10 dni po transferze (transferowaliśmy dwa dwudniowce), rano po przebudzeniu zrobiłam test, był negatywny, wiem że to jeszcze wcześnie ale smutek jest. Wczoraj było mi niedobrze, nie wiem, czemu na mdłości ciążowe jest za wcześnie. Jestem bardzo senna, jak się położę na kanapę to oczy same mi się zamykają, wczoraj zaliczyłam godzinną drzemkę, dziś dwugodzinną. Brzucha prawie nie czuję. Dzisiaj prawie nic nie zrobiłam, nie mam na nic siły...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 kwietnia 2020, 22:09
37+6
Maciuś waży 3000 g a wg kalkulatora na necie 2870g, a wiec łatwo bedzie mi go urodzić 
Waga w dolnych centylach ale dalej w normie, przepływy w normie. Doktor mówi że główka jest już naprawdę bardzo nisko - wiem to chodzę jak kaczka...
Teraz ktg w środę a za tydzien wizyta - mam nadzieję że do tego czasu urodzę!
Dzis w nocy miałam mocne bóle okresowe, chyba dzis wykorzystam męża...
W tym tygodniu dowiedzialam sie ze moja rodzinna przechodzi na emeryturę, w sam raz przed moim porodem, na szybko musialam załatwic nowego pediatrę, a ciężko o dobrego który ma miejsce. Na szczescie napisałam do upatrzonej lekarki na messenger a ta odpisała i się zgodziła ufff mimo ze przychodnie otwiera dopiero od 4 maja.
5+6.
Od środy budze sie rano i pierwsze co czuje to ochota na bełt. Wstaje do toalety i czuje kaca giganta. Oblewaja mnie poty, serce wali jak oszalale, z trudem wloke sie do łóżka. Jem śniadanie. Po śniadaniu zaczynaja sie okrutne mdłości. Nie wymiotuje tylko leżę i mnie mdli. Nie mam siły nawet iść do łazienki. Zresztą wiem, że i tak nie zwymiotuje. Przez glupi przypadek w liceum mam lek przed wymiotami. Wiadomo, smarkaty wiek buntu, kolezanka przyniosła do szkoły wino, jee, wypijemy po szkole. Po szkole idziemy nad rzeke i pijemy. Zaczynam rzygać. Leci i ustami i nosem, dusze się. Moja przyjaciółka w panice zaczyna wrzeszczeć, myśli ze litry krwi puściły mi sie z nosa, a to zwykle wino. Po jakims czasie odzyskuje oddech. Okropne chwile. Od tej pory wymiotuje tylko wtedy kiedy organizm jest już tak czymś struty, że sam wyrzuca wszystko. I zawsze reka zatykam nos. O, na przyklad kilka lat temu cała ekipą strulismy sie podczas powrotu z Koziego Wierchu. W Dolinie Pieciu Stawów (tzn niżej) zaczęliśmy pić wodę z potoku. Myśleliśmy, że zdrowa, bo górski potok. Na drugi dzień nikt z nas nie przyszedl do pracy. Wtedy dopiero sie zorientowalismy, że cudowna woda mogła zawierać ścieki ze schroniska z Piątce. To był ostatni raz jak wymiotowalam. Żadne wkladanie palca mnie nie zmusi, żebym z siebie coś wyrzuciła. A teraz byłoby to zbawienne.
Ostatnie dwa dni szczególnie dały mi sie we znaki. Budzę sie o 6 i mdli mnie do 10, dopiero wtedy jestem w stanie wstać z łóżka.
Ale nie narzekam, żeby nie bylo. Jakis tam spokój mi to daje, że ciąża jest i daje o sobie znać. Choć wiem, że brak objawów lub ich wystepowanie o niczym nie świadczy. Moja mama w ciąży mogłaby góry przenosić, zawsze mi mówi, że nigdy w życiu tak dobrze się nie czuła i w ogóle, że to były najpiekniejsze lata.
Dzisiaj w nocy obudził mnie też ból jajników, taki okresowy. Brrr jak ja się boje tych bóli. Ale przeszedł.
