Jestem po pracy po ciężkim dniu,byłam się kąpać i zauważyłam że po nacisku nadal mi cieknie coś w rodzaju mleka ale prolaktyna jest wporządku bo wynosi 13,89 jestem 6 miesięcy po porodzie jednak nie było mi dane karmić bo mój syn nie żył. Niewiem co myśleć. U gin jest wszystko wporządku
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2020, 19:07
9cs 21dc
Zrobiłam wczoraj progesteron 7dpo oraz prolaktyne. Prog 14.7 czyli elegancko, prolaktyna 3.8 więc spadła już na łeb na szyję. Znalazłam w końcu lekarza, któremu mogę zaufać i który zrobił na mnie fenomenalne wrażenie. Jest gin-endo czyli idealnie.
Jego zalecenia:
- dostinex zmniejszyć do 1/4tab tygodniowo
- włączyć metformine 1000 1 raz dziennie
-wlaczyc duphaston 2x1 przez najbliższe 3mc od 16dnia cyklu (DZIEWCZYNY CZY TO PRAWDA ŻE ON PODNOSI TEMPERATURĘ I WYKRESY BĘDĄ WYGLĄDAĆ INACZEJ? I że daje takie objawy trochę ciążowe itp.? Są jakieś skutki uboczne u Was?) może to pomoże na torbiel
- zgłosić się na kontrolę i monitoring cyklu w październiku po otrzymaniu powtórnych wyników męża
- jeśli dalej będzie dupa to zrobić drożność jajowodów po upływie 12cykli starań
Uspokoiła mnie ta wizyta. Wcześniej robiłam badania na własną rękę, trochę wspierałam się przypadkowymi lekarzami z Luxmed którzy nie są zbyt idealni. Teraz mam w końcu kogoś kto mnie poprowadzi za rękę ☺️ śmiesznie było bo lekarz skwitował mnie zdaniem: "widać że ma Pani już ogromną wiedzę z zakresu gin-endo".. Cała ja.. muszę wszystko przestudiować samodzielnie.
Szczerze to wolałbym nie zdobywać tej wiedzy w ogóle... Ale życie zechciało inaczej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2020, 20:56
19dc,
7 dni po owitrelle... Samopoczucie 1 na 10 😂 zmęczenie, zmęczenie i jeszcze raz zmęczenie. Obiawy ciążowe 18 punktów na 100 😂 według apki, ciekawe... Ten cykl totalnie przyjmuje na luzie.. Bez żadnych spin. W nagrodę dla siebie i męża zarezerwowaliśmy sobie wyjazd na weekend na mazury z początkiem września. Może jednak wyjdziemy w 👩❤️💋👨👶nieświadomie....
22 Sierpnia - 17 DC
długo mnie nie było w pamiętniczku, miałam spadek formy psychicznej... czy jest lepiej? Na tle rodzinnym-TAK, Na tle zawodowym-TAK, samopoczucie-TAK, starania-NIE!
Jest mi ciężko, 2 cykle obserwacji i wyszło że nie mam owulacji.... Terminy do lekarzy są kosmiczne... wizytę mam na 8 października!
1 cykl-pod koniec cyklu, postanowiłam zawalczyć o maluszka.... cykl: 58 dni, obserwacji brak
2 cykl z projektem bobas - cykl 18 dni, obserwacje: testy owulacyjne negatywne, brak śluzu płodnego, brak objawów owulacyjnych, szyjka macicy lata jak lubi....
3 cykl z projektem bobas: cykl- w trakcie, obserwacje? testy owulacyjne od 7 DC, kreseczka ciemnieje w 14 dc ale nadal negatyw, w 17 dc zaczyna jaśnieć, wniosek: cykl bezowulacyjny.
Ile potrwa ten cykl? kij go wie... Dopiero zaczęłam walkę, a już mam dość... Mąż stara się mnie wspierać, na miarę możliwości idzie mu świetnie choć nie ukrywam jego też już to przytłacza.... 6 lat z myślą powiększenia rodziny, 6 lat bezskutecznych bzyków, 6 lat za długo...
Kupiłam testy owulacyjne będę sikać do oporu....
28.08 wyjeżdżamy na weekend mam nadzieję że @ nie zjawi się w tych dniach, chcę odpocząć naładować bateryjki i wrócić pełna energi i dobrego nastawienia...
Plan na wrzesień? zrobić badania jest ich masa ale chcę je zrobić i już...
Zmykam poleniuszkować a co... jednyna taka okazja żeby spędzić miły dzień na zewnątrz przy grilu i piwku...
