28 dc.
Czekam na okres.
Test ciążowy negatywny.
Moje cykle trwają około 31 dni. Jedyne zaburzenie, które zauważyłam to brak skoku temperatury.
Ostatni lekarz poradził brać Duphaston. Mam go brać od 15 dc przez 10 dni. Ten cykl to drugi z tym lekiem, ale tym razem po wielu przeczytanych wpisach dziewczyn zaczęłam go brać od 18 dc. Owulację mam 17 dc, wykonywałam 3 monitoringi cyklu u ginekologa. Owulacja zawsze potwierdzona, po czym następowało pęknięcie pęcherzyka i utworzenie się ciałka żółtego. Odkąd biorę ten lek nie umiem odczytać mojego organizmu.
Zawsze widziałam dużo śluzu płodnego, kucie jajników. Teraz nic.
Jedyny plus to brak objawów PMS, mąż bardzo zadowolony z tego powodu ;P
Zostaje mi klika dni na zastanowienie się co dalej.. Kolejny cykl z duphastanem? Poszukiwania kliniki w większym mieście? Zmiana lekarza? Ponowne badanie nasienia? Ehh...
Kiedy nie będę tylko ciocią.... a raczej czy kiedykolwiek nie będę tylko ciocią...
Jestem wdzięczna. Za to, że mam najcudowniejszego synka. Zdrowiutkiego. Ślicznego. Mojego. Kocham.
Wczoraj był 8dc i miałam kolejny podglądzik jajeczek. 🥚🥚
Estradiol wzrósł mi do 1332pmol/l
Progesteron bez zmian.
Lekarka zrobiła mi USG Ale nie byłam w stanie zapamiętać wczystkich tych jajek. Wiem, że były o wielkości 13mm -9mm i 6 x8mm. W sumie bylo ich 12-14. Może jutro zapamiętam. 😊
Chyba nie jest źle? 😉
Rekovelle biorę bez zmian. Dodatkowo od wczoraj biorę orgalutran. Mało przyjemny zastrzyk...
Miałam niewielki zaczerwieniony obrzęk w miejscu zastrzyku a dzisiaj muszę zrobić go sobie sama. 😱
Czuję się trochę spokojniejsza ale wiem też, że przez ryzyko hiperki u mnie jest prawdopodobne, że transfer będzie na mrozaczku w lipcu. No zobaczymy. Narazie nic nie przesądzamy.🍀🍀🍀
Przeplakalam pół nocy, ale to nic nie zmieniło... moja mała córeczka już nie żyła... wczoraj dostałam tylko kartkę z napisem "zgłosić się do lekarza prowadzącego" nie liczę już na cud, potwierdza się wczorajsza diagnoza... skierowanie do szpitala...
Kolejnego dnia tez nigdy nie zapomnę 14.11 urodziłam moja maja, nie żyjąca już córeczkę...
Lekarze i pielęgniarki kilka razy pytali, czy chce ja zobaczyc .. nie dałam rady, wolę żyć wyobrażeniami o tym jak wyglądała ...
Niestety cukrzyca mi nie odpuszcza...wahania glikemii są dość spore pomimo diety i insuliny...prof B kazała mi kupić sensor, kupiliśmy. Na początku byłam trochę zła, że to zbędny wydatek,a wcale nie kosztuje mało, szybko jednak okazało się, że profesor miała rację..ten sensor bardzo mnie uspokaja, na bieżąco mogę sprawdzać cukier, który na spacerze spada do 55! O czym przy glukometrze bym nie wiedziała...niestety nie stać nas przy ogromie wydatków na 2 sensory miesięcznie (1 wystarcza na 2 tygodnie) więc choć mi bardzo wstyd założyłam na ten cel zbiórkę - https://zrzutka.pl/z/walczacocud może akurat uda się zebrać kwotę
będę się jeszcze pytała o dofinansowanie swojej diabetolog, ale osobom dorosłym się podobno nie przysługuje. Znajoma podpowiedziała mi także WOSP tam takze spróbuję. Maleństwo mamusia zrobi wszystko, abyś się urodziło zdrowe i żywe! Bardzo Cię kocham ❤i Twoje siostrzyczki też ❤❤❤
EDIT: jestem bardzo wzruszona,dziękuję za każdą cegiełkę! ❤😭
Jezu, Ty się tym zajmij 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2021, 09:50
Dziś 31+1
Na wizycie byłam 4.06 29+3.
