Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 27 maja 2022, 16:12

Transfer nr 2.

Jesteśmy już razem.
29879ed63d8b.jpg

Nic ciekawego u mnie. Intensywny czas, który nie pozwala mi rozmyślać. I dobrze. Nie uważam tego, za ucieczkę, raczej pozwala mi się to zdystansować. Dystans - jest bardzo ważny po takich przejściach i ogólnie w staraniach, a bardzo o niego trudno.
Normalnie potrafię już rozmawiać o tym co się wydarzyło (oczywiście z wybranymi osobami), co jest dużym sukcesem. Wczoraj widziałam się ze znajomą. Nie była na bieżąco, ale o problemach, ivf i planach wiedziała. Sama blisko 10 lat starań, jedno poronienie, więc zawsze normalnie o tym rozmawiałyśmy. Zapytała jak tam starania o dziecko, to powiedziałam, że porażka i co się stało. Normalnie, bez płaczów i histerii, że to mocno przeżyłam, że nie mam już wiary i że tracę do tego siłę, bo jestem zmęczona - fizycznie, psychicznie, finansowo. I to była taka fajna, normalna, pełna zrozumienia i wsparcia rozmowa. Powiedziała, żebym się nie łamała, że to że zaszłam w ciążę jest dobrym prognostykiem i nie ma się co poddawać. Bez jakiegoś dramatycznego współczucia i dramatyzowania. Więc fajnie, zauważyłam, że najbardziej pomaga mi normalizowanie tego. Bez dodawania sobie w postaci przykładowo liczenia, w którym tygodniu ciąży bym teraz była i co by było gdyby. W ciąży już nie jestem, koniec, kropka.
Zawiesiełam czasowo spotkania z psycholog. Miałam 8 do "wyrobienia", ale sama zasugerowała przy 5, że z uwagi na to, że nieźle sobie to wszystko w głowie układam, to te 3 pozostałe zostawmy na czas bliżej powrotu po kolejnego Kropka. Na pewno będzie inaczej niż w styczniu, więc moje lęki dobrze będzie wtedy przegadać. Powiedziała, że po tym jak otwarcie stwierdziłam że "nie jestem w tym momencie gotowa na kolejną ciążę, potrzebuję oddechu, zadbać o siebie, zdystansować się, pogodzić z tym co się stało i pożegnać mentalnie", to jest o mnie spokojna. Że podobno najgorzej nie przerobić emocji i przeć naprzód. Ale z drugiej strony każdy jest inny. Ja lubię mieć wszystko poukładane, w uczuciach i emocjach również.

Myślę, że takim moim kołem ratunkowym okazał się ten basen, na który zaczęłam chodzić i nauka pływania. Jak już wspominałam, uczę się pływać, chociaż umiem utrzymać się na wodzie, nie boję się, pływam żabką prezesowką z całą masą błędów :D przez co nigdy pływanie nie sprawiało mi przyjemności. A teraz to się czuję jak mistrz olimpijski po kilku lekcjach :D :D :D Wypuszczałam powietrze pod wodą (pierwszy raz w życiu), płynęłam z głową pod wodą (pierwszy raz w życiu), mam zadania, ćwiczenia, załapałam już bardzo dobrze grzbiet. Trener mówi, że duży talent + wielkie skupienie na zadaniach, więc ruszamy z kraulem. Wychodzę więc stamtąd co tydzień i sobie myślę "wow, ale jestem super" :) Serio. Sprawia mi to dużą satysfakcję i podnosi poczucie własnej wartości. Taka niepozorna rzecz, jak uczenie się czegoś nowego i przełamywanie barier. Może właśnienie nie taka niepozorona... W każdym razie, moje poczucie wartości nigdy nie było jakieś wybitnie stabilne. Nie było niskie, ale zawsze byłam wobec siebie zawsze surowa i wymagająca. Taki typ co jak na studiach dostawał 3+ na egzaminie, którego większość grupy w ogóle nie zdała, to i tak był niezadowolony (i pamięta to do dziś ;). No to możecie się domyśleć jak na taką osobę działają doświadczenia utraty ciąży :/ Nawet na podświadomym poziomie, bo złe myśli tym razem starałam się powstrzymywać. Pojawia się czasem coś na zasadzie "może to nie dla Ciebie? Zajmij się lepiej czymś w czym jesteś dobra zamiast przepalać czas i energie.." ale szybko mówię STOP.

