28 dc.
Dzień dobry, zaczynamy plamienie i skurcze okresowe. Także 3:0 w tym cyklu. No to na tą okazję zaraz napije się wina.
Randka....na pewno nam jest potrzebna, niezbędna jak powietrze.... tyle, że my sami w wielkim mieście i nie mamy z kim Marysi nawet na chwilę zostawić, poza tym ja jej nie zostawię przecież cyca🤣🙈🤱 a przede wszystkim nie wiem czy jestem gotowa się z nią rozstać na rzecz moje przyjemności. Idę w poniedziałek do fryzjera (ostatni raz byłam w październiku 2019🙈) i już jestem chora że ją zostawię samą w sensie z tatą 😶
Rozszerzenie diety idzie nam raz lepiej raz gorzej. Dzisiaj była 2 próba podania jajka (pasta z awokado) kompletnie nieudana🙄 bo Marysia miała dzień na "nie". Przy pierwszym podaniu takiej pasty trochę zjadła, ale za to po 5h chlustała dalej niż widziała 😢 nie wiem czy przypadek, czy bj 🤔 zatem na razie ja zjadłam jajko 🤷♀️ zobaczymy czy jej jutro coś wyskoczy. Oby nie 🙏
Dostałam wiadomość na ovufriend od kogoś o pseudonimie "dawca" o niezbyt miłej dla mnie treści.... ☹️☹️☹️
"Witaj,
Od jakiegoś czasu odwiedzam forum i czytam tematy dot. męskiej płodności. Cieszę się gdy widzę, że komuś udało się zajść w ciążę.
Parę lat temu byłem dawcą nasienia w klinice i uważam że była to dobra decyzja.
Później zdecydowałem się pomagać bezpośrednio kobietom. Są kobiety, którym nie udawało się klinice, a dzięki mojej pomocy zostały mamami.
Wiem, że są to trudne tematy i cieszę się gdy komuś udaje się."
Odebrałam to tak jakby mi proponował seks w celu zapłodnienia.... No tak mnie ta wiadomość odrzuciła od podjęcia decyzji o dawcy nasienia ☹️☹️☹️☹️☹️
Nie dość, że decyzja jest trudna dla mnie do podjęcia to jeszcze coś takiego.... ☹️☹️☹️
Matko, 2lata 5mscy minęło, a ja dopiero znalazłam czas.
Synek jest mega grzeczny (u babci za dnia), a popołudniami w domu zamienia się w mega Łobuziaka. Wszystko rozumie, szuka kontaktu wzrokowego (łapie Cie za buzię i patrzy Ci w oczy, a potem się śmieje) by zwrócić Twoja uwagę na siebie. Uwielbia się tulić i sprzedawać buziaki
jednak chciałam się pożalić na jego mowę - gada pojedyncze wyrazy, bardziej dźwiękonaśladowcze (brum, fufu, aj, ej, am, mniam, puk, hau, miau, fryy, mu, be, me, ciach). Potrafi odmieniać mama/mamo, tata/tato, baba/babo, czy np wskazując rączka "to tu"... Strasznie z tą mowa jest leniuchem. Uczy się prostych pojedynczych słów:szafa, drzewo, pół, cześć, papa, i ulubione "dzida". Do dziś nie wiemy czy to "dzidzia" czy może "dziadzia", choć kiedys potrafil tak mówić... Pięknie mówi za to "nie" oraz "tak/yhm". Na kupę mówi "buba"
mówi też o sobie "Ty" pokazując paluszkiem na siebie. do dziś ani razu nie powiedział siostry imienia :'( Każdy mnie pociesza, że zacznie ładnie mówić, a może bardziej powtarzac,ale doczekać się już nie mogę :'( a ostatnio mam tyle pracy, że nie mam kiedy z nim ćwiczyć popołudniami, bo Rodzicom pomagam w remocie w domu,a wieczorem nadganiam pracę i siedzę z nauką ze strasza Córcią.
Ot tyle u nas
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2020, 22:24
PIĄTEK 8DC / 40 cs - cykl z kriotransferem
Dziś wizyta monitorująca do kriotransferu. Dodatkowo pobrano wymaz do przeterminowanych badań tzn. Chlamydia + posiew z pochwy. Podpisaliśmy stosowne dokumenty.
