6+6, waga bez zmian.
Odliczam dni do wiosny i do końca pierwszego trymestru.
Czuję się fatalnie. Ostatnie kilka dni, to dla mnie ostra jazda bez trzymanki. Przełyk przestał współpracować, ograniczyłam więc liczbę połykanych tabletek do duphastonu, acardu i metforminy. Nie biorę żadnych witamin. Po prostu na sam widok tabletki womit podchodzi do gardła. Z jedzeniem sprawa wygląda lepiej. Mogę zjeść wszystko - poza obiadem własnoręcznie przygotowanym. Nic na ciepło, co wychodzi spod moich rąk - nie znajduje akceptacji Krytyka Kulinarnego. Mężuś przejął obowiązki domowego Kuchmistrza. Ale dodatkowo, gdy go nie ma (czyli od poniedziałku do czwartku) żywię się obiadowo w barach mlecznych. Z etapu giga mdłości, przeszłam gładko do etapu mdłości i wilczego apetytu jednocześnie. W sobotę za to odkryłam, że odbijanie się to najnowszy znak głodu. Kolejnym odkryciem soboty było to, że ból głowy nie jest taki łatwy do zwalczenia w ciąży. Paracetamol pomógł na 1,5 godziny. Skronie pulsowały. Spacer sprawił, że delikatnie zelżało, ale BOLAŁO nadal. Ogólnie sobota to dotychczas najgorszy mój dzień z Tygryskiem czy Malinką. Tygrysek - mówię ja, Malinkę wymyślił Mężuś. Ryczałam z bólu głowy. Stwierdziłam, że mam dość, że mnie ta ciąża przerasta, że może organizm jest za stary i w ten sposób daje o tym znać oraz, że jeśli dotrwamy do szczęśliwego rozwiązania - to zdecydowanie nigdy więcej ciąż i po co mi to było. W odpowiedzi usłyszałam od Mężusia: "Nie ma za dużo sytuacji, które Cię przerastają, a z pewnością nie jest to ta sytuacja. Pamiętaj, że czekają na nas jeszcze 2 zarodki. A poza tym, wyczytałem, że tak jest przy pierwszej ciąży oraz podczas ciąż mnogich. Także kolejne będą spokojniejsze. Teraz - z każdym dniem będzie lepiej.". Przypomniałam sobie, jak dawno temu, jedna z koleżanek - starsza ode mnie - posiadająca aktualnie dzieci w wieku szkolnym - powiedziała mi, że jej w czasie ciąży na ból głowy pomagało uciskanie punktu na stopie. No to hop do internetu. Mężuś uciskał mi punkty na podeszwie, pod palcami, natomiast ja sobie uciskałam punkty między kciukiem a palcem wskazującym. Generalnie - przeszło w jednym momencie, ale niestety nie na długo. Ból wrócił po 15 minutach. Mężuś uciskał więc dość długo te punkty, aż mu palce zbielały i stwierdził, że już naprawdę nie ma siły. W niedzielę było nieco lepiej. Poszłam do kościoła, potem zaczęły się jazdy. Kolory na twarzy - depresyjna tęcza - fiolet, ciemno żółty, trupi, zieleń. Musiałam natychmiast zjeść zupę. Weszliśmy gdzieś, zjadłam rosół. Wypiłam herbatę. Głowa bolała nadal. Wypiłam sobie lekką kawę z 3/4 porcji. Do kawy był podany bezik. Choć bezy uwielbiam to aż mnie skręciło
znowu na 1,5 godziny było lepiej. A potem wróciło. Próbujemy Dziedzicowi przemówić do rozsądku, że nie sabotuje się własnej rodziny, że powinniśmy dla naszego wspólnego dobra współpracować i że ja będę wstawać w nocy do łazienki nawet co godzinę, ale proszę niech przejdzie ból głowy i mdłości. Nie pomaga.