Wczoraj zabrałam sie za nasz blog. Kto to widział, żeby opłacać domene kilka lat i jeszcze go nie wepchnąć. Napisałam artykul o Koronie Gór Polski, jeszcze tylko zdjęcia, a ich dodawanie jest najgorsze. W ogóle z Korona Gór Polski jest ciekawa sprawa. Korona to 28 szczytów w najwyższych polskich pasmach górskich. Przez kilka lat zdobywaliśmy szczyty. Z Krakowa mamy w góry blisko, ale wiele szczytów korony znajduje sie na Dolnym Śląsku, a tam jest już kawałek, trzeba jechać na kilka dni. Ostatni, 28 szczyt zaliczyliśmy w grudniu. W styczniu podchodzilismy do ivf i od początku tej wycieczki towarzyszyło mi jakieś przeświadczenie, że zamykamy jakiś okres w naszym życiu. W drodze na szczyt na jednym z drzew zauważyliśmy obrazek, z bliska okazalo sie, że jest to święty Józef, patron rodziny. Byłam poruszona, nawet mój niewierzący mąż był poruszony. Po powrocie zamówiłam go, żebysmy odmawiali nowenne do św Józefa. Jest taka, w której prosi się o potomstwo. Wklejam link:
http://wspolnotajozefa.pl/duchowosc/nowenna-do-sw-jozefa-o-uproszenie-potomstwa-dla-rodzicow/
Odmawialismy ja przez 9 dni, potem podeszlismy do ivf i się nie udało. Powiedziałam wtedy, że św Józef nas nie wysluchal. Człowiek to chce wszystko już, zaraz, ale modlitwa nie działa jak czarodziejska różdżka. A jednak święty Józef się za nami wstawil😄
Ps. Śniło mi się, że byliśmy na usg i pielegniarka pozwoliła wejść mężowi. Nie wiem jak to teraz jest. Niby bez mężów sie wchodzi, ale na pierwsze usg może zrobią wyjatek...
17 dc
Coraz bliżej pełnych strań
No i mam wyniki prolaktyny i estradiolu.
Prolaktyna: 15,92 ng/ml
Estradiol: 41,00 pg/ ml
Prolaktyna wydaje się super 💪 a co do estradiolu nie wiem, norma jest do 251 pg/ ml 🤔 chyba szału nie ma 😒
3 dc
Ale mi się nie chciało wstawać, ale jadę badać prolaktyne i estradiol. Co do badania prolaktyny to mam nadzieje, że wszystkie zalecenia spełniłam:
- brak intensywnego wysiłku wczoraj (małe sprzątanie ale nie zmęczyłam się 🤭)
- wstałam o 6, na badanie pojadę tak żeby być 3 godziny po obudzeniu ale między godziną 8.00 a 10.00 (mam nadzieję, że ten moja plan nie zostanie zweryfikowany przez ogromna kolejkę do badań)
- wczoraj nie było seksu 😒🤣
- jestem na czczo, ostatni posiłek zjadłam ok 20.00 więc o 8.00 będzie 12 h
- narazie niczym się nie zdenerwowalam (i oby przez drogę do labo nic mnie nie zdenerwowało) to jest najtrudniejszy punkt do wykonania.
I to chyba tyle jak chodzi o zalecenia do badania prolaktyny. Mam nadzieję że wynik będzie ok. Ostatnia tabletke dostinexu brałam ponad tydzień temu, ale czytałam że ma on działanie długotrwałe ( chyba do 28 dni a u niektórych nawet dłużej).
Piękna pogoda, słoneczko świeci, może dzisiaj uda nam się przygotować taras, wyciągnąć i skręcić meble ogrodowe i jutro obiad zjemy już na świeżym powietrzu.
Przypomnialo mi się jak męczyłam męża o taki kosz jajko, żeby się w nim bujać. Miał mi go kupić jak będę w ciąży. Ale dostałam go w grudniu 2017 r. na gwiazdkę, a w lutym 2018 okazało się że jestem w ciąży. Taki tam mały zbieg okoliczności. 😉
Boje się, że to puste jajo wtedy, a teraz ten brak ciąży to moja wina, że ze mna jest coś nie tak, że to wina moich słabych komórek😣 Niby moje badania nie są złe, ale np prolaktyna badana 3 lata temu była ok, a teraz co??
Jest jeszcze tyle badan które przydałby się zrobić, o których nie miałam pojęcia dopóki nie zaczęłam czytać ovu. Myślę jeszcze nad zrobieniem ANA, może NK. Ale co z tego jak nie wiem co na to moja gin., czy jak coś wyjdzie nie tak czy będzie umiała mi pomóc? Lubię ją, jest konkretna i wydaje mi się że szukala przyczyn naszych naturalnych niepowodzeń. Dla mnie ważne jest to, że pracuje też w klinice leczenia niepłodności, jest mi łatwiej z nią rozmawiać bo ja znam. Ale boje się, że oprócz badań które są wymagane u niej w klinice nie będzie szukała ewentualnej przyczyny niepowodzenia. I to nie tak, że zakładam z góry że będzie źle, ale chce się przygotować na różne scenariusze. I też próbuje mojemu malżowi to uświadomić, że już na etapie stymulacji, a później rozwoju zarodkow może coś pójść nie tak. Mam milion myśli w głowie, nie da się tego wyłączyć.