I mamy tak, krótko i na temat.
* estrofem działa tzn. Żaden pęcherzyk nie rośnie, a moja endomenda ruszyła ze swoim rozwojem osiągając w 8dc tyle, ile mam zazwyczaj w dniu owulacji tzn niecałe 7,5 mm. Jest dobrze.
* kolejny monit we wtorek w 12 dc
* ewentualny kriotransfer przewidywany w okolicach 23-24 listopada (pon / wtorek)
Wlew z Neupogen najprawdopodobniej nie będzie potrzebny, za to zapytałam się czy praktykują Atosiban na skurcze - tak, jest to możliwe. Pomyśle nad tym, bo gdzieś ostatnio się doczytałam, że nie ma w sumie dowodów na jego skuteczność. Mam Relanium, podobno daje to równie zadowalające efekty. Hm...
Leki+suplementy, które przyjmuję :
- ACC600
- estrofem 3x2mg
- magnez
- metylowany kw. Foliowy
- metylowana b12
- l - arginina 1000mg
- Wit D3 2000j
Odpuściłam siarę bydlęcą, co mi proponował immunolog. Nie czuję, aby było to potrzebne mojemu organizmowi. Nie mam żadnych chorób immunologicznych, rzadko choruje.
W takim razie czekam na wtorek. Tymczasem weekend! W zeszły pochłonęliśmy z mężem serial na netflix "Gambit Królowej". Rewelacyjny! A główna aktorka hipnotyzuje. Polecam. Muszę coś znowu poszperać i znaleźć na wieczór.
22 dc
Wczoraj skończyłam brać equoral, dzisiaj i jutro jeszcze tylko 1/2 encortonu i narazie koniec. Od 3 dni mam brązowe plamienia 😕 pierwsze dwa dni nie były duże ale dzisiaj po nocy już było sporo i w nocy obudził mnie mocny okresowy ból brzucha i cały czas czuje podbrzusze. Przecież 🐒 nie może przyjść teraz 🙄 może to wina immunosupresji 🤔 nigdzie nic nie wyczytałam na ten tematu. Stresuje się, że dostanę @ dzisiaj albo jutro i wtedy wizyta w poniedziałek będzie już za późno do rozpoczęcia przygotowan do transferu. Czemu to wszystko takie porąbane?? Jak chce żeby okres przyszedł to go nie ma, spóźnia się, a teraz jak chce żeby jeszcze nie przyszedł to zapowiada się w 22 dc 😡😠😡😤 udało mi się wcisnac na sobotę na rano do lekarza, żeby w razie czego nie stracić tego cyklu. A poniedziałkową wizytę pewnie odwołam. Tylko co że świętami?? Klinika będzie wtedy na pewno zamknięta 😕 a jeszcze wlew z accofilu i intralipidu muszę ogarnąć. Pocieszam się tym, że na cyklu sztucznym można data transferu trochę manewrować. Wkurwia mnie to niesamowicie, że mimo całego mojego zaangażowania jest coś na co nie mam wpływu, a od czego tak naprawdę wszystko zależy: termin wrednej🐒.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2021, 08:49
Wczoraj trochę późno pisałam, więc nie opisałam wszystkiego. A więc po kolei.
Mój gin jedzie dziś na urlop, więc stwierdził, że na razie będziemy monitorować wszystko za pomocą bety. Mam iść na nią 10/11 i 12/13. Wyniki po drugiej becie przesłać mu sms'em. Potem kolejna beta 17 wyniki oczywiście też wysłać. No i 20 wizyta z USG.
Mam się też oczywiście się nie przemęczać, nie nosić ciężkich rzeczy , nie przesadzać z aktywnością fizyczną i uważać aby się nie przeziębić czy innej choroby nie złapać. No ale przy takiej pogodzie to będzie bardzo łatwe 
Po wizycie pojawił się też lekki stres. Przy podcieraniu pojawiło się trochę jasnej krwi. Ale to była sytuacja jednorazowa, teraz jest już wszystko w porządku. Podbrzusze zresztą też nie boli. No a ja często po wizycie mam mini plamienia. Teraz tym bardziej jest ono prawdopodobne, bo wczoraj mocno mi tam głowicą jeździł aby Pasożyta uwidocznić.