Wyczytałam, że duphaston, crinone i acard mogą powodować bóle głowy i nudności. Acardu nie odstawię. Crinone również nie. Ale poziom progesteronu w moim organizmie jest prawie 9-krotnie większy niż powinien być na tym etapie ciąży. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie ma co sobie dokładać bólu głowy po lekach i zmniejszyliśmy duphaston. Biorę go już 1x1. Mężuś znalazł rekomendacje dotyczące progesteronu w zapłodnieniu in vitro. Najnowsze badania pokazują, że nie ma znaczenia dla odsetka utrzymania ciąż czy przyjmuje się go do zweryfikowania akcji serca płodu czy do 12 tc. Ogólnie najlepsze efekty, u pacjentek bez problemów hormonalnych, daje połączenie progesteronu doustnego i dopochwowego. W ulotce crinone napisane jest, że należy przyjmować przez 30 dni od dnia transferu (dziś to mój 31 dpt). Też zastanawiałam się, czy nie odstawić, ale stwierdziliśmy, że nie wszystko jednocześnie. W przyszłym tygodniu sprawdzę sobie poziom progesteronu i zobaczymy, co będzie dalej. A na następnej wizycie będę pytać lekarza, co dalej.
Dziś był średni dzień. Do 16 super, po 16 - okropnie. Byłam na pierwszej jodze. Tego mi było trzeba. Instruktor o wszystko się wypytał, o dolegliwości, przyjmowane preparaty. Robiłam dziś pozycje, które pomagają w bólu głowy. Nie chciało mi się z tych zajęć wychodzić - to była taka ulga. Niemniej po powrocie zjadałam coś i spałam 3 godziny!
9dc
Wyniki, które ostatnio dostałam podesłałam do lekarza. Doktor stwierdził, że nie mam się tymi wynikami denerwować i przyjść normalnie na wizytę. Wizyta jest jutra. Nie mogę się już jej doczekać, bo dowiemy się kiedy mamy ruszyć z zastrzykami, ale z drugiej strony zastanawiam się, czy to wszystko nie zostanie przesunięte w czasie ze względu na te wyniki. Z jednej strony chciałabym, żeby już było po pobraniu, ale wiem, że może lepiej chwilę poczekać i uregulować to co nie jest w porządku.
Oby do jutra ...
Wciąż łapiemy kolejne opóźnienie, po wczorajszej wizycie o kolejne 3 dni. Robi się niebezpiecznie. To już około 10 dni od właściwego wieku ciąży. Na poważnie zaczynam obawiać się hipotrofii albo, że dziecko źle się rozwija bo ma wady. Chyba nie da się odetchnąć spokojnie. Wiem, że hipotrofie ostatecznie diagnozuje się na późniejszym etapie, a i dzieci z niska waga urodzeniowa rozwijają się zdrowo. Ja wagi jeszcze nie znam. Doktor mówił, że maluszek jest mały i jeszcze nie ważymy.
Jednak muszę się trzymać, muszę myśleć pozytywnie. Jak wyszłam z gabinetu to jak mantrę powtarzałam, że moja królewna? może nadrabia tym, że ma długie nogi jak modelka, a korpus krótki, a oni przecież mierzą od główki do pupci, a może też głowę przysunęła do klatki i już kilka mm wyszło mniej? Ja też w sumie jestem niska bo mam może 163 cm ale każdy mi zawsze mówił, że jest wysoka 😲dlaczego? Bo mam właśnie długie nogi efekt wizualny jest zakłamujący i optycznie wydaje się wyższa 🙂 jeszcze szpilki i nogi do nieba 😛
Ostatnio mam też dużo wydzieliny, takiej przezroczystej, kałuża w gaciach, zmieniam galoty 3 razy dziennie. Znowu panika, że to wody ale lakarz sprawdził papierkiem lakmusowym i powiedział, że jest dobrze. Papierki zamówiłam na necie. Czekam i też będę to kontrolować.
A co z pozytywnych wieści? Wciąż nie widać żadnego kutaska więc moje marzenie o córce i to przeczucie od samego transferu naprawdę może się ziścić. Spełnienie marzeń 😍😍 mąż też się cieszy. Pewnie jako facet wolałby syna ale nie daje tego po sobie znać 🙂 zresztą już mu powedzialam, że skoro tak to trzeba się będzie o chłopaka postarać i nie skomentował, a wczensiej jak mówiłam, że z pewnością spróbuję zawalczyć o rodzeństwo to kategorycznie mówił, że on w to nie wchodzi i koniec kropka.