Dobrze że mam to gdzie wyrzucić z siebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 12:28
Zastanawiam się, czy w tym cyklu ovu zaznaczy mi owulację. Temperatury mam nieco wyższe, niż miesiąc temu o tej samej porze. Tak, czy owak - skoku temp nie było...
Wytrwale serduszkujemy co noc. Bez spiny, bo stwierdziłam że na poważnie zacznę się martwić od stycznia.
Kupiłam mężowi na urodziny bilet na termy. Od roku powtarza, że chciałby tam kiedyś jechać, ale teraz kiedy się budujemy ciągle są inne wydatki a prezent i tak trzeba kupić 
Więc wymoczymy tyłki.
Jeszcze niedawno bym się martwiła, że jak ja to pojadę, a jak w ciąży będę to czy dziecku nie zaszkodzi? I tak bym pewnie wielu rzeczy sobie odmawiała, a starania przecież trwają.
Zamówiłam też tort. Miał być z motywem kiełbasy. Kiedy go odebrałam, zorientowałam się że bardziej to przypomina kupę... cholera. Pani ekspedientka stwierdziła, że to wygląda jak księżyc. Jaki księżyc, brązowy? Z prążkami? Wstyd będzie, a teście dzisiaj przychodzą. Spierdzielili na maxa, za rok mam nadzieję będę mogła mu upiec tort już u nas w domu... Dziś jest już święto i nic innego nie załatwię.
Tak że koko dżambo i do przodu! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2016, 16:32
19 dc
Kilka razy mnie ukuło w dole brzucha na środku. A tak humor dopisuje i apetyt też. W poniedziałek świętujemy pierwsząrocznicę ślubu 🙂
Zrobiłam kolejny test, nawet cienia na nim nie ma, pół dnia przepłakałam
moje serce pękło na pół, dlaczego?
Rano zrobiłam kolejny test, oczywiście nic na nim nie ma... klinika kazała testować od jutra, zadzwonię do nich rano z wynikiem i zapytam czy odstawić lekki czy mam iść jeszcze na betę, choć teraz jest to utrudnione bo sporo laboratoriów nie przyjmuję obecnie żadnych pacjentów. W maju zaczynam nową pracę, tak bardzo się bałam podejmując tą decyzję. W starej męczę się już od dłuższego czasu, cały czas żyłam z przekonaniem, że nie mogę zmieniać pracy bo przecież planujemy powiększenie rodzinny. Gdyby nie ta decyzja zostałabym teraz z niczym... bez dziecka, męcząc się w starej pracy bez perspektyw. Dajemy sobie pół roku "na życie" a potem wrócimy do dalszej walki. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w stanie zaprzestać choć na chwilę, nie możemy dalej żyć tylko kliniką, we wtorek nasza druga rocznica ślubu. Miłej niedzieli
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 10:27
Prawie miesiąc nie pisałam.
Siedzimy w domu. Próbuje pracować z dzieckiem, ale to jakaś partyzantka. Z to drzemki pomijała, A to nie chciała chodzić spać, a to coś sobie ubzdurała w nocy o wzbudzała się z krzykiem banana, wózek czy coś.
Może to jakiś skok czy kamień milowy by zaczęła więcej gadać. Czasem to ułatwia, czasem utrudnia pewne sprawy.
Trochę mi miłej bo jest do kogo gębę otworzyć jak męża nie ma, ale druga strona medalu jest taka, że komunikuje swoje zadania, czasem absurdalne.
Od jakiegoś czasu mówi do mnie "mamusia"albo "mamusia ukochana"
Jak zje pierś to mówi "schowany, przykryjemy"
Po 5 sekundach mycia zębów oznajmia "umyte"
Kopara nam opadła gdy powiedziała pełne zdanie: kredki rozsypały się na podłogę. Serce rośnie wtedy.
Wg mnie ładnie buduje zdania np
"To jest niebieskie" "gdzie jest zajączek" albo hit "ojciec wyniósł kamienie"
Uwielbia kwiatki, gada do tych co mamy w domu, przytula doniczki,mówi im że są piękne.
