W ostatni piątek przeżyłam coś bardzo dziwnego. Mąż miał tele-poradę z dr Wolskim, chcieliśmy, aby przyjrzał się wszystkim badaniom - genetycznym, nasienia itd. i żeby ocenił swoim okiem, czy wzrasta to wszystko w odpowiednim tempie, czy warto brać jakieś leki czy nie, czy robić jakieś inne badania, ogólnie CO O TYM MYŚLI i co DALEJ. Mój mąż się trochę stresował, a ja od rana luzik - czym ty się przejmujesz, będzie dobrze. Spisałam listę "pytań do..." i nawet miałam uczestniczyć w tej rozmowie, ale nagle jak tylko telefon zadzwonił, to mnie dziwnie zatkało, więc tylko się przysłuchiwałam. Nie wiem czemu, po prostu głos mi ugrzązł w gardle.
Doktor powiedział, że wyniki są rewelacyjne (w końcu normospermia
) i że zaczynaliśmy prawie od zera, a tu taki progres, że będzie dobrze i jesteśmy na dobrej drodze. Na pytanie co dalej, zasugerował, że możemy zaczekać do jesieni i teraz przez lato próbować naturalnie, ale w sumie to on radzi nie zwlekać i spróbować inseminację, bo żona ma 30 lat, a pana plemniki mogą się w końcu zmęczyć, a teraz jest zwyżka i dobre parametry. I jak to usłyszałam to... zatkało mnie w gardle i zaczęły mi cieknąć łzy!!!
Nie mogłam się uspokoić. Tym to dziwniejsze, że od stycznia mówiłam głośno w domu, że musimy ustalić datę do kiedy się staramy naturalnie, żeby mieć tę inseminację z tyłu głowy, że prawdopodobnie będziemy musieli ją zrobić. To ja sama zaczynałam ten temat, czytałam o tym, tłumaczyłam mojemu mężowi - ALE! w momencie kiedy usłyszałam to zalecenie głośno z ust lekarza... rozwaliło mnie to. Chyba myślałam, że powie, że daje nam 3-4 miesiące i zaskoczy, chyba tak myślałam, że tak powie. Ta rozmowa emocjonalnie mnie rozjechała na cały weekend. Naprawdę nie wiem dlaczego aż tak.
Powiedziałam mojemu mężowi, że od lipca tłumię to wszystko w sobie, że jestem silna cały czas, przecież jak co miesiąc dostaję okres - nawet łza mi nie pocieknie, jak spotykam się z koleżankami w ciąży, albo z małymi dziećmi, jak słyszę pytania - kiedy my i dlaczego jeszcze nie - jestem silna, powieka mi nie drgnie... A ta rozmowa z lekarzem bardzo mnie rozbroiła i musiałam w końcu popłakać. Mój mąż jest bardzo podniesiony na duchu po ostatnich badaniach i tej tele-poradzie, a ja przeciwnie - zdołowało mnie to.
Lekarz powiedział, że może być u nas problem z immunologią, że proponowałby inseminację, bo być może ta bariera będzie ciężka do pokonania i inseminacja rozwiązałaby sprawę, żebyśmy to przemyśleli. Ta rozmowa miała dla mojego męża bardzo pozytywny wydźwięk (w końcu mój mąż teraz jest wg badań całkowicie zdrowy!), doktor nie zalecał żadnych leków, ze względu na to, że mój mąż ma wysoki testosteron i zalecił po prostu dbanie o siebie, zdrową dietę, sport i ZERO papierosów. Dlaczego ja odebrałam ją zupełnie odwrotnie? Tak bardzo mnie zasmuciła.
Poukładałam sobie to wszystko w głowie przez weekend, ochłonęłam trochę. Na ten moment pozostajemy jeszcze chwilę przy staraniach naturalnych i ustaliliśmy, że czekamy maksymalnie do sierpnia. Jeśli nie pyknie, to we wrześniu (jeśli nie wcześniej, zobaczymy jak nastroje, badania itd.) podchodzimy do IUI.