Wchodzę teraz w drugą fazę cyklu, więc humor zjeżdza mocno w dół. Po kilku dniach estrofemu (który na mnie dobrze działa) przeczuwam kosmiczny PMS 🤡.

Znowu te uczycie... Ze życie niesprawiedliwe, że Bóg niesprawiedliwy, że wszystko to jest niesprawiedliwe ☹️
Tak sobie sięgam myślami wstecz..... Jak było jeszcze przed ślubem... Jak było głośno o tym jak dzieci są krzywdzone... Jak wtedy często myślałam, że jeśli ja albo mój przyszły mąż miałby być złym ojcem/matka... To żeby Bóg nie dawał nam dzieci, że jeśli nie damy rady go wychować to nie chce dzieci.... No i???? Jak na życzenie ☹️ i tak myślę... Może jakieś cel w tym jest... Może byśmy byli złymi rodzicami??? A za chwilę myśl, że przecież ja bym kochała to dziecko najmocniej na świecie... Mój mąż wiem że tak samo... Jeju... On nawet nasze psiaki rozpieszcza, nawet im by nigdy krzywdy nie dał zrobić... Więc?? Nasuwa się pytanie.. DLACZEGO??? I to jest pytanie na które nie znam odpowiedzi... Miałam zadzwonić do kliniki, żeby nas umowic, żeby skorzystać z dawcy.. I co??? Stchórzyłam 😭😭😭
I codziennie dostaje tylko filmiki od mojej bratowej z jej córeczka (chrześniaczka mojego męża) w roli głównej... A to, że się rączkami bawi, że raczkuje, że gaworzy sobie, że udało jej się wstać na nóżki, że zjadła pierwszego biszkopcika... I wiele innych....

aster Plan B. 16 lutego 2021, 18:19

24 dc.
Po walentynkowym, spontanicznym weekendzie w górach (było świetnie❤️) przyszedł do mnie przed-okresowy dół... Robota się nie klei, czas ucieka mi przez palce. Dominującą emocją od wczoraj jest chyba tęsknota. Tęsknota za życiem, którego nie mamy... Bo cokolwiek robimy z mężem, gdzieś z tyłu głowy mam wyobrażenie jakby to było we trójkę. Spacery po lesie, wygłupy na śniegu, jazda na nartach. Wiem, że nasze rodziny czekają na tego człowieczka tak samo, jak my. To oczekiwanie da się wyczuć między słowami. Byłoby mu u nas dobrze, tak myślę. Miałby całą świtę kochających ludzi wokół. I zwierzaki. I rodziców, którzy chcą pokazać mu ten lepszy, piękniejszy świat. Tak, wiem, że idealizuję. Ale wierzę, że byłoby nam dobrze.
Oczekiwanie na wizytę w klinice dłuży mi się niemiłosiernie. Jestem gotowa działać, nawet kosztem urlopów w pracy, wydatków na badania i leki, dojazdów. Najtrudniejsza w staraniach jest bezczynność. Oh, jestem zła na siebie , że tak długo zwlekałam z tą kliniką. Czekam na tę wiosnę jeszcze bardziej niż zazwyczaj.🍀

20dc

Co zrobić żeby nie myśleć? Żeby „odpuścić” jak radzą wszyscy, wyłączyć mózg, udać że wcale nie chce być w ciąży? Ma ktoś złotą radę? Chętnie kupię nawet.

