25 dc
teoretycznie 4-5 dpo
Od 11.08 krwawię ze śluzem.. może jest to spowodowane heparyną, może miałam tak cudowną owulkę, kto to wie. Od soboty biorę proga i od niedzieli odstawiłam heparynę, dwa dni z progiem, dwa dni bez heparyny, nic się nie zmienia, może jest mniej intensywnie. Wbrew zaleceniom lekarki nie wbiłam ovitrelle, z tego względu, że nie poszłam na ponowny monitoring, w 14 dc miałam pęcherzyk 1cm, bałam się znowu torbieli. Jest to pierwszy cykl po dwóch ze stymulacją i zdziwiły mnie moje leniwe jajniki, myślałam, że pójdą na fali stymulacji i będą ładne jaja,a tu dupa blada. Czekam na termin histerolaparoskopii, może to coś rozjaśni. Wiem, że mam torbiel endometrialną na lewym jajniku, odkąd biorę acard i heparynę, ok. 3 dni przed okresem kłuje mnie podbrzusze jak i puchnie brzuch, tak samo w okolicach owu... Jeszcze chwilę temu bałabym się, że mam endometriozę i obożemaryjocoteraz, a teraz podchodzę jako kolejną rzecz do wykreślenia z listy "przez co jeszcze nam się nie udaje". Ta lista magicznie się skraca i wyniki badań jakie robię prowadzą mnie wprost do kliniki i in-vitro.
Najbardziej boję się nieprawidłowych kariotypów. Nie wiem co będzie jeśli wyjdą złe.
Może nie dane jest nam być rodzicami ludzkich dzieci? Może zamiast dziecka zdecydujemy się na drugiego psa, skoro nasz już nawet jest ogarnięty?
Każda droga wydaje się dobra i wcale nie wyklucza jednego z drugiego.
Tęsknie za sobą sprzed starań... Za nieświadomością, za luzem w głowie i nie analizowaniu każdego bólu podbrzusza, za idealnymi cyklami bez bólu, za brakiem doszukiwania się objawów, które znaczą nic i wszystko, za nieudawaniem uśmiechu, za nieudawaniem silnej i szczęśliwej. Tęsknie za tym, że żyłam, miałam coś z życia, a teraz dwa lata przeleciały, a ja mimo, że robiłam fajne rzeczy, pamiętam je jak przez mgłę, bo na pierwszym planie jest smutek, zawód kolejnym okresem i odliczanie jak nie do małpy, to do dni płodnych i owulacji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2023, 11:04
#żalpost 
Czuję się bezradna, jakbym stała obok życia.
Ciąże dziewczyn zasuwają jakby tydzień trwał jeden dzień, a u mnie dalej nic.
Trochę odpoczywam od forum, bo czuję, ze nie mam nic do powiedzenia...
Sama stymulacja, odliczanie i kontrole wprowadziły mnie na nowo w wir starań a teraz to wszystko zniknęło...
Jedyne, co teraz odliczam to czas, żeby pojawił się nareszcie okres i zniesiona zostanie "kwarantanna" na męża
oczywiście w głowi już z tyłu pojawia się myśl, ze są szanse żeby w tym cyklu "odpoczynku" coś udało się wyczarować, ale sama z siebie się już śmieję, bo z jakiej okazji po 34 cyklach nagle by miało zaskoczyć, skoro nawet przy inV z 6 szans dana nam jest tylko jedna próba?
Głupia jesteś niepłodność, robisz z ludzi naiwnych głupków i zabijasz marzenia!
28t1d
Termin porodu: 83 dni
Ciąża donoszona: 62dni
Oficjalnie rozpoczęliśmy III trymestr ❤️❤️ Cudownie! Był to Nasz plan minimum. Teraz Mały napewno waży już ten magiczny kilogram i wiem, że gdyby cokolwiek się zaczęło to medycyna mu pomoże. Teraz odliczamy co dwa tygodnie - do 30tc, 32tc - i jak osiągniemy 34tc to już będę naprawdę NARESZCIE spokojna ❤️ Pozostało już tak niewiele do szczęścia. Do pełni szczęścia.