Maja oczywiście wszystko idealnie, podwoiła swoją wagę 1,6 kg🤭natomiast mi potwierdziła łożysko przodujące 🙈wpisane na czerwono w karcie ciąży 😳
Zalecenia zachowywać się jak „ święta krowa” i zakonnica.
Czyli nic nie dźwigać, nie sprzątać, nie męczyć się, nie współżyć .
Cc zaplanowała mi w 39 tyg czyli 10.08. Nie jestem pewna czy to nie za długo? I czy do tego czasu dotrwam bez skurczy? 🤷🏻♀️ Biore magnez po 4 tab dziennie a jeszcze czasami złapie mnie skurcz w nodze w nocy 🤦🏼♀️
Przyspieszyłam troszeczkę z wyprawka, bo się boje ze wcześniej urodzę. Mamy już wózek 🤩piękny najchętniej już bym nim jeździła😅. Ubranka poprawiałam, poprasowalam i ułożyłam. Zamowilam otulacze bambusowe na lato i otulacz welurowy do fotelika już na jesień. Zostanie nam do kupienia tylko przewijak, dostawka i apteka( laktator, termometr, aspirator) to zostawiłam sobie na lipiec.
Wreszcie już dwa tyg temu Mati skończył remont. Zamowilismy łóżko, ale realizacja 20 dni. Już nie mogę się doczekać 🤭materac jest super 😍☺️
Czekam na weekend i urodziny M.😍
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2021, 06:39
Muszę napisać mały żalpost.
Ogólnie fizycznie czuję się bardzo dobrze. Nie czuję żadnych skutków ubocznych, oprócz trądziku, który mi się pojawił ( przed owulacja zawsze miałam ładną cerę a teraz mam jak na 🐒 albo i gorzej).
Psychicznie też wydawało mi się, że jest nieźle.
Owszem, martwiłam się, że nic nie urośnie albo że będą rosły słabo... Ale myślę, że każda staraczka podchodząca do pierwszego ivf ma takie obawy.
Mam poczucie, że mimo, że wiele czytałam, słuchałam to czuję się trochę jak takie dziecko we mgle, które trzeba prowadzić.
Czuję, że idę w nieznane i nie wiem co mnie spotka. Szczęście czy łzy rozpaczy?
Kiedyś myślałam, że IVF to pewniak teraz już niczego nie jestem pewna...
Kiedyś myślałam, że kobiety podchodzące do procedury to bohatetki. Dalej tak myślę, ale o sobie tak nie potrafię...
Jestem silna ale dzisiaj ciężko mi uwierzyć, że po tylu latach starań, po tylu negatywnych testach, po tylu nadziejach i rozczarowaniach, po tylu łzach poprostu się uda.
Czy mogę zrobić coś więcej?
Mam nadzieję, że to tylko hormony dają o sobie znać i lada moment pozytywne myślenie wróci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2021, 10:41
Chyba jestem po owulacji..
Wczoraj wystąpiło u mnie lekkie plamienie a w zasadzie śluz zabarwiony krwią średnia ilość. Czyżby pękł pęcherzyk i nastąpiła owulacja? - tego nie wiem na 100%. W życiu zdarzyło mi się to drugi raz. Zadzwoniłam do przyjaciółki, bo się trochę zestresowałam, ale mnie uspokoiła i powiedziała, że ona ma tak co któryś cykl. Mam nadzieje, że to taka sytuacja a nie jakieś problemy z hormonami itp. Nic pozostaje czekać do miesiączki.
Dzisiaj mam wolny dzień odpocznę sobie. Z rana zauważyłam znów spora ilość płodnego śluzy wczoraj miałam go bardzo mała. Coś długo ciągną się mi płodne dni w tym cyklu.
