Byliśmy na wizycie. Jakieś 20 min z badaniem i USG za 150 zł. W zasadzie nie dowiedziałam się nic nowego. Lekarz zlecił sporo badań mi i emkowi. Narazie nic nie powiedział konkretnego. No nic w przyszlym cyklu w 3 DC i 7 dpo muszę porobić badania. Znowu kasa... Ale trudno, może się coś dowiemy. Jutro pójdę do ginki i poproszę żeby przepisała chociaż kilka badań bo pójdę z torbami.
Lekarz zwrócił uwagę na to coś w lewym jajniku co mam od zawsze i powiedział że to może być cysta. Wspomniał te coś o policystycznych jajnikach. Spoko. Jakoś żaden ginekolog do tej pory mi o tym nie wspominał. No trudno. Walka trwa, będziemy się badać i iść do przodu. Muszę jeszcze sprawdzić glukoze. Spróbuję zapisać się do rodzinnego.
Wody mi odeszły, 15 minut po napisaniu postu 😂
Już wyjechałam z domu, 115 km przede mną.
zaczęłam plamić. jestem na ip.
dostalam opieprz, ze dlaczego przyjechalam akurat tutaj... minelam tyle szpitali - a skąd ja to miałam wiedzieć? masakra jakas.
trzymajcie proszę kciuki, żeby było dobrze. strasznie się boję.
bylam w toalecie plamienie minimalne, jakby ustalo - zapobiegawczo jak tylko je zobaczylan od razu wzięłam dodatkowy prog. cos czuje ze tu wszyscy beda na mnie krzyczec. ja pitole, na razie czekam.
ale najwazniejsze, ze mnie przyjma
kurde, biora numerki po mnie
dlaczego?
przyjeli mnie po 1,5h.
krwawienie z tarczy pochwowej, musialo peknac jakies naczynko.
p3cherzyk prawidłowy, z pechezykiem żółtkowym. jeszcze nie widać zarodka, ale lekarz powiedział że to normalne.
jutro mam wizytę w novum - nie odwoluje, chce się upewnić ze wszystko jest ok 
wg usg 6 t 2 d, wiec ciąża młodsza o 2 dni od terminu miesiączki (obstawiałam ze 4/5 młodszą bo ovu była późno).
ale sie wystresowałam, nawet nie wiem, czy mnie to uspokoiło, ale lekarz mówił, że wszystko jest dobrze, więc muszę wierzyć.
żadnych bóli nie mam wiec tyle mi latwiej wierzyć 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 maja 2020, 13:05
Pierwszy tydzień w nowej pracy mam już za sobą. Zmiana zdecydowanie na lepsze, nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca ale myślę, że to była dobra decyzja. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili
Nie sądziłam, że ta praca da mi takiego kopa i taki zastrzyk pozytywnej energii, jestem wdzięczna za to
w czwartek biopsja endo- nie sądzę, żeby coś wniosła, ale skoro lekarz chce to robimy. Wczoraj przyszedł rachunek za ostatni transfer- zdecydowanie najdroższy transfer jak do tej pory. Jeszcze tylko ta biopsja i pora odpocząć finansowo od tego wszystkiego.
I przyszłe bóle okresowe. Chyba pojawiły się w najgorszym momencie - gdy byłam odwiedzić znajomych z dwutygodniowym noworodkiem.
Dzieciątko jest piękne! Malutkie śliczne! A rodzice w pełni zakochani w sobie i w małej perełce.
Jestem strasznie szczesliwa, ze wszystko u nich się układa, tez nie było im łatwo - koleżanka poroniła pierwsza ciąże. Wiem, ze bardzo długo się o to starali i bardzo się cieszę ich szczęściem. Ale uczucie które ogarnęło mnie po powrocie do domu było straszne - nigdy nie czułam takiego strachu. Nie umiem tego do końca opisać....
Wspólna niedziela, to zawsze piękny czas.
