Dziś 27dc.Coś mnie podkusilo zrobić test,naiwna myślałam, że jednak jakaś bladziutka kreska się pojawi... oczywiście biel bije po oczach,znowu nic z tego cyklu. Męża poprosiłam o zrobienie badań,a sama zrobię jeszcze raz TSH, USG tarczycy oraz tą prolaktynę...nic walczymy dalej,miesiączka przyjdzie albo jutro albo w sobotę

7+3
Miałam napisać tydzień domu szybki wpis po wizycie a wyszło jak wzykle 🙈😉 serduszko tydzień temu było i biło pięknie 157/min. (O ile dobrze pamiętam)
Dzisiaj, równo tydzień później, myślę żeby na szybko wskoczyć do gin na szybki podgląd ciąży żeby zobaczyć czy serduszko dalej mocno bije.
Ogolnie myślę że wszystko jest ok bo objawy ciążowe męczą mnie na prawdę mocno od 2 tyg - ok wiem, słowo mocno jest subiektywne bo kobiety które wymiotują non stop mają na pewno gorzej ale nie w tym sens - mi jest po prostu źle w swoim ciele, probkemy z jedzeniem z apetytem, z odruchami wymiotnymi itd no dają mi się we znaki. Dzisiaj obudziłam się z uczuciem niepokoju / ciezkosci na klatce piersiowej i nawet nie potrafię tego opisać ale jest mi po prostu źle we własnym ciele.

Wczoraj mieliśmy z mężem pierwsza rocznicę ślubu, dzień przebiegał spoko od rana, oboje byliśmy w pracy, mąż zrobił rezerwacje na wieczór w restauracji, kolacja miła fajna, jedzenie dobrze. I wsyztsko szło dobrze aż do momentu kiedy mąż nie wspomniał o tym jak nasze życie będzie wyglądało tu w abu dhabi za 20 lat. No i ja na to powiedziałam że nie widzę naszej przyszłości tak długo tutaj. Yh i od tego momentu wieczór się popsuł. Problem jest taki że mnie Emiraty do życia nie zachwycają. Nie oznacza to że chce się już tu i teraz pakować i wyprowadzać ale nie widzę tego kraju jako miejsca w którym chciałabym spędzić resztę życia. Moje problemy są bardzo przyziemne i na prawdę chciałabym żeby mi się tu bardziej podobało bo prawda jest taka że mieszka się tu bardzo dobrze. Moim głównym problemem jest klimat - tęsknię za zielenią. Tu wszędzie piach piach piach a ja kocham podmiejskie tereny zieleni, lasy, łąki, spacerki itd. Ale wiem też że to jest bardzo subiektywne - zawsze się tęskni za tym czego się nie ma. Kto wie może to moje poczucie "nieszczęścia" to też chwilowy ciążowy problem 🤷‍♀️ w każdym razie mój mąż jest zachwycony życiem w Emiratach i podoba mu tu się wszystko. I prawda jest taka że podczas rozmowy w 90% się zgadzamy co do tego co tu jest fajne ale ja nie potrafię mu wytłumaczyć jak bardzo na mój nastrój wpływa tutejszy klimat i jest to coś czego On nie jest do końca w stanie zrozumieć.

No nic oczywiście od jednej niezgody przeslismy do drugiej i to temat w ktorym problem znowu leży po mojej stronie - mam problem z cieszeniem się z tej ciąży. Nie wiem do końca z czego to wynika. W 2 porpzednich ciążach z byłym mężem na prawdę byłam cała w skowronkach, do momentu poronienia oczywiście. Teraz jak z O. Zdecydowaliśmy się na dziecko to na prawdę, na prawdę tego chciałam. Nie ukrywam że wielkim zaskoczeniem było to że udało nam się zajść w ciążę praktycznie od razu (z byłym przeciez 1,5 roku walczyliśmy). Ale to powinno mnie tylko dodatków ucieszyć. Tymczasem na prawdę mam problem z ok zmywaniem radości i wiem że psuje całe to doświadczenie mojemu mężowi dla którego jest to pierwsza ciąża i on był na prawdę w niebo wzięty że się udało i ze jestem w ciąży. Od razu zaczął wszystko planowac, chciał zamawiać książki parentingowe itd ale ja studziłam jego zapał przez moje poprzednie doświadczenia - może nie powinnam była 🤷‍♀️
Dodatkowo do moich poprzednich przykrych doświadczeń dochodzi fakt delikatnie mówiąc, wcześniej wspomnianego kiepskiego samopoczucia. Jak się cieszyć z ciąży kiedy czuję się jak chodząca kupa cały czas.... Yh nie wiem muszę coś w swoim nastawieniu zmienić bo powinien to być wyjątkowy czas, a nawet jak nie dla siebie to muszę to zrobić dla męża który zasługuje na tą radość która mu skutecznie zabieram.