Puzzle i sortery ogarnęła dopiero teraz w wieku 20 mięs.nic na siłę
Nocnikiem nie jest zainteresowana
Czasem je wybiórczo, jak czegoś nie chce to mi podaje i mowi: "mamusia zje"
Przez całe święta domagała się kanapek z czekoladowym zajaczkiem.
Naklejki wielorazowe są wszędzie.raz mi się do tyłka przykleiło.
Zamówiłam nowe partie kici koci, bo już fiksuje czytając to samo. I nowego picia, szczęść co opowiada (Chyba za trudną dla nas jeszcze)
Zauważyłam, że jak mam mniej pracy to jestem bardziej cierpliwa. A cierpliwości trzeba mieć czasem dużo, mąż twierdzi że mnie podziwia. No ale święta nie jestem. Krzyknelam kilka razy w bezsilności
Czasem puszczę bajke o zajacu Bingu. Mloda opowiada potem swoimi slowami co on tam robil,pamieta imiona wiekszosci bohaterow.
Mam nadzieję, że nie narobiłaś błędów bo pisze z tel
Co tam u Was?
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2020, 21:38
Od ponad dwoch tygodni nie pracuje i to zaczyna mnie dobijac. Aby otrzymac pomoc od rzadu, moja firma musiala nas wyslac na przymusowy urlop. Nie moge narzekac, bo nam za to placa a nic nie robie. Od skonczenia studiow, tak naprawde nie mialam przerwy w pracy z wyjatkiem kiedy pojechalam na Filipiny na miesiac i potem musialam szukac pracy. Wolalabym pracowac z domu, ale rozumiem jakimi powodami kieruje sie moja firma. I tak jestem wdzieczna ze nadal mam prace.
Chyba mam za duzo wolnego czasu, bo moje mysli znow zaczely krozyc wokol ciazy i fakt, ze czas leci a ja juz nie jestem mloda. Dostalam wiadomosc, ze szpitala, ze moja wizyta zostala odwolana. Wszystko jest wstrzymane niewiadomo do kiedy. Ostatnio nawet moj maz mnie pytal na czym stoimy i kiedy bedzie tranfer. Jezeli on sie pyta to wiem, ze juz tez zaczal myslec.
Niestety sytuacja w UK nie jest najlepsza, jak wiadomo rzad zareagowal za pozno i obecnie ok 800 osob umiera codziennie, wiele tysiecy jest zarazonych. Kraj jest zamkniety na kolejne 3 tygodnie do 7maja, mysle, ze sytuacja nawet wtedy sie nieustabilizuje. Staram sie zajmowac czas na tyle na ile moge, chodze na ok 10km spacery codziennie, zaczelam robic joge ( nigdy nie moglam sie do niej przekonac, ale teraz robie 30dniowe wyzwanie. Skonczylam 8 dzien a sztywna jestem jak kawalek drewna 😊😊😊😊. Od razu Krakowa nie zbudowano), mieszkanie wysprzatane i inne pierdoly.
Mysle, ze nie pomaga mi fakt, ze bylam w Polsce od pazdziernika i nie wiadomo kiedy pojade. 😐
Przy dobrych wiatrach mam nadzieje, ze wznowia moja klinika w sierpniu, ale pytanie kiedy bedzie transfer. Prosze niech znajda szczepionke na to cholerstwo!
Wiecie czasami mnie taka mysl nachodzi, ze moze jakims cudem uda nam sie zajsc naturalnie w miedzy czasie, ale potem pukam sie w glowe i mowie po co sie durna nakrecasz. Tyle czasu minelo, mialam dwie inseminacje wiec nagle....sie uda.
Wybaczcie moj dzisiejszy wpis nie jest zbyt optymistyczny ani skladny, ale musialam z siebie wyrzucic te mysli. ......