No i jak do tej pory to jakiś większych mdłości nie miałam (mocniejsze były w dniu oczekiwania na betę, więc przypuszczam że to mdłości stresowe były a nie ciążowe), tak teraz mocno się waham - będę rzygać, czy jeszcze nie...
Z innych objawów - cycki bolą bez zmian i po woli stanik mi się robi za mały. Biust zawsze miałam obfity, więc zastanawiam się na jaki rozmiar zmienić? Teraz noszę 65F. No ale póki się piersi mieszczą, nie mam zamiaru nowych staników kupować.
No i zmęczenie mnie lekkie bierze. Znaczy w nocy jak się obudzę na siku to potem mam problem z zaśnięciem - najczęściej drzemię do rana z częstymi pobudkami. A potem pół dnia chodzę jak zombie i wieczorem o 21 już śpię.
No ale tak długo na to wszystko czekałam, że przyjmuje jak leci i nie marudzę 
Samopoczucie na dziś - bez zmian, dalej szczęśliwa 
Witam powoli 1dc. Przynajmniej jestem już przekonana, że owulacja wypada w dniu kiedy bardzo mnie boli. Utrudnia to przytulania, bo naprawde jestem obolała. Ten cykl już przekreślam, wyjeżdżamy na urlop i w dniu teoretycznej owulacji nie będzie raczej możliwości... Także czekam na 31 sierpnia i wizytę u mojej ginekolog. Mam nadzieję, że te ostatnie bóle nie były spowodowane żadną torbielą...
Kolejny cykl już się prawie zakończył. Jeszcze nie dostałam okresu, ale negatywny test sprawił, że po chwili zwątpienia i załamania znowu trzeba się podnieść.
Przyznam, że ciężko mi osiągać jakiś cel, na którym mam tak ograniczoną kontrolę. Bo momentu powstania nowego życia nie jestem w stanie kontrolować.
Mogę tylko stworzyć mu jak najkorzystniejsze warunki i wierzyć, że się uda.
Ta przygoda różni się od tych, które miałam dotychczas. Kiedyś jak podupadło mi zdrowie, mogłam mieć pewność, że ciężką i konsekwentną pracą je naprawię. Tutaj jest inaczej. Jak zapragnęłam nowego mieszkania, to od mojej pracy zależało, czy na nie zarobię czy nie. Tutaj to się chyba tak nie przekłada.
Czasem tracę grunt pod nogami w tej sprawię, bo czuję że nie mogę kontrolować wszystkiego...
Mój plan działania na następny cykl:
-codziennie afirmację na zajście w ciążę
-dodatkowo afirmacje na drugą czakrę, by wzmocnić swoją kobiecość
-codziennie mantra na zajście w ciążę śpiewana(plus dwie inne - bo trzeba pracować nad całym swoim życiem)
-w pierwszej połowie cyklu treningi 5 razy w tygodniu z obciążeniem - by poczuć się lepiej psychicznie
-codziennie joga 15-40 minut zależnie od chęci
-kontynuuje zdrowe żywienie, dietę na odbudowę CHI i krwi, ale jako że ostatni miesiąć upałów to w tym miesiącu jeszcze wykorzystam w diecie trochę mniej Yangowych potraw, według zachodniej dietetyki z reguły one korzystnie wpływają na płodność, więc może nie zaszkodzą przez miesiąc, a od września przechodzę na typowo Yangową dietę. Oczywiście cały czas dietę na usuwanie wilgoci i śluzu z organizmu.
-regularna suplementacja - kontynuuję, dokupuję olej z wiesiołka i będę pamiętać by dodawać siemię lniane do owsianki
-będę stosowała matę do akupunktury 14/28 dni cyklu (bo codziennie nie będzie dobrze)
-kupujemy suplementy dla mojego ukochanego i on zaczyna je brać
A najważniejsze z tego wszystkiego to zaufanie i wiara, że będzie dobrze i wszystko ułoży się z największym dobrem dla nas
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2020, 11:15
Cykl numer pierdyliard, 7 dpo
Chciałabym nie liczyć ile jestem po owulacji, ale nie pomaga mi fakt, że była 31 lipca, więc data z kalendarza drze się na mnie.