Dzisiaj zamierzam się na szybko umówić do gin na podgląd czy serducho dalej bije. Może jak zobaczę że w 7+3 nadal jest ok to trochę mi się zmieni podejście (chociaż sama nie do końca w to wierzę) -- ostatnio na tym etapie mniej więcej dowiedziałam się o poronieniu - no ale nic, chce też już w pracy powiedzieć o ciąży bo czuje się kiepsko i męczy mnie już to ukrywanie się. Oby coś z tego wszystkiego pomogło na moje leprze samopoczucie 🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 sierpnia 2021, 07:03

Kasia q **Nic a zdrowi ** 18 kwietnia 2021, 18:16

21dc
Samopoczucie może być .
Jak mnie bardzo mocno denerwuje to, że jak się pytam tu czy na fb czy gdzie kolwiek jest zerową odpowiedź jak mnie to denerwuje jestem młodą nie na wszystkim się znam potrzebuje czasami rady albo poprostu dobrego słowa, a tu nic wstawiałam dziś wykres na fb i jak myślą że dziewczyny są w podobnej sytuacji powiedz coś o tym wykresie. Ale nie trudno było odpowiedź na mój post, ale post powyżej już ten sam tylko innej kobitki już mail 25 KOM, a zaledwie dwie godziny później był wstawiony. Bo wszyedze są równi i równiejsi 😭 to boli że tylko znajoma znajomej podpowie a obcej już nie. Nie umiem sobie uświadomić czemu tak jest to jest dyskryminacja z jednej strony. Przykre. 🤷😥


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2021, 19:28

Syla87 Projekt dziecko - zrealizowany 😉 20 kwietnia 2021, 20:13

5dc

Just another day of life...

Mam dziś przeogromny ból głowy, tak jak w zeszłym cyku w 3 albo 4 dniu brania Aromka. Brrrr straszne, jakby chciało mi rozsadzić czaszkę 🤯
Mam nadzieje że będą solidne jajka, 28 kwietnia mam USG.

Zastanawiałam się ostatnio jak to jest możliwe że wszystkie staraczki mamy tak wiele wspólnego, często w komentarzach piszecie mi „czytając Twój pamiętnik jakbym czytała o sobie” ja tez tak mam przeglądając Wasze pamiętniki. Jak to jest możliwe? Powinni robić jakieś zloty staraczek na których cześć przed owulacją popijałaby czerwone wino a ta po owulacji zajadałaby ananasa 😂 popłakałybyśmy sobie wspólnie i takie tam atrakcje jeszcze 🥳

Chyba czuje prawy jajnik 🙏 oby tam było piękne jajeczko które już niebawem pęknie, do niego dotrze podkoksowany od pół roku suplami turbo plemnik a dalej wspólnie poszybują przepchanym prawym jajowodem 😍🚀🚀

Dziewczyny zaklinamy maj 💪 Kaśik 2021 będzie nasz 💪 już czas!


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2021, 10:17

Historia C.d. :)
LUTY
Potwierdzilismy że po badaniu genetycznym zarodkow 3 z 6 blastocyst okazały się prawidłowe. Jesteśmy dobrej myśl i, cieszymy się z 3 szans. Nie pogłębiam diagnostyki poza tym ci zleca klinika, nie wchodzę w mutacje ani immunologie. Przynajmniej do pierwszego transferu chce podejść że spokojna głowa. Jak się nie uda zacznę grzebać głębiej. Może naprawdę już wyczerpalismy limit problemów z plodnoscia.