Niby spędzamy dużo czasu razem, ale to właśnie niedziele są dniami DLA NAS.
Ładuję baterie i czekam, i mierzę temperaturę i czekam.
Tak, Aniołku chcę żebyś nas już odwiedził!
Nie znam Cię, ale już za Tobą tesknię. Tęsknimy oboje.
Pragniemy 
Chodź!
Przyjdź!
1dpt
przed nami kilka dluuugich dni.Będzie ciężko wytrzymać. Ale obiecałam sobie ze ide od razu na krew żadnych sikaczy.
co ma być to będzie.
8t + 4d
Było 3 dni spokoju od mdłości. Już myślałam, że tym razem może tylko tydzień będą trwały, ale nie. Pojawiły się dziś wieczorem i dają mi popalić 🤢
Jeszcze tylko półtora tygodnia do wizyty. Czas jakoś tak szybciej mi leci. Nie nadążam liczyć, który to tydzień i dzień ciąży 🤫 teraz musiałam sobie pomóc aplikacją. No, ale nic. Może to i lepiej. W poprzednich ciążach wszystko analizowałam, każdy dzień, tydzień, jak wygląda dziecko, co już umie, jak jest rozwinięte, więc jestem wystarczająco już wyedukowana w tej sprawie ☺️
26tc+1d, waga 61kg (+7kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Progesteron Bensis, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)
Progesteron brany od 7 dni skutecznie wpędza mnie stany depresyjne i lękowe, zastanawiam się jak przetrwałam I trymest biorąc 12 tabletek dziennie, skoro teraz przy dwóch jest mi tak ciężko.. Staram się być dzielna, ale to naprawdę nie jest takie proste. Dopiero teraz uświadamiam sobie jak fatalnie reaguje na ten hormon, mąż od razu wylapał różnice w zachowaniu, zauważył, że jestem smutna i osowiała, wróciły też mdłości.. Dopiero po kilku dniach przyszło oświecenie co jest przyczyną, zastanawiam się nad zmniejszeniem dawki.. Nie chcę narzekać.. Pragnę tego dziecka bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, ale chyba za dużo od siebie wymagam, dojrzewam do tego, aby pozwolić sobie na złe samopoczucie bez wyrzutów sumienia.
Za kazdem razem wydawało mi się, że czas się zatrzymał....ale potem byl telefon z pracy mysl "jak moga dzwonić teraz" - ale przecież to tylko mój świat się zatrzymał, rozleciał na milion kawałków... czas płynął dalej, życie toczyło się dalej....
Mimo że pierwsze dni zawsze wyglądały identycznie, i to było tylko czekanie aż każdy dzień się skończy, a kolejny wyglądał podobnie... to jednak czas mijał..
Jak usłyszałam że muszę czekać 3 miesiące do początku procedury to wydawało się ze nie przeżyje tyle czasu... to dzisiaj... od dzisiaj mogę próbować zajść w ciążę...
Dzisiaj myślę że warto było czekać, jest mi dużo lepiej... chce wierzyć że się uda, ale już chyba nie wbrew wszystkiemu...
26 dc
Miałam super weekend, odpoczęłam psychicznie. W piątek i sobotę byłam w miejscu gdzie praktycznie nie było zasięgu, więc nie miałam za bardzo jak czytać ovufrend (chociaż w niedzielę nadrobiłam). I to też pomogło mi spojrzec trochę inaczej na starania (też dzięki komentarzowi Maxi). Będę starała się nie skupiać tak bardzo staraniach, ale nie wiem jak mi to wyjdzie w praktyce 🤷ja tak mam, że jak za coś się zabieram to na maxa.
Jutro mam wizytę u gin w klinice, jestem ciekawa co mi powie. Cały czas czuję jajniki, nie jest to duży ból ale jednak bolą, takie delikatne ukłucia. Patrzac na wykres to owulacji nie było więc nie wiem skąd te kłucia.Mam nadzieję, że wszystko jest ok.