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2020, 21:46
Kochane kobietki mam nietypowe pytanie. Czy wy też tak macie, że raz na jakiś czas wasze cykle są dłuższe niż zawsze. Mój ostatni cykl trwał 41 dni o 7 dni dłużej myślałam że może już ciąża ale dostałam okresu. W tamtym roku też tak miałam że jednego miesiąca okres spoźniał się 4 dni a kolejnego 6 dni. Mój gin przez tel powiedział że czasem tak jest, ale nie wiem czy powiedział mi tak żebym była spokojna i nie umawiała się do niego na wizytę bo boi się korona
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 13:25
5t + 4d
Czuję się dobrze i paradoksalnie to mnie dobija. Złe samopoczucie na początku ciąży jest wyznacznikiem tego, że coś się dzieje.. zazwyczaj coś dobrego. A ja? Ja się czuję dobrze.. jestem trochę zmęczona, trochę rozdrażniona, trochę boli mnie brzuch. Właśnie, co mam sobie myśleć, gdy nic mi nie jest po za tym, że boli mnie brzuch jak na okres? Trzecia ciąża.. myślałam, że będę mieć wylane, co będzie to będzie... Ale przejmuję się bardziej niż przy dwóch ostatnich. Wtedy byłam przekonana, że się uda, że po prostu zrobię tak, że się uda. Może ta pewność okazała się być zwodnicza. Narzeczony mówi, że tym razem się uda, bo ja w to wątpię. Tak jakby moje negatywne nastawienie miało w czymś pomóc... W sumie pozytywne nie pomogło, więc może to jest klucz do sukcesu? Kolejną zaletą wizytę mam w 7 tygodniu. Dokładnie za 10 dni. Czy dam radę wytrzymać, cierpliwie, w spokoju? We wtorek zrobię zrobię badanie betaHCG. może chociaż to mnie uspokoi.. o ile wynik wyjdzie w porządku. Oszaleję!
Edit: Godzina 21.45
Dziś pojawiły się mdłości, mdli mnie od przedpołudnia do samej nocy. Nie jakoś męcząco, ale wiem, że to początek tego nudnościowego okresu ciąży 😅 jak dobrze, czuję się źle, ale spokojnie. Mdłości = wzrost hormonu, a to z kolei oznacza rozwój ciąży 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2020, 21:49
Jest 2ga kreska. Widoczna ale nie super mocna. Ale jest, na pewno. No nic, póki co ide do pracy xD
18 cykl starań
6 dzień cyklu
Gdy świat się kończy. Zamyka na wolność, równość, wzajemny szacunek i pod przykrywką wiary nakazuje postępowanie, myślenie i czyny. Świat smutny, szary i bez miłości. Mam dość. Serce mi krwawi, a z oczu kąpią łzy, które rozrywają duszę. Czuję pustkę i ogromną samotność.
Nie mam siły być bohaterką swojej niepłodności. Nie mam siły na heroizm, który pozwala mi w imię mojej wiary podążać tylko określoną drogą niepłodności. W pewnym momencie ta droga się kończy. I co po niej? Szlachetna bezdzietność lub adopcja? Nie chcę takiego wyboru, Bóg, w którego wierzę daje mi więcej. Daje mi miłość, opiekę, lekarzy i naukę. Bardzo chciałabym mieć słuszność. Pewności nie mam, bo choć rozmawiam z Nim codziennie, to nigdy nie odpowiada. Pozostaje mi jedynie wiara, że czynię dobrze i nie zostanę przez swoje decyzje potępiona.
I Was też nie potępiam. Przesyłam ogrom miłości, opieki i zrozumienia. Na każdą Waszą decyzję, drogę, myśl. Marzę o świecie, w którym wzajemnie się szanujemy, nie zaglądamy we własne sumienia, jesteśmy dla siebie wyrozumiali, dobrzy i pozwalamy na odmienne decyzje. Na tym właśnie polega tolerancja i miłość. Na wzajemnym szacunku do odmienności. Marzę też o reformie kościoła i wolności w kraju, w którym żyję, bo tutaj chcę wychowywać swoje dzieci. I pokazywać im piękno drugiego człowieka, różnorodności i wszystkie kolory tęczy 🌈
Kiedyś wyjdzie słońce ☀️
4 dc
Wczorajszy dzień spędziliśmy z mężem w ogrodzie, nowe drzewka posadzone i oby się przyjęły ✊ dzisiaj nie mogę się ruszać tak mnie bolą plecy i nogi ale warto było. Do 22.00 składaliśmy jeszcze meble ogrodowe, nie wiem kto to wymyślił meble ogrodowe w częściach 🙄🤣 ale udało sie, został jeszcze stół, najprostszy w złożeniu ale już nie mieliśmy siły na jego skręcanie.
Mam często takie myśli, że już tyle pieniędzy wydaliśmy na badania, leczenie, wizyty a jeszcze tyle musimy wydać i nie wiadomo czy da to jakiś efekt. I mam wyrzuty, że jakbym zaszła w ciążę naturalnie to te pieniądze moglibyśmy przeznaczyć na dom (skarbonkę bez dna). Wiem, że to głupie myślenie (mąż też mi mówi żebym tak nie myślała) bo dzidzia jest najważniejsza, ale takie myśli też się pojawiają niestety, szczególnie jak chcemy coś zrobic w domu i kalkulujemy na co nas stać, żeby wystarczyło pieniędzy na in vitro.