Wczoraj poszłam na krzywą cukrową z insuliną. Sama sobie zleciłam to badanie, bo nie liczę już na lekarzy (w kierowaniu mnie na badania, bo tego nie robią, nie w diagnozowaniu i leczeniu). Wyniki wyszły gorsze niż myślałam, chociaż nie spodziewałam się niczego dobrego.
Od dzisiaj zaczęłam dietę z niskim IG, jak mam coś robić to idę za ciosem i zaczynam od dziś.
Ostatnio mam wrażenie, że moje ciało broni się przed ciążą, bo chce odpocząć od tej huśtawki hormonalnej, którą miało w 2 poprzednich, a z drugiej strony moja psychika robi dokładnie to samo. Czuję, że to wszystko co się działo, miało na mnie taki wpływ, że podświadomie opóźniam zajście w ciążę. Co nie oznacza, że nie chce mi się płakać jak patrzę na urocze dzieci, of course.
Staram się wyluzować. Cykle jak ten, w których owulacja jest ze złej strony są trochę dla mnie i dla męża wytchnieniem. Nie uprawiamy seksu pod kalendarz, tylko staramy się być bardziej spontaniczni. Nie zamierzam nic zmieniać w najbliższym czasie, nie wprowadzę do diety żadnego sproszkowanego rogu jednorożca, który na pewno pomoże, bo zwyczajnie chcę zadbać tylko i wyłącznie o moje zdrowie. Skupiam się na Hashi, IO, hiperinsulinemii i wierzę, że jak to ogarnę, to ciąża sama się pojawi.
Co do tego cyklu - wiem, że w ciąży nie jestem, bo szanse mam minimalne. Oczywiście i tak zrobię test (nakupowałam testów jak głupia, bo przecież mamy Smarta, nie będziemy płacić za przesyłkę). Ostatnio otworzyłam szufladę z testami (moja szafka nocna w górnej szufladzie ma leki i testy owulacyjne, w dolnej ciążowe) i się trochę przeraziłam ich ilością. Jestem już chyba tą obłąkaną panią z kotami, tylko że ja mam psa.
Pod koniec miesiąca spróbujemy z mężem trafić w oulkę i to jest ostatni całkowicie naturalny cykl na jaki sobie pozwalam. Jeśli się nie uda to mąż na badania, potem ja do lekarza i wymuszę jakieś leki. Nie mam tyle czasu, żeby sobie tak próbować, bo widmo powracających torbieli w jajowodach wisi nade mną i straszy.Miłego sierpnia wszystkim!
33 t 0 d
strasznie długo mnie tutaj nie było . jakoś nie mogłam zabrać się za pisanie. 3 trymestr jest dla mnie bardzo ciężki - bolą mnie stawy, mam straszne zgagi, puchną mi nogi no i wcale nie mogę w nocy spać
staram się przespać chociaż w ciągu dnia godzinę / dwie, ale nie zawsze się udaje. nie mam na nic apetytu. najlepiej wchodzą owoce, ale żołądek trochę zaczyna się buntować.