Mój plan na siebie: pilnuję się i regularnie biorę proszki:
Rano, do śniadania: folik i ovarin + olej z czarnuszki + l-karnityna
Po południu, do obiadu: wit D + wit E + kwasy Omega 3 + l-karnityna
Wieczorem, do kolacji: magnez
Ruszam się jak najwięcej się da: ćwiczenia, spacery, rower, basen, cokolwiek.
Jem zdrowo, przede wszystkim nie rezygnuje ze śniadań, jem podobnie jak mój mąż, mniej kawy! Więcej wody, zielonej herbaty. Mniej słodyczy i koniec z Macdonaldem.
W tym miesiącu chciałam iść pierwszy raz na monitoring cyklu, i co? Moje zezowate szczęście! Owulacja wypada mi równo na majówkę, między 1-3 maja. Super, gabinety lekarskie pozamykane
Monitoring przekładam na czerwiec, w maju zostaję przy testach owu.
I dalej badania, tylko pytanie czy teraz już mogę je robić? Czy skoro przed IUI i tak będzie trzeba je ogarnąć to teraz powinnam się wstrzymać z tymi wszystkimi HSG, AMH itd. I ta immunologia też się tli na horyzoncie. Ważne, że jest PLAN, a co z niego wyjdzie, kto to wie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2022, 22:04
20tc+1
Kolejna wizyta...
Synek pokazal ze nadal jest synkiem
, dzisiaj bez wagi i pomiarów, ale ogólnie jest dobrze...
Muszę zaczac ogarniać szkołę rodzenia, ortopede po kwit od cesarki, no i zakupy... od mebli zaczynając, bo trudno z dzieckiem na kartonach będzie...
pomysły mam, gorzej z kasą, wiec szału nie bedzie, na razie komoda na rzeczy młodego, wózek i powoli do przodu...
6+5
Słodko gorzki ten dzień.
Serduszko puka, ale zarodek ma tylko 5 mm i wyszedł 6+1...
Jak dla mnie nie wygląda to dobrze - owulacji na pewno nie miałam później, betę robiłam już 9 dpo no i starań później nie było.
Także znowu dużo łez i czekanie - poprzednio chociaż na tym etapie było ok, a teraz już pod górkę.
Czemu nie może być idealnie?
Czy znowu czeka mnie strata?
I tak o, zdmuchnę świeczkę dzisiaj - lat 29.
a miały to być piękne urodziny.
Kochana Niki345... Też bym nie miała żalu do przyjaciela męża... Ale niestety On wie z czym się mierzymy. Co jakiś czas - bo wiadomo, że faceci jakoś często się swoimi troskami nie dzielą, ale mąż rozmawia Z Nim o naszych problemach. Pierwszy raz powiedział po roku naszych starań. Obecnie 4,5 roku - On wie o tym. Tym bardziej mam żal za Jego tekst "Słuchaj cieszymy się bardzo bo jesteśmy w ciąży po 3 miesiącach" 😕 Dyplomacja i inteligencja emocjonalna poziom Master.... Widziałam jak to męża uderzyło... Ja natomiast jak to usłyszałam to nalalam sobie wina - pierwsza moja myśl? Kurwa, na trzeźwo nie dam rady...
Dziś wizyta w klinice. Cieszę się że prowadząca jest ze mną szczera. Generalnie to obecnie jesteśmy w dupie. Organizm po punkcji i ostatnim transferze oszalal. Owulacji nie było za to wyprodukowałam 4 pęcherzyki, które obecnie są torbielami... Dostałam antybiotyk. Może się wchlona, a jak nie to będą zaordynowane tabletki anty.
Kolejny transfer? W czasie bliżej nieokreślonym. Zapytałam o encorton... Problem z nim jest taki ze z powodu pandemii dają mniejsza dawkę niż zwykle i nie wiadomo czy to w sumie w związku z tym działa 🙄Viagry dopochwowej nie da... Kurcze a tak bardzo bym chciała jej spróbować. Może któraś z Was pomoże?
Inne zalecenia?
- encorton (?)