MARZEC
przechorowalismy razem z mężem COVID-19. Ja w miarę, mąż poważniej ale obyło się bez szpitala. Zderzenie się z chorobą zmienia całkowicie punkt widzenia. On bardzo się boi ponownego zachorowania. Ja się boję o niego tym bardziej bo to ja przynioslam chorobę z pracy....

KWIECIEŃ
Dziś tj. 21.04 miałam transfer pierwszego mrozaczka i zabrałam maluszka do domu :) na razie się nie nastawiam... zobaczymy czy będzie chciał z nami zostać....

Rozpoczęłam dziś swój maraton badaniowo-lekarzowy. 😅
Dzisiaj lab i badanie moczu, TSH, ft4 i glukoza. Glukoza taka piękna - 76, aż chce mi się płakać. 😁 Badanie moczu ok. TSH 0,7 😅 Także spadło w końcu porządnie. Ale Endo mówiła, żeby się nie przejmować.
W poniedziałek najpierw mam przegląd u dentysty, później kolejną część badań, a o jako ostatnią wizytę u rodzinnego. Gin zlecił ogólny przegląd stanu zdrowia.
We wtorek wizyta u endokrynologa.
W czwartek USG piersi i ginekolog.
😵😵😵

22 cykl starań
15 dzień cyklu
1 IUI
Jestem po pierwszej inseminacji. Mam wrażenie, że wczoraj pisałam, że zaczęłam cykl, a dzisiaj już jestem w jego połowie Zaczął się marzec, powietrze zaczyna pachnieć wiosną i wszystko budzi się do życia. Mam nadzieję, że również i nasze organizmy. Wczorajszy dzień był przepełniony niepewnością, ale jednocześnie podekscytowaniem i radością z kolejnego kroku, który być może okaże się tym właściwym. W oczekiwaniu na zabieg byliśmy z mężem na długim spacerze, obeszliśmy port, byliśmy na plaży, otaczały nas cudowne, przedwiosenne promienie słońca. Czułam spokój i wiarę w to co przed nami, upragniona ciąża i nasze wymarzone dzieci. Dzisiaj już trochę ciężej, więcej zwątpienia, pytań bez odpowiedzi w głowie... Ale z pozytywów, otrzymałam od Was ogrom wsparcia i wiary w powodzenie, jestem tak bardzo wdzięczna za to, że Was tutaj mam 💚 I z całego serca życzę Wam takiej radości i spełnienia jakie ja mogłam czuć spędzając wczorajsze popołudnie z moją najlepszą przyjaciółką i jej synkiem. Wierzę, że na nas również czeka to szczęście i wynagrodzi nam każdy napotkany po drodze trud. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogły wymieniać się ciążowymi doświadczeniami.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2021, 21:57

23 cykl starań
18 dzień cyklu
2 IUI
Kolejne samotne święta z mężem na kanapie. I chociaż lubię naszą rutynę, to w momencie, w którym nie jest to nasz wybór, a narzucona sytuacja spowodowana w tym przypadku moją chorobą, jest mi ciężko. Nie mogę spotkać się z bliskimi, porozmawiać z mamą, siostrami, zjeść sernika babci. Nie mogę powkurzać się na teściową. Wszystko z miesiąca na miesiąc zostaje mi odebrane, każda najmniejsza radość, którą miałam. Mamy kwiecień, a na moim koncie do tej pory same porażki i trudności. Jak w tak trudnym czasie oderwać głowę od starań? Od kolejnej Wielkanocy, w której znowu jesteśmy w dokładnie tym samym miejscu co na początku. W zeszłym roku, gdy zaczął się Wielki Post byłam przekonana, że się uda, że to ostatnia prosta. Czekałam wtedy na pierwszą wizytę w klinice i jednocześnie na upragnione dwie kreski. Kresek nigdy się nie doczekałam, a wizyty u mojego doktora stały się już codziennością. Kolejna porażka już tak bardzo nie boli, przyzwyczajam się do comiesięcznej rutyny, odliczam do następnej wizyty i odznaczam kolejną znajomą, która ogłosiła ciążę (często już następną) lub narodziny dziecka. A ja w tej układance jestem przecież młoda, zdrowa, mogę cieszyć się życiem, którego nie mam. Bo jak nazwać ten świat? Naszą codzienność?
Wesołych Świąt 🐣🐇🐤