Staramy się z P. cały czas co mniej więcej dwa dni ❤️
Ciekawe czy wyjdzie z tego ciąża - chciałabym bardzo
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2021, 10:22
10dc, 8 dzień stymulacji
Strona prawa 2x16mm, 3x15mn, 2x13 =7 🥚🥚
Strona lewa podobnie, również 7 🥚🥚
Endometrium 10mm
Jutro kolejna wizyta i decyzja o punkcji, która prawdopodobnie będzie w sobotę. 😊
Nic nie wskazuje na hiperke. 🥳🥳
Estradiol 4162 pmol/l
Z kliniki wyszłam radosna i pełna entuzjazmu. Nic nie wskazywało na hiperkę i prawdopodobnie transfer będzie w czerwcu a bardzo się obawiałam, że będę musiała czekać do lipca. Oczywiście nic nie jest jeszcze przesadzone. Jutro jadę na jeszcze jeden podgląd i wtedy ostatecznie zdecydujemy czy punkcja w sobotę. 😊
Trochę mnie zmartwiły dziewczyny z forum, że "estradiol nie rewelacja". Kurcze, za duży źle za mały też źle. To jaki jest idealny? Co ma czuć osoba, która jest pełna obaw?
" Nie martw się, wystarczy jedna dojrzala komórka". A co jeśli nie wystarczy???? Ja nie jestem milionerką...
Jestem pełna obaw. Stres jest ogromny ale i tak uważam, że jestem całkiem silna.
Niech w końcu teraz się uda. 🙏🙏🙏
25 dc dzień testowania No niestety Bielsze nie będzie... niby wiedziałam ale jednak nadzieja się tliła..
Ale cóż 7 dpo progesteron marny kilka dni po owulacji endo 7 wiec tez nie dobrze
Od 6 dpo juz czułam bóle miesiączkowe az do dziś wzielam to za objaw... taka nadzieja....
Dzisiaj naprawdę mam takiego doła ze nawet nwm czy te próby starania mają jakikolwiek sens plakac się chce od rana 🥺🥺
Jeszcze jeden cykl stymulacyjny i odpuszczam musze zajac się innymi sprawami a ciagle jeżdżenie do Poznania kasa z tym związana i z wizytami ze musze to odkładać w czasie....
W międzyczasie będę robiła badania immunologiczne i myślę że udamy się już do kliniki żeby zacząć konkretne leczenie (iui,invitro) nie mam już sił na próby naturalne kiedy to i tak nic nie daje... wiec mowie Paaassss!
17 dc
Nie no jak nie urok to sraczka. Im głębiej wchodzę w las, tym więcej drzew. Realizuje swoje głupie pomysły odnośnie badań i jakieś kwiatki wychodzą.
I tak:
- kariotypów jeszcze nie ma... Czekamy juz 5 tygodni. Wczoraj dzwoniłam do kliniki, obecnie na kariotypy czeka się do 90 dni! 😳
- mąż wysłany na dna chromatyny plemnikowej+posiew - na dna czekamy... A to nowość, nie 😉 posiew negatywny 👍
I teraz zaczyna się najlepsze. Postanowiłam sobie oznaczyć hormony estradiol+progesteron w jednym cyklu, tzn w 3 dc, w okolicach owulacji ( u mnie 15 dc lub 16 dc) i w okolicach 22-23dc. Dodatkowo hemoglobine glikowana ( specjalnie przed krzywa, aby sprawdzić jak wygląda poziom cukru na przestrzeni 3 miesięcy) + jeszcze Tsh tu z polecenia lekarki.
Wyniki :
3dc
- Tsh 1,0
- Hemoglobina glikowana 5,0% ( chyba dobrze? Nie wiem dokładnie ile dla starających się, bo generalnie to mniej niż 6,5% powinno być)
- estradiol 38 ng
- progesteron 0,20 ng
16 dc
- progesteron 0,20 ng
-!!! estradiol 1746,98 ng!!!!!!!! 😳
Jutro idę na ponowne badanie... Serio się martwie. Nie biorę żadnej stymulacji. Suplementy te co zwykle + ubichinol zaczęłam. Jeśli wynik będzie podobny - choć może była wczoraj owulacja? To muszę koniecznie iść na usg i zobaczyć czy coś pękło, ile pękło i generalnie czy od strony podwozia wszystko gra.
Jasna cholera by to wzięła, jeszcze brakuje mi jakiegoś choróbska hormonalnego.
PONIEDZIAŁEK
Zdarzył się CUD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wprawdzie 5 zarodków padło, większość w 3 dobie, jeden w 4. Ale nie szkodzi. Zupełnie nie zwróciłam na to uwagi.
