tc: 12+3 (wg apki), 12+6 (wg usg), waga 57,8 kg.

Jesteśmy już po prenatalnych. Wszystko ok.

Najpierw pojechaliśmy na wizytę do kliniki, wszystko poszło sprawnie. Mężuś nie mógł być obecny. Usg jakoś prześwietlało i mały wiercioch wprawiał w zakłopotanie lekarza i... maszynę do usg 😜 kręcił się tak, że zaburzał pomiary tętna i lekarz ostatecznie liczyła tętno na słuch ze stoperem w ręce 😊 Szyjka długa, ph prawidłowe.

Było super zabawnie, bo to zupełnie inny człowiek niż ten tydzień temu czy ten miesiąc temu. Normalnie widać było uszy, żebra, kręgosłup, mózg, palce u rąk i stóp. Tak mówię do lekarza "Jeja, to widać żebra?" - "Nooo, ale jazda! Wszystko widać. Dzidziol mi się naprawdę bardzo podoba!" 😁 Chciała zrobić kilka ładnych zdjęć dla Mężusia, ale niestety kręciołek nie pozwalał za bardzo na to, co go złapała troszkę lepiej, to już zmieniał pozycję.

Torbielka z 5 cm miała już tylko 2 cm, także jest sukces!!! I problem z głowy.

Przepisała dalsze leki, pożegnałyśmy się. W zasadzie powiedziałam jej, że to tylko tymczasowa rozłąka, bo przecież mamy jeszcze 2 Zarodki i zamierzamy po nie wrócić "No właśnie, właśnie, bo co innego Państwo z nimi zrobią!". I kontynuowała "A teraz sio, do siebie, proszę się odezwać raz na jakiś czas, że wszystko jest w porządku, teraz już musi być w porządku i proszę koniecznie dać znać po pierwszej wizycie u nowego lekarza. I jeszcze proszę napisać, kim to dziecko będzie 😊". Normalnie to bym ją uściskała, Mężuś pewnie też, a tu niestety. Takie czasy. Po prostu z podziękowaniem przyjedziemy w spokojniejszych czasach. Wychodząc podziękowałam również położnym - szczególnie, że akurat była ta, która była obecna przy moich obu transferach, taka starsza kobitka, a naprawdę jej słowa tak mocno potrafiły wtedy podbudować i uspokoić. Aż się zaczerwieniła słysząc moje podziękowanie (przez maskę). Pożegnałam się też na rejestracji, bo akurat była jedna z trzech Pań, z którą miałam najczęstszy kontakt.

Bardzo się cieszę, że tam trafiłam. Bardzo się cieszę, że Invimed i dofinansowanie nas nie uwiodło. Sprawa jest oczywista, że najbardziej bym się cieszyła, gdybym nie musiała korzystać z kliniki. Ale. Jak już, to naprawdę tylko tam.

Na prenatalne Mężuś też nie mógł wejść. Musiałam zdjąć swoją maskę i swoje rękawiczki - świeżo założone w samochodzie na parkingu. Dostałam od nich maseczkę i rękawiczki - za duże jedno i drugie. Rękawiczki mi zjeżdżały, a maska miała luki na bokach i na górze. Okulary całe zaparowane. Noż kurna mać. To ja lepiej byłam zabezpieczona w swoim sprzęcie. Oczywiście mierzenie tempki, ankieta koronawirusowa, a na rejestracji siedzą sobie Państwo z maseczkami założonymi tylko na usta 🤦‍♀️ Lekarz w fartuchu, maseczce i przyłbicy. Bardzo fajna, konkretna kobitka.

Pierwsze usg przez brzuch. I jak przyłożyła głowicę to wyszeptała "Ciii, niech się Pani nie rusza, mamy idealne ułożenie do badania, naprawdę super się ułożyło". Grzeczne dziecko, jak świrować i się pokazać Komuś Ważnemu, kto bardzo pomógł w pojawieniu się, to świrować, a jak mamy ważne badanie, to sobie śpimy lub leniuchujemy 😜 Starałam się oddychać tylko górną częścią klatki piersiowej, żeby nic nie zepsuć :D. Głowa ok, mózg ok, serce prawidłowo zbudowane, tętnice pępowinowe również, żołądek też właściwy, uszy (lekko elfie 😎), oczodoły, nosek, przezierność karku prawidłowe, sprawdziła również przepływy w tętnicach macicznych - jak najbardziej ok, serduszko Malucha biło wtedy 156 uderzeń na minutę, CRL 6,52 cm, więc ładnie sobie rośnie. Doktor była super zadowolona, do niczego się nie przyczepiła. Obejrzała również jajniki, powiedziała, że widać, że są delikatnie pokłute jeszcze, ale zmierzają ku lepszemu, torbielka ma 28 mm i wg niej nie kwalifikuje się do nazywania "torbielą". Powiedziała, że na ostateczne wyniki badania należy poczekać około tygodnia, bo wiadomo, że na krew się czeka.

