Wynik tk głowy prawidłowy!

Jeszcze 2 dni dupka i wielkie wyczekiwanie @. Mam nadzieję, że pojawi się jakoś po weekendzie i ruszam ze stymulacją. Oby już nic nie stanęło na drodze.

Stres jedynie z pracą, ponieważ w lipcu nie ma nikogo poza mną i od dawna mam zapowiedziane, że nie mogę wziąć nawet jednego dnia wolnego. Mam nadzieję, że monitoringi będą popołudniami, a na punkcję uda mi się wypłakać jeden dzień urlopu.

U Izy pogorszenie wyników tarczycy. Dalej ma niedoczynność. Było lepiej ale brałam 10 mg thyrozolu, weszłam na 20 mg i jest gorzej.

O nie ma zmiłuj. Kończyny karmienie piersią. Teraz tylko muszę to mądrze zrobić żeby nie porobiły mi się zastoje i stany zapalne. Ciężko będzie wyciszyć tak rozhulaną produkcję. Daje sobie kilka dni picia szkawii, ściągania do uczucia ulgi i wychladzania piersi. Jak to nie pomoże to idę do gienka po bromergon.

Mała dziś nie dała się odłożyć nawet na 10 minut. Spala tylko raz 15 minut więc cały dzień ja noszę. Na szczęście daje się też trochę nosić w chuscie więc idzie cokolwiek ogarnąć i plecy wtedy ciut mniej bolą... Ale i tak bolą 😭
Moja biedna Izunia... Może zaraz zaśnie bo powoli oczy się ciężkie robia 😴😴 oby... Bo jak się wyśpi to zawsze inne dziecko, a dziś mamy gości.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 listopada 2021, 05:16

Ku***...
Dziś 8+3. Wizyta u gina o 15. Boje się, boje się, boje się pustego jaja i konsekwencji (szpital, zabieg, skurcze...). I już myślę jak ukryć pobyt w szpitalu przed najbliższymi?

Sandra02 Mam dość.. 22 czerwca 2021, 21:48

Dziś zrobiłam badania z krwi, za tydzień kolejne usg, póki co w rozpoznaniu mam wpisane "nieokreślony guz sutkowy". A dla odmiany jutro druga dawka szczepionki a w czwartek wizyta u reumatologa, wyniki też za ciekawe nie są...

Kochane, chciałabym jeszcze napisać o pieniądzach ze zrzutki, abyście nie czuły się oszukane itp... wszystkie pieniądze mam na swoim koncie (-255zł,bo kupiłam już 1 sensor) Nie jestem w stanie im Wam zwrócić z automatu, bo nie mam Waszych numerów kont... oczywiście jeśli podacie mi na priv nr.konta i kwotę, którą przelałyście, to pieniążki od razu zwrócę. Pieniądze, które zostaną będą przeznaczone na ten sam cel - za jakiś czas.

Ściskam Was mocno!

PONIEDZIAŁEK
No i dziś mamy osławioną trzecią dobę... Newralgiczny moment... Ledwie się obudziłam i juz o tym myślę...

Maluszki walczcie tam, nie poddajcie się proszę 🙏🙏🙏 czekamy na was z tatusiem 🙏🙏🙏 bądźcie siłaczami 💪💪💪

Moja Lenka jest z nami 24 dni. NIedługo skończy miesiąc i przestanie być noworodkiem. Czas zapitala jak nigdy. I boję się zapeszyć, ale mimo pobudek od 3:00 do 8:00 rano co godzina na karmienie ostatnio, marudzenia czasami, że nie wiadomo o co jej chodzi, jest coraz fajniej. Z każdym dniem kocham ją jeszcze bardziej i nie pamiętam już jak to było, jak jej nie było. Mam dla niej pokłady siły i cierpliwości, które chyba kumulowały się w czasie lat starań.

