22dc
Cholera!!! Już kończyłam się rozpisywać, to mi apkę zamknęło i wszystko skasowało! I tak rzadko piszę to teraz jeszcze to.... Już teraz wiem i będę kopiować.

Hej dziewczyny! 🙂
Dawno nie pisałam. Za bardzo wkręciłem się w OvuFriend i w apkę i ostatnio uzupełniałam swoje cykle od czerwca 2019 przed zajściem w ciążę, przez poronienie aż do teraz. A to zajęło mi trochę czasu. Chcę żeby system lepiej wychwytywał moje statystyki cykli.

Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, miłe słowa, trzymanie kciuków i za wszelkie informacje jakie od Was otrzymuje. Jesteście nieocenione! ❤😘
Ja też cały czas jestem z Wami i trzymam kciuki za Was wszystkie! ✊

Przez pms od paru dni sprzeczki z mężem, a że dostał zwolnienie az do 20 marca to się trochę z nim pomecze w domu. Ja mam pracę home office a jemu jakiś czas temu pękła torebka stawowa i ma wielkiego guza na nadgarstku. Lek. Medycyny pracy przy badaniach nie chciała go dopuścić do pracy i musi to usunąć chirurgicznie a do tego czasu L4 bo nie można obciążać ręki. Więc będziemy sobie siedzieć w domku i dbać o siebie 😉 Apka podpowiada dietę więc staram się zwracać uwagę na to co jemy. Więc wszystkie rzeczy, pestki, daktyle, granaty, awokado, szpinaki poszły w ruch! 😅Wyciągnęłam najmocniejsze działa i przygotowuję zdrowe sałatki, koktajle z owocami, unikamy mięsa a jak już to indyk. Ale dzisiaj była taka piękna pogoda, ze poszliśmy na długi spacer i na moje ukochane zapiekanki 😀
Ostatnio pisałam, że zaczynam nowy rozdział i po @ kiedy przeszłam przez psychiczny dołek biorę się w garść i przestaję się nakręcać i analizować. Ale człowiek to jednak jest głupi i tak eh.... Odkąd zainstalowałam apkę OF 14 stycznia to nie robię nic innego jak tylko notuje, uzupełniam, oznaczam, komentuje. A przez to nieustanne notowanie analizuję, co chwilę biegam do telefonu jak coś zaobserwuje i od razu notuje, żeby czegoś nie pominąć 😅 Wiecie, bo ja taka skrupulatna jestem 😅 Z jednej strony fajnie, że notuję bo dopiero w tym miesiącu wpisuję regularnie swoją temperaturę, ale z drugiej ten detektor oznak ciąży cały czas mi tam podpowiada i sugeruje, że może być ciąża. Ja oszaleję! 😅

I teraz moje objawy eh... od grudnia co miesiąc podobne, bo biorę ten duphaston, wiec obiecałam sobie, że w tym miesiącu będę przygotowana, że to znowu nic nieznaczace objawy, które są wywołane przez ten lek. Niestety naprawdę daje on wszystkie ciążowe objawy. Ale jak widać rzeczywistość zweryfikowała moje przygotowanie. A ja siedzę, obserwuję i analizuję. Mam nadzieję, że chociaż psychiczne gdzieś tam w głębi jestem przygotowana na @ 🙂 W każdym razie podchodzę do tego na wiekszym luzie.
Cieszę się, że wpisuje regularnie tempke bo może jak zauważę spadek to nie będę biegła od razu na betę się kłuć i tracić kasę jak przez ostatnie miesiące. Śmieszne jest to, że w styczniu i w lutym bete robiłam w 10 dniu miesiąca i teraz w marcu znowu tak przypada @.

Moje objawy miedzy ovu i @ przez ostatnie kilka miesięcy, a niektóre tylko teraz:
uderzenia gorąca, obfity kremowy śluz, wzrost temperatury ok 37st., pobolewanie podbrzusza, kłujący ból przy siadaniu, zawroty głowy, mdłości, zwiększony apetyt (i to taki, że wstawałam w nocy jeść), częstomocz, większe pragnienie, wahania nastroju, pms, zmęczenie, nabrzmiałe piersi (w tym miejscu zupełnie nic jeszcze, więc pewnie się nie udało..), mega wrażliwość na zapachy (do tego stopnia, że ostatnio musiałam wyjść ze sklepu w galerii bo rozpylili jakiś zapach az mi się zrobiło słabo), w tym miesiącu doszło jeszcze silne kłucie i skurcze w podbrzuszu i takie ciągnięcie.
No więc jak widzicie cała litania już teraz wiem, że nic nie znaczących objawów, które normalnie byłyby pewniakami ciąży i stad moje zmyłki od grudnia.