Z Mężusiem tuż przed wizytą ustalałam, czy pytać o płeć bez niego, czy chcemy poznać razem. W drodze z jednej kliniki do drugiej Mężuś kilkukrotnie zmieniał zdanie. Kiedyś mu powiedziałam, że Pan Bóg pobłogosławi go samymi córkami (w żartach), potem te moje przeczucia odnośnie syna się pojawiły. Ostatecznie Mężuś napisał mi sms'a - "Zapytaj o płeć".

Zapytałam więc, czy widoczna jest płeć Dziecka. "Moim zdaniem Dziewczynka. Do potwierdzenia.". Życie nie lubi być nudne. A dwa: nie raz tu się zdarzało, że ma być to, a był ktoś inny, więc dalej może być różnie.

Stał pod kliniką, gdy wymieniliśmy najważniejsze informacje, pokazałam fotki, to pada "Płeć?" - "A jak myślisz?" - "Wiesz, na jednym zdjęciu ma takie elfie uszy, a jak ma takie uszy, to Dziewczynka" 😜💓 On powinien dostać Nobla za zupełnie nowatorską metodę ustalania płci Dziecka. Na podstawie kształtu uszu 🤣

Dzisiejszy powrót ze stolicy był nad wyraz udany. Zatrzymaliśmy się tylko raz! I nie tak gwałtownie jak ostatnio. Chwilę powietrzyłam głowę i mogliśmy jechać dalej.

Ciekawe obserwacje z pobytu - było nie było, bo przez szybę samochodu - na zewnątrz. Jest znacznie mniej palaczy!!! Ale i tak znajdą się Ci, co ściągną maskę i sobie zafajczą. Trochę ludzi biega, sporo jeździ na rowerze, straż miejska jeździ w samochodach bez masek (a zakładam, że nie żyją razem w jednym gospodarstwie domowym), więc generalnie te informacje o kontrolach policji uznałam za przesadzone.

Nasz remont powolutku idzie sobie do przodu. Myślałam, że się kompletnie zatrzyma, ale pomalutku idziemy dalej. Mamy już wszystkie okna wstawione! I w najbliższym tygodniu ma przyjść facet od ocieplenia dachu. Także super!!!

W weekend na spokojnie zajmę się misją biustonosza.

P.S. Chciałam powiedzieć, że ja dalej jestem ze Wszystkimi Starającymi się. Oczywiście, że jest teraz trudniej. Tym mocniej swoje myśli i modlitwy Wam poświęcam, bo jakby było mało innych przeszkód, to teraz doszła siła wyższa.

37 tydzień ciąży (36+1)
5 dni do wizyty
6 dni do ciąży donoszonej
27 dni do terminu porodu

Byłam dzisiaj na wyczekanym pedicure 🥰 mogłabym tak siedzieć i siedzieć, aby tylko ktoś przy mnie coś robił 😅 Do tego stopnia, że zastanawiam się czy się nie umówić jeszcze na zabieg na twarz. Chyba zwariowałam 🙈 Od wczoraj zaczęły mnie łapać braxtony, no ale to czas najwyższy patrząc na to, że wcześniej w ogóle ich nie miałam, a teraz aż mi ściska żebra, na szczęście są bezbolesne.
Zastanawiam się czy nie można zostawić szwu do porodu? Ale chyba nie, bo co jeśli rozerwie mi szyjkę przy skurczach? Sama nie wiem. Z jednej strony cieszę się, że będziemy już go ściągać, a z drugiej chciała bym jeszcze żeby miś trochę podrósł w moim brzuchu. Ehh nie dogodzisz babie 😁 Z resztą wszystko okaże się po poniedziałkowej wizycie. Już nie mogę się doczekać!

18.12.2020 - rano pokusiłam się na test - jest cień cienia, ale dla dobrze widzących ;)
potem pojechałam na badania B-HCG, po 2 godzinach był wynik.......
28,6 !!!!!!!!!!!!!!! o rany jak się cieszę... naprawdę myślałam, że to nie zaskoczy...