MAMY CUDOWNĄ 5DNIOWĄ EKSPANDOWANĄ BLASTOCYSTĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Która jeszcze rano skoczyła z 3AB, na 4AB

Jestem przeszczęśliwa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Idąc za ciosem lecimy od jutra z drugą nieplanowaną mini
nie wiem czy zechce się drugi raz zdarzyć taki cud, ale spróbujemy. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana!!!!!!!!!!! Dziś to zdecydowanie mój dzień
może los się wreszcie i do nas uśmiechnie!!!!!!
Po dzisiejszej wizycie u lekarza dobre wieści. Pessar trzyma mocno i mamy być dobrej myśli. Fizycznie czuję się dobrze (co o niczym nie świadczy, bo przecież niewydolność szyjki przebiega kompletnie "bezobjawowo"), ale psychicznie siadłam mocno. Z pozytywów- Tośka kopie jak szalona, co mnie cieszy, bo nie mam kolejnego powodu do zamartwiania się, po prostu czuję ją bardzo często. Drugi pozytyw jest taki, że Emila w końcu zaczęła kumać, że dzidziuś w brzuszku to Tosia, jej mała siostrzyczka ❤️ wszystko chce oddawać Tosi i codziennie kilka razy daje jej buziaki. Jest przeurocza ❤️
6+1
Wczoraj byłam na wizycie było 6+0 wg om.
Ta ciąża chyba jest spisana na straty 😢
Lekarz zbadał i jest pęcherzyk ciążowy o wymiarze 10 mm w macicy, co wg USG odpowiada 5+0. nie jestem pewna czy jest pęcherzyk żółtkowy ale wydaje mi się że użył tego słowa ale w opisie nie ma.
Zarodka brak.
Za tydzień ponowne USG. Ale nasza rozmowa wyglądała tak jakby już nic z tego miało nie być. Dał mi do zrozumienia że to koniec😭
Jest mi tak przykro... Już tak bardzo zaangażowałam się psychicznie w tą ciążę. Jak ja mam iść do szpitala a Maciuś?
Edit. Coś mi nie pasuje. Wymiar mojego pęcherzyka to 10 mm a u innej laski z forum w 5+2 6 mm i u niej jest ok. To jak mój niby odpowiada 5+0?? To chyba wszystko sprzęt... Tak samo czytam że rośnie 1mm na dzień no to wtedy by się zgadzało że ona ma 6 mm a ja w 6+0 10mm.
Na wykresie u innej laski było napisane ze w bodajże 5+4 lub 5+5 pęcherzyk powinien mieć minimum 9mm a mój ma 10. Czyżby to wina sprzętu? Ale mój lekarz ma bardzo dobry. Fakt to inny lekarz niz z 1 ciąży.
Jestem skołowana...
Edit 2. Kolejne przemyślenia. W ciąży z Maćkiem beta wyniosła 1000 18 dni po owulacji. Tutaj 9 czerwca było 2200 więc załóżmy 7 czerwca te 1000. Czyli 36dc. A więc 36 minus 18 dni= owulacja 18dc. Czyli poślizg 4 dni wg idealnego cyklu. Na USG z Maćkiem miałam poślizg 2 dni (a powinien być 1 bo wiedziałam kiedy była punkcja). Tak więc może ten poślizg jest możliwy...
Tak czy siak jest nadzieja. Czekam poniedziałku...
Edit 3. Doczytałam na opisie USG. YS(+) ufff czyli na pewno jest pęcherzyk żółtkowy. To myślę że powinno być ok. Boże proszę daj szansę mojemu dzidziusiowi! Już go kocham!!!
No nie mogę przestać myśleć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2021, 20:42
12+4
Ostatnio dużo spałam, praktycznie cały czas dlatego ta ciąża leci mi dość szybko. Nie spodziewałam się, że będę ją przechodzić tak łagodnie. Jedynie co mi dolega to czasem mdłości, bóle głowy i częste krwotoki z nosa. Cieszę się bardzo z obecnego stanu, jestem najszcześliwszą kobietą pod słońcem ... byłam... do wczorajszych badań prenatalnych.