Dzisiaj też miałam te wszystkie objawy.
Wiecie wczoraj moja przyjaciółka troszkę starsza ode mnie, ale zakumplowałyśmy się w pracy. Ona jest w wieku mojej mamy 46 lat 😀 Wiem, powiecie, że mam młodą mamę. Tak to prawda, czasami biorą nas za siostry albo koleżanki. Wiecie to były inne czasy. Moja mama wzięła ślub w wieku 18 lat i w wieku 19 lat ja już bylam na świecie. Patrzcie jaki paradoks... a ja teraz mam problem żeby zajść w ciążę... a mam 27 lat. Moja mama już od dawna wspominała, że może już czas.. ale wiecie jak to jest wczesniej studia i praca, potem zmiany pracy, potem ślub. Ja chciałam wszystko pokolei, a nie sądziłam, że będziemy mieli z tym problem. Jestem ostatnia w mojej rodzinie, wśród kuzynkę, która jeszcze nie ma dziecka. Ja wiem, ze nie można się oglądać na kogoś. Ale same wiecie jak to jest... wczesniej luz.. bo ja stawiałam na naukę, a teraz po poronieniu przykro mi, kiedy widzę ich cudowne córeczki (ja też marzę o pierwszej córce, może to egoistyczne, bo będę kochać cokolwiek bedzie). One nie poszły na studia tylko w wieku 21 lat wzięły się za rodzenie dzieci a są młodsze ode mnie. Mają już dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Ale wiem, że czas mi ucieka, ich dzieci rosną, moi rodzice chcieliby mieć już wnuka, moje młodsze rodzeństwo chciałoby mieć siostrzenicę/siostrzeńca. Wiecie jak się ucieszyli? Jak im powiedziałam, że będą ciocią i wnukami to mega szczera radość. Oni są jeszcze młodzi, brat ma 25 lat ale jeszcze szuka swojej połówki, siostra ma 18, brat 19. Siostra miałabyc chrzestną. Boże jak oni się cieszyli... potem kiedy poroniłam i pierwszy raz pojechałam do rodzinnego domu kilka dni później bo potrzebowałam wsparcia to siostra przeżywała to wszystko razem ze mną, razem plakalysmy. Nie mama... ale siostra... Myślałam, że to z mamą jestem bliżej ale ona jest twardsza więcej przeżyła więc jakoś tak lekko przez to przeszła. A my we dwie z siostrą, plakalysmy tak jak dwie czyste duszyczki, które doświadczyły pierwszy raz w życiu zla tego świata. Bo tak było.. przeżyłam w swoim życiu naprawdę wiele ale strata dziecka jest nieporownywalna. Myślę, że dla mojej dopiero wchodzącej w dorosłość siostry to też była jedna z gorszych do tej pory rzeczy, bo tak nie mogła się tego doczekać.

Ale nie o tym, bo zaczęłam o tej mojej starszej koleżance... Ona ma córkę Olę rok starszą od mojej siostry ma 19 lat, trochę nieokrzesana dziewczyna, bo z dobrego domu z dobrymi wzorcami a za nic nie chce się uczyć i już kilka lat chodzi do liceum, którego nie może skończyć, co chwila zmienia chłopaków, do górnego momentu byłam na bieżąco, ale ostatnio już się zgubiłam.
I ta koleżanka napisała mi wczoraj coś czego się nie spodziewałam. Mamy ze sobą bliski kontakt, wie przez co przechodzę i chciala mi ograniczyć cierpienia dlatego dopiero wczoraj mi wyznała. Napisała, że niedawno też miała niespodziankę, ale dla niej niemiłą... i że nie chciała mi tego mówić, bo wie że nie jestem na to gotowa... W mojej głowie milion myśli... aż po chwili kulki się zderzyły... zapytałam: Ola??... odpowiedź: Tak... zapytałam: W ciąży??. Odpowiedź: Tak... ale kochana tylko nie płacz, proszę.
Nie wiedziałam co napisać pewnie znacie to okropne uczucie na granicy złości, żalu, zazdrości... napisałam: No cóż pozostaje się tylko cieszyć. Pogratulowalam, zapytałam jak się czuje i który to tydzień. Okazało się, że 21. A więc po szybkiej analizie okazało się, że ja poroniłam na przełomie sierpnia i września a Ola zaszła w ciążę w październiku. Byłam wtedy u nich ale nie pomyślałam i nie zwróciłam uwagi. Juz teraz słyszę w głowie ich rozmowy przed moim przejazdem: Tylko nic nie mów, nie rozmawiajcie o tym, bo będzie jej przykro.
Obiecałam jej, że nie będę płakać... ale się nie udało. Płakałam później w łazience w samotności jak to do mnie dotarło. Nie chciałam, żeby ktoś widział moje łzy. Bo to straszne, że powinnam sobie cieszyć a nie płakać. Tylko Ola nie miała stałego partnera, ma chłopaka, ale Ola mieszka z rodzicami, nie planowała ciąży i wpadła. Rozumiecie?? Wpadła! I to jest straszne! Że my staraczki tyle czasu walczymy o szczęście a ktoś tam zaliczy wpadkę i już... to nie fair 😞 To boli..