z Malutką wszystko ok
w poniedziałek na usg okazało się, że przekroczyła granicę 2 kg masy 😊😊😊 także jestem już spokojniejsza o Nią
wogóle tak generalnie to jestem spokojna, jeżeli chodzj o ciążę - o ile kopniaki są odpowiednio mocne i częste 😂 a już potrafi tak przykopać, że zaboli i treść żołądka idzie momentalnie do góry. kącik Małej gotowy, piesek się przyzwyczaja do nowego układu mebli
wszystko co potrzeba kupione. muszę tylko dokupić wagę noworodkową - tak poradziła mi położna środowiskowa - co by w epidemię nie latać do przychodni na samo ważenie z Malutką Pozostało mi tylko wszystko uprać - jutro przywożą nową pralkę, więc w przyszłym tyg. planuję zamknąć ten temat, spakować się do szpitala i spokojnie czekać na wielki dzień 😊
co do spraw remontowych, jestem mocno wkurzona na męża, bo zostawia wszystko na ostatnią chwilę. jak na razie pomalował tylko u nas w sypialni - była raptem jedna ściana do odświeżenia, bo pokój był nie tak dawno remontowany. ale pozostaje odmalowanie sufitów w łazienkach, malowanie kuchni, malowanie przedpokoju i wszystkich drzwi wewnętrznych ... raczej się z tym nie wyrobi przed porodem - drzwi to bankowo nie pomaluje bo te farby strasznie śmierdzą, a ja nie mam gdzie się wykwaterować bo mama musiała wrócić do pracy do biura. do tego zostało gruntowne sprzątanie mieszkania - niestety ale ja mam zakaz jakiegokolwiek sprzątania, schylania, wyciągania 😞 sama nic nie mogę zrobić a on jakoś się nie kwapi. co jakiś czas proszę go, żeby o tym pomyślał, kiedy i wogóle, nawet staram się coś zacząć robić z nim, ale on tylko przewraca oczami i tyle z roboty... siedzi w pracy do późna, mam wrażenie że celowo nie chce ze mną za dużo czasu spędzać. jakiś chyba go kryzys dopadł. nieatety twardnienia brzucha utrudniają mi większość codziennych czynności. wiadomo zawsze się staram, żeby obiad w domu miał i ogarniam tak pobieżnie, ale przecież nie wejdę na drabinę i okien nie pomyję, kurzu z szaf nie pościeram i dywanów nie wytrzepię 😞 boję się, że nic na Małej przyjście nie będzie więcej zrobione i będzie byle jak
niestety ZUS nie płaci regularnie, więc nic nie można zaplanować, chciałam nająć kogoś do pomalowania i sprzątania, ale w obecnej sytuacji nie ma na to szans - muszę zabezpieczyć pieniądze w razie kolejnych opóźnień w przelewach.
ech koronawirusie no...
w sumie to dzisiaj słabo u mnie z nastrojem, więc wpis skamlająco narzekający, ale tak na codzień to serio jest lepiej i mało narzekam 
pozdrawiam Was ciepło i mam nadzieję, że uda mi się częściej coś tu napisać 😊
28 tydzień! Jest moje wyczekiwane minimum z minimum, teraz oby do 30! Mała znowu siedzi w szyjce. Czuję to... Tzn teraz czuję ogromną różnice. Czuję jak naciska na pochwie, pulsuje mi tam i boli. Wczoraj normalnie miałam wypuklenie na wzgorku lonowym.
Leżę z poduchami pod dupa i wtedy nacisk jest mniejszy ale wstając siku czuję jak naciska chodzę zgięta w pół.
Wiem, że to już jest ten czas keidy dzieci układają się główkowo tyle, że moja chyba za bardzo naciska. Dobrze, że mam ten pessar. Biorę magnez i rozkurczowe i oczywiście leżymy dalej.
Ale dziś była wizyta u diabetologa i był strach chodzić po schodach. Dałyśmy radę 🙂
A więc tak... No mam tą cukrzycę. Nie wybroniłam się mówiąc, że przed krzywą jadłam 2 pączki dziennie i kebaba. Nie było by tak źle gdyby nie fakt, że mam to w genach bo oboje rodziców mają też cukrzycę dlatego trzeba reagować. Oczywiście insulina to ostateczność. Jeszcze nie jest na nią czas. Choć mówiła, że to się w ciąży zmienia i najbardziej cukry szaleją około 35 tyg i mam się na to przygotować ale to już końcówka i z takimi szalejącymi cukrami dociągnę do końca.
Najpierw byłam w poradni, a później u lekarza. Obie babki mówiły w sumie to samo. Super, że już robiłam te pomiary, że mam sprawdzać co mi szkodzi, a co nie dlatego dobrze, że gdzieś tam po drodze zjadłam coś gorszego (racuszki, krokiety) żeby zobaczyć na co reaguje (po tym miałam przekroczenia około 145 po 1h). No i w ten sposób to trzeba robić. Pochwaliły za samoświadomość i systematyczność w pomiarach 😁
Dodały, że jakbym zjadła frytki i hamburgera to powinnam iść na godzinny spacerek, a że nie mogę chodzić to lepiej zjeść furę sałatki i frytki ale z jednego ziemniaka. Bo wiadomo, że ciężarne mają zachcianki i jak taką mam to mam zjeść na co mam ochotę. Jednak jak mi po tym cukier skoczy to już mam wiedzieć, że to raczej mi szkodzi. Mięsa mogę jeść ile chce pamiętając, że tłuste/smażone będzie się dłużej utrzymywać w organizmie i żeby wtedy to równoważyć lekkimi dodatkami a z mięsa ściągać tłuszcz i skórę.
