Jestem wściekła na klinikę 😡😡
Nie dość, że ciężko było z grafikiem aby jechać powtórzyć ten jeden wymaz. To jeszcze okazało się, że oprócz powtórzenia wymazu trzeba powtórzyć posiew tlenowy.
Panie zapomniały o tym poinformować, a na ten posiew mój musi jechać tylko z rana i tylko w konkretne dni.
Najlepsze jest to, że gdybyśmy o to nie pytali za ile wynik itp. rzeczy to nawet byśmy się nie dowiedzieli, że trzeba powtórzyć. A jeszcze Pani mi mówiła, że posiew tlenowy i beztlenowy dodają razem. Yhy ślepa nie jestem zauważyła bym.
Druga sprawa pytam o receptę. Potrzebuje na jeden lek, a na portalu nie mogę napisać wiadomości. Też nie mogły mi powiedzieć dlaczego tak. I kazały napisać meila. Jakby nie mogły tego zrobić odręcznie.
Z tego wszystkiego. Z tych nerwów zapomniałam się pytać o test HBA. Zadzwonię i dopytam jeszcze czy też może to powtórzyć (gratis) bo też nie wykonali testu bo za mała koncentracja.
Od dwóch dni zauważyłam delikatne plamienie, a w zasadzie różowy śluz. Nie wiem skąd to. Czy to jeszcze efekty po laparoskopii czy może metformina? Nic innego do głowy mi nie przychodzi 🤔
Okazało sie ze mam grzybka Candida ale lekarz mówi ze lepsze to niz jakas inna bakteria. Swoja droga ten grzybek bardzo mnie lubi bo juz kiedys z nim walczyłam. Silne wymioty spowodowały obnizanie szyjki macicy wiec staram sie wszystko robic aby tylko nie wymiotować i od przed wczoraj tylko 2 pawie puscilam dzisiaj czuje ze tez bedzie bo juz mi cos siedzi na zołądku ale jest zdecydowanie tego mniej to plus leżenie spowodowało podniwsienie szyjki i nie bede miec zabiegu jak dobrze pójdzie to jutro wyjdę oby!!! Najchetniej to bym tak chciała zasnąc i zeby mnie ktoś obudził jak te dolegliwości upierdliwe mi miną oby to wkrótce nastąpiło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 10:57
14 ms starań, 11 cs, 21 dc
7-8 dpo
progesteron 25,60
😲😲😲😲😲😲
Nie biorę nic poza dupkiem 2x1, który nie wychodzi z badaniach. Albo moje jajeczko było kozakiem, albo popękały później wszystkie 5 jajek, albo ... 🙊
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 15:51
Zaniedbałam się trochę dlatego zdecydowałam - lecimy z dieta AP. To nasz drugi dzień i powiem szczerze, że przepisy bardzo mi podeszły z drobnymi wyjątkami 🙂 Do tego dołączyłam aktywność fizyuczna od połowy listopada. Cykle mi się strasznie rozregulowały dlatego liczę, że to wszystko pomoże mi przywrócić okres. Dziś jest już 50 dc, nawet brałam luteinę na wywołanie i nic to nie dało. Trzymajcie kciuki żeby wreszcie mój organizm zaczął reagować na wprowadzone zmiany...
40+3
Nope, nadal nie urodziłam. Te 3 dni spóźnienia trwają już dluzej niż cała wcześniejsza ciąża. Niestety objawów brak, wiec nie zapowiada się żeby poród miał się rozpocząć naturalnie i samoistnie. Wkurzam się bo od 35 tygodnia robię wszystko żeby urodzić o terminie - nie oszczędzam się, spaceruje jak debil codziennie tak ze znam już wszystkich ludzi którzy na moim osiedlu wyprowadzają psy (ja na spacer wyprowadzam brzuch), hopsam na piłce, zażywam ten pierdzielony wiesiołek, pije paskudną herbatkę z liści malin, molestuję męża (chyba nawet ma już traumę), jem ananasy - a szyjka nadal zamknięta na 4 spusty 🤷🏻♀️ Tak ze czeka mnie najwidoczniej wywoływanie na oksytocynie i narzędzia tortur w postaci balonika rozwierającego szyjkę - jak gdyby poród sam w sobie nie był wystarczającą traumą. Takie miałam dobre nastawienie, tak dobrze się do tego porodu przygotowałam - i przez te 3 dni opóźnienia całe moje nastawienie w głowie runęło - spokój gdzieś uleciał - teraz nie wierze ze sobie poradzę a już na pewno nie wierze ze odczaruję w mojej rodzinie krwawe historie porodów które opowiada się żeby nastraszyć młode dziewczyny 🤷🏻♀️ Niby to tylko 3 dni a rozsypało się wszystko co sobie ułożyłam w głowie przez ostatnie 9 miesięcy. Koszmar - gorsze od któregokolwiek momentu procedury - nawet od oczekiwania jak się rozwijają zarodki. A czuje ze to nie koniec i jeszcze sobie solidnie na rozwiązanie poczekam...