Wyprawka narazie stanęła 😄 Wyprałam wszystkie ciuszki w rozmiarze 50-56, pieluszki, kocyki, czapeczki, szaliczki itp. Aktualnie nie mam co prać rozmiaru 62, bo nie mam miejsca w szafie 🤭 Muszę zaczekać, aż Małż wróci z delegacji i razem zrobimy pewne roszady. Sama nie biorę się za większe porządki, nie ryzykuje. Chociaż tak czy siak mam wrażenie, że robię więcej niż w poprzedniej ciąży, tak samo zresztą obciążonej. Póki czuję się dobrze to staram się, aby wszystkie mięśnie pracowały. W końcu jak tak będę leżeć to nie będę miała siły, żeby zająć się Małym, a co dopiero dwójką 😄
Ahh, torba również jest już spakowana. Oczywiście niech czeka jak najdłużej 👍
==================
Wizyta u gina
20.12 (USG 3 trymestru)
03.01
20.12 fizjoterapeuta
30.12 kardiolog
===============
Betaloc zok 25mg 2x1
Letrox 100mg 1x1
Mama DHA Premium+ 2x1
Żuravit 1x1
Probiotyk 1x1
MagneB6 3x1
Aspargin 3x1
==================
Panie Boże czuwaj Nad Nami
Janie Pawle II módl się za Nami
26+6
Ostatnio ciągle coś się dzieje. Naprawdę zastanawiam się, czy ja będę miała choć chwilę w tej ciąży, kiedy usiądę i tak po prostu pomyślę z uśmiechem na twarzy "dziewczyno! Jesteś w ciąży! Jesteś szczęśliwa".
Oczywiscie, jestem przeszczesliwa, ze sie udalo, ale ciaza spokojna nie jest. Jak nie trud starań, to zagrożenie ciazy, to potem niewydolnośc szyjki, szpital, podejrzenia stanu przedrzucawkowego itd., itd.
Żyje tylko wizytami, badaniami, wynikami, kolejnymi wizytami.. Nie jest mi z tym zle, bo zrobię wszystko dla tego maleństwa, ale czasem mi po prostu przykro, ze ciągle coś, a ja mogę tylko zazdrościć tym nieświadomym kobietom, które po prostu są w ciazy 9 miesięcy i niczym się nie martwią.
Po wyjściu ze szpitala mialam kilka wizyt, na jednej z nich okazało się, ze mam białko w moczu i wysokie ciśnienie - do obserwacji. Na szczęście stan przedrzucawkowy na ten moment wykluczony! 😊
W międzyczasie było też echo serca Zuzi - tutaj też wszystko dobrze 😍
Wczoraj byłam u swojego ginekologa na wizycie, wynik: bakterie od pessara. Kolejny antybiotyk, ale mam się nie martwic, bo objawów infekcji brak - chociaz tyle.
Dostałam kolejne info o tym, ze mamy następny czynnik, który może być wskazaniem do CC (tak bardzo chciałabym rodzic naturalnie, ale wiadomo, zdrowie dziecka jest najważniejsze, więc jeśli trzeba będzie to nie będę wymyślac).
Dziś byłam w poradni patologii ciazy w Krakowie, badanie prawidłowe, nic nie wskazuje, zeby coś było nie tak. Nie mniej jednak, mamy obserwować przyrost małej 🥺 kruszynka ważyła dziś 843g, przybiera prawidłowo, ale jest malutka i doktor kazał to obserwować (ryzyko hipotrofii wynikające z Gravesa-Basedowa). Dodatkowo zalecił (jako już kolejny lekarz) III badanie prenatalne z naciskiem na tarczyce dziecka.
Wiem, ze wszystko będzie dobrze. Malutka jest zdrowa na ten moment, to jest najważniejsze. Tylko ja, jak zawsze, o wszystko się martwię i po prostu boję 🥺 to wszystko powoduje, ze nie potrafię się przemoc, by kupić coś dla dziecka. By zacząć wyprawkę, choć czasu coraz mniej, a ja nie mam nic.
Mąż mnie pociesza, ze zaczniemy w styczniu. Wiem, ze to zrobię i zdążę. Jestem zorganizowana, zadaniowa, ale nie wiem czy będę umiała znaleźć radość w tym. Serce mi podpowiada, ze spokoj i radość znajdę dopiero wtedy, gdy przytulę te mała istotkę do piersi, zdrowa!