Wczoraj weszłam na wagę i znowu przytyłam 🤔 jeszcze nigdy tyle nie ważyłam, a naprawdę nie jem słodkiego, żadnego śmieciowego jedzenia, pije dużo wody, biegam, chodzę na spacery. Wiem, że w tym wieku metabolizm zwalnia ale żeby aż tak? Nigdy się nie odchudzałam, nie stosowałam diet bo to nie dla mnie. Chociaż wzrost wagi może być też spowodowane tym że jestem przed okresem, a zawsze w drugiej połowie cyklu czuje się jak balonik. No nic, zobaczymy za dwa tygodnie jaka będzie waga.
Jest taka piękna pogoda, że aż chce się żyć. Szkoda że od jutra zapowiadają deszcz i zimno, wpłynie to na moje samopoczucie 🙄 mam nadzieję, że na weekend znowu będzie ciepło.
Dzisiaj postanowiłam uaktualnić moją wizytówkę
Kiedyś czułam, że jestem osamotniona mając tyle lat w staraniach a wcale tak nie jest. Jest trudniej ale nie jest to niemożliwe. Wierzę, że moja historia zakończy się sukcesem i będzie wsparciem dla innych starających się. Nie należy się poddawać! Mój optymizm zaraził również męża, zrobił zlecone badania a przede wszystkim podjął się diety. Ja również staram się trochę schudnąć ale łatwo nie jest. Wierzę, że odpowiednia dieta i aktywność na pewno przyniesie efekty.
5dc
Tak, znowu się nie udało. Od początku czułam, że to nie będzie ten cykl. Mój okres był jakiś dziwny, możliwe, że nie miałam owulacji, ale już trudno, nie ma się co załamywać, trzeba walczyć dalej. Pomału kończy mi się okres więc nowe siły zaczynają we mnie wstępować.
Wczoraj miałam okropny dzień, jakbym mogła to bym wymazała go z pamięci.
Zaczęło się od tego, że robiąc biszkopt wbijałam do miski osobno białka i żółtka, 6szt.. i przy ostatnim się pomyliłam i wbiłam żółtko do białek 🤬 chciałam wyjąć, ale mi się tak zajebiś**e rozlało wrrrr.
Wieczorem matka wyprowadziła mnie z równowagi. Rozmawiałyśmy przez telefon i rozmowa była nawet ok, pomijając fakt, że cały czas mi dogryzała. Zaczęłyśmy rozmawiać o fb, mówię jej, że nie wchodzę tam bo za dużo teraz wysypu ciąż i narodzin dzieci, że muszę sobie zrobić przerwę od oglądania tego, że mnie to boli itd. Skończyłyśmy gadać.. za jakąś godzinę wysyła mi screena zdjęcia, uwaga!! mojego byłego! Świeżo upieczonego tatusia, a na zdjęciu jego kciuk i malutka dłoń trzymająca go 😭 to był dla mnie cios w serce. Specjalnie sobie zablokowałam jego posty żeby nie trafić właśnie na takie zdjęcie, a ona co? bezczelnie mi to wysłała! Ciężko przeżyłam to, że będzie miał dziecko. Jak byliśmy razem byłam na etapie, że już chciałam, a on jakby mógł to by założył 2 prezerwatywy żeby go nie było 🙁 bardzo mu zazdroszczę i tak bardzo mnie boli to, że mi się nie udaje 🤯😥 nie wyrabiam, psychika mi ostatnio siada.
Mam wrażenie, że moja matka robi mi po złości.. jej się w życiu nie udało i robi wszystko żebym ja nie była bardziej szczęśliwa od niej (to nie są tylko moje spostrzeżenia).