Umówiłam się od razu na 9 i 11dpt na powtórkę bety, oraz na USG pęcherzykowe na 16dpt - zastanawiam się czy oby nie za wcześnie będzie - no zobaczymy 😍😍😍

AsiaKK Odpowiedni czas na dziecko istnieje! 17 kwietnia 2020, 18:29

Kolejna porażka. Ja pierdolę, nienawidzę tych starań.

Napiszę tak: ja już sama nie wiem, czy chcę to dziecko czy nie. Może to taki mój wymysł? Żeby zobaczyć jak to będzie, mieć kogoś, bo inni mają... serio! Chcę mieć rodzinę, to wiem, ale naprawdę mam się tak co miesiąc wyniszczać w środku. Powoli żyć mi się nie chce, naprawdę. Jakoś nie widzę radości życia... przejebane to wszystko i tyle. Jeszcze ten wirus... z jednej strony jest mi na rękę i teraz pewnie każdy mnie tutaj zlinczuje, bo napiszę to: została odwołana jedna impreza, na której miało być mega dużo dzieci i szczęśliwych rodzinek i ja na tej imprezie miałam być... najpierw nie miałam, bo bym rodziła, a że nie rodzę to miałabym być tam sama z moim smutkiem? Boże, dziękuję Ci... serio, jak to mówią - szczęście w nieszczęściu. Teraz będę mogła zakisić się z moim smutkiem w domu.

Teraz druga sprawa. 27.04. mam HSG - tak, idę na to. Mówią, że wiele dziewczyn zachodzi po tym... no jasne! Bardzo dużo! Ale kochane moje...nie ja! Ja na bank po tym nie zajdę, jeszcze w maju - jakbym po tym zaszła i to jeszcze w maju to by było dla mnie grzesznej duszy za wiele, ja muszę znosić kary i upokorzenia w tych staraniach, bo w innych sytuacjach w życiu mi się lepiej powiodło... ot co! Te wpis jest straszny... ale pokazuje mój stan duszy na dzień dzisiejszy. Ale też czytajcie go troszkę z przymrużeniem oka...serio. Jednak aż taka zła do szpiku kości nie jestem... chyba.

No więc mam na to iść - miesiąc przerwy i jeśli chcemy to inseminacja..ok... jakoś tak nie wierzę w nią, serio. No bo, skoro przez 5 cykli bzykania praktycznie non stop nic nie wyszło to co mi ta inseminacja pomoże? No nie wiem... mąż mówi, żeby próbować... biedny on. Naprawdę współczuje mu życia ze mną teraz.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 29 kwietnia 2020, 10:18

z racji tego, że jutro Mąż potrzebuje auta pojechałam na krew dzisiaj (robiłam w poniedziałek).
dzisiejsza beta 499,5! ♡
przyrost 186,8%
popłakałam się ♡
planuję zrobić jeszcze jedną bete po majówce w poniedziałek.
pierwsza wizyta usg 11.05 :)

Nea Zostawić po sobie ślad 17 kwietnia 2020, 21:13

20 dc
Wiki nie nie miałam laparo ani histero.Nigdy nie było propozycji pomimo tego że każdy z lekarzy był informowany o zapaleniu.W Londynie robione jedynie HyCoSy i odblokowanie jajowodow bo były niedrozne.
Oczekiwanie na wyniki dluzy się strasznie.Mam nadzieję że w przyszłym tygodniu już będą.Wtedy umawianie wizyty bo teraz to i tak nie ma sensu.W poniedziałek mam wizytę u endokrynologa.Nie wiem tak do końca co się dzieje ale nie znajduje powodu tycia.Wiecej tych objawów jest .Ciagle jest mi zimno.W 2016 brałam Euthyrox.Tsh miałam ponad 2,5.Teraz było grubo ponad 3 i w klinice uznali że ok.Musze to sprawdzić muszę coś robić bo wariuje.
Siostra która w ciąży nie zrobiła prenatalnych bo wirus namieszal.Wreszcie powiedziała synowi który ma 8 lat A namawiał ponad 2 lata że chce Dzidziusia.Argument - ja będę wszystko robił uczył wszystkiego i też będę się bawił A Ty tylko będziesz dawać jeść.Jak już się dowiedział i wyglądał wszystkie zdjęcia z usg to chciał żeby to uszczypnac żeby nie myślał że to sen.Juz się sposobu do roli starszego brata.
A my w zawieszeniu i z dnia na dzień.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 21:33