Takze to nie jest tak, że tylko gotowane i warzywa. Jeść w miarę normalnie ale patrzeć co szkodzi i unikać, a przede wszystkim jeść to w mniejszych ilościach. Jak pierogi to zjeść 5 szt, zmierzyć cukier i jeśli jest ok to mogę zjeść kolejne 5.
Że mam jeść nawet 8-10 razy dziennie, co godzinę jeśli chce bo to w mim przypadku kiedy leżę będzie zdrowsze niż 5 posiłków. To mi akurat nie przeszkadza bo ja cały czas coś w gębie miele. Owoce najlepiej do 17. Nad tym muszę popracować bo często jem po kolacji do filmu.
Jak jem zupę i drugie danie to fakt, że robię między nimi przerwę jest bardzo na plus.
No i pamiętać o przerwie nocnej, że ma być 8h max 10. A jakby mi rano wychodziły złe cukry to nastawić budzik na 3 w nocy i zjeść pół kromki.
Teraz mam badać cukier tylko na czczo i 1h po posiłku, po dwóch nie muszę ale co drugi dzień mam sprawdzić godzinke po II śniadaniu i podwieczorku. Wtedy te dni mam już nie badać po głównych posiłkach więc kłucia będzie mniej.
Poza tym dostałam glukometr, Bajerancki (można podłączyć do apki sweetpregna, mają takie gotowe zestawy dla ciężarnych z dzienniczkiem), receptę na paski ale w aptece koło przychodni nie mieli, a męża wyślę popołudniu to zobaczę ile kosztują. Jeszcze mam sprawdzać ketony w moczu.
Zasada jest taka, że sprawdzam i patrzę. Jak są ketony to sprawdzam dalej.
Jak nie ma 3 dni z rzędu to już nie sprawdzam.
A pytałam co mam robić jak wyjdą ketony to nic, kontrola za 2 tyg u lekarza i zobaczyny.
Z krwi mam do zrobienia 3 badania. Hemoglobine glikowana, kreatyninę i peptyd C.
Nie wiem co to jest to ostatnie.
Takze w sumie potwierdzili to co już zdążyłam się dowiedzieć od dziewczyn i z internetu. Cały czas powtarzały żeby nie popadać w paranoje bo to stan przejściowy. Pilnować wagi. Ja przytyłam 7 kg to obie chwaliły, że bardzo ładnie.
1 dc, 30 cs
Dopadła mnie w nocy wredna 🐒 powodując że nie mogłam spać z bólu. Testy muszą poczekać do kolejnego miesiąca i kolejnej dramy 🙈. Ok muszę przyznać, że trochę na wyrost miałam tą nadzieję, że po histeroskopii od razu zaskoczy. No ale gdy okres się spóźnia to rozum śpi🤷🏻♀️. W kolejnym cyklu wrócę do mierzenia temperatury, bo wolę widzieć na wykresie co się dzieje. Co dalej? Do końca roku działamy bez specjalnego planu, zrobimy tylko badanie nasienia. Jak się nie uda to w przyszłym roku chyba pójdziemy w stronę inseminacji.
Tymczasem postanowiliśmy skorzystać z pogody i wyskoczyć w ten weekend w góry aby przewietrzyć głowy 🙂
38tc+4
Coraz bliżej..coraz poważniej.. próbuje sobie wyobrazić jak TO może wyglądać... Złapią mnie skurcze?..odejdą wody?... heh ciekawe... ale przeważnie jest całkiem inaczej niż sobie wyobrażamy ..także tego..
W 38tc+1 byłam na usg, waga wyszła 2908. Lekarz mówił że w tym tygodniu ciąży już wiele na usg nie widać i ciężej z pomiarami i faktyczne dużo nie widziałam. W końcu mąż mógł wejść do szpitala, ostatnio był na prenatalnych.
I co w sumie czekamy na rozwój sytuacji. Następną wizytę mam w środę, to będzie 39+2 tyle że bez usg.