Kupilam dziś sukienkę za 100 zl, mam jeszcze w planach iść do brafiterki, więc 200 zł nie moje, ale marze o porzadnym staniku. Mam ogromny problem z kupnem stanika, nie znam do dziś swojego rozmiaru. Generalnie jestem posiadaczka jednych z najładniejszych cycków pod słońcem.. Mam wiele kompleksów, ale cycki to był zawsze mój atut. Pełne, ksztaltne, ale nie za duże, no takie idealne. Ponieważ mam dość spora miseczke, a pod biustem jestem bardzo szczupla, wybór stanika to masakra. Wszystkie z większa miseczka automatycznie sa wieksze pod biustem. Tak że mam albo za ciasne, albo za luźne staniki. Brafiterka to koszt, ale na miłość boska, kiedy zadbać o cyce jak nie teraz? Sukienke zaś kupiłam z wiskozy, taka leciutka, jak druga skóra. Pomyslalam sobie, że w ciązy też bylaby idealna hehe. Pijemy z mężem guajazyl od jakiegoś czasu. Ja nie zaobserwowalam super śluzu, ale mąż ma sperme jak woda, czy to normalne? Czy nie przesadzilismy?
24tc + 1d
90 dni do ciąży donoszonej.
69 dni do 34tc (wtedy kończymy leżenie 😁)
20 dni do 3 trymetru.
Doczekałam się tego tygodnia. Tygodnia, gdzie w Polsce lekarze do ciąży podchodzą z większą powagą. Już ratują takie dzieciaczki i już można podać sterydy na płuca w razie zagrożenia porodem przedwczesnym. Na szczęście ja czuję się bardzo dobrze. 3 dni temu miałam wizytę kontrolną u mojego lekarza prowadzącego. Szew ładnie trzyma, szyjka zamknięta. Nasza Dziewczynka ważyła 550g, cały czas malutko, w najniższej granicy normy, ale chyba po prostu będzie małym dzieckiem. Ja sama jestem niska, moja teściowa ma 152cm wzrostu i nr buta 35, to samo babcia Narzeczonego, więc chyba odziedziczyła akurat te geny maleńkości❤️ oczywiście dalej leżę, wstaję tylko do lekarza i łazienki, już przeszłam psychiczny kryzys, ale kryzys minął, a z nim pojawił się znowu sens mojego poświęcenia. Chyba właśnie przez to, że weszłam w czas kiedy Łucję można ratować i im dłużej leżę tym Ona ma większe szanse. Wcześniej leżałam, ale to był czas, że mimo leżenia i mojego poświęcenia nikt by Jej nie ratował i to mnie dobijało 😒.
Te moje przeklęte twardnienia brzucha są bardzo rzadko, ale niestety po wizycie u lekarza cały dzień i noc nie miałam spokoju. To chyba przez ten wysiłek, podróż samochodem, wejście po schodach... Tak macica zareagowała. Ale uspokoiło się i teraz jakby w ogóle nie było tematu. Gdyby nie ruchy dziecka to bym nie wiedziała, że w ciąży jestem. Żadnych bóli, napięć, nic. Co mnie oczywiście cieszy, bo Łucja zdecydowanie nie lubi jak ma twardy "domek"..
Zaplanowaliśmy sobie, że będziemy pieluchować wielorazowo. Jesteśmy raczej ekologiczną rodziną i nie wyobrażamy sobie worków zużytych pieluch jednorazowych. Trochę się obawiam, czy będę mieć czas i ochotę na takie rzeczy, ale myślę, że motywację mam dobrą. Do tego jak zobaczyłam te cudowne urocze wzory tych pieluszek to już się w ogóle zakochałam 🥰 teraz się nie mogę doczekać września, aż zaczniemy powoli kompletować wyprawkę. Chciałam poczekać do października, albo dłużej, ale, mój lekarz powiedział, że w mojej sytuacji ciąża donoszona będzie w 32 tc, bo takie są statystyki i często pojawiają się skurcze albo odchodzą wody w tych tygodniach i wtedy trzeba zdjąć szew, i że jak wytrzymam jeszcze 9-10 tygodni to już będzie super 👍 choć Wiadomo, są sytuacje, że i się przenosi taką ciążę, ale no nie wiem czy mi to będzie dane. Mam nadzieję 🙈 w każdym razie wyprawkę szykujemy już na 30tc czyli na koniec września, początek października, żeby wszystko było gotowe
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2020, 10:35
Jestem w szpitalu.
Rano wstałam szczęśliwa, przegląd majtek i radość... Jest lepiej. Plamienia lekutkie i brązowe.
Na czczo tak jak stałam wybrałam się na badania, które doktor zleciła na jutrzejszą wizytę. Glukoza, morfologia, mocz.
Wyszłam z laboratorium i chlusnela krew! Miałam wkładkę a leciało po nogach.
Prosto na szpital.