- neupogen
- atosiban
I do rozpatrzenia doc Paśnik... Tylko terminów absolutnie nie ma żadnych. Zapisy wstrzymane. Jestem od niedawna w grupie fb. Sporo wątków więc ciężko nadążyć. Nie wiem co mam dalej robić... Mój immunolog tylko zlecał intralipid. Chcę może z innym skonsultować. Jakieś godne uwagi nazwiska?
14 dc, dziwnie tak bez owulacji...
Jutro jedziemy zrobić badania pod procedurę - to się naprawdę dzieje...
W przyszły piątek umówiłam się do ginekologa, zupełnie niezwiązanego ze staraniami, wiecie... Podejrzeć jak ten cykl wygląda, zobaczyć czy powinnam wziąć duphaston, czy jednak ten okres przyjdzie sam.
I tak o, kręci się wszystko jakoś.
Nadal mi bardzo smutno.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2021, 20:25
We wtorek mialam histeroskopie w Gdansku, dzisiaj juz z powrotem w UK. Nie pamietam juz ile razy w tym roku latalam do Polski i z powrotem. Ciesze sie, ze mam tak fajna szefowa, ze moge to sobie wszystko zorganizowac, bo moge jej powiedziec z dnia na dzien, ze musze jechac i nie robi mi zadnego problemu. Jestem ciekawa czy histero cos wykaze. Ogolnie zabieg przebiegl szybko i sprawnie. Nie przeszkadza mi narkoza, wrecz lubie ta drzemke po ktorej bardzo szybko dochodze do siebie. Czas leci nieublaganie, wiekszosc osob zaszla w ciaze, lub zachodzi juz z kolejnymi. Staram sie nie zadreczac tymi myslami, ale jak patrze jak dzieciaki rosna to widze, ze wciaz stoje na tej samej stacji.
Gorszy dzień. Tyle na głowie że nie wyrabiam. Stres w pracy, w domu przedszkolak który na wczoraj potrzebuje pracy na konkurs (a ja z tych matek co nie będą same robiły tylko ma siedzieć i robić razem ze mną choć trwa to sto razy dłużej), stroju pastuszka na piątek i jeszcze pierniki do dekorowania czekają bo obiecałam że dziś zrobimy. Także moje dni teraz wyglądają tak: pobudka, śniadanie dla siebie i młodego, ogarnąć go do przedszkola, zawieźć, dostarczyć siebie na 8 do pracy, po 16 odebrać małego, do domu, coś zjeść i zająć mu jakoś twórczo czas do wieczora lub zawieźć go na dodatkowe zajęcia. Czy jestem zmęczona? Tak... Co w tym czasie robi mój mąż? Chwilowo cierpi po operacji nogi i zajmuje się domem. Pranie, gotowanie, sprzątanie. Naprawdę się cieszę że to ogarnia. Jasne, są mamy które robią wszystko łącznie z prowadzeniem domu i mega je za to podziwiam. Ja na dziś wysiadam. Idę pod prysznic i może dam się bzyknac mężowi ... Serio, wiem jak to brzmi ale nie mam mocy...
Wpis na wylanie frustracji...
20/11 zrobiłam ciążowy test domowy i tego samego dnia pierwszą betę - wyniki miałam tego samego dnia. Ok - to be fair - miały być następnego dnia ale lekarka była kochana i osobiście zadzwoniła żeby przekazać mi wynik.
Na powtórkę bety pojechałam w piątek w południe 22/11. Teraz jest już ranek 24/11 i wyników nadal nie ma... 😡
Zacznę o tego że piątek to taki mały weekend z ZEA. Kiedy ogólnie weekend wypadał w piątek i sobotę, ale 4 lata temu żeby łatwiej było prowadzić globalne biznesy przywódcy ZEA zmienili weekend na sobotę i niedzielę, ale w piątek to nadal w wielu placówkach i firmach to taki wolny dzień i dużo osób ma wolne. Anyway... W piątek pobrałam krew w klinice i oni jeszcze tego samego dnia wysłałali ja na badanie do pobliskiego szpitala. Wiem to bo w portalu pacjenta mam info ze w piątek o 17:30 próbka trafiła do szpitala...