Samopoczucie? Hmm nie jest w sumie źle. Jedynie upały mi dokuczają..w dzień non stop powyżej 35 stopni, w nocy ponad 20 wiec parno, duszno.. kostek swoich już dawno nie widziałam 😔
Ruchy? Dalej delikatne. Ostatnio wg lekarza to normalne bo ma mniej miejsca. Wiec przyjmuje to do wiadomości, ważne że te ruchy są, obserwuje, jak zaczynam się martwić tą ją szturcham i przeważnie odpowie mi nogą 😅 zawsze czuje ją z prawej strony bo tam ma nogi 😊
I co tu jeszcze napisać hmmm ...siedzę przed wiatrakiem i czekam na sygnał gotowości od córci 😁 Mam nadzieje że już na dniach ✊
Postanowiliśmy z mężem dać sobie trochę czasu na przy myślenie decyzji o dawcy... Choć wydaje mi się, że on już podjął ta decyzję.. To raczej ja potrzebuje tego czasu... Ja jestem na 70 % zdecydowana, bo jeśli nie dawca to nie będziemy rodzicami.. Ale i tak mimo wszystko do października damy sobie czas żeby to przemyśleć dokładnie..
9cs 7dc
Byłam na kontrolnym USG, niestety moja torbiel nie zniknęła.. ma 3.5cm. Cholerka, niech ona spada.. jutro jadę na urlop w Kaszuby.. Pogoda będzie piękna, mam nadzieję że oderwę umysł od starań.
Nastrój mam taki jakby to powiedzieć "obolały"..
Boże ześlij mi dobrą energię i malutki cud. Jeśli nie, to chociaż szczyptę cierpliwości prosto na moją głowę..
Jutro będzie skończony 7tc.. objawów nadal praktycznie brak poza trochę większą sennością..zarodek jest..❤jeszcze nie było..wszystko okaże się 12.08, wierzę że będzie wszystko dobrze. Dzisiaj od rana myślami błądzę przy poprzednim porodzie...czy gestoza mi się powtórzy? Jeśli tak, to czy choć na późniejszym etapie? Jakoś tam dzisiaj mnie to trapi... wiem, że nie powinnam myśleć o tym co było w poprzedniej ciąży bo ciąża ciąży nie jest równa ale czasami te myśli są silniejsze ode mnie...
Taki cholerny strach mnie ogarnął...mierzę codziennie kilkukrotnie ciśnienie...jest dobre, nawet bardzo bym powiedziała, oby tylko już takie pozostało!
Odciągam myśli patrzeniem na ozdoby do pokoju dziecięcego..jakieś naklejki, pierdoły itp...ile ja bym dała, aby przyśpieszyć czas i być już chociaż w 34tc...
A może któraś z Was była/jest w kolejnej ciąży po stanie przedrzucawkowym? Podzielcie się doświadczeniem..
Wczoraj minęły 2 lata. Wow
Odpieluchowujemy Młoda. Początku były super. Potem był bunt Nocnikowy- 1 dziecko na 5 przechodzi i to jest moje. Myśleliśmy czy nie przerwać.
. A teraz znowu w miarę ok. Jak zapomni to robi klocki w majtki (robienie kupy zajmuje jej 3 sekundy więc trzeba szybko reagowac)
Raz mielismy wyjazd i musiałam założyć pampersa - nie skorzystała! To sukces.
Jak robi kupę to mówi "zobacz mama jak się skasztanilam"
I sama wynosi i wrzuca do toalety, potem myje ręce (Tak ja uczymy)
Kilka nocy było ciężkich ale to chyba skok rozwojowym bo zaczęła po tym mówić biegle.
I to do tego stopnia że padło pytanie: "wytłumacz mi, co to znaczy gowno mamo"
No co to za słowo?
To tak w skrócie.
I minął kolejny dzień...nadal nie czuję się jakbym była w ciąży... dzisiaj zauważyłam że mega delikatnie zaczął mi się zaokrąglać brzuch...albo moje sadło :p wizyta w środę. Jestem spokojna. Wierzę że moje maleństwo pięknie rośnie, ❤ prawidłowo bije i że wszystko będzie dobrze! Odliczam każdy dzień...tak bardzo chciałabym już marzec! Albo chociaż luty!
Ciąża zakończona 8 sierpnia 2020
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.