Jedno mnie cieszy i pozwala na odciągnięcie myśli w dobra stronę. Ta mała istotka, która pozdrawia wszystkie czytające pamiętnik marudnej mamy ciocie 😍
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 13:49
Ta decyzja została podjęta w porozumieniu z inną kliniką w dużym mieście oddalonym od nas 80 km. Cała dokumentacja Mai została tam przesłana. Oznaczało to, że lekarze w naszej klinice nie wiedzieli już co dalej mają robić... Nigdy nie mieli jeszcze takiego przypadku. Tego dnia musiałam być obecna od samego rana. Powiedzieli, że córka przy wybudzeniu ze śpiączki potrzebuje mojej obecności. Położyli mi ją na ręce i zmniejszali leki. Im bardziej była wybudzona tym bardziej dusiła się respiratorem. Zgłosiłam to lekarzom, położyli ją do łóżeczka i kazali mi wyjść. 10 minut później mogłam wejść z powrotem. Oddychała sama ❤️ po 3 tygodniach w cholernej śpiączce moje dziecko oddychało samodzielnie, rozglądało się dookoła, patrzyło na mnie. Wzruszenie było ogromne. Mogłyśmy wrócić do przytulania. Nie miałam ochoty wychodzić. Nie jadłam nic tamtego dnia ale nawet nie odczuwałam głodu. Chciałam zostać tak już na zawsze. Tulić ją do siebie i nigdy nie wypuścić. Kolejnego dnia rano usłyszałam, że w końcu zrobiła troszkę siku. Nadal mało, ale pierwszy raz od trzech tygodni zrobiła siku. Zastanawiałam się po co tak długo utrzymywali ją w tej śpiączce. Może mogli wcześniej podjąć taką decyzję. Minęły chyba 2 dni. Może trzy. Nerki pracowały tylko troszkę więc znowu zaczęła lekko puchnąć. Dostaliśmy informację, że muszą wpaść na jakiś pomysł żeby podłączyć jej dializę kiedy nie śpi. Miała mieć wsadzoną nóżkę w gips, żeby nią nie ruszać ale ostateczne została tylko obciążona i dializa działała. Całe szczęście. Jednak zostaliśmy wraz z mężem zaproszeni na rozmowę z lekarzami. Gdy weszliśmy do sali obok siedziała również pani psycholog. Powiedziałam do męża, że czuję, że coś jest źle. Łzy automatycznie napłynęły mi do oczu i czekałam na "wyrok". Lekarze w porozumieniu z tą drugą kliniką podjęli decyzję o przewiezieniu Mai na ich oddział. Oni nie są w stanie więcej zrobić. Zwolniło się miejsce i jutro ma zostać przewieziona. Okej. Pomyślałam, że to przecież dla jej dobra. Na szczęście będę mogła z nią pojechać tylko sama muszę zorganizować sobie transport. Jednak powiedzieli też, że prawdopodobnie Maja jak osiągnie odpowiednią wagę w przyszłości będzie musiała mieć przeszczep nerki. Cios. Milion myśli w głowie. Dalej mówią, że są pełni nadziei, że w tamtej klinice przeprowadzą jej dializę brzuszną i nauczą nas obsługiwać cały sprzęt żebyśmy mogli wyjść z nim do domu i sami ją dializować do czasu tego przeszczepu. Drugi cios. I jeszcze więcej myśli w głowie. Jak sobie poradzimy? Jak będzie wyglądało nasze życie? Kiedy wyszłam natychmiast wygooglowałam tą całą dializę brzuszną i uznałam, że niemożliwe żeby Maja ją miała ponieważ dyskwalifikują ją operacje brzucha i wyłoniona stomia. Do głowy odrazu przyszła myśl, przestań czytać, lekarze wiedzą co robią. Nastepnego dnia rano przyjechałam się jeszcze z nią pożegnać. Wtedy usłyszałam, że nie mogli w nocy podłączyć dializy... Znowu komplikacje. Czułam ulgę, że zostaje tam przewieziona, bo czytałam, że jest to jedna z najlepszych klinik w Europie. Podziękowałam całemu personelowi za opiekę nad Mają. Za wsparcie jakie mi dali. Wychodząc płakałam. Pielęgniarka zapewniła mnie, że wszystko będzie dobrze i żebym zajrzała do nich z małą jak już wyjdziemy ze szpitala. Pewnie. Jednak ten oddział już zawsze będzie częścią naszego życia. Wieczorem tata odwiózł mnie do tego miasta. I zaczął się najtrudniejszy tydzień w moim życiu.
https://ibb.co/Qbg1GsY
Maja kilka minut po wybudzeniu ze śpiączki. Chciałabym pamiętać tylko te dobre chwile. Ale muszę uporać się jeszcze z tymi najgorszymi wspomnieniami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2022, 08:04
16+1... boję się, tak po prostu po ludzku się boję. Nie jestem twarda. Nie jestem silna. Ja nie mam innego wyjścia jak brnąć do przodu. Każdy dzień przybliża mnie do 20tc, w którym powinno wszystko się wyjaśnić... w 24tc zawsze było bardzo źle i 2x wszystko się skończyło.
Nadchodzą święta..próbuję,ale nie potrafię się cieszyć. Chciałabym przespać najbliższe tygodnie. Chciałabym przespać podabie eksperymentanlych leków. Czuję się jak piepszony królik doświadczalny,ale wiem, że sama się na to zgodziłam. Nie mam innego wyjścia. Nie pomaga fakt, że wiele osób mi mówi, że przy 4 dość wysokiej ciąży powinnam czuć już ruchy, a ja ich nie czuję. Jakoś ok 14tc czułam bąbelki,ale teraz nie czuję nic. Serduszko bije,bo sprawdzam detektorem (Paulina kolejny raz Ci za niego dziękuję!:*) w sumie mam nadwagę, tłuszczu u mnie też co nie miara, więc mam nadzieję,że to przez to tych ruchów jeszcze nie czuję...
Jeszcze 5 dni i szpital...