I wiecie zauważyłam pewną zależność... kiedy czytam Wasze historie i dowiaduje się, że Wam się udało, albo se udało się komuś z mojego otoczenia kto się staram to jestem naprawdę szczęśliwa, szczerze szczęśliwa. A kiedy słyszę o kolejnej ciąży z mojego otoczenia, albo najgorszej o jakiejś wpadce w moim otoczeniu to się załamuje i nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Wiem, że nie powinnam tak reagować ale przyznajcie, że Wy tak nie macie.. niestety przechodzimy przez piekło i nie da się tak w pełni cieszyć wtedy czyimś szczęściem. Dzisiaj był moment, że pękłam (przez wahania nastroju) zaczęłam płakać, mąż zapytał co się stało. A ja powiedziałam coś egoistycznego ale prawdziwego.. że ja po prostu mam już dość cieszenia się czyimś szczęściem, kiedy sama jestem nieszczęśliwa.
Myślę, że znam odpowiedź na pytanie dlaczego potrafię cieszyć się z Waszych ciąż a nie potrafię z innych. Bo Wasze historie dają nadzieje, jesteście staraczkami i ja też do nich należę i jeśli nie udaje się tak długo to wtedy jak już czytam u Was, ze się udało to bardzo się cieszę, bo wiem że i mi kiedyś się uda. A kiedy ktoś od tak z mojego otoczenia zalicza wpadkę, albo oznajmia mi, że jest w ciąży to muszę się chwile zastanowić, żeby nie powiedzieć czegoś czego będę żałować...
Od jakiegoś czasu unikam przebywania wśród ciężarnych z rodziny, bo to za bardzo boli. Dlatego tak czekam na ciążę która pozwoli na nowo mi się cieszyć.

Dobra koniec tego. Już po 1 w nocy a ja rano lecę na badania. Glukoza, insulina, tsh, prolaktyna, progesteron. Chyba tyle. Wyniki dodam jutro wieczorem ja będą.
Buziaki!

Poziomka6 Wieczne czekanie 2 marca 2020, 20:53

Byłam u lekarza. Wszystko szybko rośnie, nawet aż za szybko. Jutro rano robię estradiol i na podstawie wyniku zmniejsza mi dawkę. Punkcja najwcześniej w sobotę, ale raczej nie będzie w sobotę, więc nastawiam się na poniedziałek.
Chyba powiem przełożonej w pracy, że jestem w trakcie procedury. Teraz 3 dni z rzędu spóźnię się 1,5 h do pracy, bo albo badanie krwi albo wizyta. A w przyszłym tygodniu po punkcji chce wziąć zwolnienie lekarskie na chociaż 1 dzień, to po nazwie kliniki na zwolnieniu i tak od razu połapie się o co chodzi

Przepłakałam cały jeden dzień, ale potem wzięłam się w garść i pora na działanie. Mąż w przyszłym tygodniu jedzie zbadać nasienie po 3 miesiącach suplementacji, a za 2 tygodnie mamy wizytę u lekarza, który specjalizuje się w leczeniu niepłodności. Jest on z polecenia, a szukając informacji w internecie widać, że zgłaszają się do niego głównie osoby, które mają problem z niepłodnością. Mam nadzieję, że będzie miał na nas pomysł. Lekarz do którego do tej pory chodziliśmy kazał nam się dalej starać, a jak nic z tego by nie wyszło to invitro. Bierzemy to pod uwagę i na siłę nie będziemy szukać lekarza, który będzie nam obiecywał gruszki na wierzbie. Jednak przed zdecydowaniem się na ten zabieg chcemy wiedzieć, że to będzie najlepsze rozwiązanie naszego problemu. Cały czas czekam na miesiączkę. Chciałabym, żeby już było po wszystkim...