W sobotę/wczoraj pojechałam osobiście do kliniki koło 13 zapytać o wyniki, bo zorientowałam się że nawet mojej bety z środy 20/11 nie ma w portalu pacjenta a przecież wynik już dawno mam, więc liczyłam że i teraz "po prostu" nie prowadzili. Ale niestety... Wyników jeszcze nie było.
Cały dzień odświeżyłam wczoraj stronę i nic.
Teraz, o 7 rano napisałam na WhatsApp do mojej lekarki z prośbą żeby sprawdziła czy są wyniki. Jak nie odpisze lub jak nie będzie to jadę tam robić awanturę, słowo daje.
Mnie takie systemowe rzeczy strasznie irytują. To nie jest takie trudne mieć dobry system, w którym informacje są pacjentom na bieżąco przekazywane. Ale no nie tutaj... Tutaj świat trochę inaczej funkcjonuje - pod pewnymi względami lepiej pod innymi gorzej...
Mam nadzieję że dzisiaj wyniki już będą...
Dzisiaj jest dzień,w którym łzy płyną mi same...łzy szczęścia. 24.06 poroniłam w 9tc (*)
24.08 miałam ostatni okres...od razu telefon do Warszawy... B prosi o przyjazd. Obstawia mnie mega mocno lekami..robi usg.. wychodzi 5/6 tydzień z usg, z om jakiś 6tc... myślę sobie przecież póki co jest mała różnica, w każdej ciąży przecież tak miałam...lekarz powiedział, że jest ❤ ale trzeba sprawdzić za 2 tyg czy bije...byłam załamana, że znowu będzie " powtórka z rozrywki".. kochana M załatwiła mi na szybko wizytę u gina w moim rodzinnym mieście poszłam... lelarz mówi, że z usg jest 6+1 serduszko bije prawidłowo...różnica między usg, a om 6 dni... po 2 tygodniach pojechałam do Warszawy... usg wskazywało 7+1, więc po tygodniu od wizyty u gina w Toruniu nadal 6 dni...niby mało, ale w moim wypadku to dużo..
kolejna wizyta po kolejnych 2 tygodniach wg.wyliczeń dzisiaj na usg powinno być 9+4,a co się okazało? Maluszek NADROBIŁ! Usg wskazuje 10+2! Pierwszy raz na 6 ciąż zgadza mi się termin usg z terminem om 😭 badało mnie dzisiaj 3 lekarzy..prof.B, dr.L i jakiś tam jeszcze.. dr L na końcu badania mi powiedział, że nawet nie wiem jak bardzo lekarze ze szpitala trzymają za mnie kciuki - oczywiście się poryczałam 
Oczywiście nie wiem co będzie dalej, bo najgorsze dopiero przede mną...najgorszy czas zbliża się wielkimi krokami, ale na dzień dzisiejszy wierzę, że będzie dobrze. Za 6 razem musi się udać, po prostu musi...