Jeheria, Niki, dzięki 😘 macie rację że 2 lat to już świetny wynik, a patrząc na nasze początki to zdecydowanie więcej niż oczekiwałam. Ja powoli jestem gotowa (albo tak mi się wydaje), ale wewnętrznie buntuję się że to nie moja decyzja, a głupiej choroby. Na razie każda próba odwrócenia uwagi od piersi kończy się histerią. Tata jest wtedy złem największym, więc długa droga przed nami, a czasu brak. Szczerze mówiąc nie wiem jak to rozwiązać bez jakichś traumatycznych rozstań, histerii i łez.😧
Kiedyś czytałam że bluzka z golfem pomaga....no nie pomaga bo Marysia wyciąga mi bluzkę ze spodni i nurkuje głową pod bluzkę. Już kilka mam naciągniętych🙈🤣
Dziś kończę 35 lat.
Miałam mieć telefon z COI z planem leczenia. Rozmawiałam dziś z lekarką, powiedziała że ma już plan na mnie, że wszystko wie, ale zadzwoni jak skończy przyjmować pacjentów.
Czekałam na telefon prawie 2h. niemal dygocząc ze strachu, nie jadłam, nie szłam do WC bo bałam się że nie odbiorę, mąż z domu nie wychodził by być przy mnie w razie złych wieści....
Nie zadzwoniła, zapomniała?🤔🧐
Może i dobrze, nie zepsuła mi urodzin, ale cholera. Nie wiem na czym stoję, nie wiem jak planować święta, co powiedzieć w pracy, co robić z kp.
Chciałabym do urodzin Marysia tj. do 30 kp, a dalej niech się dzieje wola Nieba.....może się uda 🍀
20 DC
W poniedziałek skończyłam antybiotyki 🥳🥳 samopoczucie się poprawiło. W poniedziałek zrobiłam test owulacyjny i piękna uśmiechnięta buźka, od poniedziałku ból jajników, który trwa do dziś, ♥️ były w niedzielę wieczorem i we wtorek. A jakby tak teraz zaskoczyło??? Byłby prezent pod choinkę 😅 niby sobie myślę, że przecież po tylu nieudanych cyklach to niemożliwe, ale gdzieś tam z tyłu głowy jest nadzieja 😅 zrobie w przyszły wtorek progesteron, przy okazji robienia TSH i Wit D, jestem ciekawa czy wynik potwierdzi owulację.
No ale pomimo nadziei na naturalsa 😅przygotowuje się do transferu, mam wyniki MUCHy, wszystko w porządku, jeszcze czekam na wynik cytologii. Ostatnio znalazłam informację o braniu zastrzyków z papeveryny zamiast kroplówki z atosibanu na skurcze macicy. Będę rozmawiala z gin na ich temat, chce zrobić maksymalnie wszystko żeby się udało, nawet jakbym po tych zastrzykach nie mogła usiedzieć na tyłku 😅 wstępnie już pytałam małża czy podejmie się robienia mi zastrzyków na co on z chęcią się zgodził. Ogarniam podanie intralipidu trochę bliżej domu, znalazłam właśnie klinikę do której mam ok 90 km a nie tak jak wcześniej jechałam 180 km w jedną stronę. Jutro zadzwonię zapytać jak to wygląda i ile kosztuje, z tego co wyczytałam chcą wyniki badań na alergię na soje i orzeszki ziemne oraz dokumentację potwierdzająca niepłodności immunologiczna 🤔 próbuje znaleźć pielęgniarkę która mogłaby mi to podać w domu ale narazie mi się nie udało 🥴
Jestem coraz bardziej nastawiona na to że pojde na L4 od dnia transferu, małż ma urlop od 10 stycznia to będzie się nami zajmował 😂 o ile oczywiście termin transferu pokryje się z jego urlopem.
Jak rzeczywiście była owulacja w 18-19 DC to okres powinien być ok 28-29. 12 😁
Uff coraz bliżej transfer 🍍🍍🍍
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2021, 22:18
Od jakiegoś czasu nie oczekuję już, że zajdę w ciążę. Jakoś.. nie umiem mieć nadziei. Boję się mieć nadzieję. Niby są plany na dalsze badania, na jakieś suplementy... ale to bardziej dla zasady. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, że mało zrobiłam.
Czekam na cud.
Chwilę mnie tu nie było, kolejny cykl starań i kolejne schody 😪 okazało się, że mam E.coli w posiewie z szyjki i moczu i jakby to nie jest tragedia ale powoduje stop w staraniach 😪 ale to oczywiście nie koniec... Zrobiłam pakiet na trombiofilie... I są mutacje w genach mthfr i pai-1.. Lekarka powiedziała, że bez obstawienia lekami nie ma co zaczynać starań 😪 mam wrażenie, że to się nigdy nie uda 😪
FAKTY O KTÓRYCH NIE WSPOMNIAŁAM WCZEŚNIEJ.
WYWOŁANIE PORONIENA OD A DO Z (oraz informacje z rozmów, z lekarzami).