Wczoraj też była 3 rocznica śmierci mojego ojca. Nie miałam z nim jakiegoś super kontaktu, nie był tatusiem, z którego można by brać przykład, ale był. Tak dziwnie jest bez niego. Mój mąż też nie ma już ojca, oboje jesteśmy półsierotami. Cmentarz mam 4km od domu rodzinnego, w którym mieszka matka z moim bratem, a 20km od miejsca w którym teraz mieszkam. Ona nie jest zadowolona, że odwiedzam tatę, dlatego też, wczoraj nic jej nie powiedziałam, że byłam. Gdybyśmy miały normalne, zdrowe relacje to pewnie bym zajechała na herbatę, a tak pojechałam prosto do siebie. Nie żałuję, bo te nasze spotkania kończą się zawsze tak samo, zawsze ona musi pokazać swoje racje i mnie ustawiać, ale ja już nie jestem małą dziewczynką, którą można dyrygować..
Jak czytam mój wczorajszy wpis, to było ze mną gorzej niż sądziłam.
jestem już po wizycie.
Pani doktor znalazła zarodek. Serduszko pięknie pulsowało ❤
kolejna wizyta za 2 tygodnie 
mówiła, że wszystko jest w jak najlepszym porządku 
dalej jestem w szoku, widziałam Go i serduszko ❤
nawet się nie spodziewałam takiego obrotu spraw.
jutro rano na badania i rozpoczynam urlop 
krótki, bo krótki ale mam nadzieję szczęśliwy 
Z pamiętnika przyszłej mamy💕💕
To szczególny tydzień. W moim brzuchu dużo się dzieje. Przede wszystkim dochodzi do zapłodnienia. Niespodziewające się niczego jajeczko zostaje dorwane przez wygłodniałego plemnika zwycięzce. I słowa, których użyłam wcale nie są przesadzone, czy nie stosowne.
Plemnik nie jest łagodny. Działa szybko i zmierza tylko w jednym kierunku, w ściśle określonym celu. Wkręca się do jajeczka i pozostawia to, co mu się nie przyda na zewnątrz. Plemnik to oczywiście facet, bo jak to mężczyzna, nie posprząta po sobie. Wić pozostaje na zewnątrz, a on jak prawdziwy gość korzysta z tego, co udało mu się zdobyć. Zapłodniona komórka zaczyna się dzielić. Robi to błyskawicznie. Po około czterech dniach dociera do macicy i tam się zatrzymuje.
Teraz pozostaje nam czekać na zagnieżdżenie komórki.
Co dziwne, będziemy musieli wstrzymać się jeszcze kilkanaście dni, zanim udamy się do ginekologa, który spokojnym głosem oświadczy nam, że na wizytę jeszcze za szybko. Gdyby wszyscy lekarze wiedzieli, jak dłuży się każdy dzień niepewności, pewnie mówiliby inaczej…
Nic to, teraz jednak cieszmy się chwilą. A jest się przecież czym cieszyć! Dla jednych będzie to chwila spełnienia (tylko lub aż), dla innych (także dla mnie) chwila pewności, że właśnie moje życie zmienia się w niewyobrażalny sposób…Wierzcie lub nie, ja czuję, że właśnie stałam się mamą. A czy moje przeczucia są prawdziwe? Dowiem się za kilka dni…
💕💕
14 dc
Dziś owulacja
Mamy 11 maj. Dokładnie za tydzień mija rocznica, kiedy zdecydowałam się na wizytę u lekarza od niepłodności.
W maju 2018, już chciałam do niego się zapisać, ale gdzieś myśl w środku głowy mówiła - " po co, dopiero zaczęłaś się starać na poważnie, dacie radę. Zresztą masz do niego daleko - chce Ci się?". Nie chciało mi się, dałam sobie czas. Teraz żałuję, rok temu rozpoczynając z nim przygodę, byłabym już zdiagnozowana.
Wszystkie podstawowe badania porobione, hormony, panele krzepliwości, laparoskopia powychodziły ok. Gdyby nie upór dr byłoby zasądzone - niepłodność idopatyczna. Tymczasem po badaniach immunologicznych wyszło, że mam zbyt aktywne komórki nk, brak mi kira implantacyjnego i moje allo mlr wynosi 0%. Niby wynik normalny, bo w ciąży nigdy nie byłam, ale dr jak i immunolog zachęcają do szczepień.