W ogóle to przytyłam. W wakacje zrobiłam formę życia (jak na mnie), moje szerokie biodra stały się proporcjonalne, góra tradycyjnie wychudzona ale podobałam się sobie. Wszystkie koleżanki mówiły „nie chudnij już, zaraz znikniesz” i wzięłam sobie to za bardzo do serca i zaczęłam jeść. I teraz siedzę w robocie i czuje że moje ulubione mom jeans w rozmiarze 36 mnie uwierają 😡 Niech w końcu otworzą te siłownie, nie umiem ćwiczyć w domu, nie potrafię się zmobilizować 😭

Rano wstałam i strasznie bolały mnie piersi ale tak jak pisałam to żaden objaw ciąży u mnie. Może gdyby bolały jakoś inaczej dałoby to nadzieje ale nie, typowy ból skoku progesteronu.

Mąż idzie do endokrynologa, ma trochę obniżone ft4, tsh w normie i prolaktyna tez w normie.

Ide pracować, miłego dnia 🤗

18 dpt, 34 dc, 4+6 wg OM

Zrobiłam to. Zrobiłam bete. Byłam dziwnie spokojna i serce mi tak podpowiadało. I tak musiałam zrobić tsh (1,74 więc chyba ładnie spadło na euthyroxie) więc nie mogłabym zasnąć gdybym od razu nie zrobiła bety.

Prawie się popłakałam gdy zobaczyłam wynik 🙊
Beta 2704 mlU/ml 🍀🍀
Progesteron 253 ng/ml 💚💚

Średni przyrost dwudniowy 94,9% 🙏🏼🙏🏼

Kropusiu kochany. Pięknie walczysz 💚 trzymaj tak dalej! Jestem z Ciebie dumna maluszku 💚💚 Rośnij dalej w siłę! 🙏🏼🙏🏼💚

Czuję jakby ogromny ciężar zdjęto mi z piersi. Cały czas od poprzedniej bety się zamartwiałam, czy na pewno rośnie prawidłowo. Na tym etapie to był jedyny wyznacznik. A teraz jestem o niebo spokojniejsza. Czuję, że będzie dobrze. Musi być dobrze. Maluszek jest silny i będzie dalej walczył 💚 a za jakiś czas ja przejmę większość roboty na siebie.

Nie mogę doczekać się czwartku. Już nie w strachu, a w ekscytacji. Czuję się przepełniona miłością. Oczywiście jest strach. Chyba każda staraczka go ma. Te po ivf chyba szczególnie. Ale muszę uwierzyć, że teraz już będzie tylko dobrze. Gdybym zrobiła betę w 10 dpt jak sugerowano nawet nie wiedziałabym o złym przyroście. To moment żeby już całkiem zostawić to za sobą i powolutku zacząć cieszyć się chwilą 💚💚

Mam nadzieję, że już niebawem zostanę małym 🐳 a kropuś będzie się w śodki cudnie i w spokoju rozwijał.

Jestem w ciąży. W końcu nie boję się tego powiedzieć. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak bardzo w ciąży. 🤰🏻 A będę tylko bardziej 🙏🏼💚💚

Boli, boli, boli... Umieram z bólu.
Od kilku dniu bolało ale dzis mam kryzys... Rwa kulszowa. Boli tak cholernie, że nie mogę stanąć na nogę, ruszyć nią ani się podnieść z łóżka.
Rano poszłam po bułki do piekarni, uzbrojona we wkładkę jakbym miała się posikać i byłam taka zadowolona, że idę i nawet nic nie boli tak mocno jak w ostatnich dniach i nagle łup! Taki skurcz że żyć nie dawał. Doczołgałam się do ławki, siedziałam kilkanaście minut ale nie moglam z niej wstać.
W końcu że łzami w oczach doczołgałam się do domu.
Miałam już przygody z rwą i mięśniem gruszkowatym ale to co się dzieje teraz to jakaś tragedia... Na 4 dni przed terminem porodu.
Aktualnie leżę i jak ani drgnie to żyje ale ruszyć noga nie mogę. Czekam aż mąż wstanie po nocce i pomoże mi się podnieść. Nie wiem co robić. Spróbuję się później porozciągać czy coś... Chyba wezmę jakiś paracetamol.
No nic innego w ciąży nie zrobię. Musimy już wytrzymać ale boli serio, naprawdę mocno 😭

11 miesięcy 19 dni
Już niedługo roczek. A mój biedny Piotruś złapał chorubsko. W zeszły poniedziałek gorączka która trwała 2 dni. Potem objawy minęły a w czwartek na wieczór pojawił się kaszel. Byliśmy w piątek u lekarza. Dostał syrop i robię inhalacje. Niestety nadal kaszle i smarcze na dodatek zaraził i mnie . Mam zapalenie krtani, katar straszny ledwo żyje. W nocy spać nie mogę sobie na 3 poduszkach jak jakaś babcia. Istny koszmar oby szybko się skończylo. Choć u mnie 2 tygodnie murowane chorowania.