Chociaż przyznaję, że pierwsze dwa tygodnie, tak od 3-ciego dnia po porodzie, zaliczyłam klasycznego baby bluesa. W poprzednim wpisie to się zaczynało, potem się nasiliło. Totalnie mnie ten stan zaskoczył. Czułam się jak nie ja, płakałam łzami jak grochy a to z powodu karmienia, a to ze szczęścia, a to z nostalgii, że za szybko rośnie. Jazda jakiej nie znałam. Potrafiłam wyjść na 15 min z psami i chlipać pod blokiem, żeby mąż nie widział. Aż do psychologa poszłam, bo myślę albo depresja poporodowa albo cholera wie coc, zwariowałam do końca. Przeważające myśli - nie radzę sobie, jestem beznadziejna, zaraz zrobię coś nie tak. A obiektywnie to doskonale sobie radziłam, jak na to, że pierwszy raz mam do czynienia z noworodkiem, mąż nie mógł teraz wziąć urlopu więc od 10 do 17 codziennie byłam z nią sama (i z psami), o dzieciach w sumie nie wiele wiem, w dużej mierze zdaję się na mój instynkt. Psycholog wytłumaczyła mi jak to działa fizjologicznie, że to zupełnie normalny stan, hormony ciążowe zjeżdzają w dół i muszę po prostu przetrwać ze świadomością, że to co się dzieje ze mną jest całkiem normalne.
W końcu mi się ulało przed mężem. On jako wybitnie niewylewny i nieskory do komplementów powiedział, że jestem wspaniałą mamą i sam jest w szoku jak sobie dobrze radzimy, to mnie to podbudowało. Potem mieliśmy sesję noworodkową, przyjaciółka makijażystka z zombie zrobiła ze mnie z powrotem Kobietę i baby blues jak ręką odjął. Zdjęcia wyszły super. Wczoraj zamiast spać kolejny raz je oglądałam i zoomowałam minki Małej.

Organizm też dostroił mi się do nowej rzeczywistości. Takie mam wrażenie. Daję radę bez ciągłego snu 7-8 h, w tym trybie przerywanym, w ciągu dnia potrafię uciąć sobie drzemkę (nigdy wcześniej się to nie udawało), jem regularnie, chodzę z Małą na spacery. Nie czuję zmęczenia albo się do niego przyzwyczaiłam. Nie jest to oczywiście bezkosztowe. Jakiekolwiek relacje towarzyskie poprzez social media ucięłam praktycznie do zera. Nie ma czasu gadać czy siedzieć na necie bez celu, bo odbywa się to kosztem dziecka / snu / jedzenia / ogarnięcia siebie. Rozmawiam przez telefon z mamą, koleżankom napisałam, że jest sajgon i się kiedyś ewentualnie mogę spotkać na spacer to opowiem, bo na pisanie i gadanie nie ma czasu.
Przyznaję, że nie rozumiałam o co chodzi z tym, że przy małym dziecku czasem ciepła kawa czy prysznic są wyzwaniem. No to są wyzwania codzienności :-) Teraz np zamiast zjeść jak Ona śpi to robię wpis. Ale jest niedziela, jest Tata, to jest duuuuużo łatwiej.

Z rzeczy fajnych - spacery. Kocham. Wózek sprezentowany przez Dziadka jest fenomenalny, zwrotny i lekki. Chodzimy do pobliskiego parku, do piekarni, na bazarek. Byłam z Nią już nawet nad Wisłą. Pojechałam metrem, zrobiłyśmy 7 km, Mama zjadła obiad na powietrzu, Mała większość czasu przespała. Potem szybka zmiana pieluchy w wózku (zawsze mam w ogranizerze matę, chusteczki, mały Linomag i pieluchy), karmienie na leżaczku nad Wisłą i to był super dzień. Plusy lata.
Karmienie idzie coraz lepiej. CDL pomogła, wytłumaczyła, chociaż aby jeszcze bardziej rozkręcić powinnam stymulować piersi po każdym karmieniu na żądanie laktatorem po 15 min. Czyli xxxx razy dziennie. Niewykonalne, bo musiałabym z łóżka nie wychodzić, odkładać dziecko, jak ono lubi sobie na mnie pospać i poprzytulać się i ogólnie oszaleć, bo nie mam do tego cierpliwości. Karmię ją więc na żądanie i laktator odpalam kilka razy dziennie. Czasem dodaję mm, czasem moje odciągnięte mleko. Wyluzowałam z tym, bo dziecko najedzone, zadowolone, przybiera na wadze książkowo, ja zadowolona, mleka coraz więcej.