Byłam już na nie zapisana. Przełom lutego i marca. Niestety śmierć bliskiej osoby bardzo źle odbiła się na moim zdrowiu i musiałam przemówić szczepienia. Kolejny termin był maj/czerwiec. Jednak przyszła korona i znów pokrzyżowała plany - szczepienia odwołane.
Mam czasem wrażenie, że jak rok się źle rozpoczął, to i źle się skończy. Oby nie.
Po ostaniej wizycie u dr, podkręceniu owulacji - pękły mi 3 pęcherzyki. Dr obstawił mnie lekami - immunosupresja na NK, Accofil na kiry i wspomagająco dupek i dowcipny progesteron.
Trzymajcie kciuki! Za tydzień beta....
Ostatnio mam pretensje do świata. Chodzę smutna, czuję niesprawiedliwość.
W zeszłym tygodniu pochowaliśmy dziadka. Był to bardzo ciężki tydzień który wyssał ze mnie cała pozytywna energię. Do tej pory nie mogę się z tego pozbierać, nie widzę sprawiedliwości w otaczającym mnie świecie i ogólnie jestem na NIE.
Jestem zdania, że byłabym dobra mamą. A mój mąż dobrym tatą. I co z tego że lubię pospać do 10? Lubię też wypić piwo w plenerze, jeść śniadanie na obiad a obiad na kolacje. Mam dni że zamiast normalnych posiłków jem czekoladę, ciasteczka i pizze. I potrafię tak cały dzień. Ale czy to sprawia że nie zasługujemy na dar posiadania dziecka?
Do końca tego roku staramy się naturalnie.
Co przyniesie 2021? Dowiem się za 235 dni.
62cs
21dc
Wczoraj wstałam godzinę wcześniej by pojechać do diagnostyki zrobić profil limfocytarny. Okazało się, że zamknięta
nie było żadnej informacji na stronie.
Pojechałam dzisiaj Mam nadzieję, że nie jest za późno, dziś mój 9dpo). Zrobiłam profil i morfologię z rozmazem.
Okazało się, że mój lab jest jednak otwarty. Poleciałam po wizycie w Diagnostyce powtórzyć homocysteinę, b12, kwas foliowy i witaminę D. Dorzuciłam jeszcze morfologię z rozmazem aby porównać wyniki z obu labów 
Do Diagnostyki czekałam 40 minut na dworze. Było tak zimno, że nie mogłam opanować drżenia kolan.... Rano padał u nas nawet śnieg
Taka różnica, wczoraj 26 krótki rękaw a dzisiaj jak wychodziłam z domu to było 1°C 
10:35
Mam już wyniki z mojego labu. Oprócz homocysteiny, bo wysyłają ją do ALABu.
Spadła mi hemoglobina
przy normie 12-16 mam 12
w lutym była 12,6
witamina B12 ↑ 761,9 pg/ml (191,0 — 663,0) w marcu 372,8
zaznaczę, że od trzech dni nie brałam witamin z grupy B 
nie wiem: odstawiać ? brać co drugi dzień ? zobaczę jeszcze jak homocysteina, jeżeli mało spadła to nie odstawiam chyba. Liczyłam, że przy suplementacji B12 podskoczy hemoglobina i erytrocyty ale niestety 
Kwas foliowy 18,84 ng/ml (3,89 — 26,80) w lutym miałam 15,66 w tym samym labo
witamina D 35,12 ng/ml mało. Zwiększam dawkę z 2000 (brałam cały rok, w lato też) na 4000 (w kropelkach biorę od niedawna, wcześniej kapsułki)
(<20 deficyt
20-30 stężenie suboptymalne
30-50 stężenie docelowe
50-100 duże zaopatrzenie w wit.D3,
>100 konieczne zaprzestanie suplementacji
>200 stężenie toksyczne)
Wczoraj przyszły wyniki KIR. Bardzo szybko ! Chyba nie jest źle. Nie mam dwóch implantacyjnych, ale mam inne implantacyjne (4 - tez podobno ważne)
Haplotyp Bx to też dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2020, 10:48
Chyba będę się stąd zabierać bo straciłam juz nadzieję,że się uda. Nie ma to już chyba sensu tym bardziej,że przez cholernego koronawirusa nawet porządnych badan nie mogę zrobić.Nie wyobrażam sobie,żebym mogła się pogodzić z tym,ze nie będę miała dzieci, chyba się załamię albo coś.