Bardzo boli mnie brzuch i kręgosłup, jak przy mocnym okresie.
Umieram że strachu, ryczę... Cała się trzęsę.
Nie mam że sobą nic ani nikogo, leków... Nic... Czekam
Leżę na oddziale.
Maluch żyje, jest mały i pęcherzyk jak to stwierdziła lekarka... niepewny. Ale żyje! O tydzień spóźniony co do terminu OM ale już czytałam, że potrafią później nadgonić.
Teraz nie da się nic zrobić. Położyli mnie i kazali leżeć. Lekarka powiedziała wprost, że najprawdopodobniej to początek poronienia. Nie dostałam żadnych leków ani nie zrobili mi badań. Widzę, że tu nikt nic nie kuma.
Pytam o badanie progesteronu. Lekarka mówi że przecież biorę dużo. To ja jej mówię, że jestem na cyklu sztucznym ivf więc nie wytwarzam swojego dlatego mam dużo. To widzę, że w ogóle nie zrozumiała co do niej powiedziałam.
Mąż dopiero niedawno przywiózł mi leki.
Za nic zdały się tłumaczenia, że potrzebuję leków bo byłam na czczo rano na badaniach, a jak z nich wyszłam to prosto szpital i nic nie mam. A potrzebuje estrofemu i progesteronu na już.
Dopiero teraz dostałam 2 tabl proga. Estrofemu nie mają. Pozostałych leków tez nie mają,nawe acardu. Bardzo boli mnie brzuch, a nie dali mi nawet nospy. No tragedia normalnie.
Dobrze, że mąż przywiózł ale że jest zakaz wejść to torbę musiał zostawić na dole. Poinformował, że to pilne bo w środku są leki które muszą być w lodówce. Torba szła do mnie godzinę.
Jestem tu sama jak palec, nikt nie zajrzał tu od rana. Boję się tak cholernie...
Krwiaka nie było widać. Nie wiadomo skąd to krwawienie i to tak obfite. Na usg widać coś tuż pod zarodkiem, polip? Wtedy wspomniałam, że miałam histero i mam tam jakąś narośl, która może być widoczna na usg (tak mówiła moja doktor) no to teraz uznali, że to może być to.
Nie ma pomocy... Nie wiem co jeszcze mogę zrobić żeby uratować moje dziecko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2021, 22:12
Właśnie dostałam @ łezka w oku się zakręciła
Po rocznej przerwie na szukanie pracy dziś zaczęłam 6 miesiąc starań
Ogólnie staramy się już od 11.2015 w tym miałam dwa poronienia gdzie serduszka przestały bić oraz dwa nieudane procedury in vitto ( kredyt dalej spłacamy)
Coraz bardziej wątpię w to że zostanę po raz drugi ziemska mama a mój synek będzie miał rodzenstwo
Zszywanie trwało godzinę. Po zakończeniu przewieziono mnie na sale wybudzeń. Była 17h, miałam tam leżeć 2 godziny. I leżałam. Co pół godziny podchodziła pielegniarka i sprawdzała krwawienie, podłączała kroplówki, kazała próbować ruszać nogami.. No właśnie, ciężko było odzyskać czucie w nogach.. Powiedziano mi że będę mogła wrócić do pokoju i zobaczyć córeczkę z mężem jak uda mi się zgiąć nogi w kolanach i podnieść pupę ... Próbowałam desperacko co pół godziny, drzemiąc w miedzy czasie. Chciałam jak najszybciej opuścić tą sale by móc zobaczyć się jeszcze z mężem bo wizyty kończyły się o 20h.. Udało mi się dopiero po 2,5 godzinie. O 19h30 byliśmy już w komplecie 🧡 wzięłam od razu córeczkę na ręce, spała sobie w najlepsze. Okazało się że godzinę po narodzinach napadł ją głód, nie można było jej uspokoić i dostała butelkę.
I co i tak siedzieliśmy z mężem wpatrzeni w nasz cud 🧡 Jakie to uczucie? W tamtym momencie dziwne.. Dziwne..dlaczego? Bo to nie nasza Alicja...
Zostałam sama, mąż wrócił do domu. Przed 23h wyciągnięto mi cewnik i kazano wstać 😳 Byłam w szoku że tak szybko! O dziwo nie sprawiło mi to trudności! Po l cesarce przez 3 dni jeździłam na wózku, nie umiałam się na centymetr obrócić na łóżku. Teraz mogłam biegać jak młoda sarenka😅
Poprosiłam pielęgniarkę by pomogła mi przystawić Ninę do piersi.. i co usłyszałam ? Że nie ma czasu, bo ona zaraz prace kończy! W końcu z łaska mi pomogła, ale już jak chciałam zmienić pierś to powiedziała że mam sobie radzić...bez komentarza ...