Poniedziałek 9dc / 31 cs / 3 cykl po histeroskopii

Oj poprzedni tydzień i weekend aktywnie. Kolejny kurs, usystematyzowanie wiedzy, zaczerpnięcie nowej. Cóż taki zawód - nie uczysz się, nie nadążasz? wylatujesz z rynku...Ale bardzo go lubię :)

Zrobiliśmy z mężem badania. Ja hormony + p/ciała plemnikowe, mąż morfologia. Z nim to gorzej niż z dzieckiem. Bardzo boi się wszelakich badań, igieł, nawet ma opory przed wejściem do szpitala hahahaha. Przynajmniej jest prosty w obsłudze...bardzo lubi ciastka,słodycze ( na jego szczęście jest bardzo szczupły) więc obiecałam, że po badaniu pójdziemy do cukierni i dostanie wielką WZtke i dużą kawę Americano. A że w domu słodyczy nie ma zazwyczaj i "wydzielam" cukier, to dał się namówić.

Wyniki męża ogólnie ok, choć powtórzymy za 2 -3 tygodnie, bo kilka parametrów poniżej normy, głównie składowe krwi.Na kilka dni przed badaniem pił alkohol, więc najprawdopodobniej to jest wynikiem, ale jeszcze sprawdzimy.

Wyniki moje - pobranie w 3 dc

TSH 1,40
FSH 6,24 mIU/ml
LH 8,62 mIU/ml
Estradiol 39 pg/ml !!!
Progsteron 0,5 ng/ml
Prolaktyna 310 mIU/ml
P/ciała - w realizacji jeszcze

Przy estradiolu wykrzykniki. Uważam, że jest to za mało. W piątek wizyta w klinice. Obgadam sprawę z dr. A sama chyba włączę sobie estradiol 1 mg do wystąpienia owulacji. Taka dawka nie zaszkodzi i nie wpłynie na owulację, a przynajmniej nie powinna. Zresztą w czwartek, dzień przed wizytą kolejne badanie estradiolu , to będzie 13 dc.

18 dc
Lametta działa jak trzeba, tylko z opóźnieniem, doktorek stwierdził że tak się zdarza. Pęcherzyk ładnie urósł do 20mm, endometrium 8,5mm. Mam wstrzyknąć ovitrelle i działać. Także owulacja jutro lub max pojutrze. Chyba muszę się napić 😝

19tc+0

48% ciąży, 147 dni do porodu

ZACZYNAMY 20 TYDZIEŃ! <3 <3

Wybraliśmy już Tobie synku imię i kupiliśmy pierwsze ciuchy, bardzo na Ciebie czekamy.
Wyraźnie czuję twoje ruchy, ale wciąż nie bardzo widzę jakikolwiek brzuch :D

Przed nami ta druga połowa ciąży, ta która już jak wiem, leci szybciej :)

A za nami przecudowny weekend w Karpaczu - ze śniegiem, sankami, spacerami <3 Bardzo się cieszę, że pojechaliśmy i że Tosia miała okazję zaznać choć trochę zimy, bo u nas śniegu w tym roku nie było w ogóle.

No, a teraz to już: WIOSNO CHODŹ! :)

W nowym cyklu udaję się do bioenergoterapeutki na zabiegi akupunktury. Dzień cyklu, w którym wykonywany jest zabieg według niej nie ma znaczenia, ale mam się do niej zgłosić, gdy będę w I fazie. Zaznaczyła, że skuteczność jest 100% i nie było kobiety, która po jej zabiegach nie zaszłaby w ciążę ;). Teraz jestem w II fazie cyklu i być może się udało, być może nie (stawiam na to drugie...), ale w razie gdyby się udało, to miałabym wątpliwość, czy to jej zasługa, dlatego powiedziała, żebym przyszła w kolejnym cyklu :D Śmiać mi się bardzo chciało, jak to mówiła, ale grzecznie wysłuchałam i zrobię tak jak powiedziała ;). Traktuję jej zapewnienia z przymrużeniem oka, jednak o akupunkturze myślałam od jakiegoś czasu. Jestem osobą bardzo wrażliwą i co za tym idzie wszystkim się przejmuję i przez to stresuję. Głowa dużo u mnie robi. Może te zabiegi pomogą mi się chociaż zrelaksować... Oprócz tego chcę zacząć regularnie chodzić do psychologa. Muszę w końcu uporządkować moje wnętrze.