P.S proszę nie gratulujcie...trzymajcie po prostu kciuki :*
Wczoraj miałam prenatalne..czekałam ponad godzinę w stresie na swoją kolej..cała się z nerwów trzęsłam,było mi słabo...w końcu nadeszła moja kolej...usg robiła mi miła lekarka (nie profesor)..badała długo,wydaje się,że dokładnie. Maluch nie chciał w ogóle współpracować...wierzgał,kopał,ruszał się jak szalony(spodziewałam się tego,bo dziewczynki miały tak samo)..w końcu mówi..długość idealna,kość nosowa,rączki,nóżki,mózg itp wszystko prawidłowe. Pytam o przepływy...odpowiada, że w tętnicach macicznych jest pulsacja podwyższona,ale na tym etapie tak może być i, że wiele kobiet tak ma. Pytam więc jak ocenia dobrostan dziecka na ten moment, odpowiada,że idealnie i,żeby myśleć pozytywnie,bo na ten moment nic noe wskazuje,że miałoby być źle. Ależ ja byłam szczęśliwa! Pierwszy raz jest idealnie! Po usg poszłam do prof. B... no i tyle by było z radości..profesor pogratulowała, że dotrwaliśmy do tego momentu, ale przepływy w tętnicach macicznych są złe. Wizyta za tydzień, jak nie będzie poprawy wprowadzamy prowastatyny... tak się cieszyłam, że w końcu jest dobrze! Sprawdziłam jakie miałam IP w poprzednich ciążach..tylko z J były ok.. i teraz rozumiem co miała na myśli doktor Dengel mówiąc,że na I prenatalnych wyniki były już złe,a mnie zapewniano, że wszystko jest dobrze! Wiem,że jeszcze wszystko może się zdarzyć, że to wczesny etap i przepływy mogą się wyrównać,ale w głowie jest masakra...pocieszam się tym,że z P miałam podobną wartość,a gdyby nie gestoza to by rosła...i żyła... no nic,czekamy do kolej ego czwartku..
Jezu,Ty się tym zajmij! ❤🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2021, 07:12
2dc
Ehhh co za dzień…
Czuję jakbym chciała zapaść się pod ziemię. Jest mi słabo i chyba położę się spać.
Już myślałam, ze się udało, ze stał się cud i zobaczę upragnione dwie kreski. A tu nic. Przyszła @ i odebrała nadzieje. Zrobiłam sobie rano test, żeby sprawdzić czy może to plamienie, ale niestety jedna bardzo wyraźna kreska i bialy jak śnieg pasek. Żadnego cienia nadziei.
Ta miesiączka wydaje się bardziej treściwa. Nie jest skąpa jak poprzednio wiec chyba organizm się reguluje.
Chciałabym iść do kliniki czy nawet do ginekologa, ale brak mi kasy. Mój T uważa ze trudno jak nie teraz to później i żeby jeszcze spróbować naturalnie. Ja już nie mam siły, nie mam siły być w niewiedzy czy coś ze mną jest nie tak.
Już nawet nie mogę czytać na forum o objawach, o lekarzach, zabiegach, chorobach bo sama się nakręcam i chce mi sie po prostu płakać. Mam dość. Może to zły dzień, może hormony przez miesiączkę…
Mam nadzieje, ze komuś sie dzisiaj udało, ze zobaczył dwie kreski, albo otrzymał piękne wyniki bety. Trzymam za Ciebie kciuki i zycze wszystkiego dobrego.
Póki co ja idę sie położyć na kanapie z kubkiem herbaty i pogapić sie w tv, albo spać. Na nic innego nie mam dziś siły.
A xx
13 dc dzień po punkcji
Wczoraj było mega źle, nawet pytałam na forum a dziś zadzwoniłam do kliniki z prośbą o telefon od lekarza. Ma niby dzwonić między 12 a 13. Nie będę się stresować, pogadam z nim i jak powie szpital to pojadę od razu. A teraz zrobię sobie listę co mi jest zeby niczego nie pominąć.
- Boli mnie brzuch pod żebrami
- brzuch ogólnie boli mniej niż wczoraj ale jest napięty i wzdęty
- Jak leżę na placech to boli mnie klatka piersiowa nawet jak nosem pociągnę to mnie boli
- rano o 6:00 wstałam żeby zrobić sobie zastrzyk i oblał mnie zimny pot i zaczęło mi się robić słabo i musiałam się położyć żeby nie zemdleć
- ciężko mi żeby nabrać dużo powietrza, mam wrażenie że oddech jest taki płytki
A pisze to dlatego żeby w razie co inne kobiety wiedziały jak reagować bo ja np nie wiem czy to powód aby jechać do szpitala.
Czekam jeszcze na telefon od embriologów 
Tak czekamy do 5/6 doby:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2022, 09:46
Ja: coś tam bla bla bla pierdolę bla bla bla o kurczaki bla, bla, bla
Marysia:. o ku..czaki o ku..czaki...
upsss i tym akcentem nałożyłam cenzurę słowną na siebie🤣
Ja: chodź Marysiu mama ubierze cię w sukienkę, o na lewo, mama gapa, chodź poprawimy
Marysia: mama gapa, mama gapa, mama gapa...