A moja królewna ma już 10 cm. No trochę mało jak na ten tydzień... Ale ważne, że urosla. Myślę że więcej dowiem się dopiero na prenatalnych w Katowicach za miesiąc. Niby 300 km podróży ale cieszę się, że tam pojedziemy. Chciałabym oficjalnie podziękować mojej czarodziejce doktor i pożegnać się z kliniką. Może to wcześnie bo jeszcze różnie może być ale najważniejsze to pozytywne myślenie. No i wątpię, że będę miała okazję się tam jeszcze wybrać. 3 prenatalne i tak trzeba płacić więc pewnie zrobię na miejscu bo podróż z brzuchem już mi raczej nie wypali.
Teraz wciąż nie mam jakiegoś dużego bandziocha ale to też zależy co ubiorę. Opieta spódnica zaczynająca się spod cyckow to i bez ciąży uwidoczni brzuszek. W leginsach wyglądam jak po większym obiedzie. Waga nie wiem. Wczoraj próbowałam się ważyć ale te elektroniczne wagi to jakiś shit. Potrafiły mi pokazywać 3 kg różnicy. W dupe z tym. Widzę w lustrze, że jest ok.
Łożysko wciąż bardzo nisko, nie podnosi się i naciska na szyjkę. Doktor mówił, że ma jeszcze czas ale obserwujemy to. Także zakaz na seks wciąż obowiązuje. Jednak mozemy się pobawić bez penetracji. Dzisiaj zrobię mężowi niespodziankę. Póki jestem choć trochę seksi 🤫
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2020, 09:59
15 dc
W sobotę był zabieg.Doktorek nawet żartował.Hmmm dziwne pierwsze wizyty były takie zniechęcające.Teraz oczekiwanie na testowanie.Bedzie co ma być.Sam zabieg to dość szybko pozniej leżenia z 15 minut i do domu.Wyniki męża już nie takie dobre.Tylko 10 mln w ml.Zeby tylko to nie była oznaka powrotu choroby.Jesli chodzi o ruchliwość tez tak srednio.Zupelny brak z ruchem szybkim.Czekamy cały czas na wyniki kariotypow.Bez tego nie ruszymy nic w kwestii in vitro...Wspomniałam doktorkowi o tym ze zdecydowani jesteśmy na KD to mnie objechał ze nie pora na takie coś i dopóki sa własne komórki to trzeba próbować.Wiec próbujemy.
Ja samopoczucie w miarę brzuch troszkę pobolewa najgorsza jest ta senność i zmęczenie.W dzień bym spała w każdym miejscu ale jak co do czego przychodzi nie mogę usnąć.Rano budzę się i 5-6.
Dzis mąż wraca do Londynu za szybko ten czas leci jak on jest.Teraz będzie odliczanie kolejnych dni.Byle do świat..Chcieliśmy wybrać ogrodzenie do naszego domku ale jakoś nie wyszło.Jakis pogląd mamy ale to nie to.Zobaczymy.
Na ostatnich zajęciach w końcu dostaliśmy zadanie, by napisać bajkę dla naszego dziecka. Wiedzialam, ze takie zadania sa w ośrodkach i mialam plan mniej wiecej jak te książeczkę wykonać... Jednak nie mialam pojęcia o czym napisać. Ponieważ najbardziej lubie malować drzewa to wymyśliłam w żartach, ze napiszemy o ptaszkach, zaczęłam opowiadać mężowi po kolei żartując sobie i przez przypadek ułożyłam główny pomysł na bajkę
w sobote wspólnymi siłami stworzyliśmy tekst 
dzisiaj wszystko mniej więcej umieściłam w programie do tworzenia foto książki. Zostało mi juz tylko namalowane obrazków 
ale się cieszę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2020, 09:08
Pierwszy dzień okresu, którego miało nie być. Jak zwykle idealnie o czasie po morderczym PMSie. 28 kwietnia kolejna wizyta u ginekologa... zobaczymy. Trochę martwią mnie wyniki DHEA-SO4: 499,00 przy zakresie 98,8 - 340
Na szczęście reszta wydaje się w porządku:
Androstendion 2,98
Testosteron wolny 4,55
AMH 2,89
ACTH 23,2
Kortyzol 16,20 (więc skąd tak wysokie dheas???)