gosia89 udało się po 9 latach 2 marca 2020, 18:46

20dc, 9 dni po ovitrelu

odebrałam wyniki:
FT4 0,91 norma 0,61-1,12
FT3 3,81 norma 2,5-3,9
anty-TPO 1,2 norma <9,0
anty-TG 0,1 norma <4
prolaktyna 11,7 norma 3,34-26,72

Zobaczcie jak mi spadła prolaktyna bez zadnych leków, 2 tyg temu miałam wynik 53,25

Kinga1001 Marzenia o dziecku 2 marca 2020, 09:58

1dc
Doczekałam się :D pierwszy raz w życiu tak czekałam na @ :D Od jutra zaczynam brać tabletki antykoncepcyjne i rano lecę na badanie z krwi

No i przyszła @... No ale to przecież było wiadome, że się pojawi...
Jej.. Jak mnie irytują zdjęcia usg wstawiane często przez moich znajomych na Facebooka 😐 rozumiem, że się cieszą i w ogóle.... No mi jest przykro jak patrzę na te szczęście, które im tak łatwo przyszło...
Jutro wizyta u androloga.... Żeby dała nam jakaś nadzieję.......

5+6, waga, 54,7 kg, spadek o 2,1 kg w porównaniu z dniem transferu.

Nie mam apetytu, jem bardziej z rozsądku, choć to może za duże słowo. Jak ktoś mi zaproponuje pizzę, zapiekanki czy hot-dogi - to tak bardzo chętnie (taaaak, właśnie tak objawia się rozsądek!). Kiwi, buraczek, marchewka, indyk? A w życiu!!! Tym kimś jest oczywiście mała Kropka, lub mały Kropek, który choć tak mały, tak bardzo daje o sobie znać.

Przykłady: "O, ale mam ochotę na buraki! Doskonały pomysł, zjem zupę i zrobię sałatkę!!! Buraki to żelazo, brawka dla Ciebie". Kupiłam 4 wielkie buraki, ugotowałam je. Z jednego zrobiłam zupę. Zupę zjadłam. Pozostałe schowałam do lodówki. Sałatkę miałam robić następnego dnia. Następnego dnia, jak tylko otworzyłam lodówkę i zobaczyłam buraki, stwierdziłam na głos, do tychże buraków "Bleee, jak można jeść coś tak obrzydliwego, nigdy więcej nie tknę buraków!". Wywaliłam je go kosza i z fochem opuściłam kuchnię. A przecież do tej pory śmiałam się, że moja krew to tylko pomidory, marchewka i buraki. Skręca mnie jak pomyślę o burakach. Ale za to kwaśne mogę jeść cały czas. I tak zawsze wolałam kwaśne od słodkiego, ale chyba nie w takich ilościach, żeby rano na śniadanie jeść kapustę kiszoną? Poczytałam - niedobory żelaza i wit. C. Słodkie - mdli mnie obrzydliwie. Do tej pory mdliło mnie po słodkim, jak np. zjadłam ćwiartkę tortu sama (lub porcję słodkiego porównywalną do ćwiartki tortu). A teraz zjadłam kilka daktyli - godzina z życia wyjęta - niesamowity ból głowy, odbijanie się i zarzekanie się, że nigdy więcej nie zjem nic słodkiego. Z napojów najchętniej wchodzi mi woda albo sok marchewkowy. A w sobotę musiał być domowy hot dog. Chodził za mną już kilka dni. Nie chciałam jeść takiego z budki, to takim rozwiązaniem zdroworozsądkowym (zdroworozsądkowy i hot dog w jednym zdaniu!!! litości!!!) wydał się hot dog domowy. Mężuś na zakupach kupił bułki do hot dogów, dobre jakościowo parówki, zamiast zwykłego sera żółtego parmezan (wapń). No i w sobotę wylądowały jako drugie śniadanie dwa hot dogi. Mniam, pycha i w ogóle. Bułeczka, parówka, ogórek kiszony, parmezan i ketchup, pycha. Szczęście!!! Oczywiście, że wcześniej wypiłam zielony koktajl ze szpinakiem i kiwi, żeby zabić wyrzuty sumienia. Nie jadłam hot dogów, hm, no z 15 lat. W czasach studenckich królował u mnie kebab (lub kebap, jak kto woli). A tu - jak mus, to mus i nie wytłumaczysz, że to cholerstwo jest niezdrowe.