Ines93 ... 17 kwietnia 2020, 21:53

Cześć!
Dzisiaj trochę z innej beczki...
Wczoraj, nie wiem co mi odbiło... Czy chodzi o to że już pięć tygodni przez wirusa siedzę w domu na tyłku, czy był jakiś inny powód... Ale tak wstałam jak na mnie w miarę szybko bo około 8 rano i postanowiłam, że zabiorę się za małe porządki więc zdjęłam firanki umyłam okna (może ich nie ma jakiś nadzwyczajnie dużo ale kilka jest). Następnie posadziłam lillie na balkonie (cebólki dostałam już chyba dwa tygodnie temu od przyszłej teściowej ale tak jakoś nie miałam weny żeby je włożyć do doniczki, druga sprawa jest taka, że ja po prostu nie mam ręki do roślin... Gdzieś kiedyś czytałam, że najpierw trzeba utrzymać kwiatka, później zwierzę a później myśleć o dzieciach... U mnie kot trzyma się bardzo dobrze i to już prawie pięć lat jak chce jeść to jest marudą i nie daje żyć a z kwiatkami zawsze się nie dogadywałam... Maksymalnie tydzień albo dwa i mogłam zapomnieć o kwiatku... No ale zobaczymy jak będzie z tymi na balkonie), posprzątałam balkon ale tak na błysk i z rozpędu posprzątałam też mieszkanie i na koniec powiesiłam świeżo wyprane firanki, generalnie było cudnie, skończyłam popołudniu i postanowiłam że w lodówce wiele więcej po za krasnoludkiem włączającym światło nie ma więc pojechałam na zakupy... I wydałam chyba rekordowo dużo pieniędzy jak na to że były to podstawowe zakupy w dodatku nie takie aż duże i jak na to że byłam tylko w jednym sklepie... Oczywiście jak wyszłam ze sklepu to już właściwie była pora kiedy Mój miał wracać do domu wiec stwierdziłam że, po co będę dźwigać zadzwonię i pomoże mi z tym i tak się stało, na robienie obiadu nie starczyło mi sił więc zjedliśmy tylko coś na szybko (Mój też nie był w nastrój do gotowania i w sumie mu się nie dziwię bo dzień wcześniej był 15 h w pracy a w tym dniu 10 h). Na zakończenie dnia usiedliśmy na balkonie i wypiliśmy piwko (w sumie ja dwa, jakoś tak miałam ochotę alepo dwuch byłam już pijana i tal się zastanawiam czy przypadkiem nie wróciłam do formy sprzed lat kiedy po dwuch jestem pijana a trzecie zawsze mi zaszkodzi... No ale miałam tylko krótki epizod w życiu kiedy mogłam wypić więcej, ach te lata na studiach xD). Kąpiel i do łóżka... A jako że tak jakoś nas naszła ochota to był też seks... Ale już pod koniec czułam że coś jest nie tak jakieś dziwne kłucie w podbrzuszu i w okolicy pleców na dole... W sumie zdarzyło mi się to pierwszy raz... Może zbyt intensywnie? A może zła pozycja... Nie wiem będę to sprawdzać czy się powtórzy xD.
No a dzisiaj od rana leżę jak dentka bez życia... Zakwasy mam od łydek aż po łopatki... Nie mogę nic zrobić... Przeklinałam dzisiaj to że mamy wannę zamiast prysznica... Nogę ledwie włożyłam... Normalnie nigdy nie narzekam na wannę, uwielbiam długie gorące kąpiele z pachnącymi olejkami i świecami, ale dzisiaj to był dramat żeby wejść i się umyć...
Niby zostało mi dziewięć dni do okresu... Ale jeszcze tego nie odczuwam... Albo nie odczuwam przez zakwasy xD.
To byłoby chyba na tyle z tego co chciałam się pożalić dzisiaj.
Pozdrawiam Ines.

10 dni po transferze (transferowaliśmy dwa dwudniowce), rano po przebudzeniu zrobiłam test, był negatywny, wiem że to jeszcze wcześnie ale smutek jest. Wczoraj było mi niedobrze, nie wiem, czemu na mdłości ciążowe jest za wcześnie. Jestem bardzo senna, jak się położę na kanapę to oczy same mi się zamykają, wczoraj zaliczyłam godzinną drzemkę, dziś dwugodzinną. Brzucha prawie nie czuję. Dzisiaj prawie nic nie zrobiłam, nie mam na nic siły...