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2021, 21:58

Kasia q **Nic a zdrowi ** 15 kwietnia 2021, 09:31

Hejka
Dziś inna apka pokazała owulacje UWAGA w 15 dc 🤷
A testy były negatywne 🤷
A zobaczylam że 16 dc nie było ❤️ ale było 17cd 🤣🤣 wieczór :🤷🙊 Dziś od od rana pobolewa mnie podbrzusze i czasami zakują piersi.
Dziś mój love mnie tak bardzo wku*wił ze myślą że go je*ne ale teraz jest niebo lepiej jak zjadł 🤣.
Nie moge doczekać się wtorku/środy bo będę robić pierwszy test w tym cyklu, który będzie oczywiście negatywny.
Wku*wia mnie ten fakt że moja siostra cioteczna bez żadnych starań zaszła w ciaze a jest za aborcją 😭 a ja co pragnę swojego pierwszego dziecka nie moge mieć. Moja koleżanka to samo, też bez starn wyszło i tyle 🤷
A ja od czerwca 2020 ni chuja nie idzie 🙊🤷
Ratuje mnie tu te forum co widzie że kobietki też mają problem z zajsciem w ciążę bo inaczej bym stwierdziła że wszyscy są w ciązy prócz mnie 😉😨.
Zakupiłam w dniu dzisiejszym nowy termometr bo tamten zjadł mi mój kochany 9 tyg szczeniak yorka 😍❤️ ja go pierwszy raz wzięłam do domu i muszę mierzyć temp normalnym termometrem z jednym miejscem po przecinku ale lepsze to niż nic 🙊🤷
Ciekawe co mielscie ba obiad bo ja kartofelki surowka z pomidorem i mortadela ❤️ kocham ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2021, 19:19

Wpis po latach:) Przygotowuję się do pierwszego transferu z drugiej procedury. Po tych wszystkich latach starań staram się tonować emocje. Wszystko w głowie poukładane, a mimo to bardzo boję się kolejnej porażki. Jedno wiem, że nigdy nie byłam tak dobrze przygotowana. Długie leczenie ureaplasmy i stanu zapalnego macicy, zmiana lekarza, sposobu leczenia, wizyta u Paśnika. Zdaje się, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Jaki efekt...zobaczymy.

11.08.2021 (31 dc)
Nie śledziłam owulacji drugi cykl, w tym łykałam czasami niepokalanka, zaczęłam na noc bo jak brałam rano bolał mnie brzuch.
Odpuściłam bo zakładałam, że to musi u nas potrwać. Skupiłam się na nowej pracy, na poprawie wyników nasienia męża, dopiero co był u androloga, na naszym związku. Śluz pojawił się z tydzień wcześniej niż wyznaczana przez aplikację owulacja, ale nie zaznaczałam, przecież z moimi cudownymi cyklami to nie znaczy za wiele, już parę razy myślałam, że jestem po owulacji gdy byłam przed.. Więc nawet nie patrzyłam czy kochamy się wtedy czy nie, nie wiem. W czasie wyznaczonej przez aplikację owulacji raczej odpuściłam, może dwa razy? A może raz? Ten cykl miał trwać 39 dni, ale znowu na dwoje babka wróżyła, patrząc wstecz mógłby trwać 29 dni i 42 dni równie dobrze.
We wtorek coś zakuło w prawym jajniki - aha, idzie @, już są pryszcze to jeszcze z tydzień i będzie...
Coś mnie jednak podkusiło siknąć.
Wiecie z tyłu głowy ta wcześniejsza owulacja być może, sikałam tydzień temu dwa razy raz nic, a raz zapomniałam o teście więc się wyodbarwiał, no ale skoro mam testów jak szalona z allegro to co mi szkodzi.