Włączyła się mega wrażliwość na zapachy. Wyciągam chusteczki z kieszeni kurtki. I czuję, że pachną miętą. Zwykłe chusteczki. "Aaaa, były w tej samej kieszeni, co paczka gum". Mały test: "Hej, Mężusiu, czujesz tu gdzieś miętę?" (i podtykam mu chusteczki pod nos - "Nic, a nic, przecież one nie są zapachowe.". Kolejna kwestia: wczoraj na spacerze w parku musieliśmy poczekać na ławce, aż jedna wyperfumowana paniusia skręci, gdzieś hen daleko, bo nie byłam w stanie oddychać. Mężuś na to: "A co Ci się dzieje?" - (czerwono-blada od nieoddychania i przez zaciśnięte zęby) - "Nie mam czym oddychać, nie czujesz, jak się wypsikała!!!" - "Krąsi, ja czuję park" - "Daj spokój, przez taką ilość perfum nikt nie czuje parku!" (powiedziane niczym prawda absolutna i objawiona).

Bardzo szybko się męczę. Zastanawiam się, jakby to wyglądało jakbym przed ciążą prowadziła kanapowo-biurowy styl życia. Teraz pewnie bym leżała i musiałabym mieć podawane posiłki do łóżka. Na godzinnym spacerze (między 5000 a 6000 kroków) muszę zrobić sobie 2-3 przerwy i posiedzieć na ławeczce. W swojej naiwności przedciążowej byłam przekonana, że będę chodzić na jogę, na wiosnę, to sobie będę po parku jeździć na rowerze, w ogóle to pojedziemy w jakieś niskie góry - ale tak poza sezonem, bo po prostu urlop mnie nie będzie trzymał. Tiaaaaaaa. Głupia ja. Jak dojdę na jogę (15 minut spacerkiem), to usiądę pod salą i poczekam na koniec zajęć, akurat będę mogła zacząć trasę powrotu do domu. Rower - hahahaha, dobre sobie. Czuję jak flaczeję, czuję to, bo przecież od 8 lutego nic nie robię. Tyłek i ramiona oklapły już. Podobno ciałko wyćwiczone lepiej sobie radzi z porodem. Ciekawa jestem, w jaki kurde sposób, ja mam mieć wyćwiczone ciałko, jak mnie spacery męczą. Ehhh. Kwestia przyszłości.

Mam też kaca moralnego.

Sytuacja dawno temu. Wracam po spacerze do mieszkania. Klatka na domofony, więc raczej nikt nie wejdzie. Na klatce schodowej talerzyk i kubek - no jakby z naszego zestawu, ale nie jest to zestaw indywidualizowany, może ktoś inny na klatce taki ma. Wchodzę do mieszkania i Mężuś mi tłumaczy, że ktoś pukał. Okazało się, że Bezdomny. Poczęstował go herbatą, kanapką i 2 kawałkami ciasta. Ok, no spoko.

Sytuacja nie tak dawno temu: będąc na L4 zaraz po transferze słyszę pukanie do drzwi. "Aha, kontrola z ZUSu, myślę sobie i idę". Otwieram drzwi, a tu Bezdomny, czy go nie poczęstuję jedzeniem i kawą. Odpowiadam grzecznie, że herbatę mogę zrobić, bo kawy nie mam. "No dobrze, może być". Potem z Mężusiem ustaliliśmy, że to ten sam Bezdomny był.