Już jutro wizyta u immunologa! Cieszę się jak dziecko - czy to jeszcze normalne? Nastawiam sie na plan leczenia i ze po wdrożeniu z czasem może się uda! Oby! Ostatnio dzięki temu że z Mężem wróciliśmy do spędzania większej ilości czasu w sypialni jest lepiej! Coś w tym seksie jest, ze tak dobrze wpływa na ludzi 😁
Trzymajcie kciuki żeby faktycznie jutrzejsza wizyta duzo wniosła!
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 12:08
Oluś od jakiegoś czasu pokazuje nunu jak wie,że czegoś nie może a broi
a w kąpieli jak ma zabawki,to czeka i wstrząsa aż ociekną wodą
małe rzeczy a jak cieszą 
Nasza Pani dr od szczepień ma koronę. Anioł nad nami czuwa,że Oli dostał tego stanu podgorączkowego wtedy..
Leżę plackiem. Od 3 dni trochę plamie. Jest brąz i to stosunkowo lekki więc staram się nie panikować.
Ale ta infekcja... Piecze i swędzi, że można ocipiec. Stosuje globulki gynoflor 2 razy dziennie. Tabletek w opakowaniu jest 12 więc mam kurację na 6 dni i stosuje od 4 ale zero poprawy. Może przez luteine i wypływanie nie wchłania się tak jak powinno? Poszłam do apteki i wyżebrałam drugie opakowanie na receptę farmaceutyczna, musiałam za nią zapłacić 20 zł ale lek jest w domku.
Myślałam, że może uda mi się dostać jeszcze do kogokolwiek tylko po receptę na jakiś konkretny lek albo pobranie wymazu ale można zapomnieć. Rejestrację tylko telefoniczne i nikt nie odbiera. Raz na infolinii byłam 60 w kolejce, a jak po 3h doszłam do pozycji 3 to mnie rozłączyło. No jprdole! Mam dość. Wiem, że kuracja czasem może dłużej potrwać więc mocno liczę na ten gynoflor. W aptece też mówili, że to dobry lek. Jak już wariuje to zewnętrznie odrobinę smaruje clotrimazolem. Zdania co do niego są podzielone. Jedni mówią, że można, a inni, że w 1 trymestrze lepiej odpuścić. No ale mojej siostrze w DE na infekcje dali maść i globulki od samego transferu, a że ona ma tendencje do grzybka to co chwilę się smarowała. Zresztą brałam acofil i tyle chemii w siebie człowiek ladowal żeby utrzymać ciążę, a co wg ulotki nie jest w ciąży dozwolone, że ta odrobina clotrimazolu chyba mi nie zaszkodzi.
Tym bardziej, że już za rogiem koniec 1 trymestru, a drugiego wypatruje jak 5latka prezentów pod choinką.
Co jeszcze u mnie? Niepohamowany głód. No zachowuje się jak świnia jakas. Ja już nie jem... Ja żre... Non stop. Nie ma godziny żebym czegoś nie zjadła. I jeszcze jakbym jadła sałatę... Przed transferem i po nim tak pięknie się odżywiałam...zupki, owocki, soczki z warzyw i owoców? A teraz? Parówki, tosty z serem, ciasto, ciastka, ciasteczka, pasztet i wszystko co normalnie raczej nie jest moimi stałymi pozycjami w menu. Mam wyrzuty sumienia ale i tak żre. Właśnie najadłam się żółtego sera z majonezem, a już myślę o śledziach w lodowce. I nie żebym była głodna... Po prostu żre.
Może to z nudów. Zawsze myślałam, że tak do 4 miesiąca to sobie na spokojnie popracuje. Będę z dumą nosić brzucha w biurowych spódnicach, a tu siedzę na kanapie. Jak tylko zaczyna być ciut lepiej to uruchamia się sinusoida, jakieś plamienia i znowu zostaje na kanapie. Wiadomo, że jak będzie trzeba to tu korzenie zapuszczę na 9 miesięcy ale nie chciałabym żeby mnie do porodu musieli dźwigiem przez okno wyciągać.