Wszystko szło dobrze, zdążyłam usłyszeć, że serduszko ok, główka ok, rączki i nóżki też ok później maluszek zaczął się wiercić i obrócił się do nas pleckami i wtedy lekarz zaczął wydziwiać. Miałam się położyć na lewy bok, na prawy, pójść opróżnić pęcherz, zrobić trzy podskoki a mały dalej "obrażony". Miałam przejść się na 20min spacer, zjeść coś słodkiego, wypić colę i wrócić. Tak zrobiłam. Położyłam się na łóżku i lekarz włączył USG. Przez długi czas nic nie mówił tylko dokładnie przyglądał się na monitor i coś mierzył kilkukrotnie. Po czasie powiedział że powinnam zrobić dodatkowe badanie PAPPA bo przezierność karkowa wyszła trochę ponad normę, że ogólnie mam się nie martwić bo tak się zdarza, ale lepiej wykluczyć nieprawidłowości tym testem. Dobrze, że wtedy leżałam, bo pewnie gdybym stała to bym się przewróciła. Mąż siedział na korytarzu, tak bardzo chciałam żeby był wtedy przy mnie, złapał mnie za rękę.. chociaż pewnie wtedy bym się popłakała a tak trzymałam fason i starałam się być twarda. Usiadłam do biurka z lekarzem, on coś mi tłumaczył, ale do mnie niewiele docierało. Umówiłam się z nim na pobranie krwi na NIFTY na 22.06, nie zdecydowałam się na PAPPĘ bo wolę mieć bardziej szczegółowe wyniki, a PAPPA to podobno tylko statystyki. Nie wiem ile wynosi mój wynik, ile jest powyżej normy bo nie dostałam żadnego wydruku z przebytych badań, dał mi tylko dwa zdjęcia bobaska. Zapamiętałam tylko, że ryzyko urodzenia chorego dziecka to 1:68.
To był dla mnie szok i niedowierzanie. Na każdej wizycie słyszałam, że moje dzieciątko super się rozwija, rośnie jak na drożdżach a tu taka informacja. Oczywiście popłakałam się w samochodzie, potem w domu. Mój mężczyzna trzymał się dzielnie, ale wczoraj pierwszy raz od początku naszego 7,5 letniego związku rozmawialiśmy tak dużo o uczuciach. On nigdy się nie uzewnętrzniał, zawsze był twardzielem, a wczoraj mi powiedział, że on też to bardzo przeżywa ale dusi w sobie, że bardzo mnie kocha i nie może patrzeć jak płaczę, że zrobił by dla mnie wszystko, jest ze mną bardzo szczęśliwy i cieszy się, że na mnie trafił. Wtedy to już płakałam nie ze stresu o dziecko tylko przez jego słowa. Takiego wsparcia, miłości i zapewnienia, że będzie zawsze przy mnie właśnie wczoraj potrzebowałam.
Tyle lat starań o dziecko, w końcu się udało i to naturalnie, tak bardzo bym chciała żeby wszystko było dobrze, tak bardzo się boje o to dzieciątko, teraz ono jest naszym całym światem.
Według OM -12tc+1
Wedlug USG - 12tc+4
Mieliśmy dzisiaj badania prenatalne, wyszły bardzo dobrze 🤗, Dzidziuś jest zdrowy 🤗🥰.
Przezierność karkowa 1,6, nosek jest, serduszko jak dzwon - dzisiaj usłyszałam jak mocno bije 🥰.
Ogólnie Maleństwo pozostanie Maleństwem jeszcze jakiś czas, bo podczas Usg nie chciało współpracować 😉. Najlepiej mu było na boczku z nogami na krzyż.
Madal mam brać Acard chociaż do kolejnej wizyty, pomimo krwawień z nosa i pojawiających się siniaków. Pomaga na przepływy.
31 dc
Wciąż czekam na okres.
Lubię czytać dziewczyn pamiętniki... Czuję się jak na terapii grupowej, do której mogę dołączyć.
Ale skąd tyle z Was wie jak, kiedy i jakie brać suplement? Czy wszystkie dostałyście takie zalecenia od lekarza? Sama biorę drugi cykl Duphaston (pierwszy cykl byl fatalny... wszystkie możliwe objawy niepożądane, ten juz rewelacja
) i pregna start. Od przyszłego cyklu przyjmuje olej z wiesiołka i witaminę D.