Z rzeczy niefajnych - szczepienia. Jestem bardzo pro, ale w tyle głowy mam historie, że komuś zdarzył się nop w postaci porażenia i bardzo mnie to zestresowało. Nasza pediatra jest za tym aby walić wszystko jak najszybciej i praktycznie na raz - 6w1, pneumokoki, rota i meningokoki (typ A) jednego dnia a już za 2 tygodnie od tego - meningokoki typ B (czyli Bexsero). Przegadaliśmy to z mężem i nie idziemy tą drogą. Najpierw zaszczepimy na 6w1 i rota, za 2 tygodnie pneumokoki, meningokoki na razie odkładamy w czasie, niech trochę podrośnie i będzie odstęp między innymi.

Poczytałam wogóle o tych chorobach i jak wcześniej byłam pewna że Mała pójdzie do żłobka, to teraz raczej nie pójdzie. Za rok wracam do pracy, ona będzie jeszcze malutka a żłobki to z tego co teraz wiem to jedna wielka wylęgarnia chorób, więc skorzystam z propozycji mojej mamy, że ona się nią zajmie. Jest na emeryturze od roku, co prawda mieszka w innym mieście, ale logistycznie jeżeli na szali jest zdrowie dziecka, jest to do ogarnięcia. Może uda nam się do tego czasu sprzedać mieszkanie i kupić dom pod Warszawą. Może po prostu będzie przyjeżdzała na poniedziałek - czwartek (w piatki ja chcę mieć wolne obniżając wymiar etatu, zamieniając na wychowawczy i chroniąc się przed zwolnieniem). Wiem, że planuję dużo naprzód, ale czas tak szybko płynie, że nie jestem w stanie nie myśleć co właściwie zaraz.

Wpis jest, śniadania nie ma :), Mały Ssak już zaczyna się przebudzać, więc uciekam :-)

karolaEM W oczekiwaniu na nasz cud 22 czerwca 2021, 14:47

4dc
Nie czuje się zbyt dobrze. Od wczoraj boli mnie głowa jak na zatoki. Mam nadzieję, że jutro @ już odejdzie sobie i nie wróci przez następne 9 miesięcy. Oj bardzo bym tego chciała🙄. Chyba jak każda z nas starających się. Ale byłabym szczęśliwa. A mój mąż... z radości by skakał. No ale jeszcze nic straconego. @ powoli się kończy, więc będzie można zacząć działać od nowa. Liczę, że to będzie ten cykl. Mam taką nadzieję.

Dziś już trochę się ochłodziło. Od samego rana padał deszcz, więc powietrze też już jest inne. Dziś mam do pracy na nocną zmianę... jak mi się nie chce. Ale muszę wytrzymać do końca miesiąca, bo od 1 lipca urlop. Oby szybko zleciało.