Z tego, co się obecnie dzieje w naszym kraju, wywołanie poronienia nie jest łatwą sprawą, nawet wtedy jeśli chodzi o ciążę obumarłą, dlatego tak długo to trwa (u mnie 4 dni, położne mówiły, że dziewczyny leżą nawet do tygodnia). Dopiero na wypisie zobaczyłam lek, który mi podawali (nie chodzi o to, że mi nie tłumaczyli co to za lek tylko po prostu, ciężko mi było zapamiętać tę nazwę i dla wiadomych przyczyn - nie chce jej ujawniać). U mnie sprawa była dosyć skomplikowana, nie dość, że leki średnio się we mnie rozpuszczały, to na dodatek rozpulchnianie i rozwarcie szyjki macicy szło opornie. Lekarze byli zgodni (pytałam co zmianę wszystkich po kolei), że to dlatego, iż to moja pierwsza ciąża i na dodatek zakończona poronieniem. Jeśli byłabym już po porodzie (lub byłoby to moje kolejne poronienie 😳) to z automatu poszłoby to szybciej - po porodzie (lub zabiegu) szyjka macicy zazwyczaj zostaje lekko rozwarta co umożliwia szybsze działanie tabletek - rozpulchnianie, większe rozwarcie, szybciej i bardziej odczuwalne skurcze macicy. Dlatego - każda z nas przechodzi to inaczej, każda z nas ma inną odporność na dane substancje i potrzeba mniej lub więcej czasu.
LEKI
- zastrzyki przeciwzakrzepowe - codziennie, przed antybiotykiem,
- antybiotyk - unikanie zakażenia, wkłucia co 12 h,
- lek osłonowy - po każdym antybiotyku.
DODATKOWO sól fizjologiczna do przepłukania wenflonu.
INTYMNOŚĆ - codzienne rozbieranie się do USG przed innymi lekarzami nie było dla mnie problemem. Jedynie po raz pierwszy raz w życiu miałam wykonywane to badanie krwawiąc. Natomiast to jak położne czy lekarze chcieli zobaczyć jak krwawię i co ze mnie wychodzi, powoli stało się wejściem w moją nietykalną przez nikogo strefę komfortu. Rozumiem, że oni są po to, by ratować życia, leczyć itd., wiem, że DUŻO W SWOJEJ KARIERZE WIDZIELI, jednak, kuźwa, to już dla mnie psychicznie było za wiele. Najgorsze było zbieranie "szczątków" do pojemniczka. Na początku to same skrzepy, położne i lekarze sami nie wiedzieli co to jest - może łożysko, może kosmówka, ot takie tam gdybanie. Stres jaki przy tym przeżywałam jest nie do opisania. Plus taki, że po którymś razie idzie się do tego przyzwyczaić. Po drugim dniu stało się to dla mnie rutyną.
DLACZEGO NAJPIERW TABLETKI?
Łyżeczkowanie wydaje się niezbyt skomplikowanym zabiegiem, jednak każde zewnętrzne działanie (chociażby rozwarcie szyjki za pomocą tych takich metalowych łapek) to ingerencja w nasz organizm. Lekarze wolą rozpulchnić i zmiękczyć szyjkę do najbardziej możliwego poziomu, by nie powodować rozwarcia tymi "łapkami" na siłę. I logicznie rzecz ujmując - im bardziej wszystko jest rozpulchnione, tym lepiej dla nas.
Obecnie, w Polsce zabieg łyżeczkowania przeprowadzany jest w ostateczności lub jeśli poronienie zachodzi na późniejszym etapie. Stosowane tabletki dopochwowe to nie są typowe tabletki na poronienie a zamienniki. Lekarze aktualnie się boją - nie tylko o siebie ale i o swoje pacjentki. Od przyszłego roku będą "rozliczani" z każdego takiego zabiegu...
Od siebie dodam, że takie długie oczekiwanie na koniec nie jest dla ciężarnej psychicznie zdrowe. W niedzielę już miałam dość wszystkiego i chciałam się obudzić "jutro".
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 20:54
Zapomniałam dodać.
Allo wyszło 18,8%
Niby nie 0% ale też nie te min.25%
4.01 telekonsultacja z P i zobaczymy co dalej.
Przyjechał mój Józef z badań płci i przyczyny poronienia. Jak wzięłam przesyłkę od kuriera to mocno ją przytuliłam do serca 😊. Jak mąż wróci z pracy to poproszę go o schowanie Józia do trumny razem z boćkiem Bolkiem. Sama mogłabym to zrobić tylko B. schował gdzieś tą trumienkę przed moimi oczami. Mam nadzieję, że jak go pochowamy to moje samopoczucie będzie zdecydowanie lepsze. Na dziś to mam wyrzuty sumienia, że tak to wszystko długo trwa... Pochówek prawdopodobnie będzie rano, w czwartek.