Oczywiście zabieg oraz pierwszą wizytę w Klinice opisuję z perspektywy jakiegoś już czasu, więc jestem spokojniejsza, natomiast po pierwszej wizycie był płacz i smutek
Aha, razem z histero miało odbyć się badanie drożności jajowodów, co mnie ucieszyło. Dzień zabiegu to był piątek, na który dostałam L4, potem przez 2 dni weekendu odpoczywałam i w poniedziałek poszłam do pracy. Przed zabiegiem zadzwoniłam do mamy by przyjechała, mąż był za granicą... Oczywiście trochę złość na niego, że go nie ma, a z drugiej strony sama zdecydowałam, że robię histero tak szybko. Mama koczowała w wejściu do kliniki mając nadzieję że jej nie wyproszą z racji covida
A potem doglądała mnie przez 2 dni.
Na salce przygotowawczej spotkałam dziewczynę lat 30, której tego dnia robiono punkcję do in vitro (tu się złapałam za głowę- rozumiem ja starsza 36 latka, ale dziewczyna lat 30?), jej mężowi zaś też jakiś zabieg wykonano zaraz po mnie bo u nich przyczyną była niepłodność męska... Powiem Wam że po rozmowie z nią zmieniło mi się trochę myślenie, że in vitro jest tylko dla zaawansowanych wiekowo kobiet, choć sama do końca nie wiem co o tym myśleć... Tak bardzo bym chciała nie musieć tego robić 
Sam zabieg nie był bolesny ani w żaden sposób odczuwalny. Uśpiono mnie na głucho po czym wybudzono, a po zabiegu klika zdań zamieniłam z Dr jaki wykonał zabieg oraz wręczył mi opis histero i sono hsg. Stwierdzono jamę macicy zwykłej wielkości z uwypuklonym dnem, dno nacięto na głębokość 1 cm, oba ujścia jajowodowe widoczne, słabo reaktywne, błona śluzowa macicy odpowiednia do fazy cyklu.
Czyli nie była to przegroda.
Odnośnie sono hsg- w trakcie wypełniania macicy preparatem uzyskano drożność jajowodów pod dużym ciśnieniem. W rozmowie też lekarz powiedział, że musiał użyć dużego ciśnienia. Czy to oznacza że jajowody były przytkane a teraz są odetkane?
Niestety po zabiegu byłam jeszcze trochę otumaniona i nie zapytałam o wszystko co mnie interesuje.
Po zabiegu przez kilka dni pobolewało mnie podbrzusze tak jak na okres, aczkolwiek znośnie że nawet nie brałam leków przeciwbólowych. Przez 2 dni wstawałam z łóżka praktycznie tylko do toalety, ale to bardziej Moja Rodzicielka tak zaleciła a nie lekarz
Przez klika dni utrzymywało się też lekkie krwawienie, a w 2 połowie cyklu takie żółte upławy jakie miewałam przy infekcjach (podejrzewam że to reakcja macicy na wprowadzone ciało obce- histeroskop).
Na kontrolę po zabiegu poszłam trochę wcześnie- bo 2 dc. W ogóle ten cykl z zabiegiem był krótki- trwał tylko 23 dni, ale wiążę to ze stresem wywołanym zabiegiem. Cieszę się, że udało się wykonać sono hsg przy okazji histeroskopii- przyjaciółka mówiła że sono jest trochę bolesny, a ja to przeszłam korzystając ze znieczulenia ogólnego
No i laparo mnie ominęła, uff
Pani Dr powiedziała że trochę za wcześnie przyszłam, bo powinnam być raczej w 3-5 dc, ale i tak zrobiła mi usg. Powiedziała że stymulacja będzie gonadotropinami, i że 3 cykle po histero i sono hsg są najlepsze do zachodzenia w ciążę. Usłyszawszy jednak, że wyjeżdżam do męża na dni płodne stwierdziła, że w tym cyklu odpuścimy stymulację- bo musimy być oboje obecni by się nauczyć jak podawać mi zastrzyki, poza tym musi na monitoringu widzieć jak rośnie pęcherzyk itd. Mąż będzie w lipcu i sierpniu w Pl, więc mam plan żeby w te wakacyjne cykle się stymulować. A co dalej/ In vitro? Czy nadal stymulacja do czasu jego zjazdu pod koniec roku? Nie wiem i mam nadzieję, że nie będę musiała decydować...