Dziewczynki
31dc
Termin🐒
W czwartek minęło 10 dni brania proga ale od wtorku po tragicznych wynikach proga 0,52 w 23dc przez dwa dni brałam luteinę dopochwowo dawka 2x1 100mg.
Od wtorku biorę też koenzym q10 z Wit.E, a poza tym oczywiście to co zawsze czyli pregne plus, witaminę D w kroplach, euthyrox rano i co drugi dzień selen.
Dopiero od środy-czwartku zaczęły nabrzmiewac piersi tj. Już w ostatnich dniach brania luteiny.
W ostatnich dniach tak jak pisałam zdarzały się bóle głowy, wzdęcia, mdłości, silne skurcze brzucha i kłucie, uderzenia gorąca.
Ostatnie dwie noce budziłam się z bólu piersi i duszności. Było mi strasznie gorąco i miałam gorące ciało, zawsze miałam zimne.
Takie objawy miałam podczas pierwszej ciąży.
Ale ponieważ apka nie wyznaczyła mi ovu na podstawie temperatury, a prog był na tak tragicznym poziomie to raczej nie mogłam mieć ovu. Pisałyście, że labo może się mylić, albo to że nie mierzyłam tempki od początku cyklu może mieć znaczenie.
Po tej info od gino, że to kolejny miesiąc nieudany i ten prog taki tragiczny i że klinika leczenia niepłodności bo ovu w kratkę to powiem Wam, że przeplakalam cały tydzień, obawiając się najgorszego czyli, że naturalnie się nie uda...
W niedziele jeszcze wyplakałam się teściowej bo rano dowiedziałam się, że została znowu babcia. Moja szwagierka urodziła, która była równo ze mną w ciąży. Cieszyłam się a jednocześnie było mi przykro że nam się układa i że mam problemy z płodnością. Pocieszyla mnie oczywiście, że inna jej synowa też miała problemy poważne a teraz ma dwóch synów.
Potem wyplakałam się mamie... bo zaczęłam mieć wieczorem jakieś mdłości i słabo się czułam. Mama zapytała co się dzieje i powiedziałam, że biorę dużo leków i suplementów żeby się udało.. i tak się zaczęła rozmowa. Powiedziałam wszystko co leżało mi na sercu w końcu. Nie widziałyśmy się miesiąc i teraz mogłam się wypłakać. Mama myślała, że może jestem już w ciąży, bo co miesiąc złe samopoczucie i wilczy apetyt od grudnia z podjadaniem w nocy. I powiedziałam jej że też wtedy myślałam, że to ciąża a to tylko objawy brania dupka..
I powiedziałam, że ovu w kratkę i nie wiem co będzie, że padło klinika leczenia niepłodności.
Mama była w szoku... pocieszała mnie, tata też. Mówili że za bardzo biorę to do siebie i się blokuje. Żebym się nie martwiła i wyluzowala. Ale przecież ja to wszystko wiem! Sama sobie to wmawiam, ale to nie jest takie łatwe.
W każdym razie swoje wyplakałam i od niedzieli cierpliwie czekam na @.
Postanowiłam, że we wtorek w 31dc zrobię test. To pierwszy termin spodziewanej @. Bo jeśli były by dwie krechy to muszę szybko zacząć brac luteinę znowu dopochwowo. Tylko zapomniałam o to zapytać na wizycie czy nadal besc rano i wieczorem po 1 tabletce od razu od testu pozytywnego czy jak. Czytam Was i piszecie, że brać od razu jak się okaże po teście.
Słuchajcie i dzisiaj zrobiłam test...
I zgłupiałam jeszcze bardziej...
Pierwszy raz zrobiłam bobo test ten żółty. Poszłam za Waszymi radami, że wiarygodny.
No i w zasadzie w tych pierwszych minutach niewiele bylo widać bo był mokry pasek. Ale miałam wrażenie że gdzieś tam pod tą bielą Vizira jest jakby taki minimalny prześwit czerwonej kreski ale taki nie widoczny cień na wierzchu tylko jakby pod spodem. Pomyślałam, że może mi się wydaje...