Chciałam odpocząć, nie pozwolono mi..kazano mi chodzić i próbować zrobić siku. Miałam czas do 3 rano by się wysikać 😨 I tak chodziłam całą noc, próbowałam różnych pozycji, nawet wodę w kranie puszczałam 🙆♀️ I nic! Chciało mi się ale nie chciało lecieć ! Wypiłam 4 litry wody! Zresztą było tak gorąco w pokoju że miałam wrażenie że pije i tracę tą wodę pocąc się .. w końcu koło 4h kiedy już pielegniarka szła z cewnikiem się udało ! Mogłam położyć się na chwile!
Cdn
Dziekuje dziewczyny za gratulacje ❤️
Zabieram się już tydzień do pisania i czasu brak. Postaram się coś dziś naskrobać bo w końcu połowę zapomnę.
Jak się zaczęło? W nocy w piątku na sobotę czyli z 14 na 15 sierpnia. Położyliśmy się z mężem spać zaraz po północy. Położyłam się na boku i poczułam jakby mi coś lekko poleciało i w tym momencie coś mnie tknęło ..czy to wody? Obróciłam się na drugi bok sprawdzić czy tez coś się zadzieje i tu poleciało już więcej. Nie miałam już wątpliwości wyskoczyłam z łóżka (pare godzin wcześniej zmieniałam pościel haha). Jak już stanęłam na nogi to zaczęło lecieć ciurkiem. Ja tak stałam a mąż to już zdążył buty ubrać 🤣 wyskoczył z tego łóżka jak poparzony 🙈 Ja na spokojnie trzeba było jeszcze walizkę dopakować 😉
Pojechaliśmy do szpitala, tam na IP coraz bardziej mi te wody leciały. Zaproponowano mi nawet majtki jednorazowe, wielką podpaske i spodnie na przebranie. Na badaniu wyszło rozwarcie na palec, ktg prawidłowe, tylko jakieś dwa lekkie skurcze.. W ogóle to jak byłam podpięta pod ktg to obok mnie były dwie kobiety ze skurczami 🙈 ja sobie spokojnie siedziałam,żadnych bóli, one - hmm jedna myślałam że nogą dziurę w podłodze zrobi, druga że wygryzie się w okno 🙄 przerażało mnie to co mnie czeka ...
Dostałam pokój. Cała noc nie spałam bo to wiadomo, nowe miejsce, adrenalina no i skurcze zaczęły łapać.
Rano zostałam podpięta pod ktg i dobre nie wyszło, spadki. Rozwarcie nic się nie zmieniło. Zaproponowano mi cesarkę ..a ja tak chciałam spróbować sama.. Ale co wyjścia nie miałam. Ktg złe, postępu porodu nie było.
Zostałam przeniesiona na sale przedoperacyjną. Personel cudowny. Mąż mógł być przy mnie 🧡 Podpięli mnie pod ktg i zrobili test na covida. Dlaczego tylko mi a nie nam?🤷♀️ Wynik miał być po godzinie. Czekałam 3. Ktg wyszło idealne ... Skurcze zaczęły mnie łapać co 5 min. Myślałam że szybciej jednak urodzę niż ten wynik dostanę! Sprawdzono mi rozwarcie że może jednak „coś się ruszyło samo” taaaa bez zmian 😤 Jak to możliwe że skurcze bolesne co 5min i rozwarcie takie samo? Wg położnej to dopiero sam początek! Super jak mi to powiedziała to stwierdziłam że ja podziękuje niech mnie biorą na ten stół! I pojechałam.
Cesarkę miał przeprowadzać mój lekarz, akurat tak się złożyło że miał dyżur. Żartowałam z nim że ma mi zrobić ładna bliznę 😜 Personel na sali operacyjnej przesympatyczny. Jedynie ...hmm...no właśnie banalne pytanie „czy to moje pierwsze dziecko 😓..” tyle razy padło to pytanie że w którymś momencie widziałam że lekarz dawał znaki rękoma by nie pytać..
Dostałam znieczulenie w kręgosłup. Myślałam że nic nie będę czuć a tu mnie personel poinformował że będę czuć, jedynie nie będę czuła bólu! Serio 😳
Jak już wszystko było gotowe przed cięciem, wpuścili męża. Siedział mi przy głowie. I się zaczęło. Czułam jakby mnie patroszyli, strasznie dziwne uczucie.
W pewnej chwili ktoś powiedział „jeszcze chwila głowa już wyszła„ i pare sekund póżniej usłyszeliśmy płacz !!
Co za uczucie! Sama zaszlochałam! Podali nam nasza kruszynkę zawinięta w jakiś ręcznik. Boziu była jaka maleńka ❤️ Teraz jak myśle o tej chwili to tego uczucia nie można opisać słowami, w każdym razie ja nie potrafię.