Trzeci dzień @. Nie było płaczu. Jakby głupio to nie zabrzmiało, to nie miałam czasu. Nie wiem czy mąż nie przeżył tego gorzej niż ja. On wierzył, że liczba pęcherzyków = liczba dzieci. Myślę, że trochę na własnej skórze zweryfikował jak wygląda procedura w praktyce. Czasem męczą mnie wyrzuty sumienia, że za słabo wierzyłam w mojego dwudniowca. Miałam przeczucie, że to nie to, żeby wziąść blastkę, ale nie potrafiłam się odezwać. W końcu ten dwudniowiec na dzień 2. był najlepszy. Wydawało sie najrozsądniejsze. Teraz mam takie poczucie, że bardzo chciałabym zabrać zarodek do Świąt do domu. Nie wiem czemu, skąd to. Ale chciałabym.
Gdy wracaliśmy w transferu dostałam wiadomość, że żona kuzyna męża urodziła. Stwierdziłam jak super - zwolnił się brzuch ;) To dobry znak. No ale jednak nie. Byliśmy również powitać nowego członka rodziny - kuzynka męża urodziła. Byłam naprawdę dzielna, dałam radę. Wczoraj się dowiedziałam, że miał się nazywać inaczej. To było MOJE imię. Nasze. Wybrane chyba z 10 lat temu. I całe szczęście, że zmienili. Tak trochę te spotkania rodzinne zaczynają inaczej wyglądać, bo zachwyty, kupki, pieluchy itd. Ja siedzę, no i cóż mi tez mówić. Staram się, ale na własne doświadczenie się nie powołam. I oczywiście kuzynka męża podkreśliła, że nie miała parcia na macierzyństwo. I wierzę w to, bo dowiedziała się o ciązy dopiero w 3. miesiącu, więc szczególnie chyba nie dociekała.
W sobotę spotkałam się z koleżanką ze szkolnej ławki. Ślub w tym samym roku miałyśmy, nawet w tym samym miejscu. I też ciągle walczy. Moja przyjaciółka zaczęła starania - tez bez efektów. Nosz pierdziele, co z nami nie tak?

Mój chrzestny zmarł. Termin pogrzebu jeszcze nieznany. Cały rok na emeryturze i cały ten rok chorował. Najpierw śmierć kuzynki w wieku 38 lat, teraz On. Myślę i myślę. Mimo wszystko trzeba żyć tu i teraz. Nie ma na co czekać, bo nie wiadomo co może być jutro.

😞
1 dc

Dzisiaj w 8dc byłam na monitoringu, bo wczoraj strasznie bolał mnie lewy jajnik, a mam zwiększoną dawkę Clostylbegytu w tym cyklu, więc bałam się przestymulowania.
Na lewym jajniku mam jeden pęcherzyk 12 mm
Na prawym jajniku dwa pecherzyki 10 mm
Endometrium 4 mm
Na bóle jajników mam brać nospę doraźnie 🤷🏼‍♀️
We wtorek kolejny monitoring, zastrzyk Ovitrelle mam już wykupiony 🙏🏻

36 dc

No ciekawe... Codziennie liczę na to że @ w końcu przyjdzie. Bo może jak dostanę do pon to jakimś cudem mi przesuną termin na następny tydzień. Trochę mi przeszła złość. W sumie w 2021 roku nie spotkało mnie do tej pory nic miłego co zapadło mi w pamięć. Raczej na każdym kroku coś jest nie tak. Dużo stresujących sytuacji. Powinnam była zadzwonić do weterynarza w czwartek i spytać o wyniki biopsji dwóch guzów u mojej seniorki. Ale przez stres związany z okresem nie chciałam sobie dokładać. W małżeństwie bywają wzloty i upadki. Mąż był zmuszony zmienić pracę co nas lekko rozbiło a w szczególności jego. Dużo trudności w ostatnim czasie wzbudziło sporo kłótni. 😢

Na jutro mam zaplanowany test ciążowy. Może z wrażenia ta @ w końcu przylezie!

Dzis na rozruszanie zaliczyliśmy dwa ❤. Jutro pójdę pobiegać albo uskutecznie jakiś fitness przed tv. Jakieś sprawdzone sposoby na wywołanie okresu?

Od mojej ginekolog usłyszałam, że 70% takich przypadków nigdy nie jest wyjaśnione... sama nie wiem, czy wolałabym znaleźć coś w tych badaniach, czy jednak wierzyć, że to był przypadek, który nie musi się powtórzyć? Tak, to jest ten moment, że tylko czekam na "pozwolenie" od lekarzy, żeby starać się o kolejne dziecko...
Tak, wiem też, że nikt mi Ciebie nie zastąpi, że już zawsze będę się zastanawiać, jakby wyglądało nasze życie z Tobą, że nawet jak doczekamy się kiedyś Twojej siostry albo brata, pustka po Tobie będzie już zawsze...
Z badań wiele nie wynika, zespołu antyfosfolipidowego nie mam, mam za to PAI i MTHFR, ale większość lekarzy mówi, że 50% kobiet to ma, że jak już to odpowiada za wczesne poronienia, a nie śmierć dziecka w 27tc...
Do jednego lekarze są zgodni, kolejna ciąża to heparyna, acard i musi się udać... czekam na wyniki sekcji, może tam znajdę jakąś konretniejszą odpowiedź...