Dwie kreski.
Śnię.
O kurcze.
Beta.
147,70
Ale jaja.
I jeszcze nie wierzę, wątpię w przyrost, w to, że będzie dobrze. Tak, ta, która stara się by nadzieja wciąż płonęła wątpi.
Jutro zobaczymy czy będzie przyrost.




Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2021, 14:54


Ostatni cykl był wyjątkowy ale niestety bez happy endu. 💔
Akurat do tego transferu bardzo nie chciałam podchodzić. Czułam się skołowana, sama nie wiedziałam czego chce a mój mąż ciągle namawiał mnie, żeby spróbować jeszcze raz.
Bez przekonania poszłam na pierwszy podgląd jajeczka i endometrium, nie czułam, że mogłoby to się udać.
W 13dc z rana oznaczyłam LH i szok, bo nigdy nie wyłapałam tak dużej wartości - 86.
Poczułam, że to będzie piękna owulacja. Pęcherzyk pękł jeszcze tego samego dnia a 5 dni później odbył się transfer.
To była sobota. Transfer był umówiony na 12 ale byłam już o 10.30 wypełnić wszystkie ankiety a potem miałam kroplówkę z atosibanu. Rozmawiałam z lekarzem na ostatnim monicie (z tym lekarzem nie miałam wcześniej styczności ) i zapytałam się czy warto rozważyć właśnie atosiban. Zajrzał mi w kartę, spojrzał że to mój trzeci transfer i to na ładnych zarodkach. Bez zastanowienia powiedział, że nie ma co się zastanawiać, bo może to być klucz do sukcesu.
Wracając do dnia transferu znowu miałam problem z pęcherzem. Nie wiem ja Wy potraficie mieć pełen ale nie przepełniony pęcherz 🤷 chyba kroplówka dodała swoje, bo na fotelu transferowym wręcz bolał mnie pęcherz. Starałam się nie spinać ale w myślach miałam już tylko WC. 🙄
Położna powiedziała mi, żebym się nie bała zrobić siku po transferze bo, dzidziusie nie lubią nacisków a z doświadczenia wie, że często kobiety po transferach boją się, że im dzidziuś wypadnie. Także, zaraz po transferze pobiegłam do łazienki. Co za ulga. 🙈
To był dla mnie najbardziej bolesny transfer - ze względu na ten pęcherz.
Po transferze wróciłam na kroplówkę, która trwała jeszcze 1,5h.
Było mi bardzo miło, bo położna która się mną zajmowała o moim zarodusiu wyrażała się "dzidziuś". 🥰
Wróciłam do domu i zaczęło się odliczanie.
Zdjęcie mojego dzidziusia starałam się mieć ciągle przy sobie. Przyglądałam mu się i powtarzałam "musisz dać radę".❤️ Często całowałam fotografie z moim maluchem.
Do 5dpt bardzo w Niego wierzyłam ale od 6dpt miałam konkretny zjazd psychiczny. Nie robiąc testów ani bety uznałam, że to się skończy jak poprzednie 2 próby. Przestałam kompletnie wierzyć w powodzenie.
Jeden dzień nawet przepłakałam, bo zaczęłam sobie wmawiać, że zawsze będziemy już sami. Nie będzie dzieci, nie będzie wnuków.
Tego dnia na papierze miałam delikatny prześwit blado różowy ale sama nie byłam pewna czy tam faktycznie jest czy sobie wmawiam. Nie potrafiłam wyrzucić tego swistka i co jakiś czas się upewniałam, że on tam jest.
Mimo wszystko dalej nie wierzyłam w powodzenie.
Tego samego dnia zaczął się u mnie maraton bólu głowy. 4 bite dni bolała mnie głowa a 7dpt to już całkiem źle się czułam. Ból głowy był okropny. Nic nie podejrzewałam, że mogło się coś zadziać.
Nie mniej jednak, postanowiłam, że nie będę się katować testami, tylko 10dpt idę na betę.
Ostatecznie zrobiłam 2 testy (8 i 9dpt) ale wynik widział tylko mąż, ja chciałam żyć w niewiedzy do 10dpt. 😊 Dałam radę.
W końcu nadszedł ten dzień. Cholernie nie chciało mi się iść do laboratorium. Wydawało mi się to tak bezsensu. Przecież nigdy mi beta nie drgnęła więc czego ja się teraz spodziewam?
Było już po 14, sprawdzam czy jest wynik - świeci się ikonka, że jest. Wzięłam 2 głębokie oddechy, w końcu zaraz zobaczę znajomy widok, to tylko formalność. Otwieram plik i szok. Cała się zatrzęsłam. Łzy mi same leciały. Od razu wiedziałam, że beta jest niska ale szok, że jest pozytywna. Wynik był 9,3.
Zadzwoniłam do męża, ucieszył się.
Zadzwoniłam do kliniki, tam również powiedzieli, że beta niska ale ważny jest przyrost i mam powtórzyć wynik za 2 dni a póki co się oszczędzać.
Niestety, 12dpt wynik już nie budził wątpliwości.
To wszystko to dla mnie dość mocne wydarzenie. Po 3 latach starań w końcu coś drgnęło. Widziałam prawdziwe, różowe blade kreski na testach. Pierwszy raz. Dało mi to nadzieję na kolejny transfer, niestety już ostatni w tej procedurze....
Z jednej strony cieszę się, że byłam bliżej niż kiedykolwiek a z drugiej strony czuję te ukłucie w sercu po niepowodzeniu.
Mam mętlik w głowie, okropnie się boję. Tak bardzo chciałabym być mamą. ❤️