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 22:09

Jeheria No kiedy? 17 kwietnia 2020, 18:38

37+6
Maciuś waży 3000 g a wg kalkulatora na necie 2870g, a wiec łatwo bedzie mi go urodzić :)
Waga w dolnych centylach ale dalej w normie, przepływy w normie. Doktor mówi że główka jest już naprawdę bardzo nisko - wiem to chodzę jak kaczka...
Teraz ktg w środę a za tydzien wizyta - mam nadzieję że do tego czasu urodzę!
Dzis w nocy miałam mocne bóle okresowe, chyba dzis wykorzystam męża...

W tym tygodniu dowiedzialam sie ze moja rodzinna przechodzi na emeryturę, w sam raz przed moim porodem, na szybko musialam załatwic nowego pediatrę, a ciężko o dobrego który ma miejsce. Na szczescie napisałam do upatrzonej lekarki na messenger a ta odpisała i się zgodziła ufff mimo ze przychodnie otwiera dopiero od 4 maja.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 18 kwietnia 2020, 11:15

5+6.
Od środy budze sie rano i pierwsze co czuje to ochota na bełt. Wstaje do toalety i czuje kaca giganta. Oblewaja mnie poty, serce wali jak oszalale, z trudem wloke sie do łóżka. Jem śniadanie. Po śniadaniu zaczynaja sie okrutne mdłości. Nie wymiotuje tylko leżę i mnie mdli. Nie mam siły nawet iść do łazienki. Zresztą wiem, że i tak nie zwymiotuje. Przez glupi przypadek w liceum mam lek przed wymiotami. Wiadomo, smarkaty wiek buntu, kolezanka przyniosła do szkoły wino, jee, wypijemy po szkole. Po szkole idziemy nad rzeke i pijemy. Zaczynam rzygać. Leci i ustami i nosem, dusze się. Moja przyjaciółka w panice zaczyna wrzeszczeć, myśli ze litry krwi puściły mi sie z nosa, a to zwykle wino. Po jakims czasie odzyskuje oddech. Okropne chwile. Od tej pory wymiotuje tylko wtedy kiedy organizm jest już tak czymś struty, że sam wyrzuca wszystko. I zawsze reka zatykam nos. O, na przyklad kilka lat temu cała ekipą strulismy sie podczas powrotu z Koziego Wierchu. W Dolinie Pieciu Stawów (tzn niżej) zaczęliśmy pić wodę z potoku. Myśleliśmy, że zdrowa, bo górski potok. Na drugi dzień nikt z nas nie przyszedl do pracy. Wtedy dopiero sie zorientowalismy, że cudowna woda mogła zawierać ścieki ze schroniska z Piątce. To był ostatni raz jak wymiotowalam. Żadne wkladanie palca mnie nie zmusi, żebym z siebie coś wyrzuciła. A teraz byłoby to zbawienne.
Ostatnie dwa dni szczególnie dały mi sie we znaki. Budzę sie o 6 i mdli mnie do 10, dopiero wtedy jestem w stanie wstać z łóżka.
Ale nie narzekam, żeby nie bylo. Jakis tam spokój mi to daje, że ciąża jest i daje o sobie znać. Choć wiem, że brak objawów lub ich wystepowanie o niczym nie świadczy. Moja mama w ciąży mogłaby góry przenosić, zawsze mi mówi, że nigdy w życiu tak dobrze się nie czuła i w ogóle, że to były najpiekniejsze lata.
Dzisiaj w nocy obudził mnie też ból jajników, taki okresowy. Brrr jak ja się boje tych bóli. Ale przeszedł.
Wczoraj zabrałam sie za nasz blog. Kto to widział, żeby opłacać domene kilka lat i jeszcze go nie wepchnąć. Napisałam artykul o Koronie Gór Polski, jeszcze tylko zdjęcia, a ich dodawanie jest najgorsze. W ogóle z Korona Gór Polski jest ciekawa sprawa. Korona to 28 szczytów w najwyższych polskich pasmach górskich. Przez kilka lat zdobywaliśmy szczyty. Z Krakowa mamy w góry blisko, ale wiele szczytów korony znajduje sie na Dolnym Śląsku, a tam jest już kawałek, trzeba jechać na kilka dni. Ostatni, 28 szczyt zaliczyliśmy w grudniu. W styczniu podchodzilismy do ivf i od początku tej wycieczki towarzyszyło mi jakieś przeświadczenie, że zamykamy jakiś okres w naszym życiu. W drodze na szczyt na jednym z drzew zauważyliśmy obrazek, z bliska okazalo sie, że jest to święty Józef, patron rodziny. Byłam poruszona, nawet mój niewierzący mąż był poruszony. Po powrocie zamówiłam go, żebysmy odmawiali nowenne do św Józefa. Jest taka, w której prosi się o potomstwo. Wklejam link:
http://wspolnotajozefa.pl/duchowosc/nowenna-do-sw-jozefa-o-uproszenie-potomstwa-dla-rodzicow/