Jutro USG i podsumowanie czy wyvhodowalam jakieś jaja i czy nie popękały już.Marzenie moje po jednym jajku na każdym jajniku. Ovitrelle pownie jutro(jak nie pękło nic już). Działamy już za mężem od wczoraj.Mam wielką nadzieję że coś się ruszy.

8 miesięcy 22 dni, 37 tygodni waga 9,4 kg

Ostatnio bardzo dużo się wydarzyło.w moim życiu.
Zacznijmy od Piotrusia. Mamy już 6 zębów 4 górne i 2 dolne. Ostatnie 2 wychodziły dzień po dniu. Nocki nieco lepsze. 2 -3 na tydzień przespane. Zaczyna mi wcześniej usypiać po 21 i wstawać 6-7. Choć ja chodzę stale nie wyspana bo nie kładę się szybko spać, a potem mniej godzin snu a jak dodać nocne pobudki to snu bardzo mało.
Leniuch kiedy chce sam się przekręca z brzucha na plecy i na odwrót tylko musi chcieć. Czasem lubi zaskakiwać.
Za to nowe twarze lubi bardzo. Mnie widać ma dosyć potrzeba mu nowych ludzi. Ostatnio uwielbia ciotki jak zaglądają do mamy. Jaki wtedy zadowolony.

Maz znalazł.nowa pracę dziś zaczyna. Zobaczymy jak to będzie.

Mój ukochany kot Maciek ostatnimi czasami za bardzo obsikiwal mieszkanie. Nie wiadomo od czego, bo kot wykastrowany zdrowy. Może to potrzeba silnego wyjścia na dwór. Kilka razy mi uciekł.z domu. Ostatnim razem kiedy mój pomalował a ten znów obejszczal ścianę miałam dość. Akurat udało.mu się z domu zwiać. Co się okazało kot przeżył metamorfoze nie musiałam go gonić szukać. Na podwórku mizial się, cieszył się że jest na wolności. I tak od tygodnia po 7 latach spędzonych w domu Maciej jest na podwórku. Raz wrócił pogryziony ale ranę przetarlam i już się goi. Wiem że on już będzie na dworku to jego życie. Za to ja czuję się sama . Codziennie ze mną spał, leżał na kolanach, brakuje mi jego obecności.
Od dawien dawna marzyłam o kotku syjamskim. Maciek bym do jego mega podobny z charakteru oprócz gryzacej jego natury.
Rozmawiałam w domu że potrzebuje kotka. Ale takiego spokojnego który nie ugryzie Piotrusia. No to odpada Syjam bo on ma temperament. Kolejny wybór padł na Maine coon, ładne koty tylko wielkie. I w ostatniej chwili wybór padł na radgolla. Spokojny kot, podobny do syjama. I oczywiście znalazłam w Łodzi osobę która ma kotkę. Tym razem kotka gdyż kocham kocurki ale boje się obsikiwania.
Kiedy byliśmy w Łodzi na moim odczulaniu alergii na słońce, już rezultaty widać.
Pojechaliśmy obejrzeć kotki. Oczywiście jedna panna przypadła mi do gustu i ona mi też. Więc prawdopodobnie w niedzielę powitam Fionę. Akurat do powrotu do pracy ja odchowam a Piotruś będzie wychowywał się wśród niej. Ponoć ta rasa jest super dla dzieci z autyzmem na terapię.
Ciekawe jak to będzie z Maćkiem, w razie co jak zechce wrócić pójdzie do weterynarza i wróci do domu. Po 7 latach nie zostawię go.