🙈🙈🙈🙈🙈
A z prozy życia...
Marysia 2 tydzień gorączkuje mi no antybiotyku. Ostatnia diagnoza - zapalenie oskrzeli. Nie je prawie nic, tyle co cyc wodę i suchy chleb. Martwimy się 😔
Ja właśnie wracam z Centrum Onkologii. Wyniki nie są dobre i prawdopodobnie mój chłoniak zaczął żyć własnym życiem. Jestem załamana.
Piszę tu cokolwiek byle o tym nie myśleć 😔
27t2d
Termin porodu: 89dni
Ciąża donoszona: 68dni
Coraz bliżej, coraz bliżej finału.. Na ostatniej wizycie, Kacper ważył 970g 💙 Tosia na tym samym etapie była ciutke większa, więc podjerzewam, że nie będzie on gigantem 😄 Raczej średniaczkiem pomiędzy 3/3,5kg. Dobrze, że zaopatrzyłam się w ciuszki od rozmiaru 50. Na początek napewno się przydadzą.
Muszę się pochwalić, że zaczęłam powoli pranie. Wyprałam kombinezony, trochę ciuszków. Pogoda nie sprzyja szybkiemu schnięciu, więc nim wypiore wszystko co mam zaplanowane to trochę to potrwa 😄 Potem prasowanko, poukładać w szafie i komodzie. Mam nadzieję, że wyrobie się z tym do końca grudnia. Tak sobie wstępnie założyłam. Po Nowym Roku kupimy łóżeczko, materac itp. Nad wózkiem nadal dumam 😄 No a fotelik to kwestia podjechania do sklepu niedaleko Nas. Torba już jest teoretycznie spakowana. Jeszcze pewnie będę musiała ją przejrzeć i dołożyć kilka rzeczy dla Kacpra - czapeczkę, pieluszki, otulacz.
Mały jest tak samo aktywny jak Mała - all day, all night 😄 Nie powiem, jest to napewno uspokajające. Chociaż czasem myślę, "proszę Cię Synku, idź już na drzemkę" 😳🤭
==================
Wizyta u gina
20.12 (USG 3 trymestru)
03.01
20.12 fizjoterapeuta nie
30.12 kardiolog
===============
Betaloc zok 25mg 2x1
Letrox 100mg 1x1
Mama DHA Premium+ 2x1
Żuravit 1x1
Probiotyk 1x1
MagneB6 3x1
Aspargin 3x1
==================
Panie Boże czuwaj Nad Nami
Janie Pawle II módl się za Nami
Dzisiaj "podgląd kurnika" (7dc) i tak oto mam 10 pęcherzyków: po 5 na każdym z jajników.
Trochę mnie to rozczarowało, bo spodziewałam się przynajmniej kilkunastu, a tutaj "ledwie" 10.. Wczoraj wieczorem trochę pobolewały mnie jajniki i miałam nadzieję, że to taki ból na urodzaj
A tu raptem 10, i jeszcze nie wiadomo ile z nich dotrwa do kolejnej wizyty, nie mówiąc już o punkcji. Doktor zalecił mi zwiększyć dawkę menopuru do 300 j. (!). Nie spytałam czy to znaczy, że moga mi jeszcze wyrosnąć dodatkowe pęcherzyki, czy to już tylko w celu utrzymania i wzrostu obecnych?