Ogólnie to wszystko się wali, pod koniec stycznia przeżyłam wielki szok bo bardzo się zawiodłam na teściowej.Nie była może idealna ale jakoś się z nią dogadywałam.Tymczasem okazało się,że to fałszywa żmija.Jak u niej bylismy to dostała jakiegoś wścieku i nawrzeszczała na mnie,że nie dbam o Fuma i mam go w dupie.Bo jej zdaniem to powinnam od rana do wieczora wkoło niego skakać.Według niej to synowe i chłopak córki są tylko od tego,żeby jej dzieciom usługiwać.To co wczesniej mi jej córka marudziła to pewnie mamusia ją podpuściła ,żeby na nią nie było.
Dowiedziałam się,że to moja wina,że Fum choruje bo jak się żenił to był zdrowy (akurat, był tak samo chory tylko do lekarza nie chodził bo po co). A mi się nie chce wstać o szóstej rano,zeby mu śniadanie zrobić, bo czy ja wiem co on je na śniadanie ? Nie wiem. I powinnam mu robić kanapki do pracy a nie,żeby sobie sam robił. I poprzedniego dnia powinnam mu uszykować w co ma się ubrać.Bo to oczywiście moja wina,ze on się ich zdaniem źle ubiera.Spytałam się czy on jest dorosły czy to dziecko,zebym mu ubranka szykowała.Poza tym mój Fum to jest taki uparty,że i tak się ubierał w co chce.
Teściowa się rozkręcała..Obraziła moją mamę, moją rodzinę i mnie. Powiedziała,że to przez mnie zeszliśmy na dziady bo ja teraz nie pracuje.I oczywiście Fum mnie utrzymuje ( co jest nieprawdą). Ja powinnam zapierdzielac,żeby jej synowi się dobrze żyło a nie że on musi pracować.Bo to moja wina,że takie byle jakie mieszkanie kupiliśmy i teraz biedny Fum ma kredyt na 20 lat.Nie wiem co jej zdaniem miałam robić ? Za gotówkę to miałam kupić czy co? I tak połowę kasy na mieszkanie dali moi rodzice a kredyt nie jest duzy. Na 20 lat bo Fum się tak upierał bo ratę chciał mieć mała . Ja byłam temu przeciwna. Ale moi rodzice dali kasę bo chcieli się pokazac,ze są od teściów lepsi, wiadomo. Bo przecież moja mama jak się tylko rano budzi to pierwsze co to sobie planuje jakby tu dzisiaj pokazać, że jest lepsza od teściowej córki.No i jakby teściowa wiedziała ,ze ja jestem taka chora to by się w zyciu nie zgodziła na ten ślub ( bo wiadomo nie mogę zaperdzielać na utrzymanie jej syna).No i nie dobralismy się bo nie podoba mi się miejscowość ,w której mieszkamy a powinnam przecież piać z zachwytu.Moze dla nich to awans bo z zapadłej wsi są ale dla mnie to obskurna dziura i jestem tu tylko dla Fuma bo ma tu pracę.Przy czym gdyby moja bratowa sie w jakimś miejscu źle czuła to mój brat by zmienił pracę i miejsce zamieszkania w oka mgnieniu.No ale Fum jest przez nią tak nauczony,że jak ma pracę na stałe to jej za nic nie zmieni bo przecież na pewno już drugiej nie znajdzie.Bo wiadomo,ze pracę się dostaję raz w życiu i jak ją stracisz to już i nnej nie ma , mogiła umierasz z głodu.Tak ich nauczyła.A Fum jest informatykiem,żeby było smieszniej. Mógłyby zarabiać jak mój brat kupę kasy jako programista ale po co skoro jest praca na stałe.Co prawda za grosze i wyczerpująca psychicznie ale to święty etat.A ja mogłam jej zdaniem iśc pracować bo u rzeźnika szukali. W tym czasie to ja byłam taka słaba,że ledwo się na nogach trzymałam a ona mi codziennie przez dwa tygodnie przyłaziła i siedziała po kilka godzin i kazała się zabawiać. Na pewno by mnie wtedy przyjęli, na pewno.