Po chwili mąż poszedł na kangurowanie, ja musiałam leżeć i czekać aż mnie pozszywają.
Cdn
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2020, 19:56
Dzis ostatni dzień cyklu. Jak zwykle stres. Temperatura wysoka wiec nie powinna przyjść dziś. W krzyżu lekko pobolewa. Czuje ze ona się zbliża. Wyliczylam sobie wczoraj, ze gdyby w tym cyklu sie udalo to bobas urodzilby sie mniej wiecej na urodziny męża. Taki prezent. Plus w Październiku. A to miesiąc naszego ślubu i Maryjny. A patronka naszego małżeństwa jest właśnie Maryja. Wiec czekam na ten cud. Staram sie cierpliwie.
Mąż wraca do pracy po 1,5 miesiąca urlopu a ja zastanawiam się jak ogarnę opiekę nad dzieckiem w pojedynkę. Autentycznie mam pietra. Zwłaszcza że wcześniej wracał do domu już koło 13:00. Pierwszy raz od kilku miesięcy gdzie do pracy normalnie na cały dzień.
Kuba zawsze był i nadal jest wymagającym, wyczerpującym dzieckiem .
Udało mi się w czasie urlopu męża iść do dentysty i fryzjera. To dobrze bo przez kolejny rok, do kolejnego urlopu nie będę miała takiej możliwości. To była druga wizyta u fryzjera od porodu. Udało się nawet pofarbować włosy pierwszy raz od dwóch lat. Choć może niepotrzebnie skoro nie będzie kiedy robić odrostów. Boje się zimy. Żeby dziecko nie chorowało . Żebym ja nie zachorowała bo nie mam jak iść do lekarza gdyby coś. Nawet teleporady nie mogłabym odbyć przy nim bo dostaje fisia jak słyszy kogoś przez telefon. Oby męża nie wysłali na kilka tygodni Bóg wie gdzie w tą zimę...
Ostatnio został pierwszy raz z babcią. Pół godziny. Pierwszy raz ja i mąż mieliśmy pół godziny wytchnienia. Pierwszy raz byliśmy bez dziecka. chodziliśmy wtedy po chaszczach. A to dlatego że szukamy działki budowlanej już od wiosny. Ostatnio nawet pojawiła się taka spełniającą wszystkie nasze wymagania poza jednym. To nie do końca lokalizacja o jakiej myśleliśmy. Chciałbym jednak kiedyś w odległej przyszłości nie musieć posiadać auta a w tym miejscu to niemożliwe. Trochę nie wiemy co robić bo wszystko inne nam pasuje a dzięki ida u nas jak świeże bułeczki wiec nie ma co czekać i obserwować czy pojawi się jeszcze coś fajniejszego czy już nie.
W związku z chęcią kupienia ziemi dokonaliśmy przeglądu finansów. Jest dużo gorzej niż myślałam. Myślałam że spoko dajemy radę i jeszcze niemało zostaje. W końcu miałam chociażby to swoje postanowienie żeby w tym roku nic sobie nie kupić jeśli nie jest niezbędne. No i nie kupiłam. Zero zakupów bzdur, zero ubrań , raczej pozbycie się nadmiaru przez portale typu vinted. Nawet Kubie za bardzo ubrań nie kupuje. Na lato miał 20 par szortów z czego ja kupiłam tylko 1, tyle mamy tego po rodzinie. Żyjemy od 1 do 1 a wydajemy tylko na bieżące rzeczy: jedzenie paliwo leki chemia rachunki. Oszczedzam na hobby. Nie zamawiam nowych włóczek, dziergam z tego co mam.
Powinnam pracować, powinnam wrócić do biura. Tylko że nie mogę 
I wkurza mnie kiedy ktoś macha ręką ze eee tam z tym to można żyć. Jasne że można, jak jest się już starszym. Jasne że dobrze że to nie sma na które wielu rodziców zbiera miliony. W wieku Kuby jego choroba jest dla niego bardzo poważna.
No dobra... trochę z zabawkami popłynęłam jeśli chodzi o finanse no ale to dlatego ze już wyrósł że wszystkiego co miał i potrzebował coś dla starszych dzieci.