Dostałam ostatni wynik z immumollgi. Allo mlr na poziomie 0 czyli brak hamowania.
Naprawdę ta pierwsza ciąża to istny cud.
Z takich wyników ciąży nie będzie od razu organizm zniszczy zarodek.
Kiedyś na takie wyniki bym się załamała teraz patrzę na to inaczej. Psychicznie i fizycznie przygotowuje się do szczepień od dawcy. Bo to mnie pewnie czeka. Gdyby alko mlr było wyżej pewnie by mnie to ominęło.
Niestety wiele par tak ma jak ja. Pierwsze dziecko cudem przy lepszych wynikach a w staraniach o 2 nagle wychodzą szopki niewidy. I mając nawet 10 zarodków super jakości bez leczenia nie da się ciąży uzyskać. Coraz bardziej myślę że Piotruś będzie jedynakiem. Nie wiem czy szczepienia dadzą radę jak mój organizm jest porąbany. Nie podejdę do transferu dopóki nie zrobię powtórki badań . Więc zamiast stycznia lutego może wyjść styczeń luty ale 2023. Ale wolę poczekać niż stracić ostatnia szansę na ciążę , ostatniego zarodka, ostatnie moje dziecko.

19cs
19dc
„Tonący brzytwy się chwyta” to i ja się chwytam pisania pamiętnika żeby przelać gdzieś emocje. Wszyscy w koło są w ciąży. Ciąża w telewizji, ciąża w gazecie, ciąża na Instagramie, ciąża u przyjaciółki...nie mam już siły. Nie wiem czy wszyscy aktualnie są w ciąży czy ja tylko widzę wszędzie ciąże 😫 bo sama w nią nie mogę zajść?!

Czasem jak dostaje okres to mówię do mojego przyszłego dziecka „nie to nie, bez laski” czy to już obłęd?

W poniedziałek byłam u ginekologa, wg. aplikacji owu powinna być w środę. Ginekolog po badaniu jakoś tak niemrawo mówił o owulacji. Jedyne co to usłyszałam „wszystko ok, owulacja jest w drodze”, testy pozytywne wyszły w piątek, nie wiem kiedy była. Pierwszy raz od miesięcy jej nie czułam. Wczoraj zaczęły cycki bolec. Zawsze bolą wiec żaden znak, żadna nowość.

Na początku marca mam drożność, w marcu stary tez ma powtórzyć badanie nasienia. Jak się nie poprawi chyba chce spróbować inseminacji, ja na prawdę nie mam już siły...jeśli się nie poprawi chyba chce invitro. Lekarz mówi ze nie będę musiała mieć jakiejś szczególnej stymulacji bo owulacje są okej.

Boje się, jesteśmy coraz starsi...

Dziewczyny, staraczki długoterminowe...jak Wy dajecie radę? Jak robicie to że nie wariujecie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2021, 20:17

2 dpt
Objawów nadal brak ale mam nadzieję, że brak objawów to dobry znak :)

Za to mam okropne wzdęcia i gazy-.- czy to normalne?
Dzis mniej zdechla jestem ale i tak nic mi się nie chce i odpoczywam sobie :)