W sobotę wracamy ze spaceru, na parterze znajomy zapach. Już wiem, że to będzie Bezdomny. Domyślam się, że to będzie ten sam. I że będzie pod naszymi drzwiami czekał. Dochodzę do mieszkania. Moje przypuszczenia się sprawdziły. Poprosił o jakieś jedzenie. Siedział i ewidentnie na nas czekał. Mąż odpowiedział, że nie tym razem, a ja weszłam do mieszkania i próbowałam opanować mdłości. Mam moralniaka. Z jednej strony powinniśmy mu pomóc, z drugiej strony - są od tego instytucje, a on będzie tak przychodził do mnie, szczególnie pod nieobecność Mężusia i no kurde, jak do tej pory zapachy ludzkie mi nie przeszkadzały (taka branża, człowiek musi pracować ze wszystkimi), tak tutaj - no przepraszam, nie byłam w stanie wytrzymać i ja raz na dwa tygodnie, będę mu przygotowywać posiłek? Nie, przepraszam, nie teraz. Przyznaję - jest mi cholernie wstyd z tego powodu.

Dziś byłam w kościele były dwa chrzty... A mi normalnie oczy się zaszkliły aż... Takie to piękne... Tylko czy nam będzie dane przeżywać taka chwilę jako rodziców dziecka??? Czy będziemy kiedyś mogli tak jak Ci rodzice dzisiaj przynieść nasze dziecko do świątyni żeby je ochrzcić???? Ksiądz dziś powiedział tyle pięknych słów w kierunku tych rodzin... Ze przynieśli małe dzieci... Że to najpiękniejszy dar od Boga... Że owoc ich miłości.... Ze od nich będzie zależeć jak wychowają swoje dziecko... Powiedział na prawdę wiele... Że naucza go jak się przeżegnać, naucza go modlitwy, którą zna każde dziecko do Anioła Stróża... No piękne było to kazanie.. A dla nas tak bolesne........
Dziś pojawiło się już plamienie.. Czyli za chwilkę okres... No przecież to było pewne... Przecież bez plemników się nie uda.......

Wtorek 10 dc / 31 cs

P/ ciała p/plemnikom w surowicy - wynik - ujemny.

Powinnam się cieszyć i tak w sumie jest, ale ciągle nic nie mamy.

18+4

Zapalenie ucha 🙄

Pójść do rodzinnego z nieustępliwą migreną, wyjść z zapaleniem ucha. Brawo ja. Oby obyło się bez antybiotyku...


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2020, 12:47

Dziś o 19:30 mamy wizytę u androloga w klinice leczenia niepłodności... Bardzo sie boje... Boję się że potwierdzi słowa urologa☹️☹️☹️ że tu się nie da nic zrobić... Że tylko dawca....


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2020, 13:34

Ciąża rozpoczęta 7 marca 2019

28dc

Kolejna kumpela w ciąży. Oczywiście wpadka. Teraz zapewne będę jej zazdrościć i ryczeć po kątach. To był jej drugi w życiu złoty strzal. Ehhhh... Ta jasne cieszę się chociaż ona jest bardziej przerażona niż szczęśliwa. Ale w takich momentach myślę też o tym kiedy przyjdzie moja kolej? 😔

Kinga1001 Marzenia o dziecku 3 marca 2020, 17:15

2dc
Dziś zaczęłam łykać tabletki antykoncepcyjne i rano byłam zrobić jeszcze badania z krwi, które zlecił lekarz przed stymulacją do invitro.
Odebrałam przed chwilą i trochę się zdenerwowałam...
LH - 3,7
FSH - 4,4
TSH - 1,370
Białko wiążące hormony płciowe (SHBG) - 14 ( wartość referencyjna 26,1 - 110,0)
E2 - 23
Testosteron - 1,91 ( wart. ref. 0,29 - 1,67 )
Siarczan dehydroepiandrosteronu (DHEAS) - 462 ( wart.ref. 98,8 - 340)
Przeciwciała anty - TPO - 120 ( wart. ref. <34)
Co ja mam teraz zrobić??? :( :( :(

24dc

Wizyta u gino - niestety nie jest dobrze... 😞
• Tak jak pisałyście ovu mam zapewne w kratkę. W tym cyklu pewnie nie było.
• Poziom proga na dużo za niskim poziomie.
• Zmiana leków na Luteinę dopochwową 100mg 2x dziennie łącznie 200mg. Obecnie miałam duphaston 2x dziennie łącznie 20mg. Gino podtrzymała swoją decyzję o braniu luteiny tak jak duphastonu od 15-16dc przez 10dni (przy cyklu 31-32 dni). Mówiła, że nie zablokuje ovu jak będę brać w tych dniach.
• Za 2 miesiące kontrola proga.
• Do tego skierowanie na monitorong cyklu miedzy 10-12dc jedno USG. Zastanawiam się czy jedno USG to już monitoring czy po jednym USG przed dniami plodnymi da się stwierdzić wszystko co potrzeba... Jak myślicie?
• W kolejnym cyklu będę robić też testy owulacyjne i dokładnie mierzyć tempke.
• skierowanie na badanie AMH - jeśli wyjdzie za niskie zostaje klinika leczenia niepłodności 😞