Lubi resoraki, kredki, duplo. Nie znosi puzzli. Polubil kicie kocie, nie Interesuje pucio. Ale najfajniejsze są auta. Aktualnie tiry i śmieciarki.
lubi też literki nauczył się nawet alfabetu umie teżz rozróżniać kolory ale nie mówi ich tylko wskazuje na przykład gdzie jest żółte auto
No właśnie mówi nadal niewiele. Niby mnie to nie martwi ale czasem słyszę jak pełnymi zdaniami mówi sąsiadka młodsza o 3 miesiące i łapie doła że Kuba tylko wyrazy i to często wymyślone (np smoczek to ciuciu) albo tylko sylaby. Potem czytam normy i widzę że Kuba jest w normie i wrzucam na luz, przez chwile. Bo im jest starszy tym częściej się o to martwię jakbym i tak miała za mało zmartwień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2020, 07:43
16 dc
Okazuje się że jednak nie zawsze wszystko jest przeciwko mnie ( ostatnie zdania wcześniejszego posta) 😉. Po wizycie u gin umówiłam się do immunologa, już na wizycie okazało się, że naprawdę miałam dużo szczęścia że w ciągu dwóch dni miałam wizytę. Doktor przyjmuje raz w miesiącu i nie ma określonych dni wizyt. Sama wizyta, mimo że opóźniona była według mnie ok. Doktor zrobił wywiad, zbadał mnie i przejrzał każda kartkę z segregatora z wynikami moimi i małża. Był zadowolony, że mamy kilka badań zrobionych i zlecił jeszcze w sumie 5, które i tak miałam w planie zrobić ( przeciwciala alloMLR i test mikrocytotoksycznosci, test cytotoksyczności komórek NK, przeciwciała przeciwko antygenom łożyska i przeciwplemnikowe. Dwa ostatnie zrobię w diagnostyce ( koszt ok 180 zł), a pozostałe dr kazał się umówić do gyncentrum. Dzisiaj umówiłam się na 22 października 😕 najpierw termin mnie zaskoczył ale później przeliczyłam że to będzie ok 11 tygodni po poronieniu a dr mówił że te pierwsze badania można zrobić 10 tygodni po poronieniu żeby były wiarygodne. Później czekanie ok 14 dni na wyniki z gyncentrum i dopiero wizyta u immunologa. Doktor odradził mi transfer bez wyników badań zleconych przez niego. Ale taka decyzję już sama podjęłam, że szkoda pieniędzy a przede wszystkim pakować w siebie znowu leki jakby miało się nie udać. A jak sytuacja powtórzyłaby się i znowu bylaby cb to na wykonanie zleconych badań znowu musiałabym czekać. Więc policzylam sobie że przy dużym szczęściu w postaci szybkiej wizyty z wynikami u immunologa i współpracy mojego organizmu transfer będzie pod koniec listopada. 3 miesiące czekania, nie tak to wszystko miało wyglądać 😟Kolejna wizyta u gin w 24 dniu cyklu, przynajmniej sprawdzi czy pęcherzyk pękł.
Narazie kolejna dobra informacja jest taka, że dostanę 3 dni urlopu w przyszłym tygodniu 😍 a na weekend jedziemy na Runmageddon 🙈 oby zeszły mi zakwasy po wczorajszej wycieczce w Bieszczady i żebym się nie rozchorowala, bo przemoczylo nas do ostatniej nitki. Pół trasy lało aż mi z nosa woda kapała. Ale było fajnie, lubię takie fizyczne zmęczenie, przynajmniej w tym mnie moje ciało słucha,że daje radę w różnych ekstremalnych sytuacjach 😉 jeszcze jakby zechcialo współpracować w stworzeniu małego człowieczka 🤩
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2020, 17:02
Dzisiaj cały dzień tylko leżę.
Nie było ani żadnych badań ani usg bo "nie można za często".
Tak więc muszę czekać do jutra... A dzisiaj pozostały mi modlitwy, choć nie jestem pierwszorzędną katoliczka to zaczęłam się modlić. Błagam o cud.
Wciąż krwawie... Nie wiem czy bardziej czy mniej. Zmieniam podpaski i jakoś nie jestem w stanie tego określić. Staram się być dobrej myśli... Dzisiaj po prostu mam wrażenie, że lepiej się czuje. Te skurcze sa chyba mniejsze niż wczoraj. Wierzę w mojego malucha. Ja się staram i on się stara.
Myślę, że to jednak dziewczynka. Tylko kobiety są takie silne ❤️ wierzę, że jutro zobaczymy się przez usg i zamruga do mnie piękne serduszko.
Błagam o cud 🙏
13 dc
PUNKCJA
Rano wizyta w klinice. Parę spraw organizacyjnych i na salę zabiegową. Przemiły pan anestezjolog podał mi leki nasenne, coś mówił, o coś pytał, ale zachowałam się bardzo niekulturalnie i zasnęłam 😛 Zanim to się stało na salę weszła moja pani dr - od razu zrobiło mi się lżej - uspokaja mnie ta kobieta. Mrugnela oczami i podeszła do okienka z laboratorium i coś ustalała.