Odmawialismy ja przez 9 dni, potem podeszlismy do ivf i się nie udało. Powiedziałam wtedy, że św Józef nas nie wysluchal. Człowiek to chce wszystko już, zaraz, ale modlitwa nie działa jak czarodziejska różdżka. A jednak święty Józef się za nami wstawil😄
Ps. Śniło mi się, że byliśmy na usg i pielegniarka pozwoliła wejść mężowi. Nie wiem jak to teraz jest. Niby bez mężów sie wchodzi, ale na pierwsze usg może zrobią wyjatek...

Wera Nasze początki 18 kwietnia 2020, 13:28

17 dc
Coraz bliżej pełnych strań

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 18 kwietnia 2020, 15:18

No i mam wyniki prolaktyny i estradiolu.
Prolaktyna: 15,92 ng/ml
Estradiol: 41,00 pg/ ml

Prolaktyna wydaje się super 💪 a co do estradiolu nie wiem, norma jest do 251 pg/ ml 🤔 chyba szału nie ma 😒

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 18 kwietnia 2020, 06:55

3 dc
Ale mi się nie chciało wstawać, ale jadę badać prolaktyne i estradiol. Co do badania prolaktyny to mam nadzieje, że wszystkie zalecenia spełniłam:
- brak intensywnego wysiłku wczoraj (małe sprzątanie ale nie zmęczyłam się 🤭)
- wstałam o 6, na badanie pojadę tak żeby być 3 godziny po obudzeniu ale między godziną 8.00 a 10.00 (mam nadzieję, że ten moja plan nie zostanie zweryfikowany przez ogromna kolejkę do badań)
- wczoraj nie było seksu 😒🤣
- jestem na czczo, ostatni posiłek zjadłam ok 20.00 więc o 8.00 będzie 12 h
- narazie niczym się nie zdenerwowalam (i oby przez drogę do labo nic mnie nie zdenerwowało) to jest najtrudniejszy punkt do wykonania.
I to chyba tyle jak chodzi o zalecenia do badania prolaktyny. Mam nadzieję że wynik będzie ok. Ostatnia tabletke dostinexu brałam ponad tydzień temu, ale czytałam że ma on działanie długotrwałe ( chyba do 28 dni a u niektórych nawet dłużej).
Piękna pogoda, słoneczko świeci, może dzisiaj uda nam się przygotować taras, wyciągnąć i skręcić meble ogrodowe i jutro obiad zjemy już na świeżym powietrzu.
Przypomnialo mi się jak męczyłam męża o taki kosz jajko, żeby się w nim bujać. Miał mi go kupić jak będę w ciąży. Ale dostałam go w grudniu 2017 r. na gwiazdkę, a w lutym 2018 okazało się że jestem w ciąży. Taki tam mały zbieg okoliczności. 😉
Boje się, że to puste jajo wtedy, a teraz ten brak ciąży to moja wina, że ze mna jest coś nie tak, że to wina moich słabych komórek😣 Niby moje badania nie są złe, ale np prolaktyna badana 3 lata temu była ok, a teraz co??
Jest jeszcze tyle badan które przydałby się zrobić, o których nie miałam pojęcia dopóki nie zaczęłam czytać ovu. Myślę jeszcze nad zrobieniem ANA, może NK. Ale co z tego jak nie wiem co na to moja gin., czy jak coś wyjdzie nie tak czy będzie umiała mi pomóc? Lubię ją, jest konkretna i wydaje mi się że szukala przyczyn naszych naturalnych niepowodzeń. Dla mnie ważne jest to, że pracuje też w klinice leczenia niepłodności, jest mi łatwiej z nią rozmawiać bo ja znam. Ale boje się, że oprócz badań które są wymagane u niej w klinice nie będzie szukała ewentualnej przyczyny niepowodzenia. I to nie tak, że zakładam z góry że będzie źle, ale chce się przygotować na różne scenariusze. I też próbuje mojemu malżowi to uświadomić, że już na etapie stymulacji, a później rozwoju zarodkow może coś pójść nie tak. Mam milion myśli w głowie, nie da się tego wyłączyć.
Dobrze że mam to gdzie wyrzucić z siebie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 12:28

Zastanawiam się, czy w tym cyklu ovu zaznaczy mi owulację. Temperatury mam nieco wyższe, niż miesiąc temu o tej samej porze. Tak, czy owak - skoku temp nie było...