Wiedziałam, że wyniki nie są obiecujące, ale nie spodziewałam się, że padnie to wyrażenie "klinika leczenia niepłodności". To była ostatnia rzecz jaką spodziewałam się usłyszeć. Zwłaszcza, że w lipcu udało się zajść w ciążę za pierwszym razem a teraz po 4 miesiącach starań taka wiadomość.
Przyjaciółka zasugerowała, żeby robic to AMH i skonsultować to jeszcze z innym gino. I tak chyba zrobię.
Nigdy nie miałam tego badania. Powiedzcie czy dzień cyklu ma znaczenie? W jakim dniu najlepiej zrobić?

USG tarczycy - tarczyca ok, bez zmian i guzków. Jedyne do czego lekko mógłby miec wątpliwości to to, że jest troszkę ciemniejsza niż powinna.

Przeplakałam pół dnia... nie mam siły na nic.
Jestem załamana... może przesadzam, ale jestem po prostu w szoku, czuję się bezsilna.
Ostatnia nadzieja w AMH. Bardzo się boję...

Cały czas analizuje jak to się stało, że wtedy od razu zaszłam w ciążę. I tak dopatruję się czynników, które mogły pomóc. I tak..
W czerwcu byliśmy na urlopie w Grecji, odstresowani, na luzie, pojedliśmy i przytyłam troszkę. I wtedy w lipcu w kolejnym cyklu się udało. Moze to ten wyjazd na to wpłynął, może to że przytyłam, a raczej jestem bardzo szczupła. Przybrałam z 57 na 60kg więc BMI było w sam raz. Teraz ważę 55,7kg BMI jest w normie ale blisko granicy niedowagi przy wzroście 169cm. Może muszę przytyć...

Kolejna sprawa to, że od lipca zakończyłam współpracę z nieprzyjemnym szefem i trochę się odstresowałam i też to mogło mieć wpływ. Teraz mam home office cały czas, ale obecny szef jest super wyrozumiały i nie muszę się jakoś spinać, nie mam jakoś bardzo dużo na głowie. Nieraz jak zacznie się dziać to wszystko na raz ale to sporadycznie.
Dlatego tym bardziej się dziwię, że mimo takiej luźnej pracy w domu, mimo zdrowego odżywiania, mimo brania suplementów, mimo regularnych badań i kontroli jestem wśród tych z problemami...
Wiem, że to może spotkać każda z nas. Ale wiecie jak to jest każda z nas zawsze myśli ale jak to... dlaczego ja...

Mam pustkę w głowie... nie wiem co robić... wtedy się udało ale chyba niski prog wpłynął na poronienie. Teraz wiem, że muszę bardzo mocno podnieść proga i pilnować TSH, bo poziom 0,282 jest troszkę za mało. Już od dzisiaj zmniejszyłam dawkę Euthyroxu na zmianę 75mg przez dwa dni, a 1 dzień 50mg.
Do tej pory brałam 75 mg i co 3 dzień 100mg.
Chociaż się zastanawiam czy nie brać po prostu 75mg codziennie.

Kobietki będę wdzięczna za wszelkie wskazówki i informacje. Dziękuję za dotychczasowe wsparcie... ❤❤❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 marca 2020, 14:39

Po wszystkich przeciwnościach związanych z naszymi problemami postanowiłam rozpocząć pisanie tego pamiętnika.. Wiem, że czeka nas długa droga, ale mam nadzieję, że warto ją przebyć... Moje emocje przynajmniej opiszę w tym pamiętniku.... A bywają różne... Jednego dnia jestem pełna nadziei, że się uda, że przytulimy w końcu nasza mała kruszynkę do siebie, że będziemy mama i tata... Już nawet mamy imiona dla naszych dzieci.... Jeśli będzie dziewczynka to Basia, a jeśli chłopczyk, nazwiemy go Wojtuś 😊. Niestety przychodzą również takie dni, w które po prostu płaczę....


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2020, 21:23

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)