910608! ❤ Cieszę się, że jesteś, wysłałam Ci z rana zaproszenie. 🤗 Widziałam nawet ostatnio Twoje wyniki z badań prenatalnych, cudownie (od czasu do czasu zaglądam na lipcowe mamy)! Starszy brat na pewno jest na górze szczęśliwy z takiego obrotu sprawy. 😁 Szczerze mówiąc, wyobrażamy sobie Józia jako aniołka 🤔 i nie myśleliśmy o nim nigdy w kategoriach "co by było gdyby" bo zaraz z mężem mamy łzy w oczach no ale! Wizję mam (jak to matka) - patrząc po dzieciach ze strony braci męża to byłaby skóra zdjęta z rodziny W. - wysoki brunet, mocno czekoladowe oczy, łamacz dziewczęcych serc 💔😂. Jak w niebie ma skrzydła, to raczej nie korzysta z nóg (napisałabym lenistwo ale wolę "pójście na łatwiznę" 😂). Na pewno nerwus, na pewno porywczy, mam nadzieję, że nie aż tak uparty jak ja i gaduła 🤫🤭. Raczej indywidualista, z tych, że musi coś robić, nawet jak odpoczywa. A z hobby, to raczej kierunek wspólny z rodzicami, czyli biegacz górski. Szczerze pisząc, mieliśmy z mężem rozmowę, jeszcze jak byłam w ciąży, i braliśmy pod uwagę odkładanie jej/jemu pieniędzy na bardzo elitarny bieg górski (gdyby chciał/a) a teraz to myślę, że ma lepszy żywot i dostęp do gór niż matka z ojcem i może być na każdym elitarnym biegu jaki sobie wymarzy i towarzyszyć swoim ziemskim idolom. Zdecydowanie widzę go przy nas, na górskich wycieczkach, oczywiście najpierw stękający i płaczący co 5 m "ile jeszcze" 😆 ale myślę, że w wieku 15 lat już ciężko by mi było go dogonić (ojciec jeszcze da radę, a ja to raczej z rodzeństwem 🥵 jak Bóg da). W sumie to fajnie sobie tak pogdybać. ☺
Często podczas prostych czynności wyobrażam sobie, że stoi obok nas lub sobie fruwa nad nami szczęśliwy. 👼 Kochamy go bardzo mocno i wiemy z mężem, że Bóg wiedział co robi zabierając nam go, tym bardziej, że już wiemy dlaczego. Na pierwszych prenatalnych wszystko by wyszło a ja za nic w świecie nie zgodziłabym się na terminację ciąży. Nie mam też żadnych pytań, pretensji, żali... Wiadomo, że jest przykro, że nie jest kolorowo... Ostatnio w Kościele uśmiechała się do mnie mała dziewczynka, na oko 3 latka i wyobraziłam sobie Józia. Oczy zaszkliły mi się w moment i zrobiło mi się jakoś tak smutno. ☹️
Poczułam dziś małą zazdrość, bo dziś teść mi mówił, że śnił mu się mały chłopiec, z wyglądu cały B., z którym się bawiłam. Może to proroczy sen - kto wie. 😇 Józiu mój mały, a może przyśniłbyś się mamie? Albo tatusiowi, co? 😇
Edit. 910608 ja tam czuję, że każdy aniołek każdego zna, więc całkiem możliwe, że chłopaki fikają razem 😁 śmiać mi się zachciało i w sumie nawet się troszkę zestresowałam - mam nadzieję, że mój Józio idzie choć trochę na kompromisy. 😂
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2021, 11:51
4tc
Dziś drugi dzień stymulacji lamettą, ostatni cykl przed histerolaparoskopią 🤞
Tak teraz myślę, że czasem człowiek na coś czeka, czeka, liczy czas od początku, wkurza się, że tak długo to trwa, a nigdy nie zdaje sobie sprawy ile zostaje odhaczone od końca. Coś się dzieje i nagle się okazuje, że wszystkie wcześniejsze drogi prowadziły dokładnie do tego miejsca i z perspektywy właśnie tak miało być.
Nie wiem ile zostało do odhaczenia cykli nieszczęśliwych, ale za to wiem ile zostało do konkretnych zabiegów, ile do podjęcia (w zależności od wyników) kroków już na stałe do kliniki. I mam nadzieję i czuję w sobie, że już dawno minęliśmy półmetek tych starań i mało nam zostało do tego szczęśliwego cyklu 🤞
Z przyjemnych rzeczy to we wrześniu tydzień przed laparo chcemy jechać nad morze, a potem może pomalujemy mieszkanie i październik spędzimy w pięknym odnowionym mieszkanku 😊😁
Wyszedł mi III stopień czystości pochwy. Czyli do leczenia
Dziś zrobiłam wymaz z antybiogramem. Czekam na wyniki. Chlamydia PCR ujemna. Jeszcze wleci antybiotyk w takim razie przed transferem. Dziś 21 dc. Na upartego moglibyśmy się wyleczyć i w kolejnym cyklu podejść do transferu. Ale chyba poczekamy. Jak rozmawialiśmy z Mężusiem, to nawet nie ustaliliśmy terminu, tylko po prostu "działamy", co wyjdzie, to wyjdzie. Także chwilowo bez spiny (oby tak zostało, to obędzie się bez relanium).