Ale nie mogę narzekać, szczególnie że w tym czasie , w związku z wirusem dużo osób straciło pracę i nie ma za co żyć 😭 my na szczęście mamy stałą pracę i wypłatę na czas.
Na kwietniowym wątku o in vitro, kolejnej dziewczynie udało się z naturalsikiem, jak mnie bardzo cieszą i budują takie informacje 🥰
I tego życze Wam i sobie. Miłej niedzieli.
Nasz Aniołek ma już 19 dni 
Dziś pierwszy miesiąc kończy Amelka, córeczka moje siostry 
37 dzień cyklu!
Nienawidzę go!
Tego dnia!
Od czwartku dzielnie postanowiłam, że to właśnie dziś zrobię test ciążowy. Ostatni.jaki mam dostępny w domu. Ten test miał być tym POZYTYWNYM - czyli tym, który zrobię jak na 90% będę czula ze jestem w ciazy.
Poranek idealny, okresowych objawów brak, humor super z uśmiech idę zrobić test. Obiecuję sobie przez 3 min. wytrzymać i nie podglądać wyniku. Już mam wstęp ie zaplanowane jak przekażę dobre wiadomości MK.
Test.
Prysznic.
Kilka min do lustra.
Ogarniecie włosów.
Dopiero 2 min. minęły...
Cierpliwości...
O ulubiona piosenka w radio! O 4 minuty minęły!!!
Ręce się trzęsą...
Widzę z daleka JEDNA OGROMNIE SAMOTNA KRESKA.
Na tym się kończy dobroć 37 dnia cyklu.
- 1 cs - 17 dc-
Czuję się kompletnie inaczej niż podczas starań o pierwszą ciążę. Główna różnica polega na tym, że bycie w ciąży nie jest już takie niewyobrażalne. Nie odbieram zajścia w ciążę jako coś tak niesamowicie rzadkiego, przecież tyle kobiet zachodzi w ciążę każdego dnia, tylu kobietom udaje się już podczas pierwszych prób. Dlaczego nie miałabym być jedną z nich? Przecież może tak się zdarzyć. Codziennie medytuję i robię afirmacje, mocno mi to pomaga, daje mi to spokój ducha. Oczywiście to mój pierwszy cykl. Miesiączka była więc czymś wyczekiwanym bo chciałam móc zacząć się starać, troszkę się boję tej kolejnej, ale póki co jestem spokojna. Bałam się, że owulacja w ogóle nie zajdzie, a temperatura pięknie ruszyła do góry, więc jest się z czego cieszyć.
Ostatnio dwie dziewczyny z mojego otoczenia zaszły w ciążę i byłam ciekawa jaka będzie moja reakcja, czy będę czuła ukłucie zazdrości i muszę przyznać, że szczerze się ucieszyłam. Jestem z tego dumna. Od razu mi się przypomniało jak walcząc z własnymi myślami przed pierwszym zajściem postanowiłam nie zazdrościć brzuchatym dziewczynom myśląc sobie, że niedługo do nich dołączę. Może teraz ten spokój wewnętrzny pozwala mi się cieszyć z nimi? Nie wiem tego, ale naprawdę bardzo się cieszę. Obawiam się tylko pytań ze strony mojej rodziny, bo niestety duża jej część jest baaaaardzo nietaktowna, a w ciążę zaszła moja kuzynka, która podczas mojej ostatniej ciąży zaszła miesiąc po mnie. Teraz mi troszkę dziwnie, że będzie to przechodzić tym razem solo. Wiem, że niejednokrotnie ktoś mi zada pytanie kiedy ja. Z resztą już z 5x od porodu musiałam im mówić, że nie chcę teraz kolejnego dziecka, bo wiedziałam, że może być ciężko i chciałam zamknąć im usta, ale kolejne pytania wciąż się przydarzały. I to oczywiście głównie od mojej ciotki (mamy ciężarówki). Niestety nic z tym nie zrobię. Tak czy siak, wiedziałam, że kuzynka będzie się starać i zastanawiałam się jak zareaguję, a na szczęście już to mam za sobą
Kto wie, może i tym razem uda nam się być równocześnie w ciąży. Życie takie historie pisze, że głowa mała. Czekam z niecierpliwością na moją własną 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.