Dobra kończę to pisanie, myśl o śledziach nie daje mi spokoju...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 21:59
20 dc
Nie piszę ile jestem po owulacji bo niestety ten czas spędziłam sama. Chociaż nie do końca sama. Kupiłam sobie intymny sprzęcik, który uprzyjemnił mi prawie trzy tygodnie samotności.
Co u mnie?
Tydzień temu byłam na krzywej cukrowej i insulinowej. Myślałam, że źle zniosę te badanie, że źle się poczuję, ale strach ma wielkie oczy. Poszło gładko może dlatego, że Pani pielęgniarka pozwoliła mi wkropić cytrynę. Dzisiaj mąż odebrał wyniki.
* Kreatynina w surowicy GFR 0,68 mg/dL (0,50-0,90) 
* eGFR (MDRD) 102 (>90) 
* Wapń całkowity 2,61 mmol/L (2,15-2,50) 
* HbA1c (hemoglobina glikowana) 4,82% (4,80-5,90) 
* Parathormon 40,40 pg/ml (15,00-68,30) 
* Glukoza na czczo przed obciążeniem 116 (70-99); po 2h 165 (140-199 upośledzona tolerancja glukozy) 
* Insulina na czczo 8,4 (2,0-25,0), po 2h 71 
Ostatnio zbyt często łapię doła. Nie wiem czy to wina pogody, obecnej sytuacji w kraju czy po prostu już siada mi na łeb i nie wytrzymuje. Nie odzywam się do matki, sama jest sobie winna. Nie szanuje moich próśb o nierozmawianie o ciążach. Przy każdej możliwej okazji opowiada o koleżankach z pracy i ich "szczęściu", że nam się też kiedyś uda itd. Może i ma dobre intencje ale ja na prawdę nie mogę tego dłużej słuchać, przynajmniej na razie, pragnę odetchnąć. Co mnie zabolało najbardziej to jej słowa, że może jeszcze jestem nieukształtowana i niegotowa fizycznie na dziecko. Nosz kur.a! W myślach zadaje sobie pytanie co z tymi wszystkimi nastoletnimi matkami, czy one były już wystarczająco wykształcone fizycznie? A ja, 30-letnia kobieta , jeszcze nie? Może mam czekać aż urośnie mi druga macica?!
Zaczęłam analizować swoje życie i to co się w nim dzieje. Zauważyłam dziwny zbieg okoliczności. Otóż:
- 15.10 zakończył się mój pierwszy poważny związek
- 15.10 parę lat później zakończył się mój drugi związek
- 15.10 jest Dzień Dziecka Utraconego (straciłam dwie ciąże)
Czy to przypadek czy jakieś cholerne zrządzenie losu? Nie chcę więcej strat!!
Tak bardzo pragnę mężowi dać to czego pragnie od dawna- potomka. Taka prosta sprawa dla większości, a dla mnie najtrudniejsza walka, która do tej pory przynosi same straty w postaci mojego zdrowia psychicznego, smutku i rozpaczy. Kiedy już wydaje mi się, że jest dobrze, że mam wszystko pod kontrolą, staje się coś co zwala mnie z nóg i moje życie wciąż wygląda jak sinusoida.
Wiecie co? Zakończę ten post słowami mojej babci:
"My też długo staraliśmy się o dziecko ... aż trzy miesiące"
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 23:33
36 dc, 5 tc
Ja nie wiem jak to się stało, ale tak, znowu jestem w ciąży. Nie mogę w to uwierzyć. Jestem w ciąży.
Nie robiliśy żadnych testów i tak naprwdę nie czułam owulacji w tym miesiącu i co najlepsze to był jednorazowy "złoty strzał".
Co najlepsze później już spodziewałam się, że może się udało, bo znowu nie mogłam spać i miałam częstomocz jak przy pierwszej ciąży.
Ale test zrobiony dzień przed spodziewaną miesiączką był całkowicie biały. Doszłam więc do wniosku, że pewnie @ się opóźni i na pewno się nie udało, bo dodatkowo miałam podwyższone TSH (3,1), nad którym dopiero zaczęłam pracę. Od środy czekałam i tylko plamiłam, więc w niedzielę postanowiłam dla świętego spokoju zrobić kolejny test.