Śnieżynko zostań z Nami na zawsze 🙏❤️

No i stało się - urodziłam :)
W niedzielę 21.03 Syn był mocno aktywny, a w poniedziałek dziwnie spokojny. Wieczorem się normalnie położyłam, ale przed północą obudziła mnie silna potrzeba srania i mocne bóle w podbrzuszu. Załatwiłam się, ale bóle/skurcze nie przechodziły. Miałam już tak wcześniej, więc się położyłam i czekam. Ale po 1 w nocy pojawiła się krew a skurcze były co około 3 minuty. To dzwonie do szpitala, bo ta krew mnie martwi. Na szkole rodzenia mówili o odejściu wód, czy skurczach ale o takiej ilości krwi nie. Obudziłam męża że musimy jechać do szpitala (według ostatniego USG termin na 9 kwietnia się przesunął). Mąż się tylko zapytał, czy już już, czy zdąży jeszcze z psem pójść. Powiedziałam, że może iść, a ja się w tym czasie przygotuje. Koło 2 wyjechaliśmy, a przed 3 w szpitalu byliśmy. Całą drogę kazałam mężowi jechać wolno i ostrożnie bo miałam straszne mdłości. Gdy przed 3 byliśmy w szpitalu, okazało się że mam już pełne rozwarcie i skurcze parte się już zaczynają. Tak więc nie było już szans podać znieczulenia, ani nic. Od razu na porodówkę, po chwili przyszedł mąż, a niecałe 2,5 godziny później na świecie przywitaliśmy naszego synka :)
Położna przy porodzie super - cały czas mnie wspierała, pomagała jak mogła, pocieszała itp. Ale najwięcej pomógł mi mój mąż, bez niego nie dałabym rady. Synek cudny - mały pomarszczony ziemniak :) Mąż od razu się w nim zakochał :)
Niestety, synek dostał żółtaczki... Miał też nieprawidłowe CRP, więc przetrzymali nas w szpitalu kilka dni. Dość mocno się to odbiło na mojej psychice - co chwile mi do pokoju dawali inną kobietę (wszystkie 3 były po cesarce), która następnego dnia wychodziła. Działało to na mnie mocno dobijająco. Brak snu też nie pomagał - dwie z nich nie chciały się początkowo zgodzić na dokarmianie i ich dzieci płakały pół nocy (mój w tym czasie był na fototerapii). Jak mi powiedzieli, że wreszcie możemy iść do domu to się nawet z tego cieszyć nie umiałam... Na szczęście w domu po woli dochodzę do siebie. Mam przy sobie męża, który mnie wspiera i pomaga ile tylko może. Ale i tak moje samopoczucie to istny rollercoster. Nie mogę się doczekać, aż mi się wreszcie hormony ustabilizują... Bo ostatnio wpadam w histerię całkowicie bez powodu. Na szczęście obok jest mąż który podejdzie z chusteczkami, przytuli i pocieszy.


Samopoczucie na dziś - szczęśliwa, smutna, zła, rozespana, rozdrażniona, rozanielona, pełna miłości, obolała i to wszystko na raz... Eh, hormony hormony...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 31 marca 2021, 14:58

Po usg. Niestety slabo. Maly, zatarty pęcherzyk. Albo zacznę krwawić albo za tydz ma usg znow. Trudno. Widocznie tak miało być.

Viv: taki słabej jakości po prostu... Mam to na wydruku usg, jakby zamglony.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2021, 16:26

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 1 kwietnia 2021, 07:25

Jestem smutna. To mogła być moja ostatnia szansa na dziecko nr 2. Niestety, raczej nie ma nadzieję, że ta historia się dobrze skończy.

Dzisiaj chwila prawdy
tumblr_n4wzsaCnHW1s0my1wo1_500.gifv

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 1 kwietnia 2021, 09:34

Ok, zaczynam krwawić. Akurat na rodzinną wielkanoc. Świetnie. A wiecie co jest przykre? Że jakoś (jak na mnie) bylam pozytywnie nastawiona. TP na 24.11. Rocznikowa różnica między dziećmi: 3. Zaczelam już kiecki ciążowe na lato ogladac. Nie wiem czy będę jeszcze próbować.............

Połowa ciąży za nami...