Wytrwale serduszkujemy co noc. Bez spiny, bo stwierdziłam że na poważnie zacznę się martwić od stycznia.

Kupiłam mężowi na urodziny bilet na termy. Od roku powtarza, że chciałby tam kiedyś jechać, ale teraz kiedy się budujemy ciągle są inne wydatki a prezent i tak trzeba kupić :)
Więc wymoczymy tyłki.
Jeszcze niedawno bym się martwiła, że jak ja to pojadę, a jak w ciąży będę to czy dziecku nie zaszkodzi? I tak bym pewnie wielu rzeczy sobie odmawiała, a starania przecież trwają.

Zamówiłam też tort. Miał być z motywem kiełbasy. Kiedy go odebrałam, zorientowałam się że bardziej to przypomina kupę... cholera. Pani ekspedientka stwierdziła, że to wygląda jak księżyc. Jaki księżyc, brązowy? Z prążkami? Wstyd będzie, a teście dzisiaj przychodzą. Spierdzielili na maxa, za rok mam nadzieję będę mogła mu upiec tort już u nas w domu... Dziś jest już święto i nic innego nie załatwię.
Tak że koko dżambo i do przodu! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2016, 16:32

Wera Nasze początki 13 czerwca 2020, 17:00

19 dc
Kilka razy mnie ukuło w dole brzucha na środku. A tak humor dopisuje i apetyt też. W poniedziałek świętujemy pierwsząrocznicę ślubu 🙂

Zrobiłam kolejny test, nawet cienia na nim nie ma, pół dnia przepłakałam :( moje serce pękło na pół, dlaczego?

Rano zrobiłam kolejny test, oczywiście nic na nim nie ma... klinika kazała testować od jutra, zadzwonię do nich rano z wynikiem i zapytam czy odstawić lekki czy mam iść jeszcze na betę, choć teraz jest to utrudnione bo sporo laboratoriów nie przyjmuję obecnie żadnych pacjentów. W maju zaczynam nową pracę, tak bardzo się bałam podejmując tą decyzję. W starej męczę się już od dłuższego czasu, cały czas żyłam z przekonaniem, że nie mogę zmieniać pracy bo przecież planujemy powiększenie rodzinny. Gdyby nie ta decyzja zostałabym teraz z niczym... bez dziecka, męcząc się w starej pracy bez perspektyw. Dajemy sobie pół roku "na życie" a potem wrócimy do dalszej walki. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w stanie zaprzestać choć na chwilę, nie możemy dalej żyć tylko kliniką, we wtorek nasza druga rocznica ślubu. Miłej niedzieli


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 10:27

Prawie miesiąc nie pisałam.

Siedzimy w domu. Próbuje pracować z dzieckiem, ale to jakaś partyzantka. Z to drzemki pomijała, A to nie chciała chodzić spać, a to coś sobie ubzdurała w nocy o wzbudzała się z krzykiem banana, wózek czy coś.

Może to jakiś skok czy kamień milowy by zaczęła więcej gadać. Czasem to ułatwia, czasem utrudnia pewne sprawy.
Trochę mi miłej bo jest do kogo gębę otworzyć jak męża nie ma, ale druga strona medalu jest taka, że komunikuje swoje zadania, czasem absurdalne.

Od jakiegoś czasu mówi do mnie "mamusia"albo "mamusia ukochana"
Jak zje pierś to mówi "schowany, przykryjemy"
Po 5 sekundach mycia zębów oznajmia "umyte"

Kopara nam opadła gdy powiedziała pełne zdanie: kredki rozsypały się na podłogę. Serce rośnie wtedy.
Wg mnie ładnie buduje zdania np
"To jest niebieskie" "gdzie jest zajączek" albo hit "ojciec wyniósł kamienie"
Uwielbia kwiatki, gada do tych co mamy w domu, przytula doniczki,mówi im że są piękne.