❤️Kropeczku, byłeś bardzo dzielny. Pozwoliłeś mi na nowo uwierzyć. 😊❤️

10dpt
Wczoraj robilam zastrzyk z agolutinu... to byla rzeź ! Krew mi lała się ! Ciezko bylo wbic w posladek.
Pomyslalam sobie ze dzisiaj pojade do kliniki, aby ktos mi zrobil... oczywiscie zadzwonilam tuz po 8 . Niestety malo czasu mialam byc na 9. I tak poprosilam o 15 min dodatkowe.
Szybko wyszykowalam sie. Xhoc nie bylo lqtwe bk noc mialam zwaloną. Malo spalam. Poszlam spac o 2 bo mała nie chciala wspolpracowac. O 4.07 ... poprawilam ja bo musiala w nocy usiąść i tak padla... poprawilam. Oczywiscie pobudka. Szybko mlekiem nakarmilam. Ale biestett nie zasnela juz. Mąż zaraz do pracy wstał i troche ogarnął ją wraz z pieluchą. Przysnelam jeszcze na troche.

Dzisiaj wszystko w biegu! Zmęczona - normalnie mozna bylo moje zwłoki ciągać. Dobrze ze choc mama zajela sie moja corką. To nie musialam ciagac.
Mialam bete i progesteron w diagnostyce zrobić. Ale czasu nie mialam od razu w klinice zrobilam. Wiec wiadomo ze moze roznic sie wynik.

Wynik bety 202.90
Progesteron 46.430
Robione w klinice !!

W czwartek pojade zrobic bete do diagnostyki. W sobote bete oraz progesteron.
Od dzisiaj 1 zastrzyk bede robila i to prolutexu , aby tylek odpoczął. Boli mnie. Juz mam dosc zastrzyków w tyłek tak szczerze.
U rodzicow emaila z wynikami wszystkimi napisalam do kliniki wraz z lekami jakie biore i co mi konczy się. Z prośbą o spojrzenie dr na wszystko. I wypisanie recepty.
Takze czekam. Do srody wlacznie mam leki niektóre. Zobaczymy kiedy dostane odpowiedz.
Cos dzisiaj mam ucisk z prawej strony brzucha od pępka. Mam nadzieję ze nic zlego nie dzieje się.