Reszta, w sumie nic niezwykłego i zgodnie z przyjętą procedurą. Do męża wyszłam 2 godziny po punkcji.
Wizyta po punkcji: pobrano 17 dużych pęcherzyków, ale komórki były w 12. Czyli mamy 12 komórek jajowych. Dostałam leki na hiperke, w tym niestety znowu zastrzyki 😭 Jutro mam się spodziewać telefonu od embiologa, podczas rozmowy ustalimy termin oglądania zarodków. Transferu w tym cyklu nie będzie - zgodnie z ustaleniami.
Ogólne samopoczucie kiepskie. Żołądek boli niesamowicie, ale chyba najgorsze są mdłości. Norma przy hiperce. Mimo wszystko wolałabym ich nie czuć tej ciągłej, nieodpartej ochoty na wymioty. Powinno się wszystko wyciszyć między 7 a 14 dni po punkcji. Oby wcześniej...
Niby się cieszę z tych 12, ale statystycznie wiem że jeśli dobrze pójdzie to ostatecznie z tej ilości powinnam się spodziewać około 4-5 zarodków. Tylko kwestia jeszcze ich jakości. Sama zaczęłam trzymać kciuki.
Hahahah dziewczyny dobrze wiedzieć, że nie jestem sama!
Innymi słowy - dobrze jest zwariować w dobrym towarzystwie! 
A propos hibernacji, sama ostatnio rozmyślałam o narkozie: najlepiej żeby mnie zapładniali aż do skutku i wybudzili dopiero jak się uda
"Dzień dobry, jest pani w ciąży"
Obawiam się tylko, że następne zdanie mogłoby brzmieć "Witamy w 2058 roku"
A na sąsiednim łóżku mój biedny luby, cały wyschnięty i wedle doktryny oślepły od "dawstwa nasienia" 
Żeby nie być gołosłownym, pojechałam dzisiaj na powtórkę proga. Mam dosyć tych nerwów - wóz albo przewóz. Na razie mam tylko wynik prolaktyny i ciążowa to ona nie jest 😒 11,21 ng/ml
Jakby była chociaż trochę podwyższona to miałabym jakąś nadzieję, a tak to spodziewam się "opadłego" proga i w pizduuu z nadzieją 🤨🙄
EDIT
Progesteron 35,40 ng/ml (w 6 DPO było 38,95)
😒🙄
Czyli że dobrze czy że nie? Niby spada, ale niewiele... 🤦♀🤦♀🤦♀
No i się k.... nie przestanę pałować!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2019, 20:57
2 dc
Nastrój 8/10
Nowy cykl przyjełam z niespotykanym dla mnie spokojem. Trochę wolnego dobrze mi zrobiło. Co to były za wakacje 😍 Mazury, pobyt w Gołębiewskim w Mikołajkach nad jeziorem Tałty i Śniardwy, później hotel nad jeziorem Czos w Mrągowie i na koniec Girzycko z małym pokoikiem w centrum miasta. Piszę to wszystko bo mam nadzieję że M kiedyś bedzie mógł przeczytać ten pamiętnik(a stanie się to kiedy doczekamy się naszego dzidziusia😊)
A kiedy bedzie czytać ten fragment to chciała bym aby wiedział, że zrobił mi wspaniałą niespodziankę.
Ostatni cykl przed operacją. Bardzo się jej boję ale mam nadzieję że odbędzie się bez żadnych komplikacji przez 👑. Kolejny cykl na luzie, nie wiążę z nin żadnych nadziei. Co ma być to będzie 😉 w tym miesiącu mam 7 rocznicę ślubu. Bardzo kocham mojego męża i wiem, że będzie najwspanialszym ma świecie tatą. Takim, który gra w piłkę, skacze do wody na bombę, wchodzi na drzewo, przytula i daje morze miłości i potrafi uleczyć nawet złamane nastoletnie serce 🙂
A ja...? Ja mam do wykonania ważne zadanie. Muszę zadbać o moją formę przed operacją bo później będę musiała się oszczędzać. Zawsze zostaną mi spacery.
"Nigdy nie wiesz jaki jesteś silny dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem jakie masz" i to jest myśl na ten cykl 🙂
Dzisiaj skończyłam 10tc...w sumie to chyba nawet nie wiem kiedy to minęło...jakie mam na ten moment uczucia? Nadal mieszane...psychika nadal wypiera ciążę...obawa przed stratą jest tak niewyobrażalnie wielka, że póki co podchodzę to wszystkiego neutralnie...staram się nie cieszyć bo wiem że niestety wszystko może się zdarzyć...codziennie gadam do brzucha że wszystko będzie dobrze...że siostrzyczki nad nami czuwają..wierzę z całego serca że tak właśnie jest.. odliczam każdy dzień...modlę się, aby wytrwać choć jeszcze 25 tygodni...