Puzzle i sortery ogarnęła dopiero teraz w wieku 20 mięs.nic na siłę
Nocnikiem nie jest zainteresowana

Czasem je wybiórczo, jak czegoś nie chce to mi podaje i mowi: "mamusia zje"
Przez całe święta domagała się kanapek z czekoladowym zajaczkiem.

Naklejki wielorazowe są wszędzie.raz mi się do tyłka przykleiło.

Zamówiłam nowe partie kici koci, bo już fiksuje czytając to samo. I nowego picia, szczęść co opowiada (Chyba za trudną dla nas jeszcze)

Zauważyłam, że jak mam mniej pracy to jestem bardziej cierpliwa. A cierpliwości trzeba mieć czasem dużo, mąż twierdzi że mnie podziwia. No ale święta nie jestem. Krzyknelam kilka razy w bezsilności
Czasem puszczę bajke o zajacu Bingu. Mloda opowiada potem swoimi slowami co on tam robil,pamieta imiona wiekszosci bohaterow.

Mam nadzieję, że nie narobiłaś błędów bo pisze z tel
Co tam u Was?





.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2020, 21:38

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 18 kwietnia 2020, 21:46

Od ponad dwoch tygodni nie pracuje i to zaczyna mnie dobijac. Aby otrzymac pomoc od rzadu, moja firma musiala nas wyslac na przymusowy urlop. Nie moge narzekac, bo nam za to placa a nic nie robie. Od skonczenia studiow, tak naprawde nie mialam przerwy w pracy z wyjatkiem kiedy pojechalam na Filipiny na miesiac i potem musialam szukac pracy. Wolalabym pracowac z domu, ale rozumiem jakimi powodami kieruje sie moja firma. I tak jestem wdzieczna ze nadal mam prace.
Chyba mam za duzo wolnego czasu, bo moje mysli znow zaczely krozyc wokol ciazy i fakt, ze czas leci a ja juz nie jestem mloda. Dostalam wiadomosc, ze szpitala, ze moja wizyta zostala odwolana. Wszystko jest wstrzymane niewiadomo do kiedy. Ostatnio nawet moj maz mnie pytal na czym stoimy i kiedy bedzie tranfer. Jezeli on sie pyta to wiem, ze juz tez zaczal myslec.
Niestety sytuacja w UK nie jest najlepsza, jak wiadomo rzad zareagowal za pozno i obecnie ok 800 osob umiera codziennie, wiele tysiecy jest zarazonych. Kraj jest zamkniety na kolejne 3 tygodnie do 7maja, mysle, ze sytuacja nawet wtedy sie nieustabilizuje. Staram sie zajmowac czas na tyle na ile moge, chodze na ok 10km spacery codziennie, zaczelam robic joge ( nigdy nie moglam sie do niej przekonac, ale teraz robie 30dniowe wyzwanie. Skonczylam 8 dzien a sztywna jestem jak kawalek drewna 😊😊😊😊. Od razu Krakowa nie zbudowano), mieszkanie wysprzatane i inne pierdoly.
Mysle, ze nie pomaga mi fakt, ze bylam w Polsce od pazdziernika i nie wiadomo kiedy pojade. 😐
Przy dobrych wiatrach mam nadzieje, ze wznowia moja klinika w sierpniu, ale pytanie kiedy bedzie transfer. Prosze niech znajda szczepionke na to cholerstwo!
Wiecie czasami mnie taka mysl nachodzi, ze moze jakims cudem uda nam sie zajsc naturalnie w miedzy czasie, ale potem pukam sie w glowe i mowie po co sie durna nakrecasz. Tyle czasu minelo, mialam dwie inseminacje wiec nagle....sie uda.
Wybaczcie moj dzisiejszy wpis nie jest zbyt optymistyczny ani skladny, ale musialam z siebie wyrzucic te mysli. ......


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2020, 21:46

Mała Mi 2020 Ciągłe staranie 19 kwietnia 2020, 13:24

Kochane kobietki mam nietypowe pytanie. Czy wy też tak macie, że raz na jakiś czas wasze cykle są dłuższe niż zawsze. Mój ostatni cykl trwał 41 dni o 7 dni dłużej myślałam że może już ciąża ale dostałam okresu. W tamtym roku też tak miałam że jednego miesiąca okres spoźniał się 4 dni a kolejnego 6 dni. Mój gin przez tel powiedział że czasem tak jest, ale nie wiem czy powiedział mi tak żebym była spokojna i nie umawiała się do niego na wizytę bo boi się korona


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 13:25

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)