Nie padło to głośno ale się domyśłiłam,że to na pewno moja wina,że dzieci nie mamy bo jakby Fum miał inną żone to już by mu pewnie ze 3 urodziła ( to akurat nie prawda, bo Fum też nie ma dobrych wynikow) ale wiadomo jej dziecko nigdy nie winne.
Wyszłam z stamtąd i trzasnęłam drzwiami.Nawet wyleciałam na ulicę i zadzwoniłam do domu.Moja mama już mi mówiła :wracaj do domu. Już chciała dzwonić do mojego brata,żeby po mnie przyjechał.Alezależy mi na Fumie, kocham go, che z nim być.Fum jest ok, może ma swoje narowy jak każdy ale bardzo go kocham a on kocha mnie.
Fum tylko pozbierał rzeczy i wyleciał za mną. Zabraliśmy się i pojechaliśmy do domu.Dwa dni płakałam i przez trzy miesiące się nie pokazywałam u teściów.Teraz byłam, teściowa znowu miła ,fałszywa małpa.Dałam im szansę ze względu na Fuma, chciaż moja bratowa i przyjaciółka mówiły,że ich noga już by po czymś takim tam nie postała. Ale jak mi jeszcze raz z czymś takim wyskoczy to już jej nie chcę oglądać.
Ona już po weselu pokazała na co ją stać bo jak tam pojechaliśmy to skrytykowała dosłownie wszystko.Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam,zeby matka tak zjechała wesele swoejgo dziecka. Przy czym wszytskim innym się podobało tylko nie jej.Jedzenie niedobre,sala brzydka,orkiestra źle grała, goście nie tańczyli,wychodzili na dwór ( czemu jest winna moja bratowa bo się osmieliła wyjśc na zewnątrz jak było gorąco a inni poszli za nią).A wszyscy chwalili oczywiście dlatego,że tak wypadało a naprawdę na pewno im się nie podobało.
Albo jak zaprosiliśmy tesciów i moich rodziców na obiad jak wynajęlismy mieszkanie to teściowa cały czas coś miała do mojej mamy. Co mama nie powiedziała to teściowa z agresją Do niej :" a Bzdury". Albo jakieś inne pretensje. A naprawde moja mama jej nic nie zrobiła, nic nie powiedziała niemiłego i to raczej ona powinna byc na teściowa obrażona bo po weselu teściowa się z tesciem zabrali i ani do widzenia ani pocałujcie mnie gdzies.
Szkoda gadać. Ten ostatni występ to już wszystko przebił, co sobie pomyśle to mnie wnerw bierze.
Dla Fuma trzeba jakoś dobre stosunkie zachować, tym bardziej,że niby mamy jechac do brata Fuma oglądać jego nową córeczkę.Już się nie posiadam z radości.
W piątek mamy wizytę u doktora G. bo doktor B. znowu porosił o konsultacje, to jedziemy.Czy coś z tego wyniknie to nie wiem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2020, 12:08
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.