Zobaczymy w poniedziałek na kolejnej wizycie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2021, 15:30
13 DC
Dziś 6 dzień brania Metronidazolu i Tarividu samopoczucie 🤢🤢 zaczęło się od problemów ze snem, ja największy śpioch na świecie nie mogłam zasnąć, spać. W niedzielę doszło szybsze bicie serca, uczucie niepokoju, ból żołądka. A od wczoraj wieczorem mam biegunkę 🥴😅 jest ciekawie ale coraz bliżej do końca antybiotykow. W pamiętniku u jednej ze staraczek przeczytałam, że ważna jest suplementacja choliną i już mam ja zamówioną 😅 na kolejnej wizycie chce się dopytać:
- o skurcze macicy po transferze (nie robiłam badania) i atosiban zapobiegawczo (chociaż wydaje mi się że w mojej klinice tego nie podają), a jeżeli nie atosiban to co zamiennie
- czy mój zarodek potrzebuje AH
- mam mieć 3 wlewy z accofilu a gdzieś czytałam że on stymuluje wzrost endometrium i jak się to ma do tego że na sildenafilu szybko urosło mi endometrium ( nie chce żeby endo ,,przerosło,,, o ile jest to możliwe).
Na tą chwilę takie mam rozkminy.
Boje się też bardzo że ostatni zarodek się nie rozmrozić i wtedy dupa z transferu. 😐
W poniedziałek zostawiliśmy w aptece prawie 1000 zł a jeszcze nie udało mi się kupić dwóch opakowań prolutexu bo nie ma, nie ma nigdzie w moim mieście, najblizsza apteka w której ponoć jest znajduje się 200 km ode mnie 😐 na tą chwilę mam 4 opakowania więc na miesiąc wystarczy o ile się uda, bo jak nie to nie będzie mi potrzebny.
Znowu zaczynam mieć sieczkę w głowie, próbuje myśleć o wszystkim co mogłoby spowodować niepowodzenie transferu i jak temu zapobiec. Nie mogę tylko cofnąć czasu i przebadać zarodków 😕 może z nimi coś jest nie tak.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2021, 19:09
Jej, tak dawno nie pisałam.. tak długo nie miałam sił nic pisać..
Nasz zarodek nie przeżył. Po 4 dobie przestał się rozwijać. Pani embriolog powiedziała mi wtedy do telefonu, że widocznie był chory. Tak po prostu. Jakby chodziło o coś zupełnie nieistotnego, a życie miało toczyć się dalej. I się toczy, ale świat nam się wtedy zawalił... Tak bardzo w niego wierzyliśmy, tak się cieszyliśmy, że jest chociaż jeden.
Zostaliśmy z myślą, że być może moje komórki są słabe, bo były tylko 3 i nie chciały się w ogóle zapłodnić, że plemniki mojego męża są zbyt uszkodzone, żeby mogły dać nam zarodki, i będzie trzeba pomyśleć o dawcy, spróbować zapłodnić chociaż kilka komórek, bo tak naprawdę do końca nie wiadomo, co zawiodło.. te wszystkie emocje są nie do opisania, jak taki życiowy roller coaster, raz się cieszyłam jak głupia, innym razem wyłam do poduszki..
Jestem tuż przed drugą stymulacją, tym razem długi protokół. Przyjmuję zastrzyki z Gonapeptylu. Wczoraj odebrałam wynik mojego męża. Test stresu oksydacyjnego, który we wrześniu wyszedł dużo poza normę.
15,67mV (norma do 1,38).
Dziś już jest prawie dobrze. Wynik to 1,55mV.
Wtedy koncentracja plemników wynosiła 3mln. Dziś jest całe 27mln. Do tej pory nie wierzę, patrzę na ten wynik co chwilę od wczoraj, i tak sobie myślę, że cuda się czasami zdarzają. Cuda, na które już nie liczyłam, na które przestałam czekać. Czekamy jeszcze na jeden ważny wynik, jeśli wyjdzie wszystko dobrze, to żadnego dawcy nie będzie, mój mąż będzie mógł być tatą ♥️🍀 widzę, że on nadal nie dowierza. Że nie chce się nastawiać i podchodzi do tego ostrożnie.. ale może ten zły los się od nas odwrócił, może już będzie dobrze. Oby.. 🍀
13 dc
Dostałam w pracy propozycje awansu. Idealny moment 🙄 odmówiłam, chociaż robiłam to w pewnym sensie wbrew sobie. Wiem jednak ze to nie jest odpowiedni czas. To byłaby duża zmiana dla mnie i wymagałaby pełnego skupienia. A ja nie mogę się skupić skoro za 3-4 miesiące chcemy podejść do in vitro. Starania musielibyśmy przesunąć w czasie jakoś o rok. Nie będę rozpaczać. Przede mna jeszcze niecałe 30 lat pracy. Teraz skupiam się na rzeczach wg nas ważniejszych i nawet jeśli jest mi przykro to staram się odgonić te myśli. Będzie dobrze.