Aagonia Poronilam 26 grudnia 2022, 18:43

Mam co jakiś czas podwójna owulacje lekarz potwierdził kiedyś a teraz jakoś nie byłam pewna

11dc/kolejny cykl bez starań

Ruszyłam oficjalnie z przygotowaniami do starań.
Mój zestaw dzienny to folian, b6,B12, encorton, pregna start, aspirin cardio.
Ćwiczenia prawie codziennie.
Spotkania ze znajomymi jak najczęściej.
Zdrowsze odżywianie ale z małymi grzeszkami bo w ciąży nie na wszystko będę sobie mogła pozwolić.
Na razie nie jestem zbzikowana na te starania i w ogóle. Cieszę się że mamy taki spokój na przygotowanie zajęcie się sobą. I innymi sprawami. Bo wiem że później dużo rzeczy zejdzie na drugi plan. Nie zastanawiam się też ciągle jaka będzie różnica między dziećmi. No nie mam na razie tego cieszę się. Cieszę się teraz moim życiem takim jakie jest a nie jakie mogłoby być być. Oby ten stan trwał jak najdłużej.

Synek ostatnio ma gorsze dni.
Ostatnio podejrzewałam ospę bo wyszła mu taka dziwna duża krosta na ramieniu. Ale mu przeszła. Jednak zaczął go boleć brzuszek. Miał biegunkę bo było aż 6 kup w ciągu dnia. Normalnie robi 2-3 co i tak jest dużo. Nie wiem czy nie muszę iść z nim do lekarza. Ostatnio też przesikiwal się i zmieniliśmy mu dady 4+ a dady 5. Akurat wtedy miał te biegunkę. Pupka cała odparzona. Więc kupiliśmy pampersy. I oczywiście ciągle teraz zmieniamy pieluchy. I rumianek. Pupka robi się lepszą ale znów jakaś wysypka na brzuszku wyszła. W ta noc strasznie się wiercił i płakał nie chciał spac. Jak nie on. I nie wiem czy go coś bolało czy ta pupka czy brzuszek. Ehhh. W takie dni mam czasem takie myśli czy odpowiednio dbam o swoje dziecko.
Po prostu nie wiem czy znów zmieniać te pieluchy. Czy iść do lekarza...

aster Plan B. 23 kwietnia 2021, 11:44

7 dc, cykl bez starań?

Napisałam "bez starań", bo że względu na moją pracę wstrzymujemy na chwilę "aktywne" poczynania. Z drugiej strony jednak, już za tydzień (!) wizyta w klinice, więc nie można powiedzieć że nie staramy się wcale 😉. Zrobiłam badania, których mi brakowało noo i... doszukałam się problemu. Krzywa cukrowa i insulinowa wskazują na insulinooporność. 🙄 Zdziwiło mnie to bardzo, bo nigdy nie miałam problemów z wagą, a poza tym inne hormony mam w porządku. Ciekawe co lekarz powie. W każdym razie na pewno powinnam ograniczyć słodycze 🤫. Czekamy jeszcze na wyniki nasienia, które do tej pory- czy z suplementacja czy bez- wychodziły słabo. Jestem bardzo, bardzo ciekawa co Doktor nam zaproponuje. Tak się przyzwyczaiłam do tego czekania, że nie zauważyłam, kiedy te miesiące zleciały... A teraz trzeba przestawić się na działanie 💪🙂

5 dpt

Nowy rozdział tej historii - ciąża nr 3 💗
Nie wiem jeszcze, czy nie biochem, czy beta przyrasta dobrze. Na ten moment wygląda to nieźle jak na ten dpt. Betę robię pojutrze i w czwartek powtarzam.
Nie mam euforii, mam dużo strachu i dystansu. Ale nie potrafię też nie mieć nadzieji.

Proszę Kropku, rośnij zdrowo i zostań ze mną już na zawsze 🙏💗🩷

6b555fbaa8843.jpghttps://zapodaj.net/plik-tVX52Q1wpb





Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2023, 18:55

💞 8 mc Liwkowe 💞

Waga- 8,200
Pampki-rozm 4
Drzemki - 2
Zębów - O
Ciuszki - 74 rozm.