Potem ten cień jakby był bardziej widoczny. I jak test wysechł i zżółkł to ja nadal widzę ten cień. Jak wtedy byłam w ciąży to nie bylo cienia tylko taka cieniutka niteczka a tutaj jest jakby cień i nie wiem...
Wczoraj było ❤ I teraz nie wiem czy to mogło wpłynąć na wynik. Chociaż siusiałam do czystej szklanki, uważając żeby nic innego nie skapnęło tam. Dopiero jak pobralam mocz to zaczął kapać śluz.
Próbowałam zrobić zdjęcie testu ale na zdjęciu nie widać tego cienia za bardzo a ja przy oknie w świetle dziennym go widzę. Ale przecież to niemożliwe!!! Z takim progiem i spadającą tempką?? Jeszcze miesiąc, dwa temu bym się cieszyła z tego cienia bo byłabym pewna ciąży, a teraz... z przypuszczalnym brakiem ovu.. nie mogę się cieszyć bo to nie możliwe.
Wtedy jak test wyszedł pozytywny to tempka się utrzymywała na poziomie 37,1. A wczoraj tylko 36,93, a dzisiaj 36,77.
Jutro idę na AMH i zrobię betę przy okazji. Trochę się boję, że jeśli to ciąża a ja przecież nie brałam luteiny od czwartku i mogłam zaszkodzić...ciąży..
Jutro się okaże. Teraz jakoś bez wiekszych emocji bo to i tak niemożliwe skoro nie było ovu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2020, 14:43
1 dc
Nowy cykl, kolejna szansa. Wizyta umowiona 20.03 (11dc), umówiłam też męża na badania nasienia w tym samym dniu.
Przyszła mi czesc książek związanych z adopcja... Na poczatku jednej z nich jest piękny tekst, który trafi do każdej z was.... Tej, ktora przeszła drogę starań i tej, ktora nadal ja przechodzi... "Wiem jak boli śmierć marzeń. I czym jest dwuosobowa samotność, w której sie ja przezywa. Śmierć zawsze boli, ale przynajmniej czerń żałoby chroni przed wścibstwem i niedelikatnością. Nas nic nie chroni. Nie nosi sie żałoby po śmierci marzeń."
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2019, 14:13
18 pęcherzyków. Całkiem nieźle 🙂. Teraz czekam na piątek
2 dc, 20 cs.
Wzięłam to clo, pójdę na monit. 5 idziemy do nowej kliniki i tyle.
Psychicznie totalnie🏳
Misiaa, jesteś moją bohaterką ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2021, 20:12
Kolejna ciąża w naszej rodzinie i jeszcze moja przyjaciółka. Juz nie boli jak kiedyś. Pojawia sie na chwile mała tęsknota, ale mam w głowie tego aniołka, który na mnie czeka. Mam w głowie swoja misje. Musze zostać super bohaterem dla moich przyszłych dzieci, one potrzebują mnie bardziej niż kogokolwiek innego na świecie. Potrzebują silnej i kochającej mamusi i oczywiście super taty! Modlę sie za Ciebie aniołku..
16 dc
Niki dzięki bardzo za kciuki
Kd_eye tak jak się nie uda to in vitro.
Najgorszy teraz jest ten czas oczekiwania na testowanie.Mam nie odstawiać luteiny aż do testu.Biore 2x200.Na recepcie miałam 3x200 jak w klinice powiedziałam do położnej ze to za mało do testu bi to na 10 dni jest to stwierdziła ze to jest błąd systemu i powinno być 2x.Zdurnialam już.Biore 2 razy bo przecież wiedza.
Dziwnie się czuje tak jakby miał za chwile być @.Usypiam na stojąco.Dzis byłam w aptece myślałam ze zwymiotuje.Ludzi tłum i ten smród.Byla ze mną koleżanka pytam pozniej jej czy czuła a ona ze nic.....Luteina działa.
Kolejne 3 najbliższe zajecia zostaly odwołane z powodu zagrożenia koronawirusem.
