale na pewno w czwóreczke 
Oluś spi,zaraz odloze i zobaczymy bo dzisiaj dosypiam dość długo. Ostatnio spi 3x 30 min.2 dzień. Wczoraj ładnie spał wieczorem i w nocy,zobaczymy dzisiaj.
Dostał już pierwsza marchewkę i mam wrażenie, że bolał go po niej brzuszek..Dzisiaj była dynia i zobaczymy jak dalej. Smakowała więc jutro będzie więcej;) później znowu spróbuje marchew.
Ogólnie Oluś jest wesołym,spokojnym chłopcem. Lubi wózek,fotelik,smoczka,leżeć na brzuszku i macie. Lubi zabawki w łóżeczku i obserwować nas oraz Pole 
Pola całuje,glaszcze Olka ,lubi go;) jest cierpliwa i dużo rozumie jak trzeba się nim zająć. Jak się bawimy to też go angażuje;)
Kocham ich
Oj cos mi ramke wstawilo bez sensu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2020, 14:34
W nocy znowu obudzil mnie silny ból jajnikow i mscicy. Jeszcze silniejszy niz w niedziele. Jeczalam z bólu. Bol na koncu zaczal az promieniowac na posladki. Trwalo to 10.min po czym przeszlo jak reka odjal. Zdarza sie to 2 raz po transferze, a ogolnie 3 raz w zyciu. Co to jest? Skoro zdarza sie to 2 raz w ciagu tygodnia. to nawet atosiban w dniu transferu nie pomoze. To nie jest normalny bol, coś jest nie tak.
1dc
I jest @ - 2 dni spóźnienia ale jest. Wtorek wizyta w klinice. Usg i badania krwi: fsh, estriadol, progesteron, prolaktyna, tsh, ft4. I mam nadzieję, że zaczniemy stymulke w tym cyklu i moje jajniki się wkoncu obudzą i wyprodukują te pęcherzyki w normalnym tempie!
Pełna niepokoju. Pełna nadziei..
Trzymajcie kciuki by poszło wszystko dobrze.
NIEDZIELA
Okazało się, że mąż ma bakterię w żołądku
trzeba przeleczyć antybiotykami, które się bierze prawie miesiąc. Pod warunkiem, że dobrze pójdzie i kuracji nie bedzie trzeba powtarzać, albo zmieniać antybiotyki
ja pierdziele... tak tego nam było potrzeba. Tak więc druga procedura opóźni się o 7 miesięcy
jestem przeszczęśliwa 
We wtorek idziemy do doktora, którego mąż określa mianem "szamana". Żeby przebadał gruntownie męża. Ja też sie zapisałam, a co. Ponoć jest super naprotechnologiem i jest bardzo wnikliwy. Może czegoś nie zbadaliśmy itp. Wizyta kobieca trwa 1,5h
mąż sie zaczął zastanawiać co on robi przez te 1,5h z tymi kobietami, że one nagle w ciąże po tych wizytach zachodzą
trochę mnie martwi to, że gość jest ogromnym przeciwnikiem in vitro i uważa, że in vitro to zabijanie dzieci i takie tam. Więc troche sie boje jak zareaguje na to, że jesteśmy po tej procedurze. Zobaczymy
Dziś pierwsza tabletka antykoncepcja. Za dwa tygodnie wizyta w klinice i może w końcu zaczniemy in vitro. No bo ile można czekać i czekać.
Dzis 1dc - jestem zaskoczona - co za miła odmiana od wiecznego czekania... moj cykl poprzedni miał tylko 30 dni - ciekawe, ładnie sie skrócił- jest pozytyw. I tak w koncu dotarłam znowu do etapu ze działamy! Takze od jutra lametta, jutro tez sie dowiem w którym dniu mam przyjść na wizyte. Juz sobie dzis żartowałam, ze w walentynki najpierw pojde na wizyte a potem cały weekend bedziemy robić dziecko - pol żartem pol serio.. zobaczymy, czas pokaze! Poki co kubek rumianku i byle przetrwać pierwszy dzien okresu.. a kto wie? Moze to juz ostatni?
7 dc
Cudnie, dziś od rana coś mnie bierze. Obudziłam się z drapanie w gardle i z każdą godziną jest coraz gorzej. Doszło łamanie w kościach, dreszcze i stan podgoraczkowy... a taka byłam dumna, że w tym sezonie opieram się wszystkim wirusom 😧
Czy to dlatego,że wczoraj wyszlam bez czapki?? Ale było 13 stopni, bez jaj...