Chciałabym się cieszyć tą ciążą tak jak poprzednimi, ale po prostu nie potrafię..powoli myślę co muszę dokupić, co odświeżyć ale ta cała radość z przygotowań znikła..nigdy już nie będzie tak samo..
Tak mnie dziś naszła jedna refleksja. 4 tyg temu siedziałam z 5 dziewczynami w moim wieku (29/30lat) na drinku w knajpie, nagle jedna z nich powiedziała
"Wyobrażacie sobie że dziewczyny w naszym wieku JUŻ mają dzieci? Wyobrażacie sobie mieć dzieci w tym wieku?"
Na moje pytanie kiedy ona chciałaby mieć dzieci odpowiedziała, że jeszcze na pewno nie teraz, dopiero rozkręca się kariera, dostała awans, na Tinderze nie ma nikogo ciekawego. A jak już znajdzie kogoś i będzie wiedziała że zarabia wystarczająco dużo to "Zrobi sobie dziecko".
Pamiętam że już siedziałam od jakiegoś czasu na tym forum, rozmawiałam też ze znajomymi które chcą mieć dzieci a starają się długo, lub bardzo długo (jedna z nich po 4 latach zaszła w ciążę) i było to dla mnie mega dziwne, że ktoś tak myśli. Ale z drugiej strony sama niedawno ustalałam że dziecko zrobię w tym i tym miesiącu bo wtedy fajnie wypadną mu urodziny... A później przyszła @
I wielkie niedowierzanie - ale jak to przecież powinno zaskoczyć od razu. Mam wrażenie że nikt nam tego nie mówi.. że zajście w ciąże może być trudne. Moi rodzice cały czas mącili mi w głowie że najpierw studia, później kariera, później ślub, najpierw zarabiaj, ciąże SOBIE ZROBISZ jak będzie wszystko już ogarnięte..
2 miesiące temu byłam u Pani Endokrynolog która powiedziała że porównując moje TSH sprzed 5 lat i to teraz to jestem na granicy i pewnie niedługo powinnam zacząć brać leki jeśli chcę zajść w ciążę.. I poczułam się nagle jakoś tak staro 
Zawsze myślałam że niee mnie to nie dotyczy, ja nie choruję.. a tu taki psikus..
Fakt że starania chciałam zacząć już praktycznie rok temu ale parter musiał rownież dojrzeć do tej decyzji co zajęło czas.
Ale nie ma co smęcić trzeba cisnąć, oby w tym cyklu się udało 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2020, 12:06
2 dc
Witajcie, mam wrażenie jakby nie było mnie tu z 2 lata, a to tak na prawdę tylko kilka tygodni. Niestety nie wracam z dobrą nowiną. U mnie nic nowego. Jestem po 2-tygodniowym urlopie. Mąż nie dał mi myśleć o niczym innym jak o zwiedzaniu i planowaniu dnia. Było super pomijając jeden dzień, kiedy zrobiłam test i wyszedł negatywny. To był dla mnie wielki cios. Byliśmy wtedy na kilka dni u teściowej, codziennie miałam styczność z dziećmi, dlatego tak mocno mnie to zabolało. Test zrobiłam rano, potem poszłam na wspólne śniadanie i nie miałam chęci nawet patrzeć na ten talerz tylko pójść gdzieś, gdzie nie ma nikogo i się wyryczeć! Teściowa zauważyła, że coś ze mną jest nie tak, ale starałam się wysiedzieć i zjeść. Po słowach męża, że jestem jakaś nieobecna wstałam od stołu i uciekłam do łazienki, szlochałam po cichu. Podsłyszałam jak teściowa mówiła: "teraz to jak ktoś dużo ma to mu się w dupie przewraca". Myślę, że mówiła o mnie. Chciałam jej wytłumaczyć swoje zachowanie jak się uspokoiłam, ale stwierdziłam, że skoro mnie z góry oceniła to nie będę się tłumaczyć, niech myśli co chce.
Skończył się urlop i wróciły myśli o ciąży i staraniach. W styczniu byłam w ciąży i gdyby wszystko poszło dobrze to za miesiąc byłabym mamą. Za 3 tygodnie rodzi moja znajoma
chyba potrzebuje psychologa!! To już tyle czasu minęło, a u mnie dalej nic, nawet cienia kreski.
Co planujemy dalej?
ON:
- bierze sumlementy
- zdrowo się odżywia
- pozytywne myślenie
ONA:
- dostałam skierowanie na krzywą cukrową
- planuję zapisać się na telewizytę do doc.Paśnika + zrobić potrzebne do niej badania
- muszę wyrwać 4 zęby (ósemki) !!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.