Bardzo mnie to cieszy 🙂🙂🙂 czuje się nadal bardzo dobrze. Brzuszek powoli rośnie, jesteśmy +2 kg 🙂🙂🙂 jutro mamy wizytę, a w przyszłym tygodniu połówkowe 🙂 miejmy nadzieje, ze wszystko będzie dobrze. Przed zamknięciem udało mi się odwiedzić fryzjera, mała zmiana a jak cieszy. Jedyny mały minus (absolutnie nie narzekam!) to pojawił mi się trądzik taki drobny, różowy, na dole policzków.. ktoś coś poleca, co jest bezpieczne w ciąży? Mam teorie, ze to albo od hormonów albo od nowego kremu, bo ostatnio testowałam 2 nowe.. jak otworzą salony kosmetyczne to chce się przejść żeby moja Kosmetyczka mi doradziła jak sobie z tym poradzić.
Wyprawka się kompletuje.. musze przyznać, ze całkiem sprawnie mi to idzie, co mnie tez uspokaja. Po świętach tez zaczynamy szkole rodzenia, będą zajęcia stacjonarne i tutaj moje wielkie uffff. Wybieramy się jeszcze z Mężem na male wakacje nad Polskie Morze, myśleliśmy, ze jeszcze skorzystamy z jakiegoś wyjazdu do ciepełka, ale w obecnej sytuacji, gdzie nie chcemy długiego lotu, a w Europie jest jak jest.. to nie ma co ryzykować, także musimy na maksa wykorzystać ten wyjazd.
Zastanawiam się nad sesja ciążowa.. generalnie przed ciąża wydawało mi się to oczywiste, ze robimy.. a teraz jakoś tak jak pomyślałam, ze my mamy ja mieć to nie wiem czy to kwestia braku pomysłu czy czegoś innego, ale tak jakoś nie jestem przekonana.. a powoli byśmy się musieli gdzieś umówić.. mysle tez czy nie poprosić kogoś znajomego żeby nam zrobił
Pare ujęć w plenerze.. i tyle.. szkoda mi, ze nasz ślubny fotograf nie robi takich sesji, bo miał bardzo dobre oko.. wiem, ze moje przemyślenia ciążowe mogą się dla kogoś wydawać infantylne.. ale odpukać nasza ciąża jest poki co bardzo spokojna i zdrowa, wiec tez mam inny punkt odniesienia..

Ostatnio tez powiedzmy pomagam Dziewczynie, która ma problem z niepłodnością.. a jest z szerokopojętych znajomych.. staram się Ja wspierać ile mogę, chociaż Ona teraz będzie zaczynać z ivf, wiec tutaj jedynie mogę być dla Niej, bo doświadczenia nie mam.. Mam nadzieje, ze będą tym przypadkiem, gdzie pierwszy transfer sie udaje.. chociaż wiem, ze może być różnie.. ale tez nie ma co z góry zakładać, ze bedzie złe...i grzebać np. w immunologii (chociaż ja to bym każdego wysyłała do Łodzi) 😉

Ps byliśmy na wizycie i nasz Synuś ma już 360 gramów, które kochamy bezgranicznie! Z szyjka tez w porządku, wiec możemy sobie spokojnie w tej ciąży chodzić 😉😍


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2021, 08:08

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 30 września 2021, 13:06

Kiedy dzień po porodzie przywieźli mnie na oddział neonatologiczny słyszałam płacz jakiegoś maleństwa. Jakie to było zdziwienie kiedy okazało się, że to moja Maja tak drze się wniebogłosy. Inne dzieciątka smacznie spały, odpoczywały w swoich ciepłych inkubatorach a ona od początku pokazuje swój charakterek. Uznałam, że to chyba dobrze. Wygląda na to, że ma dużo siły. Pielęgniarki też tak twierdziły. Narazie nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości. Lekarze mówili, że naprawdę jej stan jest bardzo dobry. Zaproponowano kangurowanie. Będziemy się przytulać. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. To maleństwo ważące lekko ponad kilogram leżące na mojej piersi. Trzymające mnie lekko swoją malutką dłonią za palec. Mogłam patrzeć na nią godzinami. Co prawda bałam się nawet trochę ruszyć czy przesunąć więc po kilkunastu minutach moje ciało już drętwiało ale wtedy nie myślałam o sobie. Nie liczyło się nic więcej oprócz niej. Podpisałam zgodę na to, żeby córka dostawała mleczko z banku, dopóki mojego nie będzie wystarczająco dużo. Trzeciego dnia na czas pielęgnacji odłączyli ją od CPAP i zdjęli czapeczkę. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam jej włosy. Rozpłakałam się. Jej główka pokryta była małą, czarną, kręconą czuprynką. Gdzieś tam w duchu marzyłam o tym. Mąż jest blondynem, zawsze chciałam żeby dzieciątko odziedziczyło kolor włosów po mnie. Pierwszy raz zobaczyłam też wyraźnie jej buźkę. Bez tych wszystkich rurek.
Była cudowna. Piękna. Najwspanialsza. Wtedy też pierwszy raz otworzyła oczka. Małe węgielki wpatrywały się we mnie. Rozglądała się na boki jakby zaciekawiona tym co się wokół niej dzieje. Byłam pełna nadziei. Nadziei, która uleciała ze mnie dopiero w dniu jej śmierci...