Wracamy na te, które miały być ostatnimi... Czas naszego czekania wydłuża znów sie wydłuża.... Oby ten wirus zginął jak najszybciej!
Środa 18 dc/31 cs - 3 po histeroskopii
Atak, panika, szał, w sklepach brakuje artykułów, placówki oświatowe i kulturalne zamknięte. Szok. Ciekawe jak to u mnie w gabinecie będzie wyglądało... Pacjenci pewnie będą odwoływać wizyty. Swoją drogą, nie dziwię się. Może w takim razie zaliczę nieplanowany urlop - kwarantannę domową. Są plusy i minusy. Okaże się pewnie jutro. Mam spotkanie "kryzysowe", pewnie będą jakieś decyzje.
Z rzeczy fajnych byłam u znajomej fizjoterapeutki-osteopatki. Mam wzmożone napięcie mięśniowe dna miednicy + jama brzucha, przepona zablokowana. Jakoś nigdy nie miałam czasu aby się tym zająć ale wiedza i świadomość problemu była a to już coś 😉 Zresztą autoterapia nie jest tak efektywna.
Objawy typowo poowulacyjne, pojawił się typowy ból podbrzusza. Jeśli doszło do zapłodnienia, a komórka była "dobra genetycznie" to morula jeszcze żyje i już jest w macicy. Czekam na plamienia. Może będą - wtedy dupa, a może nie - wtedy a nóż się udało.
Szlak chyba mnie trafi..
Dziś dość że pokłóciłam się z facetem to jeszcze test owulki wyszedł negatywny i tak w kółko od kąd robię testy same negatywne temperatura idzie górę i pewnie było po owulacji 😒. Zastanawiam się czy można jej nie czuć chociaż od kilku dni delikatnie bolało mnie podbrzusze ale nie wiem czy to to 🤷😭
Załamka
Niedługo pójdę do gina i zobaczymy co powiem przecież wyniki podstawowe są w porządku nawet bardzo w porządku to może coś głębiej 🙊😒
Po wiadomosciach o owulacji było mi naprawde przykro, że w tym cyklu juz wiem że nie mam szans na ciaze i powiem szczerze moje libido równało sie 0 i dalej sie równa 0. Jedyny plus z tej calej sytuacji i sprowadzeniu na ziemie jest brak wpatrywania sie w kalendarzyk i odliczanie który dzien cyklu . Pozwolilam sobie tez na ciacho mialam juz taka ochote zjeść cos słodkiego ale nie owoce kawy dalej nie pije z kawa znacznie gorzej bylo odstawić a mam wrażenie, że to własnie przez jej spożycie moje problemy sie pogłebiły, wydaje mi się, że negatywnie oddziałuje na jojowody i produkcje jajec. Miałam też pomysły że może powinnam pójść na akupunkture albo żeby zakupić mate w ostateczności upadł pomysł bo samochód trzeba naprawić i muszę włączyć tryb oszczedzania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2020, 11:16
Kochane dzięki za kciuki i za wszystkie Wasze rady ale chyba nie tym razem jednak...
32dc/31
1dpt
Rano byłam na pobraniu krwi. Tak źle się wkłuła w żyłę, że nie leciało i pytała czy boli. Bolało ale znośnie, potem głębiej wepchnęła igle i bylo jeszcze gorzej, nadal nie leciało. A więc wysunęła igłę aż powietrze zaciągnela i krew zamiast do probówki zaczęła mi się sączyć z żyły po ręce. Jakaś masakra ta jedna babka nie potrafi pobierać krwi już kolejny raz z nią takie jazdy. Potem stwierdziła, że jak zaciągnęła powietrze i nie może powstrzymać krwi to musi się wbić w drugą rękę i że przeprasza. We dwie co chwila zmieniały opatrunki na tej ręce koszmar! Potem z drugiej ręki poszło w miarę. Do tej pory obydwie żyły obolałe i ciężko mi zgiąć rękę.
Ale dostałam wyniki:
Prog 8,07 ng/ml (32dc cykle 31-32 dniowe)
Beta <0,2....
Tak więc, niestety.