Jutro kończymy. Dziś Liwcia zaczęła czeworakować na całego. Od 2 dni kąpiemy się już na siedząco w wannience, pod prysznicem. Jest o wiele wygodniej. Ostatnio się ocieplilo, mialam ochotę przesadzić już ją na spacerówkę ale rozchorowala się biedulka. Cztery dni temperatury nawet 39 st, aż wreszcie wylądowała w szpitalu. Prawdopodobnie to byla jakaś bakteria, porobili sporo badań, podleczyli kroplówkami i antybiotykiem nie zlaleźli przyczyny i po 3 dniach wypuścili męża i ją do domu. Tak mi jej szkoda było. Powolutku wraca do siebie a my do zwyczajów. Akutualnie nasz plan dnia to:
6:30/7:00- pobudka
8:00 - kaszka z owocami
ok 9:00/9:30 - drzemka (1-1,5h)
11:30- owocki
12:00-12:30- II drzemka(1.5-2h)
15:00 - zupka
18:30- mleczko
19:00 - kąpiel i spanie.
Ok. 0:00 i 4:00 pobudki na mleczko i ladnie zasypia od razu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2021, 22:44

Isiozwierz Pamiętnik bez nazwy 25 kwietnia 2021, 23:21

Po wizycie troche spokojniejsza. Strasznie sie stresowalam przed nia, nie wiem dlaczego, zazwyczaj wszystko na luzie bylo :)
Najwazniejsze, ze doktor stwierdzil, ze z jajnikami wszystko gra i to nie one mnie bola :) jeden problem z glowy ;) bedziemy robic jutro monitoring cyklu, zobaczymy, co ze mna nie gra, czy mam owulacje, czy pecherzyki pekaja, oby i to gralo.
Dostalam skierowanie na krzywa cukrowa-insulinowa. Zrobilam w piatek, cukier w porzadku, a insuline nie mam pojecia jak interpretowac, ale wydaje mi sie, ze jest ok :) nie bede kombinowac, jutro sie dowiem.
Po histeroskopii wszystko ok, endometrium w porzadku, dwuroznosc stwierdzona - trudno. Jestem genetycznym bublem, z tym juz nic nie zrobimy i bedziemy pracowac na tym co mamy.
Inseminacja dopiero od sierpnia, gdyz musimy odczekac 5 miesiecy od operacji ŻPN. Mam nadzieje, ze wyniki nasienia nadal beda nas kwalifikowac do inseminacji :)
Jakos mam bardzo dobry humor w tym momencie, albo estrogen mnie ucpal ;)

6 miesięcy 11 dni waga 8 kg

W ostatnim czasie bardzo dużo u mnie się wydarzyło.
Dzień przed świętami wielkanocnymi zmarła moja ukochana babcia miałam piękne lata bo aż 94.
Niestety Piotruś jej nie poznał, a sama ja widziałam prawie rok... Śmierć babci bardzo się odbiła na mojej psychice
Potem znowu problemy z mężem aż zaczął brać leki antydepresyjne. Może one trochę pomogą.
Potem rozpoczęliśmy przygotowania do chrztu, jak zwykle wszystko na szybko. I 3 dni przed chrzcinami kolejny cios. Mojemu tacie choremu na ajzhajmera zaczeka bardzo szybko choroba postępować aż wszedł do łóżka. W chwili obecnej jest w stanie agonii, czekamy na najgorsze.
Chrzest się udał choć nie w takiej atmosferze jakiej być powinien. Oczywiście Piotruś na początku spał potem go przebudziliśmy i zaczął płakać aż do samego ochrzczenia dopiero potem się uspokoił..
Dostał pieniążki, własnie to lepsze niż prezenty.
Szkoda mi że Piotruś nie pozna prababci i dziadka.
Urlop rodzicielski mam przedłużony do 30.09.
Poinformowałam kierownika że wrócę dopiero później. Myślałam że mnie zlinczuje. A jednak było inaczej....powiedział że rozumie moja sytuację że mam prawo być na macierzyńskim do końca, że mniejsce pracy na mnie czeka. Zapytał się jak się czuje, jak się czuje mały. Byłam mega pozytywnie zaskoczona.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)