https://ibb.co/1LTgsF9


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2021, 10:18

alex0806 Czekając na małe szczęście 23 kwietnia 2019, 11:38

Ciąża rozpoczęta 20 sierpnia 2022

33+3 tc

Wizyta + kontrola wzrostu wagi.
Mała od 30tc zaczeła rozpychacsie, przy wlaczonej muzyce z komorki , która lezy na brzuchu rozpycha sie, wyciąga, czasami kopnie czego teraz jest mało.
Na kontroli doktor pomierzyła brzuszek , kosc udawą, oraz glowke.
BPD 8,08
HC 28,67
AC 26,79
FL 6,23
Waga : 1782g - kilka dni do tylu , ale kolosem nie bedzie :) szczuplutka mała dziewczynka :*
Bardzo cieszę sie ze przybrała tyle na wadze, choc moim kosztem ;/ od27 stycznia kiedy mierzona u diabetolog bylam przybyło prawie 3 kg :/ . Wiecej jadłam, aby mała nadrobiła. Teraz przystopować musze, bo juz doktor mówi, że za duzo przybyło mi. Co wiem, ale zrzuce jak najszybciej po porodzie.

Kwestia porodu hmmm... chcialam rodzic sn, ale mogę nie dać rady.
- mam nadcisnienie - to nie przeszkadza chyba , żestan przedrzucawkowy wkroczy
- mam cukrzyce ciążową - tez spokojna głowa
Ale najgorzej to odbije sie przez ASTMĘ, którąmam zaostrzona w ciąży i mogę mieć problem właśnie ze wzg , że chciałam na porodówke wjechać z inhalatorem :D POWAŻNIE :D;D:D:D:D
Doktor powiedziała, żebym pogadała, z moja doktor alergolog w sprawie zaświadczenia, bo mogą być komplikacje przy porodzie, i w ostateczności zabiorą mnie i tak na cc. Mogę mieć atak astmy, duszności - gdzie nie bedę mogła przeć.
W pon mam mieć teleporade , w sprawie recept takze podpytam sie o te zaswiadczenie. Położenie dalej głowkowe podłużne czy jakos tak ;p
Kolejna wizyta równo za 3 tyg.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2021, 14:32

Sandra02 Mam dość.. 17 lutego 2021, 22:45

No i pierwsza wizyta za mną. Była bardziej zapoznawcza, nawet wypytała o choroby i była w szoku słysząc o mojej okropnej wadzie serca, o problemach z kręgosłupem i operacji która ochroniła mnie przed wózkiem. Oczywiście jest tego więcej...
Jestem na etapie żałoby z podejrzeniem depresji. Zaleciła wizytę u psychiatry bo być może będę potrzebowała pomocy leków. Także póki co mam zrobić coś dla siebie, kolejne spotkanie za dwa tygodnie. Do psychiatry zapisałam się już na środę.
Ciąg dalsze jeżdżenia od lekarza do lekarza. W poniedziałek wizyta u laryngologa, w środę psychiatra. Potem kolejno, ortopeda, reumatolog, kardiolog po drodze gdzieś endokrynolog. Najbardziej czekam na wynik elektromiografii.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)