Ale prog trochę cieszy, bo przez tydzień skok z 0,52 na 8,07. Co może oznaczać, że ovu jednak była ale nie w 18dc tylko dużo później powiedzmy 2 dni temu odkąd się słabiej czuję.
Może to też za wcześnie na betę bo może jeszcze są płodne, nie wiem... słucham Waszych sugestii i rozważam wszystko.
Będę walczyć od kolejnego cyklu z już dokładnie mierzoną tempką, nowymi lekami, luteina, koenzym q10 wit.E, selen, acard, Euthyrox, pregna plus, witamina D. Do tego szałwia, ananas, awokado.
AMH - czekam na wyniki.
Tempka po odpoczynku popołudniowym 37,25 godz. 13.30.
Ważne info! Mierzę tempke w ustach a to zawsze bedzie mniej niż w pochwie.
Wieczorem mnie zmogło i zasnęłam na 2h po obudzeniu 22:00 tempka w ustach 37,09.
Trochę mało było ❤ po niby płodnych. Przedwczoraj i 6 dni wcześniej. Ale może dzisiaj też będzie żeby postarać się wystrzelić jeśli są te płodne jednak.
Czekam na @ 32dc i nic. Piersi nabrzmiałe, czekam. Jeśli w czwartek nie będzie @ w piątek kolejny test i powrót do luteiny.
Rety ale ta 🐒 trzyma mnie w niepewności do ostatniej chwili...
Wszystko się pomieszało w tym cyklu 😊
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2020, 14:43
Dzisiaj jest źle, zarówno psychicznie jak i fizycznie.
Jutro mam to Sono HSG i już się stresuję. Wiem, że nie boli i że dam radę, ale jakoś tak wewnętrznie nie wiem, czy dobrze robię, że już tak wcześnie na to idę - teraz 6 cs po poronieniu będzie. Z drugiej strony im wcześniej się wykryje jakieś nieprawidłowości tym lepiej. Mam nadzieję, że jednak żadnych nieprawidłowości nie będzie i za niedługo będę w ciąży.
Dzisiaj też uświadomiłam sobie, że od kiedy się staram, dwie koleżanki, którym o tym powiedziałam już dzieci mają, a się wtedy nie starały. Eh.
Nie mogę wchodzić chyba na żadne forum. To źle na mnie działa. Za dużo tam badań, chorób. I ciągle porównuję się z innymi. Jak nie odnośnie leków, które dziewczyny biorą, a ja nie biorę, a może powinnam to znów, że szybko zachodzą, a ja nadal stoję w miejscu. Mam dość. Dziś jest źle. Byle było już po tym Sono.
17tc+2
Byłam dziś na wizycie w szpitalu. O dziwo o 8 rano autobus pusty, w szpitalu tez pustki 😳 aż się zdziwiłam, ludzie chyba naprawdę zamknęli się w domu..
Wizyta jednak bez usg, w gabinecie nie było sprzętu. Pogadałam sobie z moim doktorkiem który prowadził moją pierwszą trudną ciąże..od tej pory go nie widziałam..heh smutno mu było że tak to wszystko się skończyło, zwłaszcza po aż 6 miesiącach życia....
Zmierzył mi centymetrem moja macice, niby wysokość jest dobra co do tygodnia ciąży i posłuchaliśmy serduszka. Do tego było badanie moczu, waga i mierzenie ciśnienia. Narazie tyle informacji musi mi wystarczyć do przyszłego tygodnia gdzie mam usg.
Ostatnie robienie albumu się źle odbiło na moim mojej psychice..byłam bardziej płaczliwa.. zresztą do tej pory praktycznie nie zdarzają mi się dni bez płaczu. Zawsze chce mi się płakać wieczorem jak położę się do łóżka 😓 heh niby z czasem ma być lepiej, narazie nie jest.
Za każdym razem jak myśle o mojej ciąży to tez mi się płakać chce bo zastanawiam się czy tam rade, nie wyobrażam sobie na tą chwile mieć INNE dziecko niż moja Alice...
Ostatnio mam też takie szczęście że co leci jakiś film to w każdym jest ktoś o imieniu Alice..serio..wcześniej nie napotykałam tego imienia w każdym filmie 🤦🏻♀️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.