Poza tym siedzę w domu chora. Plecy mnie bolą, głowa i uszy też, straciłam głos, a w nocy mnie telepało z zimna. Infekcja wirusowa. Ale to całkiem dobrze, bo wykorzystam L4 (oby mała nic nie złapała, żebym mogła ją odstawiać do przedszkola) na refleksologię, akupunkturę. Może do dentysty się wybiorę na kontrolę.
Z ciekawostek - w poniedziałek pierwszy raz oddawałam krew. Z koleżanką. Lekko stresująco, ale też i z zaciekawieniem. Czułam delikatny zjazd na spacerze, ale w ogólnym rozrachunku bardzo dobrze zniosłam. Muszę pamiętać o odliczeniu tego od podatku. A czekolady przepyszne!!!
Chciałam się z Wami podzielić moim odkryciem, niekoniecznie niepłodnościowym, ale okresowym. Może się okazać, że pojawią się jakieś negatywne komentarze - luz, robię ze swoim życiem, to, na co mam ochotę. Nikomu też niczego nie rozkazuję. Od lipca ograniczam ilość podpasek. Malineczka była na wielopielo (początkowo system mieszany z jednorazówkami). Podcierałam ją i podmywałam zawsze myjkami. W pewnym momencie przyszło naturalnie moje przestawienie się na myjki (po 2. i w trakcie okresu dalej papier toaletowy). Pierzemy zgodnie z zasadami wielopielo, bakterie giną. Kolejnym krokiem, było to, że gdzieś wpadłam na info, że świetne majtki menstruacyjne robi firma Tymoszku (ta firma zaczynała od wielopielo). Łatwiej mi więc przyszło zaufanie do Tymoszku, niż do firm bieliźniarskich, bo znałam rynek pieluszek wielorazowych. Kupiłam na spróbowanie parę. Jak mi podpasowały! O losie. Zupełnie inna jakość spania w nocy. Fakt, schną długo, więc użyłam ich może 2 razy w trakcie jednego okresu. Teraz już wiem, jakiej chłonności potrzebuję i jaki rozmiar jest dla mnie optymalny (szeroka rozmiarówka), więc przebieram tylko wzory (mega ilość i różnorodność). W kolejnym miesiącu dokupiłam 2 pary. W kolejnym jeszcze jedną. I wczoraj kolejną. Szczególnie w tracie upałów, mój komfort był o wiele wyższy niż przy podpaskach. Na noc, na treningi - to mój must have. Piorę je tak, jak wielopielo. Aktualnie będę mieć 5 par i myślę, że przy ich czasie schnięcia nie wystarczy mi to na jeden pełny okres. Niemniej, używam ich w domu, w pracy tylko na spodziewany pierwszy dzień (bo jest skąpy) oraz na ostatnie dni (są skąpe), więc w pracy jeszcze używam podpasek. Myślę jednak, że jeśli dane mi będzie jeszcze raz przechodzić połóg - tylko na majtkach wielorazowych.
Wcześniej próbowałam kubeczka i podpasek wielorazowych, ale jakoś nie czułam się zbyt pewnie. A teraz te majtki i jest rewelacja. Nie wyobrażam sobie na trening chodzić w czymś innym. Po wyjęciu z opakowania wydają się duże (mają dość wysoki stan), ale leżą idealnie. W zasadzie jak tylko Tymoszku pisze o nowej dostawie albo przedsprzedaży, to ja już przeglądam dostępne wzory. W ten sposób kupiłam też majtki Bratowej, Siostrze i Przyjaciółce.
21 dc, los z nas kpi.
Czekamy na wyniki RNA na HCV i modlę się tylko, żeby były zadowalające...
Jutro idę do ginekologa, zobaczyć co tam słychać u moich nieprzyjacielskich jajników. Nawet myślałam, że może jednak ta ovu była/będzie i wiecie co, mąż dzisiaj wrócił z pracy - 37,5 gorączki. Także facet + temperatura ... Raczej na miłosne uniesienia nie ma co liczyć. A żeby jeszcze było mało, to jutro wieczorem mamy szczepienie... No i wiadomo jak jest chory to pewnie będziemy musieli przełożyć.
Wszystko idzie nie tak, martwię się tym HCV... już nie mówiąc że HBS po raz kolejny wyszedł mu dodatni (jest zdrowym nosicielem, jako niemowlę przechodził ostre WZW B ), oczywiście usg brzucha/wszystkie próby wątrobowe są idealne (robi je raz w roku). No ale, boję się że to jednak będzie jakieś przeciwskazanie do procedury. Bardzo się boję.