Podsumowanie kolejnych wydatków w ciągu ostatniego tygodnia związanych ze staraniami:

Badania krwi moje: 347 zł + 429 zł
Badania krwi męża: 456 zł
Zamówienie nowych suplementów dla mnie: 482 zł
Wizyta u androloga: 320 zł
RAZEM: 2 034 zł
😞🔫

Kontaktowałam się z Embriolog z kliniki EF w Ostravie i wizytę kwalifikacyjną mamy 09.12 o godzinie 10:00.
Mamy stawić się osobiście we dwójkę z wynikami wszystkich badań 🥲


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2021, 13:16

rudaa95 Staranie o drugie dziecko 24 kwietnia 2025, 15:04

17 kwietnia 2025, 27 dc

Ten cykl miał być bezowulacyjny .. tak przypuszczał lekarz. Pęcherzyk pięknie urósł, endometrium nigdy nie miałam tak ładnego .
Zaczęłam testować . Ale nie wiem czy wierzyć tym testom. Zamówiłam testy z Amazona . Pokazywały mi już cień 5 dpo więc opinie na stronie nie kłamały .

Wieczorem jasna druga kreska na teście z Amazona .🥹

25 cykl starań
28 dzień cyklu
3 IUI
Stało się niemożliwe 😍 Dzisiaj zobaczyłam piękne, grube kreski na teście. Kreski, na które czekałam długie lata, bo te 25 cykli to tylko wierzchołek góry lodowej. Od wczoraj przeczuwałam, że być może coś się właśnie dzieje. Piersi wyglądały trochę inaczej, a w nocy obudził mnie ból okresowy, którego nie miewam. Gdy już udało mi się na dobre zasnąć, śniło mi się, że jestem w ciąży. Ktoś do mnie mówił, że się udało i nie powinnam być zdziwiona. W domu miałam tylko jeden test facelle, a kreska pojawiła się na nim od razu. Niesamowite uczucie, jestem przepełniona radością i wdzięcznością. Dziękuję za każde dobre słowo, za wszystkie kciuki. Spełniły się życzenia urodzinowe, które niedawno otrzymałam. I choć nie wiem jeszcze co mnie czeka, mam ogromną nadzieję, że ciąża będzie się rozwijać prawidłowo i właśnie nadszedł nasz czas, a jutrzejsza beta wszystko potwierdzi 🙏🏻❤️
1c373f0d4689.jpg
3009ca171e06.jpg

Odpaliłam dziś pierwszy raz aplikacje od 29 marca. Muszę bo się uduszę. W następnym tygodniu mam mieć laparoskopie. A w poniedziałek (ten 2 dni temu) miałam dostać @. Nie, nie jestem w ciąży. Po prostu jak na złość mi się wszystko pierdzieli. Człowiek się nastawił a zaraz się okaże że będę musiała zmieniać termin. Chcę mi się wyć! Jak jutro/dziś (środa) nie dostanę to szlag weźmie laparoskopie. Dlaczego ja mam takiego pecha? Nawet jeśli dostanę to coś się może pochrzanić przecież... Oszaleje kiedyś.

Po co ta laparoskopia? Bo chce mieć czyste sumienie, że zrobiłam coś wiecej w stronę posiadania dzieci.

Czy je chce? Na ten moment... NIE. Cała ta sprawa praktycznie zrujnowala mi małżeństwo. Siedzimy w jego zgliszczach i kawałek po kawałku składamy jak puzle.

Pierwsza połowa tego roku to była totalna porażka, wszystko się pieprzy i zapowiada się taki cały rok. Czerwiec też same komplikacje. Brakuje mi siły. 😢

karolaEM W oczekiwaniu na nasz cud 23 czerwca 2021, 22:23

5 dc

Dziś mija 5 dzień cyklu, a moja @ dalej trwa. Fakt faktem jest to nic w porównaniu co było w 1 dc, ale nie zmienia to faktu że moja @ trwała zazwyczaj 4 dni, lub 5 dnia w południe zawsze mijała. No cóż . Mam nadzieję, że jutro już nie będzie jej.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)