14 dc (4 cykl po poronieniu)
Chcesz rozbawić Pana Boga - powiedz mu o swoich planach. Znowu boleśnie doświadczam prawdziwości tego powiedzenia.
Jutro są moje urodziny - w ramach prezentu umówiłam się na monitoring, akurat będzie 15 dc czyli idealna data, akurat lekarz z którym ostatnio się udało miał wolny termin wizyty, akurat cykl ułożył się tak, że test robiłabym w wigilię - czyli dokładnie 2 lata od kiedy zaczęliśmy się starać, do mojej lekarki mam termin wizyty na 10 stycznia, czyli akurat byłoby w 6 tygodniu ciąży czyli tak jak miałam przyjść kiedy się uda - i co? I dupa. Jak zawsze. Śluzu brak, wykres temperatur płaski, czyli cykl będzie długi i owulacji pewnie nie będzie.
Pierwszy raz w życiu, nie czekam na święta, nie mam ochoty ubierać choinki, robić prezentów. Mikołajki olałam zupełnie, nie kupiłam nic nikomu. Na święta też nie planuję robić prezentów.
Mam ochotę usiąść i płakać. Boleśnie czuję pustkę moich ramion. Za miesiąc miały tulić nasze maleństwo, od lat marzyłam żeby być w ciąży w Święta i byłabym gdyby nie los, który kolejny raz postanowił sprawdzić ile zniosę i ile razy się podniosę.
Chyba znam odpowiedź - tyle ile będzie trzeba. Słyszysz pieprzony losie? Wstanę tyle razy ile będzie trzeba, bez względu na to w jaką otchłań mnie zrzucisz i czym przygnieciesz, ja wstanę, podniosę się i pójdę dalej w kierunku w którym chcę iść.
Jestem tu, wciąż oddycham choć już chyba resztką sił..
Leżę w szpitalu, ze strachem, niewiedzą moim towarzyszem jest krew, skrzepy i antybiotyk.
Zaczynajac od początku pierwszy raz trafiłam do szpitala 1 maja z bólami skurczowymi w dole brzucha, sprawdzono bicie serduszka ❤️ szyjkę i wysłano mnie do domu, na drugi dzień wróciłam z plamieniami, stwierdzono łożysko przodujące nisko ułożone, wysłali mnie do domu, po dwóch dniach wróciłam z plamieniem, przebadali okazało się że mam dużą infekcję, która dopiero wychodziła z krwi, znaleźli torbiel koło cewki moczowej, podali antybiotyk dożylnie i wycięli torbiel, założyli cewnik i wypuścili do domu, wróciłam po dwóch dniach bo krew sączyła się po nogach, stwierdzili że to z cewnika i kazali wrócić na zdjęcie za dwa dni, wróciłam wczoraj, zdjęli było tak pięknie nowy początek koniec boli, w końcu mogłam chodzić i funkcjonować normalnie ! Długo się nie cieszyłam o 3 w nocy obudziłam męża ze skrzepem w ręku tak dużym że ledwo go trzymałam zakrwawiona po kostki, szybko szpital, tutaj na oczach lekarzy znowu ten sam horror krew, skrzep. USG szybko na cito wszystko w porządku, dziecko rozwija się prawidłowo, wody prawidłowe, łożysko z przodu ale dość wysoko, przyczyna krwawienie nie znana,podany zaszczyk ANTID bo krew mam negatywna..
leżę i czekam na każdą minutę krwawiąc jak na wyrok.
Proszę Boże tak bardzo kocham tą kruszynkę, proszę czuwaj nad nami ❤️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.