Dlaczego teraz, tuż przed owu... jak choróbsko się rozkręci to cykl pójdzie na straty, eh. 😟
Abstynencja ❤ trwa już ponad tydzień, mąż zostanie mnichem zaraz 😛
28dc
Temp wysoka, 36.8, piersi bolą bardzo. W ostatnim cyklu tak mocno mnie nie bolały, ale chyba nie ma co porównywać, bo to był drugi cykl po zabiegu. Wiadomo jak wtedy z hormonami, mogą jeszcze świrować.
W tym tygodniu powinnam już dostać @. W jaki dzień? Tylko Bóg to wie. Całe życie tak mam. Od 10 lat potrafię chociaż określić tydzień spodziewanej @, bo wcześniej to była wielka zgaduj zgadula.
Podobno miałam PCOS. Tak mówili lekarze. Mówili też, że będą problemy z zajściem w ciążę. Przygotowałam się więc do walki. Kupiłam termometr owulacyjny, testy owulacyjne i w gotowości czekałam na @ aby zacząć swoją walkę. Nie doczekałam się. Za to po 9 miesiącach doczekałam się ślicznego dzidziusia. Od tego dnia jestem tak szczęśliwa jak nigdy w życiu wcześniej. Wszystkim dziewczynom, które tu są i czekają na swoją dzidzię , tego życzę! Żebyście zaznały tej czystej miłości. Miłości płynącej od Was do Waszego dziecka. Nie ma większej miłości na świecie ponad tą płynącą od matki. I kiedy trzymacie w rękach swoje dziecko, to nic już się nie liczy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2020, 10:46
Jestem po wizycie. Maluszek ma już 3,9 cm. Gigant 😍 serduszko pięknie bije ❤️ krwiaki są mniejsze, a pęcherzyk wciąż spłaszczony ale też wygląda dużo lepiej.
Wciąż mamy tydzień spóźnienia. Chyba tak już zostanie. Najważniejsze, że od wizyty do wizyty wzrost jest dobry więc nie ma jakiegoś zatrzymania rozwoju. Chcę być dobrej myśli... Muszę być...
Bakterie i leukocyty z moczu już powoli znikają. Także nie dostałam kolejnego antybiotyku. Mam to co jakiś czas kontrolować.
Acofil już można odstawiać. Trochę się boję. Przyznaje, że myślałam, że dłużej będę to brała. Mam w lodówce jeszcze całe 7 zastrzyków. Teraz brałam całą dawkę co 3 dni. Kusi mnie żeby jeszcze chociaż 2 zastrzyki rozlać na pół i brać 4 zastrzyki po pół dawki. Nie wiem, muszę to przemyśleć. Dzisiaj wypada mi kłucie więc do wieczora mam czas na zastanaiwenie się.
Dostałam magiczną kartę ciąży! Oficjalnie jestem w ciąży. To taki dowód rzeczowy ❤️ cudne uczucie odebrać taki papier 🙂
To tak jak z prawem jazdy... Jak zdajesz to już masz uprawnienia ale dopóki nie odbierzesz plastiku to się nie liczy.
Poza tym oddałam krew na pappe, usg mam 05.10 więc wyniki z krwi już będą na wizytę.
Zobaczymy jak wyjdą badania. Jeśli dobrze to mam nadzieję, że w końcu odetchne i oficjalnie ogłosimy w rodzinie dobrą nowinę.
Jak wynik wyjdzie wątpliwy to wtedy robię Nifty lub jeśli doktor każe to i amniopunkcje. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiała się tym martwić i wyniki wyjdą eleganckie 🙂
Edit:
22.01 miałam wizytę u dr. Została pobrana cytologia,dr spytał o Olusia(pamięta:)),zapytał o cukry,tarczyce . Rozmawialiśmy o ćwiczeniach i skomentowal" A bo Pani to ta sportsmenka "😂mówię że bez przesady A on że wcale nie,to ja że jeszcze nie biegam,czekam na wiosnę i się śmiał że on też
wszystko wróciło do normy więc super 
Dziś był fajny dzień. Polą poszła z T.do kościoła,Olo wtedy spał to ja poszylam. Później poszliśmy na spacerek i robiłam pizzę
popoludnie rodzinne kino,kocyk i zleciało;)Oluś zjadł porządna porcję dyni ,pięknie otwiera buzię,wie o co chodzi 
Poli rusza się ząb od jakiegoś czasu ,bo mama jej szarpnela skórkę od chleba. Dzisiaj już się ledwo trzyma,myślę że to już niebawem. Zamowilismy prezent od zebowej wróżki,oby zdążył dojść;p
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2020, 19:46
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.