I ten był pozytywny. Przez bite pół godziny patrzyliśmy oniemiali to na siebie to na test. W końcu Mąż zapytał: "Ale to już?"
Nadal nie możemy w to uwierzyć. Oczywiście zaczęłam też panikować, że coś się może stać dziecku, bo w piątek wypiłam butelkę wina robiąc projekt ogrodu, a w sobotę pół. Na szczęście w 4 tc nie ma to wpływu na dziecko.
Na razie nie mówimy nikomu oprócz rodzicom. Komukolwiek innemu powiemy dopiero po wyjściu z pierwszego trymestru, gdy prawdopodobieństwo straty zmaleje.
Dzięki Bogu przezorna ja po wyjściu ze szpitala umówiłam sobie 2 wizyty do lekarza w tym jedną na 6/10 - miały być kontrolne po poronieniu. We wtorek więc cała w strachu byłam u ginekologa. Jeszcze nic nie widać, ale beta 242 wskazuje na prawidłowy początek ciąży, na to co było widać na USG. Nie robiłam drugiej, bo stresu i nerwów i tak mi wystarcza.
Cieszę się, że poszłam tak wcześnie na wizytę, bo od razu dostałam progesteron na podtrzymanie (ze względu na plamienie "okołookresowe" i jedną stratę) i leki na zaburzoną florę, która wyszła na cytologii (z tego co czytałam to wynik pewnie antybiotyków, które brałam).
Następna wizyta za dwa tygodnie, mam nadzieję, że ciąża się utrzyma i urodzę o czasie żywe, zdrowe i śliczne dzieciątko 
Czego też życzę Wam wszystkim, Staraczki.
Jak widzicie, nawet w pierwszym cyklu po stracie da się zajść w ciąże specjalnie się nie starając.
Zawsze jest nadzieja
Doczekałam, mam piękną dziewczynkę Sarę! Wam też sie uda!
7 dpt
Kolejny transfer się nie udał ,😭😭😭
Zbieram sily do dalszej walki.
Już jakiś plan kiełkuje, na pewno zmieniam lekarza, mamy jeszcze dwa zarodki, znowu idę na wizytę do immunologa i kompletuje badania, które mogę jeszcze zrobić, chociaż nie zostało ich już za dużo a większość z wyników jest prawidłowa 🤬
Więc dlaczego się nie udaje????
Dzisiaj nie płakałam, tylko byłam mega wkur... na to, a u mnie to powoduje działanie. Kolejna rzecz która zmieniam przy kolejnym podejściu to zero internetu, nie czytam , nie szukam i nie robię sikańcow. A przed wszystkimi przed transferem i po idę na urlop lub l4.💪
15 tc (według miesiączki), 16 tc (według USG).
No i po kolejnej kontroli, następna za miesiąc i wtedy badania połówkowe 
Dzieć znowu urósł i strasznie na USG wierzgał. No i mąż się śmiał, że face falma robił, bo co chwile rękę do twarzy przykładał 
Wszystkie pomiary w normie, serce pięknie bije, termin porodu według USG przesunął się na 2 kwietnia (tak czy siak, nastawiam się, że na Wielkanoc będę w szpitalu, lub świeżo po wyjściu z niego). A i lekarz stwierdził, że to chyba będzie chłopiec. Oczywiście 100% pewności nie daje, ale tak 80% już tak. Większość ludzi z mojego otoczenia stawiała na dziewczynkę, no to się rozczarują.
Najzabawniejsze jest to, że w noc przed wizytą śniła mi się wizyta. No i w tym śnie właśnie lekarz powiedział, że to chłopiec
Mąż stwierdził, że teraz to liczby do totolotka niech mi się przyśnią 
Samopoczucie na dziś - bardzo dobre. Co prawna ostatnio miałam dni lekkiej załamki, ale stawiam, że to przez hormony i zamieszanie w związku z początkiem roku akademickiego (jedna wielka masakra i gonitwa). Teraz wszystko wróciło do normy. No i mogę już bardziej normalnie jeść
Znaczy wędlina dalej jest be, tak samo jak kilka innych dań/rzeczy ale ogólnie apetyt mi wrócił i spokojnie mogę sobie spokojnie na małe przyjemności pozwolić. Np. takie frytki z piekarnika i rybka z patelni grillowej, albo jakaś pieczeń. A i stwierdzam, że ogórki kiszone są super
Mogłabym je bez przerwy jeść, razem z marnowanymi pieczarkami czy innymi kwaśnymi rzeczami. Chyba zaczynają się zachcianki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2020, 09:25
27dc
Nie wytrzymalam zrobilam test dzis 8dpo i przecież wiedzialam ze nic nie wyjdzie i jeszcze czułość 25(bo taki mialam) 🙈 ale boli mnie brzuch 😔 i pewno i tak nic z tego nie będzie... Tesknie za moja mala Z. Mialaby juz 5 miesiecy... Oszaleje chyba. Jak zwykle pojde na cmentarz po pracy... Boze jesli jestes daj nam naszego aniołka...