Dziewczyny które macie za sobą cykle stymulowane- napiszcie proszę jak to wygląda? Czy ze stymulacją wiąże się obowiązkowo monitoring czy też będę mogła podawać sobie leki sama mimo że Dr mnie nie obejrzy np. dzień przed owu, bo będę już u męża za granicą? Czy przez jego nieobecność szlag trafi dalszą stymulację po lipcu i sierpniu?
Czerwcowy cykl trwa, jestem w 21 dc. Byłam u męża w okresie okołoowulacyjnym, smażing, plażing i urlopowy chill mam nadzieję zaowocuje dwoma kreseczkami na teście
Miałam śluz płodny, robiłam testy owulacyjne, wyszedł pozytywny w 10 dc (trochę wcześnie, nie?) i działaliśmy kiedy trzeba... Dzień po pozytywnym teście owu miałam śluz płodny z plamka krwi więc nadziejam się że to była oznaka uwolnienia komórki jajowej... Aplikacja Ovufriend ocenia nasz czas serduszkowania jako "dobry", daje mi 35% szans na pozytywny wynik testu ciążowego dziś i 20 pkt za objawy ciążowe 
Ale postanowiłam być twarda i nie testować do czasu miesiączki- jak przyjdzie to wszystko będzie jasne, jak nie- zatestuję, albo poczekam na męża do lipca. Nie widzę u siebie objawów pms, który zazwyczaj już szalał w tym czasie cyklu, mam bardziej wrażliwe piersi i wzmożony apetyt, ale to nie musi nic oznaczać. Wolę się nie nakręcać bo za dużo razy już widziałam u siebie pierwsze objawy a potem płakałam, że nie wyszło... Z drugiej strony wykonana histeroskopia, przetkane jajowody, pozytywny test owu dają nadzieję... 3majcie kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 czerwca 2021, 11:08
Potem byl pogrzeb, po którym poczułam się trochę lepiej, zwłaszcza potem jak zasnęłam po wszystkim i powiedziałaś mi wtedy córeczko, ze Tobie jest dobrze tam gdzie jesteś, że jesteś bezpieczna ... wiem że tak jest, wiem zw w świecie bez bólu i cierpienia jest Ci dobrze, ale mi tutaj bez Ciebie jest tak cholernie źle... tak cholernie ciężko zyc dalej, już bez Ciebie...
24 dc.
Badałam proga po mojej wymyślonej owulacji w 20 dc - 0,98.
Owulacji nie było, czego mogłam się spodziewać bez leków. Nie wiem czemu liczyłam na jakiś cud...
Przychodzi powoli moje comiesięczne załamanie - co oznacza, że @ tuż za rogiem. I oby chociaż tak było, do piątku biorę dupka - mam nadzieję że przyjdzie w poniedziałek i będę w pełni gotowa na HSG. Czekam jeszcze na wyniki wymazów...
Jak tak dalej pójdzie to będę bez przyjaciół. Odcięłam się praktycznie od wszystkich znajomych którzy mają dzieci, czy są w ciąży. Kolejne bliższe bądź dalsze koleżanki zaczynają starania się o dziecko. Nie życzę nikomu tego, przez, co my przechodzimy. Jednak w głębi duszy czuję się bardzo złą osobą - zazdroszczę tym, którym udaje się od razu. Nie mogę przeżyć tej niesprawiedliwości losu. Czuję się po prostu wybrakowana.
Ostatnio miewam też bardzo złe sny i choć nie należę do osób, które doszukują się w nich znaczenia to jednak mnie przerażają. Wszystkie mają jedną puentę - nigdy nie będę mamą, a wszystkim w koło się uda.
Jutro druga dawka szczepienia, od poniedziałku tydzień urlopu z dala od miasta. Obym tylko nie stresowała się "spóźniającym" się okresem.
Zamówiłam sobie nowe książki - może uda mi się troszkę odpocząć od internetu.
Każda ciąża z forum mnie wzrusza i cieszy - ale te w realnym życiu doprowadzają mnie do łez. Boję się, że nigdy mnie to nie spotka.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.