Plus taki że mi wszystkie badania wyszły piękne, czekam jeszcze tylko na chlamydię. ale wszystkie HCV, HBS, HBC - wyszły niereaktywne - co też jest chyba ważne w kontekście wyników męża.
Nie mam już siły.
A i jeszcze w pracy jest coraz gorzej - psychicznie siadam, marzę o ciążowym L4 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2021, 17:49
Ku pamięci - z dnia 27.11.2021
Pojechałam dziś do ginekologa. Wczoraj, na papierze toaletowym zobaczyłam lekko różowe plamienie. Spanikowałam i na szybko wyhaczyłam wolną godzinę konsultacji. 😌 Występowanie plamień miało związek ze współżyciem i otarciami🤦♀️, szyjka macicy czysta - brak jakichkolwiek śladów plamień z zewnątrz macicy. Na USG widoczne serduszko, 133 ud./min. ❤ Obraz czysty, wg OM 6+5, wg zdjęć USG 6+1 lub 6+3. Pan doktor powiedział, że jest lekkie opóźnienie w rozwoju, w stosunku do zdj. nr 1 (4 dni) ale na razie kazał się niczym nie przejmować, owulacja mogła się spóźnić lub został zapłodniony drugi pęcherzyk, który był "na stanie". Wyniki badań w normie, karta ciąży założona, kontrolna wizyta za 2 tygodnie. Cierpliwie czekamy. ❤
W domu sprawdziłam kalendarz Ovu. Niepotrzebnie. Od tego momentu zaczyna mi towarzyszyć stres. Tak, zapłodnienie prawdopodobnie z drugiego pęcherzyka. Współżycie miało miejsce tylko i wyłącznie w trakcie możliwych dni owulacji pierwszego i możliwe, że dzień lub dwa po owulacji z drugiego... Podświadomość i moja wiedza już wiedzą, że może nie być happy endu. Mimo to, cieszę się z mężem Kropkiem. ❤ Modlimy się o Jej/Jego zdrowie, aby wszystko było dobrze. 🙏
Zarezerwowałam wizytę u lekarza na 9.12. Jeszcze pełna optymizmu - nie mogę się doczekać. 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 07:11
Ku pamięci - z dnia 6.12.2021
Mikołajki a ja... Czuję, że zaczyna się dziać coś niedobrego. Sygnały mojej podświadomości oraz ciała zazwyczaj są prawidłowe do stanu rzeczywistego. Na dodatek wbrew sobie ciągle myślałam o szwagierce...
Przestały mnie męczyć jakiekolwiek ciążowe dolegliwości. Nagle, z osoby zmęczonej stałam się pełna sił i wigoru. Apetyt powrócił, zjadłabym konia z kopytami 🐴 . Mówię o swoich obawach mężowi a on: "Pamiętasz co mówił lekarz? Jak jest nie dobrze to znaczy, że jest dobrze". I tego się zaczęłam trzymać. 🙏🍀
I czas się na chwilę zatrzymał, choć musi iść dalej.
Jestem tu gdzie bałam się być, ale muszę być silna..
Samotna matka dwójki dzieci, mogło być gorzej.. a jednak jest ciężko.
Muszę być silna, muszę to przetrwać, dla niej i dla niego, pokazać czym jest spokój, miłość, wsparcie i szacunek 🫡
Dam radę, choć początki bywają cholernie trudne.
Ku pamięci - 30.11.2021
Czuję nasilenie objawów ciążowych, choć nie wymiotuję. 🤢 Piersi spuchnięte na maxa, spodnie robią się obcisłe, woda w organiźmie zatrzymana do granic możliwości. Libido spadło poniżej 0, ochota na jedzenie również. Lekarz pozwolił mi biegać ale się boję, ograniczam się do 5 km spacerów z psem. 🚶♀️🐕
Oprócz tego, że wywołałam kontrowersyjną burzę na forum staraczek listopadowych nic nie działo się ciekawego. Moja opinia oczywiście po raz pierwszy ujrzała światło dzienne, bo nigdy nie miałam potrzeby, by wypowiadać ją głośno i tyle. Od dziś już tam nie wracam, nie czytam, nie nadrabiam i znów zaczynam mieć czystą głowę. Niezmiennie kibicuję dziewczynom, które skradły moje serducho ❤ i trzymam za nie najszczersze kciuki. 🤞🍀 Jak jest dobrze to jest dobrze 😉, natomiast jak ma się kontrowersyjnie odmienne zdanie - to już gorzej. Nie jestem wylewną osobą jeśli chodzi o dolegliwości mojego męża, nie chciałam do końca dzielić się moimi obawami, internet to internet. Na koniec - nie zamierzałam się ze wszystkiego tłumaczyć, ważne, że zmieszano mnie z błotem. 🤔 Wtedy nie wiedziałam, że zacznę pisać pamiętnik, by "przelać" swoje emocje i prawdopodobnie pewne informacje ujrzą światło dzienne. 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 07:47
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.