28 tc 7 miesiąc 3 trymestr
Wskoczyl mi dzisiaj 3 trymestr ja się pytam kiedy? pół ciąży wymiotowałam nic dziwnego ze nie zauważyłam jak czas ucieka. Książek przeczytanych w okresie ciąży 1. Seriali zobaczonych - więcej.
Rzeczy do wyprawki nie przygotowana w dalszym ciągu. Czekam na wypłatę i zamawiam rzeczy do porodu typu majtki podkłady i rzeczy apteczne reszta luty się zamówi oby dziecko zostało bo matką jeszcze musi się obronić skończyć ta szkołę i mieć spokój chociaż w tej kwestii.
Nie podjęłam decyzji jesli chodzi o cc czy poród sn zebrałam wywiad który tak naprawdę nic mi nie dał i chyba sobie wylosuje mam wskazania do cc ze względu na wzrok ale mogę tez mieć sn co robić ? Nie nawidze podejmować takich decyzji
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2021, 11:06
Jakby wszystko było dobrze, to dziś jest 5t+5d. Do pierwszej wizyty u gina 6 dni.
Tylko czy jest dobrze?
Dziś coś mnie pobolewa... Jeśli to macica, to uznałabym za dobry znak. Tak miałam w pierwszej ciąży. Jeśli to krzyże - to zły znak. W trzeciej ciąży dostałam silnych bóli krzyżowych , tak przez godzinę i to właśnie wtedy umarł zarodek. Wiem to stąd, że potem lekarz potwierdził to na USG.
Najgorsza jest ta bezradność i niewiedza. Nic nie można zrobić, żeby było dobrze i nawet się nie wie, czy jest dobrze czy jest już źle...
Mdłości nie mam. Piersi mnie bolą. Na dobę śpię 9,5h i gdyby nie budzik, to pewnie spałabym dalej. Wieczorami jest mi bardzo zimno.
"Nadzieja bierze mnie w ramiona i w trzyma w swych objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć."
Jestem po wizycie u immunologa ... Złe mam te wyniki .. no złe.. nie mam ochrony zarodka.... cytokiny rozjechane... za to Kiry ładne, pozostałe wyniki tez, na mutacje zalecił heparynę od pozytywnego testu do końca ciąży.. dorobilam jeszcze ana i imk - uwaga moje rozkminy okazały sie zbędne, bo przy pcos, to można robić immunofenotyp niezależnie od dnia cyklu.. w zależności od wyników immunosupresja albo/ i potem szczepienia limfocytami męża... hmmm immunosupresja ok, ale te szczepienia ... no nic musimy czekać... na szczęście następna wizyta już za niecałe 2 tygodnie i wtedy się wszystkiego dowiemy. Czuje się tak sobie.. niby wszystko to co usłyszałam to wiedziałam wcześniej, ale przykro mi, ze mój organizm nie chroni naszego zarodeczka ... jeżeli taki kiedyś był albo miałby być .. zrobię na pewno wszystko co się da żeby się udało, a poki co czekamy... czekamy .. jak przystało na rasowe staraczki...
Dzisiaj mógłbyś/mogłabyś się urodzić. Jak ten czas leci. Jeszcze niedawno widziałam pozytywny test ciążowy, dzień przed moimi urodzinami byłam u ginekologa licząc, że dostanę piękny prezent. Dostałam najgorszy jaki mogłam - informację że nigdy się nie spotkamy.
Czasem myślę, że może tak miało być, że może nie powinnam być matką. Może się nie nadaję.
Czasem myślę, że nigdy już nie zajdę w ciążę, a nawet jeśli się uda, to nie będzie happy endu.
Wszystkiego najlepszego, gdziekolwiek jesteś.
Could you beam me up,
Give me a minute, I don't know what I'd say in it
Probably just stare, happy just to be there holding your face
Beam me up,
Let me be lighter, I'm tired of being a fighter, I think,
A minute's enough,
Just beam me up.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.